Kiedy nosisz nazwisko Eld Veriani, ludzie zaczynają cię widzieć tak, jak chcą. Dziedziczkę. Problem. Narzędzie.
Zoya była dumna z tego, kim się stała. Jako Svikari przetrwała więcej, niż wielu byłoby w stanie unieść. Jako Eld Veriani nadal pozostało w niej uparte przekonanie, że nie musi nikomu niczego udowadniać.
Nie prosiła o magię. Zniszczyła jeden wazon i przez przypadek przejęła moc, która nie była jej przeznaczona.
I choć ogień już dawno się w niej wypalił, wciąż musi walczyć i ustalić kto jest prawdziwym wrogiem. Zapora słabnie, Obsydia się sypie, a nikt inny nie ma odwagi ani pomysłu na dalsze działania.
Na jej drodze stanie Eryk - z własnymi bliznami, przekonaniami i historią, która wcale nie pachnie bohaterstwem.
Nie tak miało być. Ale los nie pyta o zgodę. A raz wpuszczona magia nie daje się tak łatwo odesłać.
Absolwentka filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim. Od kilku lat pisze opowiadania do prasy kobiecej. Interesuje się polską literaturą fantastyczną i przygodową, a także twórczością Terry’ego Pratchetta. W czasie wolnym zajmuje się rekonstrukcją historyczną.
Paulina Hendel niezmiennie daje czytelnikom świetną rozrywkę. Mogłabym czytać już tylko takie młodzieżówki 😊
Co prawda ten tom miał nieco mniej szokujących plot twistów, ale bardzo ciekawie rozbudowywał kreowany przez autorkę świat!
——————————————
[ współpraca reklamowa @fabrykaslow ]
Recenzja może zawierać spoilery do poprzedniego tomu.
“Szept wiatru” to drugi tom serii “Szepty rodu Eld Veriani”, w którym możemy śledzić dalsze losy Zoyi i jej przyjaciół. Za zaporą wciąż czekają niebezpieczeństwa, z którymi po raz kolejny przyjdzie im się zmierzyć. Stawki robią się coraz większe, a bohaterowie odkryją sekrety o jakich wcześniej nawet nie śnili.
Paulinie Hendel po raz kolejny udaje się dostarczyć mi naprawdę świetną rozrywkę. Kolejne przygody Zoyi wciągają od samego początku, potrafią mnie rozbawić, a nawet zszokować. W drugim tomie dowiadujemy się też nieco więcej o świecie, w którym żyją bohaterowie. Jestem bardzo ciekawa jak kolejny tom połączy ze sobą wszystkie rozpoczęte wątki.
Nasza główna bohaterka stanie przed niejednym wyzwaniem, jednak najtrudniejszą walkę toczyć będzie sama ze sobą. Pozbawiona ognistej mocy zmuszona będzie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Pojawią się tu smoki, pojawią się walki, pojawi się dużo akcji, a nawet nieco humoru. Zadziorność Zoyi przy spotkaniu z królem absolutnie mnie kupiła!
“Szept wiatru” spełnił wszelkie oczekiwania jakie w nim pokładałam i z niecierpliwością czekam na kolejny tom!
Ocena byłaby wyższa, gdyby nie ten cliffhanger na końcu. A tak to mamy 3,5 :D
System magiczny i świat przedstawiony jest nie wyjaśniony, ale po lekturze mam wrażenie, że to jest specjalnie. Znowu zaczynamy próbą włamania do skarbca, a potem wyruszamy w drogę tropem spisku. Początkowo spodobało mi się, że znowu jest to klasyczny motyw drogi. Poznajemy nowego bohatera, który wydaje się być rywalem dla love interest, ale trochę podejrzany ten typ. Taki za grzeczny! I nagle pojawia się smok i fabuła przenosi się zupełnie gdzie indziej. Historia trafia do innego świata, a ten poprzedni... nagle jest mało istotny. Gdzieś zgubił się w fabule ten nowy bohater. Zoya zostawia swoją nową rodzinę, ukochanego, który nie radzi sobie z nową mocą, spisek, który zabija kolejne bliskie jej osoby.
Fabuła zostawia nas z pytaniami, czy te dwie połowy „Szeptu wiatru” jakoś się ze sobą łączą. Pierwsza połowa wydawała się zagmatwana. Motyw wędrówki przypominał raczej łażenie we mgle niż rzeczywistą wyprawę. Za to w drugiej połowie jest konkretny cel. Przedstawieni są nowi bohaterowie. Zaczynamy ich lubić, ich rozumieć i im kibicować. Zoya zaczyna odnajdywać się w nowej sytuacji, wśród nowych ludzi o wiele lepiej niż na dworze swojej ciotki. Czytelnik zaczyna czuć się swojsko, znajomo. Akcja nabiera coraz większego tempa... i nagle książka się kończy ze pootwieranymi wszystkimi wątkami.
W dalszym ciągu jest mnóstwo pytań, na które pewnie odpowie trzecia część cyklu... ale tej nadal nie mam w swoich rękach, więc jestem pozostawiona pełna frustracji. Ja tu posiedzę i poczekam.
Moja ekscytacja od pierwszej części lekko opadła. Nie przebierałam nogami aż tak zaczynając czytać tę część i mniej więcej do połowy taki stan rzeczy się utrzymał. Mniej więcej do połowy Ragna była najjaśniejszą postacią. I mniej więcej właśnie w połowie wszystko ruszyło z kopyta. Na nowo zatopiłam się w tę historię i w ten świat. I wtedy ... cóż skończyła mi się książka. j Jestem tym faktem mocno niezadowolona. Na szczęście jest informacja, że kolejny tom jest w przygotowaniu, mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać. Zoya trochę dorasta, zmienia się, dojrzewa i jest to zmiana na lepsze, dzięki temu lepiej czyta się jej kolejne przygody. Otwierają się przed nami nowe krainy, nowe wyzwania i problemy z którymi musi się zmierzyć.
Całość mimo kiepskiego początku oceniam bardzo dobrze. Cieszę się, że mamy taką autorkę jak Paulina Hendel.
Na pewno mniej przewidywalne niz pierwsza czesc. W trakcie ksiazki gubi nam sie Eryk gdzie nie dowiemy sie az tak duzo o jego bliznach ani historii. Niestety smoków tez dalej malo...
This entire review has been hidden because of spoilers.
Akcja drugiego tomu rusza od pierwszych stron i płynie niezwykle wartko. Mnogość wydarzeń w Szepcie wiatru, kontynuacji historii rodu Eld Veriani, naprawdę zachwyca. Jednocześnie ta część różni się od pierwszej. O ile w Szepcie ognia w centrum znajdowały się potrzeby Malakara i Zoi, o tyle tutaj bohaterowie częściej zostają wciągnięci w bieg wydarzeń zainicjowanych przez intrygi i działania innych postaci, często działających w cieniu i wbrew interesom rodu. To właśnie ich decyzje uruchamiają łańcuch zdarzeń, który kształtuje losy głównych bohaterów.
Paulina Hendel ponownie umiejętnie wplata magię w funkcjonowanie postaci, choć czyni to w inny sposób niż wcześniej. Dla Zoi odzyskana magia zdaje się czymś naturalnym, instynktownym, podczas, gdy Kael musi wkładać ogromny wysiłek, by rozwijać swoje umiejętności. Tym razem autorka mniej koncentruje się na wątku relacji pomiędzy Zoją, Kaelem i Solenem i to akurat bardzo mnie ucieszyło, bo dzięki temu unikamy powtarzalności narracyjnej, a historia zyskuje nową dynamikę.
Największym zaskoczeniem jest dla mnie fakt, że autorka w drugim tomie nie traci ani na jakości, ani na tempie opowieści. Bardzo często kontynuacje są jedynie rozwinięciem pierwszej części i stanowią pomost do tomu trzeciego, pozbawiony znaczących wydarzeń. Tutaj tak nie jest. Wątki zostają rozwinięte, część z nich domknięta, a równocześnie pojawiają się nowe suspensy, które z pewnością znajdą rozwinięcie w kolejnym tomie. Mimo tego książka nie jest przegadana, nie przybywa nadmiernej liczby postaci, a te nowe, które się pojawiają, nie dominują, lecz w naturalny sposób wpływają na losy Zoi i rozwój fabuły.
Świat przedstawiony staje się coraz pełniejszy. Dowiadujemy się więcej o krajobrazie po obu stronach Zapory, a sama topografia i przyroda nabierają wyrazistości. Ogromną przyjemność sprawiło mi też to, że autorka wprowadziła do opowieści większą rolę smoków, na co tak bardzo liczyłam po lekturze pierwszego tomu.
Warto docenić także konsekwencję w kreacji bohaterów. Nie stają się nagle kimś innym i nie przechodzą przesadnych przemian. Solen pozostaje tym samym dzielnym i lojalnym towarzyszem, Kael pozostaje mrukliwy, pełen tajemnic i niejednoznaczny, a Zoja jest odważna, zdeterminowana i gotowa bez wahania oceniać rzeczywistość, która ją otacza. Bardzo ciekawą postacią jest również szerzej przedstawiona ciotka Kaela i Zoi, Stella. Surowa, oceniająca, a jednak budząca przeczucie, że kryje w sobie więcej szlachetności, niż okazuje. Mam ogromną nadzieję, że w kolejnym tomie poznamy ją jeszcze bliżej.
Niepokój budzi natomiast los bohaterów z pierwszego tomu. Kuzynostwo poszukiwali zaginionych przyjaciół podczas nasilających się ataków stworów zza Zapory i mam wrażenie, że ten wątek będzie jeszcze powracał. Interesująco zapowiada się także wątek Eryka i jego ojca. Przeczuwam, że ich rola okaże się zupełnie inna, niż na razie sugerują wydarzenia.
Trzeba podkreślić, że mimo szerzej zakrojonej akcji i mocniej rozbudowanego tła narracja wciąż trzyma się blisko Zoi. To wokół niej koncentrują się wydarzenia, a czytelnik towarzyszy jej w rozterkach i pytaniach o losy bliskich. Dzięki temu opowieść pozostaje spójna i nie gubi głównej osi fabularnej.
Pióro Pauliny Hendel nazwałabym schludnym i bardzo współczesnym. Autorka nie przesadza z obcymi nazwami, nie gubi czytelnika, a jednocześnie buduje świat, który zachwyca swoją konsekwencją. To właśnie ta świadomość pisarska, umiejętne prowadzenie opowieści, rozwój akcji i konsekwencja w kreacji postaci sprawiają, że dodatkowo doceniam serię.
Na trzecią część czekam z wielką ciekawością. Szept wiatru to kontynuacja, która nie tylko dorównuje pierwszemu tomowi, ale w wielu aspektach go przewyższa. To bardzo dobra fantastyka, nie epatująca nadmiarem bitew, intryg i magii, ale oferująca czytelnikowi świetną rozrywkę, pełną świeżości i przemyślanej konstrukcji. Serdecznie polecam.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Z niecierpliwością czekałem na kontynuację “Szeptu Ognia” i zabrałem się za nią, gdy tylko dostałem ją w swoje ręce. Bawiłem się świetnie i liczyłem na to samo albo i lepsze w kontynuacji. Czy tak było?
Śledzimy dalsze losy Zoyi, w której życiu zmieniło się dosłownie wszystko. Okazało się, że jej rodzina nie była jej rodziną, znalazła tą prawdziwą, która jest wielka, potężna i bogata, zakochała się i do tego miała moc, ale ją straciła. Próbuje ona odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale przychodzi jej to z trudem. Źle czuje się w wyższych sferach, konwenanse ją męczą, boli ją brak mocy, a na domiar złego jej ukochany jest wiecznie w podróży, a ona czuje się uziemiona.
Jednakże, problem pękającej zapory pozostaje i staje się coraz poważniejszy. Potworów jest coraz więcej i zapuszczają się dalej. Dodatkowo, na planszy pojawia się nowy gracz, tajemnicza organizacja, która chce czegoś od rodu Eld Veriani i nie waha się użyć argumentu siły by to zdobyć. Zapowiada się gorący czas dla naszych bohaterów.
Akcja skupia się tym razem bardziej na Zoyi, a mniej na Solenie i Kaelu. Trochę mi brakowało tutaj interakcji między nimi. A najbardziej żałuję, że nia ma już Malakara, który trafnymi docinkami komentował by sytuację. Miejsce to na chwilę zapełnia Ragna. Dostaje ona ważniejszą rolę w tej odsłonie serii i uważam to za bardzo trafiony zabieg. Wciąż, odczuwałem pewien brak podczas czytania.
Zdecydowanym atutem tego tomu jest rozwinięcie uniwersum. Świat staje się dla bohaterów dużo większy i jeszcze bardziej skomplikowany i niebezpieczny, ale też kolejne elementy układanki zaczynają trafiać na swoje miejsce. Jednocześnie, pojawiły się nowe, niemałe wątki fabularne, które ciężko będzie zamknąć w jednym tomie, więc mam przeczucie, że seria “Szepty rodu Eld Veriani” nie zakończy się na trzech tomach, a przynajmniej mam taką nadzieję.
Wciąż imponuje mi sposób opisania scen walki, szczególnie gdy pojawia się magia i potwory. Autorka nie boi się drastycznych scen. Czyta się z ekscytacją i ma się wrażenie bycia częścią akcji. Jednakże, trochę mi zgrzytało pojawienie się nowej mocy u protagonistki. Źródło mocy ognia było oczywiste i o ile fakt, że miała ona wrodzony dar do innego żywiołu pomógł jej w korzystaniu z innego, a nabyta moc pobudziła tą wrodzoną, byłby logiczny, to wprost takie wyjaśnienie nie pada. Tym samym wydaje się to trochę wepchnięte na siłę, a wy, czytelnicy, musicie to po prostu przyjąć.
Generalnie, jest tu sporo niekonsekwencji. Do tej pory wiedzieliśmy, że moc nie pojawia się ot tak. Teraz nagle okazuje się, że Zoya ma moc. Przez cały poprzedni tom słuchaliśmy też o tym jakie to ważne dla całej ludzkości by pojawił się ktoś z mocami by naprawić Zaporę. Zoya odkrywa w sobie nową moc, a jak na to reagują inne postaci? Wzruszeniem ramion, jakby nigdy nic. Jeszcze niedawno to by wywołało niesamowite emocje u wszystkich. Nadzieję, zazdrość, radość. A tu, zwykłe OK, wierzyliśmy, że jest w tobie coś więcej. I jeszcze fakt, że całą poprzednią książkę budowaliśmy relacje z Kaelem i Solenem jako takiego golden trio. Niczym Harry, Ron i Hermiona. A teraz jakby autorka znudziła się tą koncepcją. Dorzuciła do ich paczki więcej osób, a potem ich wszystkich porzuciła by Zoya miała przygodę solo.
Warto też zwrócić uwagę na stronę wizualną. Zarówno projekt okładki jak i ilustracje są zachwycające. Proszę o więcej. Szczególnie przydatne byłoby zilustrowanie potworów. A wręcz idealnie by było, gdyby na końcu kolejnej książki pojawił się bestiariusz z opisem i zobrazowaniem każdego z napotkanych przez bohaterkę stworzeń. Chimeryczne stworzenia zawsze ciężko jest sobie wyobrazić, bo raczej nie są podobne do niczego co znamy. W ten sposób zagłębienie się w świecie przedstawionym byłoby pełniejsze.
Podsumowując, znów świetnie się bawiłem i chłonąłem tekst jak gąbka. Pozostał mi jednak niedosyt. Tom kończy się tak jakby był dopiero wstępem i ja MUSZĘ przeczytać kontynuację i to jak najprędzej. Brak konsekwencji i kontynuacji pomysłów z poprzedniej odsłony serii też jest dosyć rażący, przez co muszę mocno obniżyć swoją ocenę. Jak już też wspomniałem brakuje mi naszego cynicznego narratora. Robił on dla mnie robotę nawet w mniej wypełnionych akcją momentach. Byłoby niezwykle ciekawie jakby, np. Zoya po przebytych przygodach zaczęła w swojej głowie słyszeć swój głos, komentujący niczym Malakar wszystko, co się dzieje jako ucieczkę od coraz tramatyczniejszych przeżyć bohaterki. Może byłoby to trochę cięższe niż to co seria oferowała do tej pory, ale jakże ciekawe. Zgadzacie się ze mną?
W końcu doczekałam się! Przed wami recenzja kolejnych przygód Zoyi. „Szept wiatru” to drugi tom cyklu „Szepty rodu Eld Veriani”, będący kontynuacją wydanego w maju „Szeptu ognia”. To powieść, która podnosi poprzeczkę zarówno pod względem emocjonalnym, jak i światotwórczym. Nie zamierzam zdradzać szczegółów fabuły, ponieważ w dużej mierze jest to kontynuacja wątków znanych z poprzedniej części. W pierwszym tomie poznaliśmy główną bohaterkę, Zoyę Eld Veriani. Dziewczyna dopiero odkrywała prawdę o sobie i dziedzictwie swojego rodu. Jej sytuacja staje się teraz znacznie bardziej skomplikowana. Uwolniona wcześniej magia zaczyna siać spustoszenie, pękają dawne bariery, a cały świat Obsydii stoi na krawędzi chaosu. Zoya nie może już uciekać przed odpowiedzialnością musi zmierzyć się z konsekwencjami wcześniejszych decyzji oraz z oczekiwaniami, jakie stawiane są przed nią jako spadkobierczynią Eld Veriani. Autorka stopniowo odsłania przed czytelnikiem tożsamość i przeszłość bohaterki. Zoya, nosząc nazwisko Eld Veriani, nieustannie mierzy się z oczekiwaniami innych dla jednych jest dziedziczką, dla innych problemem, a dla kolejnych narzędziem politycznych gier. To fascynujące obserwować, jak rozwija się i przeżywa przygody, ale każda jej decyzja niesie ze sobą konsekwencje. Z jednej strony widzimy, jak bohaterka dojrzewa, z drugiej jednak zło czai się tuż za rogiem, gotowe, by zaatakować. Jeśli ktoś myśli, że najgorsze nasi bohaterowie mają już za sobą, srogo się rozczaruje. Akcja toczy się w świecie, w którym magia od wieków była trzymana pod kontrolą, a rody takie jak Eld Veriani miały ogromny wpływ na utrzymywanie równowagi. Tutaj napięcia i dramatów na pewno nie zabraknie. Na drodze Zoyi pojawia się Eryk. Postać pełna sprzeczności, nosząca blizny zarówno dosłowne, jak i metaforyczne. Jego obecność wprowadza do fabuły napięcie i nową dynamikę, ponieważ relacja między nim a Zoyą nie jest prosta ani oczywista. „Szept wiatru” rozwija motywy zapoczątkowane w pierwszym tomie zagrożenia związane z pękającą zaporą, tajemnice Obsydii i konsekwencje uwolnienia magii, która raz wypuszczona, nie daje się łatwo poskromić. To opowieść o odpowiedzialności i o tym, jakie ceny płaci jednostka oraz społeczeństwo, gdy dawne mechanizmy porządku zawodzą. Autorka umiejętnie łączy wątki osobiste (wewnętrzne rozterki Zoyi, jej relacje) z epickimi (zagrożenie dla świata), dzięki czemu tempo książki rzadko spada, a momenty refleksji nie burzą narracyjnego pędu. Jednym z najmocniejszych atutów powieści są relacje międzyludzkie oraz bohaterowie drugoplanowi, którzy nie zostali zepchnięci na margines, a wręcz przeciwnie pozostają w pamięci czytelnika. Często można odnieść wrażenie, że naprawdę się ich zna, widzi ich twarze i emocje. To sprawia, że łatwo zatracić się w tej opowieści i zapomnieć o rzeczywistości. Autorka w świetny sposób pisze o bliznach zarówno fizycznych, jak i tych niewidocznych z empatią i bez taniego sentymentalizmu, co dodaje historii autentyczności. Akcja goni akcję, a to, co wydaje się oczywiste, potrafi zaskoczyć. W dialogach pojawiają się nawet wulgaryzmy, co dodaje całości realizmu, bo przecież emocje rzadko pozwalają nam mówić pięknym językiem. Dlaczego fantastyczne książki tak szybko się kończą? Zazdroszczę tym, którzy jeszcze nie znają tego tomu, bo przed nimi emocje, zwroty akcji i chwile zaskoczenia. Ja już czekam na kolejne części i polecam tę historię całym sercem.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Q: W jakiej serii według Was drugi tom jest lepszy niż pierwszy?
Nie twierdzę, że w każdym cyklu, ale sporo jest takich serii, gdzie kontynuacja nie dorównuje pierwowzorowi. Mówię o tym, ponieważ dziś chcę dla Was zrecenzować "Szept wiatru" od Pauliny Hendel, czyli kontynuację "Szeptu ognia", który mnie zachwycił. Od razu zaznaczę, żeby nie było, że krytykuję tę książkę, jest to bardzo dobra powieść, po prostu porzeczka była bardzo wysoko.
"Szept ognia" mnie zachwycił, dlatego moje oczekiwania, co do drugiego tomu były bardzo wysokie i troszkę, ale tylko troszkę "Szeptowi wiatru" zabrakło. Ale jak mówię, to naprawdę tylko troszkę.
Zarówno pierwszy, jak i drugi tom przeczytałem w 2 dni, co przy ponad 400 stronach uznaję za bardzo dobry wynik. To pokazuje, że ten drugi tom jest równie wciągający, co pierwszy. Więc co zaważyło na mojej opinii? Pierwszy tom ma bardzo jednowątkową fabułę, co przy 400 stronach jest dobre. Jednak, przy takiej samej ilości stron w 2 tomie, gdzie całość się ze sobą łączy, ale pojawia się więcej wątków trochę jak dla mnie braknie miejsca na wszystko. Zwłaszcza widać to w drugiej połowie powieści, gdzie Zoya rozdziela się z resztą bohaterów i obserwujemy wydarzenia tylko z jej perspektywy. Rozumiem to, bo jest główną bohaterką, ale aż sie prosi o przeplatanie jej perspektywy z punktem widzenia reszty grupy. Do tego brakło mi tu magii, ponieważ mam wrażenie, że w "Szepcie ognia" było jej więcej.
W obydwu tomach podobał mi się finał. Zarówno jeden, jak i drugi sprawia, że od razu chce się sięgnąć po kontynuację. Zakończenie pierwszej części było oryginalniejsze, w drugiej po części spodziewałem się tego, co sie wydarzyło, ale i tak mi się podobało.
Książkę oceniam na solidne 8/10 i mam nadzieję, że autorka nie ograniczy się do 3 tomów, ponieważ jeśli trzecia część również miałaby mieć tylko 400 stron to nie sądzę, że udałoby sie satysfakcjonująco zakończyć wszystkie wątki, a to byłoby marnotrastwo, zwłaszcza wątku z postacią nietypowego króla.
Więcej moich recenzji znajdziecie na Instagramie @chomiczkowe.recenzje, gdzie serdecznie zapraszam.
"Szepty wiatru" to drugi tom serii "Szepty rodu Eld Veriani" autorstwa Pauliny Hendel. Podobnie jak część pierwsza, tak i ta oczarowała mnie do tego stopnia, że po przeczytaniu ostatniego zdania pomyślałam: "no dobra, to kiedy tom 3?"
Główną bohaterką niezmiennie jest Zoya, choć tym razem oficjalnie pod nowym nazwiskiem - Eld Veriani. Choć utraciła moc ognia, wokół niej wciąż dzieje się bardzo dużo. Wraz ze znanymi już postaciami, takimi jak Kael, Solen czy Ragna (którą w tej części poznajemy znacznie lepiej), a także nowym bohaterem Erykiem, rzuca się w wir przygód, spisków, zasadzek i walki. Bohaterka znów zmierza ku Zaporze, która nieustannie się przesuwa, wpuszczając coraz więcej zła. A wszystkiemu towarzyszy lekki powiew tytułowego wiatru. Pytanie brzmi: czy uda się ocalić świat, zanim będzie za późno?
W powieści ponownie pojawiają się smoki i inne niezwykłe istoty - tym razem w jeszcze większej liczbie i ciekawiej poprowadzonych wątkach. Autorka sięga też po dawno zapomniane lub wymazane z pamięci postacie i stworzenia, które czynią opowieść jeszcze bardziej fascynującą. A zakończenie? Powiem tylko tyle... to jak przerwanie serialu w najlepszym momencie, tyle że na kolejny odcinek nie poczekamy tydzień, ale znacznie dłużej. Zgłaszam oficjalny sprzeciw, tak się nie robi!😅
Podsumowując: "Szepty wiatru" to kontynuacja, która absolutnie nie zawodzi. Autorka zgrabnie łączy elementy przygodowe, mroczne i fantastyczne, tworząc historię pełną emocji i napięcia. Postacie są coraz lepiej rozbudowane, świat staje się bogatszy, a akcja wciąga od pierwszych stron. Jeśli polubiliście pierwszy tom - drugi zachwyci Was jeszcze bardziej. A jeśli jeszcze nie znacie serii... to najlepszy moment, by nadrobić, bo przed nami zapowiada się naprawdę epicka opowieść, która mam nadzieję że nie zakończy się na 3 czy 4 tomach, a na minimum 7!
Zdarzyło się wam, że wydawało wam się, że książka do was szepcze? Stoi na półce lub leży na stoliku i chce być przeczytana, teraz, zaraz, natychmiast. Mam tak z książkami Pauliny Hendel. Rzucam wszystko i czytam, ponieważ wiem, że czeka mnie wspaniała opowieść, która wciągnie mnie w swoje odmęty i na długo nie wypuści. Właśnie sięgnęłam po “Szept wiatru” Pauliny Hendel, która ukazała się nakładem wydawnictwa Fabryka słów i dosłownie przepadłam. Drugi tom Szeptów rodu Eld Veriani to historia pełna magii i tajemnic, które powoli zostają odkrywane. Po raz kolejny zatopiłam się w tym świecie i kompletnie przepadłam. Autorka potrafi budować napięcie i operować działaniami bohaterów, by zaskoczyć czytelników. Początek zaczyna się spokojnie, ale nie dajcie się zwieść, to tylko ułuda, bo bardzo szybko cała historia nabiera tempa, by zwolnić dopiero na sam koniec, zapewniając nas, że to nie koniec tej historii. Zoya przeszła ogromną zmianę, w porównaniu do pierwszego tomu. Nie chcąc zdradzać wam za dużo, by uniknąć spoilerów, powiem wam tylko, że szepczący ogień do końca nie wygasł w nowych rękach, a za to budzi się coś nowego. Zoya znów staje na drodze do ratunku swojej skóry, ale też jest zmuszona ratować całą Obsydię. Czy jej się to uda? Największy plus należy się za wszystkie potwory w tej książce, w końcu mogliśmy trochę więcej ich poznać i czegoś się o nich nauczyć. Jednak to smoki zawładnęły moim sercem i to o nich chcę jak najwięcej czytać w książkach autorki. Kocham fantastykę, tę polską i tę zagraniczną, a Paulina Hendel spokojnie mogłaby zawładnąć światem, ponieważ jej książki są genialne, historie wciągają, a okładki zdobią półki. Pozostanę wierną czytelniczką i z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Dziękuję bardzo wydawnictwu Fabryka słów za możliwość poznania tej historii.
Początek sam przypominał nastrojowo tom pierwszy, ale lepiej, z głębią. Ale potem, ale potem moi drodzy, była jazda bez trzymanki. Gdy 60% książki było za mną, musiałam usiąść, bo WSZYSTKO się zmieniło. Od miejsca, po bohaterów aż do fabularnego celu. Wjechał kompletnie nowy lore świata, ale taki, który wywrócił do góry nogami wszystko co wcześniej wiedzieliśmy o tym świecie.
Zoya zyskuje mocno na tym drugim tomie. Jej postać zyskuje głębi, staje się jeszcze bardziej zadziorna, jeszcze bardziej pewna w swoim uporze. Zoya próbuje się odnaleźć w swojej skórze, gdy jej tożsamość zmienia: najpierw oficjalnie zostaje wpisana do rodu Eld Veriani, a potem staje się przepowiedzianą Vitrą.
Mamy więcej sytuacji, które przypominają już pożądane RPG i coś à la „Wiedźmin”. Nie jest pięknie i kolorowo, widać więcej świata i jego, chwilami, mroczne oblicze.
Elementy survivalu, które widać za Zaporą obudziły we mnie taką nostalgię do „Drogi dusz”, że myślałam, że spadnę z krzesła.
Końcówka zwala z nóg. Człowiek sobie myśli, że „dobra, raz mi już wywrócili świat, ale już wiem na czym stoję”, a potem wlatuje ostatni rozdział i jedyne co mogę powiedzieć to: wiem, że nic nie wiem.
Pomimo zwierzeń autorki, Paulina Hendel potrafi pisać dobre, nastrojowe a co najważniejsze naturalne sceny romantyczne. Główną podstawą jest napięcie, które sprawia, że te sceny są smaczne, ale jednocześnie nie mają przerostu formy nad treścią. Nastrojowo!
Podsumowując: jest bardzo dobrze, od świata po akcję, nawet podróż konna jest lepiej wyważona niż w pierwszym tomie. Czuć, że to jest książka Pauliny Hendel. Ale ale, czuję, że może być lepiej! Dlatego ogłaszam wszem i wobec, że oceniam „Szept wiatru” na 9/10 ⭐️
Niedawno miała premierę nowa książka Pauliny Hendel „Szept wiatru”. Jest to drugi tom serii Szepty rodu Eld Veriani. Bardzo czekałam na tę powieść. Byłam ciekawa co autorka wymyśliła w tej części.
Zoey rozsmakowuje się powoli w noszeniu swojego prawowitego nazwiska jakim jest Eld Veriani. Trochę brakuje jej mocy ognia, ale cieszy się, że dzięki jej poświęceniu Kael nadal żyje. Niestety problemy z Zaporą stają się coraz większe. Więcej potworów dostaje się na ich stronę i życie robi się bardziej niebezpieczne. Zoey przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności zostaje przeniesiona na drugą stronę Zapory. Jest zdana zupełnie na siebie bez jedzenia oraz wody. Czy uda jej się przetrwać?
Początek drugiego tomu był dość spokojny. I trochę zaczęłam się martwić, że ta część nie dorówna tej pierwszej. Ale to była tylko rozgrzewka. Autorka zaserwowała nam kilkanaście wręcz zaskoczeń w fabule. Przerzucenie Zoey na drugą stronę Zapory było genialnym posunięciem. Nasza bohaterka nabiera tam odwagi, zaczyna wierzyć w swoją moc. Dojrzewa i pomaga tym co tej pomocy potrzebują. Jedynie do czego mogę się doczepić to brakuje mi genezy kolejnych umiejętności czarodziejskich mocy. Po prostu pewnego dnia się pojawiła i już. Nie wiemy skąd i dlaczego. Brakowało mi również szerszego opisu świata za zaporą. Wydało mi się to bardzo oszczędne, ale może tak właśnie powinno być, bo ponoć ta seria jest skierowana bardziej dla młodzieży. W każdym razie ten cykl jak na razie bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że autorka nie ograniczy się w nim do trzech tomów. Ta historia ma potencjał na dłuższą serię. Nie pozostało mi nic innego jak czekać z niecierpliwością na kolejną część.
Jak ja czekałam na tą kontynuację😊😊😊. "Szept wiatru" autorstwa Pauliny Hendel, to książka która od pierwszej strony wciąga i nie chce wypuścić ze swoich szpon.
Jak ja tęskniłam za Zoyą. Uwielbiam tą dziewczynę. Mimo, że wiele w jej życiu się zmieniło, ona nadal jest sobą. Bezczelna, sarkastyczna, nie dająca sobą rządzić, oddana i waleczna. Nawet samego króla potrafi opierniczyć i nazwać od głupców. To właśnie ten jej wybuchowy charakter, sprawia, że nie da się jej nie lubić. Nadal posiada moc, tylko zupełnie inna, nieprzewidywalną, ale wielką.
Trochę brakowało mi tutaj naszego mrocznego bruneta, Kaela. Był ciągle gdzieś w tle. Wątek romantyczny jest poboczny, gdzieś się przewija, ale nie na nim skupia się ta historia. Trochę szkoda, ale o dziwo zupełnie mi to nie przeszkadza.
Głównym celem jest ratunek Obsydii i naprawienie Zapory. Tylko jak to zrobić? Brak im podstawowej wiedzy, która zaginęła razem z czarnoksiężnikami. Tylko czy Zapora musi przetrwać? Jaki był jej prawdziwy cel? Nadal mamy wiele niewiadomych, do których doszły kolejne. Atmosfera się zagęszcza, a zakończenie zostawia z szokiem. Wow, tego się nie spodziewałam. Nie zostaje mi nic innego jak niecierpliwie czekać na kolejną część.
Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji poznać tej serii, to gorąco polecam. Druga część dorównuje pierwszej. Nie ma tutaj czasu na nudę, tylko akcja, potwory, smoki, tajemnice, intrygi, a wszystko to okraszona świetnym sarkastycznych humorem. Jedyne czego chcieć więcej to kontynuacji😁.
niestety przy tym tomie bawiłam się dużo gorzej, wydarzenia są pchane tak aby bohaterce wszystko się udało, wszystko jest rozwiązywane za pomocą czarodziejskiej różdżki i akurat z korzyścią dla głównej postaci… końcówka miałam wrażenie że dość mocno pospieszona względem całej reszty, a otwarte zakończenie totalnie mi się nie podobało… cóż, wciąż bawiłam się naprawdę dobrze a ostatnia 1/4 książki była porywająca.. aczkolwiek trochę się rozczarowałam, chyba miałam za wysokie oczekiwania.
[kryteria oceny dla „fantastyki”] 0,5/1 logiczność i ciągłość wydarzeń 0,4/0,5 fabuła 0,5/0,5 stworzony świat 0,4/0,5 spójność, konsekwentność 0,4/0,5 płynność i przyjemność w odbiorze 0,3/0,5 kreacja bohaterów 0,3/0,5 „sedno”/ cel/ morał 0,2/0,25 styl pisania autora 0,2/0,25 wyjątkowość 0,1/0,25 pozytywny odbiór całości 0/0,25 ✨ to coś ✨
Ja nie wiem jak ten czas szybko leci! Dopiero była premiera pierwszego tomu, a już mamy kolejny! I to jest bardzo dobry argument za tym, aby ten czas szybko leciał, bo kolejny tom przed nami, a tam będzie się działo! Ale dziś mamy premierę "Szeptu wiatru" 💙
Kolejny tom przenosi całą akcję... no przecież Wam nie zdradzę! Ale uwierzcie, że wiele Was zaskoczy, bo autorka nie wybrała najprostszego szlaku na tej trasie. Wszyscy mają pod górkę w obie strony!
Jednych bohaterów jest mniej, ale pojawiają się zupełnie nowi, których też polubicie. Tak, smoki nadal są.
Czekam z niecierpliwością na kolejny tom, bo muszę wiedzieć jak wątki z obu tomów się połączą.
To dobra część, nie jestem do końca przekonana czy słabsza od pierwszej - jest po prostu inna.
To nadal godna rozrywka ale mam wrażenie, że autorka trochę za mocno starała się zrobić powieść szkatułkową - w pewnym momencie wątek goni wątek do nowego wątku, który jest istotnym i tajemniczym elementem do innej historii.
Nie mam problemu z wielowątkowością ale wolałabym by autorka dała większa przestrzeń na „wybrzmienie” tego co się wydarzyło , na oddech.
3.5 taki kicz trochę ale pomijając pierwsza połowę, która mnie utwierdziła w przeświadczeniu że handel lepiej operuje swoimi bohaterami gdy są singlami, było spoko. W sumie nie różniło się zbytnio od pierwszego tomu i jak wyjdzie trzeci to przeslucham. To było tak naprawdę jedno wielkie wprowadzenie i budowanie podłoża do tomu trzeciego, więc jak mnie nie zwali z nóg to będzie mi przykro. (ale relacja romantyczna o kant dupy, zdania nie zmienię)
2.5 ja nie wiem co tu sie zadziało bo pierwszej czesci dalam 5 gwiazdek XD podobalo mi sie doslownie tylko ostatnie 100 stron ale ten cliffhanger to kinda zepsul 😭 don't get me wrong dobry cliffhanger nie jest zly ale tutaj nahhh mam wrażenie ze ta czesc jest jednym wielkim wprowadzeniem do kolejnego tomu ktory z checia przeczytam
Pierwszy tom był mocno średni, ale ten jednak podobał mi się bardziej. Chociaż tak po dłuższej chwili zastanowienia, to w tej książce nie działo się kompletnie nic i wszystko co istotne zmieściłby się na 10 stronach xD
taka słaba 4 nie zachwyciło mnie to pewnie sięgne po te 3 część ale tbh jedna z gorszych seri hendel PS. Ponownie CZY JA MUSZE MIEC POWTARZANE DOSLOWNIE CO 3 ZDANIA ZE TO MOJ KUZYN KUZYNKA KUZYNI ZGADZAM SIE Z KUZYNKA NIKT TAK NIE MÓWI
Ta część podobała mi się mniej. Klimat był zachowany, ale wiele rzeczy mi zgrzytało. Mam tylko nadzieję, że w trzecim tomie nie okaże się, że nasza bohaterka włada kolejnym żywiołem 🫠