Trzymasz przed sobą poruszającą opowieść o pięknie i bólu pogranicza. Grażyna Bochenek zabiera nas w podróż wzdłuż Sanu – jednej z najbardziej malowniczych rzek Polski. Wijąca się – na kształt błyskawicy – przez Bieszczady i Podkarpacie staje się bohaterką, świadkiem i milczącą uczestniczką dramatycznych dziejów ludzi, którzy przez wieki żyli na obu jej brzegach.
San. Rzeka, która łączy, rzeka, która dzieli opowiada o pamięci zapisanej w krajobrazie: o cerkwiach, które milczą, o wsiach, które zniknęły z mapy, i o ranie, która do końca się nie zabliźniła. Podczas lektury ożywają wspomnienia o Polakach, Ukraińcach, Rusinach, Bojkach, Żydach i Grekach. Jest to opowieść o lękach i uprzedzeniach, ale także o nadziei i tęsknocie. Ponieważ ta rzeka – kapryśna i piękna – potrafi nie tylko dzielić, ale również łączyć.
Ta książka to nie tylko reportaż i esej historyczny. To przede wszystkim próba zrozumienia miejsca, gdzie każda wersja wydarzeń zasługuje na wysłuchanie – i każda z nich jest prawdziwa. W dolinie Sanu przeszłość nie odchodzi, lecz niczym małe źródełko po cichu wplata się w teraźniejszość.
Dawno nie czytałam tak dobrego reportażu. Właściwie to chyba jedno z niewielu moich podejść do reportażu historycznego. Bieszczady i Podkarpacie piękne, spokojne i malownicze obszary Polski, jednak góry te skrywają wiele tajemnic, niekiedy niewygodne dla Polaków. Wiele historii opowiedzianych jest niesamowicie ciekawa i aż chciałabym widzieć więcej, więcej i więcej… Całym sercem kocham Bieszczady, ale dzięki tej pozycji następnym razem jak się tam pojawię, będę miała okazję zwrócić uwagę i być w miejscach, o których nie wiedziałam albo nie zwróciłam uwagi. Będę mogła spojrzeć innym okiem na wszystko.
Jeśli miałabym się do czego już przyczepić, to uważam, że niektóre pytania autorki są zbędne, albo bezsensowne. Ale i tak daje 5/5
początkowo ciężko się wkręcić w historię, ale z każdym kolejnym rozdziałem już jakoś idzie, na pewno jest to historia ciężka i niewygodna na obu stron, ale i tak dająca do myślenia