To nie jest atak na wiarę. To głos w obronie ofiar.
Szymon Piegza, nagradzany dziennikarz śledczy, dociera do osób skrzywdzonych przez egzorcystów. Z reporterską precyzją dokumentuje ludzkie dramaty.
Natalia była godzinami przytrzymywana i wiązana pasami. Miała porwane rajstopy i leżała we własnym moczu, bo egzorcysta zabronił jej iść do toalety. Ze strachu dostała niedowładu nóg.
Agnieszkę egzorcyzmowano z „psychotycznych wizji”, które okazały się… skutkiem złośliwego nowotworu.
Paweł po czterech latach odszedł z kapłaństwa. Fiksacja na szukaniu diabła doprowadziła go na skraj załamania.
Dlaczego egzorcyści pozostają bez kontroli?
Piegza opisuje przypadki manipulacji, przemocy psychicznej i fizycznej. Stawia pytania o odpowiedzialność Kościoła, w którym egzorcyzmy stały się swoistą szarą strefą. A ta pozbawiona prawnych mechanizmów kontroli, daje szerokie pole do nadużyć.
O egzorcyzmach powiedziano wiele. O skrzywdzonych przez egzorcystów – nic. Piegza oddaje im głos.
Trudno mi trzymać emocje na wodzy na samą myśl o tym reportażu. Minęło już trochę czasu, odkąd go skończyłam, ale musiałam wszystko przetrawić.
Rzadko czytam reportaże, które nie należą do true crime, ale ten do mnie wołał. I czy praca Piezgi była daleka od mojego ulubionego gatunku? Nie powiedziałabym.
Kilkukrotnie musiałam przerywać lekturę by 'rozchodzić' przeczytane informacje i to chyba najlepsza recenzja. Autor 'jedynie' uwiecznił na papierze prawdziwe, ludzkie historie i to było w tym najbardziej przerażające. Te wszystkie sytuacje się wydarzyły i nie wiadomo, ile takich incydentów/nadużyć(?) ma miejsce właśnie w tym momencie.
Jeśli szukacie książki, która zapewni Wam natłok nieuporządkowanych myśli to serdecznie polecam.
Książka bezkompromisowa, wstrząsająca i ukazująca mroczne kulisy praktyk egzorcystów, o których raczej się nie mówi, to i świadomość ludzka jest marginalna. Autor obnaża system, który latami przekraczał ramy okrucieństwa, upokorzenia i manipulacji, a to wszystko robione w sposób bezrefleksyjny pod przykrywką walki ze złem.
Autor pokusił się o rekonstrukcje historii osób, które trafiły „pod skrzydła” tych niosących pomoc, będąc przy tym przekonanymi o własnej nieomylności. Każda historia to kolejna warstwa emocjonalnego ciężaru, jednak wspólnym mianownikiem każdej jest dramat jednostki. Same opisy „rytuałów” miały w sobie coś z osaczenia psychicznego, którego następstwem w mojej opinii były tortury, a ludzie byli traktowane jak „kukły”. Najbardziej uderzające było jednak to, że tutaj nie trzeba było jakkolwiek koloryzować, bo same fakty są przerażające, bolesne i absolutnie oburzające.
Historie ofiar tego bezrefleksyjnego systemu są boleśnie prawdziwe, surowe, ociekające wstydem i poczuciem winy i przyznaje szczerze, że mnie te fragmenty przeczołgały emocjonalnie okrutnie. To wszystko pokazuje obraz tego jak instytucja kościoła stworzyła „szarą strefę”, gdzie egzorcysta był osoba decydująca o wszystkim bez procedur, nadzoru a często i edukacji. Autor nie mierzy jednak bezpośrednio w kościół, a bardzo precyzyjnie wskazuje nadużycia i wypaczenia, ukazuje konkretne mechanizmy, które formowały patologie, która bazuje na ludzkim strachu i niewiedzy. Książka jest trudna, jednak potrzebna, nastawia pytania, które już dawno powinny paść, a latami były lekceważone, ponieważ w tym systemie przemoc i duchowość przenikają się wykorzystując osoby słabsze, będące w kryzysie psychicznym, czy emocjonalnym.
Mam nadzieję, że ta książka przebije się szeroko do świadomości społecznej, a może i kościelnej, bo sprzeciw wobec okrutnych praktyk powinien być powszechny i dosadny. To silny głos tych, którzy powinni być wysłuchani, tak by inni nie musieli przechodzić piekła.
Ile cierpienia da się usprawiedliwić słowami „to dla twojego dobra”?
Książka, która nie daje komfortu czytania. Każda kolejna strona odbiera złudzenia, a cisza po odłożeniu jej na bok jest gęsta i niewygodna. Autor wchodzi w przestrzeń, gdzie cierpienie zostało nazwane opętaniem, a przemoc koniecznością. To świat, w którym strach ma twarz autorytetu, a granica między duchowością a okrucieństwem dawno została zatarta.
Reportaż budują przede wszystkim głosy ofiar. Ludzi złamanych fizycznie i psychicznie przez praktyki, które miały ich „oczyścić”. Ich historie są pozbawione sensacyjnego tonu, a przez to jeszcze bardziej przerażające. Ciała unieruchamiane, krzyki, ból interpretowany jako dowód działania sił nieczystych. Książka pokazuje, jak łatwo w chwili kryzysu odebrać człowiekowi podmiotowość i wmówić mu, że jego cierpienie jest winą jego samego.
Największą siłą tej opowieści jest chłód narracji. Autor nie feruje wyroków, nie podsyca emocji, nie szuka taniej prowokacji. Zamiast tego precyzyjnie rekonstruuje wydarzenia, oddzielając wiarę od nadużycia, intencje od skutków. W tym spokoju jest coś druzgocącego, bo im mniej komentarza, tym wyraźniej widać skalę systemowej bezradności i braku kontroli nad tym, co dzieje się w zamkniętych, „świętych” przestrzeniach.
Reportaż, który nie zostawia miejsca na obojętność. Zmusza do zadania pytań o odpowiedzialność, granice władzy i cenę milczenia. Po tej lekturze trudno mówić o opętaniu bez myślenia o krzywdzie. Trudno wierzyć w demony, gdy tak wyraźnie widać, że najwięcej zła potrafi wyrządzić człowiek przekonany, że stoi po stronie dobra.
"Mieli nas za opętanych. Historie nadużyć egzorcystów." Szymona Piezgi to reportaż, który porusza niezwykle ważną kwestię religijną. Czy egzorcyści są jakoś kontrolowani? Czy ponoszą konsekwencję nadużyć? Jak sprawdzają czy ktoś jest opętany? Nie często sięgam po reportaże, ale temat mnie zaciekawił. Już pierwsza historia opisywana w książce mnie zbulwersowała. Oczywiście imiona ofiar egzorcystów zostały tutaj zmienione, jednak to, co ich spotkało jest jak najbardziej prawdziwe. Chociaż wydaje się to niewyobrażalne. Myślę, że Szymon Piezga starał się z szacunkiem dla religii i poglądów innych osób pokazać też drugą stronę religii - tę, która zamiast dawac nadzieję, odbiera ją. Warto przeczytać tę lekturę i pomyśleć nad opisanymi sytuacjami. Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której pozwoliłabym, aby ktoś tak krzywdził bliską mi osobę, dlatego bardzo ciężko czytało się o rodzicach zapisujących swoje dzieci na egzorcyzmy czy słuchając księży mówiących, że np. Harry Potter wyzwala szatana. Równie bolesne było czytanie o tych torturach I wykorzystywaniu seksualnym, które "egzorcyści" nazywali pomocą. Często kończyło się to problemami lub pogłębieniem problemów psychicznych, a nawet fizycznymi objawami, które wyniknęły z traumy. Nie od dziś wiadomo, że fanatyzm religijny może doprowadzić do tragicznych sytuacji. Szymon Piezga pokazuje nam jednak, że nawet osoby, które powinny nieść pomoc i w założeniu być "dobre" mogą wykorzystać nasze słabości i nas skrzywdzić.
Ta książka mogłaby być z powodzeniem o połowę krótsza. Wielokrotne przytaczanie tych samych argumentów, wypowiedzi, brak spójności narracyjnej… mam wrażenie, że początek autor potraktował z ogromnym entuzjazmem, a w trakcie gdzieś zgubił impet. Niemniej, ciekawa pozycja, ale nie aż tak dobrze napisana.