Kochani to już trzeci tom tej pięknej sagi, śledzę jej losy i bohaterów z zapartym tchem! Jeśli myślicie, że literatura obyczajowa nie jest wstanie dostarczyć emocji pod sufit to nie czytaliście tej sagi. Sam prolog tego tomu przyprawia o stan przedzawałowy! - zwłaszcza, jeśli czytało się wcześniejsze dwa.
Miriam George znowu to zrobiła, napisała kolejny piękny tom o sile uczuć i prawdziwie ludzkich emocjach, a tłem były realia początków XX wieku.
Hamburg roku 1914 to miejsce, gdzie kobieta wciąż walczy o głos i prawo do samostanowienia. Alice, w dalszym ciągu jest uwięziona w toksycznym małżeństwie, gdyż sprawa rozwodowa w owym czasie to nie jest taka prosta sprawa. Oprócz wolności ponad wszystko pragnie odzyskać córkę, którą jej małżonek gdzieś ukrył. Zdesperowana Alice by wypaść wiarygodnie w oczach sądu i otrzymać prawa do córki, zatrudnia się jako służąca w domu Reevenów. Oprócz trosk związanych z córką i rozwodem musi mierzyć się z uczuciami do Johna, który tonie w obowiązkach rodzinnych i zbliżającym się ślubie, z kobietą, której nie darzy miłością. Między Alice i Johnem wciąż buzują emocje, których oboje się przed sobą wypierają. To niesamowite jak autorka pokazała to wszystko - czytasz i czujesz, to pod skórą. Widzisz tą ciszę, te spojrzenia i niewypowiedziane słowa, te uczucia które są tłumione.
„Wolałby odrąbać sobie dłoń, niż więcej jej nie oglądać...” – czujecie tą intensywność emocji, jakie targają bohaterami? Ja czytając miałam łzy w oczach, czułam ich ból, rozterki i tą bezsilność.
Te wszystkie uczucia i ich bohaterowie nie mogliby istnieć, gdyby nie czasy w jakich umiejscowiła ich autorka. Dbałość o realia historyczne i społeczne są niesamowite, aż ciężko uwierzyć, że tak wyglądało kiedyś życie ludzkie. Przez pryzmat postaci pokazuje nierówności klasowe i brutalną rzeczywistość ludzi pracy:
„W centrum Hamburga pełno było pustych mieszkań (...), ale od robotników oczekiwano, że sami sobie jakoś poradzą.”
Ten fragment to odzwierciedlenie problemów społecznych klasy robotniczej, z której wywodzi się właśnie Alice. Życie tych ludzi to często była wegetacja, która przyprawiała mnie o ciarki na plecach. I nawet jeśli ktoś miał odrobinę empatii i chciałby pomóc, to trzymały go od tego z daleka wszelako pojęte obyczaje i normy społeczne.
Jeśli można się zakochać w czyimś piórze, to ja właśnie to zrobiłam. Zakochałam się w piórze Miriam Georg, która prowadzi swoich bohaterów przez trudne wybory, poddaje próbom i zostawia czytelnika z pytaniem, ile można poświęcić dla wolności i uczucia?
Czytając tą sagę, ten tom - przynajmniej ja tak miałam - czułam się jak cień każdej postaci. Dzięki autorce, odbyłam przecudną podróż w czasie.
Nie mogę się doczekać kolejnego tomu, bo czuję, że przed Alice i Johnem jeszcze wiele… Czy będzie łatwo? Zapewne nie, ale ja będę wypatrywać kolejnego tomu z niecierpliwością.
Kupując tą sagę, tą serię, tak naprawdę kupujesz sobie słodko-gorzką podróż w czasie.
Polecam serdecznie!
Cytaty:
„Zrobiło mu się niedobrze, gdy zobaczył, w jakich warunkach ludzie tu wegetują. W centrum Hamburga pełno było pustych mieszkań, tyle że robotnik mógł zapłacić czynsz w wysokości maksymalnie dwudziestu pięciu marek miesięcznie, a tam żądano trzydziestu marek. (...) Pensje urzędników zostały w wyniku inflacji kilkakrotnie podniesione, ale od robotników oczekiwano, że sami sobie jakoś poradzą. (...) Ta niesprawiedliwość, tolerowana, a nawet popierana przez klasę średnią, napawała go niechęcią.”
„Nie podobało mu się, że musiała teraz upinać włosy na karku, przez co wyglądała surowo. (...) Ciągle musiał walczyć z pragnieniem przyciągnięcia jej do siebie. Wolałby odrąbać sobie dłoń, niż więcej jej nie oglądać, nie móc wypić z nią porannej kawy, nie prowadzić sztywnych rozmów, podczas których unikał patrzenia na nią i nigdy nie mówił tego, co naprawdę myślał lub czuł.”