Historia z motywami: znajomość z dzieciństwa oraz enemies to lovers!
Szesnastoletnia Emily Scott od dzieciństwa nienawidziła Nathaniela Windsona. Chłopak był arogancki, popularny, zadufany w sobie i nigdy nie ukrywał niechęci do dziewczyny.
W przeciwieństwie do nich ich rodzice darzyli się sympatią i kiedyś złożyli sobie obietnicę, że zawsze będą sobie pomagać bez względu na okoliczności. I kiedy państwo Scott ulegają wypadkowi, dziewczyna zostaje zmuszona zamieszkać u rodziny Windsonów, pod jednym dachem z największym wrogiem.
Nastolatka musi zacisnąć zęby, chociaż może się okazać, że istnieją rzeczy, które ich łączą, a nie tylko dzielą.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Wszystkie zachowania głównej bohaterki były nie logiczne i oczywiście mogę podać kilka przykładów, które sprawiły, że znienawidziłam ją. Jej brak zainteresowania rodzicami w śpiączce, dość późne odwiedzimy w odstępie czasowym, brak chęci pojechania i dowiedzenia się o ich stanie i jednocześnie zapominanie o tym co się dzieje bo musi kłócić się z natem. Scena, która doprowadziła mnie do załamania to moment gdy główna bohaterka ma do wyboru położenie się spać na jedną noc albo na kanapie albo w sypialni wujostwa ALBO W ŁÓŻKU GŁÓWNEGO BOHATERA, którego tak nienawidzi i akurat kończy w jego łóżku. Lekko absurdalne zachowanie jak na ilość wspomnianych przez nią słów jak bardzo go nienawidzi. . Główny bohater ogromnie płytki, od samego początku mówi, że zależy mu tylko na tym, żeby wszyscy myśleli, że przespał się z nią jak z każdą dziewczyna na roku. Jego późniejsze oschle i po prostu głupie zachowania doprowadziły do tego, że nie mogłam zdzierżyć czytania. . Styl pisania autorki, był ciężki. Trudno się go czytało, przez bardzo słabe opisy i małą ich ilość. Sama nie wiem jak dobrnęłam do końca tej książki. Nie wiem czy będę próbować przełamać się do innych książek autorki. Tej napewno nie polecam ale mam nadzieje, ze może wam się podobała chociaż w małej części.
⟢ Szczerze? Nie mam zbyt wiele dobrego do powiedzenia o tej książce. 𝐏𝐨 𝐩𝐫𝐨𝐬𝐭𝐮 𝐣𝐞𝐬𝐭𝐞𝐦 𝐧𝐚 𝐧𝐢𝐞.
⟢ 𝐃𝐨 𝐝𝐞𝐛𝐢𝐮𝐭𝐨́𝐰 𝐳𝐚𝐰𝐬𝐳𝐞 𝐩𝐨𝐝𝐜𝐡𝐨𝐝𝐳𝐞̨ 𝐳 𝐨𝐭𝐰𝐚𝐫𝐭𝐚̨ 𝐠ł𝐨𝐰𝐚̨ 𝐢 𝐭𝐚𝐤 𝐛𝐲ł𝐨 𝐢 𝐭𝐲𝐦 𝐫𝐚𝐳𝐞𝐦. Byłam 𝐜𝐢𝐞𝐤𝐚𝐰𝐚 tej historii i naprawdę nie mogłam się 𝐝𝐨𝐜𝐳𝐞𝐤𝐚𝐜́, aż po nią sięgnę. Niestety, moja ekscytacja skończyła się bardzo szybko. 𝐉𝐮𝐳̇ 𝐩𝐨 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐲𝐦 𝐫𝐨𝐳𝐝𝐳𝐢𝐚𝐥𝐞 𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚ł𝐚𝐦, 𝐳̇𝐞 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐥𝐮𝐛𝐢𝐞̨ 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐳 𝐩𝐢𝐨́𝐫𝐞𝐦 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐢. Dałam jednak szansę dalej – w końcu początek opowiadał o młodości bohaterki, więc miałam nadzieję, że później będzie lepiej. 𝑵𝒊𝒆 𝒃𝒚ł𝒐.
⟢ Styl autorki określiłabym jako 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐜𝐢𝐧𝐧𝐲. I nie chodzi o to, że książka jest młodzieżowa – znam wiele tytułów skierowanych do młodych czytelników, które są napisane dojrzale i angażująco. Tutaj miałam wrażenie, jakby narrację prowadziło dziecko. Dialogi bohaterów, nawet w poważniejszych momentach, były sztuczne i kompletnie nieprzekonujące. Raz czytałam scenę, która była naprawdę poważna, a chwilę później bohater rzucał tekst jak do kumpla w drodze do sklepu. 𝐓𝐨 𝐛𝐫𝐳𝐦𝐢𝐚ł𝐨 𝐳́𝐥𝐞 𝐢 𝐜𝐚ł𝐤𝐨𝐰𝐢𝐜𝐢𝐞 𝐧𝐢𝐬𝐳𝐜𝐳𝐲ł𝐨 𝐚𝐭𝐦𝐨𝐬𝐟𝐞𝐫𝐞̨.
⟢ Również postacie nie obroniły się w moich oczach. Mają po osiemnaście lat, a zachowują się, jakby mieli góra trzynaście. Ich sposób bycia i rozmowy sprawiały, że ciężko było traktować ich poważnie.
⟢ 𝐅𝐚𝐛𝐮ł𝐚? 𝐍𝐢𝐞𝐬𝐭𝐞𝐭𝐲 𝐣𝐞𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞 𝐬ł𝐚𝐛𝐬𝐳𝐚 𝐨𝐝 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐨́𝐰. I teraz żeby było jasne – ja naprawdę lubię 𝒘𝒂𝒕𝒕𝒑𝒂𝒅𝒐́𝒘𝒌𝒊. Często sięgam po książki, które mają ten specyficzny „𝒗𝒊𝒃𝒆”, i potrafię się przy nich świetnie bawić. Ale tutaj dostajemy historię, którą czytałam już chyba setki razy, tylko w o wiele gorszym wykonaniu. Schemat jest do bólu oklepany: nienawiść → wspólne mieszkanie → zakład → odkrycie → kryzys → wyznanie miłości → happy end. To już nie kotlet odgrzewany drugi raz, a piętnasty – i niestety mocno przypalony.
⟢ Naprawdę liczyłam na to, że ta książka mnie wciągnie, bo miała potencjał na lekką i przyjemną lekturę. Niestety – kompletnie się zawiodłam i wiem, że po kolejne powieści autorki już nie sięgnę.
[Współpraca recenzencka z Wydawnictwem NieZwykłe] ig romantic_soul_artist
Q: Czytaliście kiedyś coś na Wattpadzie?
Dzień dobry 💙👋 Ja ostatnio z ciekawości zajrzałam, żeby zobaczyć, jak radzą sobie początkujący autorzy. I muszę przyznać po lekturze Może świat nas połączy miałam flashbacki z tamtych czasów. Szczerze mówiąc, widziałam lepsze opowiadania na Wattpadzie. Jeśli lubicie tamte klimaty, to śmiało, możemy wspólnie odhaczać wszystkie typowe elementy. Gotowe? To zaczynamy!
Po pierwsze: bohaterowie, którzy znają się od dzieciństwa i… oczywiście się nienawidzą. Klasyk gatunku enemies to lovers, ale tutaj podany w tak przewidywalny sposób, że można by w ciemno obstawiać kolejne strony. On – arogancki, ona – wiecznie zirytowana. Chemii między nimi? No cóż, nie znalazłam.
Rodzice? A kto by się tam rodzicami przejmował. Najpierw wypadek, później jakieś wyjazdy… i tak naprawdę cała książka to świat nastolatków, którzy zdają się funkcjonować bez dorosłych. Brzmi znajomo? Dokładnie jak w wattpadowych historiach.
Szkoła też nie pozostaje w tyle. Nauczyciele, którzy nie panują nad uczniami, wieczna dyrekcja i kłopoty. Tło edukacyjne jest, ale tylko po to, by kolejny raz dać bohaterom powód do dramatów.
No i temat rzeka: ciąża. Już na starcie nastoletnia wpadka przyjaciółki. Najpierw dramat: „nie chcę, nie dam rady”, potem cudowna przemiana: „już nie mogę się doczekać, kiedy je wezmę w ramiona”. I wcale nie jest to ostatnia ciąża w tej książce… Naprawdę, mam wrażenie, że w pewnym momencie autorka uznała, że to najlepszy wątek dramatyczny i trzeba go powtarzać.
Dodajmy do tego rozdziały po kilka stron, dialogi przypominające szybkie wpisy „dziś tylko kilka zdań, bo nie miałam pomysłu, pa” i mamy komplet.
A żeby nie było nudno, oczywiście są też układy, udawane związki, zdrady, pocałunki i teksty rodem z TikToka. W skrócie: napchajmy wszystkiego, może coś się obroni. Niestety nie obroniło się.
Książka, której nie polecam. Strata czasu, nawet jeśli mówimy o 300 stronach. Jeśli macie ochotę na enemies to lovers, serio, znajdziecie lepsze i bardziej dopracowane tytuły.
„Może świat nas połączy” to niestety jedna z najgorszych książek jakie czytałam. Mimo że byłam nastawiona neutralnie, to się zawiodłam, gdyż „tego typu” młodzieżówki zazwyczaj naprawdę mi się podobają. Ta pozycja jest niestety wyjątkiem.
Od pierwszych stron odczuwałam dziwny vibe i czułam się zniechęcona. Styl pisania był bardzo płytki i prosty, przez co nie czytało się tego dobrze.
Z bohaterami totalnie się nie lubię. Emily była strasznie nijaka, a Nathaniel obrzydliwy.
Ich „związek” jest zdecydowanie najgorszą częścią tej książki. Głównym wątkiem, a przynajmniej zamysłem, miał być enemies to lovers. Tego co się tu stało, nie jestem w stanie nawet skomentować. Relacja między nimi nawet nie wiem kiedy z „nienawidzę go” zmieniła się w pocałunki i „coraz bardziej mi się podobasz”. Jak zwykle wątek hate-love lubię, tak kiedy są lovers po 50, czy 100 stronach, nie znoszę.
Czytając miałam wrażenie że bohaterowie chcą być dla siebie na siłę niemili a ich odzywki były żałosne. Z przymusu miały one być śmieszne, a przynosiły totalnie odwrotny skutek, bo miałam ochotę płakać jak to czytałam.
Gdy z czasem skądś wziął się tu wątek fake dating’u, a on mówił cały czas „jesteś moja” to robiło mi się niedobrze, bo nie było to nawet przedstawione jako coś złego. Nathaniel był zazdrosny i zaborczy w ten zły sposób, a gdy widziałam że nie pozwalał Emily rozmawiać z kimkolwiek, miałam ochotę rzucić tą książkę i nigdy do niej nie wracać.
Bardzo, bardzo pobocznie jest poruszany temat przemocy seksualnej. I tak jak wiem, że dobrze go poruszać w książkach, tak tutaj pojawił się, chyba tylko dlatego, aby ta książka zawierała coś wartościowego. Uważam jednak, że on totalnie do tej historii nie pasuje.
Próbowałam przymknąć oko na to że to debiut, ale czytając to nawet ta „wymówka” niczego nie ratowała. Nie widzę niczego pozytywnego w tej książce i zdecydowanie jej nie polecam.
Podsumowując, „Może świat nas połączy” to bardzo płytka historia, bez żadnej fabuły. Była strasznie nudna i najchętniej wymazałabym ją z pamięci.
Chcąc nie chcąc, ta książka jest najgorszą jaką przeczytałam w tym roku. Nie miałam żadnych oczekiwań wobec tej książki i całe szczęście bo bym się srogo rozczarowała. Niestety ale skład przede wszystkim jest zły. Za szybkie przeskoki w różnych sytuacjach, nie trzymanie się jednej wersji fabuły, gubienie wątku i do tego styl pisania, masakra. Zbyt płytkie dialogi zero polotu, zbyt szybka zmiana bad boya w lovelasa który poza swoim wrogiem świata nie widzi. No po prostu nie. Do tego wątek ciąż całkiem źle zbudowany. A jakby tego było mało wujek który się pojawił w przeszłości wyrządził wiele zła głównej bohaterce ale w sumie jakby to się na niej wcale nie odbiło. Do tego strasznie źle stworzone postacie. Niestety ale nie znajdę tu żadnego innego plusa poza piękną okładką i tylko dlatego daje 2 gwiazdki
przyznam szczerze, że sięgając po „może świat nas połączy” nie miałam wobec tej książki ogromnych oczekiwań – spodziewałam się raczej lekkiej młodzieżówki, z klasycznym motywem enemies to lovers. i dokładnie to dostałam. fabuła nie jest zaskakująca, ale czytało się ją naprawdę szybko, bo styl autorki jest prosty i przystępny.
relacja emily i nathaniela od początku opiera się na typowej wymianie złośliwości, powolnym przełamywaniu uprzedzeń i odkrywaniu, że tak naprawdę wcale nie są dla siebie tacy obcy. jeśli ktoś lubi takie schematy – znajdzie tu sporo frajdy. dla mnie jednak momentami było to trochę zbyt przewidywalne, a dialogi miejscami brzmiały odrobinę sztucznie.
na plus zaliczam to, że książka faktycznie potrafiła wciągnąć i nie nudziła. to taka lektura „na raz”, którą można połknąć w jeden wieczór i oderwać się na chwilę od codzienności.
ogólnie nie żałuję, że przeczytałam, ale też nie jest to historia, do której będę wracać. w mojej ocenie wypada raczej średnio – przyjemna, ale bez większych emocji czy efektu wow.
3,25/5⭐️
‼️‼️‼️SPOJLER‼️‼️‼️
nie jestem fanką motywu wpadki/nieplanowanej ciąży, a tutaj pojawił się on aż dwa razy i niestety mocno wpłynęło to na moją ocenę.
"Każdy miał swoje problemy, lecz nie każdy o nich mówił. Jedni radzili sobie z nimi bezpieczny sposób, inni niestety podejmowali ostateczne kroki"
Emily i Nathaniel to wrogowie od dzieciństwa. Mimo wielu lat, dalej się nie cierpią. A teraz? Dziewczyna musi z nim zamieszkać z powodu wypadku swoich rodziców. Czy to ten czas, gdzie ich relacje magicznie się poprawią?
Nie wiem do końca co mam myśleć na temat tej książki. Już początek mi się nie podobał, a im dalej tym nie było lepiej. Tak naprawdę, to nic mi się tu nie podobało, a z drugiej strony, po zakończeniu całej lektury stwierdzam, że nie było tak źle. Przede wszystkim bohaterzy. Niedojrzali, dziecinni. Nie cierpią się od samego początku. Kłócą się, ale te kłótnie były naprawdę tak bardzo dziecinne, że aż kręciłam głową z zażenowania. Jeden gorszy od drugiego. Nie wiem nawet, kogo mniej nie lubiłam. Nathaniel to arogancki, zadufany w sobie chłopak, dla którego liczy się tylko popularność. Powód do chwały? Że jest bardzo popularny wśród dziewczyn i skutecznie to wykorzystuje. Jego cel w życiu to chyba zaliczyć wszystkie dziewczyny w szkole. Emily to miła dziewczyna, którą rodzice w ogóle nie interesują. Ma pewną traumę, o której nie za wiele tutaj było. Mam wrażenie, że uważa się za lepszą od swojej przyjaciółki, potępia to w jaki wręcz niedojrzały sposób się zachowuje, a nie mija niewiele czasu i faktycznie zachowuje się w taki sam sposób.
Relacja bohaterów? No właśnie. Chłopak proponuje pewien układ, udawany związek. O ile uwielbiam ten motyw to tutaj nie. Dlaczego? Otóż, Nathaniel chce żeby Emily udawała jego dziewczynę tylko dlatego, że ona jak i cztery jej koleżanki to są jedyne dziewczyny z roku, które on nie miał okazji zaliczyć. No kurcze, dziewczyny psują mu reputacje. Straszne, prawda? Ale wiecie co było w tym wszystkim najgorsze i najśmieszniejsze? Że ona się naprawdę nad tym zastanawiała. Bo w ten sposób pokazałaby byłemu chłopakowi, że jest fajna i taki popularny chłopak ją chce za dziewczynę. No nie wiem, jakoś nie do końca te rozumowanie mnie przekonało. Bo tak naprawdę to czym to się szczycić, jeśli się jest jedną z wielu? I tak samo się skończy? No i koniec końców zawierają ten układ. Tylko tak nagle, nie wiadomo nawet na jakich zasadach. Pewnego dnia on stwierdza, że jest jego dziewczyną i koniec. Ale, ale może to udawanie przekształci się w coś więcej? W końcu zbliżają się do siebie, zaczynają dogadywać. Okazuje się, że nie jest wcale tak źle. Tylko jak się składa to jest pewien problem a raczej tajemnica bohatera. A to może wszystko zmienić.
Relacja bohaterów jest naprawdę bardzo szybka. Zero odpowiedzialności, wiedzy na pewien temat, zwłaszcza w przypadku głównej bohaterki. Ale Nate mówi, że wszystko jest okej, więc pewnie tak będzie. Po co przejmować się konsekwencjami, prawda? A później zaskoczenie. Zero poruszania jakichkolwiek trudnych tematów. Wręcz w ich przypadku to jest sielanka. Tak się składa, że oni na wszystko mają rozwiązanie. Odniosłam wrażenie, że chcą się bawić w dorosłych, nie mając bladego pojęcia o tym jak taka dorosłość wygląda. Tak, chcą wziąć odpowiedzialność za swoje działania, ale z drugiej strony jakie to są działania? Wszystko mają podane wręcz na tacy. W ich przypadku to wygląda wszystko bardzo prosto. Żadnych zmartwień, ze wszystkim sobie bardzo dobrze poradzą. Ale tu dla każdego wszystko jest proste, co na przykład widać w przypadku Amandy i Logana. On to był bardzo dziwną postacią, bo raz całuje się z główną bohaterką, a na drugi dzień już sobie ułożył życie. Tak z dnia na dzień, przecież to nic wielkiego, prawda? Daleko mi do takiego wieku, jaki mają bohaterzy, ale podczas tej lektury naprawdę zaczęłam się zastanawiać czy w takim wieku ludzie są naprawdę tacy niedojrzali?
"Widzisz, jesteśmy sobie przeznaczeni. Dam sobie rękę uciąć, że robisz to samo. Może świat nas połączy"
Wiele się tu dzieje w bardzo krótkim czasie. Wręcz mam wrażenie, że autorka starała się umieścić tutaj wszystko co się da, a historia w porównaniu z tym była za mało rozbudowana. Jak chociażby kwestia wujka głównej bohaterki, gdzie wiadomo, że coś się stało i jaki ma związek z jej przeszłością, ale to tyle. Do tego jej relacje z rodzicami. Brakowało mi ostatecznej konfrontacji, konkretnej rozmowy na temat tego, jak czuje się ona przez nich zaniedbywana. W ogóle ta kwestia nie została poruszona. No i ich wypadek. To było bardzo dziwne zachowanie. Raz Emily histeryzuje, płacze, mdleje, co byłoby zrozumiałe gdyby nie to, że za chwilę zaczyna się śmiać i to nie jest śmiech histeryczny, a taki prawdziwy. Jakby nic się nie stało. Mija chwila i wręcz zapomina, że jej rodzice mieli wypadek.
Mimo takiej a nie innej treści, to powiem szczerze, że nawet przyjemnie się czyta. Nie jest to zła książka, ale dużo jej brakuje. Czyta się szybko. Dosyć wciąga, no ale zachowanie bohaterów?. W każdym razie, zachęcam żeby samemu wyrobić sobie zdanie.
Książka „może świat nas połączy”, to historia z motywami: znajomość z dzieciństwa oraz enemies to lovers. Opowiada ona o Emily Scott, która od już pierwszych lat życia nienawidziała Nathaniela Windsona. Chłopak był arogancki, popularny, zadufany w sobie i nie ukrywał niechęci do dziewczyny. W przeciwieństwie do nich ich rodzice darzyli się sympatią i obiecali sobie, że zawsze będą sobie pomagać, bez względu na to, co się stanie. Więc kiedy państwo Scott ulega wypadkowi, Emily musi zamieszkać u Windsonów, pod jednym dachem z największym wrogiem. Nastolatka musi zacisnąć zęby, chociaż może okazać się, że istnieją rzeczy, które ich łączą, a nie tylko dzielą.
Zacznijmy może od fabuły. Uważam, że sam pomysł był bardzo dobry, ale wykonanie już gorsze. Akcja dzieje się szybko i wydaje mi się, że bardzo dużo dość ważnych wątków zostaje pominięte. Między wydarzeniami nie wszystko jest powiedziane i odpowiednio opisanie, przez co czuć lekki niedosyt. Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, te Emily i jej charakter zostały dobrze wykreowane i nadają książce charakteru. Bardzo polubiłam też Daisy. Natomiast Nate nie skradł mojego serca, gdyż sprawiał wrażenie, że musiał mieć wszystko, czego zapragnie, a przez większość książki traktował Emily jak zabawkę. Dopiero pod koniec historii jego zachowanie się zmieniło i trochę bardziej go polubiłam, jednak dalej czegoś mi zabrakło. W pewnym momencie Nathaniel proponuje pewien układ, udawany związek. O ile normalnie lubię ten motyw, to tutaj nie. Głównie dlatego, że chlopak chce, żeby Emily udawała jego dziewczynę tylko dlatego, że ona i cztery jej koleżanki to jedyne dziewczyny z roku, których nie miał okazji „zaliczyć”. O nieee, straszne, że te cztery dziewczyny „psują mu reputację”. Ale najgorsze w tym wszystkim jest, że ona naprawdę się nad tym zastanawiała, bo w ten sposób pokazałaby swojemu byłemu chłopakowi, że jest fajna i taki znany i popularny chłopak chce ją za dziewczynę. No i tak w końcu zawierają ten układ. Nie wiadomo nawet jak i na jakich zasadach. Nathaniel po prostu oznajmia, że ze ona jest jego dziewczyną koniec. Po jakimś czasie udawania związku zbliżają się do siebie i zaczynają dogadywać. Tylko pojawia się jeden problem, a raczej tajemnica bohatera, która może wszystko zmienić. Relacja bohaterów jest naprawdę szybka. Zero odpowiedzialności, wiedzy na pewniej temat, zwłaszcza w przypadku głównej bohaterki. Ale Nate mówi, że wszystko będzie dobrze, więc pewnie tak będzie, prawda? Po co przejmować się konsekwencjami? A później zdziwienie. Ale co się dziwić skoro dla bohaterów tutaj wszystko jest proste, co widać na przypadku Amandy i Logana. On też był bardzo dziwną postacią. Raz całował się z główną bohaterką, a na następny dzień już ułożył sobie życie. Nie pasowało mi też to, że rodzice traktują ją jakby miała nie 18, a 14 lat. Nie rozumiałam też przyjaźni między rodzicami Emily i Nathaniela. Niby się przyjaźnią, mają złożoną przysięgę, ale zachowują się jak obcy ludzie, co jest dziwne jak na przyjaciół. Ta „przyjaźń” wyglądała jakby była na jakimś papierku. Mimo to, że książkę czytało mi się bardzo szybko, to jednak raczej nie mogę jej polecić.
Nie sądziłam, że nadejdzie taki moment, ale po przeczytaniu około 60% książki zdecydowałam się na DNF-a. Starałam się doczytać ją do końca, jednak po prostu nie byłam w stanie. 𝑴𝑶Ż𝑬 Ś𝑾𝑰𝑨𝑻 𝑵𝑨𝑺 𝑷𝑶ŁĄ𝑪𝒁𝒀 to pozycja, do której podeszłam bez większych oczekiwań — liczyłam na coś lekkiego i zabawnego. Niestety już po kilku stronach wiedziałam, że nie polubię się z tą historią. Styl pisania autorki kompletnie nie przydał mi do gustu. Większość sytuacji została przedstawiona pobieżnie i płytko. Sam pomysł na fabułę był ciekawy, ale sprawiał wrażenie nie do końca przemyślanego, przez co pojawiło się wiele wątków, które nie zostały odpowiednio poprowadzone. Nie przekonał mnie również sposób wykreowania bohaterów. Mamy tu osiemnastolatków zachowujących się dziecinnie, a ich dialogi i „zagrywki” momentami przypominały rozmowy uczniów podstawówki. [Dalsza część zawiera spoilery!] Główna bohaterka zachowuje się skrajnie nieodpowiedzialnie. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie to, że rodzice bohaterki leżą w śpiączce w szpitalu, a ona… odwiedza ich tylko raz. Co więcej — gdy okazuje się, że nie może wejść do sali, po prostu wraca i stwierdza, że są młodzi, więc na pewno z tego wyjdą. Następnie decyduje, że pójdzie na imprezę, bo „musi się rozerwać”. Później całkowicie o nich zapomina. Do tego dochodzi fakt, że mieszkając u Nathaniela, ze wszystkich możliwych opcji wybiera spanie w jego łóżku, mimo że rzekomo go nienawidzi. A pewnego dnia, w ramach zemsty, kiedy on śpi, robi mu makijaż. To jest właśnie zachowanie osiemnastolatki, której rodzice walczą o życie w szpitalu. Nathaniela również nie polubiłam. Jego zachowania nie były lepsze od tych głównej bohaterki. Wątek wujka Emily nic nie wniósł do fabuły. Był opisany powierzchownie i równie dobrze mógłby go w ogóle nie być. Moment, w którym przerwałam lekturę, to scena w szpitalu. Sposób przedstawienia rzekomej ”próby samobójczej” bohaterki, był tragiczny. Nie do końca rozumiem, co autorka chciała przekazać — chyba zależało jej na dodaniu dramaturgii — ale efekt wyszedł wyjątkowo nieudany. A cały ten wątek szpitala, zakończony pocałunkiem główniej bohaterki z przyjacielem Nathaniela, to było za dużo nawet jak dla mnie. 𝑴𝑶Ż𝑬 Ś𝑾𝑰𝑨𝑻 𝑵𝑨𝑺 𝑷𝑶ŁĄ𝑪𝒁𝒀 to książka, której niestety nie mogę polecić. Oczywiście jest to wyłącznie moja subiektywna opinia. Jeśli więc macie ochotę, sami sięgnijcie po tę książkę i sprawdźcie, czy przypadnie Wam do gustu.
ℚ: Ulubione miejsce na świecie? ♫︎ꜰᴀᴋᴇ ʟᴏᴠᴇ ~ ꜱᴍᴏʟᴀꜱᴛʏ & ʙɪᴀᴌᴀꜱ♫︎ 💚Przypadkiem, w odpowiednim momencie albo gdy najmniej się tego spodziewamy. Świat wie, kiedy i w jaki sposób połączyć drogi tych, którzy powinni się spotkać. W końcu wszystko dzieję się po coś.💚 ✰✰✰/✰✰✰✰✰
⤳ Enemies to Lovers ⤳ Childhood ⤳ Forced Proximity ❗16+❗
|ᴋɪʟᴋᴀ ꜱᴌᴏ́ᴡ ᴏ ᴀᴜᴛᴏʀᴄᴇ| • Są słowa, które przychodzą tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy. Jej książki nie są zaplanowane. One rosną, dorastają, przeczekują. I kiedy są gotowe ~ wychodzą do ludzi.
𝓕𝓪𝓫𝓾ł𝓪: ༄ Szesnastoletnia Emily Scott od dzieciństwa nienawidziła Nathaniela Windsona. Chłopak był arogancki, popularny, zadufany w sobie i nigdy nie ukrywał niechęci do dziewczyny. ༄ W przeciwieństwie do nich ich rodzice darzyli się sympatią i kiedyś złożyli sobie obietnicę, że zawsze będą sobie pomagać bez względu na okoliczności. I kiedy państwo Scott ulegają wypadkowi, dziewczyna zostaje zmuszona zamieszkać u rodziny Windsonów, pod jednym dachem z największym wrogiem.
𝓑𝓸𝓱𝓪𝓽𝓮𝓻𝓸𝔀𝓲𝓮 𝓟𝓲𝓮𝓻𝔀𝓼𝔃𝓸𝓹𝓵𝓪𝓷𝓸𝔀𝓲: ༄ Emily Scott ~ po wypadku rodziców trafia do domu Windsonów. ༄ Nathaniel Windson ~arogancki, popularny, zadufany w sobie.
𝓜𝓸𝓳𝓪 𝓸𝓹𝓲𝓷𝓲𝓪: ༄ Wattpadowa książka, która była spoko. Ale nie miała nic wyjątkowego w sobie. ༄ Powtarzalność, historia z wattpada, gdzie można spotkać takie historie do przeczytania. Fabularnie dzieje się wszystko za szybko. ༄ Wątek Enemies To Lovers w tej książce, dzieje się za szybko. ༄ Emma jest taką szarą myszką, która się otwiera, gdy już jest z popularnym bad boyem. Nathaniel właśnie takim jest, aroganckim, nieznającym odmowy chłopakiem. ༄ Samanta Duda ma przyjemne pióro, które stało się moim domem. Tę historię czytałam szybciej i leciałam z tym, co się działo w książce. ༄ Książka idealna dla osób lubiących wattpada, enemies to lovers. Iskierki zabrakło, natomiast emocjonalności było jej trochę. ༄ Czy polecam? Raczej Tak.
jedna z najgorszych książek jaką kiedykolwiek przeczytałam.
nie miałam żadnych oczekiwań wobec tej powieści. i dobrze, bo bardzo bym się zawiodła.
Emily od dzieciństwa nienawidziła Nathaniela. Zresztą z wzajemnością. W przeciwieństwie do nich, ich rodzice darzyli się sympatią. Niegdyś obiecali sobie, że zawsze sobie pomogą, niezależnie od sytuacji. Niespodziewanie rodzice Emily ulegają wypadkowi. Dziewczyna jest zmuszona zamieszkać z jej największym wrogiem.
po takim opisie pewnie spodziewacie się dobrego enemies to lovers, jednak ta książka was zawiedziecie. mam wrażenie, że większość wątków nie prowadziła do niczego, albo była tragicznie skonstruowana, np. motyw nastoletniej ciąży pojawił się w tej książce DWA RAZY. nie dość że był fatalnie stworzony, to dla bohaterów i tak nie miał znaczenia, bo żyli długo i szczęśliwie.
wszystkie postacie były infantylne, ich zachowanie oraz decyzje by��y dziecinne i ani trochę nie pokazywały tego że są dorośli. reakcje na większość sytuacji były bardzo wymuszone.
„związek” Emily i Nathaniela był nierealny, chemia pomiędzy nimi nie istniała. niby się lubili, niby nie. byli razem, ale jednocześnie nie. Nathaniel był niesmaczny i powiedziałabym że nawet zaborczy. natomiast o Emily nie potrafię nic powiedzieć, jej postać była bardzo nijaka, mdła. gdybyście zapytali mnie o jedną cechę jej charakteru, nie byłabym w stanie wymienić żadnej.
ich żarty nie były ani trochę śmieszne. odzywka Emily o związku radzieckim, zniesmaczyła mnie i kwestionowałam czy dalej kontynuować tą historię.
styl pisania autorki bez dwóch zdań wymaga poprawy. rozumiem że jest to debiut, i gratuluję wydania książki, jednak na niemal każdej stronie możemy spotkać wyrazy typu „ogarnę się”, „menel”, „odwaliłaś” czy „air force”. jak najbardziej rozumiem też to że jest to książka o nastolatkach, jednakże myślę że można było użyć lepszych synonimów.
co do zakończenia książki - uważam że było bezsensowne, poniekąd wróciliśmy do punktu wyjścia.
podsumowując, jestem rozczarowana. nie polecam tej historii.
„Może świat nas połączy” to debiut Samanty, który pokazuje jej pomysłowość i wyczucie emocji bohaterów, choć widać typowe dla pierwszej książki niedociągnięcia. Historia momentami potrafi wciągnąć, zwłaszcza w scenach, gdzie bohaterowie mierzą się ze swoimi emocjami i próbują odnaleźć się w trudnych sytuacjach. Jednak zdarzają się fragmenty chaotyczne, w których tempo akcji jest nierówne, a niektóre wydarzenia i decyzje postaci nie są do końca przekonujące.
Styl autorki jest prosty i przystępny, co sprawia, że książkę czyta się szybko, ale czasami brakuje głębi i dopracowania fabuły. Niektóre wątki rozwijają się zbyt powierzchownie, a momenty, które miały budować napięcie lub emocje, nie zawsze działają tak, jak można by oczekiwać. Postaci mają potencjał, ale ich reakcje w pewnych sytuacjach wydają się nielogiczne lub wymuszone, co miejscami zaburza naturalność opowieści. Mimo tych słabszych momentów debiut Samanty pokazuje, że autorka potrafi kreować sytuacje i relacje między bohaterami w sposób ciekawy i angażujący. Książka ma fragmenty, które faktycznie przyciągają uwagę, choć całość wymaga jeszcze dopracowania pod względem spójności i konstrukcji fabularnej. To lektura, przy której momentami chce się przewracać kolejne strony, ale też zdarzają się chwile, kiedy fabuła traci rytm.
Podsumowując, „Może świat nas połączy” to debiut, który pokazuje, że Samanta ma pomysł na ciekawe historie, choć jeszcze wymaga pracy nad stylem i spójnością fabuły. Książka ma swoje momenty, które mogą zaciekawić czytelnika, ale również fragmenty, które pozostawiają niedosyt. Z pewnością warto obserwować rozwój autorki. Może sama sięgnę po kolejne książki Samanty, a innym też mogę ją polecić, bo historia miejscami naprawdę wciąga.
Emily i Nathaniel Windson od dziecka się nienawidzą. Przez przyjaźń ich rodziców są zmuszeni do częstych spotkań. Gdy rodzice dziewczyny ulegają wypadkowi, trafia ona pod dach Windsonów. Mimo ciągłych sprzeczek nastolatkowie zmuszeni są siebie tolerować. Nie są jednak świadomi, że od nienawiści do miłości jest mały krok.
Historie z motywem enemis to lovers zawsze sprawiają mi dużo frajdy. Jest to jeden z moich ulubionych motywów. Czy tutaj dobrze się bawiłam? Niestety nie. Książka mnie wręcz męczyła, a nawet to, że jest dość krótka nie pomagało. Ale zacznijmy od początku.
Emily i Nathaniel to para nastolatków, którzy nie darzą się sympatią i niestety ta niechęć wydawała się dość sztuczna. Relacja między nimi faktycznie była napięta, jednak nie wyglądało to naturalnie. Potem pojawia nam się tutaj znienacka motyw fake dating, aż nagle z nienawiści przechodzimy do miłości, a relacja romantyczna wcale nie wyglądała lepiej. Nie było czuć żadnej chemii, a sami bohaterowie mieli dość dziecinne zachowanie.
Bohaterów nie polubiłam, byli nijacy i dziecinni. Nathaniel to bohater chorobliwie zazdrosny, czasem wręcz odpychający. Emily natomiast rozkapryszona i irytująca.
Relacje z rodzicami przedstawione są w sposób, który jest dla mnie trudny do zrozumienia. Rodzice Emily lądują w szpitalu i są w śpiączce, a ona nawet nie odwiedza ich w szpitalu. Tak samo rodzice Nathaniela, którzy pojawiają się na chwilę w domu, żeby zaraz oznajmić, że znowu nie będzie ich przez kilka dni, a młodzi? Niech sobie radzą, nikt się nimi nie przejmuje. Według mnie są oni w tej historii tylko dlatego, że bohaterowie to młode osoby.
Odnoszę wrażenie, że dużo wątków pobocznych zostało tutaj poruszonych i od razu porzuconych. Coś zaczęte, napomknięte i zapominane. Autorka poruszyła temat przemocy seksualnej, lecz zrobiła to dość pobieżnie, bez pogłębienia tematu i bez wyjaśnienia, a szkoda bo książka mogła dzięki temu wiele zyskać.
Mimo mojej otwartej głowy na debiut zawiodłam się. Historia typowo wattpadowa, bez większego polotu i niestety bez szału.
Książka jest pisana narracja pierwszoosobowa i podzielona jest na dwie perspektywy co znacznie urozmaica czytanie, ponieważ możemy zobaczyć sytuacje z innej strony oraz poznać myślenie drugiego bohatera. Styl pisania autorki jest naprawdę przyjemny i zachęcający, lecz bardzo młodzieżowy, przez co nie każdemu może się spodobać.
Rozdziały są krótkie i nie zawierają zbędnych opisów, natomiast momentami miałam wrażenie, że niektóre są zbyt krótkie i nie działo się w nich nic ciekawego. Jeśli chodzi o samą fabułę to zamysł był naprawdę dobry, lecz wykonanie trochę gorsze, ale jest to pierwsza książka autorki i jest to w pełni zrozumiałe, ponieważ dopiero wchodzi w ten świat.
Akacja dzieje się szybko i wydaje mi się, że dużo istotnych wątków zostało pominięte, lub świadomie miało ich nie być. Między wydarzeniami występują “dziury” i nie wszystko zostało odpowiednio opisane przez co czułam lekki niedosyt.
Jeśli chodzi o bohaterów to uważam, że zostało wykreowani dobrze i naprawdę zaciekawiły mnie ich postacie. Ich charaktery oraz osobowości były znacznie różne od siebie i było widać ten kontrast. Za to bohaterowie poboczni nie mają nic co przyciągnęłoby moją uwagę, w wielu książkach występują o podobnych osobowościach i czułam jakbym spotykała tych samych bohaterów.
Relacja między głównymi bohaterami w moim odczuciu wzięła się znikąd, ta wrogość zniknęła bez powodu i było to dość nierealne. Uczucia między nimi rozwijały się bardzo szybko i ta relacja nie wydawała się szczera.
Co do zakończenia nie będę spolerować, ale było dla mnie sporym zaskoczeniem i sama nie wiem czy w tym dobrym znaczeniu czy złym, mam do tego mieszane uczucia.
Jeśli lubicie takie motywy i klimat taki wattpadowy to jest to idealna pozycja dla was!
Jak mi głupio pisać negatywne opinie… Niestety to kolejna książka, na której się zawiodłam.
Kiedy tylko usłyszałam, że zostanie wydana, wiedziałam, że muszę zgłosić się do naboru recenzenckiego. Czytałam kiedyś inną książkę tej autorki na Wattpadzie i była to jedna z pierwszych książek, które nie były fanfikiem, jakie tam przeczytałam. Na tamten moment była moim zdaniem super, ale zapomniałam o niej na długo.
Byłam bardzo ciekawa, czy ta książka została poprawiona, bo daje mi właśnie vibe takiej prostej książki z Wattpada. Jak się okazało, prawie nic się nie zmieniło.
Styl pisania jest prosty, może niektórym się spodoba, ale mi nie siadł. Na samym początku czułam zażenowanie i chciałam ją skończyć jak najszybciej. Mimo to ciężko mi się ją czytało. Ostatnie 100 stron przesłuchałam w audiobooku, bo nie miałam czasu usiąść i przeczytać. Lektorka zrobiła robotę i dużo lepiej się słuchało niż czytało.
Żeby nie pisać ciągle tych negatywnych rzeczy, powiem, że czasami czułam taką ekscytację (malutką, ale zawsze coś).
Czy odradzam wam tę książkę? Nie do końca. Wiadomo, najlepiej samemu zdecydować, czy wam się spodoba.
Mimo negatywnej recenzji życzę autorce powodzenia i gratuluję wydania debiutu. Jeśli wydasz kiedyś kolejną książkę, postaram się ją przeczytać, żeby zobaczyć, czy coś się zmieniło.
Ehh ciężko jest mi aktualnie cokolwiek napisać, bo ta książka nie była zła, ale też nie była dobra…. Zamysł całej fabuły był naprawdę fajny, stąd też chciałam poznać tę historię, bo brzmiała fajnie, ale im dalej szłam w las, uświadamiałam sobie, że cholernie ciężko się to czyta.
Bohaterowie są tak płytcy i za przeproszeniem głupi, że naprawdę momentami się zastanawiałam czy to ze mną jest coś nie tak, czy oni oboje robią tak absurdalne rzeczy i nie widząc w tym żadnego problemu.
Ich rodzice, to jest chyba temat rzeka, owszem niby bohaterowie mają po te 18 lat, ale ich rodzice, mimo że z nimi mieszkali, to praktycznie w ogóle ich nie było, ciągle wyjeżdżali ze względu na pracę, już nie wspominając o dzieciach Emily, którzy cały czas mieli ją gdzieś.
Ja uwielbiam krótkie rozdziały, bo łatwiej mi się je czytać, ale w tym wypadku były one AŻ ZA KRÓTKIE i dużo wątku było po prostu niedociągniętych. Owszem było to enemies to lovers, ale niesmaczne enemies to lovers, czasami ich odzywki były obrzydliwe i cringowe, że nie potrafiłam na tę książkę patrzeć poważnie i serio? Typ nazwał laskę „ŚWINKĄ”? Szanujmy się, proszę…
Chciałam napisać pozytywną recenzję, bo naprawdę nastawiałam się bardzo na tę książkę, ale dla mnie to chyba było za dużo… Osobiście nie polecam tej historii, ale jednak jeśli ktoś będzie chciał sam spróbować wejść w świat Emily i Nathaniela to na pewno na własną odpowiedzialność 🩷😔
To tytuł, który od razu przyciągnął mnie swoją okładką, a opis sprawił, że miałam wobec tej historii spore oczekiwania. Niestety, choć pomysł wydawał się naprawdę ciekawy, wykonanie mnie nie przekonało.
Głównymi bohaterami są Emily i Nathaniel, dwójka młodych, jeszcze dojrzewających ludzi, którzy od dzieciństwa nie darzą się sympatią, a los sprawia, że muszą zamieszkać pod jednym dachem. Niestety ich zachowania często bardziej mnie irytowały niż angażowały. Jestem ogromną miłośniczką enemies to lovers, ale w ich przypadku coś mi nie grało. W dodatku układ, który zawierają, nie przemawiał do mnie.
Emily to bohaterka, która ma za sobą ciężką przeszłość, ale została ona potraktowana powierzchownie i tak naprawdę nic o niej nie wiemy. Jest ambitna i poukładana. Nathaniel z kolei był bohaterem, którego podejście do kobiet momentami mnie denerwowało, a zachowanie często uznawałam za niedojrzałe.
Styl autorki jest lekki i przystępny, dzięki czemu książkę czyta się szybko. Momentami jednak miałam wrażenie chaosu. Jest to książka, która może spodobać się wielu osobom. Szczególnie, jeśli lubicie wattpada i lekkie, niezobowiązujące historie na jeden wieczór. Choć mnie nie porwała, na pewno znajdzie swoich odbiorców. Ja jestem na nie, ale może już młodzieżówki nie są dla mnie
DAWNO NIE CZYTAŁAM TAK OKROPNEJ KSIĄŻKI, POTRZEBUJE NOWYCH OCZU.
Serio chciałam dać tej książce szansę i miałam nadzieje, że nie będzie tak źle jak piszą w opiniach... JAKA JA BYŁAM NAIWNA.
Bohaterowie płytcy, wkurwiający posiadający wszystkie cechy których nienawidzę. Relacja Emily i Nathaniela była po prostu dziwna, nie poczułam żadnych większych emocji prócz chęci mordu połączonych z zażenowaniem i wkurwem.
Problemy Emily były opisane tak na odpierdol, że myślałam, iż wyrwę sobie wszystkie włosy z głowy (jedyne co mnie przed tym powstrzymywało to zajęte ręce XD) ale w zasadzie sama postać Emily moim zdaniem jest napisana na odpierdol, także nie ma co się dziwić.
Po pierwszych rozdziałach chciałam zrobić DNF ale trzymałam się nadziei, że będzie lepiej... NO JAK TO MÓWIĄ, NADZIEJA MATKĄ GŁUPICH, A JA OD ZAWSZE WIEDZIAŁAM, ŻE JESTEM DEBILEM.
Podsumowując: Jedyne co pozwoliło mi skończyć tę książkę i się nie rozpłakać, to fakt, że słuchałam jej w audiobooku bo potrzebowałam jakiejś głupiej książki do noszenia drewna oraz to, iż nie wydałam na nią ani złotówki, bo ktoś inny opłaca mi pakiet XD
1/5 nie róbcie sobie tego i znajdźcie bardziej ciekawą i angażującą książkę jeśli macie ochotę na młodzieżówkę z motywem enemies to lovers...
pokonały mnie pierwsze 4 rozdziały, już widzę, że dalej przez to nie przebrnę XD, to wygląda jakby nie było przeprowadzonej ŻADNEJ korekty, po prostu kopiuj wklej z wattpada i nic więcej (nie wiem jak wyglądała ta książka na wattpadzie, ale jest napisana na takim właśnie poziomie). Wszystko dzieje się za szybko, nie wiem o co chodzi. Szczerze? nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać i żałuję, że w ogóle dodałam to na swoją półkę na legimi. Szukałam jedynie jakiejś bezsensownej, luźnej książki z niezwykłego, ale to aż kłuje w oczy i szkoda, że natrafiłam na takie coś
Co to było?!?! Nie wiem czy 3 gwiazdki to nie za dużo ale niech będzie. Zakończenie okropne totalnie bez sensu. Bohaterzy strasznie wkurzający, a główna bohaterka naiwna i głupia do tego stopnia że nie wytrzymam. Pomysł spoko ale coś poszło nie tak. Ta książka ma potencjał ale musiałaby być napisana jeszcze raz
Nawet nie wiem co napisać. Tu jest tak wiele niespójności, bezsensowności, dziecinności i głupoty bohaterów, że gdybym zaczęła to wszystko teraz wymieniać spędziłabym tu kilka dobrych godzin. Sam język pisania autorki ma w sobie coś, co niestety niczego nie ułatwia. Niestety, ale niektóre książki jednak powinny zostać na wattpadzie.
przebrnęłam przez trzy rozdziały i mam dość. brzmi to jak jakieś wattpadowe wypociny z 2017 roku. styl pisania? jak z pamiętnika trzynastolatki: „zjadłam płatki, poszłam do szkoły, było tam nudno, wróciłam do domu i poszłam spać”. nie da się tego czytać, na 99,9% nigdy już do tego nie wrócę.
niektóre książki pp powinny zostać na wattpadzie... np w skrócie: rodziców głównej bohaterki praktycznie w ogóle tam nie ma, wiele wątków się nie klei, Emily dowiaduje się że Nate był z nią dla zakładu a dzień później mu wybacza i nawet nie wydaje się być na niego zła. szkoda czasu
This entire review has been hidden because of spoilers.