Oto Galaktyka Andromedy - zasiedlona przez ludzkość po Wielkim Exodusie.
Oto kosmos, w którym twardą ręką rządzi Imperium Exodusu, gdzie Obcy porozumiewają się z ludźmi za pomocą tajemniczego Daru, a Maszyny i Siddarthowie współpracują z nimi w myśl pradawnych paktów.
Oto wszechświat Głębi - zagadkowej, wpędzającej w szaleństwo nibyprzestrzeni, ślizgu głębinowego i imprinterów - potomków legendarnego Wybawcy.
Oto świat Eltie Grunt wyruszającej na misję, która może uratować jej życie… by mogła nadal żeglować wśród gwiazd.
A nie będzie to łatwe.
Napęd ślizgowy już drży.
Dotknij nawigacyjnej konsolety.
Wznieś się ku gwiazdom i uwierz.
Bo ten imprint jest twój.
Zawsze był.
Przygotuj się na nową opowieść w uniwersum Głębi.
Cykl Galaktyka Exodusu rozpoczyna Głębia: Imprint - historia, która zabierze cię do zupełnie nowej galaktyki, z nowymi bohaterami i zagadkami, które czekają na odkrycie. To świeży rozdział, który rozszerza uniwersum o zupełnie nową, niezależną przygodę.
Powieść Głębia. Imprint Marcina Podlewskiego to książka, która od pierwszych stron sygnalizuje swoje ambicje i nie próbuje udawać lekkiej przygodowej space opery. Autor konsekwentnie buduje rozległe uniwersum, w którym technologia, polityka, religia i pamięć gatunku tworzą gęstą materię narracyjną, wymagającą od czytelnika skupienia i cierpliwości.
Centralną postacią powieści jest Eltie Grunt, bohaterka daleka od klasycznego wzorca kosmicznego herosa. Nie jest figurą symboliczną ani postacią budowaną na micie wyjątkowości, lecz doświadczoną kapitan, która zna mechanizmy rządzące galaktyką i porusza się w niej z ostrożnością wynikającą z przeżytych strat. Jej relacje z załogą, zwłaszcza z JJ i Simonem, mają charakter funkcjonalny, ale podszyte są napięciem pomiędzy lojalnością a koniecznością przetrwania. Podlewski pokazuje bohaterów jako elementy większego systemu, a nie jednostki zdolne do jego przełamania.
Język Głębi. Imprint stanowi jedno z największych wyzwań tej powieści. Narracja jest gęsta, nasycona terminologią technologiczną, nazwami własnymi i pojęciami, które nie są objaśniane wprost. Autor zakłada aktywnego czytelnika, gotowego stopniowo oswajać się z regułami świata przedstawionego. Taki sposób prowadzenia opowieści spowalnia tempo fabuły, ale jednocześnie nadaje uniwersum wiarygodność i ciężar, dzięki którym galaktyka Podlewskiego sprawia wrażenie świata istniejącego niezależnie od opowiadanej historii.
Porównanie uniwersum Podlewskiego do Diuny Franka Herberta nasuwa się naturalnie, zwłaszcza w sposobie przedstawienia kluczowego zasobu. Tajemnicza Głębia, umożliwiająca podróże międzygwiezdne i jednocześnie wyniszczająca tych, którzy z niej korzystają, pełni funkcję analogiczną do melanżu. Jest fundamentem cywilizacji, a zarazem źródłem jej degeneracji. Podobnie jak u Herberta, technologia i wiedza nie są neutralne, lecz ściśle powiązane z władzą, religią i strukturami kontroli.
Różnica między tymi wizjami polega jednak na podejściu do mitu i mesjanizmu. O ile Herbert konstruuje narrację wokół figury wybrańca i proroctwa, o tyle Podlewski rezygnuje z jednego centrum znaczeń. W Głębi. Imprint odpowiedzialność jest rozproszona, a galaktyka nie oczekuje zbawcy, lecz trwa w stanie permanentnego napięcia i powolnej erozji. Bohaterowie nie zmieniają świata jednym aktem woli, lecz próbują funkcjonować w ramach systemu, który dawno wymknął się spod kontroli.
Głębia. Imprint to powieść wymagająca, momentami przytłaczająca, ale konsekwentna w swojej wizji. Podlewski nie upraszcza ani świata, ani języka, ani moralnych dylematów. Dla czytelników gotowych na lekturę gęstą, niejednoznaczną i pozbawioną łatwych odpowiedzi będzie to doświadczenie satysfakcjonujące i intelektualnie angażujące.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Dziś recenzja świetnej książki w klimatach science fiction, czyli ceglanej "Głębi. Imprint". Naprawdę, nie zrażajcie się tym, że książka ma prawie 900 stron, żadna nie jest tutaj zbędna i żadnej nie pożałujecie.
Choć nie czytałem poprzedniego cyklu "Głębia" to postanowiłem sięgnąć po tę książkę i z jednej strony się cieszę, bo to świetny tytuł, z drugiej popełniłem przy tym błąd, jak przy czytaniu Bretta, czyli zacząłem od późniejszej serii, spoilerując sobie nieco poprzedni cykl. "Głębia. Imprint" to jednak nowe otwarcie, więc można ją czytać, nie znając poprzednich książek.
A warto ją czytać. Ta książka mnie oczarowała, choć zdecydowanie nie jest to łatwa lektura i w sumie posiada cechy, za którymi nie przepadam. Była to chyba pierwsza przeczytana przeze mnie książka Marcina Podlewskiego, ale styl autora bardzo mi się podobał. Momentami styl jest dosyć naukowy, czasem aż sam nie rozumiałem co czytam, ale i tak było fajnie.
Do tego nie przepadam za historiami z powolnym tempem fabuły, a tu kompletnie mi to nie przeszkadzało. Dodatkowo, zdarza mi się krytykować nierówne tempo w różnych książkach, natomiast tutaj mam wrażenie, że jest to wszystko idealnie zaplanowane i świetnie wyważone.
Kolejnym plusem jest wciągająca fabuła, która jest bardzo enigmatyczna, ale dzięki temu, że mamy więcej pytań niż odpowiedzi, ta fabuła wciąga niczym Głębia. Mamy tutaj dwa główne wątki. Ten główniejszy, którego jest więcej opowiada o kapitan Eltie Grunt i pasażerach jej ważki, natomiast drugi o starszym zbawienniku Robercie Solvecie. Pozornie te dwa wątki się nie łączą, jest jednak jeden szczegół, który je spaja, a myślę, że w kolejnych tomach będą się one przeplatać coraz mocniej. W fabule podobały mi się również wstawki z przeszłości bohaterów pobocznych, których trochę się tu pojawia, a takie wspomnienia z ich historii sprawiają, że możemy ich dobrze zrozumieć.
Dopiero poznaję cały świat Głębi i całe to uniwersum, ale jak na razie jestem urzeczony. Przeczytanie 100 czy 200 stron na raz kompletnie nie stanowiło dla mnie problemu, mimo tego nieco trudniejszego stylu, który nie sprzyja szybkiemu czytaniu. Na pewno w przyszłości sięgnę po oryginalną "Głębię", a przede wszystkim czekam na kolejne tomy tej serii.
Więcej moich recenzji znajdziecie na Instagramie @chomiczkowe.recenzje oraz TikToku o tej samej nazwie, gdzie serdecznie zapraszam.
6 gwiazdek na 5 . Już pierwsza głębia była w polskiej literaturze przełomowa i rewelacyjna , i przez długi czas myślałem że ciężko będzie znaleźć coś lepszego , tym bardziej ze w przypadku Marcina trafiła się sporo gorsza Księga zepsucia . Wiec zaczynając czytanie myślałem że Galaktyka Exodusu będzie podobna do Głębi ewentualnie nieco słabsza - nie spodziewałem się że będę musiał ze sobą walczyć i powstrzymywać się od czytania aby nie za szybko skończyć obcowanie z tak porywającą opowieścią - tym sposobem mogę powiedzieć ze Marcin , wskoczył do mojego TOP3 polskich pisarzy i to nie na końcowe lokaty , oraz do TOP 5 pisarzy . No i już nie mogę doczekać się następnej części.
Kontynuacja poprzedniego cyklu Marcina Podlewskiego. Dzieje się w innej galaktyce, wiele tysięcy lat później i jest luźno powiązana z cyklem. Ciężko napisać cokolwiek by nie zaspojlerować historii, osobiście bardzo mi się podobała.