W starej kamienicy przy ulicy Portowej krzyżują się losy mieszkańców, którzy na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Policjant próbujący poskładać swoje serce, pisarka szukająca spokoju, pielęgniarka nosząca w sobie ból przeszłości. Sąsiadami są też: młoda dekoratorka wnętrz z niezwykłym przeczuciem i rodzina walcząca z własnymi demonami – wszyscy mają swoją historię.
Kiedy przypadkowe spotkania przeradzają się w głębokie relacje, a codzienne rozmowy na klatce schodowej stają się czymś więcej, kamienica zaczyna pulsować życiem. Przyjaźnie, miłości, tajemnice i dramaty przeplatają się, tworząc poruszającą opowieść o sile wspólnoty i drugich szansach.
„Kamienica przy portowej” to książka z gatunku tych, po które sięga się, gdy chce się przeczytać coś lekkiego i przyjemnego. Autorka zabiera nas do starej kamienicy, w której mieszkają ludzie tacy jak my. Mieszka tutaj pisarka książek dla kobiet, pielęgniarka, która ma 50 lat, architekta wnętrz, policjant próbujący poskładać swoje życie oraz rodzina, która walczy we własnymi demonami. Każda z tych postaci jest inna i wydawałby się, ze nic nie mają ze sobą wspólnego. Nic poza wspólną klatką schodową, na której toczą się rozmowy. Nawiązują się przyjaźnie i głębsze uczucia. Na jaw wychodzą również tajemnice. Wszystko to sprawia, że kamienica zaczyna pulsować życiem. Autorka po raz kolejny nie zawiodła mnie. Sprawiła, że przeniosłam się do starej kamienicy i parku zdrojowego, który znajduje się w pobliżu. Pomimo lekkości jaką została przedstawiona historia 5 osób, książka niesie przesłanie. Pokazuje jak ważne są relacje międzyludzkie. Wprawia w chwile zadumy i uświadamia nam ile znaczy dla kogoś bliskość, uprzejmość i rozmowa. Jeśli szukacie lekkiej i poruszającej historii, która zostaje w głowie na dłużej, to polecam „Kamienicę przy portowej”.