Historia o dziewczynie, która budowała wokół siebie mury, i o chłopaku, który cierpliwie je burzył.
Byłam dobra w ukrywaniu siniaków, nie emocji…
Zachodnia Kanada, turystyczne miasteczko, a w nim liceum Canmore, któremu sławę przynosi drużyna hokejowa i reprezentacja łyżwiarzy figurowych.
Uczennicą tej szkoły jest siedemnastoletnia Maeve LeBlanc, która zrobi wszystko, by pozostać w cieniu swoich tajemnic. Regularnie padająca ofiarą frustracji ojca i pragnąca uchronić przed złem całego świata swojego chorego brata nawet nie zauważa, kiedy wpuszcza do swojego życia kogoś zupełnie obcego. Kogoś, dla kogo po raz pierwszy będzie miała szansę stać się całym światem.
Rzeczywistość, w której nikt nie jest tym, za kogo się podaje.
Gdzie główną rolę odgrywają pozory, maski i kłamstwa.
Gdzie duchy przeszłości przychodzą bez zaproszenia, a traumy sprzed lat wracają bez zapowiedzi…
Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.
Pióro Martyny jest już mi znane, ponieważ 𝐛𝐥𝐚𝐝𝐞 przeczytałam wcześniej na Wattpadzie, przez co podczas czytania, czułam się, jakbym wróciła do domu. Bo właśnie tym jest dla mnie ta historia, moim domem.
Mimo tego, że niektóre sceny pamiętałam, to dalej wywoływały we mnie ogrom emocji, szczególnie te smutne i wzruszające. Czułam wtedy taki wewnętrzny ból - którego sama nie umiem do końca opisać - więc wiem, że Martyna zrobiła świetną robotę opisując uczucia bohaterów.
Historia zawiera dużo cudownych motywów, np. 𝐟𝐨𝐮𝐧𝐝 𝐟𝐚𝐦𝐢𝐥𝐲, na którym chciałabym się teraz skupić. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszyłam, kiedy Maeve znalazła swoją grupę przyjaciół, którzy okazywali jej ogromne wsparcie. Zasłużyła na taką przyjaciółkę jak Samantha i dało się poczuć, że ona także potrzebowała głównej bohaterki. Pokochałam również trio - Maeve, Fane’a i Corey’a. Byli przezabawni, szczególnie w scenie, gdy pojechali pod dom White.
Muszę też dodać małą wzmiankę o Benie. Dzieciak był świetny i dodał tej książce dużo humoru. Jest z niego totalna diva.
𝐒𝐥𝐨𝐰 𝐛𝐮𝐫𝐧 w tej historii był PRZECUDOWNY. Jeśli ktoś mnie zna, to wie, że jestem fanką tego motywu, a to jak został poprowadzony w tej książce, sprawiło, że po prostu przepadłam dla relacji Fane’a i Maeve. Uwielbiałam to, jak główny bohater szukał kontaktu fizycznego, nawet tego najmniejszego, z Vee. To, jak bardzo się o nią troszczył, jak drzwi do jego domu zawsze były dla niej otwarte, i każdy sprawiał, że ona czuła się tam bezpiecznie. Brakowało jej rodzinnej atmosfery, a jego rodziną ją jej dała. Od początku Fane dawał Maeve małe znaki, że jest w niej zauroczony oraz zazdrosny o nią, i nawet nie wiecie jak śmieszyła mnie scena, gdy ona myślała, że to Corey mu się podoba.
Jeśli chodzi o postać Fane’a - dajcie mu szansę. Na początku może okazać się nieprzyjemny i zimny, jednak w późniejszych losach, gdy się go lepiej pozna, zobaczycie, że jest on najbardziej opiekuńczym i kochającym chłopakiem. Przepadniecie dla jego słów oraz akcji. Natomiast Maeve… żadne słowa nie opiszą tego, jak bardzo jest mi jej szkoda. Przeszła naprawdę wiele, jednak jej piekło się nie skończyło, a nawet z wiekiem stawało się gorsze.
Jak już jestem przy głównej bohaterce, to muszę wspomnieć o Mikey’u. Mimo tego, że jego choroba była wątkiem pobocznym, nie został ona pominięta, a wręcz przeciwnie, była bardzo dobrze poprowadzona. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy brata Maeve, i mam nadzieję, że będzie z nim dobrze.
W tej historii nie zabraknie także napięcia. Nie tylko tego między bohaterami, ale także tego z wątkiem o tajemniczej kobiecie. Powiem wam, że nieźle namieszał mi on w głowie, bo mimo tego, że nie było go zbyt wiele, wciągnęłam się w ten wątek i dalej o nim myślę. Totalnie nie mogę się doczekać momentu, w którym dowiem się, kim ona jest.
Natomiast zakończenie wypruło ze mnie wszystkie emocje. Czułam pustkę i po prostu patrzyłam na tę książkę ze zdziwieniem oraz ze szklanymi oczami.
„Blade” to historia pełna bólu, lecz także miłości, zrozumienia i wytrwałości. Dotrze do waszych serc i prawdopodobnie je roztrzaska, jednak powoli oraz delikatnie poskleja je na nowo. Nie opuści waszych myśli na długi czas i jestem pewna, że podczas czytania przeżyjecie niezły rollercoaster emocjonalny 🙈
2,75 ⭐️ Szczerze mówiąc strasznie nudne to było. Historia jakich pełno na wattpadzie, przetarte motywy i w dodatku zdecydowanie za długa. Liczyłam na coś lepszego. Bardzo mnie rozczarowała.
„Blade” autorstwa Martyny Mitrowskiej to debiutancka powieść młodzieżowa, która swoją premierę będzie miała już niebawem 20 stycznia, ale już wzbudza spore zainteresowanie. Osadzona w malowniczym, kanadyjskim miasteczku Canmore historia łączy w sobie wątki obyczajowe, emocjonalne oraz romantyczne, skupiając się na trudnych doświadczeniach dorastania, traumach i skomplikowanych relacjach międzyludzkich.
📚 FABUŁA
Główną bohaterką powieści jest siedemnastoletnia Maeve LeBlanc, uczennica liceum mieszkająca w turystycznym Canmore, miejscu znanym z zimowych sportów, lodowisk i hokejowych ambicji. Maeve stara się trzymać ludzi na dystans, skrupulatnie ukrywając swoją przeszłość oraz emocje, z którymi zmaga się na co dzień. Jej życie rodzinne jest dalekie od ideału — trudna relacja z ojcem oraz choroba młodszego brata Mickey’ego kładą się cieniem na jej codzienności. Sytuacja Maeve komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w jej życiu pojawia się Fane — nowy, tajemniczy chłopak, który od samego początku budzi w niej sprzeczne emocje. Ich relacja rozpoczyna się w atmosferze niechęci i napięcia, stopniowo jednak przeradza się w coś znacznie głębszego. Na tle szkolnych realiów, rywalizacji i codziennych problemów młodych ludzi autorka buduje historię o zaufaniu, strachu przed bliskością oraz sekretach, które mogą zniszczyć wszystko.
✨ MOJA OPINIA
Choć „Blade” należy do literatury młodzieżowej, Martyna Mitrowska pisze w sposób zaskakująco dojrzały. Z ogromną wrażliwością i wyczuciem porusza tematy traum, choroby, problemów rodzinnych oraz emocjonalnych barier, z jakimi mierzą się bohaterowie. Styl autorki jest lekki i przystępny, co sprawia, że książkę czyta się bardzo płynnie, nawet mimo obecności trudnych i momentami bolesnych wątków. Na szczególną uwagę zasługuje świetne wyważenie dialogów i opisów — rozmowy między bohaterami są naturalne, a opisy nie przytłaczają, lecz budują klimat i pogłębiają psychologię postaci. Wydanie książki również zachwyca pod względem graficznym, co dodatkowo wpływa na przyjemność z lektury. „Blade” okazało się dla mnie niezwykle udanym debiutem, który zdecydowanie zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejny tom serii „Canmore”. Książka była emocjonująca i angażująca, a największe wrażenie zrobiła na mnie głębia psychologiczna, jaką autorka nadała dwóm głównym bohaterom — Maeve i Fane’owi. Szczególnie doceniam powolne, konsekwentne budowanie wątku romantycznego. Motyw enemies to lovers został tu poprowadzony bardzo naturalnie, a relacja rozwija się w idealnym tempie slow burn, przez niemal całą książkę, co tylko potęguje napięcie emocjonalne. Dodatkowym atutem jest sekret rodzinny, który wprowadza nieustanne poczucie niepokoju i ciekawości. Jednocześnie nie sposób nie wspomnieć o poruszającym wątku chorego brata, Mickey’ego. Jego historia jest smutna, ale niezwykle ważna — od pierwszych stron chce mu się kibicować i trzymać za niego kciuki aż do samego końca. To właśnie takie elementy sprawiają, że „Blade” zostaje z czytelnikiem na dłużej.
Czasami zastanawiam się czy posiadam jakiś czytelniczy szósty zmysł, bo nie wiem jak w inny sposób wytłumaczyć jakieś dziwne przyciąganie do książki, która nie została jeszcze wydana, nie posiada tak naprawdę żadnych opinii i nie jestem powieścią autorki, której twórczość już znam i w jakimś stopniu znam. Z jakiś względów czekałam jednak na premierę debiutanckiej książki Martyny Mitrowskiej, a tuż po niej zabrałam się za lekturę. I absolutnie nie żałuję! „Blade” to pozycja, która w taki powolny, delikatny sposób snuje opowieść o pierwszej miłości. Martyna Mitrowska pozwala dojrzeć relacji między Maeve i Fanem - mnóstwo tu takich drobnych gestów, przejawów troski i subtelnych działań. Ta historia momentami jest frustrująca, głównie przez wzgląd na zachowanie głównych bohaterów i metody podrywu znane ze szkolnych korytarzy (wiecie, przypadek Gilberta, który okazywał swoje zainteresowanie Anią ciągnąc ją za warkocze i nazywając marchewką). Ale jest frustrująca w taki niesamowicie ludzki sposób - w jakimś względzie te działania pasują zresztą do bohaterów; do ich życiowego zagubienia, pewnej naiwności i nieporadności. A ponadto „Blade” jest historią nie tylko o miłości - to opowieść, o przyjaźni tak silnej, że stanowi niemal rodzinę z wyboru; o pasji, która pomaga w radzeniu sobie z codziennymi trudami; i o tym, że czasami w czterech ścianach dzieją się rzeczy, których nie powinien doświadczać żaden człowiek, a już na pewno nie młoda osoba, wkraczająca dopiero w dorosłość. Martyna Mitrowska pisze o tematach trudnych i bolesnych - alkoholizmie, przemocy domowej i chorobie bliskiej osoby - ale wykazuje się w tym ogromną empatią i delikatnością; a całość równoważona jest scenami, które wywołują przyjemne uczucie ciepła, czy uśmiech na twarzy (postać Bena dodaje całości taki pierwiastek humoru). Zarysowany zostaje też pewien wątek osnuty taką tajemnicą, który tak naprawdę dopiero zaostrza zainteresowanie czytelnika na ciąg dalszy. Czy polecam? Zdecydowanie tak! Polityka wydawnictwa beYA jest ostatnio szeroko komentowana w bookmediach w kontekście rezygnacji z wydawania kolejnych tomów serii debiutantów, ale mam nadzieję że doczekamy się kontynuacji losów Meave i Fane’a. Zwłaszcza, że Martyna Mitrowska kończy pierwszy tom w momencie, który zostawia czytelnika ze złamanym sercem i pragnieniem dalszego ciągu.
Boze jak ja to kocham nie wiem czy to przez sentyment jaki mam do tej ksiazki bo czytalam ją na watt od pierwszych rozdzialow czy co ale po prostu ją uwielbiam. ciezko mi napisac o tym cos wiecej bo wydaje mi sie ze przez to ze znam dalsza czesc historii to odbieram ja juz inaczej, ale: bardzo podoba mi sie ogolnie cala linia fabularna i to ze romans nie jest jedynym wątkiem w calej historii. problem przemocy w domu zostal naprawde dobrze opisany i jestem wdzieczna za to ze ktos to robi bo w duzym stopniu utozsamiam sie z bohaterką i nie powiem, w niektorych momentach ciezko mi sie to czytalo przez to, bo widzialam w maeve siebie :(( jest niesamowicie silna osobą i odnalazłam w niej poniekąd oparcie i zrozumienie. a jesli chodzi o sam romans to KOCHAM FANE'a - doslownie moj typ 100%, nie ma toksycznosci, nie jest psychopata tylko ma swoj glupi plan na poczatku i przez to wychodza krzywe akcje ale nie ma zlych intencji, a to mila odskocznia od tych wszystkich wattpadowych sciekow XD nie ma tez tutaj takiego przeładowania seksualnego dzieki czemu nie skreca mnie na co drugiej stronie. jedyne co mnie irytuje to sposob odmiany imienia Mikey. mikeya? jak na moje to bardziej pasuje odmiana "mikey'ego' czytane "majkiego" ale to szczegol sory za chaotycznosc ale pisze to od razu po skonczeniu i nie widze przez łzy.
Takie młodzieżówki chcę czytać. Piękna, bolesna, zabawna i wzruszająca. Nie ma tutaj pośpiechu, ale książkę czyta się ekspresowo. Ich relacja rozwijała się idealnym tempem. Slow burn pierwsza klasa, serio. W młodzieżówce się jeszcze nie spotkałam z takim. Spojrzenie, delikatny dotyk, a na pierwszy pocałunek poczekamy sobie.
Nie wiem czy wytrzymam do drugiej części, polubiłam bohaterów, mogłabym poczytać o tym jak po prostu siedzą i rozmawiają o wszystkim i o niczym.
Rewelacyjny debiut, serioooo! Czytajcie to! Jak macie ochotę na dobry romans młodzieżowy z poważnymi tematami to nie wiem na co czekacie. Jak w drugiej części będzie wiecie łyżwiarstwa figurowego to będzie idealnie.
CO TO BYŁO, EMKA? JA POTRZEBUJĘ KOLEJNEJ CZĘŚCI I TO NA JUŻ.
Boże, przysięgam, że tak dawno nie byłam wciągnięta w żadną książkę jak tą. Pochłonęłam ją w tak szybkim tempie, że nawet nie zwróciłam uwagi kiedy przerzuciłam kartkę na ostatnią stronę. Brakuje mi słów, którymi bym mogła opisać moją miłość do tych bohaterów. Nie dowierzam, że to jest debiut, to jest istne arcydzieło i nie mam do czego się przyczepić.
Maeve i Fane... ich relacja była taka 😭 Kocham tę dwójkę jak i tych pobocznych.
Nie mogę wyjść z podziwu nad tą książką i nad tym, jak cudownie się na niej bawiłam, nie mogłam się od niej całkowicie oderwać.
PRZEPRASZAM BARDZO DLACZEGO TO SIE ZAKOŃCZYŁO W TAKIM MOMENCIE POTRZEBUJE DRUGIEJ CZĘŚCI NA JUŻ! Bardzo polecam tą książkę, porusza ona trudne tematy ale jest fantastyczna mogłabym ją czytać w kółko. 🥹🫶🏻
This entire review has been hidden because of spoilers.
Hejka! Dzisiaj zapraszam was na recenzję Patronacką ,,Blade”. Jestem najszczęśliwsza na świecie, że mogłam objąć ten tytuł swoim Patronatem, ponieważ jest to historia, która otula niczym najcieplejszy kocyk i wkrada się niepostrzeżenie do naszej głowy. Bohaterowie i klimat tej powieści mną zawładnęli. Popłyńmy razem z nimi i zanurzmy się trochę w tą historię.
Zachodnia Kanada…. Liceum Canmore….
Małe miasteczko, do którego uczęszcza Maeve. Z zewnątrz wygląda na normalną nastolatkę, która chodzi do szkoły i dorabia sobie do swojego kieszonkowego. Nikt jednak nie wie, że w domu jest ofiarą przemocy ze strony swojego ojca, który wszystkie pieniądze przepija, więc to ona musi trzymać rękę na pulsie, zwłaszcza iż jej młodszy brat jest ciężko chory.
Maeve nie chce przed nikim pokazać prawdziwej siebie, boi się, że jeśli ktoś wyburzy mury, które dookoła siebie wybudowała straci wszystko, a przede wszystkim brata, którego pragnęła trzymać od tego z daleka…
Historia pełna bólu. Płaczu. Wstawania z posiniaczonych kolan. Walki. Odkrywania siebie. Odnajdywania prawdziwej przyjaźni.
,,Blade” to nie są tylko słowa na papierze. To coś co spotyka wielu z nas. Ja też przez jakiś czas budowałam wokół siebie wysokie mury i nie chciałam dopuścić nikogo do środka. Bałam się. Co jeśli mnie nie zaakceptują, takiej jaka jestem… Nigdy nie byłam lubiana w szkole. A później chciałam być po prostu niewidzialna. Maeve to postać z której emocjami bardzo się utożsamiam. Musiała przeżyć za dużo, w tak młodym wieku. Dźwigać na barkach ogromny ciężar i jednocześnie wstawać codziennie z łóżka i zakładać maskę obojętności.
Jej ponurą codzienność zaburzył jednak Fane, który niezauważalnie wkradł się do jej życia i zaczął wyburzać cegiełka, po cegiełce wysokie mury, które dziewczyna wokół siebie zbudowała. Na początku mi również nie podobało się jego zachowanie… jednak później wszystko zaczęło mieć dla mnie sens.
Martyna nie daje nam tutaj banalnego romansu z wattpada. To książka pełna emocji, uczuć i walki o siebie. W dodatku prawdziwy slow burn, gdzie każde styknięcie się przez bohaterów palcami wywołuje iskry. Iskry, które podpalają ogień… A gdy on już wybucha… nie ma czego zbierać. Nie no żartuje, ale wiecie o co chodzi.
Poza głównymi bohaterami mamy też tych pobocznych, których również pokochałam. Samantha i Corey również są cudowni. Corey robi za takiego śmieszka i podrywacza, a Samantha jest dla mnie definicją prawdziwej przyjaciółki. To jak się zachowywała w stosunku do Maeve było cudowne. Naprawdę ją polubiłam.
Styl pisania Emki jest niezwykle przyjemny i gładki, co pozwala na szybkie pochłonięcie powieści. Martyna ma świetne poczucie humoru i sprawia, że możemy utożsamić się i zrozumieć bohaterów. Jednocześnie dawkuje nam humor i ból. Wybuchowa mieszanka. W dodatku klimat kanadyjskiego małego miasteczka i zimy, który czuć dookoła.. Zakochałam się i chciałabym odwiedzić tamte miejsca! Pojeździć na łyżwach z Maeve i rzucić krążkiem w łeb Fane’owi.
Kocham tą historię całym swoim sercem. Naprawdę. Kiedyś myślałam, że nie znajdę książki, która przebije moją ogromną miłość do historii Elli i Ducha, jednak here it is. Zdecydowanie ,,Blade” to zrobiło. Ci bohaterowie pozostaną ze mną na dłuższy, dłuższy czas.
EEEEE? Ale za zakończenie to ktoś powinien oberwać patelnią…