Zofia manewruje między samodzielnym macierzyństwem, zarządzaniem instytucją kultury i gotowością na nowy związek. Kamila wpada w panikę na widok pierścionka zaręczynowego, czym wprowadza chaos w swoje idealne życie na emigracji. Ola łamie zasady i rozpoczyna trenowanie lokalnej drużyny piłkarskiej. Julia nie może poradzić sobie z ciszą w domu, kiedy najmłodsze dziecko idzie do przedszkola.
Cztery przyjaciółki. Cztery początki. Jedno pytanie: Co teraz?
Spędź złotą polską jesień w malowniczej Suchej Beskidzkiej. Weź udział w Festiwalu Spadających Liści i dołącz do bohaterek walczących o swoje marzenia.
„Cztery pory roku” to pełna ciepła i życiowej mądrości seria o sile przyjaźni, miłości i rodzinie.
Animatorka kultury, zawodowo spełniająca się w bibliotece. O napisaniu książki marzyła, odkąd skończyła osiem lat i tworzyła opowiadania o Roszpunce. Zbliżająca się trzydziestka zmusiła ją do realizacji tego marzenia.
Każdą wolną chwilę spędza z mężem i psem delektując się życiem na wsi. Lubi gry planszowe, miłych ludzi i dobre zakończenia.
Jaka to jest cudownie rozgrzewająca powieść! Autorka zabiera nas do zwyczajnej codzienności w Suchej Beskidzkiej (i Londynie) i przedstawia perypetie czterech dojrzałych bohaterek.
A ja, odkąd przestałam utożsamiać się z nastolatkami w literaturze, cały czas odczuwam wielki niedosyt, jeżeli chodzi o życiowe opowieści z trzydziestoparolatkami. Wciąż jest mi mało takich książek i teraz niecierpliwie będę wypatrywać kolejnych tomów serii (a mają się pojawić jeszcze trzy).
„Festiwal” powinien podbić serca wszystkich osób, które w literaturze poszukują normalności, prawdziwych problemów, autentyczności i ciepła. Mamy tutaj i przyjaźń, i miłość, i wyzwania rodzicielskie, i wyzwania związkowe. Całość czyta się błyskawicznie, za sprawą dynamicznych dialogów – a po wszystkim pozostaje z poczuciem, że chciałoby się więcej. Polecam – to idealna lektura na sezon jesienno-zimowy.
PS Zupełnie nieobiektywnie dorzucam dodatkowy plusik za motyw pewnej pisarki z Częstochowy ;)
Na samym początku zaznaczę że znam osobiście autorkę, a książkę otrzymałam w ramach współpracy.
Festiwal Spadających Liści to najbardziej dorosła z książek Ewy Mielczarek. Opowiadająca historię dojrzałych, dorosłych kobiet. Po przejściach. Z problemami, rozterkami. Ale to też książka pełna ciepła i zrozumienia dla bohaterów. Czuć że każda z tych postaci jest świetnie przez autorkę zrozumiana, i że wie jak ich dalsze losy mają się potoczyć. To co uwielbiam z książek Ewy to, że nie tylko dba o samych bohaterów i ich charaktery ale też o każdy szczegół swoich powieści. Bo jak pisze o pracy w kulturze to wie o czym pisze (mogę potwierdzić że zna się też na piłce nożnej w niższych ligach) I chyba nie miałam jeszcze okazji poczytać o moim miejscu pracy (chociaż u mnie nie ma przystojnych stażystów którzy pomogliby mi w organizacji festiwalu).
Książka doskonale wpisuje się też w genezę Wydawnictwa Ciepełkowego. Bo właśnie taką ta książka jest, ciepła i prawdziwa. (Chociaż odczuwam więcej realizmu i trochę więcej szarej rzeczywistości niż w poprzednich książkach).
Idealna książka na długi jesienny wieczór, taki z kocykiem, filiżanka herbaty i szarlotka na gorąco. Koniecznie z bitą śmietaną.
Akcja była zdecydowanie zbyt szybka jak na mój gust, zabrało mi tu pewnego pogłębienia niektórych wątków (np. sprawy z Wiktorią i Jagodą lub wspólnej historii czwórki przyjaciółek) czy momentu zatrzymania się na "złapanie oddechu"; do tego niektóre zbiegi okoliczności wydały mi się trochę zbyt naciągane (nie będę tutaj wymienić konkretnie, aby nie spoilerować), natomiast ogółem lektura była przyjemna i idealna na czas leżakowania w wannie:) To naprawdę solidna obyczajówka, a na szczególną uwagę zasługują opisy pracy w instytucji kultury oraz organizacji tytułowego festiwalu, za co przyznaję o jedną gwiazdkę wyżej niż pierwotnie planowałam. Wspaniale było poznać, w jaki sposób wydarzenia kulturalne przygotowuje się "od kuchni" - widać, że autorka ma duże doświadczenie w tym temacie i jestem jej wdzięczna, że się nim podzieliła. Mam nadzieję, że w przyszłości podobnych "smaczków" będzie więcej. :) Czekam teraz na kontynuację serii, zwłaszcza na tom poświęcony Oli, którą z czwórki suskich besties najbardziej polubiłam!
„Festiwal Spadających Liści” to opowieść zanurzona w jesiennych barwach i zapachach, pełna ciepełka które otula jak ulubiony kocyk. Dla mnie to ogromna wartość w takich klimatycznych książkach.
„Festiwal Spadających Liści” to ciepła, mądra i pełna emocji opowieść o kobiecej sile, lojalności i umiejętności zaczynania od nowa w każdym wieku. Autorka z dużą wrażliwością pokazuje, jak różne mogą być ścieżki życiowe - od zawodowych sukcesów, przez rodzinne zawirowania, aż po niełatwe decyzje dotyczące miłości i własnych potrzeb i udowadnia, że prawdziwa przyjaźń potrafi wszystko udźwignąć.
Matko i córko, jak mnie brakowało takiej książki! Pochłonęłam ją w dwa wieczory i skończyłam z niemałym fochem, że jeszcze nie ma kolejnych tomów 😉 To było moje drugie spotkanie z autorką i znów bardzo udane. Moim zdaniem niełatwo jest napisać dobrą obyczajówkę, więc tym bardziej doceniam ten tytuł. Emocjonalnie to był rollercoaster, bo i się uśmiałam, i zasmuciłam, i nawet momentami byłam zła. No po prostu me gusta ☺️ Dobrze było poczytać i przypomnieć sobie o tym, że nasi bliscy znają nas lepiej, niż nam się wydaje i chcą dla nas dobrze.
Niecierpliwie czekam na kolejne pory roku 🍂❄️🌸🌻
Jeśli szukacie książki o dojrzałych kobietach, to już nie szukajcie i bierzcie tę w ciemno ☺️ A jeśli nie szukacie, to i tak bierzcie - warto!