2,75
Książka według mnie nie wybrzmiała. W blurbie czytamy, że autorka bada w niej rolę macierzyństwa, ale w mojej opinii ten tytuł nie wniósł niczego nowego do dyskusji.
Bohaterka przypomina mi trochę tę dziewczynę od „lubię dyskoteki, chłopaków, ale ogólnie to nauka mnie najbadziej interesuje” (XD), bo w podobny sposób stara się wytłumaczyć swoją niechęć do posiadania dzieci. Myślę, że autorka zrobiła jej ogromną krzywdę, tworząc z niej postać flegmatyczną, niemalże zimną, która wydaje się tak naprawdę nie potrzebować w życiu nikogo, nawet swojej największej miłości.
Z drugiej strony podobała mi się relacja głównej bohaterki z jej matką i to, że autorka nie sięgnęła po najprostszą kartę, aby wytłumaczyć jej motywacje do nieposiadania potomstwa. Matka i główna bohaterka mówią sobie „nie kocham Cię z obowiązku, ale także lubię Cię, lubię z Tobą spędzać czas” i to w książce akurat wyraźnie widać. Nastawienie bohaterki do dziecka najlepszej przyjaciółki również sprawiało, że wydawała się nieco mniej jednowymiarowa, pokazywało, że mogłaby być dobrą, opiekuńczą matką, ale po prostu tego nie potrzebowała. Rozmowa bohaterki z jej byłym partnerem o przyszłości Elli, czyli córki jej przyjaciół, była według mnie najmocniejszym elementem książki.
Jednak nie mogłam uwierzyć w świat, w którym na każdym kroku: w barze, w sklepie, na spacerze, dosłownie WSZĘDZIE mówi się wyłącznie o dzieciach. W tym świecie główna bohaterka nonszalancko, lub niby-nonszalancko, jeździ sobie rowerkiem do pracy i bierze miesiąc urlopu, bo może, ponieważ WAŻNE, PROSZĘ O TYM PAMIĘTAĆ - NIE MA DZIECI. A autorka usilnie, nawet w ostatnich zdaniach książki, stara się nas przekonać, że TAK, ONA JEST SZCZĘŚLIWA, nie widzisz? Przecież chodzi boso brzegiem plaży i uśmiecha się do morza.
Oczywiście, że bez dzieci można być szczęśliwą, ale w tej książce to szczęście wydaje się wymuszone i… opisane. A ja chciałabym, żeby było widoczne bez nachalnych opisów.
Mam wrażenie, że książka trafi do wielu osób, bo jest bardzo uniwersalna. Problem w tym, że dla mnie ten uniwersalizm nie jest ponadczasowy, a raczej bazuje na jednym, wielkim, wyświechtanym truizmie.