Wszystkie książki autora spoza serii, które dotychczas czytałam, były osadzone w patologicznej, toksycznej, brudnej rzeczywistości i okraszone bogatym tłem psychologicznym. W pierwszym tomie cyklu o Robercie Foksie było podobnie, ale bohaterowie pochodzili z bogatego środowiska wpływowych ludzi oraz jeszcze bardziej wpływowego półświatka.
W "Skowycie" to nie toksyczne relacje zdeterminowały sprawcę. Motywacja była zupełnie inna. Autor, zamiast zbudować fabułę na podobnym, znanym sobie gruncie zdecydował się na lekką fantastykę i niestety szedł w nią dalej, aż do finału czwartego tomu. Absurdalne wydaje się, że organizacja, którą stworzył, mogłaby mieć rację bytu, zrzeszać wiele osób i dyktować warunki.
Książka, jeśli traktować ją jako osobny byt, jest całkiem ciekawa. Jest jednak częścią serii, czwartym ostatnim tomem. Zdawałoby się, że postać Foksa powinna być już dobrze znana, jednak ja jej nie rozpoznawałam. Są dpsychologicznywa wyjaśnienia — albo autor zmienił jego rys , albo już wcześniej postać była mdła i nie zapadła mi w pamięci. Nie poczułam sympatii do żadnego bohatera, antagonista nie wzbudził niepokoju, wszyscy byli nijacy.
Pod względem narracyjnym i językowym poziom został utrzymany. Wątek obyczajowy, nie został rozbudowany, zachowania bohaterów nie wiadomo skąd się biorą. Wątek kryminalny jest ściśle powiązany z dotychczasowymi tomami. Duży plus za zwięzłe przypomnienie wcześniejszych wydarzeń
Reasumując. Książka nie rozczarowała, ale nie zapadnie w pamięci na długo.