„Co ma piernik do wiatraka i inne językowe rozkminy” Weroniki Zych to lekka i humorystyczna podróż przez świat polskich związków frazeologicznych. Autorka, znana z Instagrama jako Fireverka, zebrała i objaśniła niemal sto powiedzeń – od tych dobrze znanych, jak „żyć na kocią łapę”, po rzadziej używane, np. „dostać kociej mordy”. Każdy z nich opisany jest w przystępny sposób, z dużą dawką młodzieżowego humoru i odniesieniami do codziennych sytuacji. To sprawia, że książkę czyta się szybko, niemal jak rozmowę z koleżanką, która przy kawie rzuca barwnymi anegdotami. Całość uzupełniają ilustracje i quizy, które dodają publikacji lekkości i wizualnego uroku.
Jednak za tą atrakcyjną formą kryją się pewne braki. Wyjaśnienia są często dość skrótowe i pozostawiają uczucie niedosytu – etymologia i historyczne konteksty, które mogłyby dodać głębi, pojawiają się raczej marginalnie. Czasem narracja przypomina raczej scenki rodzajowe niż faktyczne analizy, co z jednej strony bawi, z drugiej – sprawia wrażenie pośpieszności i powierzchowności. Dorosły czytelnik, szczególnie pasjonat języka, może oczekiwać więcej konkretów i niuansów, zamiast młodzieżowej swady i żartów.
Trudno więc traktować tę książkę jako poważne kompendium. To raczej literacka rozrywka, skierowana przede wszystkim do młodszej publiczności, dla której frazeologizmy brzmią jak dziwactwa dziadków i warto je odczarować. Dla dorosłych – może to być lekka ciekawostka, ale nie pozycja, do której się wraca. Mimo tych ograniczeń Weronice udało się coś istotnego: pokazać, że język jest żywy, pełen humoru i nieustannie zaskakujący.
Przyjemność 3,5/5
Styl: 2,6/5
Historia: 3/5
Ocena: 3,06/5
goodreads - 3/5
thestorygraph - 3/5
lubimyczytac - 6/10