Anna Potyra znana jest przede wszystkim jako autorka powieści kryminalnych. Choć sama należę do grona miłośniczek tego gatunku, nigdy dotąd nie miałam okazji sięgnąć po jej książki. „Pielęgniarka” stała się więc moim pierwszym spotkaniem z twórczością Potyry — decyzją podjętą właściwie spontanicznie. W sieci roiło się od zachwytów, a ponieważ literatura wojenno-historyczna (szczególnie osadzona w pierwszej połowie XX wieku) to jeden z tych gatunków, do których mam wyjątkową słabość, postanowiłam dać tej powieści szansę. Chciałam sprawdzić, czy faktycznie znajdę w niej to, co obiecywali inni czytelnicy: emocje, autentyzm i historię, która porusza na długo po odłożeniu książki.
Helena Sznajderów to bogata dziedziczka, kobieta o wizji i sile przebicia, jakiej mogłaby pozazdrościć jej niejedna współczesna liderka. Marzy o tym, by zrewolucjonizować polską opiekę szpitalną – uczynić ją nowoczesną, profesjonalną i dostępną. W czasach, gdy kobiece ambicje często wyśmiewano lub ignorowano, Helena nie tylko stawia na swoim, ale także udowadnia, że determinacja może stać się motorem zmiany społecznej.
Zupełnie z innego świata pochodzi Zosia – czternastolatka z robotniczej dzielnicy, której codzienność zdominowana jest przez biedę, ciężką pracę i brak jakichkolwiek perspektyw. Nie wierzy w lepsze jutro, bo nigdy takiego nie zaznała. Dopiero przypadkowe spotkanie z Heleną sprawia, że na horyzoncie pojawia się pierwsza w życiu szansa, by wyrwać się z otaczającej ją beznadziei.
„Pielęgniarka” przenosi nas do Warszawy roku 1923 – miasta pulsującego energią odradzającego się państwa, ale jednocześnie pełnego kontrastów: biedy i bogactwa, nadziei i bezradności, nowoczesnych aspiracji i głęboko zakorzenionych podziałów społecznych. Na tle tej dynamicznej rzeczywistości Anna Potyra snuje opowieść o dwóch kobietach, które z pozoru dzieli wszystko. Autorka prowadzi ich losy z wyczuciem, pokazując, jak wzajemnie na siebie oddziałują i jak ich relacja zmienia otoczenie. Choć historia rozgrywa się sto lat temu, poruszane w niej problemy — nierówności społeczne, walka kobiet o prawo do samostanowienia czy pytania o sens poświęcenia — pozostają niezwykle aktualne.
Potyra buduje napięcie nie efektownymi zwrotami akcji, lecz emocjami: narastającym poczuciem odpowiedzialności, rodzącą się solidarnością i determinacją w mierzeniu się z uprzedzeniami oraz systemem, który promuje jednych kosztem innych. „Pielęgniarka” to historia cichych bohaterek — kobiet, które nie walczyły na frontach, ale kształtowały przyszłość poprzez codzienną pracę, empatię i odwagę.
Nie jest to klasyczna powieść wojenna, lecz książka o innym rodzaju walki: tej nieustannej, często niewidocznej, podejmowanej przez kobiety każdego dnia. To opowieść o przekraczaniu barier, o odwadze w dążeniu do lepszego jutra i o tym, że jedna decyzja potrafi odmienić nie tylko los jednostki, lecz także całej społeczności.
Potyra kreśli bohaterki z uważnością i czułością. Ich rozwój jest wiarygodny, a emocje — poruszające. Wyraźnie widać ogromny szacunek autorki zarówno do zawodu pielęgniarki, jak i do kobiet, które przez dekady dźwigały ciężar odpowiedzialności, o jakim rzadko mówi się głośno.
Jednym z największych atutów książki jest tło historyczne. Autorka z dbałością odmalowuje atmosferę Warszawy 1923 roku — miasta pełnego sprzeczności i ogromnego potencjału. Przenosi nas od robotniczych zaułków po salony, gdzie rodziły się nowe idee, pozwalając spojrzeć na miasto oczami zarówno uprzywilejowanych, jak i tych, którzy ledwo wiązali koniec z końcem. Realistyczne oddanie realiów epoki nadaje historii głębi i autentyczności. Potyra nie idealizuje czasów, o których pisze — pokazuje zarówno społeczne fermenty i postęp, jak i brudne zaułki oraz niewidzialne granice dzielące klasy społeczne. To właśnie tę granicę bohaterki odważnie przekraczają.
Kiedy sięgałam po „Pielęgniarkę”, nie wiedziałam, czego się spodziewać: poważnej literatury czy może lekkiej obyczajówki w historycznej scenerii. Otrzymałam jednak coś znacznie więcej — historię poruszającą, wciągającą i skłaniającą do refleksji. To piękna, życiowa opowieść o dwóch kobietach, które przekraczają ograniczenia narzucone przez urodzenie, środowisko i epokę. Urzekła mnie subtelność, z jaką Potyra mówi o odwadze, determinacji i o tym, że jedno spotkanie potrafi odmienić ludzkie życie.
Czy książka mnie zachwyciła? Tak, choć nie w sposób spektakularny. To nie jest lektura pełna dramatycznych zwrotów akcji — jej siła tkwi w delikatności, w emocjach ukrytych między wierszami i w cichym bohaterstwie zwykłych ludzi. „Pielęgniarka” to historia, którą się nie tylko czyta, ale przede wszystkim czuje. Towarzyszymy bohaterkom w ich wzlotach i upadkach, kibicujemy im i mamy świadomość, że takie historie mogły wydarzyć się naprawdę.
Po tej książce wiem, że na pewno sięgnę po kolejne powieści Anny Potyry, także te kryminalne. Polecam ją z czystym sercem — poruszająca, mądra, pięknie napisana.