Nowe przedszkole. Nowe życie. I tajemnica, która nie powinna nigdy wypłynąć. Dorota wraca do rodzinnego miasteczka, by zacząć od nowa. W starej kamienicy otwiera przedszkole, wiedząc, że to szansa na spokój i bezpieczeństwo dla niej i jej córki. Nie wie nawet, jak bardzo się myliła… Dzieci mówią o kimś, kto nie istnieje, a córka Doroty, Basia, zachowuje się co najmniej dziwnie. Do tego na korytarzach słychać kroki i dziecięcy śmiech, a ślady na schodach prowadzą prosto na strych. Gdy Dorota odkrywa stary dziennik, zaczyna rozumieć, że w tych murach ukrywa się coś więcej niż wspomnienia. Przeszłość domaga się prawdy.
Mroczny, pełen napięcia thriller psychologiczny o winie, pamięci i granicach szaleństwa.
Jak już raz otworzysz drzwi tej kamienicy, nie będzie odwrotu…
"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat" Janusz Korczak
A kiedy dziecko płacze ?
Stara kamienica, dwie osie czasu, dzieci, rodzinne tragedie to hasła, które w skrócie opisują najnowszą książkę Natalii Kalisiak pt. „Przedszkole”.
Dorota wraca po latach spędzonych w Belgii do rodzinnej miejscowości, gdzie kupuje kamienicę, w której zamieszkuje razem z córką Basią. Poznajemy je w momencie kiedy Dorota spełnia swoje zawodowe marzenie i otwiera zespół wychowania przedszkolnego. Do pracy zgłaszają się Maria i Antoni, którzy chcą być przyjęci na zasadzie wolontariatu. Dorota pod swoją opiekę przyjęła czwórkę dzieci, a Basia jest piątą podopieczną.
Dorota jest nam współczesna, a w „Przedszkolu” przenosimy się również do przeszłości. Lata powojenne były dla wielu nadal trudne i wiązały się z przesiedleniami. O ile rodziny były razem i mogły się nawzajem wspierać, o tyle osierocone dzieci były często pozostawiane były same sobie. W tamtych czasach ochronki czy domy dziecka były przepełnione, nikt nie chciał brać dodatkowego ciężaru. Brakowało wszystkiego, nawet miłości.
Jakuszewo to miejsce w którym przeplata się teraźniejszość z przeszłością, tutaj też dusze nie dają o sobie zapomnieć.
Natalia Kalisiak w swojej drugiej książce porusza tematy które do łatwych nie należą, przypomina o przemijaniu, sprawia, że czasem brakuje tchu.
Zjawiska paranormalne, duchy to nie moja bajka, zdecydowanie wolę wierzenia ludowe, symbole, talizmany. W „Przedszkolu” wspomniane zjawiska występują i choć początkowo miałam mieszane uczucia, teraz wiem, że gdyby ich nie było, fabuła książki nie byłaby pełna.
Nawet teraz kiedy piszę o wrażeniach jakie wywarła na mnie historia napisana przez Natalię, zadaję sobie pytanie czy czyny zabronione można popełniać z miłości? Czy zabierając komuś to co ma najcenniejsze, pozbawiając możliwości poznania świata w imię miłości jest właściwe? Czy okoliczności można wziąć na świadka usprawiedliwień, czy własne straty są w stanie wyciszyć sumienie?
Natalio kolejny raz poruszyłaś, sprawiłaś, że ze strachem przewracałam strony. Bałam się tego który kryje się w mroku. Przerażało mnie zachowanie Basi, ale nie dlatego, że było niewłaściwe, ono było naznaczone tragedią i nie tylko tą rodzinną, ale też tą z przeszłości.
„Przedszkole” to bardzo dobra książka, która porusza, przypomina, nie dająca się zamknąć w jednym gatunku. Historia zamknięta w cienkiej oprawie, dzięki czemu nie ma tu zbędnych opisów, autorka nie odbiega ode tematu. Ciągle jest akcja, nie ma momentu z którego nie wypływa emocja. Obok głównej historii, jest też fragment „edukacyjny” o motankach, ja o tym talizmanie wcześniej nie słyszałam.
Piszę tą recenzję zaraz po skończeniu książki. No poprostu jest genialna. Nienachalna, sącząca się z każdego zdania groza, która dotyka każdego nerwu w ciele. Mamy tu trochę historii, zjawiska paranormalne. I to pytanie w głowie czy rzeczywiście dzieci widzą więcej niż dorośli? Czy to co nam opowiadają to tylko ich wyobraźnia czy może więcej? Czytając książkę cały czas miałam w głowie sceny z filmu „Szósty zmysł” i to mrożące krew w żyłach zdanie „ I see death people”. #creepy ale bosko wspaniale. Mega mi się podobało.
Kupienie starej kamienicy i założenie przedszkola miało być dla Doroty i jej córki nowym początkiem. Tyle że nie było. Pod drzwiami pojawia się nieznajoma para ludzi, chętnych na wolontariat, dzieci zaczynają mówić o kimś, kto nie istnieje, a na strych prowadzą ślady, które pojawiły się znikąd. Do tego okazuje się, że kamienica ma tragiczną przeszłość...
Budynki z tragiczną albo straszną przeszłością to (moim zdaniem) jeden z lepszych motywów w popkulturze, dlatego tutaj też przypadło mi to do gustu. Perspektywy były dwie - teraźniejszość i przeszłość w postaci dzienników, czasy wojenne (albo powojenne, nie pamiętam dokładnie). I nie będzie zaskoczeniem, że ta druga podobała mi się bardziej. Historia przeszłości kamienicy była tragiczna i jednocześnie wzruszająca. I to tyle z tego, co mi się podobało.
To po prostu nie była książka dla mnie. Myślałam, że będzie to horror, ale był to thriller z mocną warstwą obyczajową i elementami paranormalnymi - nie mój typ książki. Krótka forma na swoje ograniczenia i przez to tutaj zabrakło pogłębienia fabuły i postaci, wszystko działo się szybko. Czułam, że zanim w ogóle poczułam tajemniczą atmosferę i zainteresowanie tym, co się działo w budynku, to już wszystko było jasne. Zdradzę też, że dla osób czytających thrillery często, rozwiązanie zaskoczeniem raczej nie będzie.
PS. Moją szczególną uwagę zwróciło stwierdzenie zgonu z powodu zawału, bez wykonania sekcji i braku podstaw do takiego stwierdzenia, ale to taki nieistotny dla całości opinii szczegół.