Paranormalny romans, w którym światło i mrok splatają się w niebezpiecznym tańcu, a każda odpowiedź prowadzi do nowych, jeszcze mroczniejszych pytań!
Emily, młoda dziennikarka, budzi się pewnego ranka z tajemniczym znamieniem na ciele - symbolem, który pojawia się w jej koszmarach i zdaje się mieć związek z niewyjaśnioną śmiercią ojca. Gdy ziemia zaczyna drżeć, a cienie szepczą jej imię, dziewczyna odkrywa, że anioły przybywają do świata ludzi - nie jako opiekunowie, lecz jako zagadka, której nikt nie potrafi rozwikłać. Ich obecność budzi w Emily jednocześnie lęk i fascynację, a ścieżka, którą podąża w poszukiwaniu prawdy, może na zawsze odmienić jej życie.
W świecie, w którym granica między jawą a koszmarem coraz bardziej się zaciera, Emily musi się zmierzyć z tajemnicą. A to może ją ocalić... lub skazać na wieczne potępienie.
K.E. December to autorka z Wrocławia, która zadebiutowała bestsellerową serią mafijną. Na co dzień kochająca żona i matka. Miłośniczka włoskiej kuchni i filmów Marvela. Marzycielka, ale również realistka, której motto brzmi „Jedyny łatwy dzień był wczoraj” Pisze głównie romanse, ponieważ w temacie miłości czuje się najlepiej.
December K.Ε. – Echo potępienia [współpraca reklamowa]
Hell yea! To była fantasy, która naprawdę mnie wciągnęła. Echo potępienia ma w sobie ten klimat, którego szukam w takich książkach, mrok, tajemnica, napięcie, które nie puszcza czytelnika aż do końca. Momentami czytałam z taką intensywnością, że aż miałam ciarki na ciele.
Autorka potrafiła zbudować świat, w którym da się zanurzyć, pełen sekretów i niedopowiedzeń, które sprawiają, że chcesz przewracać strony coraz szybciej, żeby wreszcie się dowiedzieć, co dalej. Bohaterowie też wypadli ciekawie, choć nie zawsze byli tak wyraziści, jak bym tego chciała.
Muszę jednak przyznać, że były momenty, w których fabuła wydawała się trochę naciągana. Takie „za dużo, za szybko” i to wybijało mnie z rytmu. Dlatego nie mogę powiedzieć, że to najlepsza książka fantasy, jaką czytałam. Ale! Była na tyle dobra, że i tak pochłonęłam ją z przyjemnością i zostawiła mi w głowie to specyficzne poczucie niedosytu, jakie zostawiają historie, do których chce się wracać.
Podsumowując: Echo potępienia to świetna propozycja dla fanów mrocznej, tajemniczej fantasy. Nie idealna, ale zdecydowanie warta przeczytania, jeśli lubicie książki, które dają emocje i te dobre, i te trochę frustrujące.
„Echo potępienia” to moje pierwsze zetknięcie z twórczością autorki. Już sam opis książki bardzo mnie zainteresował. Na co dzień rzadko sięgam po fantastykę i wcześniej nie spotkałam się z powieścią skupioną wokół aniołów i demonów. Była to dla mnie spora odmiana, ale wspominam ją bardzo pozytywnie.
Poznajemy Emily – główną bohaterkę, która na co dzień pracuje jako dziennikarka i prowadzi raczej spokojne, uporządkowane życie. Wszystko jednak nagle wywraca się do góry nogami w chwili, gdy na jej ciele z dnia na dzień pojawia się tajemnicze znamię. Od tego momentu wszystko się zmienia – koszmary zaczynają przenikać do rzeczywistości, w otoczeniu Emily dochodzi do morderstw podejrzanie powiązanych z niewyjaśnioną śmiercią ojca. Dziewczyna postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i próbując, zrozumieć kto stoi za morderstwami, przekonuje się, że sytuacja jest o wiele cięższa i poważniejsza niż się spodziewała.
Fabuła dość niespodziewanie szybko mnie oczarowała – już od pierwszych stron nie mogłam się oderwać, ponieważ autorka nie skupiła się na zwykłym, codziennym życiu bohaterki, lecz od razu na nagłych zmianach, które wszystko komplikowały. Świat, który autorka wykreowała, okazuje się niezwykle nieprzewidywalny i z każdą kolejną stroną odkrywałam coraz więcej zaskakujących, a czasem wręcz szokujących elementów. Bardzo spodobało mi się również to, że historia została przedstawiona z różnych perspektyw – ludzi, aniołów oraz upadłych aniołów. Dzięki temu możemy dostrzec, że nie są oni wyłącznie prostym symbolem dobra i zła. Autorka świetnie pokazuje, jak odmiennie wygląda rzeczywistość z punktu widzenia każdej z tych postaci.
Książka, choć rozpoczyna się dość spokojnie i ponuro, stopniowo nabiera tempa, aż do samego końca, który całkowicie zmiótł mnie z planszy i pozostawił w szoku z wieloma pytaniami. Szczególnie spodobało mi się to, w jaki sposób autorka buduje napięcie. Każda kolejna strona przynosiła nowe wydarzenia, akcja stawała się coraz bardziej nieprzewidywalna, a emocje narastały, dzięki czemu przywiązywałam się coraz mocniej do głównych bohaterów. Fabuła nie jest mocno skupiona na relacji romantycznej Emily i Nathanaela, jednak widać, że ich więź odgrywa bardzo istotną rolę w całej historii, o której się dowiecie, gdy sami przeczytacie książkę. Podobało mi się to, że autorka nie przesadziła z wątkiem romantycznym, ale wplotła go w fabułę w taki sposób, że stał się jej naturalnym i ważnym dopełnieniem.
Minusem była dla mnie narracja trzecioosobowa, która sprawiła, że momentami trudniej było mi w pełni wczuć się w emocje bohaterów. Dodatkowo autorka momentami niekiedy dodawała opisy, które według mnie nie były potrzebne, niewiele wnosiły do akcji, spowalniały tempo czytania. Nie mogę zaprzeczyć, że autorka prawdopodobnie celowo zostawiła sporo tajemnic, by zbudować napięcie przed kolejną częścią, ale przez ten brak odpowiedzi moja ciekawość tylko bardziej rośnie. Z jednej strony trochę mnie to frustruję a z drugiej, sprawia, że mocniej wyczekuje następnego tomu. Najchętniej sięgnęłabym po niego od razu, bo naprawdę chciałabym już poznać wszystkie brakujące elementy tej mrocznej układanki.
Podsumowując, była to fantastyka, która totalnie mnie wciągnęła. Dostałam w niej prawie wszystko, czego oczekuję od książek tego gatunku: ciekawą fabułę, bohaterów, których naprawdę da się polubić (i którzy potrafią pokazać siłę), interesujące i inne motywy, tajemnice i trochę mroku. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy polecam tę lekturę, bez dwóch zdań powiedziałabym tak! W dodatku uważam, że świetnie sprawdziłaby się na dużym ekranie, czuję, że taka ekranizacja mogłaby pozytywnie rozwalić internet. Teraz pozostaję mi czekać na drugi tam, a wam również życzę świetnej lektury!
„Echo potępienia” to nie jest lekka historia. Od początku czuć jej ciężar i niepokój. Znak wypalony na skórze, koszmary, śmierć ojca i przeczucie, że coś jest bardzo nie tak, to wszystko sprawia, że napięcie towarzyszy nam od samego początku.
Fabuła skupia się na młodej dziennikarce, która próbuje zrozumieć, dlaczego na jej skórze pojawiło się tajemnicze znamię identyczne jak u ofiar niewyjaśnionych zgonów, w tym jej własnego ojca. To nie jest historia, w której bohaterka przygląda się tragedii z boku, ona jest jej częścią. Każdy trop, każde odkrycie uderza bezpośrednio w nią. Jej śledztwo szybko przestaje być zawodową ciekawością, a staje się desperacką próbą zrozumienia, dlaczego jej życie zaczyna przypominać koszmar. Z czasem fabuła rozszerza się o kolejne elementy, takie jak rodzinne sekrety, rodowa klątwa, zakon działający w cieniu i przede wszystkim anioły, które wcale nie przypominają opiekunów z religijnych obrazów. Są obce, niepokojące, czasem wręcz groźne. To jeden z ciekawszych aspektów powieści, odejście od oczywistych skojarzeń. Anioły nie są tu symbolem dobra, demony nie są jedynym złem, a granica między jednym a drugim stale się przesuwa. Podoba mi się ta moralna niejednoznaczność bohaterów. Nikt nie jest tu krystalicznie dobry ani jednoznacznie zły. Decyzje mają konsekwencje, a wybory często są dokonywane między złym a gorszym. To sprawia, że trudno komukolwiek bezgranicznie ufać.
Klimat w powieści jest rewelacyjny. Szepty w ciemności, cienie majaczące na granicy wzroku, drżenie ziemi, poczucie, że coś obserwuje bohaterów z ukrycia, to wszystko buduje duszną, ciężką atmosferę i sprawia, że ta historia powoli podkopuje poczucie bezpieczeństwa. Jest narastający lęk i świadomość, że nic nie wróci do normy. Emily wzbudza mieszane, ale szczere emocje. Ciężko ją bezwarunkowo polubić, ale ciężko też odrzucić. Jest tak samo silna i zdeterminowana, jak zagubiona, przestraszona, czasem nawet nieracjonalna. Kilka jej decyzji mnie zirytowało, miałam ochotę nią potrząsnąć, żeby w końcu przejrzała na oczy. Jednak pojawiła się refleksja, że w obliczu takich wydarzeń mało kto zachowałby spokój i chłodną logikę. Jej strach, bezradność i chaos w głowie są wiarygodne. Dzięki temu łatwo było mi wejść w jej perspektywę i poczuć, że to jest przecież zwykła dziewczyna wrzucona w coś, co ją przerasta.
Wątek romantyczny jest poprowadzony subtelnie. To cichy, niepewny wątek na drugim planie. Z jednej strony doceniam, że uczucie nie przysłania głównej osi historii. Z drugiej, zabrakło mi między bohaterami silniejszej chemii. Chciałabym więcej emocjonalnego napięcia, więcej momentów, które naprawdę by mnie poruszyły. Tu wszystko jest raczej stonowane, jakby przytłumione przez resztę wydarzeń. Jednocześnie wiem, że to dopiero pierwszy tom trylogii i romans na pewno się rozwinie. Tempo powieści jest nierówne. Są fragmenty, które pochłania się błyskawicznie, bo tajemnice wychodzą na jaw, a napięcie rośnie z każdą stroną. Ale są też momenty, kiedy akcja zwalnia, sceny się przeciągają i można odczuć lekkie zmęczenie. Finał pozostawia z niedosytem. Wiele spraw nie zostało zamkniętych, pojawiają się nowe pytania i nowe zagrożenia. Normalnie byłabym tym sfrustrowana, ale tutaj dominowała ciekawość. Złapałam się na tym, że od razu chciałabym sięgnąć po kolejny tom, żeby zobaczyć, dokąd to wszystko zmierza. To chyba najlepszy dowód na to, że ta historia naprawdę mnie wciągnęła.
„Echo potępienia” to mroczna, dojrzała historia o stracie, przeznaczeniu i próbie zrozumienia czegoś, co przerasta człowieka. To opowieść z ciężarem, który potrafi przygnieść. I chociaż widzę jej słabości, czytałam ją z autentycznie ściśniętym gardłem i potrzebą poznania dalszego ciągu. I oczywiście polecam 💛
Wiecie co, dawno tak się nie napaliłam na jakąkolwiek książkę, jak to było przy tej. Już od samej zapowiedzi śledziłam wszystkie nowinki, bo wiedziałam, że to coś napisane specjalnie dla mnie. W książce znalazłam niemal wszytko to czego oczekuję od fantastyki, czyli ciekawą fabułę, interesujących bohaterów, moje ulubione motywy, tajemnice, zagrożenia tylko konkretnego złola mi zabrakło ale to był dopiero pierwszy tom, wiec może sytuacja się wyklaruje w kolejnych częściach.
Emily jest dziennikarką, bardzo zaangażowaną w pracę ale też kobietą twardo stąpającą po ziemi. Dlatego też gdy pewnego dnia budzi się z koszmaru z tajemniczym znamieniem na ciele, nie rozumie co się właściwie dzieje. Symbol okazuje się mieć związek z zagadkową śmiercią jej ojca i innych nieznanych jej ofiar. Jej przełożony zleca jej zbadanie sprawy tajemniczego symbolu. Emily zaczyna coraz bardziej wchodzić na nieznany sobie teren, odkrywa istnienie aniołów, także tych upadłych, lecz nikt nie wie dlaczego znalazły się one na ziemi. Dziewczyna nie zamierza spocząć aż nie odkryje prawdy, przez co jej życie odwraca się do góry nogami.
Co ja będę dużo mówić, to było po prostu genialne. Fabuła mnie totalnie zaczarowała, nie potrafiłam się od niej oderwać ani na sekundę. Motywy anioła i demona są mi chyba najbliższe więc nie dziwota, że ta historia całkowicie zawładnęła moim czarnym sercem i duszą. Już sam początek był intrygujący i bardzo szybko wprowadził mnie do głównej fabuły. Czego tutaj nie było, od tajemnicy i zagadki, poprzez dziennikarskie śledztwo, odkrywanie kolejnych czasem i szokujących informacji, do tego coś na kształt tajemniczego stowarzyszenia czy sekty, anielskie i demoniczne moce, delikatny motyw przeznaczenia, ale to i tak zaledwie zalążek tego czego można się spodziewać po tej lekturze. Na moje oko każdy znajdzie tutaj coś co go zainteresuje.
Co mnie najbardziej urzekło? To, ze autorka ukazała tutaj różne perspektywy postrzegania świata, zarówno tę upadłych, aniołów i ludzi. Każda ta perspektywa pokazuje jakie różnorodne potrafią być punkty widzenia, nawet tych najbardziej przyziemnych spraw. Te wizje i rozważania po raz kolejny utwierdziły mnie, że najbliżej mi do tych upadłych, no natury nie da się oszukać.
Mam też jedno delikatne ale, mianowicie wydaje mi się, że ostatecznie dostaliśmy za mało odpowiedzi. Ja wiem, że to pierwszy tom i autorka nie mogła tutaj od razu wyłożyć wszystkich kart, nie mniej czuję niedosyt. Na mój gust zbyt wiele aspektów pozostało w strefie spekulacji i przypuszczeń, troszkę nam pożałowano konkretów, ale może to tylko moje wrażenie. Choć muszę też przyznać, że autorka w dobrym stylu zakończyła tę część, domknęła cześć wątków, a sama końcówka była emocjonalna i efektywna, ale też dała chwilę oddechu, przez co można spokojnie czekać na kontynuację, i ja już w tym momencie mówię, że to będzie moje must have.
Książka była rewelacyjne, świetnie się przy niej bawiłam, pojawiły się moje ukochane anioły i demony, choć tutaj bardziej upadli, pojawiła się mega intrygująca zagadka do rozwiązania, i wiele innych rzeczy, które są dla mnie ważne i kluczowe w fantastyce. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i powiem szczerze, że jestem zachwycona, czytałam o twórczości tej pani wiele pozytywnych opinii i muszę się z nimi zgodzić. Książka napisana w fantastycznym stylu, który dał mi moje ulubione uczucie płynięcia wraz z fabułą, ta książka czytała się sama. Ja polecam, uwielbiam i czekam na kontynuację.
📌 O czym: Echo potępienia to paranormalny romans. Autorka wrzuca nas w wir tajemnic: Emily budzi się z dziwnym znamieniem na ciele - symbolem, który zna ze swoich koszmarów i który zdaje się być powiązany ze śmiercią jej ojca. Wkrótce okazuje się, że do świata ludzi wkroczyły anioły, ale dalekie są one od wyobrażeń o dobrotliwych opiekunach. Ich obecność jest zagadką - kuszącą i niebezpieczną jednocześnie, a odpowiedzi, które Emily próbuje znaleźć, rodzą jeszcze więcej pytań.
📌 Moja opinia: Od kiedy w nastoletnich czasach Becca Fitzpatrick wprowadziła mnie w świat cyklu Szeptem, anioły i upadli na długo wpisali się w mój czytelniczy gust. Kiedy więc usłyszałam o Echu potępienia, od razu wróciły wspomnienia tamtej przygody i poczułam, że znowu brakuje mi właśnie tego klimatu - mroku, tajemnic i niebezpiecznego uroku skrzydlatych istot. Czy znalazłam to wszystko w tej książce? Nie do końca - bo to zupełnie inna historia, napisana w innym tonie i nie sięgająca poziomu, który osiągnęła Fitzpatrick. Ale trudno oczekiwać, by ktoś dorównał mistrzowi. Niemniej jednak muszę przyznać, że powieść K.E. December okazała się naprawdę wciągająca i dostarczyła mi sporo emocji.
Akcja toczy się dynamicznie - od koszmarów przechodzimy do dziennikarskiego śledztwa, rodzinnych tajemnic i niepokojącej fascynacji. Klimat jest gęsty, chwilami duszny, momentami niemal baśniowy, co świetnie współgra z romansem, rozwijającym się w cieniu zagrożenia.
Emily jako bohaterka budzi mieszane uczucia. Potrafi być odważna i konsekwentna, ale chwilami jej zachowania bywają nieco irytujące. Ja z reguły jednak lubię, kiedy główna postać nie jest idealna i popełnia błędy. To czyni ją bardziej ludzką i pozwala śledzić proces jej dojrzewania.
Autorka umiejętnie dawkuje tajemnice, a po zakończeniu pierwszego tomu poczułam lekki niedosyt - chcę już wiedzieć co będzie dalej! Zbyt wiele pytań pozostaje otwartych. Mogę tylko powiedzieć, że pod koniec książki mamy solidny grunt pod rozwinięcie fabuły.
Podsumowując: "Echo potępienia" to udany początek cyklu Drzewo Życia. Choć nie dorównało ono serii Fitzpatrick, którą darzę szczególnym sentymentem, wciąż było to spotkanie pełne intryg, mroku, anielskich sekretów i uczuć. To powieść, która łączy thriller paranormalny z romansem, dając czytelnikowi mieszankę tajemnicy, emocji i akcji. Ja bawiłam się przy niej świetnie i z niecierpliwością czekam na kontynuację - bo czuję, że to dopiero początek naprawdę epickiej historii.
[Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Editio Red i beYA]
Dziękuję bardzo za egzemplarz do recenzji!
⋆˚࿔ Echo Potępienia
K.E. December
⟡ Jestem zupełnie rozdarta. Z jednej strony historia przyciąga uwagę, z drugiej – naprawdę mnie zmęczyła.
⟡Zacznę może od samej fabuły. Ogromny plus za rozpoczęcie z przytupem. Nie było tu miejsca na spokojne wprowadzenie do życia głównej bohaterki – od razu witają nas niepokojące wizje, które ją prześladują, oraz bieg dziwnych wydarzeń. Dalej zanurzamy się w jej dziennikarskim świecie pytań bez odpowiedzi, widzimy zderzenie ziemi z niebiosami, poznajemy anioły i demony, a co najważniejsze – towarzyszymy w kryminalnej sprawie pełnej znaków zapytania. Stopniowe odkrywanie kolejnych kart było zdecydowanie najlepszym elementem. Z drugiej strony wyłania się jednak nierównomiernie rozłożona akcja. Miała swoje wzloty i upadki, a wiele stron naprawdę mnie wynudziło. Pewnie dlatego moje finalne odczucie to zwyczajne zmęczenie tą historią.
⟡Przejdźmy do bohaterów. Największym plusem było poznawanie tej historii z kilku różnych perspektyw. Super, że autorka pokazała nam postrzeganie świata oczami przedstawicieli każdego gatunku.
Główna bohaterka – Emily – absolutnie nie. Głównym kobiecym postaciom z reguły naprawdę ciężko trafić w moje gusta, a ta tutaj również nie podołała temu zadaniu. Z początku byłam ciekawa jej postaci, jednak z każdą kolejną stroną moja sympatia do niej malała zamiast wzrastać; w pewnym momencie zaczęła mnie już zwyczajnie irytować. Jej młodsza siostra również nie została moją ulubienicą. Jeśli chodzi o boską część obsady, to z całej trójki (Nathanael, Zuri i Samael) moim zdecydowanym faworytem został ten ostatni. Samael z całej książki zdobył moje największe zainteresowanie – może dlatego, że jako jedyny ani razu mnie nie zażenował. Jestem szczerze ciekawa, jak dalej potoczy się jego relacja z Emily. Nathanael – szczerze powiedziawszy, nic odkrywczego. Zuriel – moja ulubiona kobieca bohaterka tej historii, wyróżniała się i momentami nieco przypominała mi Mazikeen z Lucyfera.
Ogólnie rzecz biorąc, losy bohaterów były mi dość obojętne. Pomimo prób – nie potrafiłam obdarzyć ich sympatią. Po przewróceniu ostatniej strony, jak gdyby nigdy nic, wróciłam do rzeczywistości. Nie przeżywałam, nie wracałam myślami, nawet nie bardzo zastanawiałam się nad dalszą akcją, więc naprawdę ciężko ocenić mi tę historię. Chyba najbliższa mojemu sercu będzie taka mocna 5 w skali 1–10.
[ Współpraca reklamowa] „Echo potępienia” sięgnęłam z dużą ciekawością, bo połączenie motywów angelicznych, tajemniczych znaków i śledztwa mnie zaintrygowało. Początek wypadł naprawdę obiecująco. Podobało mi się spokojne wprowadzenie do życia Emily oraz pierwsze niepokojące wydarzenia, które od razu sugerowały, że historia będzie mroczna i pełna niewyjaśnionych zjawisk. Świat przedstawiony ma ogromny potencjał, a wizja upadłych i aniołów funkcjonujących obok ludzi wydała mi się świeża i klimatyczna. Z czasem jednak poczułam lekkie zmęczenie fabułą. Karty odkrywane są powoli, co samo w sobie lubię, ale tu momentami miałam wrażenie, że akcja przygasa, gubi tempo, a pewne sceny trwają dłużej, niż powinny. Mimo to motyw zagadkowej śmierci ojca Emily i odkrywanie kolejnych powiązań naprawdę trzymało mnie przy książce. Zdecydowanie najmocniejszą stroną jest klimat oraz narastające poczucie niepewności. Wątki paranormalne wypadły zaskakująco wiarygodnie jak na fantasy i to właśnie ta atmosfera była dla mnie największym plusem. Jeśli chodzi o bohaterów, moje odczucia są mieszane. Emily bywała dla mnie interesująca, ale chwilami irytowała mnie jej sposób reagowania na niektóre wydarzenia. Postacie anielskie zwłaszcza Nathanael i Zuriel wypadają lepiej, choć ich relacje z główną bohaterką nie zawsze mnie przekonywały. Romans jest delikatny i raczej tłem dla historii, co akurat oceniam pozytywnie, ale zabrakło mi trochę chemii. Niektóre ich interakcje wydawały mi się bardziej powierzchowne, niż się spodziewałam. Pod koniec książki czułam, że wiele wątków dopiero się rozkręca i choć nie dostałam odpowiedzi na wszystkie pytania, wiem, że to celowy zabieg przed kontynuacją. Mam więc mieszane odczucia: z jednej strony trochę frustruje mnie brak domknięcia, z drugiej jestem naprawdę ciekawa, jak autorka poprowadzi dalsze wydarzenia. Świat aniołów i demonów ma ogromny potencjał i jeśli druga część mocniej skupi się na dynamice fabuły, ta historia może rozwinąć się w coś świetnego. Podsumowując, „Echo potępienia”ma świetny klimat, ciekawy pomysł i momenty, które naprawdę potrafią wciągnąć, choć zdarzały się też fragmenty mniej angażujące. Mimo kilku zastrzeżeń jestem szczerze ciekawa kontynuacji. Również chciałabym zaznaczyć, że książka jest pisana w trzeciej osobie, więc sięgając po nią miejcie to na uwadze.
Zanurzcie się w historii o upadłych aniołach, która łączy ze sobą elementy thrillera i romantasy. Książka skrywa w sobie dużo tajemnic i mroku, które tylko podsycają naszą ciekawość i chęć sięgnięcia po kolejny tom. Młoda dziennikarka Emily odkrywa, że na jej ciele pojawiło się dziwne znamię, a zaraz po tym zaczynają nawiedzać ją głosy powtarzające słowo: Potępiona. Okazuje się, że znamię jest powiązane z serią tragicznych śmierci a jej życie zagrożone. Czy rodzina Emily jest przeklęta? Cieszę się, że główna bohaterka przeżywa wszystko jak każdy normalny człowiek. Jej emocje są wiarygodne, czasem nawet absurdalne ale kto z nas nie zachowuje się irracjonalnie w sytuacjach, które nas przerastają. A tutaj takich momentów nie brakuje. Każdy z bohaterów otoczony jest aurą tajemniczości, w szczególności anioły i wszystko co z nimi związane: od klątwy,po zagadki, trzęsienia ziemi i inne anomalie. W trakcie tego wszystkiego rodzi się romans pomiędzy główną bohaterką a jednym z aniołów: Nate'a. Choć ja widzę tutaj szanse na miłosny trójkąt. A to za sprawą tajemniczego Samaela, któremu nie brak charakteru i moim zdaniem jest zdecydowanie ciekawszy niż wybranek Emily. Można się domyślać, że w kolejnych tomach wątek miłosny oraz fabuła przybierze jeszcze bardziej zaskakujący obrót. Bohaterowie drugoplanowi nie raz zadziwią swoimi decyzjami, a nawet wróg okaże się kimś zupełnie innym, niż mogłoby się początkowo wydawać. Motyw klątwy oraz zakonu, podjęty w tej książce, to coś świeżego i odmiennego. Dawno nie miałam okazji spotkać się z takim wątkiem w książkach po które sięgałam. Napięcie budowane jest stopniowo by na końcu zaskoczyć. Największe wrażenie i prawdziwy efekt wow wywołuje starcie aniołów, scena o której mogłabym czytać bez końca! Książka pochłonęła mnie tak szybko, że pozostał mi niedosyt… Echo potępienia to obiecujący początek trylogii, który wciąga w atmosferą mroku i emocji. Autorka potrafi zostawić czytelnika z poczuciem niedosytu. Teraz pozostaje tylko cierpliwie czekać na kolejne tomy.
Nie wiem, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby połączyć upadłe anioły, rodzinne sekrety i romantyczny trójkąt, ale błagam, róbcie tego więcej, bo moja nastoletnia ja, przebiera nogami w zachwycie! (No może bez tego trójkąta, proszę).
„Echo potępienia” to pierwszy tom jak dobrze pamiętam trylogii „Drzewo Życia” i ma w sobie dokładnie to, czego szukałam: mrok, emocje i bohaterowie, którzy nie są idealni, ale właśnie przez to przyciągają jak magnes. No i fajnie, że jest to urban fantasy!
Emily, młoda dziennikarka, pewnego ranka odkrywa na swoim ciele tajemnicze znamię. Od tej chwili nic już nie jest normalne. Cienie szepczą jej imię, sny stają się coraz bardziej realne, a na świecie zaczynają pojawiać się… anioły. Ale nie takie, jakimi znamy je z legend. Te są piękne i przerażające jednocześnie. I mają swoje własne sekrety.
Autorka serwuje nam mix fantasy, ciut romansu i ciężko skrywanych tajemnicy. Każdy rozdział zostawia nas z nowym pytaniem, a zamiast prostych odpowiedzi dostajemy kolejne zwroty akcji. Styl jest lekki, przystępny, ale nie banalny, czyta się błyskawicznie. Dla mnie książka na raz.
Uwielbiam to, jak zbudowany jest klimat. Trochę mroku, trochę magii i to napięcie między bohaterami które, tylko rośnie.
No i oni — Samael i Zuriel.
Dwa światy. Dwa bieguny. Dwa serca.
Samael to ten mroczny, tajemniczy, pełen niedopowiedzeń, do którego nie raz się wzycha. Zuriel opanowany, lojalny, ale skrywający coś, czego jeszcze nie potrafimy nazwać. Trudno nie wybrać ulubieńca (Team Samael, sorry not sorry 😏). Emily jest okej, może nie moja ulubiona postać, ale nie jest zła.
Nie jest to historia idealna, trochę przewidywalna, ale budzi emocje. A to dla mnie to było ważne. To jest książka zdecydowanie dla tych, którzy wiedzą, że nawet anioły potrafią upaść i to w spektakularny sposób! Dla mnie na spokojnie 4/5⭐️.
💬 No to co, przyznaj się Team Samael czy Team Zuriel? Zły czy dobry?
🪽Jestem w trakcie oglądania “Supernatural” i dla mnie ta książka to po prostu jest ten sam vibe 🖤. Kwestia nagłego pojawienia się aniołów, demony, Lilith i wszystko w realnym świecie - połączenie idealne (i idealnie zgrane w czasie w moim przypadku 😅). 🪽Emily pewnego dnia budzi się z dziwnym znamieniem na ręce. Zaczyna słyszeć głosy, a w pracy otrzymuje zlecenie, które powiązane jest ze śmiercią jej taty. I tak naprawdę wszystko się zaczyna. Tragiczny w skutkach rozwój sytuacji z nałogiem kuzyna sprawia, że młoda kobieta wraca w rodzinne strony. Amy jest bardziej narwana od starszej siostry, co momentami mnie irytowało. 🪽Nate i Zuri to przeciwieństwa. Nathaniel z jednej strony jest posłuszny rozkazom, z drugiej strony nie jest w stanie powstrzymywać rodzących się w nim uczuć. Zuriel jednak jest idealnym przykładem żołnierza - plusik za relację z Amy i pojawienie się w dobrym momencie 😅. Moje serce skradł jednak Sammy 🖤. Jego szczerość, otwartość na rozmowę z Emily, jego poglądy. Nie mam pojęcia, jak dalej będzie rozwijana jego postać, ale obecnie jestem totalnie #teamsamael 🖤. I nie mówię, że Nate jest gorszy - ale dla mnie jest zbyt idealny. Jednocześnie cały czas walczy z tym, co powinien, a co chce zrobić ze swoim dalszym życiem. Sam wątek romantyczny jest tutaj poprowadzony bardzo delikatnie. 🪽Mamy tutaj sporo dylematów moralnych. Bo co tak naprawdę spowodowało upadek? I czy argument “Sprzeciwili się woli” jest wystarczający? Czy jednak są czyny, które nie powinny być potępione? Do tego tajemniczy Zakon, potomkowie Lilith i wiszące nad wszystkimi widmo kolejnej wojny aniołów - to wszystko znajdziecie w tej książce! Jestem bardzo ciekawa kolejnej części “Drzewa życia” 🖤.
Lubicie książki o aniołach? Ja zdecydowanie tak. Nic więc dziwnego, że z ogromną chęcią sięgnęłam po te pozycje i się zakochałam.
Główna bohaterka, Emily, jest dziennikarką i osobą racjonalną, przywiązaną do faktów. Jej życie zostaje jednak zaburzone przez serię dziwnych koszmarów i tajemniczych zdarzeń, które łączą się z tragiczną śmiercią ojca i pojawiającymi się wokół niej znakami. W ten sposób Emily, mimo swojej niechęci do nadprzyrodzonych wyjaśnień, wciągnięta zostaje w intrygę, gdzie granica między realnym światem a tym, co duchowe, zaczyna się zacierać.
Autorka świetnie opisała zderzenie światła i mroku, dobra i zła, a także obecność aniołów i sił nadprzyrodzonych. To nadaje powieści głębi, a jednocześnie wyróżnia ją na tle typowych romansów paranormalnych. Skłania także do przemyśleń, na temat tego co tak naprawdę jest złe. Wątki mistyczne, koszmary, tajemnicze symbole i zagadki skutecznie pobudzają wyobraźnię.
Książka jest też bardzo obiecującym początkiem serii wyraźnie widać, że to dopiero początek większej historii, pełnej sekretów i przyszłych odkryć. Dzięki czemu po zakończeniu czuję chęć sięgnięcia po kolejne tomy.
Jeśli chodzi o pobocznych bohaterów, to moją ulubienicą, została zdecydowanie Amy, siostra głównej bohaterki. Jej postać, przypominała mi mnie. Myślę, że dokładnie tak zachowała bym się w podobnej sytuacji
Było kilka momentów, w których uważam, że trochę mało się działo, przez co zaczynałam się nudzić. Jednak poza tym tym, to była naprawdę cudowna historia.
Podsumowując "Echo potępienia" to książka, która zachwyca klimatem i ciekawym wykorzystaniem motywów nadprzyrodzonych. To propozycja dla każdego, kto lubi mroczne, pełne emocji i tajemnic historie.
Przyznam szczerze, że czytając opis, najmocniej zaintrygował mnie wątek aniołów, które pojawiają się na ziemi z niewiadomych przyczyn. Nigdy wcześniej nie czytałam o czymś takim, więc musiałam poznać tę historię!! Czy faktycznie była tak wyjątkowa? Cóż, zdecydowanie była oryginalna! Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak mocnym nawiązaniem do wiary, Boga oraz dobra i zła. Największy minus znalazłam w relacji między bohaterami. Nie czułam jej totalnie! Uczucie, które między nimi rosło, rozpoczęło się jeszcze przed historią, którą przedstawiła nam autorka, więc nie widzimy jej początków. Wiemy jedynie, że się znają, mają ku sobie, ale coś nie do końca między nimi działa. Przez to, że nie poznajemy tej relacji od początku, nie mogłam jej poczuć ani głębiej jej zrozumieć. Żałuję także, że sam fakt pojawienia się aniołów na ziemi nie został przestawiony. Miałam wrażenie, że czytam już drugi tom, a to dopiero pierwszy. 😫 A jaka była fabuła? Tu już mogę powiedzieć wiele pozytywnych rzeczy!! Zdecydowanie była wciągająca i ciekawa, choć nie zawsze pioruny leciały z nieba, to nawet te wolniejsze fragmenty mnie interesowały. Tak jak wspomniałam wcześniej, nie spotkałam się jeszcze z takim nawiązaniem do wiary i szczerze mówiąc, byłam zaintrygowana, ale jednoczenie bałam się, że będzie mi to przeszkadzać, bo jestem chrześcijanką. Wiedziałam, że granica jest cienka, ale autorka dobrze ugryzła ten temat i ciekawie go przedstawiła! Byłam niesamowicie ciekawa, jak to się stało, że “dobro” i “zło” pojawiło się na ziemi i zdecydowanie dla tej informacji sięgnę po drugi tom! Zdecydowanie odnajdą się w niej osoby, które z lekkim dystansem podchodzą do takich tematów! 🩷 [ współpraca reklamowa z wydawnictwem ]
„Echo potępienia” K.E. December to idealna książka na teraz jesienny wieczór. Da się ja pochłonąć w jeden dzień,Ja niestety czytałam tą książekę przez kilka dni, bo miałam mały zastój czytelniczy, ale mimo tego świetnie się bawiłam. Ta historia pozwoliła mi całkowicie oderwać się od codzienności i momentami czułam, jakbym naprawdę tam była.
Nie będę ukrywać — początki nie były najłatwiejsze. Pierwsze rozdziały musiałam wręcz „przemęczyć”, ale absolutnie nie żałuję, bo im dalej, tym książka stawała się coraz bardziej wciągająca i intensywna.
Zawsze zwracam uwagę na wykreowany świat, na to, czy potrafię go sobie dokładnie wyobrazić. W „Echu potępienia” autorka zrobiła to naprawdę świetnie — klimat, sceneria i atmosfera są opisane bardzo obrazowo.
Cała książka ma wyjątkowy, mroczny klimat, który idealnie podkreśla charakter historii.
Całe tempo akcji jest naprawdę dynamiczne, ale mimo tego da się wszystko zrozumieć i łatwo nadążyć za wydarzeniami.
Moim ulubionym bohaterem jest Samsel i szczerze liczę na to, że w kolejnym tomie będzie go zdecydowanie więcej. Jego wątki dodawały historii emocji i tajemniczości.
Ogromnym plusem tej książki jest również to, że nie mamy jednej perspektywy. Dzięki temu łatwiej wciągnąć się w książkę.
Z tego, co się dowiedziałam, K.E. December ma na koncie także inne książki i jestem pewna, że po którąś z nich na pewno jeszcze sięgnę.
To dopiero pierwszy tom, a ja już wiem, że sięgnę po kolejny, gdy tylko się pojawi. Zakończenie pozostawiło mnie z masą pytań i niewypowiedzianą ciekawością, co wydarzy się dalej.
„Echo potępienia” to idealny wybór, jeśli szukacie czegoś klimatycznego, mrocznego i wciągającego od pewnego momentu bez reszty.
Recenzja: Miałam oczekiwania co do tej książki, liczyłam na dużo. Uwielbiam książki z wątkami aniołów, urban fantasy. Powiem tak, nie zawiodłam się ale książka wciągnęła mnie dopiero po połowie. KOŃCOWKA ZA TO BOSKA. . Moim jedynym zastrzeżeniem wobec tej książki był fakt, jak łatwo główna bohaterka z zawodu dziennikarka była dopuszczana do tajnych i poufnych informacji. Wydawało mi się to mało wiarygodne i bardziej pasowałoby do postaci detektywa. Jeśli jednak odsunąć na bok ten szczegół, całość wypadła naprawdę dobrze. Historia była ciekawa, przyjemna w odbiorze i na tyle intrygująca, że z pewnością sięgnę po kolejną część po prostu muszę wiedzieć, co wydarzy się dalej. Po zakończeniu siedziałam i myślałam co może się dalej wydarzyć, przez cały kolejny dzień tą pozycja siedziała w mojej głowie. . Styl pisania autorki momentami wydawał mi się ciężki, przez co lektura nie zawsze była płynna. Mimo to fabuła wciągnęła mnie na tyle, że styl schodził na drugi plan. . Bohaterowie zostali wykreowani bardzo dobrze. Szczególnie polubiłam nasze ciekawskie siostry, ich determinacja, sposób odkrywania tajemnic i walka o prawdę absolutnie skradły moje serce. To samo mogę powiedzieć o aniołach i upadłych byli po prostu BOSCY. Te opowieści co było zanim upadli, co w pisamch jest prawdą a co jedynie domysłami. Czytałam to serio zapasjonowana. . Polecam wszystkim fanom aniołów i upadłych, wszystkim fanom wrażeń paranormalnych. Pamiętajcie, że książka jest przeznaczona dla czytelników powyżej szesnastego roku życia
Czasem tajemnice mają ostre krawędzie, a ich odkrycie zostawia w nas trwałe blizny.
Nie wszystko, co wygląda na złe, naprawdę takie jest. Czasami to, co wydaje się najmroczniejsze, kryje w sobie światło, które trudno dostrzec na pierwszy rzut oka.
Życie młodej dziennikarki Emily zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni , gdy pewnego ranka odkrywa na swoim ciele tajemnicze znamię. Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca ,że identyczne znaki miały ofiary morderstw, które kobieta ma zawsze zadanie zbadać z polecenia swojego szefa oraz.. jej własny ojciec. Czy te sprawy są ze sobą powiązane? Bohaterka zostaje bardzo szybko wciągnięta w świat pełen brutalności, przemocy i zdrady, gdzie miłość uznawana jest za największą słabość. Anioły zaś dalekie są od roli pięknych i przyjaznych istot gotowych nieść ludziom pomoc. Em spotyka dwóch skrajnie różnych mężczyzn - Nathaniela - na pozór opiekuńczego i przychylnego- oraz Samaela- upadłego anioła naznaczonego traumą z którym relacja pełna jest niedopowiedzeń , lęku , ale również fascynacji. Czy dziennikarce uda się dotrzeć do prawdy i znaleźć w sobie siły by zmierzyć się z przeznaczeniem?
Pierwszy raz przeczytałam książkę Pani Kamili i od razu powiem - żałuję ,że tak późno- atmosfera tej powieści jest tkana gęsto i mrocznie uczucia wręcz wybuchają niczym wulkan. Nic tu nie jest oczywiste, każda decyzja niesie ze sobą szereg konsekwencji, a przeznaczenie i sekrety nie pozwalają złapać oddechu. Apeluję o część druga i rozbudowanie wątku Samaela 🌟🖤 Serdecznie polecam i zacieram ręce w oczekiwaniu na ciąg dalszy.
"Bo wolna wola to dar, ale też wielka odpowiedzialność. Człowiek decyduje, jak ją wykorzysta i czy będzie dążyć do doskonałości, czy do destrukcji".
Z ogromną radością sięgałam po tę powieść, zwłaszcza po przeczytaniu opisu, który przypomniał mi te czasy gdy sięgałam po jakąkolwiek książkę z gatunku paranormal romance. Jeśli lubisz Zmierzch i serię Szeptem - "Echo Potępienia" na pewno będzie dla Ciebie!
Znajdziesz tu:
🪶Upadłe Anioły i Demony
🪶Romantyczny trójkąt
🪶Romans paranormalny
🪶Rodzinne tajemnice
Autorka świetnie zbalansowała klimat w tej książce. Z jednej strony uroczy wątek romantyczny, który jest jak miód na serce, zaś z drugiej strony mroczne tajemnice, koszmary, głosy w głowie i obietnica wiecznego potępienia. Rzadko teraz sięgam po historie motywem romantycznego trójkąta, ale tutaj był on świetnie poprowadzony. Dwóch aniołów - dwa totalne przeciwieństwa. Którego wybrać?
Przyznam szczerze, że czasami łapałam się na tym, że wyobrażałam sobie bohaterów jako nastolatków a nie dorosłych. Czytało się to naprawdę przyjemnie i płynnie. Poczułam ogromną nostalgię do samego czytania, bo od takich książek właśnie zaczynałam ☺️
K.E. December zostawiła mnie z wielkim głodem następnego tomu i wiem, że sięgnę po niego, gdy tylko się pojawi!
„Echo potępienia” to książka, która wciągnęła mnie od pierwszych stron i zostawiła z ogromną ochotą na więcej. To nie jest kolejna lekka młodzieżówka, ale mroczne i emocjonujące urban fantasy, w którym świat realny zaczyna niebezpiecznie splatać się z tym, co nadprzyrodzone.
Autorka świetnie oddaje kontrast między światłem a mrokiem, pokazując walkę sił, które stoją ponad człowiekiem. To sprawia, że książka nabiera głębi i wykracza poza typowy romans paranormalny, znajdziemy tu zarówno emocje, jak i refleksję. Klimatyczne opisy, niepokojące sny i wątki mistyczne sprawiają, że ciężko oderwać się od lektury. Bohaterowie drugoplanowi również zasługują na uwagę , szczególnie Amy, siostra Emily, której zachowania nadają historii realizmu i lekkości. Choć zdarzały się momenty, gdy akcja lekko zwalniała, całość pozostawiła na mnie bardzo dobre wrażenie i wzbudziła ciekawość co do dalszego rozwoju fabuły.
To książka, która nie daje o sobie zapomnieć, mroczna, klimatyczna i pełna emocji. Zmusza do zastanowienia się nad tym, gdzie kończy się granica między światłem a cieniem. Ja na pewno będę czekać na kolejną część, bo czuję, że to dopiero początek czegoś większego.
[Mimo, że książkę dostałam w ramach współpracy z @wydawnictwo.beya i @editio.red recenzja jest 100% szczera ❤️]
🪽Po prostu W O W Biorąc tę książkę do ręki wiedziałam, że mi się spodoba ale nie spodziewałam się, że aż tak! wciągnęła mnie już dosłownie od pierwszych stron i podczas czytania nie było czasu na nudę.
🪽"Echo Potępienia" to książka, w której króluje mrok i tajemnice, pierwszy raz miałam do czynienia z fantastyką o aniołach i nie żałuję. Książka zaczęła się spokojnie ale to tylko pozory. Czytając ją miałam momenty, w których czułam lekki niepokój a nawet miałam ciarki. Czasem zachowanie Nathanaela było dla mnie irytujące, przez co pod koniec książki stałam się jednak team Samael. Trochę brakuje mi słów żeby opisać tę książkę, bo była naprawdę wspaniała i zostanie w mojej głowie na długo, kolejne części na 100% przeczytam, bo ta skończyła się tak, że ja po prostu muszę wiedzieć co dalej, bo inaczej oszaleję.
🪽Trochę nie pasował mi wątek Emily jako dziennikarki, miałam wrażenie, że było to trochę naciągane po to, żeby mogła zdobywać informacje, ale nie uważam żeby to było coś okropnego więc nie zniechęcajcie się przez to! Pod koniec książki działo się tyle rzeczy, że nie było opcji żebym odeszła od niej chociaż na chwilę.
🪽Jeśli jesteście fanami nie aż tak skomplikowanej fantastyki, która jest trochę nietypowa koniecznie musicie przeczytać "Echo potępienia"
🪶 Hejka!! Przychodzę dzisiaj do was z recenzją książki K.E December czyli "Echo Potępienia". Do tej książki miałam całkiem spore oczekiwania. Niestety nie wszystkie się spełniły :(
🪶 Styl pisania autorki był naprawdę w porządku, zdecydowanie jeden z tych lżejszych i dopracowanych. Widać, że bardzo starała się pisząc tą powieść.
🪶 Początkowo książka mi się podobała, szybko i przyjemnie się ją czytało, ale po chwili po prostu zaczęłam się nudzić. Jak dla mnie po prostu za mało się działo. Rozważałam zrobić DNF ale dzięki temu, że książka jest króciutka postanowiłam ją skończyć.
🪶 Główna bohaterka Emily niestety nie przypadła mi do gustu, szczerze nie dałam rady jej polubić. Z początku bardzo zaciekawiła mnie ta postać, ale po chwili zaczęła mnie zwyczajnie irytować. Jej młodsza siostra była w porządku ale też nie skradła mojego serca. Myślę, że moimi ulubieńcami byli Zuri i Nathanael. Zdecydowanie wyróżniali się wśród wszystkich i ich historia mnie zainteresowała najbardziej.
🪶 Po przeczytaniu wiedziałam, że raczej już nigdy nie sięgnę myślami spowrotem do tej historii (a szkoda bo pragnęłam tego żeby mi się spodobała). Mimo, że mi się nie podobała to polecam przeczytać 🖤
Emily pewnego dnia budzi się z koszmaru z dziwnym znamieniem, którego wcześniej nie miała. Na co dzień pracuje jako dziennikarka i dostaje sprawę zagadkowej śmierci, która prawdopodobnie jest związana ze śmiercią jej ojca. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze przedawkowanie jej kuzyna. W prywatnym śledztwie kobiecie pomagają Nathanael i Zuriel - aniołowie zesłani na ziemię. Emily szybko odkrywa, że jej rodzina może mieć jakieś powiązania z Lilith, a ostatnie wydarzenia wcale nie były przypadkowe. "Echo potępienia" to paranormalny romans z motywem fantasy i kryminału. Książka może jakoś szczególnie mnie nie zachwyciła, ale czytało się ją naprawdę dobrze i lekko. Autorka stopniowo buduje napięcie, powoli odkrywając karty. Nie dostajemy tu odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania, jednak podejrzewam, że więcej wydarzy się w drugiej części. Każda strona przesiąknięta jest mrokiem i paranormalnym klimatem. Anioły z jakiegoś powodu zostały strącone na ziemię, a upadli próbują przejąć władzę. Wątek romansu Emily z Natanaelem jest poprowadzony dość subtelnie i z wyczuciem. Jestem bardzo ciekawa kolejnej części i z pewnością ją przeczytam.
Książka, mnie męczyła i ciekawiła, dziwne połączenie, ale jak widać możliwe.
Całokształt wydania tej historii prezentuje się obłędnie. Okładka prześliczna i tematyczna.
Niestety od pierwszych stron miałam z nią niemały problem. Śmiało mogę powiedzieć że w niektórych momentach ta historia była po prostu nudna i męcząca. A czasami mnie pochłonęła i nie potrafiłam się oderwać. Jak w zapętleniu. Dodam tylko, że książka czasem była przewidywalna.
Główni bohaterowie są dosyć specyficzni. Emily na początku mnie interesowała, potem stwierdziłam że jest głupia i to nie dotyczyło tylko jej, a także każdego bohatera.
Ale mimo tego, że książka zataczała koło to śmiało mogę powiedzieć że jestem cholernie ciekawa drugiej części. Bo po pierwsze zamysł na fabułę i cała akcja tocząca się jest naprawdę genialna. To właśnie ona przyciąga moją uwagę. Po drugie wiedza, że jest to książka o aniołach i demonach przyciąga mnie jeszcze bardziej.
Chciałabym abyście przeczytali i dali mi potem znać jak wasza opinia. Zasługuję na swoją uwagę.
Jestem wielką fanką aniołów, można wręcz powiedzieć, że szaleje na ich punkcie i nie ma znaczenia, po której stronie barykady stoją. Kiedy tylko zobaczyłam tą książkowe wiedziałam, że to coś dla mnie, a teraz piszę recenzję nieco rozczarowana.
Po pierwsze styl. Kompletnie mi nie podszedł, męczyłam się i miałam trzy podejścia do książki, a musicie wiedzieć, że dla mnie to całkiem sporo. Do tego momentami górę nade mną brała nuda. Akcja była nierówna, miała swoje wzloty i upadki.
Bohaterowie - tu kolejny problem. Początek był obiecujący, brałam ich bardziej ciekawa, szczególnie Emily - głównej bohaterki, jednak gdzieś w połowie straciłam swoje zainteresowanie - nia i innymi. Postaci były mi po prostu obojętne.
Zamysł na fabułę jest na prawdę ciekawy, ale brakło tu głębi, balansu w tempie akcji i postaci, które zaskarbiłyby moją sympatię i ciekawość. Ta historia ma spory potencjał i nie zamierzam jej sobie odpuszczać. Z chęcią sięgnę po drugą część i dowiem się jaki los czeka anioły 😁
Lubicie anioły i tajemnice? To ta książka zdecydowanie jest dla was!
Ona jest dziennikarką i człowiekiem, a on? Aniołem, który żyje tysiące lat. Wspaniałe połączenie, a może przeznaczenie?
Przez całą książkę miałam wrażenie, że chodzi za mną jakiś cień i gdy odkładałam tę książkę, miałam wrażenie, że jakaś niewidzialna siła mnie przyciąga i brałam ją spowrotem.
Nie potrafiłam się od niej oderwać, to, jak doskonale dopracowane są nawet te małe elementy i z jakim zaangażowaniem próbowałam sama odkryć, o co się rozgrywa, sprawiło, że historia była czymś więcej nie książką.
Nie sądziłam, że aż tak spodoba mi się historia o aniołach + ta książka dała mi vibe lucyfera, a że kocham ten serial, to przyjemnie mi się ją czytało.
Potrzebuje drugiego tomu na wczoraj, więc nie to, że poganiam autorkę, ale mam nadzieję, że kończy pisać drugą część, bo nie mogę się doczekać, aż ją przeczytam.
ฅ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ Nie sądziłam, że aż tak wciągnę się w świat pełen demonów, aniołów, niebezpieczeństwa i tajemnic.
Momentami czytając tę książkę, odczuwałam vibe z serialu Shadowhunters, który kocham całym sercem, więc ocena książki zyskała na tym.
To czego mi w tej historii brakowało, to odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, które zgaduje ukażą się w kontynuacji.
Fabuła książki była bardzo ciekawa, czasem przewidywalna, ale nie wpływało to na przyjemność, jaka wynikała z odkrywania nowych tajemnic. Początek był dla mnie cięższy, jednak wraz z upływem rozdziałów ten świat, coraz bardziej mnie pochłaniał.
Autorka stworzyła historię, gdzie każda strona przesiąknięta jest mrokiem i romansem balansującym na krawędzi paranormalnego. To połączenie bardzo mi się spodobało i z wielką chęcią przeczytam kontynuacje tej historii.
⋆. 𐙚 𝑬𝒄𝒉𝒐 𝒑𝒐𝒕𝒆̨𝒑𝒊𝒆𝒏𝒊𝒂 to paranormalna historia z aniołami i demonami w głównych rolach. Mamy tutaj 𝑬𝒎𝒊𝒍𝒍𝒚 dziennikarkę, która pewnego dnia budzi się z tajemniczym znamieniem na ciele. Dziewczyna nie ma pojęcia skąd pochodzi ten tajemniczy znak na jej ciele oraz jak go nabyła.
⋆. 𐙚 Emily próbuje rozwikłać zagadkę jej znamienia a przy tym odkrywa prawdę, którą wolałaby nie znać.
⋆. 𐙚 To jak pełna akcji i tajemnic jest ta książka jest naprawdę czymś niesamowitym! Uwielbiam styl pisania autorki, który jest emocjonalny i niezwykle wciągający. Od książki dosłownie nie da się oderwać, jest napisana tak, że czytelnik chce więcej i więcej ! Postacie zostały cudownie wykreowane, ich charaktery, wrażliwość i dialogi które między sobą przeprowadzały, były w stu procentach dopracowane !
⋆. 𐙚 Relacja Emily i Nathaniela rozwijała się powoli, przez co nie sprawiała wrażenia natarczywej, a losy bohaterów czytało się z wielką przyjemnością! Tym, co również skradło moje serce, była więź między siostrami, to jak się wspierały (chodź z początku nie zawsze tak było) na zawsze zostanie w moim sercu.
⋆. 𐙚 Podsumowując, jeśli kochacie paranormalne zdarzenia oraz porywające lektury, ta historia być może skradnie także wasze serce !❤️🩹
[Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Editio Red i beYA] Co byście wybrali - szansę na pójście do Nieba czy prawdziwą miłość? Przed takim i innymi dylematami stają bohaterowie ,,Echa potępienia". Odpowiedź może wydawać się na początku prosta i klarowna, ale czy na pewno taka jest?
Podczas lektury, doszłam do wniosku, że uwielbiam motyw piekła i nieba w literaturze. Prawdopodobnie dlatego, że nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się to na początku wydawać, co sprawia, że historia staje się dla czytelnika dużo bardziej angażująca.
Z niecierpliwością czekam na drugi tom i z czystym sumieniem (😉) mogę polecić ją każdemu, kto, tak jak ja, uwielbia motyw piekła i nieba w literaturze.
Echo potępienia to połączenie paranormalnego thrillera z wątkiem romantycznym. 🤍
Emily budzi się z tajemniczym znamieniem na ramieniu. Znamieniem w kształcie tatuażu zmarłego ojca i medalionów znalezionych przy ofiarach morderstwa, które bada. Zaczyna słyszeć głosy, które do przekazania mają tylko jedno: potępiona. Czy to wszystko jest ze sobą powiązane? Czy jej rodzina jest przeklęta? A może zaczyna wariować, zupełnie jak tata i kuzyn Aiden…
Książka świetnie spełnia rolę pierwszego tomu cyklu. Wprowadza nas w świat i stawia wiele pytań - dlaczego anioły zostały zesłane na ziemię? Czym jest Zakon? Jaką rolę ma do odegrania Emily?
Jedną z głównych rzeczy, które doceniam w książce, to sposób wykreowania bohaterów. W każdym można znaleźć coś intrygującego - coś co sprawia, że chcemy poznać ich dalsze losy. ☁️
Autorka napięcie buduje stopniowo. Odsłania przed czytelnikiem kolejne elementy układanki jednocześnie wprowadzając kolejne niewiadome. Bardzo podoba mi się wątek miłosny - spokojny, oparty na wzajemnym szacunku i wsparciu. 💌 W kolejnych tomach dostrzegam szansę na trójkąt miłosny i coś czuję, że właśnie w tę stronę to pójdzie. Finał jest dość szybki ale stanowi świetną zapowiedź tego, czego możemy spodziewać się w przyszłości, pozostawiając nas z jeszcze większym mętlikiem w głowie.
Po lekturze mam pewien niedosyt, natomiast mam nadzieję, że to celowy zabieg autorki i dwa kolejne tomy będą tylko lepsze! 🩵
"Czy wiesz, że teraz jesteś jednym z nich? Teraz jesteś upadły."
„Echo Potępienia” wywołało we mnie mieszane emocje. Byłam bardzo ciekawa tej książki, ale niestety mnie zawiodła.
Największy problem miałam ze stylem autorki. Trudno mi dokładnie określić, co mi w nim nie pasowało, ale wydaje mi się, że był zbyt płytki. Wiem jednak, że wiele osób uwielbia ten sposób pisania, więc nie oznacza to, że jest zły, po prostu nie trafił w mój gust. Ciężko mi się ją czytało, przez co wiele razy zastanawiałam się, czy nie zrobić DNF.
Nie nazwałabym tej książki paranormalnym romansem, prędzej określiłabym ją jako fantasy z wątkiem romantycznym. Dla mnie ten wątek mógłby w ogóle nie istnieć, bo niezbyt mi się podobał.
Jestem zachwycona wątkiem upadłych aniołów. Gdybym miała wskazać jeden czynnik, dzięki któremu dotrwałam do końca, byłby to właśnie on. Chłonęłam każdą informację z nim związaną, a im więcej o nim czytałam, tym bardziej wciągał mnie jego mroczny, tajemniczy klimat. Długo po skończeniu książki wciąż o nim myślałam. Spodobał mi się również kontrast dobra i zła w przedstawieniu aniołów, bo tak naprawdę to my sami decydujemy, którą stronę uznamy za właściwą.
Podobało mi się też, że historia została przedstawiona z perspektywy wielu bohaterów w narracji trzecioosobowej. Dzięki temu mogliśmy lepiej ich poznać, a przede wszystkim zrozumieć.
Moje serce skradły dwie postacie, Samael i Zuriel. Sammy był mroczny i tajemniczy, dostaliśmy o nim niewiele informacji, więc na ten moment możemy jedynie snuć domysły. Z kolei Zuriel przypominała mi żołnierza. Podobała mi się jej stanowczość, a jednocześnie wierność.
Pomysł na fabułę był naprawdę dobry, ale brakowało mi wielu opisów dotyczących krajobrazu czy świata. Być może pojawią się one w kolejnych tomach. Jestem ciekawa, co wydarzy się dalej i z chęcią sięgnę po następne części.
[patronat medialny] Na sam początek chciałabym ogromnie podziękować Kamili za tak niesamowitą szansę i za to, że we mnie uwierzyła ❤️ Pokochałam tę historię od pierwszych stron i jestem niesamowicie wdzięczna, że mogę być jej patronką. Kiedy na początku 2023 roku zakładałam swojego booktoka, moim największym marzeniem było mieć choć jeden patronat. Włożyłam w to mnóstwo pracy i serca, dlatego teraz jestem niesamowicie dumna z tego, gdzie doszłam.
„Echo potępienia” to połączenie fantastyki i romansu — historii, która całkowicie mnie zaskoczyła. Początkowo myślałam, że będę musiała odrzucić propozycję właśnie ze względu na gatunek, ale po przeczytaniu kilku rozdziałów wiedziałam już, że ta historia mnie pochłonie. To romantasy z aniołami, przez które się dosłownie płynie. Mimo narracji trzecioosobowej, której zwykle unikam, tutaj w ogóle mi to nie przeszkadzało. Styl pisania jest lekki, płynny, a fabuła toczy się w idealnym tempie. Totalnie zakochałam się w głównych bohaterach — Nathanael jest troskliwy i gotów złamać boską przysięgę dla Emily, a Samael to postać pełna tajemnic i nieoczywistych decyzji, które nie raz mnie zaskoczyły. Sama Emily to świetna, realistyczna bohaterka — trochę roztrzepana, ale odważna i pełna emocji. Czasem się waha, czasem popełnia błędy, ale właśnie to czyni ją tak prawdziwą i łatwą do pokochania. Postacie poboczne również są świetnie wykreowane i doskonale dopełniają całą historię.
Nigdy wcześniej nie czytałam książki o takiej tematyce, a dzięki Echu potępienia naprawdę polubiłam fantastykę 💫 Z niecierpliwością czekam na kolejny tom! Buziaczki 💋
Nie każda książka ma mnie w sidłach uwielbienia od razu, ale tu się zaskoczyłam i już od pierwszych stron zostałam zaangażowana w fabułę, która nie potrzebuje czasu na rozkręcenie, a na opisanie, tu nie ma miejsca na nudę. Emily to młoda dziennikarka, która zauważa podejrzane znamię na swoim ciele i stara się zrozumieć jego znaczenie, cały czas dociekając i wiedząc, że to może być powiązane także z jej ojcem, a w poszukiwaniu prawdy pomaga jej siostra. Mimo że jest to pierwsza część, to dzieje się NAPRAWDĘ sporo, a wszystko ze świetnymi opisami, które nie przynudzają, a dodatkowo odkrywają kapkę tajemnic, dodając ich więcej. Akcja jest energiczna, ale nie za szybka, dlatego możemy się wczuć w fabułę, a nie tylko przelatywać oczami przez literki. Moje serce zdecydowanie ma tu Nathanael, uwielbiam jego postać i to, jaki jest dla głównej bohaterki (tzn. Jak się o niej wypowiada i martwi o jej bezpieczeństwo), jednak warto podkreślić, że ich relacja jest poprowadzona „spokojnie” i nie jest to główny punkt książki. Oprócz aniołów mamy tu też upadłe anioły jak np. Samael, który jest bardzo tajemniczy, przez co cały czas możemy myśleć o tym, co wydarzy się dalej. Nigdy nie czytałam książki z taką tematyką, dlatego jestem wręcz zaskoczona, jak bardzo pokochałam tę historię. Czytało mi się naprawdę dobrze i tylko czekam na więcej aniołków.