„– Mierzyłem do ciebie z broni, a ty i tak przy mnie zasnęłaś. Wiesz, o czym to świadczy, żołnierzu?
– Że jesteś nudny jak flaki z olejem?
– Że jednak trochę mi ufasz.”
Między pamięcią a zapomnieniem rodzi się odwaga, której wcześniej nie potrafiliśmy w sobie dostrzec.
Helena budzi się w Comie — tajemniczej przestrzeni zawieszonej między życiem a śmiercią, gdzie śpiący tracą wspomnienia, a wojsko pilnuje, by nikt nie odzyskał ich zbyt szybko. Zamiast stopniowego wtopienia się w ten świat, jej pojawienie się natychmiast wywołuje alarm: system rozpoznaje ją jako anomalię, coś, czego w Comie nie powinno być.
Gdy trafia do elitarnej jednostki pilnującej porządku, szybko odkrywa, że Coma nie jest tylko miejscem przechowywania śpiących — to złożona struktura pełna tajemnic, ukrytych zasad i niebezpiecznych zależności. Z każdym kolejnym dniem Helena coraz wyraźniej widzi, że w tym świecie nic nie dzieje się przypadkiem, a jej pojawienie się może mieć znacznie większe konsekwencje, niż ktokolwiek przypuszczał.
Coma kusi, zwodzi i przeraża jednocześnie — a odkrycie prawdy może kosztować więcej, niż tylko przebudzenie.
Helena to bohaterka, która od razu przyciąga uwagę swoją mieszanką delikatności i siły. Choć z wyglądu wydaje się krucha, szybko udowadnia, że ma w sobie więcej determinacji, sprytu i odwagi, niż mogłoby się wydawać. Trafia do Comy z konkretnym zadaniem i od pierwszych chwil widać, że nie jest tu przypadkiem — jej misja wymaga chłodnej głowy, uporu i gotowości na każde wyrzeczenie.
Nawet gdy sytuacja robi się trudna, Helena nie traci rezonu. Jej cięty język, humor i zadziorność potrafią rozładować napięcie, a jednocześnie dodać historii lekkości. Ale jest w niej też ciepło — potrafi zadbać o innych, przynieść im odrobinę normalności w tym dziwnym świecie i stworzyć atmosferę, która przypomina o życiu sprzed Comy.
To postać pełna sprzeczności, ale właśnie dlatego tak wyrazista. Silna, wytrwała, a przy tym zaskakująco ludzka — i taka, której naprawdę chce się kibicować.
Kapitan Ice to uosobienie chłodu i dyscypliny — dowódca, który zawsze trzyma emocje na wodzy i działa według wypracowanych zasad. Sprawia wrażenie kogoś nieprzystępnego, twardego i odpornego na jakiekolwiek rozproszenia.
Ale pojawienie się Heleny wytrąca go z tej idealnie uporządkowanej równowagi. Jej obecność go drażni, fascynuje i zaskakuje, choć sam nie chce się do tego przyznać. Pod lodowatym opanowaniem kryje się ktoś znacznie bardziej złożony — lojalny, czujny i niebezpiecznie podatny na to, co w nim porusza.
Bad Boys to ekipa, która natychmiast kradnie każdą scenę, w której się pojawia. To wojskowy oddział o wielkich mięśniach, jeszcze większych charakterach i wyjątkowej dynamice, która sprawia, że książka momentami przypomina wciągający serial akcji. Ich obecność dodaje historii humoru, energii i takiej lekkości, dzięki której nawet najbardziej napięte momenty nabierają barwy.
Mimo ostrego temperamentu i wojskowej surowości, są niesamowicie lojalni — zarówno wobec siebie, jak i wobec tych, których uznają za „swoich”. W relacjach z Heleną potrafią być zarówno wsparciem, jak i źródłem niekończących się potyczek słownych, które rozbrajają atmosferę. To właśnie oni sprawiają, że Coma żyje, oddycha i bawi, a każda scena z nimi to mały show sam w sobie.
Relacja Heleny i Ice’a to czyste napięcie: zderzenie żywiołu z lodem. Ona prowokuje i rozbraja humorem, on trzyma emocje na dystans, choć każde ich spotkanie wyraźnie burzy jego spokój.
Między nimi od początku coś iskrzy, ale rozwija się to powoli — drobnymi gestami, zgryźliwymi uwagami i chwilami, w których zapominają, że powinni stać po przeciwnych stronach. To klasyczny slow burn, który wciąga właśnie dlatego, że nie daje łatwych odpowiedzi, tylko pozwala obserwować, jak napięcie rośnie z każdym kolejnym starciem.
„Coma” to książka, którą czyta się zaskakująco lekko, mimo jej sporej objętości. Styl Mimi Lisette jest świeży, dynamiczny i pełen humoru, dzięki czemu kolejne rozdziały pochłania się niemal bez przerwy. Autorka ma niezwykły dar tworzenia świata, który wciąga od pierwszych stron — plastycznego, dopracowanego i pełnego detali, przez co naprawdę łatwo w niego uwierzyć.
Podczas lektury czułam, jakbym była obok bohaterów: przeżywała ich napięcia, śmiała się z ich dialogów i zagłębiała w tajemnice Comy. To jedna z tych historii, które zostają w pamięci dzięki emocjom, a nie tylko akcji — dają radość, ekscytację i to przyjemne poczucie, że chce się czytać dalej.
Mimi Lisette połączyła humor, dynamikę i subtelny romans w sposób, który sprawia, że książka staje się idealną lekturą „na jeden dzień”, a jednak zostawia po sobie dużo więcej. Zakończenie tylko podkręciło moją ciekawość — już czekam na kontynuację, bo po tak wciągającym świecie trudno po prostu odłożyć go na półkę.
Motywy to: slow burn, strong mfc, humor, tajemnice, akcja, lojalność, zderzenie charakterów.