Po latach nieobecności Amber wraca do rodzinnego Willowdale — malowniczego miasteczka, w którym urokliwe krajobrazy przeplatają się z bolesnymi wspomnieniami. To właśnie tutaj postanawia rozpocząć nowy rozdział życia, podejmując pracę, o której marzyła od dziecka — jako trenerka koni.
Ale przeszłość nie daje się tak łatwo uciszyć. Uśpione traumy budzą się z nową siłą, a echo dawnych zdarzeń znów mocno wybrzmiewa.
Jednak w tym cieniu Amber nie przestaje szukać światła. I nie traci nadziei. To dzięki niej ma siłę, by iść naprzód. Podobnie jak dzięki ludziom, którzy pojawiają się w jej życiu. Problem w tym, że jedni stają się wsparciem, a inni niosą ze sobą kolejne tajemnice i zagadki. A każde spotkanie może odmienić wszystko.
Lubicie powieści, w których jednym z głównych motywów są konie? Ja, szczerze mówiąc, nigdy nie byłam do tego typu historii przekonana. Wynika to zapewne z faktu, że te zwierzęta nigdy szczególnie mnie nie fascynowały, a raczej zawsze kojarzyły mi się z nieprzyjemnym zapachem, stajennym hałasem i obowiązkami, które nie należały do moich ulubionych. Wiem, że to stereotypowe podejście, ale cóż, każdy ma swoje uprzedzenia. Mimo to postanowiłam dać szansę książce Michaliny Aleksandrowicz, wychodząc z założenia, że fikcja literacka ma prawo mnie zaskoczyć, nawet jeśli rzeczywistość nie zawsze bywa zachwycająca. Z entuzjazmem sięgnęłam więc po Cień. Willowdale, licząc na emocjonalną historię o powrocie do przeszłości, uzdrawianiu duszy i ponownym odkrywaniu siebie. Niestety, już po kilku rozdziałach zaczęłam podejrzewać, że coś poszło nie tak. I, uwaga, nie były to konie, które paradoksalnie zrobiły na mnie najlepsze wrażenie. Zawiodło coś zupełnie innego.
Po wielu latach nieobecności Amber wraca do rodzinnego Willowdale - niewielkiego, ale niezwykle malowniczego miasteczka, w którym piękne krajobrazy przeplatają się z cieniem bolesnych wspomnień. To tutaj kobieta postanawia rozpocząć nowy etap życia, podejmując wymarzoną pracę jako trenerka koni. Zajęcie to miało stać się dla niej sposobem na odnalezienie spokoju i rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Niestety, przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Uśpione wspomnienia powracają z nową siłą, a echo dawnych traum staje się coraz bardziej wyraźne, wypełniając spokój miasteczka niepokojącym napięciem. Z czasem Amber odkrywa, że Willowdale wcale nie jest miejscem, które zapamiętała. Pod sielankową powierzchnią kryją się tajemnice, niewyjaśnione sprawy i emocje, które przez lata czekały, by ujrzeć światło dzienne. W miarę jak przeszłość zaczyna splatać się z teraźniejszością, kobieta uświadamia sobie, że to miasteczko, choć pozornie spokojne może okazać się zarówno jej azylem, jak i największym zagrożeniem.
Amber to bohaterka niejednoznaczna, lecz niestety mało przekonująca. Z jednej strony wiemy o niej naprawdę dużo, z drugiej autorka nie potrafi sprawić, byśmy ją dobrze poznali. Kiedy kobieta wraca do rodzinnego miasta, wspomina zarówno dobre, jak i złe chwile z przeszłości. Stopniowo odkrywa przed nami fragmenty swojej historii, jednak sposób, w jaki jest to przedstawione, pozostawia sporo do życzenia. Brakuje spójności, a informacje o bohaterce pojawiają się chaotycznie. Dopiero po kilkudziesięciu stronach dowiadujemy się, co naprawdę ją ukształtowało i dlaczego jej powrót do Willowdale jest tak trudny. Choć Amber przeszła przez wiele dramatycznych wydarzeń, jej emocje wydają się zaskakująco płaskie. Autorka nie potrafiła w pełni oddać głębi tej postaci jej cierpienie jest raczej opowiedziane niż pokazane. Zabrakło prawdziwej autentyczności, dzięki której czytelnik mógłby poczuć jej ból i zrozumieć jej wybory. Niektóre decyzje bohaterki wydają się nieracjonalne, inne z kolei nieprzemyślane. Często ryzykuje w sytuacjach, które nie przynoszą żadnych realnych korzyści, a kończą się tylko bólem. Na plus zasługuje jednak to, że mimo wszystkich trudności Amber nie rezygnuje z poszukiwania światła i nadziei. Każdego dnia podejmuje próbę, by iść naprzód, ucząc się, że siła nie polega na braku strachu, lecz na odwadze, by stawić mu czoła. Towarzyszą jej różni ludzie jedni serdeczni, inni bardziej enigmatyczni, którzy w mniejszym lub większym stopniu wpływają na jej los. Niestety, również te relacje często wydają się powierzchowne i pozbawione emocjonalnego ciężaru.
Wątek romantyczny to jeden z najsłabszych elementów książki. Tony, z którym Amber łączy skomplikowana przeszłość, został przedstawiony dość schematycznie. Choć autorka poświęca mu kilka rozdziałów z własnej perspektywy, nie pomaga to w zrozumieniu jego motywacji. Ich relacja rozwija się w sposób nielogiczny i pozbawiony napięcia z wrogości nagle przechodzi w zauroczenie bez żadnego wyraźnego powodu. Nie czuć chemii między postaciami, a ich interakcje przypominają raczej wymuszone dialogi niż prawdziwe emocjonalne starcie.
Jeśli chodzi o tempo akcji, to zdecydowanie pięta achillesowa tej książki. Początek obiecuje ciekawą, nastrojową opowieść, ale z każdym rozdziałem narracja staje się coraz bardziej ospała. Wiele scen wydaje się niepotrzebnych, a opisy miejsc czy przemyślenia bohaterki rozciągnięte są do granic możliwości. W efekcie czytelnik często traci wątek i zainteresowanie. Z kolei w momentach, gdy fabuła mogłaby nabrać dynamiki autorka decyduje się na kolejne retrospekcje i przeskoki czasowe, które zamiast budować napięcie, tylko je rozpraszają.
Zagadkowy wątek, który miał stanowić główną oś fabularną, również nie spełnia oczekiwań. Zamiast emocjonującego odkrywania tajemnic, dostajemy kilka przewidywalnych zwrotów i zbyt prostych rozwiązań. Pisarka próbuje stworzyć aurę niepokoju, ale przez brak logicznego ciągu wydarzeń, efekt ten jest mizerny. Przeskoki między przeszłością a teraźniejszością często dezorientują, zamiast pogłębiać fabułę.
Zakończenie natomiast pozostawia niedosyt. Zamiast mocnego akcentu lub emocjonalnego finału, otrzymujemy rozwiązanie, które wydaje się zbyt szybkie i pozbawione konsekwencji. Niektóre wątki zostają urwane, inne rozwiązane w sposób zbyt wygodny. Nie czuć w nim napięcia, a raczej poczucie, że wszystko kończy się zbyt łatwo i bez wyraźnego sensu. Cień. Willowdale to historia z potencjałem, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Klimatyczne miasteczko, wątek koni i motyw powrotu do przeszłości mogły stworzyć emocjonalną i refleksyjną opowieść. Jednak nierówne tempo, nielogiczne przeskoki fabularne, słabo zarysowani bohaterowie i powierzchowny wątek romantyczny sprawiają, że książka traci na wiarygodności. Nie mogę odmówić autorce ambicji widać, że chciała napisać powieść o traumie, przebaczeniu i sile kobiety, która stawia czoła przeszłości. Niestety, zrealizowała ten pomysł w sposób zbyt nieuporządkowany. Dla miłośników spokojnych historii z nutą melancholii może to być przyjemna lektura, jednak osoby szukające głębi emocjonalnej, wyrazistych postaci i napięcia raczej się rozczarują. Willowdale miało być miejscem, w którym przeszłość i teraźniejszość łączą się w bolesny, ale oczyszczający sposób. Zamiast tego otrzymujemy powieść, w której ten cień przytłacza wszystko, nawet emocje, które miały być jej największym atutem.
Bohaterowie przerysowani, karykaturalni, a co za tym idzie totalnie nienaturalni. Dialogi infantylne i ciężko sobie wyobrazić, żeby niektóre z tych zdań faktycznie ktoś wypowiedział w prawdziwym życiu. Głównej bohaterki niestety nie da się lubić, w zasadzie do żadnej postaci nie poczułam sympatii. I na Boga niech ten durny trend na umieszczanie akcji w USA się skończy. Chociaż to pewnie wina wydawnictw, które biorą pod uwagę to, ze małe dziewczynki z góry skreślają wszystko, co związane z Polską, a sprzedaż musi się zgadzać. Ale jak już się umieszcza akcje w stanach to wypada też dbać o realia panujące w świecie przedstawionym. Natomiast pisanie o majówce (XD) odbiera kompletnie realności świata przedstawionego. Powieść porusza poważne tematy, aczkolwiek w infantylny sposób. Niestety. Sam temat narkotyków i dilerów przyjmowałam z dozą cringu. Serio te białe garnitury… no nie. Nie mogłam. Chemia między główną parą nie istnieje. A to jak z wrogów stają się powoli czymś więcej też opisane było lipnie. Jakby za sprawą jakiejś jednej rozmowy ich relacja się zmieniła o 180 stopni. Nie łykam tego. No i jeszcze to jedno zdanie, które zapadło mi w pamięć bo było tak bez sensu… „jej oczy były pełne wspomnień…” o matko i córko Nie była to najgorsza książka, którą przeczytałam, ale mam jej dużo do zarzucenia. Aczkolwiek z pozytywnych aspektów: autorka na pewno zna się na jeździe konnej, więc pod tym względem na plus, że wplotła w fabułę swoją pasję.
Miałam nadzieję na polski Heartland :(Generalnie duży średniak. Postaci irytujące, powinny być dorosłe, a z zachowania bardziej przypominają dzieci. Szybko się czytało, co na plus.
Kolejną rzeczą jest to, że czytając czułam się jakby większość zdań była wrzucona do chatu gpt, aby jakoś je poprawił. Chat ma specyficzny sposób na kończenie zdań w stylu „…oddech był gorący, równy, ciężki.” „Więcej jej smaku, ciepła, obecności.” W praktycznie każdym z akapitów dało się znaleźć zdanie w tym stylu, co na skale całej książki było irytujące.
Absolutnie mnie nie ciekawi, co będzie w kolejnych częściach.
Amber wraca do swojego rodzinnego miasta Willów dale, po to aby podjąć się pracy, o której marzy od zawsze. Chce rozpocząć nowy rozdział jako trenerka koni, jednak przeszłość daje jej znaki.
Podobało mi się to, że książka trzymała nas w napięciu do praktycznie samego końca. Nie wiedzieliśmy o bohaterach, jednak powoli odkrywaliśmy, co się w nich kryje. Mieliśmy opisane to, co się działo w przeszłości i teraźniejszość.
Fabuła brnęła do przodu w tempie, które mi odpowiada. Opisy nie były za długie ani za krótkie, były idealne.
Amber jest tajemniczą osobą. Nie odkrywamy wszystkiego o niej na początku. Dowiadujemy się wszystkiego po kolei, przez co książka wciąga nas jeszcze bardziej. Miałam inną teorię co do pani El. Jednak było to bardziej niż moje przypuszczenia.
O drugim bohaterze – Tonym nie dowiadujemy się wielu rzeczy. Dopiero gdzieś pod koniec historii zaczynamy mieć samą akcję. Mam nadzieję, że w drugim tomie dowiemy się coś więcej o jego życiu.
Co do relacji Amber i Tony'ego, byłam dość niepewnie do niej nastawiona. Rozumiem, dlaczego Amber go nienawidziła i tak dalej jednak coś mi nie pasowało.
Zakończenie za to jest bardzo okrutne. 😭 Potrzebuje 2 tomu na teraz. Przysięgam ja nie mogę przestać myśleć o tym, co się dalej stanie.
W historii występują tematy uzależnień, utarty bliskiej osoby.
„Cień” Michaliny Aleksandrowicz to książka, której nie spodziewałam się pokochać aż tak bardzo. Nie sądziłam, że rozbawi mnie do tego stopnia, że będę parskać śmiechem na głos, że wciągnie mnie już od pierwszego rozdziału, a tym bardziej – że tak mocno utożsamię się z główną bohaterką, Amber.
Powrót do miejsca, z którego kiedyś się uciekło, zawsze wydaje się przerażający. Przynajmniej dla mnie. Amber jednak odważnie przekroczyła próg dawnej, ukochanej stajni i z mniejszym lub większym uśmiechem zaczęła wszystko od nowa. Stopniowo odkrywamy jej emocje oraz przeszłość, która wcale nie była łatwa. To bohaterka daleka od ideału – pełna wad i nierozsądnych decyzji – a jednak niesamowicie silna. Nie widać tego od razu, ale ja naprawdę to poczułam.
W „Cieniu” spotykamy wielu bohaterów: tajemniczego chłopaka, opryskliwego znajomego z dawnych lat, różową iskierkę tryskającą energią i wielu innych. Nie tylko ludzie odgrywają ważną rolę – równie istotne są konie. Opisy jazdy, przeszkód, sprzętu czy codziennej opieki nad nimi są po prostu fantastyczne. Widać, że pasją Misi jest jeździectwo i że naprawdę kocha te ogromne, urocze zwierzęta.
Uwielbiam klimat zaczynania wszystkiego od nowa. Ale żeby móc iść dalej, trzeba najpierw zamknąć sprawy z przeszłości – i właśnie to próbuje zrobić Amber. Czy jej się uda? Przekonamy się, gdy seria Willowdale dobiegnie końca. Jedno jest pewne: już teraz uwielbiam Amber i śledzenie jej losów sprawia mi ogromną radość.
•Byłam bardzo ciekawa tej książki, ponieważ ma ona motyw jeździecki. Jest to jeden z głównych motywów w tej historii. Sama kiedyś jeździłam konno i uwielbiałam to robić. •Główna bohaterka stara się odnaleźć w rodzinnym miasteczku. W książce możemy poznać jej przeszłość, która nie była łatwa oraz jej emocje. Jest ona bardzo silna, ponieważ mimo wielu wspomnień to wchodząc do stajni była uśmiechnięta i starała się zacząć od nowa. •Tony to jej największy wróg. Ich relacja od samego początku jest bardzo burzliwa. Na przestrzeni całej książki możemy poznać jak ich relacja się zmienia. Tony jest osobą, która pragnie zemścić się na swoim ojcu za sytuacje z przeszłości. •Autorka opisała szczegółowo przeszkody, jazdy, sprzęt i to jak wygląda opieka nad końmi na codzień. Super się to czytało, ponieważ styl pisania Michaliny jest prosty i ciekawy. •Niektóre momenty faktycznie mnie trochę nudziły, ale byłam ciekawa co się wydarzy dalej. Niestety było mi ciężko przebrnąć przez ostatnie rozdziały. Czemu? Sama nie mam pojęcia. •Wydanie książki jest piękne! Okładka fajnie nawiązuje do fabuły, a wklejka i delikatne zdobienia przy rozdziałach są śliczne! Box, który dostałam we współpracy jest przepiękny! Ta świeczka i inne gadżety… MEGA SUPER! Bardzo dziękuję! •Motywy jakie znajdziecie w książce to: >jazda konna >przeszłość >przyjaźń >tajemnice >poruszająca historia >małe miasteczko >żałoba >enemies to… •Jestem ciekawa drugiego tomu, ponieważ zakończenie jest niespodziewane. Z chęcią sięgnę po drugi tom!
[współpraca reklamowa z wydawnictwem Jaguar] Amber wraca po latach do rodzinnego Willowdale – miasteczka pełnego wspomnień, ale i bólu. To właśnie tam podejmuje pracę marzeń, zostając trenerką koni w stadninie Willow Ridge Stage. Miejsce to zna od dziecka – przyjeżdżała tu z ojcem, weterynarzem, z którym łączyła ją niezwykle silna więź. Jego śmierć pozostawiła w niej ogromną pustkę, a powrót do stadniny tylko ją pogłębia. Jednak Amber nie jest już tą samą dziewczyną – wraca silniejsza, choć wciąż z cieniem żałoby za plecami. Na szczęście może liczyć na wsparcie przyjaciółki i ludzi, których los stawia na jej drodze.
Szukałam historii z końmi – takiej prawdziwej, napisanej przez kogoś, kto je rozumie, czuje ich emocje i potrafi oddać ich niezwykłą więź z człowiekiem. I znalazłam. Autorka z niezwykłą czułością oddała realia pracy z końmi. Czuć, że pisała to osoba, która naprawdę wie jak subtelny potrafi być język końskich emocji. Opisy treningów, zawodów i codziennych relacji między ludźmi a końmi są bardzo autentyczne. Aż serce rośnie, gdy widzi się, jak wiele pasji autorka włożyła w tę historię. Moja wewnętrzna koniara była w siódmym niebie.
Ale to nie tylko książka, która opowiada o stadninie i pracy z końmi. To historia o stracie, odnajdywaniu siebie na nowo i o tym, że każdy z nas nosi w sobie jakiś cień – wspomnienie, ból, lęk, przed którym próbujemy uciec. Amber musi zmierzyć się nie tylko z przeszłością, ale też z ludźmi, którzy nie zawsze mają czyste intencje. W Willowdale nic nie jest tak oczywiste, jak się wydaje, to miejsce, które skrywa tajemnice, a każde spotkanie może zmienić wszystko.
Warto też zwrócić uwagę na symbolikę (co też mnie ogromnie cieszy, bo mam wrażenie, że już coraz mniej książek pisanych jest z przekazem). Tytułowy cień ma ogromne znaczenie i w książce często się on przewija. Każdy ma swój sekret, przed którym chce uciec. Bardzo podobało mi się też to, że tak ważne tutaj wierzby, które również mają swoje znaczenie i nie są tu wrzucone tylko po to, by upiększyć otoczenie, ale symbolizują siłę, odrodzenie i przetrwanie – dokładnie to, co dzieje się z Amber. Zachwycił mnie też motyw found family. Relacje bohaterów są pełne ciepła i zaufania budowanego krok po kroku. Czytając, miałam wrażenie, że sama należę do tej małej społeczności, że razem z nimi piję poranną kawę i uczestniczę w tych wydarzeniach.
Jeśli chodzi o zakończenie, to powiem tylko tyle – Michalina, tak się po prostu nie robi! 😅 Skończyłam książkę kilka dni temu, a wciąż nie mogę się po niej otrząsnąć.
To jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam – szczera, poruszająca i napisana z pasją. Jeśli kochacie konie, naturę i emocjonalne opowieści o powrotach - zdecydowanie polecam 💜
______ "(...) znowu byłam tą pięcioletnią dziewczynką, która pierwszy raz postawiła tu stopę, trzymając za rękę ukochanego tatę. I wszystko wróciło - ciepło jego dotyku, zapach koni, siana, dźwięk kopyt na żwirze. To miejsce było nie tylko stajnią. To był mój dom."
Książka Michaliny Aleksandrowicz "Cień" sprawiła, że na nowo rozpaliła się we mnie ta jeździecka dusza. Nawet nie wiecie, ile razy podczas lektury wracałam do tych wspomnień. Ile razy, czytając nawet o najmniejszej stajennej pracy, wracałam myślami do moich przygód z końmi. I to właśnie ten aspekt sprawił, że książka stała się moim ulubieńcem. Autorka opisuje nam życie w Willowdale. Małego, urokliwego miasteczka, do którego powraca nasza główna bohaterka, Amber. Dziewczyna nie ma zbyt miłych wspomnień związanych z rodzinną miejscowością, jednak to właśnie konie przywołały ją do tego miejsca. Podejmuje pracę marzeń, a jako trenerka koni będzie mogła być w tym świecie po prostu sobą.
"Cień" to lekka historia, która Was wciągnie, zaangażuje, a nawet nieco nauczy. Najważniejszy jej element to bez wątpienia jeździectwo i konie. Terminologia stoi tutaj na pierwszym miejscu, ale nie martwcie się, bo Michalina zadbała o to, by wiele rzeczy tłumaczyć (są przypisy). Wiecie co to ogłowie? Rozprężalnia? A bryczesy? Czytając tą książkę poznacie naprawdę wiele tajników życia osoby zajmującej się końmi. Perspektywa prowadzona jest z dwóch stron, choć najbardziej poznajemy ją od Amber. Dzięki temu możemy zobaczyć jak dziewczyna radziła sobie przed przyjazdem do Willow Ridge Stables - mamy kilka retrospekcji, oraz to, co czuje będąc w miejscu sprzed lat. Autorka nie stroni również od cięższych tematów, tj. śmierć bliskiej osoby czy przeżywanie żałoby. Ten drugi aspekt został tutaj w bardzo przystępny sposób zobrazowany. Tak naprawdę nigdy nie wiemy co dana osoba przeżywa. Albo z czym się mierzy... Oczywiście nie ma fabuły bez odrobiny sympatii, przyjaźni czy nienawiści (enemies to...?). Na naszą bohaterkę czekać będzie niespodzianka, która trochę pokrzyżuje jej plany na spokojne życie. Powróci osoba z jej przeszłości, nieco tajemniczy Tony, z którym będzie musiała współpracować. Z drugiej strony pojawi się również ktoś, od kogo starała się uciec. Powiem Wam, że w drugiej połowie książki dzieje się naprawdę dużo - temat używek, spisków i wspólnych akcji będzie wiódł prym. Miejsca na nudę tu nie będzie.
Za to "Cień" kończy się w momencie, który otwiera nam drzwi do kolejnego tomu. Jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwa, ponieważ wierzę, że Autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa tym postaciom. Liczę na jeszcze więcej akcji, burzliwych relacji oraz koni. A może czymś mnie jeszcze zaskoczą?
Pierwsza połowa rozwija się powoli, jest trochę typu Clone - towarzyszymy bohaterce w codziennym życiu i brakuje jakiejś akcji tam. Druga połowa o wiele szybciej szła, zwłaszcza końcówka. Myślę, że trochę zbyt późno ? zaczyna się taka właściwa fabuła i niektórych może to zniechęcić. Brakowało mi też mocniejszych wstawek związanych z tematem uzależnienia, które zapowiadałyby późniejsze wydarzenia, bo dziwne anonimowe sms nie budowały tak tego napięcia jak powinny.
Ogólnie książka jest spoko. Jeździectwo jest opisane poprawnie (co jest bardzo nieoczywiste z jakiegoś powodu), widać, że to co zostało przez autorkę opisane jest jej dobrze znane.
Natomiast akcja niepotrzebnie dzieje się w USA… I tak jak to bywa z takimi książkami, pojawiają się tam błędy związane z miejscem akcji np wyjazd majówkowy. Natomiast plusik za to, że jeden z bohaterów mówi o tym, że nie zaproponował Amber alkoholu bo chyba nie ma jeszcze 21 lat.
Czy było trochę infantylnie? Tak. Zwłaszcza gdy bliźniaki się obrzucały ciastami w cukierni w środku pracy? Ale czy to coś złego? Nie, ALE występują dość mocne przekleństwa. Gdyby je usunąć byłaby to super książka dla młodszych czytelników.
Końcówka zachęciła mnie do przeczytania kolejnej części. Jednak nie byłabym sobą gdybym nie przyczepiła się do czegoś - główna bohaterka jedzie na tylnym siedzeniu w fiacie 500, a po dojechaniu na miejsce wysiada z niego zostawiając resztę w środku. Jeżeli ten samochód nie jest cabrio to musiała chyba wysiąść przez bagażnik, bo ostatnio jak sprawdzałam to Fiat 500 był trzydrzwiowy…
Zastanawiałam się między 3 a 4 ⭐️ ale za dobre opisy jeździectwa i końcówkę zawyżę trochę ocenę na 4
⭐️⭐️⭐️⭐️ Amber wraca do rodzinnego miasteczka po wielu latach, traumatycznych wydarzeniach, perypetiach rodzinnych u sercowych. Wraca, ponieważ jej miłość do koni jest silniejsza od niechęci do małego bogatego miasteczka. Jest zaskoczona tym, że tam wcale nie jest tak źle. Książka zdecydowanie dla miłośników koni, brakowało mi tego. Jestem pozytywnie zaskoczona, ale też nie powaliło mnie to na kolana (4 ⭐️ na zachętę). Była przyjemna do czytania, taka trochę literatura dziecięca z przewklenstwami, ale czytało mi się ją okropnie wolno.