XIX-wieczna Irlandia. Emily O'Donnell, młoda nauczycielka o nieposkromionym duchu, po utracie posady guwernantki trafia do sierocińca „Ogród Nadziei" na tajemniczym Lustrzanym Wzgórzu. Wbrew tyranii despotycznej dyrektorki i z pomocą intrygującego hrabiego Maksymiliana, Emily uczy osieroconych chłopców nie tylko czytania i pisania, ale przede wszystkim odwagi i wiary w siebie. Gdy jednak nad sierocińcem zbierają się czarne chmury, a w jej życiu pojawia się młody hrabia Alexander, zostaje uwikłana w sieć politycznych intryg, szantażu i skrywanych uczuć.
Czy poświęcenie własnego szczęścia dla dobra dzieci to jedyna droga? I czy kobieta wyprzedzająca swoje czasy odnajdzie swoje miejsce w świecie, gdzie każdy człowiek, jak lustro, odbija światło tych, którzy w niego wierzą?
#współpracarecenzencka z wydawnictwem i autorką Emily zostaje zwolniona z posady guwernantki i z polecenia ojca podopiecznej trafia do panny Serafiny w Willowbridge. Ta proponuje jej pracę w sierocińcu "Ogród Nadziei", który założyła. Dziewczyna mimo obaw przyjmuje posadę i otrzymuje pod opiekę grupę dość niegrzecznych chłopców. Zaskarbia sobie przychylność nie tylko swoich podopiecznych, ale też bratanka Serafiny, hrabiego Maksymiliana oraz hrabiego Leopolda, właściciela pałacu w którym mieści się sierociniec. Jedyną osobą, która jej nie lubi jest dyrektorka placówki, pani Sullivan. Magda pięknie ukazała, jak Emily zdobywała zaufanie chłopców. Niekonwencjonalne podejście sprawiało, że otwierali się oni zarówno na nią, jak i na siebie nawzajem. Jak uczyła ich, że Irlandia i celtycka kultura są czymś ważnym, zwłaszcza w czasach, gdy Anglia władała ich krajem. Uczyła, że każdy ma prawo do marzeń i wystarczy odwaga i wiara, by po nie sięgać. Autorka pisze o ideałach i wolności jakby to jej dotyczyło, co sprawia, że jest to tak prawdziwe. W życiu Emily pojawia się trzech mężczyzn. Wspomniany Maksymilian, który staje się jej wsparciem i przyjacielem, chociaż pragnie więcej. Hrabia Alexander, człowiek o obojętnym wyrazie twarzy, który zdaje się czasem znikać w jej obecności. Oraz jej przyjaciel z dzieciństwa i miłość, Aidan, który dawno temu zniknął z jej życia bez słowa. Kto jakie ma zamiary, nie zawsze jest jasne. I Emily w tym, oraz w swoim sercu się gubi. W świecie, w którym rządzi etykieta i konwenanse, nie łatwo o szczerość, co niestety niesie za sobą niedopowiedzenia i ból. Zastanawiałem się jak w jednym zdaniu opisać tą książkę. I to co mi przychodzi od razu na myśl, to ciepło i mądrość. Bohaterka często wspomina słowa swojej babci, oraz Magda przywołuje cytaty z Pracuj i nie trać nadziei Thomasa Carlyle'a, które w idealnych miejscach dają Emily siły do walki. XIX - wieczna Irlandia jest niespokojnym miejscem, z sercami pełnymi wiary w niepodległość. Ale nadal jest piękna, co autorka potrafi realistycznie opisać. Widzimy Lustrzane Wzgórze, pałac, miasteczko. Słyszymy pieśni i słowa nadziei na lepszą przyszłość. Muszę tu wspomnieć też o świetnym przedstawieniu bohaterów. Każdy z nich ma swój własny charakter, jest spójny, dobrze wykreowany. Każdy dostał swoje własne życie i emocje. To piąta książka Magdy, którą mam przyjemność czytać. I mam nadzieję na więcej. Chociaż muszę przyznać, że były momenty, gdy miała się dłużyła, to i tak uwielbiam pióro autorki. Nie może być inna ocena niż 8/10⭐️
Na tle zielonych irlandzkich wzgórz, spowitych mgłą i ciężarem historii, rozgrywa się opowieść, która jest jednocześnie intymna i uniwersalna. „Lustrzane wzgórze” to nie tylko powieść obyczajowa – to elegia o nadziei, sile edukacji i kobiecie, która odważyła się być lustrem dla innych, gdy wokół panowała ciemność.
Emily O’Donnell – młoda nauczycielka, pozbawiona pracy, ale nie ducha – trafia do sierocińca „Ogród Nadziei”. Sama nazwa miejsca brzmi jak ironia, bo zamiast nadziei króluje tam chłód, dyscyplina i despotyzm. Jednak Emily, niczym latarnia rozpraszająca mrok, wnosi w życie osieroconych chłopców światło odwagi i wiarę w ich własną wartość. To nie tylko lekcje czytania i pisania, ale lekcje człowieczeństwa.
Magdalena Buraczewska-Świątek w niezwykle plastyczny sposób oddaje klimat końca XIX wieku – czasów Wielkiego Głodu, brytyjskiej opresji, tęsknoty za wolnością i ziemi, która choć piękna, kryła w sobie cierpienie całych pokoleń. Irlandia w jej powieści to przestrzeń kontrastów, surowa i melancholijna, a zarazem nasycona muzyką, legendą i blaskiem ludzkiej nadziei.
Na kartach tej historii pojawiają się również hrabiowie – Maksymilian i Alexander – postaci, które wprowadzają do fabuły nutę politycznej intrygi, szantażu i rozdarcia serc. Jednak to nie romans jest sercem książki. Serce bije w rytmie pytań: czy można poświęcić osobiste szczęście dla dobra innych? Czy kobieta, która wyprzedza swoją epokę, odnajdzie miejsce w świecie, który jeszcze nie jest na nią gotów?
Emily uczy chłopców, że „każdy może odbijać światło, nawet w ciemności”. I to przesłanie staje się osią całej powieści. Buraczewska-Świątek nie zatrzymuje się na poziomie opisu jej język jest poetycki, obrazowy, miejscami wręcz magiczny. Czytając niemal słyszymy szum fal uderzających o klify, czujemy wiatr znad Atlantyku i widzimy, jak na lustrzanych wzgórzach migoczą światełka marzeń.
„Lustrzane wzgórze” to książka o sile kobiet – tych, które uczą, wychowują i wierzą, że nawet kropla dobra może zmienić ocean ludzkiego losu. To również powieść o Irlandii – jej cierpieniu, ale i pięknie, które nigdy nie gaśnie. Ta historia porusza i zostaje w pamięci na długo. Bo przypomina, że prawdziwe lustro nie pokazuje tylko twarzy – pokazuje światło, które inni w nas zapalili!🕯️
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @wydawnictwoaxismundi, a Autorce @na.bookszpanie za wspaniałą irlandzką historie (współpraca reklamowa) 🩷.
Autorkę odkryłam przypadkiem, na Instagramie. Obserwowałam od jakiegoś czasu i zaciekawiona udostępnianymi treściami postanowiłam dać jej szansę. To był strzał w dziesiątkę! Rozkoszowałam się niemal każdym akapitem, zdaniem, a nawet słowem. Moja czytelnicza dusza poczuła się zaopiekowana i usatysfakcjonowana. Lektura była wystawną ucztą dla miłośnika literatury pod każdym względem pięknej.
Już dawno nie czytałam książki, która dostarczyłaby tyle rozrywki mojej duszy pod względem językowym. W morzu romansów (o pikantnym zabarwieniu) ta powieść jest niczym powiew świeżości, echo zapomnianych lat i jednocześnie uświadomienie, że uczucia można nakreślić nieskończoną ilością barw; tak, by stworzyć niezwykły obraz zbudowany ze słów.