Szodar jest cudarzem – magiem korzystającym z mocy ziemi przodków. Ostyna to nieumarła agentka upadłego państwa, którego spadkobiercy marzą o odrodzeniu. Jest i Irmałow – młody szlachcic na początku wojskowej kariery. Ach, nie zapominajmy o jeszcze jednym młodzieńcu, Korulu, który boi się wszystkiego i wszystkich, a towarzyszy najbardziej poszukiwanemu zbiegowi w imperium.
Szodar jest łowcą nagród. Ostyna zabójczynią. Irmałowa zmuszono do pracy w tajnej policji. A Korul to szpicel.
Wszystkich łączy jeden człowiek: Biały Książę, który jest gotów na wszystko, choćby na dogadanie się z piekłem, byle uciec. A nie jest łatwo uciec ze Świętości – imperium terroru, grozy i magii. Gdzie nawet umarli mają coś do powiedzenia i prowadzą własne gry. A czary, rewolwery i szable mogą okazać się nie dość potężne przeciw budzącym się w puszczach starym bogom.
Pomimo całej mojej sympatii do Pawła Majki, mam problem z jego książkami. Mam poczucie, że nawet jak mi bardzo zależy, to nie jestem jego targetem i nie umiem się w jego powieści wciągnąć.
Mamy tutaj wielkie imperia, inwigilację obywateli, donosy, służby specjalne i dużo wschodnio brzmiących nazwisk. Zawiła historia okolicznych terenów i ich mniejszości narodowych, które z jednej strony próbują ze sobą współżyć, z drugiej jednak mają na pieńku z każdym dookoła ze względu na dawne czasy, a nad tym wszystkim czuwa potężny, surowy aparat systemowego państwa.
Nie ukrywam, że kompletnie gubiłam się w tym wszystkim i nie wciągnęło mnie to na tyle, żeby nawet próbować się w tym odnaleźć. Akceptowałam wszystkie kolejne nazwy i nazwiska z rosnącą obojętnością, a w pewnym momencie na dobre straciłam nawet główny wątek i to, po co oni się wszyscy w ogóle ścigają i gonią. Mam też wrażenie, że właśnie nie o fabułę tutaj chodziło, bo ona sama w sobie jest niestety bardzo nijaka, a o ten cały wielki świat, który Majka stworzył i pokazanie wszystkich jego niuansów. I ok, świat jest ciekawy i dobrze zrobiony, nie przeczę, tylko nie wiem, czy to wystarczy. Co się tyczy bohaterów, to oni niestety również strasznie się ze sobą zlewają. To, że wielu z nich przyjmuje w trakcie książki kolejne nowe imiona (których naprawdę nie daję rady spamiętać) też nie pomagało mi się w tym wszystkim rozeznać. Może jestem za mało uważnym czytelnikiem, a może jest tu jednak coś poprowadzone nie tak, jak powinno.
Jak uważam, że książka ma zbyt dużo info-dumpów i przez to często siada tempo akcji, tak końcówka jest zdecydowanie warta, żeby do niej dobrnąć. Tak bardzo mi się podobała, że przeczytałam jeszcze raz prolog, żeby dokładnie sobie przypomnieć, jak to było.
Uważam, że pomysł świetny, czary super i cała rozkmina polityczna i co kto chciał osiągnąć były fajnie powiązane i motywacje sensowne. Do tego strasznie mi się podobało to, I to, w jaki sposób wpisywała się w to misja Ostyny, było genialne.
Ogólnie polecam mimo, że przez te info-dumpy czyta się dość wolno i można się trochę zniechęcić.