Śmierć Agnieszki Karpińskiej wygląda na klasyczny przypadek zbrodni osobistej, szczególnie że głównym podejrzanym jest były mąż ofiary, który w przeszłości znęcał się nad kobietą, a w dniu morderstwa zabrał ich wspólną córkę i wyjechał w nieznane. Dla policji priorytetem jest oczywiście odnalezienie dziewczynki całej i zdrowej. Jednak komisarz Oczko musi także znaleźć dowody mogące powiązać Jacka Karpińskiego z zabójstwem, a to okazuje się trudne, ponieważ większość z nich przemawia za niewinnością mężczyzny.
Przyzwyczaiłam się, że co miesiąc pojawia się nowa przygoda komisarza Oczko i czekam na nią z niecierpliwością. Ta historia oczywiście jest krótka, ale mimo to, autorowi udaje się wyprowadzić czytelnika na manowce. I pamiętajmy, że audiobook jest w interpretacji F. Kosiora 😀
Dwudziesty piąty tom serii z komisarzem Oczką za mną. Tutaj zabrakło mi trochę takiego czynnego śledztwa, ta sprawa była taka, że było więcej czekania i ścigania niż faktycznego śledztwa, cała sprawa morderstwa trochę zeszła na dalszy plan, no taka specyfika sprawy. Natomiast po raz kolejny uśmiechnęłam się przy dialogach Oczko & Wejman i pomysłach Wejmana, które są trochę niestandardowe. Druga połowa mogłaby być dłuższa, byłaby bardziej rozwinięta, ale taki zamysł pewnie tych opowiadań jest, żeby one były krótkie. Cieszę się, że autor przy sprawcy nie poszedł po linii najmniejszego oporu. Sięgnę po kolejne tomy.
Ta część ma zupełnie inny schemat od poprzednich. Podoba mi się. Trzyma w napięciu.
„– Spokojnie, mam wprawę i możesz być pewien, że nie uronię ani jednej kropli tej drogocennej ambrozji.”
„Cześć, jestem Marcin – przedstawił się, podając Krzysztofowi lewą dłoń – ale przyjaciele mówią mi Mańkut, a że wyznaję zasadę, iż przyjaciele moich przyjaciół są również moimi przyjaciółmi, masz prawo zwracać się do mnie w ten sposób.”