Lauren Gordon dzięki stypendium naukowemu rozpoczyna studia na najlepszym uniwersytecie w Nowym Jorku. Dziewczyna od zawsze żyje w swoim uporządkowanym świecie, w którym liczą się ambicje, uczciwość oraz ciężka praca.
Dominic Waller jest panem zupełnie innej rzeczywistości. Król uczelni, gwiazda drużyny siatkarskiej, syn znanego w całym kraju biznesmena. Jego nazwisko otwiera każde drzwi do świata przepełnionego arogancją, przepychem i łatwymi zwycięstwami.
Dzieli ich niemal wszystko, łączy jedynie wzajemna nienawiść jeszcze z czasów szkolnych. Nic więc dziwnego, że wieloletni konflikt narasta, gdy los zmusza tę dwójkę do dzielenia mieszkania w akademiku. Już pierwszego dnia zderzenie silnych osobowości niemal doprowadza do tragedii. Czy to wydarzenie zmieni bieg tej relacji?
Jedno jest pewne: granice między ich światami nie są wcale tak sztywne, jak mogłoby im się wydawać.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Na początku nie planowałam czytać tej historii, ale promocja niektórych patronek mocno mnie do tego zachęciła. Nie miałam wobec niej żadnych oczekiwań – podeszłam do lektury z naprawdę otwartą głową. Owszem, były elementy, które nie do końca mi się spodobały, ale książka po prostu mi się spodobała.
Polubiłam główną bohaterkę, mimo że momentami irytowała mnie swoim zachowaniem. Jeśli chodzi o głównego bohatera, mam wobec niego bardzo mieszane uczucia.
Zakończenie sprawiło, że z ciekawością czekam na to, co wydarzy się dalej.
Mam dość. Potrzebuję na już drugiej części bo nie wytrzymam. Jejku… jak to się dobrze czytało! Na samym wstępie muszę powiedzieć żeby wszystkie fanki serii „Students” uważnie pochyliły się nad tą recenzją, gdyż ta książka ma mega podobny vibe i jestem tym zachwycona. Oczywiście głównym motywem jest enemies to lovers - czyli to, co wszystkie lubimy najbardziej.
Mimo, że oceniłam książkę 10/10 to mam jedno ale - główna bohaterka Lauren niezmiernie mnie denerwowała przez pierwszą połowę książki. Ja się pytam, jak można być tak niezdecydowanym i nie umiejącym zawalczyć o swoje człowiekiem. Z czasem poznałam jej motywacje, ciężką relację w rodzinie i przeróżne choroby i alergie. Z każdą książką Gordon zmienia się na naszych oczach, dojrzewa wraz ze zmieniającą się relacją z Dominikiem. Mimo, że pochodzą z dwóch różnych światów, to twardo postawione granice zaczynają się kruszyć.
Dominicowi nie mam nic do zarzucenia, jest typowo skonstruowaną postacią „złego chłopca”, który jest inny „tylko przy niej”. Ale czy to źle? Przecież wszyscy to kochamy (a ja to już szczególnie)! Jego postać świetnie pokazuje, że nie wszystko, co widzimy jest takie jak nam się wydaje, a pod każdą skorupą kryje się drugie dno.
Co ja wam mogę powiedzieć? W tym momencie wstajecie, idziecie do empika i kupujecie sobie swój egzemplarz. Będzie dużo śmiechu, napięcia, bananów, kefiru oraz piżamki w reniferki. Humor w tej książce jest tak świetny, że przysięgam, że potrafiłam zaśmiać się na głos, czułam jakbym to ja rozmawiała z bohaterami i słuchała ich głupich wywodów. Zapomniałabym wspomnieć, że bardzo podoba mi się to, że mimo iż Dominic i Lauren są głównymi postaciami, to jest nam dane poznać bliżej bohaterów pobocznych. Przyjaciel Wallera - Degas to zdecydowanie mój ulubiony przygłup, chciałabym poznać go na żywo i przysięgam, że nie śmiałabym się z jego kolorowych koszul w zwierzaki (no… może trochę). Ja mam już 23 lata, ale między kartkami tej książki poczułam się jakbym znowu była w szkole. Bardzo mi się przydał taki powiew młodości w moim życiu.
Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją patronacką „W moim małym świecie” Magdaleny Pisarskiej.
[ współpraca reklamowa | patronat medialny ]
Na początku chcę z całego serca podziękować Magdzie za to, że dała mi szansę wspierać medialnie książkę, którą pokochałam na Wattpadzie. Jestem ogromnie wdzięczna i mam nadzieję, że moja promocja Cię nie zawiodła. Zasługujesz na każdą gwiazdkę z nieba, kocham Cię🩶
Książka opowiada o Lauren, która dostaje stypendium naukowe na najlepsze studia w Nowym Jorku. Na miejscu okazuje się, że ona wraz ze swoim wrogiem musi dzielić mieszkanie… Już pierwszego dnia dzieje się coś, co nie zapowiada, że długo ze sobą wytrzymają.
„W moim małym świecie” czytałam już na Wattpadzie, gdzie od pierwszych rozdziałów pokochałam tę historię. Teraz jest ona znacznie lepsza, dopracowana i nieco różni się od wersji pierwotnej. Styl pisania autorki jest naprawdę wciągający. Mimo że książka ma 573 strony, w ogóle tego nie odczuwałam, bo natychmiast wciągnęłam się w losy bohaterów. Podczas czytania często płakałam - nie ze smutku, a ze śmiechu. Uwielbiam humor w tej książce i nie wyobrażam sobie tej historii bez niego.
Jak wiecie (albo i nie), mamy tutaj motyw enemies to lovers. I tak, pewnie myślicie, że po 100 stronach stali się już lovers, ale wcale tak nie było. Autorka genialnie poprowadziła ten motyw, a między bohaterami naprawdę czuć napięcie. Widać też, że autorka spędziła sporo czasu na researchu - wszystko jest dobrze wytłumaczone i czuć, że wie, o czym pisze.
Co do bohaterów - pokochałam ich. Nie są płytcy, jak to czasem bywa w innych książkach, mają swoje unikalne charaktery. Oczywiście, nie z każdym się polubiłam, ale to tylko z tymi problematycznymi (przekonacie się sami, gdy przeczytacie).
Lauren Gordon to dziewczyna, która dąży do wyznaczonych celów. Mimo nacisku innych robi to, co kocha. Ma nietypowy charakter, jest bardzo inteligentna i uwielbiam jej riposty. Ogranicza swoje grono znajomych do osób zaufanych, nie lubi imprezować, woli spędzać czas na nauce. Ubiera się inaczej niż większość dziewczyn w jej wieku. Jest wyjątkowa i zdecydowanie nie zasłużyła na rzeczy, które ją spotkały. Często główne bohaterki mnie irytują, ale moja Lauren zdecydowanie do nich nie należy. Jest zdeterminowana, nie odpuszcza, kieruje się ważnymi wartościami i jest bardzo rozsądna.
Dominic Waller jest dosyć… specyficzny. Jestem pewna, że wiele osób może go nie polubić na początku. Od razu wydaje się egoistyczny i przekonany, że pieniądze rozwiążą wszystko. Mimo to nie jest tak zły, jak się wydaje. Często imponował mi momentami, gdy stawał w obronie Lauren, nawet mimo nienawiści. Jest trochę zagubiony, ale ma potencjał na cudownego mężczyznę. I co jak co, ale zazdrosny Dominic >>> - uwielbiam te momenty.
Oczywiście nie mogę zapomnieć o naszej gwieździe, czyli Shane’ie Degasie. To moja ulubiona postać, moje słoneczko. Czasami jest tak głupi, że aż słodki. Uwielbiam jego poczucie humoru i ogólny charakter. Tak samo momenty, gdy kłóci się z Rose - moje ulubione duo. Jestem pewna, że polubicie go tak samo jak ja, bo nie da się go nie polubić.
Kiedy już wszystko zaczyna się układać, autorka potrafi totalnie zaskoczyć. Zakończenie było dla mnie kompletnie niespodziewane. Ta książka wywołała we mnie ogrom emocji - od śmiechu po szok.
Relacja bohaterów jest nietypowa. Nienawidzą się od czasów szkolnych, ale ich wybuchowe charaktery się dopełniają. Kiedy trzeba, troszczą się o siebie nawzajem.
I te rozdziały, gdy byli we Włoszech?! Bawiłam się wtedy tak świetnie, że zdecydowanie są to moje ulubione momenty.
Podsumowując jeśli lubicie książki z prawdziwym enemies to lovers, motywem tajemnic, motywem sportowym i cudownym humorem, ten tytuł będzie dla Was idealny! Moja ocena: ♾️/5⭐️
Pochłonęłam tę książkę w dosłownie dwa dni i przysięgam, że wyciągnęła mnie z jakiegoś dziwnego zastoju czytelniczego, którego nawet nie wiedziałam, że mam. Zacznę od pióra Magdy, bo cholera jest tak przyjemne, że dosłownie książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i gdyby nie moja nocka dzień wcześniej to bym ją pochłonęła w jeden wieczór, mimo że nie jestem fanką takich cegiełek, ale cegiełki od Magdy przeczytaj z miłą chęcią i drugi tom będzie pierwszą książką, którą przeczytam na wattpadzie, bo serce mi chyba pękło, jak widzę zakończenie 1 tomu.
Tutaj mamy naprawdę mocne enemies to lovers, ale bez lovers 😼 relacja Domica i Lauren jest z rozdziału na rozdział tak napięta, że jak przeczytałam jakieś drobne gesty z ich strony, to uśmiech sam pchał mi się na twarz, nie ukrywając dziwnych dźwięków, które z siebie wydawałam. KOCHAM TĘ DWÓJKĘ NAPRAWDĘ!!
Lauren jest raczej wycofana, mądra i skupia się głównie na nauce, bo w końcu zależy jej na podtrzymaniu stypendium, które w tamtym momencie było dla niej najważniejsze, a dużym minusem był Ryan, chłop był tak irytujący, że nawet nie jestem pewna, czy dobrze jego imię napisałam…
Oh Dominic, do niego mam bardzoooo mieszane uczucia i również uważam go za kurwiarza, w końcu perfumy, których używał, (Dior Sauvage) coś mówią o człowieku, prawda? Jednak momentami miałam ochotę uderzyć jego głowę o ścianę i po prostu ją rozpłaszczyć tam, rozumiem nienawiść do Lauren, ale niektóre jego teksty były taką przesadą, że mimo iż to nie było skierowane do mnie, to osobiście mnie zabolało i sama zaczynałam szukać drogi ucieczki, bo było tego za dużo, dodatkowo końcówka??? Autorka zostawiła nas z taką niewiadomą, że czuje ogromny niedosyt!!
Shane… przysięgam, że jego głupota jest tak ujmująca, że chętnie bym go przygarnęła i się nim zaopiekowała XDDDD, jego poczucie humoru zdecydowanie dorównuje mojemu i coś czuje, że wypicie z nim nie skończyłoby się tylko na jednym shocie.
Książka mimo swoich wzlotów i upadków (głównie tych Dominica i Shane’a) ma w sobie tyle uroczych momentów, że czytałam je z bananem na twarzy!! Jeśli szukacie czegoś lekkiego, ale z nutką dramatyzmu, bo są niektóre takie momenty, to zdecydowanie ta pozycja powinna wylądować w waszym TBR!!
Droga autorko, ja potrzebuję drugi tom na wczoraj. Trudno uwierzyć, że to debiut - jest tak dopracowany i wciągający.
Pomimo grubości tę książkę się pochłania i nawet nie wiadomo, kiedy przychodzi koniec. To historia absolutnie nieodkładalna.
Lauren rozpoczyna studia na uniwersytecie w Nowym Jorku dzięki stypendium naukowemu. Miała wszystko dokładnie zaplanowane, ale jej spokój burzy Dominic Waller gwiazda drużyny siatkarskiej, król uczelni i jej wieloletni wróg, z którym musi dzielić wypasiony pokój w akademiku. Ich światy nie mogłyby być bardziej różne: jego pełen bogactwa i arogancji, jej skromny, uporządkowany.
Zamieszkanie razem to przepis na katastrofę. I faktycznie absolutnie wszystko poszło nie tak.
Muszę wspomnieć o Shane’ie, przyjacielu Dominica. To był istny rozrabiaka i chodząca katastrofa, wszystko czego dotknął, kończyło się porażką. Jednocześnie był największym źródłem humoru w całej historii. Śmiałam się z niego do łez, a jego obecność sprawiała, że bohaterowie nie mieli ani chwili spokoju. Ten "trójkąt" był rewelacyjny. Poczułam się komfortowo czytając o tej paczce znajomych.
Autorka świetnie poprowadziła wątek slow burn. To enemies aż do samego końca pełne ciętych ripost, kłótni i robienia sobie na złość. Uwielbiałam to, że Dominic nie zmienia się od razu, tylko małe gesty i drobiazgi powoli odsłaniały jego prawdziwe oblicze.
Bohaterowie są świetnie wykreowani. Nieidealni, ludzcy, przez co łatwo ich polubić. A humor? Cudowny. Dawno się tak głośno nie śmiałam.
Doceniam też, że autorka tłumaczyła niektóre nietypowe czynności krok po kroku, widać, że zrobiła solidny research, a to tylko dodało autentyczności.
Całość czyta się lekko, przyjemnie i z ogromną frajdą. To naprawdę wyjątkowy debiut, gratuluję autorce stworzenia tak wciągającej historii.
Jeśli szukacie historii, przy której będziecie się śmiać, ani przez chwilę się nie nudzić, a paczka przyjaciół stanie się waszym domem - to bardzo polecam tę książkę!
Gdy tylko zobaczyłam, że 𝑾 𝑴𝑶𝑰𝑴 𝑴𝑨Ł𝒀𝑴 Ś𝑾𝑰𝑬𝑪𝑰𝑬 zostanie wydane, wiedziałam, że muszę po nie sięgnąć – tym bardziej, widząc masę filmików na TikToku o tej książce.
Była to moja pierwsza styczność z twórczością Magdy i muszę przyznać, że spodobał mi się jej styl pisania oraz sposób prowadzenia historii. Autorka opisała wszystko tak, że czytając książkę, czułam się dosłownie, jakbym przeżywała wydarzenia razem z główną bohaterką. Nie brakowało poczucia humoru, ciętego języka, uroczych, a nawet wybuchowych momentów.
Historię poznajemy z perspektywy Lauren Gordon, która rozpoczyna studia i wprowadza się do akademika. Tam odkrywa, że jej współlokatorem zostaje Dominic Waller – chłopak, którego, delikatnie mówiąc, nie znosi… a on, cóż, również nie jest do niej nastawiony lepiej.
Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to mojemu sercu zdecydowanie bliższa jest Lauren. Kupił mnie jej styl bycia i poczucie humoru. Z postacią Dominica mam jednak pewien problem. Choć dostrzegam zmianę w jego zachowaniu na przestrzeni powieści, to wciąż podchodzę do niego z dystansem – zwłaszcza po niektórych sytuacjach, szczególnie tej z początku książki. Sama relacja Lauren i Dominica jest bardzo burzliwa, ale patrząc na ich charaktery, trudno było spodziewać się czegoś innego. Zdarzały się zarówno lepsze, jak i gorsze chwile, gdy próbowali się „dotrzeć”. Mimo to ich wspólne sceny wielokrotnie doprowadzały mnie do śmiechu. A w połączeniu z Shane’em to już była czysta komedia i cyrk w jednym. Degas to z kolei dokładnie ten typ, którego jeśli wyrzucisz drzwiami, wróci oknem. Pomimo że momentami bywa lekko irytujący, nie da się go nie lubić. Nie jestem wielką fanką slow burnów, ale tutaj ten motyw w ogóle mi nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie – cieszyłam się, że wszystko rozwijało się powoli, bo świetnie budowało napięcie. A uwierzcie mi, było go sporo.
Książkę czytało mi się bardzo dobrze i na pewno przeczytam kolejne tomy. Jeśli zastanawiacie się, czy sięgnąć po 𝑾 𝑴𝑶𝑰𝑴 𝑴𝑨Ł𝒀𝑴 Ś𝑾𝑰𝑬𝑪𝑰𝑬, to ja ze swojej strony bardzo polecam tę pozycję.
Czytałam tę książkę na Wattpadzie, więc jak tylko wyszła, wiedziałam, że muszę ją kupić i przeczytać. Uwielbiam humor w tej książce, dała mi wiele uśmiechu i frajdy. Nie mogę się doczekać dalszych części. ❤️
Styl pisania autorki jest fajny, bardzo przyjemny i wszystko miało ręce i nogi. Mogło być mniej dogryzania między Dominicem a Lauren, bo niekiedy nic one nie wnosiły, ale tak to dobrze bawiłam się na tej książce, końcówka mnie mocno zaintrygowała i na pewno przeczytam kontynuację 💛 Jeśli szukacie czegoś lekkiego, żeby się oderwać i co zapewni wam dobrą rozrywke, to bardzo polecam!!!
Na samym poczatku uznałam to za oktopną książkę przez sporą liczbę przekleństw, ale postanowiłam że będę czytać dalej i z każdym kolejnym rozdziałem wciągałam się coraz bardziej. I jeszcze to zakończenie, ja potrzebuje kolejnego tomu!!
Osobiście kocham historie, które bazują na sarkaźmie i nawet jeśli docinki nie są specjalnie inteligentne to od razu poprawia mi się humor. Zaczęłam przypadkowo czytać tą książkę na wattpadcie a stała się jedną z moich ulubionych pozycji na półce. Mój faworyt to absolutnie Szejni- najbardziej przypałowa i za razem najbardziej randomowa postać całego uniwersum. Czekam na premiery kolejnych części, których potrzebuję ASAP
mimo, że nigdy wcześniej nie słyszałam o książce, to po przeczytaniu opisu i obejrzeniu jednego tik toka w dniu przedsprzedaży wiedziałam, że będę musiała ją kiedyś przeczytać. stało się to prędzej niż póżniej z czego bardzo się cieszę i mimo, że książka nie stanie są moim ulubieńcem i nie jest to pozycja 5/5, to zapamiętam ją z pewnością na długo dzięki ikonicznym scenom i bohaterom!
od samego początku spodobała mi się fabuła i szybko wkręciłam się w czytanie i mimo, że momentami trochę się nudziłam, bo niektóre sceny było dość rozwleczone to po przeczytaniu całości śmiało mogę stwierdzić, że naprawdę dobrze się bawiłam. sama relacja bohaterów, to naprawdę porządne enemies to lovers, a nie jak to w niektórych książkach bywa, że po 5 rozdziałach oni się już uwielbiają, dodatkowo to też potężny slow burn więc spodoba się wszystkim jego fanom!
bohaterzy byli jedyni w swoim rodzaju ale nie dało się ich nie polubić! Lauren miała swój mały świat, który Dominic regularnie zaburzał, ta dziewczyna miała w sobie wiele różnych cech i na pewno wielu z nas znalazło by w niej odpowiednik siebie. Dominic za to wykreowany był może nie na typowego "Bad Boy'a" ale raczej był typem bohatera, którego nie polubi każdy, a na pewno nie od początku i z pewnością nadal go dobrze nie poznaliśmy i stanie się to w drugim tomie! nie mogę nie wspomnieć o przyjacielu Domina, Shane'ie, który nie raz podczas czytania doprowadził mnie do płaczu, ale tego ze śmiechu!
3,5/5 Okazało się, że czytałam to na watt, ale nie wiedziałam, że to to XD ogarnęłam to po pierwszym rozdziale i byłam ciekawa, czy spodoba mi się ta książka, tak jak zapamiętałam, czy jednak nie bardzo. Ogólnie to był idealny odmóżdżać i bawiłam się serio dobrze, ale momentami tych śmiesznych tekstów było o wiele za dużo i robiły się bardziej żenujące niż śmieszne. Trochę mało też się działo, bo cała książka opiera się na kłótniach Lauren z Wallerem i ewentualnie Shanem. Ale czytając to z nastawieniem na lekka, szybka i mało angażująca historię to było serio spoko. Dużo się pośmiałam i czekam na kolejny tom, bo już nie wiem (chyba) co wydarzy się dalej, a zrobiła się lekka drama
Jest to moje pierwsze spotkanie z piórem Magdaleny Pisarskiej i uznaję je za całkiem udane. Mimo, że znalazłam kilka niedociągnięć lub rzeczy, które nie do końca mi odpowiadały, to „W moim małym świecie” jest dość ciekawą książką.
Dość łatwo było mi wciągnąć się w fabułę. Jest ona na tyle lekka, że lektura była idealna by nieco się odprężyć. Nasza główna bohaterka dostaje stypendium naukowe na najlepszym uniwersytecie w Nowym Jorku. Jej życie jest uporządkowane, najważniejsza dla niej jest ciężka praca, dzięki której może samodzielnie zdobywać objęte cele. Natomiast Dominic Waller to zaprzeczenie Lauren, jest przyzwyczajonym do uprzywilejowanego traktowania synem biznesmena i gwiazdą sportu. Ich drogi krzyżują się, gdy muszą dzielić ze sobą mieszkanie, co prowadzi do wielu konfliktów i napięć, jednak z czasem zmieniła się dynamika ich relacji🤭
Na duży plus jak dla mnie jest stopniowo rozwijająca się akcja i lekki styl. Autorce udało się także utrzymać zarówno różnice dzielące bohaterów, jak i budująca się między nimi relację. Książka jest napisana w stylu łatwym do przyswojenia, z elementami humoru, nie zabrakło jednak także bardziej dramatycznych scen.
Nie będę jednak ukrywać, że ta książka nie trafiła do moich ulubieńców. Jest dość lekka i pozytywny, jednak czasami tego wyżej wymienionego humoru było już dla mnie po prostu za dużo. Jest to dość długa lektura i momentami mi się dłużyła. Niekiedy dialogi czy sceny powtarzały się bez znaczącego rozwoju akcji. Choć dobrze się bawiłam czytając, to uważam że książka mogłaby być nieco bardziej „zwarta”.
Kiedyś przeczytałam fragment tej książki na wattpadzie, ale niezbyt podobał mi się styl w jakim była napisana, więc nigdy jej nie dokończyłam. Teraz sięgnęłam po nią w audiobooku i szczerze powiedziawszy nieźle się bawiłam. Humor tej książki jest chyba jej największą zaletą, jejku ile razy śmiałam się w głos. Co prawda w niektórych sytuacjach nie rozumiałam zachowań bohaterów, ale koniec końców byli w porządku. Mam słabość do imienia Dominic w książkach, ale muszę przyznać, że na samym początku niezbyt się z nim polubiłam głównie przez jego huśtawkę emocjonalną (a decydowanie przy pierwszym spotkaniu bohaterów). Jednak z czasem się miarę się do niego przekonałam. Ostatni rozdział natomiast był bardzo… dziwny i chaotyczny, ale zdanie zakańczające książkę zachęciło mnie do czekania na drugą część. Zostało sporo niedomówień, więc mam nadzieję, że zostaną one wyjaśnione w drugim tomie.
Nie zawsze trafiał do mnie humor bohaterów, niektóre teksty były dla mnie momentami żenujące albo nieadekwatne, ale lekkie pióro autorki sprawiło, że lektura minęła mi szybko i dosyć przyjemnie. Finalnie bawiłam się całkiem dobrze, a zakończenie sprawiło, że ocena nieco wzrosła i jestem strasznie ciekawa, co dalej!!
🤍Mimo że książka ta jest debiutem autorki to ja uważam, że cudownie sobie z nim poradziła. Styl pisania jest po prostu genialni, lekki, przyjemny - taki lubię najbardziej. Madzia wykorzystała tutaj chyba 100% swojego humoru, ponieważ książka jest niesamowicie śmieszna, każda scena - nawet poważna miała w sobie nutę sarkazmu, ironii oraz doprowadzała mnie do łez. Przysięgam praktycznie cały czas miałam uśmiech na twarzy, także jeśli lubicie takie klimaty to będzie to idealna książka dla was. Liczy sporo, bo aż 572 strony, ale jestem przekonana, że przeczytacie ją szybko. Powiem wam jeszcze, że słyszałam, że humorem jest podobna do serii students, więc to może niektórych przekonać do jej przeczytania hihi.
💛Fabuła książki może wydawać się zwykła, powtarzająca się, ale ma w sobie coś, co mnie urzekło. Nie jest to zwyczajne enemies to lovers, takie, które się wszędzie powtarza. Tutaj tak naprawdę przez połowę książki nie wiemy, jaka relacja łączy głównych bohaterów. Akcja dzieje się w dobrym tempie, nie za szybko nie za wolno, jest to bardzo komfortowa książka, która dostarczy wam masę rozrywki.
🤍Zacznijmy od Lauren Gordon, która jest dla mnie najlepszą postacią w tej książce. Dziewczyna jest bardzo ambitna, chce dążyć do perfekcji, co naprawdę po niej widać. Poza tym uwielbiam jej cięty charakter, który zdecydowanie ją wyróżnia. Dziewczyna zaczyna naukę na uniwersytecie, dostaje również stypendium i możliwość mieszkania w luksusowym apartamencie, ale nie sama…Dzieli go bowiem z siatkarzem - Dominikiem Wallerem. Już na początku widać niechęć, co do tego pomysłu. Bohaterowie za sobą nie przepadają, ale autorka opisuje wszystko w bardzo śmieszny sposób, ja tutaj nie odczuwałam żadnych żenujących scen, bo cały czas się śmiałam. 🌼Dominic - postać, która na początku bardzo denerwuje, ale później zyskuje w oczach. Jest on bardzo impulsywny oraz stanowczy. Myślę, że ciężko jest go jakkolwiek polubić, ponieważ jego narcystyczna dusza towarzyszy przez całą książkę. Jego relacja z Lauren jest specyficzna, ciągle sobie dogryzają, jeden odpowiada drugiemu jeszcze lepszą ripostą niż poprzednik, takie powiedzmy stare małżeństwo. Jednak były momenty, w których mi imponował, np. ten, w którym bronił Lauren przed jej byłym chłopakiem kokoszem (kto wie ten wie, ja płakałam ze śmiechu przez fragmenty z Ryanem oraz nawiązaniami do jego kurzego zamiłowania…) Jak już powtarzałam mnóstwo razy - świetnie się bawiłam podczas czytania tej historii. Fragmenty z nauką walca należą do tych fragmentów, które kocham. Steffano, czyli instruktor tańca bardzo mnie bawił, wypowiadał się w śmieszny sposób, a to wniosło kolejnego uroku do tej historii. 😜Nie mogło zabraknąć najważniejszej osobistości czyli Shane’a Degasa, który wnosił do tej historii mnóstwo energii i słońca. To ten bohater, z którym większość by się mogła dogadać. Śmieszek, który zawsze potrafi rozbawić innych nie tylko tym, co mówi, lecz także samą swoją osobą. On jest niesamowity. Mimo że jest pełnoletni to jego „durny” charakter mnie powalał.
⭐️Każda postać jest wyjątkowa, każda posiada jakieś cechy, które zapadną nam w pamięć. A nawet nie tylko cechy charakteru tylko też przedmioty takie jak kebab, banan, kefir, narcyz, słoik z pantofelkami… Brzmi dziwnie? Dowiecie się o znaczeniu tych rzeczy w trakcie czytania tej książki.
🫶🏻Mogłabym opowiadać cały dzień o tej książce i o jej ikonicznych fragmentach. Uwielbiam ją całym sercem i na pewno będę wracać do fragmentów, które sobie zaznaczyłam, by poprawić sobie humor.
𝐂𝐙𝐘 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌? Daję 3 razy na tak, a nawet 4! Jeśli jeszcze was nie zachęciłam to zapraszam na moją wyróżnioną relację o tej książce. Zaufajcie mi i kupujcie ją koniecznie!! (18+)
Jesteście fanami książek, w których akcja rozwija się powoli?
Ja mam do takich historii mieszane uczucia. W fantastyce ten zabieg bardzo mi odpowiada, ale w romansach rzadko trafiam na naprawdę udany slow burn. W tym przypadku, niestety, nie wszystko zostało poprowadzone tak, jakbym chciała. Choć bawiłam się całkiem dobrze, zabrakło mi kilku kluczowych dla fabuły scen, które ku mojemu rozczarowaniu zostały pominięte. Z opowiadaniami z Wattpada bywa różnie: albo się je kocha i darzy sentymentem, albo z czasem dziwi, że kiedyś mogły się podobać. Ja nie czytałam debiutu Magdy w tamtej formie i może to nawet dobrze, bo najpewniej był mniej dopracowany i trudniejszy w odbiorze. Tutaj jest znacznie lepiej na tyle, że spokojnie mogłabym książkę polecić.
Historia opowiada o Lauren, dziewczynie nieco zagubionej i samotnej, która dzięki latom nauki zdobywa stypendium na prestiżowym uniwersytecie w Nowym Jorku. Postanawia spełnić marzenia z dala od domu, gdzie życie podporządkowane było ambicjom ojca, zupełnie niezainteresowanego córką. Już pierwszego dnia spotyka ją jednak prawdziwy koszmar. W ramach stypendium dostaje apartament, który musi dzielić ze swoim największym wrogiem. Dominic Waller to uosobienie wszystkiego, czego ona nie znosi: bogaty, arogancki, przystojny siatkarz, do którego wzdychają dziewczyny. Łączy ich tylko wzajemna niechęć, ciągnąca się jeszcze od czasów szkolnych. Jest już jednak za późno na zmiany muszą mieszkać razem, dzielić codzienność, a z czasem także wspólne chwile. Czy znajdą choćby nić porozumienia, która mogłaby przerodzić się w coś więcej?
Lauren to bohaterka, która nie daje sobą pomiatać. Pomimo trudnej sytuacji rodzinnej i wielu przeciwności, potrafi walczyć o swoje. Ma cięty język i nigdy nie brakuje jej ripost, choć po pewnym czasie zaczynało mnie to irytować. Lubię postaci silne i świadome swojej wartości, które nie ulegają pierwszemu lepszemu mężczyźnie. Tutaj jednak pewne elementy w jej zachowaniu wyglądały sztucznie i nie do końca mnie przekonały. Momentami odnosiłam wrażenie, że jej reakcje są wymuszone i przez to trudniej było mi ją polubić.
Dominic natomiast od początku pokazuje swoją najgorszą stronę. To typ faceta przekonanego, że może mieć każdą i że wszyscy będą go wielbić. Takie zachowania wyjątkowo mnie drażnią. Jego agresja wobec Lauren bywała niepokojąca i sprawiała, że nie wiedziałam, czego się po nim spodziewać - ewidentna czerwona flaga. Owszem, pod koniec pokazał się w nieco lepszym świetle, ale to wciąż postać, której nie da się ani wytłumaczyć, ani romantyzować. Nawet gdybym chciała, nie potrafiłabym go polubić.
Ciekawą rolę odgrywa Shane, czyli najlepszy przyjaciel Dominica. Początkowo wydawał się zabawnym, nieco nieporadnym typem, wprowadzającym lekkość do fabuły. Z czasem jednak jego postać zaczęła mnie męczyć. Został przedstawiony jako chłopak, który nie radzi sobie nawet z prostymi sprawami, co na dłuższą metę bardziej przeszkadzało, niż bawiło. Ostatecznie zamiast wspierać główną historię, często odciągał od niej uwagę i w moim odczuciu był zwyczajnie zbędny.
Książka liczy prawie 600 stron, a tymczasem coś istotnego dla fabuły dzieje się dopiero pod sam koniec. Reszta to głównie sprzeczki bohaterów nie zawsze tych najważniejszych oraz liczne, często wymuszone „zabawne wstawki”, które po czasie zaczynają nużyć. Podobnie miałam przy serii Students, gdzie główna bohaterka odpowiadała na wszystko, choć jej riposty nijak nie pasowały do wieku i sytuacji. Tutaj było podobnie.
Relacja Lauren i Dominica pełna jest niedomówień i, niestety, agresji także fizycznej. Niektóre sceny były zwyczajnie przesadzone i balansowały na granicy prawa. Nie czułam między nimi żadnego napięcia, które mogłoby mnie wciągnąć. Zamiast tego dostawałam ciągłe kłótnie i pretensje bez sensu, co bardziej męczyło, niż wciągało.
Skoro więc pojawiło się tyle minusów, skąd trzy gwiazdki? Największym plusem jest styl autorki. Spodziewałam się typowo wattpadowego języka - ciężkiego, pełnego nieporadnych zdań. Tymczasem narracja okazała się płynna, lekka i przyjemna. To sprawiło, że mimo wad książkę czytało się szybko i całkiem komfortowo. I choć fabuła okazała się prosta, a momentami wręcz banalna, to przyznam, że takie „głupkowate” historie też mają swój urok. Nie wnoszą nic wielkiego do życia, ale potrafią odciążyć głowę i dostarczyć odrobiny rozrywki.
Podsumowując, mimo licznych wad, nie było to złe doświadczenie. Jeśli lubicie naprawdę powolne slow burny, lekko żenujące poczucie humoru i lekkie odskocznie od poważnych powieści, ten debiut może się Wam spodobać.
„W moim małym świecie”, Magdalena Pisarska. My world #1.
Współpraca reklamowa @wydawnictwoniezwykle.
Kategoria wiekowa 18+.
Kiedy powiem, że od pierwszych stron zwariowałam na punkcie tej książki, to ani trochę nie będzie to na wyrost. Podoba mi się to, w jaki sposób Autorka bawi się słowami, tworząc niesamowitą historię, taką, która nie pozwala ani na chwilę oderwać się od powieści. Jest to dość spora książka, licząca ponad 570 stron, więc niezłą cegiełkę nam Magda przygotowała na początek.
Lauren Gordon i Dominic Waller nie pałają do siebie sympatią. Jednak myślę, że poprzednie zdanie jest niedopowiedzeniem roku. Ich relacja bardzo burzliwa i sarkastyczna raz po raz udowadnia, co to znaczy prawdziwe enemies. Dodajmy do tego ich wspólne mieszkanie i mamy chaos. Dosłownie. Warto też wspomnieć o najlepszym przyjacielu Dominica, który jest po prostu epicki. Jego ekspresja, sposób bycia czy samo przebywanie w towarzystwie Shane’a jest dosłownie niezapomnianym przeżyciem. Uwielbiam go, myślę, że byśmy się zaprzyjaźnili.
Jeśli chodzi o studia, na których znalazła się bohaterka i uczelnia w Nowym Jorku, aż poczułam ten klimat. Uniwersytet, który został stworzony na potrzeby historii, ma w sobie wiele prawdziwych cech, za co gratuluję, bo Autorka udźwignęła temat i nie stało się to tylko szybko zapomnianym tłem historii.
Jednak przyznam szczerze, że w połowie poczułam się nieco przytłoczona. Niektóre uszczypliwości między bohaterami, czy relacja Domina wraz z przyjacielem zaczęła być mocno przerysowana. Czułam, że muszę odkładać na dłuższą chwilę książkę i dać sobie moment na odsapnięcie.
Nie sprawia to jednak, że przekreśliłam książkę. Oj nie. Całość bardzo mi się podobała, to coś, czego potrzebowałam po intensywnych dniach. Niebanalny humor, który sprawiał, że śmiałam się na głos i Lauren, która zdecydowanie jest jedną z moich ulubionych bohaterek. Wszystkie zawirowania, które się pojawiły no i ko-ko-chany były 🐓.
Z niecierpliwością czekam na drugi tom, Autorka zostawiła czytelników z wielką informacyjną bombą i przebieram nogami, aż w końcu będę mogła poznać ciąg dalszy.
Po przeczytaniu książki „W moim małym świecie” Magdaleny Walińskiej mam wrażenie, że trafiłam na historię, która na długo ze mną zostanie. To opowieść o Lauren Gordon, dziewczynie z małego miasteczka, która dzięki swojej determinacji i ambicji dostaje szansę na naukę w prestiżowej uczelni. Jej świat zostaje wywrócony do góry nogami, gdy los splata jej drogę z Dominikiem Wallerem, aroganckim, pewnym siebie siatkarzem, którego zna jeszcze z czasów szkolnych. Ich relacja od początku naznaczona jest wzajemną niechęcią, ale z każdą kolejną stroną przeradza się w coś znacznie bardziej skomplikowanego i porywającego.
To, co najbardziej mnie urzekło, to lekki styl autorki. Pisze w sposób swobodny, pełen humoru i emocji, dzięki czemu nie czuć upływu stron, a książkę mimo swojej objętości czyta się błyskawicznie. Szczególnie doceniam to, że zarówno główni, jak i poboczni bohaterowie są świetnie wykreowani. Każda postać wnosi do tej historii coś unikatowego i zapadającego w pamięć. Dialogi są naturalne, błyskotliwe i pełne ciętych ripost, co sprawia, że niejednokrotnie śmiałam się podczas czytania.
Relacja Lauren i Dominica to prawdziwy rollercoaster emocji. Z początku pełna napięcia i wrogości, stopniowo się zmienia. To typowe enemies to lovers, ale poprowadzone w taki sposób, że wciąga bez reszty i trudno oderwać się od książki. Widać w niej nie tylko romans, ale także historię o dojrzewaniu, odkrywaniu siebie i walce o marzenia.
Jestem pod wrażeniem, że to debiut autorki. Styl pisania jest pewny, przemyślany i bardzo angażujący. Każdy rozdział zostawiał mnie z ochotą na więcej, a zakończenie sprawia, że już teraz chcę sięgnąć po kolejną część. To książka, która idealnie łączy lekkość i humor z poważniejszymi emocjami i naprawdę trudno się przy niej nudzić.
„W moim małym świecie” polecam każdemu, kto szuka historii pełnej uczuć, błyskotliwych dialogów i bohaterów, których nie sposób nie polubić. To debiut, który zdecydowanie się wyróżnia i sprawia, że mam ochotę śledzić dalszą twórczość autorki.
„W moim małym świecie” Magdalena Pisarska. Pierwszy tom serii My World i początek burzliwej, pełnej emocji historii Lauren i Dominica.
Początek czytało mi się trochę ciężko, ale później wciągnęłam się na dobre i nie mogłam się oderwać. To świetne enemies to lovers – pełne napięcia, kłótni, humoru i iskier. Relacja bohaterów jest burzliwa, ale bardzo wciągająca, a dynamika między nimi sprawia, że każda strona daje nowe emocje.
Podobało mi się, że bohaterowie są niejednoznaczni, Lauren potrafiła irytować, ale miała też wrażliwą stronę, a Dominic mimo arogancji wzbudza ogromną ciekawość. Dużym atutem są również postacie drugoplanowe, zwłaszcza Shane, który wniósł lekkość i humor. Dzięki temu książka nie była przytłaczająca, mimo swojej objętości.
Na plus także styl autorki, lekki, wciągający, miejscami zabawny. Nawet te „cringe’owe” momenty miały swój urok i pasowały do klimatu. Całość czyta się szybko, a emocje towarzyszą do ostatniej strony.
Dla mnie to udany początek serii, wciągający, pełen pasji i z bohaterami, których łatwo zapamiętać. Już nie mogę się doczekać, żeby sprawdzić, jak dalej potoczy się ta historia.