Podczas bibliotecznej wystawy, polegającej na pokazaniu rzeczy znalezionych w książkach, pewna czytelniczka przynosić kartę. Kartę w wyznaniem morderstwa...
Pokazana policji wzbudza zaciekawienie stróżów prawa. Kobiety, której nazwisko widnieje na kartce szukają od wielu miesięcy bez skutku.
Na kartce jest też miejsce ukrycia zwłok. Kompost.
Zaczynają się poszukiwania, które doprowadzają do zaskakującego odkrycia.
Na posesji, na której dokonano odkrycia stoi dom bardzo zamożnej, miastowej pani i jest to dom całkowicie elektroniczny.
Kto i po co dokonał morderstwa? I dlaczego przyznał się do jego dokonania?
Dzień dobry Kochani. Zapraszam Was dzisiaj na moją recenzję na temat książki @zastroniec pt. ,, O jeden zgon za daleko". Książkę tą miałam możliwość przeczytania dzięki #współpracabarterowa #współpracareklamowa z wydawnictwem @skarpawarszawska.
Lena uwielbiała czytać książki. Były zdecydowanie na pierwszym miejscu tego jak lubiła spędzać czas. Biblioteka zaś jest miejscem, które dość często odwiedzała. Pewnego dnia w jednej z książek znalazła dość interesującą kartkę, na której było zamieszczone wyznanie o popełnieniu morderstwa a także tego gdzie zostały ukryte zwłoki. A konkretnie w kompoście. Ów notatka trafia do miejscowej policji a ta z zaangażowaniem wszczyna śledztwo. Podejrzenie w pierwszej kolejności pada na miastową, zamożną Panią, która z racji swojego pochodzenia nigdy nie będzie ,,Swoją”. Jednak nie tylko zbrodnię znajdziecie w tej książce. Ale także historię kobiety, którą własna córką chce ubezwłasnowolnić gdyż głupoty jej w głowie i za stara już jest aby mieć czas dla siebie i spełniać swoje marzenia. A jedynym zajęciem jakiemu powinna poświęcać swoją uwagę jest opieka nad wnuczkiem aby córka mogła po raz kolejny odpocząć i zająć się sobą.
,,O jeden zgon za daleko” jest to zabawna, pełna humoru książka, która nie tylko was wciągnie ale też idealnie nadaje się na wyrwanie z zastoju czytelniczego. Jest to połączenie komedii z kryminałem, momentami nawet dość absurdalne. Wzbogacona o intrygi oraz zagadki doskonale nadaje się na jesienne wieczory. Ten kto zna styl pisania Pani Iwony wie iż będzie to miło spędzony czas a kto jeszcze nie miał przyjemności czytać książek autorki zachęcam do nadrobienia zaległości. Bardzo przypadła mi do gustu postać starszej Pani, która absolutnie nie ma zamiaru poddawać się woli córki i z ogromną dawką humoru jej się przeciwstawia. Co nie do końca spodoba się jej młodszej wersji. Jest to zabawna oraz błyskotliwa książka, która niejednokrotnie wywoła u was napady śmiechu. Ja świetnie się przy nej bawiłam😄 Bardzo dziękuję wydawnictwu @skarpawarszawska za egzemplarz książki do recenzji.
Pewna biblioteka zorganizowała wystawę rzeczy znalezionych w książkach, bo jak się okazuje z zakładki w książkach mogą służyć przeróżne rzeczy.. nawet notatka z informacją o popełnionym mor*erstwie. Od tego momentu machina idzie w ruch i to dosłownie, bo dantejskie sceny mają miejsce tuż przy inteligentnym domu, który najlepiej działa na komendy w jednym z języków dalekowschodnich, a właścicielka ów budynku zostaje główną podejrzaną, bo nie dość że liścik z książki wskazuje poniekąd może ją wskazywać, to jeszcze zawartość jej kompostu pozostawia wiele do życzenia.. co odkrywa pewna wścibska emerytka, która dosłownie daje nura i wyciąga kij bardzo przypominający kość udową... Sprawą zajmuje się para miejscowych policjantów oraz komisarz Iwo, który przebywa w pensjonacie dla emerytów w spawie prywatnego śledztwa. Ida jedna z pensjonariuszek ekskluzywnego domu seniora, przebywa na urlopie od swojej dorosłej córki. Karina bowiem jest już bardzo pełnoletnia matką, jednak potrzebuje czasu dla siebie.. dlatego jej matka powinna zająć się swoim wnukiem, a nie układać sobie życie i trwonić własne pieniądze.. lepiej łożyć je na rude szczęście czyli Brajanusza.
Pani Iwona znana jest z tego, że w swoich książkach przerysowuje i jaskrawi pewne zachowania społeczeństwa. Bez różnicy czy miasto czy wieś pewne sytuacje są widoczne wszędzie tak i w tej pozycji dostajemy uwypuklenie negatywnych cech. Mamy więc nowobogacką panią, która nie ubierze się w ubrania z sieciówki, dziewczynę wierzącą we wszystko co można znaleźć w internecie, egocentryczną młodą matkę, której wszytko się należy.. lecz sama zajęta przeglądaniem internetów nie ma czasu na posprzątanie własnego mieszkania. Książka napisana lekko i choć nie ma w niej zrywów śmiechu to czarny humor bawi znakomicie, jak znacie pióro autorki to wiecie czego oczekiwać :)
Mała wieś. Rządzi w niej rodzina Lepieszków. Każdy ich zna, oni mają coś na każdego. Jeśli coś się dzieje, to prawdopodobieństwo, że Lepieszkowie są uwikłani, jest spore. Pewnego dnia jedna ze stałych bywalczyń biblioteki znajduje w książce list w którym zawarto informacje o morderstwie i miejscu ukrycia zwłok. Rusza lawina dochodzenia, przeczesywanie kompostu, zadeptywanie ogrodu i domu jedynej „miastowej”. A wiadomo, że skoro miastowa to nie nasza- i nie można jej ufać 😉, Tym bardziej że dom miastowej, jest naszprycowany elektroniką, i jest taki smart, że ludzie się go boją. Kto i dlaczego dokonał morderstwa? Musicie przekonać się sami.
Jeśli jesteście tu ze mną jakiś czas, to pewnie wiecie, że jestem wielką fanką Pani Iwony. Uwielbiam jej styl, ironię, smaczki językowe (w tej części jest ich duuuuużo), to jak cudownie wyłapuje absurdy zachowań ludzkich, jak punktuje teorie spiskowe i głupotę. Mino, tylu książek na koncie, Pani Iwona trzyma poziom. W każdej książce „obrywa” kto inny. Byli już foliarze i eko terroryści. Tym razem „madki” ślepo wierzące w każdą bzdurę jaką wyczytają w sieci. Jeśli tak jak lubisz czarny humor i absurd oraz przerysowane psotacie, to musisz poznać tę historię. Ja kupuję w ciemno wszystko, co Pani Iwona napisze, bo to gwarancje super spędzonego czasu.
"O jeden zgon za daleko" to najnowsza książka Iwony Banach. Doskonała komedia kryminalna. Nie mogłam się od niej oderwać!
Moja ulubiona scena? Było zbyt wiele świetnych, chociaż moje serce skradł moment kiedy technicy policyjni użyli AI do rekonstrukcji twarzy na podstawie znalezionych czaszek. AI na ich podstawie dorobiło podobizny (które zostały rozpoznane przez mieszkańców wsi), dodało im brody (nie wiadomo na jakiej podstawie, skoro rekonstruowało czaszki) oraz nawet dodało ubrania (były to żaboty). Rozwaliło mnie to.
Cóż, jeśli czytaliście już książki tej autorki, to na pewno bardzo dobrze znacie jej styl (ja go uwielbiam!), a jeśli nie, to gorąco Was zachęcam abyście sięgnęli po jedną z jej książek. A myślę, że "O jeden zgon za daleko" będzie idealny na początek, bo to naprawdę świetna lektura.
Ile tu było absurdu! Ale absurdu w doskonałym stylu. Im dalej tym lepiej i ciekawiej.
Co tutaj znajdziemy? Inteligentny dom o morderczych skłonnościach, oczywiście morderstwo (i to nie jedno), laleczkę vodoo, goryle, kompostową pannę lekkich obyczajów i oczywiście świetny humor, wartką akcję. Muszę Was ostrzec, nic tu nie jest takie na jakie się wydaje.