Helena budzi się w świecie Comy – miejscu zawieszonym między życiem a śmiercią, gdzie śpiący zapominają, kim byli, a wojsko pilnuje, by nie przypomnieli sobie zbyt wiele. Problem polega na tym, że Helena nie jest zwykłą śpiącą, a system oznacza ją jako anomalię. Na domiar złego trafia pod skrzydła nieprzystępnego kapitana Ice’a i jego elitarnego oddziału Bad Boysów.
Helena wydaje się niewinną blondynką z różowymi paznokciami, jednak w rzeczywistości to zdeterminowana dziewczyna, która przybyła do Comy z misją. W przerwach od szpiegowania przyrządza panierowane kurczaki i rzuca tekstami jak granatami. A przy okazji powoli, konsekwentnie i z niezaprzeczalnym wdziękiem doprowadza Ice’a do szaleństwa, wbijając mu przysłowiowe gwoździe do trumny.
Między zdobywaniem sympatii przepełnionych testosteronem żołnierzy a odkrywaniem tajemnic Comy Helena ma dwa cele: wypełnić swoje zadanie i nie stracić głowy z powodu kapitana… ani dla kapitana.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Jak patrzę na recenzje to się zastanawiam czy ja czytałam inną książkę.... Jakby co odnoszę się do ebooka na Legimi. 2 ⭐ to i tak wysoka ocena. Daję tyle tylko dlatego że książka trafiła w moje poczucie humoru. Przyznam że kwiczałam ze śmiechu. Natomiast poza tym jest źle. Postacie mają 1 - góra 2 - cechy charakteru. Kałuża jest głębsza niż relacje między nimi. Serio na ponad 900 stronach nie dało się wyjaśnić zasad świata? 🤡 A fabuła jest dziurawa jak 🧀 A pokazanie więzi emocjonalnej głównej bohaterki z jej siostrą? Bez jaj. Ja bym nawet nie powiedziała że one się lubiły.
Pierwszy raz od dawna mam naprawdę sporą trudność, aby w recenzji przekazać odczucia lawirujące w moim umyśle...
Z jednej strony... chciałabym powiedzieć, że była to ciekawa przygoda, która złapała moją uwagę i naprawdę byłam zaintrygowana tym, jak autorka rozegra pewne kwestie. Z drugiej jednak pojawiały się tu takie elementy, które sprawiały, że miałam ochotę zatrzasnąć tę książkę i za szybko do niej nie wracać.
Ale zacznijmy od plusów, bo "Coma" zawiera takie elementy, które pobudzają wyobraźnię czytelnika i angażują go w teorii w prostą, lecz intrygującą fabułę. Mamy tutaj wątek anomalii, niezgodności z ustalonymi zasadami oraz niepewność, co za tym wszystkim się kryje. Autorka potrafi rzucać faktami tak, abyśmy stopniowo wkraczali w świat Comy i nie rozgryźli wszystkich zagadek zbyt szybko. To zdecydowanie się udało, ponieważ pod tym względem książka miała całą moją uwagę.
Jednak humor zawarty w tej pozycji sprawiał, że ta przygoda wcale nie była taka przyjemna, na jaką się zapowiadała. Rozumiem wiele - doskonale wiem, dlaczego pojawiały się tutaj takie, a nie inne żarty. Zdaję sobie również sprawę z tego, że wkraczając do typowo męskiego grona, należy liczyć się z przesiąkniętą sztucznym testosteronem atmosferą, ale mnie to nie kupiło. Na niektóre fragmenty przewracałam oczami i szłam dalej, ale pojawiały się takie momenty, przez które naprawdę zastanawiałam się, czy nie odłożyć tej książki na termin o statusie "nieznany".
Myślę, że po tym wprowadzeniu nie trudno się domyślić, że większość bohaterów nie zyskała mojej sympatii. Próbowałam, ale nie udało mi się nawiązać z nimi większej więzi emocjonalnej i zatracić się w ich szalonych losach. Skłamałabym jednam mówiąc, że niektóre sceny nie wywarły na mnie wrażenia - przykładowo opisy starć z żarłaczami pozostaną na długo w mojej pamięci, ale to nie wystarczyło, aby wkraść się do mojego serca.
Na plus w tym wszystkim była za to kreacja kapitana. Ice stanowił zagadkę - ostrą, chłodną i ordynarną - ale taką, której rzeczywiście byłam ciekawa. Nie wszystkie jego zachowania mi się podobały, ale czuję, że jest to postać, która ma szansę jeszcze nieraz czymś zaskoczyć. To samo tyczy się również Heleny - daleko jej do mojej ukochanej głównej bohaterki, ale ma w sobie pewną iskrę, przez którą chciałabym wiedzieć więcej.
Nie pokochałam tej książki, a szkoda, bo mocno na nią wyczekiwałam. Liczyłam, że przewróci mój świat do góry nogami, co się nie stało, jednak czy to spisuje ją na straty? Nie. Myślę, że wiele osób zatraci się w jej klimacie i choć ja do tego grona zaliczać się nie mogę, jestem na pewien sposób ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów w dalszych częściach.
"Coma. Słodkich snów" tom 1 część 1 - Mimi Lisette
∞/5 ⭐️
"- Mierzyłem do ciebie z broni, a ty i tak przy mnie zasnęłaś. Wiesz, o czym to świadczy, żołnierzu? - Że jesteś nudny jak flaki z olejem? - Że jednak trochę mi ufasz."
Ona jest anomalią, kimś, kogo nie powinno tam być..
A on jest tym, który zrobiłby wszystko, żeby ją ocalić..
Witajcie w Comie - miejscu, które jest zawieszeniem pomiędzy życiem, a śmiercią. Miejscu, do którego trafiają ludzie w śpiączce..
Miejscu, które stało się moim domem 🤍
Coma spodobała mi się po opisie. Momentalnie, jak tylko się z nim zapoznałam pomyślałam sobie.. kurde, to będzie fajne.
Tylko ja nie wiedziałam, że to będzie najlepsza książka, jaką przeczytam w tym roku!
Helenka, czyli główna bohaterka, trafia do tego świata jako farmakologiczna - czyli osoba, która w naszym świecie jest w stanie śpiączki.. Niby śpiąca, a z drugiej strony ma na sobie tatuaż, jaki noszą tylko żołnierze..
Anomalia. Odmieniec. Lubimy takich w fantastyce, co nie? 😈
Musicie też wiedzieć, że Helena jest najgorszym możliwym żołnierzem. A czemu musicie to wiedzieć? Żeby to wybrzmiało gdy powiem, że trafiła do najlepszego oddziału wojskowego, czyli Bad Boysów..
Kocham ten paradoks - najlepszy oddział i największa oferma 🤣
Uwielbiam Helenę. Niby słaba, niby oferma.. a jednocześnie ma ogromne serducho i łeb na karku. Kupiła moje serce gdzieś pomiędzy pyskowaniem do wszystkich wokół, a smażeniem kurczaków 🤣
Ale tak samo uwielbiam oddział BB - jednych bardziej, innych mniej.
Mniej z pewnością Drzazgę, czy też Big Boya, chociaż i on w pewnym momencie bardzo mnie kupił..
A bardziej całą resztę, czyli Pashę, Colę, Kazaha, Melona, Kokosa i Pietię 🤍
Szczególnie bliscy są mi Cola i Pasha! Chociaż co do tego drugiego.. mam trochę mieszane uczucia i żywię nadzieję, że to co mnie dręczy, wyjaśni się w kolejnym tomie.
Bad Boysi zajęli całą powierzchnię mojego serca. Te twarde jak skała twardziele są do bólu lojalni i oddaliby za siebie życie, jak prawdziwa rodzina..
I właściwie to stali się poniekąd moją rodziną 🤍
A chociaż Helenie nie było łatwo ich do siebie przekonać, to ostatecznie i ona weszła w ich serca, torując sobie drogę do nich.. obiadkami.
Jest też on - Kapitan Ice 🥵
On jest chodzącym ideałem! Zimny drań, który jest bezlitosny, a jednak jego serce wcale nie jest z lodu. Za swoich ludzi oddałby życie, a pod tą maską bycia złamasem jest.. cudowny 😭🤍
No i jego relacja z Heleną..
"- Kapitanie? - spytałam niepewnie. - Żołnierzu. - Ton, jakim się do mnie zwrócił, sugerował, że znowu coś spie*rzyłam. - Masz problemy z pamięcią? - Nie, kapitanie. Ja i mój alzheimer mamy się świetnie. Miło, że pytasz."
Ja wysiadam przy tym ich "żołnierzu" i "kapitanie"!!
I chociaż ich relacja wcale nie jest taka oczywista, chociaż są jak ogień i woda - w sumie tu bardziej pasowałoby jak ogień i lód..
To są w tym wszystkim najlepszym duetem pod słońcem! Chemia między nimi jest wręcz namacalna!
A ja rozpływam się przy nich jak masełko.. 🫠
Zaznaczam też, że Ice jest mój i nie oddam go żadnej z was - co najwyżej z Heleną się podzielę 🤣
"- Boisz się burzy czy mnie? Siebie i tego, co się ze mną dzieje, gdy jesteś tak blisko."
Wiecie co najbardziej kocham w tej historii? Poza humorem, do którego zaraz wrócimy i Ice'em..
To, że autorka do samego końca zaskakuje. Nie wykłada od razu wszystkich kart, za to od początku serwuje nam raczej szczątkowe informacje o tym świecie. Dopiero z czasem ujawnia coraz więcej i więcej, a i tak ten tom pozostawia nas z wieloma niewiadomymi.
Kocham to, że do samego końca mogłam dowiadywać się czegoś nowego o tym świecie, a i tak wiem, że nie wiem nawet połowy. Kocham to, że mam możliwość poznawać wszystko razem z Heleną, przez co jeszcze bardziej czuję się częścią tej książki..
No i po prostu, kocham ten świat 🤍
A gdy dowiedziałam się, dlaczego w ogóle powstał.. serce mi się ścisnęło, a potem jeszcze bardziej pokochało autorkę..
Obiecałam wrócić też do humoru. Więc proszę państwa.. oficjalnie ogłaszam, że humor w tej książce, to najlepsza rzecz na świecie!
Ja płakałam! Podkreślam, dosłownie WYŁAM ze śmiechu podczas czytania, aż bolał mnie brzuch! Przecież te teksty są tak ikoniczne, że ja nie wytrzymam!
Scena z kurą mnie pokonała, przysięgam 🤣
Autorko, chciałam ci powiedzieć, że nigdy się tak nie śmiałam podczas czytania, jak przy tej książce, dziękuję 🤍
Zakochałam się już od pierwszych stron, ale rozdział "Lola i Trixie" sprawił, że darłam się na cały dom, jak bardzo kocham tą książkę..
Jak mnie zamkną przez to w psychiatryku to proszę dostarczyć mi kolejne tomy..
Przyznaję, że z początku poraziła mnie objętość - w końcu to jest 768 stron! Ale wiecie co? To jest nadal za mało, jak już się skończy..
Ja apeluję o kolejny tom na wczoraj! Przecież ja nie znajdę nic aż tak dobrego przynajmniej do czasu, gdy sięgnę po kolejną część 😭
Kocham, kocham i jeszcze raz KOCHAM 🤍
Chociaż za urwanie w takim momencie powinnam się obrazić..
"Nie mogłam się nadziwić, jak bardzo się martwiłam o mój oddział, jak szybko w tak krótkim czasie stali mi się bliscy. Owszem, byli chamscy, nieokrzesani, w większości przypadków niesympatyczni, aroganccy i wulgarni, ale byli moi, chociaż ja nie byłam ich."
Na wstępie chciałabym podziękować Autorce oraz Wydawnictwu za zaufanie i możliwość objęcia patronatem medialnym książki "Słodkich snów". Jest to pierwszy tom serii "Coma", w której znajdziemy rewelacyjne elementy fantastyki, a także takie motywy jak wojsko, found family oraz hate - love, które w tej historii totalnie mnie kupiły. Muszę jeszcze wspomnieć, że jeśli chodzi o różne detale w środku to książka została naprawdę dopieszczona. Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę pomimo jej sporej objętości (ma blisko osiemset stron) czyta się w zawrotnym tempie. Ja pochłonęłam ją w zasadzie w jeden dzień, a nawet zerwałam dla niej spory kawałek nocy i chociaż książkę czytałam już jakiś czas temu nadal pamiętam wszystkie emocje towarzyszące mi podczas lektury. Od pierwszych stron zostałam niepostrzeżenie wciągnięta do fantastycznego świata Comy i z dużym zainteresowaniem oraz zaangażowaniem śledziłam losy głównej bohaterki oraz oddziału Bad Boysów. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana, dopracowana i bardzo dobrze poprowadzona. Akcja powieści jest dość dynamiczna, cały czas coś się dzieje, sprawiając, że Czytelnik ma coraz większy mętlik w głowie, zatem nie ma tutaj nawet chwili na nudę. Autorka w niesamowicie plastyczny i pobudzający wyobraźnię sposób zaprezentowała świat pełen niewiadomych oraz wyzwań czyhających na bohaterów oraz zasady, reguły panujące w Comie. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem kreacji świata przedstawionego - środowiska, bohaterów, celu oraz wszystkich istotnych detali, które wpływają na wyjątkowość tego miejsca. Wielokrotnie podczas lektury czułam się tak jakbym towarzyszyła bohaterom podczas wszystkich poczynań i chłonęłam całą sobą targające nimi emocje. A jeśli o nich mowa to zostali oni w świetny, wielowymiarowy i barwny sposób wykreowani. To postaci mające wady i zalety, mające mniejsze bądź większe problemy. To bohaterowie którym zdarza się popełniać błędy czy postępować pod wpływem chwili, dlatego wydają się nam tak ludzccy mimo światów, które nas dzielą. Historia została przedstawiona z perspektywy głównej bohaterki - Heleny vel Dzidzi - co pozwoliło mi lepiej ją poznać, dowiedzieć się co czuje, myśli, z czym się zmaga każdego dnia, stopniowo mogłam także dowiedzieć się jak wyglądało jej życie przed pojawieniem się w Comie, co ja ukształtowało, jakie aktualnie na zamiary, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć jej postępowanie oraz decyzję. Główna bohaterka od samego początku zaskarbiła sobie moją sympatię. Uwielbiam takie silne, zdeterminowane i nie dające sobie w kaszę dmuchać kobiece postaci, a Dzidzia jest tego idealnym przykładem. Szczególnie można to dostrzec obserwując jej kontakty z Bad Boysami.. Mimo, że ma do czynienia z mężczyznami z krwi i kości nie pozwala sobą dyrygować, stawia się im co sprawia, że z czasem zaczynają ją darzyć szacunkiem i jako równą sobie. Szczególnie podobała mi się jej relacja z Kapitanem. Napięcie pomiędzy nimi rosło z każdą czytaną stroną, a ich potyczki słowne wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Nie raz zdarzyło mi się tak zanosić śmiechem, że nie mogłam się opanować, serio! Jeśli już mowa o Bad Boysach to nie ukrywam, że niektórzy z nich początkowo wywoływali we mnie wiele mieszanych odczuć, jednak kiedy zaczynałam poznać ich lepiej zmieniało się moje zdanie o niektórych z mężczyzn. Każdy z nich jest inny, każdy przed Comą wiódł zupełnie inne życie, jednak teraz razem tworzą drużynę nie do zdarcia! Całkowicie urzekło mnie to, że kilku mężczyzn potrafiło stworzyć niesamowitą więź opierającą się tak naprawdę na wsparciu i trosce, chociaż nie zabrakło też oczywiście przytyków, słownych przepychanek, które pokazywały jeszcze większą wyjątkowość tej relacji. Ich misje nie raz przyprawiały mnie o szybsze bicie serca, ale i były dowodem na to, że "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Niepodważalnym atutem tej książki jest niesamowity humor wylewający się dosłownie z każdej strony. Do tej pory jak przypomnę sobie niektóre sceny, dialogi i cięte riposty bohaterów mam uśmiech na twarzy. W tle tej historii jawią się również pewne tajemnice, które sprawiają, że ciężko przewidzieć jak dalej potoczą się losy bohaterów oraz jakie kłody pod nogi rzuci im jeszcze autorka.. Muszę przyznać, że nie byłam w stanie przewidzieć niektórych plot twistów co ogromnie mi się podobało! Uwierzcie, że tutaj nic nie jest takim jakim wydawało się na początku! A samo zakończenie pozostawiło mnie z nierówno bijącym sercem oraz milionem pytań bez odpowiedzi. Podczas lektury bardzo zżyłam się z Dzidzią i Bad Boysami dlatego nie mogę się już doczekać ich dalszych losów. Już teraz podskórnie czuję, że Mimi jeszcze mocno namiesza w ich życiu, a nas Czytelników zaskoczy swoją kreatywnością i umiejętnością wzbudzania emocji! Naprawdę cudownie spędziłam czas z tą książką i czekam na więcej! Polecam!
„– Mierzyłem do ciebie z broni, a ty i tak przy mnie zasnęłaś. Wiesz, o czym to świadczy, żołnierzu? – Że jesteś nudny jak flaki z olejem? – Że jednak trochę mi ufasz.”
Między pamięcią a zapomnieniem rodzi się odwaga, której wcześniej nie potrafiliśmy w sobie dostrzec.
Helena budzi się w Comie — tajemniczej przestrzeni zawieszonej między życiem a śmiercią, gdzie śpiący tracą wspomnienia, a wojsko pilnuje, by nikt nie odzyskał ich zbyt szybko. Zamiast stopniowego wtopienia się w ten świat, jej pojawienie się natychmiast wywołuje alarm: system rozpoznaje ją jako anomalię, coś, czego w Comie nie powinno być.
Gdy trafia do elitarnej jednostki pilnującej porządku, szybko odkrywa, że Coma nie jest tylko miejscem przechowywania śpiących — to złożona struktura pełna tajemnic, ukrytych zasad i niebezpiecznych zależności. Z każdym kolejnym dniem Helena coraz wyraźniej widzi, że w tym świecie nic nie dzieje się przypadkiem, a jej pojawienie się może mieć znacznie większe konsekwencje, niż ktokolwiek przypuszczał.
Coma kusi, zwodzi i przeraża jednocześnie — a odkrycie prawdy może kosztować więcej, niż tylko przebudzenie.
Helena to bohaterka, która od razu przyciąga uwagę swoją mieszanką delikatności i siły. Choć z wyglądu wydaje się krucha, szybko udowadnia, że ma w sobie więcej determinacji, sprytu i odwagi, niż mogłoby się wydawać. Trafia do Comy z konkretnym zadaniem i od pierwszych chwil widać, że nie jest tu przypadkiem — jej misja wymaga chłodnej głowy, uporu i gotowości na każde wyrzeczenie.
Nawet gdy sytuacja robi się trudna, Helena nie traci rezonu. Jej cięty język, humor i zadziorność potrafią rozładować napięcie, a jednocześnie dodać historii lekkości. Ale jest w niej też ciepło — potrafi zadbać o innych, przynieść im odrobinę normalności w tym dziwnym świecie i stworzyć atmosferę, która przypomina o życiu sprzed Comy.
To postać pełna sprzeczności, ale właśnie dlatego tak wyrazista. Silna, wytrwała, a przy tym zaskakująco ludzka — i taka, której naprawdę chce się kibicować.
Kapitan Ice to uosobienie chłodu i dyscypliny — dowódca, który zawsze trzyma emocje na wodzy i działa według wypracowanych zasad. Sprawia wrażenie kogoś nieprzystępnego, twardego i odpornego na jakiekolwiek rozproszenia.
Ale pojawienie się Heleny wytrąca go z tej idealnie uporządkowanej równowagi. Jej obecność go drażni, fascynuje i zaskakuje, choć sam nie chce się do tego przyznać. Pod lodowatym opanowaniem kryje się ktoś znacznie bardziej złożony — lojalny, czujny i niebezpiecznie podatny na to, co w nim porusza.
Bad Boys to ekipa, która natychmiast kradnie każdą scenę, w której się pojawia. To wojskowy oddział o wielkich mięśniach, jeszcze większych charakterach i wyjątkowej dynamice, która sprawia, że książka momentami przypomina wciągający serial akcji. Ich obecność dodaje historii humoru, energii i takiej lekkości, dzięki której nawet najbardziej napięte momenty nabierają barwy.
Mimo ostrego temperamentu i wojskowej surowości, są niesamowicie lojalni — zarówno wobec siebie, jak i wobec tych, których uznają za „swoich”. W relacjach z Heleną potrafią być zarówno wsparciem, jak i źródłem niekończących się potyczek słownych, które rozbrajają atmosferę. To właśnie oni sprawiają, że Coma żyje, oddycha i bawi, a każda scena z nimi to mały show sam w sobie.
Relacja Heleny i Ice’a to czyste napięcie: zderzenie żywiołu z lodem. Ona prowokuje i rozbraja humorem, on trzyma emocje na dystans, choć każde ich spotkanie wyraźnie burzy jego spokój.
Między nimi od początku coś iskrzy, ale rozwija się to powoli — drobnymi gestami, zgryźliwymi uwagami i chwilami, w których zapominają, że powinni stać po przeciwnych stronach. To klasyczny slow burn, który wciąga właśnie dlatego, że nie daje łatwych odpowiedzi, tylko pozwala obserwować, jak napięcie rośnie z każdym kolejnym starciem.
„Coma” to książka, którą czyta się zaskakująco lekko, mimo jej sporej objętości. Styl Mimi Lisette jest świeży, dynamiczny i pełen humoru, dzięki czemu kolejne rozdziały pochłania się niemal bez przerwy. Autorka ma niezwykły dar tworzenia świata, który wciąga od pierwszych stron — plastycznego, dopracowanego i pełnego detali, przez co naprawdę łatwo w niego uwierzyć.
Podczas lektury czułam, jakbym była obok bohaterów: przeżywała ich napięcia, śmiała się z ich dialogów i zagłębiała w tajemnice Comy. To jedna z tych historii, które zostają w pamięci dzięki emocjom, a nie tylko akcji — dają radość, ekscytację i to przyjemne poczucie, że chce się czytać dalej.
Mimi Lisette połączyła humor, dynamikę i subtelny romans w sposób, który sprawia, że książka staje się idealną lekturą „na jeden dzień”, a jednak zostawia po sobie dużo więcej. Zakończenie tylko podkręciło moją ciekawość — już czekam na kontynuację, bo po tak wciągającym świecie trudno po prostu odłożyć go na półkę.
Główna bohaterka budzi się w jeziorze. Naga, tak jak ją Pan Bóg stworzył. Nie wie, jak się nazywa, gdzie się znalazła ani co zrobić dalej. Mężczyzna, który znajduje się na brzegu, zabiera ją ze sobą i wtedy nadają jej nowe imię – Helena Trojańska. To akurat było zabawne, choć ironiczne – oraz przydział. Tyle że jest z nią coś nie tak. Z jednej strony ma tatuaż, który świadczy o tym, że umarła, ale z drugiej system wskazuje na to, że znajduje się w śpiączce.
Okazuje się, że trafiła do Comy, świata na pograniczu żywych i umarłych. Zamieszkują go ci, którzy już zakończyli ziemski żywot, jak i ci, którzy znajdują się w śpiączce.
Helena zostaje wrzucona do oddziału wojskowego – najlepszego w całej Comie – Bad Boysów. Ich kapitanem jest Ice. I jego imię może mieć coś wspólnego z tym, że jest chłodny w obyciu. No i ten facet to legenda. Skrzyżowanie Chucka Norrisa, McGyvera i Bruce’a Lee. Właściwie to, gdyby mógł, byłby rekordem rekordów, które można pobić.
Helena (zwana również Dzidzią i B1B) nie odnajduje się w siedzibie Bad Boysów. Chłopaki z BB widzą w niej ofiarę losu i uprzykrzają jej życie.
Oni jej nie chcą, ona wcale nie chce tam być. Tyle że wydostać się z wyspy nie jest łatwo.
Świat Comy jest dość skomplikowany. Mamy tajemniczych Trzynastu, rebeliantów, stwory, które wcale nie są przyjazne, oraz inne oddziały żołnierzy. Wewnętrzna polityka i skomplikowane zasady sprawiają, że to wcale nie kraj mlekiem i miodem płynący. Dodatkowo wyspa dzieli się na kilka Miast, które spowija tajemnica. A najgorsze jest to, że nikt nie chce puścić pary z ust, więc Dzidzia sama poszukuje odpowiedzi. Czy pakuje się przez to non stop w kłopoty? A jakże! Czy robi sobie coś z tego? A w życiu!
Na pierwszy plan wysuwa się język. Jest to totalnie męski świat, przepełniony testosteronem oraz wulgarnymi i seksistowskimi odzywkami, więc dama raczej nie odnajdzie się w tym towarzystwie. Tyle że Helena, choć wygląda niewinnie, też ma swoje za uszami i potrafi się odciąć tak, że nawet wielki facet składający się z góry mięśni zapomni języka w gębie.
Akcja powieści skupia się początkowo na relacjach wewnętrznych BB. Podobnie jak główna bohaterka czułam się zagubiona, bo nagle pojawiło się za dużo postaci, a do tego poznanie świata przedstawionego wymagało ogromu koncentracji. I choć pierwsze rozdziały nie wzbudziły we mnie sympatii — ilość przekleństw i porównań do seksu była dla mnie zbyt duża — później poszło już gładko.
Mamy masę dialogów, ciętych ripost i nie zawsze tych najwyższych lotów. Mimo to jakoś zgrało się to z tymi chłopakami. To prości mężczyźni, napędzani adrenaliną oraz testosteronem. Autorka nadała im łatwe do zapamiętania ksywki, takie jak Cola, czy Big Boy. Ich największym atutem jest jednak lojalność oraz to, że traktują siebie jak rodzinę. A kiedy uznają cię za swoją, wskoczą za tobą w ogień.
Autorka powoli odkrywa karty. Helenie zaczynają wracać wspomnienia i okazuje się, że ma w Comie pewną misję. Szpiegowanie pod okiem zabójców wcale nie jest łatwe. Na zaufanie trzeba sobie zapracować, a przekonanie do siebie BB wcale nie należy do prostych zadań.
Mamy też mały wątek romantyczny. Między zimnym kapitanem a Heleną coś się dzieje, ale niestety żadne z nich nie chce się do tego przyznać. Wiele scen aż iskrzy od napięcia i to naprawdę dobra rzecz, bo nie lubię instant love. Najbardziej jednak kupiły mnie sceny, kiedy stawał w jej obronie. Wiecie, taka zasada: w oddziale możemy skakać sobie do gardeł, ale jeśli ktoś ją skrzywdzi, to go zabiję. To wiele mówi o nim jako dowódcy.
Ta książka to naprawdę cegiełka i nie brakuje w niej emocji. Sporo się dzieje, choć momentami jest po prostu przegadana. Niektóre dialogi niewiele wnoszą. Rozumiem, że część z nich ma bawić czytelnika, ale i tak jest ich tu od groma.
No i to zakończenie. Ech… Dzidzia znowu nawywijała, więc trzeba czytać drugą część.
Finalnie dobrze się bawiłam i z pewnością jest to książka jedyna w swoim rodzaju. Sporo nowej technologii, kreowanie rzeczywistości oraz sama wizja Comy sprawiają, że powieść wyróżnia się na rynku wydawniczym.
•• Czy śpiączka to koniec? A może dopiero początek? ••
🆁🅴🅲🅴🅽🆉🅹🅰 👇🏼
Często trafiamy na takie książki, które wywołują w nas mnóstwo skrajnych emocji. A czytanie ich sprawia, że podczas lektury unosimy się nad ziemią. Ostatnio coraz częściej sięgam po fantastykę i muszę przyznać, że bardzo lubię ten gatunek. I jakie było moje zdziwienie, gdy „Coma” przypadła mi do gustu już po kilku rozdziałach, a całość pochłonęłam w ekspresowym tempie. Ta historia tak mnie wciągnęła w swe sidła, że nie mogłam oderwać się od lektury dopóki nie przewróciłam ostatniej strony.
Autorka wykreowała fantastycznych bohaterów, jedni z miejsca przypadli mi do gustu, innych mimo usilnych starań nie dałam rady polubić, akcja natomiast toczy się w miarę równomiernym tempie - za co książka otrzymuje ode mnie kolejny spory plusik. Jedynie banalność i nieskomplikowanie tej książki non stop daje mi o sobie znać, ma to dla mnie jednak mniejsze znaczenie niż fakt, że ta historia zagwarantowała mi bardzo dobrze spędzony czas. Świat pełen magii, ale także brutalności. Opisany tak lekko i przejrzyście, że wdrążenie się w ten świat jest łatwy i przyjemny. Autorka nie przytłacza natłokiem informacji, który wprawia z zakłopotanie i czasami wręcz męczy.
Helena to bohaterka, której nie sposób nie polubić. Z wyglądu krucha i delikatna dziewczynka, a w środku mnóstwo siły i determinacji. Coma nie była dla niej przypadkowym miejscem, Helena znalazła się tam z konkretnego powodu i miała swój cel, który wymagał od niej całkowitego zaangażowania, siły, sprytu, odwagi i gotowości do poświęcenia. Trafiła tam jako farmakologiczna. Odmieniec. Mimo nawarstwiających się problemów, Helena ani razu nie dała odczuć, że chce się poddać. Uparcie dążyła do spełnienia misji. Ze spokojem znosiła wszelkie upokorzenia. Jednak sama nie była dłużna, jej cięty język nie raz zwiastował kłopoty. Jej postać nadała całej historii mnóstwo humoru i świeżości. Bo niby delikatnie mówiąc była ofermą, to wpasowała się w ich oddział perfekcyjnie. Kapitan nie miał z nią lekko. Helena nie słuchała jego rozkazów, a ich relacja oparta była na ciągłych potyczkach słownych.
Myślę, że spodoba się wszystkim osobom, które lubią dużo wartkiej akcji, ciekawych postaci oraz wykreowany świat, który tak różni się od otaczającej nas rzeczywistości. Na plus jest humor, jaki występuje w tej książce. Autorka ubarwiła całą fabułę zabawnymi dialogami, które wywołują w czytelniku niepohamowany śmiech. Nastawiłam się na lekką, niezobowiązującą historię fantasy, która zapewni mi rozrywkę i będzie mi się po prostu dobrze ją czytało w te jesienne wieczory. I uwierzcie mi jakie było moje zdziwienie, gdy ta historia wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie byłam w stanie się od niej oderwać i czytałam, ponieważ byłam bardzo ciekawa i przejęta losami bohaterów, a przede wszystkim chciałam wiedzieć jak to wszystko się zakończy.
„Coma. Słodkich snów” to prawie 800 stron literackiej uczty. Historia pełna emocji, zabawnych tekstów i wciągającej fabuły. Sprawdzi się idealnie podczas jesiennych, długich wieczór 🧡
Coma to miejsce upodabniane do czyśćca. Ci którzy tu trafiają dostają drugą szansę na życie. Jest jedno ale. Nie pamiętają nic z tego poprzedniego życia. Kimś takim jest Helena, która nie wie jak i po co tu trafiła. Rzucona w nowy skomplikowany świat próbowała się przystosować i wypełnić misję. Lecz miała przeszkodę w postaci kapitana i jego niesamowitego oddziału. Próbowała dążyć po trupach do celu, aż w końcu dotarła do miejsca, do którego tak usilnie starała się dostać…
Gdy widziałam pierwsze zapowiedzi tej książki wzbudziła ona moja ciekawość. Motywy i opis zwiastowały coś naprawdę dopracowanego i właśnie taka jest Coma. Autorka doskonale dopracowała ten świat i zasady jakimi jest rządzony. Sprawia, że świetnie możemy się wczuć i wręcz poczuć to miejsce na własnych zmysłach.
Mamy tu wielu bohaterów i niesamowite jest to, że każdy z nich jest naprawdę inny. Kolejny świetnie dopracowany przez autorkę aspekt.
Helena - nasza główna bohaterka to postać, którą zostanie w mojej pamięci na długo. Jej cięty i bezczelny język był świetnym elementem książki. Podobała mi się jej pyskująca i niezłomna postawa.
Ice - nasz zimny kapitan jest draniem i to okropnym, ale mamusiu, uwielbiam gościa. Jego potyczki z Heleną były po prostu przecudownym daniem głównym. Uwielbiałam jak bardzo Helena drażniła go samym swoim istnieniem, ich odzywki cięły jak miecze, a ja uwielbiałam każdą ich sekundę.
Nasi główni bohaterowie są jak ogień i ogień. Ta dwójka w jednym pomieszczeniu gwarantowała pożar, ale napięcie jakie między nimi panowało… to było coś niesamowitego. W każdym podtekście dało się je wyczuć.
Coma to naprawdę świetnie wykreowany świat, o niesamowitej charakterystyce krajobrazu, postaci i stworzeń. To historia o wewnętrznych walkach, zespole, lojalności i zaufaniu. To postaci o niesamowitych charakterach i hartowanych duszach. Nie ma co ukrywać ta pozycja to konkretna cegła, ale niesamowite w tym jest to, że autorka stworzyła spójną całość, która ani przez chwilę nie nudzi. Tu nie ma na to czasu. Akcja się rozpędza, kłamstwo goni kłamstwo, tajemnica stoi za tajemnicą, a my to wszystko płynnie odkrywamy.
Mimi ma naprawdę przyjemny do czytania styl pisania. Książka ma prawie 800 stron, ale tak gładko się przez nią brnie. Dostarcza wielu rozmaitych emocji. Była złość, szok, śmiech, oj dużo śmiechu. Humor się tej książki trzyma i to naprawdę na wysokim poziomie.
Coma to kawał naprawdę dobrej fantastyki, z nutą romantycznego napięcia, ale romans nie jest tu głównym wątkiem, jest dalekim tłem bo tu chodzi o coś znacznie więcej. Ale żeby się dowiedzieć o co dokładnie musicie przeczytać 😉
Ja wyczekuję drugiego tomu bo to jak skończył się ten jest po prostu nie do wybaczenia. Nie wiem jak mam iść dalej nie wiedząc co z bohaterami. Nie mam ani jednego przypuszczenia jak autorka poprowadzi dalej historię bo to jest nie do przewidzenia. I to jest w tym najlepsze.
Ja wyczekuję kolejnego tomu (oby jak najszybciej) a was gorąco zachęcam do świata Comy. Gwarantuje, że z tego snu nie będziecie chcieli się obudzić.
Helena budzi się w nowym miejscu, zostaje zabrana przez kapitana, który prowadzi ją na badania, okazuje się, że jest śpiącą, ale ma też tatuaż, przez co niewiadomo kim tak naprawdę jest. Zostaje przyłączona do zespołu Ice, który nie darzy jej z początku sympatią, czemu nie pomaga jej cięty język..
Helena nie pamięta swojego prawdziwego imienia, z czasem przypominają się jej pewne wydarzenia z przeszłości, w nowym świecie oprócz przetrwania, stara się dowiedzieć więcej na temat Mychy, i tego jak się do niej dostać. Dziewczyna dobrze kombinuje, lecz często zostaje wyprzedzona o kilka kroków, a jej plany zostają pokrzyżowane. Dodatkowo szybciej mówi niż przemyśli pewne sprawy, co zwiastuje tym, że często przyprawia innych o bóle głowy. Jest bohaterką barwną, która walczy o to na czym jej zależy.
Wszyscy z oddziału mają do niej problem, co nie zawsze kończy się na niej dobrze. Zostaje zrzuca z łóżka, gdzie roztrzaskuje nos, podpada Bigowi, większość przekonuje do siebie swoimi zdolnościami kulinarnymi, ale i udawanym związkiem z Colą. Mężczyźni są śmieszni, trochę głupiutcy, ale jak się ich pozna bliżej nie można ich nie lubić.
Już od początku książki, jest ona przepełniona dużą dawką poczucia humoru i śmiesznych sytuacji, do pewnego momentu mi to nie przeszkadzało, tak z czasem chciałam, żeby pewne rzeczy były bardziej poważne, chociażby moment gdy reszta oddziału Heleny udała się na niebezpieczną misję i rozmawiali przez słuchawki, podczas starcia z starszymi istotami, nie brakowało tam żartów, nie mogłam w takim przypadku uznać, że to ryzyko było wiarygodne, bynajmniej ja tak to odebrałam.
Zaintrygowała mnie za to kreacja świata, bo była to dla mnie nowość, taka druga szansa dla ludzi, gdzie z czasem zostawały przenoszone wspomnienia z poprzedniego życia. Sam system związany ze śpiącymi, tego jak żołnierze pilnowali spokoju i nie dotarcia do bramy, a wraz z tym cała otoczka stworzona wokół Trzynastu bardzo mi się podobały, mam wrażenie, że potencjał tego świata nie został jeszcze wykorzystany i wiele ciekawych elementów jeszcze mnie w nim zaskoczy, bo już nieraz tego doświadczyłam, a klimatu zdecydowanie dodało to, że książka została napisana w 2010 roku i elementy, które charakteryzują te lata zostały tutaj zawarte.
Dodatkowo wątek romantyczny, z początku główna bohaterka zaczyna udawać dziewczynę Coli, aby każdy z nich mógł na tym skorzystać, są bardzo realni w tej zmyłce, lecz to jak Helena i Ice działają sobie na nerwy, są swoim utrapieniem, gdzie widzimy jak na siebie działają, jest tak powolne, że trzeba być naprawdę cierpliwym, bo ta relacja nie jest oczywista, tam są wzloty i upadki, ja już w pewnym momencie nie wiedziałam jak określić to co się pomiędzy nimi tli, bo nie stanowi to głównego tematu książki i rozwija się bardzo powoli, przez co w pierwszej części nie ma dużo ich wspólnych momentów, a bynajmniej takiej ilości, która by dopełniła moją niecierpliwość.
Comy się nie czyta. Czasem się mówi, że jakąś książkę się łyka. Comy się nie łyka. Comę się pochłania, wielkimi kęsami, bo nie da się nią nasycić. Trzy dni wyjęte z życia. Trzy dni w świecie Comy. I nie żałuję ani sekundy.
Na początku byłam tak samo zagubiona jak Helena. I to było cudowne. To powolne odkrywanie świata razem z nią wciągnęło mnie totalnie. Nic nie było podane na tacy, wszystko trzeba było sobie poukładać w głowie. Helena jest bezpośrednia, ironiczna, emocjonalna i bardzo autentyczna. Czasem mnie irytowała, bo można do niej mówić, a ona i tak zrobi swoje, jak grochem o ścianę. Ale mimo wszystko ją polubiłam. Jest prawdziwa i niedoskonała.
Ale prawdziwym złotem tej książki jest Ice, czyli kapitan. Charyzmatyczny, dominujący, nieprzewidywalny i cholernie magnetyczny. Od pierwszych scen czuć, że to postać, która zdominuje historię. Jego relacja z Heleną to czyste złoto. Ich potyczki słowne czyta się z ogromną przyjemnością. Iskrzy między nimi non stop. Chemia jest tak intensywna, że momentami aż parzy. Było gorąco. Bardzo gorąco. I to nie tylko w sensie romantycznym, ale też emocjonalnym. Ciągłe napięcie, niedopowiedzenia, starcia charakterów. Uwielbiam takie relacje.
Postacie w tej książce są naprawdę świetnie napisane. Jest ich dużo, ale każda jest inna i charakterystyczna. Mimi zrobiła kawał dobrej roboty. Świat Comy jest bardzo ciekawy. Im bardziej go poznajemy, tym bardziej intryguje. Nadal uważam, że zasady tego świata są momentami zbyt słabo wyjaśnione, ale to pierwszy tom i wierzę, że w kolejnych wszystko się rozjaśni.
Ogromnym plusem jest humor. Jest go dużo i jest naprawdę dobry. Śmiałam się kilka razy na głos. Fajnie kontrastuje z poczuciem zagrożenia, które cały czas gdzieś wisi w powietrzu. Do tego miks gatunków. Fantasy, elementy militarne, romans i trochę psychologii z pytaniami o tożsamość. Wszystko gra.
Nie jest to jednak książka bez wad. Tempo akcji bywa chaotyczne. Momentami akcja pędzi jak szalona, a za chwilę zwalnia aż za bardzo. Czasami miałam wrażenie nierównego rytmu i zdarzało się, że delikatnie wybijało mnie to z lektury. Postacie drugoplanowe, choć sympatyczne i zabawne, często pełnią głównie funkcję humorystyczną. Na początku książki zdarzało mi się mylić Bad Boysów, bo chwilami zlewali się w jedną głośną grupę. Do tego emocjonalna intensywność praktycznie przez cały czas. Ciągle konflikty, napięcie, dramaty. Z jednej strony to super, bo nuda tu nie istnieje. Z drugiej strony bywa to emocjonalnie męczące i przydałoby się trochę więcej spokojniejszych momentów na złapanie oddechu.
Mimo tych minusów, dla mnie Coma to książka fantastyczna. Wciągająca, intensywna, pełna emocji i postaci, które zostają w głowie na długo po skończeniu lektury.
Podsumowanie i ocena Coma to historia, która pochłania bez reszty i nie pozwala o sobie zapomnieć. Ma swoje potknięcia, ale nadrabia je klimatem, bohaterami i emocjami. Ja przepadłam całkowicie i z niecierpliwością czekam na kontynuację.
A w tym wszystkim ląduje on, Helena Trojańska alias Dzidzia i wszystko szlag trafił 🤭🤭🤭(w końcu nazwa zobowiązuje🤣🤣🤣). Chodząca katastrofa, a raczej mamuśka dla swoich kurczaczków, znaczy żołnierzy elitarnej jednostki Bad Boys. Zupełnie do nich nie pasuje, ale i tak jakimś cudem stanie się częścią zespołu. W końcu kucharka, praczka i krzykaczka zawsze jest potrzebna🤣🤣🤣. Aż współczuję ich kapitanowi Ice'owi🤭🤭🤭. To ile krwi mu napsuła, to ile nerwów z nią miał, aż mu prawie żyłka pękła. Ale nasza Hela tak działa na ludzi, zwłaszcza na niego. Wygadana, wyszczekana i nie do przekrzyczenia, posiada zero instynktu samozachowawczego i ma swoje sekrety. To, że jej nie sprzątnęli w pierwszej dobie jest dla mnie tajemnicą. Dobrze, że oddział Bad Boysów to macho z ego jak Mount Everest, bo inaczej już dawno by po niej w depresję wpadli, a tak mają z nią niezły ubaw🤣🤣🤣. Ice to istny osobnik alfa, nie lubi sprzeciwu, ale naszej Helce życie jest niemiłe i cały czas wystawia jego cierpliwość na próbę. Do tego to największe cicho na wyspie w tych swoich okularkach z nieodłącznym papierosem w ustach, sieje postrach nawet we współtowarzyszach i zachwyt damskiej części. Na Helkę też działa, ale za Chiny nie da mu tej satysfakcji 🤭.
Uwielbiam wszystko w tej historii. To było ponad 600 stron genialnej przygody z humorem. Sarkazm, ironia i nie wybredne żarty. To jest mój humor, idealnie trafia do mnie. Ile razy śmiałam się jak głupia z tekstów Helki nie zliczę 🤣🤣🤣. Do tego akcja, tutaj nie ma czasu na nudę.
📚📚📚
- Żołnierzu, wyglądasz jak... - Gówno w słońcu, panie kapitanie - dokończyłam za niego. - Poleżę tu jeszcze chwilkę, dopóki muchy się nie zlecą. W końcu i tak jestem trupem."
📚📚📚
Historie poznajemy równocześnie z Helką. Po kolei odkrywamy o co tutaj chodzi i wcale to nie jest takie proste. Ten świat jest uludą, dla jednych piękną, dla innych koszmarem, a dla żołnierzy wojną z potworami, ale nie tylko. Coma to tajemnica, Coma to świat pomiędzy, Coma to nie rzeczywistość mimo, że się taka wydaje.
Uwielbiam chłopaków z oddziału. Każdy jest inny, zwariowany w różnym stopniu, ale razem tworzą jedną wielką szczęśliwa rodzinkę. Nawet teraz mają mamę kwokę🤭🤭🤭. Helka do nich pasuje, choć nie chce, ale ich nie da się nie polubić 🤭. Przeczytałam, pokochałam i cieszę się bardzo, że druga część była już na Legimi, jakbym miała długo czekać by poznać jak ta pierwsza część się kończy to bym się wkurzyła🤭😅.
Jeżeli lubicie oryginalne historie z genialnym humorem, to jest historia dla was. Ja uwielbiam, co pokazuje ocena i gorąco polecam🥰🥰🥰
Jaka ta książka była dobra 😍 To jest właśnie ten typ historii, przez którą chciałoby się stracić pamięć, aby móc przeczytać ją ponownie i przeżyć te same emocje co za pierwszym razem.
To prawdziwy slow burn 🔥 Nie doświadczycie tutaj romantycznych uczuć pomiędzy bohaterami od razu i o dziwo, wcale mi to nie przeszkadzało. Autorka tak świetnie poprowadziła relacje między wszystkimi postaciami, że naprawdę nie sposób narzekać. Ale proszę 🥺 czy w drugiej części może być więcej Ice’a i Heleny? 😭
Jeśli już mowa o autorce, muszę chylić przed nią czoła. Napisała tę historię w tak przyjemny i prosty sposób, że ciężko było mi się od niej oderwać. Cały świat Comy zachwycał mnie każdym nowym opisem miałam wrażenie, jakbym podążała u boku bohaterów i przeżywała z nimi przygody. A sceny akcji? 🤯 Czyste szaleństwo. Serce waliło mi bez przerwy ze stresu i niepewności, co wydarzy się dalej.
Uważam, że to idealna książka dla kogoś, kto nie miał jeszcze okazji sięgnąć po fantastykę. Powieść zawiera elementy tego gatunku, które świetnie sprawdzą się jako wprowadzenie. Coma zaskoczy was niejednokrotnie.
Nie mogę też pominąć faktu, że w tej książce znajdziecie sporą dawkę humoru, zwłaszcza typowego dla mężczyzn. Historia pokazuje rozwój więzi między Heleną a oddziałem Bad Boysów. Na pozór niebezpieczni i wulgarni, okazują się zdolni do nawiązania g��ębszej relacji z wiecznie pakującą się w kłopoty Heleną. Ta gromadka ma specjalne miejsce w moim sercu 🥰
Helena zdobyła moją sympatię już na pierwszych stronach. 🥰 To istny wulkan energii i posiadaczka niewyparzonego języka. Serio, momentami modliłam się, żeby przestała mówić, bo byłam święcie przekonana, że wplącze się w jeszcze większe problemy.
No i jest jeszcze Ice 🥰🥰 O boziu, jak ten mężczyzna potrafi zaskoczyć. Jego postać bardzo, ale to bardzo mnie intrygowała i mam nadzieję, że w kolejnej części poznamy go lepiej. Liczę tylko, że tym razem odegra inną rolę niż wyłącznie kapitan oddziału, inaczej moje serce chyba nie wytrzyma napięcia między nim a Heleną.
Ale nic nie przebije zakończenia. No i jak ja mam teraz spać spokojnie? Będę cały czas myśleć o tym, co się wydarzyło i jak mogła rozwinąć się cała sytuacja. Manifestuję kolejną część jak najszybciej 🥹
Jeśli chcecie się pośmiać, bliżej poznać męskie relacje w grupie przyjaciół, wciągnąć się w akcję i odkrywać ciągle nowe tajemnice, gorąco polecam wam świat Comy.
Q: Czy gdyby odebrano Ci wspomnienia, nadal był(a)byś tą samą osobą - czy stał(a)byś się tylko elementem systemu, który ktoś inny zaprogramował?
„Coma. Tom 1, część 1” autorstwa Mimi Lisette to historia, która z pozoru bawi się schematami, ale bardzo szybko zaczyna je podważać i skręcać w mroczniejszą, bardziej niepokojącą stronę. Świat Comy nie jest jedynie fantastyczną przestrzenią zawieszoną między życiem a śmiercią, to metafora kontroli, manipulacji i strachu przed pamięcią, która czyni nas tym, kim jesteśmy. Autorka umiejętnie buduje atmosferę ciągłego napięcia: czytelnik nigdy nie ma pewności, komu ufać, co jest prawdą, a co jedynie elementem narzuconego porządku. To uczucie dezorientacji bardzo dobrze współgra z sytuacją bohaterów i sprawia, że emocjonalnie wchodzimy w ten świat razem z Heleną.
Sama Helena to postać, która zaskakuje wielowymiarowością. Jej pozorna lekkość, ironia i humor nie są tu tylko ozdobnikiem, stają się mechanizmem obronnym, sposobem na przetrwanie w rzeczywistości, która próbuje ją złamać i zaszufladkować. Podobało mi się, że autorka nie idealizuje swojej bohaterki; Helena bywa impulsywna, zuchwała, czasem balansuje na granicy ryzyka, ale właśnie dzięki temu wydaje się autentyczna. Jej „misja” nadaje fabule kierunek, jednak równie istotna jest wewnętrzna walka o zachowanie siebie w świecie, który aktywnie próbuje ją przedefiniować. To opowieść o sile, która nie objawia się w brutalnej dominacji, lecz w sprzeciwie wobec narzuconych reguł.
Relacja z kapitanem Ice’em rozwija się powoli i bardzo świadomie. Nie jest to romans, który dominuje fabułę, lecz raczej napięcie emocjonalne i psychologiczne, stale obecne w tle. Ich interakcje są pełne drobnych gestów, niedopowiedzeń i słownych potyczek, które stopniowo odsłaniają pęknięcia w lodowej masce Ice’a. Bardzo doceniam to, że autorka pozwala tej relacji dojrzewać, zamiast przyspieszać ją na siłę. Dzięki temu emocje wydają się bardziej prawdziwe, a zaangażowanie czytelnika rośnie z każdą stroną.
Na poziomie tematycznym Coma porusza kwestie tożsamości, wolnej woli i ceny, jaką płaci się za bezpieczeństwo. Wojsko, hierarchia i system kontroli tworzą klaustrofobiczną przestrzeń, w której indywidualność staje się zagrożeniem. Motyw anomalii jest tu szczególnie mocny. Pokazuje, jak łatwo wykluczyć kogoś tylko dlatego, że nie pasuje do narzuconego schematu. Dla mnie to właśnie ta warstwa - obok emocji i relacji - czyni książkę czymś więcej niż lekką fantastyką romantyczną.
Czytałam tę historię z rosnącym napięciem i poczuciem, że to dopiero początek większej, bardziej złożonej opowieści. Zakończenie pozostawia niedosyt, ale w tym dobrym sensie - jako obietnicę, że kolejne części jeszcze mocniej rozwiną świat i jego tajemnice. To książka, która balansuje między humorem a mrokiem, lekkością dialogów a ciężarem tematów, i właśnie w tej równowadze odnajduje swoją siłę.
For me, it’s a story about memory, resistance and quiet power - the kind that doesn’t shout, but refuses to disappear.
To książka, która nie daje wszystkich odpowiedzi od razu, ale konsekwentnie buduje napięcie, zmusza do zadawania pytań i prowokuje do refleksji nad tym, kim jesteśmy bez wspomnień i jak łatwo system może odebrać nam indywidualność. Choć momentami chciałabym jeszcze głębszego wejścia w świat Comy, to jako otwarcie serii sprawdza się bardzo dobrze i skutecznie zachęca do sięgnięcia po kolejne części.
"Coma" autorstwa Mimi Lisette to jedna z tych książek, które dosłownie kradną czytelnika na własność. To historia, dla której bez wyrzutów sumienia zarywa się noc, byle tylko dowiedzieć się, co wydarzy się na kolejnej stronie. Dokładnie tak było w moim przypadku, a muszę przyznać, że w całym mijającym roku tylko dwie inne pozycje wciągnęły mnie tak mocno, co już samo w sobie jest dla tego tytułu najlepszą rekomendacją.
Wyobraźcie sobie, że zapadacie w śpiączkę. Jednak zamiast tkwić w zawieszeniu gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią, trafiacie do tytułowej Comy - alternatywnego świata, w którym lądują wszyscy nieprzytomni w realnej rzeczywistości. Nie jest to jednak sielankowa kraina, lecz miejsce rządzone twardą ręką przez wojsko i kilka zagadkowych postaci. Właśnie tam, za sprawą śpiączki farmakologicznej ląduje główna bohaterka - Helena. System nie klasyfikuje jej jednak jako zwykłego śmiertelnika, lecz jako anomalię, która natychmiast musi zasilić szeregi armii. Tak trafia do specyficznego oddziału "Bad Boysów". Początki nie są łatwe, ale Helena mimo braku wojskowego wyszkolenia dysponuje inną bronią masowego rażenia: niezwykle ciętym językiem. Z czasem ich wzajemna niechęć przeradza się w więź przypominającą rodzinę. Jednak dziewczyna z każdym tygodniem odzyskuje skrawki wspomnień i już wie, że jej obecność tutaj nie jest przypadkowa, a ona sama ma do wykonania niezwykle ważną misję.
To, co kupiło mnie całkowicie, to wszechobecny humor. Zazwyczaj nie jestem wylewna w okazywaniu emocji podczas lektury, a tutaj (co nie zdarzyło mi się od dobrych kilku lat) zaśmiałam się na głos! O licznych uśmiechach pod nosem nawet nie wspominam. Dialogi są żywe, naturalne i kipią od sarkazmu, a pomysł na świat jest niesamowicie oryginalny. Do tego dochodzi wątek miłosny w klimacie slow burn, który jest prowadzony z ogromnym wyczuciem, oparty na budowaniu napięcia i zaufania, a nie na tanich schematach. Całość napisana jest tak lekkim i przyjemnym stylem, że kolejne godziny ulatują niezauważenie. Jeśli szukacie historii, która całkowicie odetnie Was od rzeczywistości i dostarczy potężnej dawki emocji - Coma jest właśnie taką pozycją.
Historia Mimi Lisette wzięła mnie z zaskoczenia. Kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale już po kilku stronach wpadłam po uszy.
Helena budzi się w świecie Comy – miejscu zawieszonym między życiem a śmiercią, gdzie śpiący zapominają, kim byli, a wojsko pilnuje, by nie przypomnieli sobie zbyt wiele.
Helenka od razu zyskała moją sympatię. No bo jak mogłabym nie pokochać kogoś, kto nie pamiętając, kim jest, przedstawia się jako Helena Trojańska? No złoto! Jeśli lubicie silne bohaterki, które nie dadzą sobie w kaszę dmuchać, ugotują coś pysznego, a jak trzeba, to i ustawią sobie kilku wojskowych, to też ją pokochacie. Oczywiście Helenka jest też najgorszym możliwym żołnierzem i anomalią, przez którą dzieją się dziwne rzeczy, ale czy to ma jakieś znaczenie? 🤭
Sięgając po „Słodkich snów” musicie się przygotować na ogromną dawkę emocji i mnóstwo oryginalnych pomysłów. Świat Comy jest pełen niebezpieczeństwa, a ja z przyjemnością odkrywałam kolejne jego tajemnice.
Autorka ma talent do tworzenia wyrazistych postaci! Bohaterowie są charakterni, zabawni, pełni charyzmy, a czasem doprowadzają do szaleństwa. Oddział Bad Boysów jest cudowny. A ich kapitan... On to dopiero zawróci Wam w głowie! Chemia i napięcie pomiędzy bohaterami to istny kosmos!
Nie brak tutaj świetnego humoru (ostrzegam, że są też mocniejsze żarty, więc trzeba podejść do tego z dystansem).
Jeśli tak jak ja boicie się książkowych cegieł, to uspokajam – Comę czyta się błyskawicznie, a rozdziały napisane są tak, że zawsze chce się sięgnąć po kolejny. Wydanie jest bardzo „mięciutkie” i wygodne w czytaniu.
Nie macie pojęcia, jaką pustkę poczułam, gdy dotarłam do ostatniej strony. Tak się zżyłam z tym światem. Z Bad Boysami. Z Helenką i kapitanem Ice’em. Coś czuję, że będziecie cierpieć jak ja. Zwłaszcza, że ta część kończy się w taki sposób. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko wyczekiwać wieści o kontynuacji. A do tego czasu będę wracać do moich ulubionych fragmentów.
Ironia, absurd, Chuck Norris w wersji adaptowanej i Madonna w tle. Humor absolutnie mój vibe, a ja kupiłam tę historię w pakiecie deluxe.
𝐎 𝐜𝐨 𝐭𝐮 𝐜𝐡𝐨𝐝𝐳𝐢
Trafiamy do świata, w którym Donna M. śpiewa piosenki Madonny (tak, to się dzieje i tak, ma sens… na swój sposób). Fabuła balansuje między celowym chaosem a świadomą przesadą, a my – zamiast logicznego porządku – dostajemy emocjonalny freestyle. Fabuła nie prowadzi cię za rączkę — raczej puszcza oko, mówi „ogarniesz” i biegnie dalej, czasem trochę za szybko, czasem celowo kręcąc się w kółko.
Są momenty, kiedy akcja delikatnie się rozciąga, są też takie, gdy leci na łeb na szyję, ale… dokładnie tego się tu spodziewałam. Ta historia nie chce być grzeczna, uporządkowana ani przewidywalna. Ona chce bawić. I robi to bez kompleksów.
𝗕𝗼𝗵𝗮𝘁𝗲𝗿𝗼𝘄𝗶𝗲 & 𝗿𝗲𝗹𝗮𝗰𝗷𝗲
Helena i galeria Bad Boysów to mieszanka wybuchowa. Z pozycji obserwatorki z tłumu patrzyłam, czy tym razem Helena przegnie — i jeśli tak (zawsze przegina) – to kto dostanie rykoszetem. Relacje są intensywne, chwilami przerysowane, ale świadomie — tu nie ma udawania subtelnej psychologii, jest emocjonalna jazda bez pasów.
𝗞𝗹𝗶𝗺𝗮𝘁 & 𝗲𝗺𝗼𝗰𝗷𝗲
Adaptowane teksty o Chucku Norrisie? Złoto. Humor ironiczny, pełen wrzutek, mrugania okiem do czytelnika i jazdy bez trzymanki. Albo wchodzisz w ten klimat, albo odbijasz się od ściany. Ja weszłam i zostałam.
𝐃𝐥𝐚 𝐤𝐨𝐠𝐨
Dla czytelników z dystansem. Dla tych, którzy lubią ironię, świadomy chaos i książki, które bardziej chcą dać rozrywkę niż wykład z logiki narracyjnej. Jeśli lubisz, gdy fabuła czasem się potknie, ale robi to z wdziękiem — może ci się tu spodobać.
𝗪𝗲𝗿𝗱𝘆𝗸𝘁
Ja weszłam w ten klimat i nie miałam potrzeby z niego wychodzić. Kupuję tę historię z całym dobrodziejstwem inwentarza, z dłużyznami, z przyspieszeniami i z humorem, który jest absolutnie mój. Bawiłam się świetnie i dokładnie tego oczekiwałam.
Jak rozumiem, jest to pierwszy tom serii (a nawet część pierwsza pierwszego tomu), a nie zostało wyjaśnione właściwie nic.
Cała książka opierała się na pełnych cringu, w większości obrzydliwych żartach, wyrwanych rodem z 2005 roku. W ogóle podczas czytania odnosilam wrażenie, że te “śmieszne” teksty bohaterów i w ogóle całe poczucie humoru było niesamowicie wymuszone, a przez to sztuczne.
Serio, główna bohaterka została przydzielona do żołnierzy, a jedyne co robiła to gotowanie obiadków dla swoich kolegów? XDD Typiara nie brała udziału w żadnej misji, ledwo co na treningi chodziła. Po kiego grzyba oni ją tam trzymali? Ciekawi mnie też, co jest w niej takiego szczególnego, że nagle każdy typ na nią leci? Dosłownie każdy.
Jej relacja z kapitanem jest dla mnie niezrozumiała. Typ mówi, ze mu na niej zależy, ale dlaczego? Co do tego doprowadziło? To wie chyba jedynie autorka. . Jestem bardzo zawiedziona, bo pomysł na fabułę wydał mi się fajny, ale to jak zostało to poprowadzone pozostawia wiele do życzenia. W ogóle nie wiadomo o co chodzi w tej fabule, gdyby autorka więcej czasu poświęciła na opis wspomnień głównej bohaterki, a mniej na sceny gotowania dla kolegów, może byłabym w stanie zrozumieć jej motywację. Ale nie rozumiem.
Idealnie wyważony humor w świecie Comy, gdzie poznamy takich Bad Boysów, że będziemy się zastanawiać czy na pewno chcemy się obudzić? Helena Trojańska trafia na Kapitana, wychodząc nago z jeziora, czy można lepiej zacząć przygodę? Poszukiwanie siostry, odkrywanie świata Comy, walka o przetrwanie w najlepszej drużynie militarnej w tym świecie, bycie gwoździem do trumny Kapitana, gotowanie, wychowywanie dorosłych chłopów, niebezpieczne misje, cięty język i nietuzinkowy humor. Czego chcicieć więcej od książki? Jeżeli lubiłeś akademie policyjną czy 13 posterunek to ta odmiana militarnego żartu sprawdzi się i u ciebie. Nie musisz mi wierzyć, ale nie mogłam się od tej książki oderwać na tyle, że pochłonęłam ją w jeden weekend! Jeden z slow burnów, który się nie dłuży, jedyne na co czekam to na drugi tom.
Fajny, na prawdę fajny pomysł na świat. O tutaj chyba koniec komplementów. Czyta się to jak jakieś fanfiction, jest to głównie zlepek “śmiesznych” tekstów rodem z kawałów o Chucku Norrisie, lekko okraszony fabuła. Postaci do bólu sztampowe, posiadające jedną cechę charakteru.
Dodatkowo książka niby wyśmiewająca szowinistyczne podejście a jednak do bólu obrzydliwa pod tym kątem (chłopaki mnie pokochają jak zrobię im obiad!), aż ciężko uwierzyć że napisała to kobieta.
Z kategorii “ciężko uwierzyć”, na początku myślałam że nieporadność językowa w nazywaniu rzeczy bierze się ze słabego tłumaczenia. W podziękowaniach okazało się ze autorka jest Polką, co zostawiło mnie już totalnie zmieszaną. Jak do tego doszlo? Nie wiem.
Jakby nie to ze mialam audiobooka i duzo sprzątania w weekend to w życiu bym nie dotarła do końca.
Okeeeej, tego się nie spodziewałam 🤯🤯🤯 Nawet nie wiem kiedy te 770 stron minęło, świetne opisy, genialne poczucie humoru (jak wariatka uśmiałam się do łez w wieluuuu sytuacjach) wartka akcja, więc ani przez chwilę nie było nudno, ale to zakończenie... 😭 z niecierpliwością czekam na drugą część!! ❤️
(Możliwy spojler) Jedyne co mnie bolało, to zachowanie głównej bohaterki w końcowych rozdziałach - Dlaczego nie mogła powiedzieć im prawdy?? Tak bardzo chciałam, żeby im zaufała, przecież to było wiadome, że nic by jej nie zrobili... a Helenka nieustająco wolała być przekonana, że poradzi sobie sama i dlatego mamy takie zakończenie 🥲 Bolał mnie ból Ice'a, że mu nie ufa... Przez to, że książka jest tak dobrze napisana czułam się jakbym była z nimi w Comie i kilka razy w głowie krzyczałam JA CI POWIEM KAPITANIE O CO CHODZI!!!
Cóż mogę rzecz, bawiłam się przy tej książce ŚWIETNIE.. Byłoby 5 ⭐️, ale tak bardzo denerwowałam mnie główna bohatera, że no nie… na początku jej osoba, ten charakterek baaardzo mi się spodobały, tylko później poszło to w taką stronę, że zaczęła momentami drażnić. Miałam ochotę udusić ją gołymi rękami jak Ice…
No i dawno nie czytałam takiej książki, która wciągnęła mnie do reszty… Zerwałam dla niej nockę Ukłonik 🙂↕️
3,5 Mam chyba inne poczucie humoru niż autorka, bo zaśmiałam się z 2 razy, a zażenowana byłam z 20-cia. Dlaczego więc dość wysoka ocena? Niezwykle to było oryginalne i za to wielki +, bo czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Był też prawdziwy slow burn. Tak się to powinno robić. Jestem zaintrygowana, przeczytam drugą część, choć mam nadzieję, że będzie miała mniejszą objętość Tu spokojnie możnaby wyrzucić z 200 stron i nic by się nie stało.
Ta książka to bezbek i jest napisana serio słabo… a jednocześnie czyta się ją bardzo szybko. Gdy w końcu pojawiła się jakaś akcja to tom 1 się skończył. Główna bohaterka jest tępą dzidą, która uważa się za mądralę. Pomysł na świat ciekawy, ale zbudowany nieco po omacku.
Pierwszy DNF w tym roku i oddłuższego czasu. Miał być Hit okazał się seksistowski KIT. Jestem bardzo zła, bo nastawiałam się na naprawdę dobrą historię, bo dużo o niej widziałam zachęcających treści, a okazało się, że są bez pokrycia. Szkoda bo pomysł fajny, ale postacie... brak słów.
2.5/5 Wymęczyłam to ostatnimi kroplami mojej silnej woli 🫠🙈 Świat i jego kreacja świetna, bardzo ciekawa i intrygująca. Ale 800 stron humoru, który totalnie nie przypadł mi do gustu to było za dużo. Brakowało mi tu momentów, gdzie ten humor nie był na pierwszym planie.
Poczucie humoru, postać Helenki i bad boysow (wszystkich z ekipy) są mega zabawni. Kocham, kocham! Czyta się sprawnie. Jedynie co mi nie leżało to wątek rodzinny - poszukiwanie tej siostry. Ja tego nie potrzebowałam