Herbert narozrabiał. Do Warszawy powraca magia, która zniknęła przed dziesięcioleciami. Zjawisko to jest zauważalne na tyle, że nawet urzędnicy wysokiego szczebla zaczęli konsultować się z ezoterykami. Krawiec nawet nie wie, że jego problemy dopiero się rozpoczynają – przy okazji swoich ostatnich ekscesów odkrył drugą, ciemniejszą stronę Warszawy. I to właśnie ku niej prowadzą tropy wiodącego do zaginionego Orderu, artefaktu chroniącego stolicę Polski. Jeśli zguba nie zostanie odnaleziona wystarczająco szybko, miasto i jego mieszkańców czeka chaos. Czas rozpocząć magiczny rock’n’roll!
Lepiej. Więcej lepiej. Fabuła sensowna, trzyma się kupy, zrobiona od początku do końca - poprzednio wyglądała jak kawał dzikiej improwizacji. Wyjaśnia się sporo wątków z tomu pierwszego. Dużo Warszawy w sensowny sposób (dang, ktoś mi pomysł zachachmęcił z tego samego repozytorium pomysłów, z którego korzystają wszyscy autorzy - ale nie powiem, o który wątek chodzi T_T). Bohaterowie bardziej wiarygodni, chociaż trochę szkoda, że Anna - detektyw - dużo sobie nie nadetektywiła w przygodzie, bądź co bądź, śledczej.
Pewien motyw w końcówce... Bohaterze, czy naprawdę żeby być badassem, trzeba koniecznie być socjopatą? Czy jak chcemy stworzyć kogoś nieidealnego i niejednoznacznego to musimy kazać mu, tara rara, spoilery? Czy ja za mało jeszcze czytałam współczesnej polskiej fantasy i marudzę.
Aczkolwiek krwiożercza syrenka jest ok. No nic, zrobię swoją normę słów w NaNo, a w metrze się dowiem, co z tą Złotą Kaczką.
Ha! Jeszcze lepsze niż tom pierwszy, zapewne dlatego, że akcja ma zdecydowanie lepiej przymocowane ręce i nogi. Poprzednia była dla mnie radosno-horrorową, chaotyczną bieganiną - wspaniałą, ale jednak chaotyczną, tu mamy porządne śledztwo, którego sensacyjne ucieczki są tylko jednym z elementów. Zauroczyły mnie znów urocze nawiązania do popkultury i nie tylko; no proszę tylko popatrzeć, jakie cudne: Herbert tłumaczy dziecku, na czym polegało zaklęcie, które zastosował: "- Użyłem magii odmiany rzeczowników żywotnych i nieżywotnych. Kiedyś się dowiesz, co to. 'Kiedyś pewnie będziesz się skręcać, ucząc się o tym w szkole' - dodałem w myślach." albo podczas ucieczki z celi w labiryncie złowrogich korytarzy pod Warszawą: "Jeśli ktoś będzie szedł, robimy numer na Chewbaccę." A przy sposobie na niewidzialność aż się zatchnęłam z zachwytu.
Bohater książki do złudzenia przypomina Felixa Castora z serii Mike'a Carey'a. Tutaj co prawda informatykiem nie jest zombi ale jednak podobieństwo charakterów i podejścia do życia jest obecne. W każdym razie kolejny raz dobrze się czyta historię warszawskiego krawca - maga. No i należy uczciwie powiedzieć, że autor wymyślił bardzo oryginalny system magii, który jednakże w drugim tomie opowieści stracił trochę na przejrzystości (zachował jednak swoją oryginalność).