Czasami jest tak, że poznajemy jakiegoś autora od jego biografii - najpierw życie, później dzieła. By docenić wartość książki Florence Noiville, jednak zdecydowanie trzeba znać dzieła Kundery.
Wielki Milan nie lubił się odsłaniać, przemycał jednak siebie w swoich dziełach, więc odkryć Kunderę można (choć trochę) właśnie dzięki jego książkom.
Noiville poznała autora i jego żonę, Verę, więc bazowała na rozmowach, dokumentach, dziełach. To wyszarpywanie faktów z morza fikcji wpłynęło na kształt biografii - jest mocno fragmentaryczna, autorka skacze po latach i wydarzeniach. Dzieciństwo w Brnie, muzyczne wychowanie przez ojca, FAMU, polityka, żona, emigracja (kto wyjeżdża z Czechosłowacji, ten zdrajca!). Bardzo ciekawy wątek utraconego Nobla, jeszcze ciekawszy mizoginii w książkach. Autorka sprawnie żongluje cytatami, przywołuje dzieła Kundery i wskazuje czytelnikom, ile w nich (odrobina) prawdy o autorze. Ach, sporo tu też zdjęć i rysunków Kundery!
Przejmująca jest ta potrzeba usunięcia siebie, zamazywania siebie. Kundera uważał, że dzieło powinno bronić się samo, że wiedza na temat autora jest zbędna. Nieprzypadkowo więc duchem tej biografii jest Emil Cioran - któż inny aż tak mocno podkreślał absurd egzystencji? Jakby idąc tym tropem, autorka wspomina, że Kundera, czytając książki, wyrywał kartki, niszczył materię. Tylko jedną książkę pozostawił w całości - "Człowieka zbuntowanego" Camusa. Jest w tym coś znamiennego.
Sama nie wiem, czy faktycznie po lekturze biografii poznałam Milana K. Czy w ogóle można poznać drugiego człowieka? Na pewno pięknie mi się jego życie poukładało z książkami, które znam.
Cenna, ciekawa lektura.