Staniesz się swoim najzajadlejszym wrogiem, ale w tym starciu nie zdołasz zwyciężyć. Eriena uciekła z Białych Wież, ale na jej drodze stanął wróg, którego nikt dotąd nie pokonał. Jedyną nadzieją na przeżycie jest dla niej pomoc człowieka, na którego Imperium wydało wyrok śmierci. By przetrwać, musi stać się taka jak on.
Ale czy zdrajcy można zaufać?
Uciekając przez ogarniętą chaosem Północ, ścigani przez dawnych towarzyszy i otoczeni przez wrogów, próbują dokonać niemożliwego. Bo jeśli Eriena chce ocalić tych, których kocha… musi umrzeć. Albo oddać się w ręce nieprzyjaciół i zapłacić cenę, której od niej zażądają.
Tylko ile warte jest życie, gdy straci się wszystko inne?
Ja wiem, że złożyłam obietnicę!!!!! Ale ... jak tak można?!?!?!?! Kiełbasa Jesuppa odhaczona 😂! Świetna kontynuacja. Akcja zwalnia, by pierwszeństwo oddać analizie wydarzeń z końcówki Półmroku. Uffff, przynajmniej początek książki ujawnia to czego sobie życzyłam dla bohaterów ( choć nie wszystkich 🥺🥺🥺), ale jak można później zrobić taki plot twist, a następnie zabić nadzieje czytelnika, tzw. gówno w wentylatorze, dosłownie na ostatnich stronach książki?!?!?! jak żyć?! a obyczajowo mogliśmy być świadkami takich dramatów...... ale nie.... K. Staniszewska to Martin, nie ma litości dla bohaterów.Do nikogo się nie przywiązujcie........ 🥺🥺🥺🥺
Niech lepiej pani autorka ma jakis dobry plan jak to odkręcić bo ja NIE ZGADZAM SIĘ na to jak to sie skończyło.
Dawno nie czytalam książki fantasy w której tak bardzo nie umialambym przewidzieć wydarzeń. To wszytko było tak znane, a jednocześnie poprowadzone w sposób wymykający sie schematom.
Czas ciemności nadszedł. Życie nigdy nie wydawało się tak zagrożone.
Eriena uciekła z Białych Wież. Udało jej się przetrwać, ale zapłaciła za to wysoką cenę. Utraciła częśc siebie. To, co w niej pozostało, zaczyna się zmieniać. Ciemność rośnie w jej sercu, a zaufanie staje się luksusem, na który trudno sobie pozwolić. Czy zdoła zaufać zdrajcy? I czy jest w ogóle zdolna do takiego kroku, nie wiedząc, dokąd ją to zaprowadzi?
Katarzyna Staniszewska wraca jak grom z jasnego nieba i rozsadza system „Godziną Wilka”. Ci, którzy pokochali „Półmrok”, mogą być pewni, że tym razem dostaną coś jeszcze lepszego, mocniejszego i bardziej dojrzałego. A jeśli ktoś jeszcze nie sięgnął po pierwszy tom, to naprawdę nie wiem, co tu robi. Serio. Idźcie dotknąć trawy, przewietrzcie głowę, a potem wróćcie i dajcie się porwać tej historii, bo przepadniecie bez reszty.
„Godzina Wilka” zaczyna się niemal dokładnie tam, gdzie kończy się „Półmrok”. Dla Erieny i jej towarzyszy nastał nowy, mroczniejszy etap. Świat, w którym przyszło im żyć, nie wybacza słabości, a każdy błąd kosztuje więcej, niż można by znieść. Eriena, nosząca w sobie coś więcej niż tylko własną duszę, musi przetrwać. A w tym świecie nie ma trudniejszej rzeczy do zrobienia.
Ciemność jest tu niemal namacalna. Czai się w mroku, obserwuje, szepcze, czeka, aż będzie mogła obnażyć kły i pazury. Wgryza się w umysły, osłabia je, namawia do najgorszego. Staniszewska w mistrzowski sposób buduje napięcie. Świat jej powieści żyje, oddycha i drży pod ciężarem nadciągającej katastrofy. To historia, w której nic nie jest oczywiste, a światło i mrok nieustannie ze sobą walczą.
Cala ta historia przesycona jest drobnymi poszlakami, fragmentami, które mówią wiele o przeszłości i przyszłości. Szukanie ich w tekście to czysta przyjemność dla uważnego czytelnika. Niezwykle satysfakcjonujące doświadczenie, które sprawia, że każda strona nabiera nowego znaczenia. Wyłapanie czegoś, co teoretycznie wydaje się drobiazgiem, a w rzeczywistości kryje istotne informacje pod warstwą tajemnicy, podnosi stawkę i wciąga jeszcze głębiej w tę mroczną grę.
Żeby było jasne, nikt w tej książce nie ma łatwego życia. Los bezlitośnie zrzuca lawiny na bohaterów, zasypując ich cierpieniem, stratą i trudnymi wyborami. Nikt nie wychodzi z tego starcia bez ran. To właśnie jest tak bardzo autentyczne, emocje i przeżycia, ktorych doświadczają bohaterowie. Oraz wybory, których nie chcą dokonywać bo nie niesą ze sobą niczego dobrego, jedynie wymagana jest mniejsza ofiara.
Postacie przeszły ogromną ewolucję od pierwszego tomu. W „Półmroku” momentami mogły się nieco zlewać, ale tutaj, każda z nich błyszczy własnym, niepowtarzalnym światłem (albo mrokiem). Staniszewska pięknie pokazuje ich wielowymiarowość. Bohaterowie nie są jednakowi. Czasem muszą wejść w największe bagno, by w końcu móc wyjść na suchy ląd. Każdy z nich niesie swój ciężar, a ich decyzje nie są ani łatwe, ani oczywiste.
To właśnie bohaterowie i świat stanowią serce tej książki. Ale obok nich jest jeszcze język. Styl autorki jest jak stal: ostry, zimny, a przy tym boleśnie piękny. Jej opisy trafiają czysto jak miecz przebijający ciało, zostawiają ślady i sprawiają, że czytelnik naprawdę czuje ten świat. Jego chłód, ból i surowe piękno. To historia, która w idealny sposob opisuje bezwzględność świata. Każde słowo ma tu znaczenie, każde zdanie potęguje klimat mroku i niepokoju. Ale również świetnym elementem jest tu naturalność dialogów oraz humor, który się pojawia. Nienachalny a buduje realność i świata i relacji.
Świat przedstawiony cały czas jest rozbudowywany, dowiadujemy się co rusz nowych ciekawych rzeczy. Jesteśmy świadkami historii, która się buduje oraz historii, która przemija. Znajdziemy tu wiele rytuałów, symboli, magicznych run, ludzi trzymających tajemnice tylko dla siebie, bezwzględnych osób dla których liczy się tylko władza.
„Godzina Wilka” to wspaniała kontynuacja, genialna historia, która pobija pierwszy tom. A zakończenie? O ludzie, tak się nie robi, kończenie w ten sposób powieści powinno być nielegalne, ja potrzebuje przewietrzyć głowę bo to co działo się na końcu to mnie zmiotło z planszy.
Godzina wilka to drugi tom Kronik Półmroku, czyli pełnej mroku serii stworzonej przez Katarzynę Staniszewską. Książka w przepięknej oprawie została wydana przez Wydawnictwo Nine Realms.
Pierwszy tom tej historii porywał od samego początku i ten wcale nie jest wyjątkiem. Przejmuje wydarzenia z końca poprzedniej części i od razu zabiera czytelnika w podróż pełną mroku, niepewności, nadchodzącej Ciemności, niebezpieczeństw oraz niepokojących wizji. Przy lekturze czytelnik nie jest w stanie odpocząć nawet na krótką chwilę.
Miałam przyjemność przeczytać tę książkę dwa razy. Za pierwszy razem, jeszcze przed wydaniem jako patron, pochłonęłam ją w dwa dni, znajdując czas na czytanie w każdej chwili mimo innych rzeczy na głowie. Po prostu nie szło się oderwać, a każdy rozdział sprawiał, że w mojej głowie telepała się jedna myśl: „jeszcze jeden rozdział”. Za drugim razem kazałam samej sobie zwolnić i delektować się każdym fragmentem książki, co nie było łatwe. Godzina wilka kusi, by czytać ją bez przerw. Niczym głos w głowie Erieny powtarza, by nie odkładać i czytać, czytać, czytać, aż finał zwali czytelnika z nóg.
Akcja nie pozwala się nudzić. Ciągle coś się dzieje, ciągle wywołuje nowe pytania tłukące się między kartkami, nad którymi czytelnik będzie się zastanawiał i snuł domysły. Przez cały czas czuć także wiszący w powietrzu niepokój i zagrożenie, które wylewają się z książki wprost na czytelnika. Sprawia to, że serce bije szybciej, choć to tylko litery na papierze. Ale jakie litery.
Może zabrzmi to paradoksalnie, skoro tak bardzo podkreślam ilość mroku w książce, ale nie sposób nie śmiać się przy niej w głos. I to nie tylko z winy Jesuppa – choć jest on głównym winowajca w tym temacie – ale autorka zgrabnie wplotła w całość mnóstwo żartów, dwuznaczności i komediowych sytuacji, które absurdalnie kontrastują z powagą całości. Sprawia to, że książka jest niezwykle wyważona, a czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, czy ten rozdział doprowadzi go do łez ze śmiechu czy rozpaczy.
Fabularnie ta książka dostarczy czytelnikowi wszystkiego, czego można szukać w mrocznej fantastyce. Wszystkie wydarzenia niosą ze sobą ogromny ciężar, który opada na barki bohaterów. W powietrzu wiszą spiski i intrygi, a Imperium grozi niebezpieczeństwo zarówno od wewnątrz jak i zewnątrz, przy czym wcale nie chodzi tu o Ciemność, która jest osobną sprawą. Da się znaleźć mnóstwo magii, wypaczenia, nekromancji oraz ożywieńców (choć tych jest zauważalnie mniej niż w poprzednim tomie), a do tego mroczne bóstwa rządne krwi oraz widma tych, który zginęli w Ciemności – nawiedzających bohaterów i nigdy nie zaznających spokoju.
W Godzinie wilka nie zabraknie większości bohaterów, który można było poznać w Półmroku, pojawią się też nowi. Postacie znane wcześniej niejednokrotnie ukażą się w zupełnie innym świetle oraz w zupełnie innych okolicznościach. Godzina wilka gwarantuje wiele zaskoczeń, ale także rozwojów bohaterów, w szczególności Erieny. Już od pierwszych stron czytelnik będzie w pełni świadomy, że nie jest to ta sama kobieta, a każdy kolejny rozdział będzie go tylko utwierdzał w tym przekonaniu. Autorka mistrzowsko poprowadziła wewnętrzne przemiany.
Nie sposób mówić o Godzinie wilka i nie wspomnieć o wydaniu, które jest fenomenalne. Okłada od razu przykuwa wzrok, a do tego jest solidna – nie trzeba się martwić złamanym grzbietem czy zadartymi rogami. Pomarańczowe zdobienia również są trwałe i nie grozi im łatwe zdarcie. A w środku znaleźć można kolejne elementy, które przykuwają wzrok, idealnie oddając klimat powieści. Mnogość run i zdobień przy rozdziałach potrafi zahipnotyzować.
Jeśli ktoś jeszcze nie poznał tej serii, musi koniecznie nadrobić, bo warto. Półmrok był fenomenalny, a Godzina wilka trzyma poziom – może nawet podnosi poprzeczkę. Jestem naprawdę ciekawa, co kolejne tomy przyniosą bohaterom oraz jak potoczy się akcja po zabójczym finale, który zostawił mnie w szoku, zbierającą szczękę z podłogi na prawie pół godziny. Jedno jest pewne – Staniszewska jeszcze nie skończyła ani z historią, ani z tym, co zostało z czytelników.
Ale żeby tak kończy to powinno być nielegalne!! Gdzie kolejny tom?! 🤯🤯
Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw na końcu, totalnie nie. Jestem też w szoku jaka zmiana zaszła w Erlentarze i się zastanawiam co mogło pójść nie tak... Szkoda mi Erieny jak i innych bohaterów, bo mnóstwo przeżyli. Naprawdę mnóstwo i nie zapowiada się na to by mieli spokój... Ciemność porwie wszystkich, bez wyjątku. I nie będzie miała litości.
[edit 16.10.2025]
Chyba te słowa będą odpowiednie na początek – CO TO BYŁO? Dlaczego to tak się skończyło?? Totalnie tego się nie spodziewałam. Musiałam zakończenie przeczytać kilka razy, bo aż nie dowierzałam. Bez dwóch zdań uznałam Wilka za mojego ulubieńca, choć zniszczył mnie swoim końcem.
Tutaj zdecydowanie bardziej jest mrocznie. Ciemność nie odpuszcza, zbiera swoje ofiary bez litości. Świat chwieje się niebezpiecznie, a bohaterowie, których poznaliśmy do tej pory, są w ogromnym niebezpieczeństwie. Eriena po wydarzeniach w Białych Wieżach nie jest w najlepszej kondycji, ale musi przeć naprzód. Czy może zaufać temu zdrajcy? Nie dziwię się, że miała opory, ale żeby dojść do celu trzeba zaryzykować, prawda?
Postacie są fantastycznie wykreowani, żywi, no po prostu uwielbiam! Tylko problem jest taki, że nie można za bardzo się do nich przywiązywać, bo autorka cóż… Nie zna słowa litość. Pakuje ich w kłopoty, więc nie mają chwili odpoczynku. Jak już to jest to cisza przed burzą. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać, więc szłam razem z fabułą i martwiłam się o innych. Bywało tak, że musiałam robić przerwy w czytaniu, bo takie emocje mi towarzyszyły, że już myślałam, iż nie dotrwam do końca.
Bardzo mi się podoba to, że autorka nie tworzy uroczych historyjek, tylko porządne dark fantasy. Gęsta atmosfera, mrok otacza z każdej strony. Można aż się udusić, ale jako czytelnik chciałam bardzo wiedzieć co dalej. Nie ukrywam, że się bałam o Erienę i innych bohaterów. W dodatku czytałam głównie nocami, więc klimat był. Polecam Wam czytać, gdy już ciemno za oknami, czyli właściwie teraz – w ten jesienno-zimowy czas, gdyż jest idealny! Dam Wam radę zanim polecicie czytać. Zwracajcie uwagę na szczegóły, bowiem nawet te najdrobniejsze rzeczy mogą mieć duże znaczenie w przyszłości. Uwielbiam to w Kasi – wplata te drobnostki i pozwala czytelnikom je zbierać, układać puzzle, aż w końcu układa się w całość. Coś fantastycznego!
Ta książka jest idealna dla fanów mrocznych powieści, gdzie nie wiadomo kto po jakiej stronie stoi i czy dobro wygra, o ile istnieje. A przede wszystkim dla tych, którzy uwielbiają oryginalne historie!
ZA JE BI STA Bardzo dobra kontynuacja, ale tak się nie kończy tomu! gdzie są salsze rozdziały? gdzie są dalsze tomy? Jak można zostawić nas w takiej chwili?!
Eriena uciekła z Białych Wież, ale na jej drodze stanął wróg. Jedyną nadzieją na przeżycie jest sojusz z człowiekiem, na którym ciąży wyrok śmierci. Uciekając przez ogarniętą chaosem Północ, ścigani przez dawnych towarzyszy i otoczenie przez wrogów, próbują dokonać niemożliwego.
„Godzina wilka” drugi tom cyklu Półmrok, na który czekałam z niecierpliwością! Ponownie wracamy do mrocznego i brutalnego świata, pełnego magii, rytuałów i walki z ciemnością.
Akcja rozpoczyna się tuż po wydarzeniach z pierwszego tomu, na spokojnie, ale już niedługo potem wpadamy ponownie w emocjonujący wir wydarzeń. Czytelnika czeka nie jedno zaskoczenie, szybsze bicie serca i tajemnice, które wyjdą na jaw. Autorka ponownie wykreowała wciągającą fabułę, motyw drogi, pościgu oraz zdrady, przez co nie można się oderwać od lektury. Dark fantasy z klimatem średniowiecza, polityczne intrygi, złożone relacje, wewnętrzne konflikty, mroczne rytuały, nekromancja, alchemia to czeka nas w drugim tomie, a także trudne decyzje, które niosą konsekwencje. Atmosfera jest gęsta i mroczna, wizje, niepokojące sny oraz oniryczne elementy czynią tę powieść bardziej sugestywną, niejednoznaczną. Dla równowagi i rozładowania napięcia mamy również ironiczny humor. Postaci wykreowane są barwne i różnorodne, każda z nich ma swoją historię. To prawdziwa czytelnicza uczta, styl autorki jest niezwykle przyjemny i z lekkością czyta się te mroczną opowieść. Zanurzamy się w wielowątkową historię, pełną zaskoczeń, napięcia, bólu i gęstej atmosfery. Na koniec nie można nie wspomnieć o pięknym wydaniu, zawierającym mapkę oraz dodatki 😍 Polecam i czekam na ciąg dalszy!
Wstrząsający finał „Półmroku” pozostawił mnie w stanie głębokiej niewiedzy i emocjonalnego rozedrgania. To jedno z tych zakończeń, które nie tylko zostaje w głowie na długo, ale wręcz zmusza do nerwowego poszukiwania drugiego tomu. Jeśli „Półmrok” był przystawką, która zaostrzyła apetyt na więcej, to „Godzina Wilka” jest daniem intensywnym, pełnym smaków, które długo nie opuszczą podniebienia.
Na szczęście drugi tom już od jakiegoś czasu jest dostępny, a jego lektura to powrót do świata, który nie daje wytchnienia. „Godzina Wilka” to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z „Półmroku”. Ponownie towarzyszymy Erienie - zagubionej, zmęczonej, pokiereszowanej - w jej bolesnej, wielowymiarowej podróży. To droga fizyczna, prowadząca ku braciom, ale też emocjonalna, pełna pytań o to, co naprawdę wydarzyło się w finale pierwszego tomu. Kto przetrwał? Kto odszedł? Co dalej?
Motyw drogi staje się w tej części kluczowy. Pamiętam, że wśród recenzji „Półmroku” pojawiały się głosy, że tego właśnie zabrakło w pierwszym tomie: przestrzeni, ruchu, oddechu. Mam wrażenie, że Kasia Staniszewska odrobiła tę lekcję z nawiązką. W „Godzinie Wilka” tempo zwalnia, emocje gęstnieją, a świat przedstawiony otwiera się przed nami w całej swojej brutalnej krasie. To przestrzeń duszna, pogańska, groźna. Tu nie ma bezpiecznych przystani, każdy krok może być ostatnim, nie warto szukać sprzymierzeńców.
Jeśli pokochaliście „Półmrok” za bohaterów, z pewnością wyczekiwaliście momentu, w którym Eri znów znajdzie się „wśród swoich”. Bo to właśnie postacie są sercem tej historii. I ja - nie ukrywam - tęskniłam za nimi. Za ich żartami, za tym grubaśnym, niewyparzonym językiem, który potrafi rozbroić w najmroczniejszym momencie. Za ich brutalną szczerością, za tym, jak potrafią rzucić mięsem, a potem przytulić duszę jednym gestem. W drugim tomie autorka wprowadza nowe głosy, pozwala przemówić tym, którzy wcześniej milczeli, a niektóre relacje obraca o 180 stopni. I cóż mogę powiedzieć - tak się pisze doskonałe „lovers to enemies”! Emocje buzują, napięcia narastają, a każda interakcja niesie ze sobą ryzyko. Staniszewska bawi się czytelnikiem i bohaterami jak lalkarz: pociąga za sznurki przeznaczenia, igra z naszymi oczekiwaniami, zaskakuje i szokuje. Jedna scena w szczególności wbije się w pamięć, odważna, ryzykowna, ale wykonana z literacką precyzją. Ja jestem zachwycona, choć wiem, że nie każdy czytelnik będzie gotowy na ten zwrot.
Niedopowiedzenia, znaki, ukryte symbole, to znak rozpoznawczy autorki. W „Godzinie Wilka” jest ich jeszcze więcej. To nie jest książka, którą można przekartkować w jeden wieczór (choć, owszem niezwykle trudno się od niej oderwać). Wymaga skupienia, uwagi, zanurzenia się w atmosferze. Im głębiej wejdziecie, tym więcej smaczków zaczniecie wyłapywać. Staniszewska nie podaje wszystkiego na tacy, trzeba szukać, interpretować, czuć. A kiedy ułożycie te rozrzucone puzzle, satysfakcja z lektury jest jeszcze większa.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, że można stworzyć tak brudny, przerażający świat, a jednocześnie opisać go w sposób tak dojrzały, pełen emocji i wrażliwy. Czytasz i czujesz, że autorka żyje tą opowieścią. Zaprasza nas nie tylko do lektury, ale do wspólnego przeżywania: bólu, straty, nadziei. A zakończenie? Łamie serce. Na wiele sposobów. Ale myślę, że musimy się do tego przyzwyczaić - Kasia nie bierze jeńców. W jej świecie nie warto nikogo darzyć sympatią, bo nikt nie jest bezpieczny. Mroczna fantastyka najwyższych lotów – ponownie kłaniam się nisko.
Po Półmroku wchodziłam w Godzinę Wilka z mieszanką ekscytacji i niepokoju. Pierwszy tom postawił poprzeczkę wysoko - emocjonalnie, fabularnie i pod względem świata przedstawionego - dlatego od kontynuacji oczekiwałam nie tyle powtórzenia intensywności, co jej pogłębienia. I choć mam wrażenie, że akcja w drugim tomie wyraźnie zwalnia, to nie nazwałabym tego spadkiem formy. Raczej zmianą rytmu. Taką, która nie zawsze działa na korzyść dynamiki, ale za to mocno pracuje na rzecz psychologii postaci. Eriena ucieka z Białych Wież, jednak szybko okazuje się, że ucieczka nie oznacza wolności. Przeciwnie - każdy kolejny krok tylko mocniej zaciska pętlę. Autorka prowadzi bohaterkę przez Północ ogarniętą chaosem, wśród dawnych towarzyszy, którzy stają się wrogami, i wrogów, którzy nagle zaczynają odgrywać kluczową rolę w jej przetrwaniu. To świat, w którym nie ma miejsca na niewinność, a każda decyzja - nawet ta podjęta z najlepszych pobudek - domaga się zapłaty. Jednym z motywów Godziny Wilka, który niezwykle do mnie przemawia jest właśnie konieczność ponoszenia konsekwencji własnych czynów. Eriena nie może udawać, że pewne wybory da się cofnąć albo że wystarczy dobra wola, by wszystko naprawić. Przeszłość stale ją dogania, a im bardziej próbuje chronić bliskich, tym wyraźniej widzi, że ochrona jednych oznacza krzywdę innych - czasem także samej siebie. W tym wszystkim szczególnie poruszający jest wątek „powrotu do domu”, który przestaje być domem. Towarzyszy mu jednocześnie radość i smutek - ulga, że to miejsce wciąż istnieje, i ból wynikający z faktu, że nie jest już takie samo. Eriena wraca odmieniona, obciążona doświadczeniami, których nikt tam nie dzieli. Znane ściany stają się obce, a wspomnienia zamiast dawać ukojenie, potęgują poczucie straty. Autorka bardzo wyraźnie pokazuje też uczucia, z którymi trudno sobie poradzić: poczucie winy, wstyd, gniew, żal i tęsknotę za dawną wersją siebie. To emocje niewygodne, nieupiększone, często sprzeczne. Eriena nie zawsze reaguje właściwie, nie zawsze budzi sympatię - i właśnie dzięki temu wydaje się tak ludzka. Jej słabość nie polega na braku siły, ale na świadomości ceny, jaką przychodzi jej płacić. Kolejną mocną stroną powieści pozostają dla mnie relacja między bohaterami - pełne napięcia, niedopowiedzeń i wzajemnej nieufności ale również nieskończonej lojalności i wiary w drugą osobę. Eriena na każdym kroku by przetrwać musi coś poświęcić. To wybrzmiewa w książce bardzo dosłownie i bardzo boleśnie. Proces przemiany bohaterki jest rozpisany drobiazgowo, czasem wręcz zbyt drobiazgowo, ale trudno odmówić mu konsekwencji. To nie jest szybka metamorfoza ani efektowny montaż z kilku scen. To powolne obdzieranie z iluzji, złudzeń i resztek bezpieczeństwa. Moje małe „ale” co do poprzedniego tomu zostaje w mocy, natłok imion sprawiał, że bohaterowie trochę mi się mylili, ale tak jak ostatnio pisałam, być może wynika to z mojej dysleksji i wiecznego roztrzepania a ktoś bardziej ogarnięty nie będzie miał z tym problemu. Jak już wspominałam tempo akcji w Godzinie Wilka się zmienia. Dzieje się dużo - ucieczka przez ogarnięte chaosem pustkowia, pościgi, konfrontacje, polityczne napięcia - a jednak po zamknięciu książki miałam wrażenie, że tak naprawdę ważnych scen było niewiele. Może trzy, takie które zostają pod skórą, zmieniają coś nieodwracalnie i nadają historii nowy kierunek. Reszta była nie tyle mało ważna co bardziej rozciągnięta w czasie, jakby Katarzyna Staniszewska bardziej skupiała się na drodze niż na punktach przełomowych. Z drugiej strony rozumiem ten zabieg. Zwolnienie akcji pozwala lepiej wybrzmieć dylematom moralnym i cenie, jaką Eriena musi zapłacić za każdy kolejny krok. Książka nieustannie pyta: ile warte jest życie, gdy straci się wszystko inne? I nie daje na to pytanie łatwej odpowiedzi. Tu nie ma zwycięstw bez strat ani decyzji, po których da się spokojnie zasnąć. Finał, to jedno z tych zakończeń, które zostawiają czytelniczkę w emocjonalnej rozsypce. Nie przynosi ukojenia ani poczucia domknięcia, raczej zostawia z emocjonalnym niedosytem i świadomością, że to dopiero kolejny etap drogi, która będzie jeszcze trudniejsza. Wciąż je przeżywam - i to chyba najlepszy dowód na to, jak mocno ta historia potrafi oddziaływać. Podsumowując: Godzina Wilka była równie mroczna i bolesna jak Półmrok, ale jednocześnie bardziej wyciszona. Tam gdzie tom pierwszy skupiał się bardziej na istotnych punktach ścieżek przeznaczania, drugi wydaje się na pierwszym miejscu stawiać bardziej samą drogę między nimi. Był dla mnie lekturą cięższą i bardziej wymagającą emocjonalnie. Oparty na budowaniu napięcia i podkreślaniu kosztów, jakie ponoszą bohaterowie, zanim nadejdzie coś większego. Nieidealny, momentami nieco zbyt powolny, ale uczciwy w tym, co chce opowiedzieć. I jeśli kolejne części wykorzystają położone tutaj fundamenty - to naprawdę jest na co czekać.
Po dramatycznych wydarzeniach z pierwszego tomu i zapierającej dech w piersiach końcówce, powróciłam do świata Kronik Półmroku i przepadłam. Zupełnie zatraciłam się w tym, co przygotowała dla nas autorka, i jestem pod ogromnym wrażeniem kierunku, który obrała. Ale po kolei…
Życie Eri nie rozpieszcza. Otoczona gronem mężczyzn, stanowi nieodłączny element tego świata, do którego pasuje idealnie, chociaż tak bardzo się od nich różni. Zaufanie, które jest podstawą działania Zakonu, zostaje zachwiane. Jednak dziewczyna, żeby przeżyć, musi zaufać komuś, na kim ciąży wyrok śmierci – zdrajcy, który powinien być dla niej martwy. Ciemność czai się wszędzie. Coś, co było jedynie legendą poruszoną w pierwszym tomie, nagle staje się rzeczywistością. Mrok – tak jednym słowem mogłabym opisać drugi tom. Można go niemal poczuć każdym zmysłem. Staje się rzeczywisty, namacalny. Dreszcz emocji przychodzi niespodziewanie, a czająca się bestia tylko czeka, aż będzie mogła pokazać kły.
Autorka pokazała nam niesamowitą magię rytuałów i symboli – tylko pozornie ukrytych. Odkrywanie tajemnic staje się dodatkową atrakcją. Katalizatorem napięcia są sny i wizje, których doświadcza Eriena. Odczytywanie znaczenia tych wizji to ekscytująca łamigłówka, dodająca fabule głębi. Całość obfituje w gęsty i mroźny klimat, od którego trudno się oderwać.
Uwielbiam wielowymiarowość bohaterów – ich rozterki i pragnienia. Najlepiej widać to w postaci głównej bohaterki oraz jej towarzysza. Decyzje, które podejmują oraz sojusze, w jakie wchodzą są nieoczywiste i niosą ze sobą konsekwencje, które prędzej czy później przyjdzie im ponieść. W tej części pojawia się również więcej polityki. Gra staje się coraz trudniejsza, a włączeni w nią zostają nowi gracze. Dla mnie to niezwykle intrygujący dodatek, który wnosi do historii jeszcze większe napięcie.
Niezmiennie jestem urzeczona stylem Kasi – dosłownością opisów, które uwielbiam, i naturalnością dialogów, w które wpleciony został humor trafiający w mój gust. Godzina wilka to książka, w której panuje ciemność, brutalność i ból. Napięcie czuć na każdej stronie, a niepewność nie opuszcza czytelnika aż do ostatniego zdania.
Spodziewałam się, że w tej części relacje bohaterów będą się mniej komplikować, a przynajmniej zmierzać w określonym kierunku. No i zdarzyło się coś, co od siebie odrzucałam. Dałam się zwieść – jednak uwielbiam ten zwrot akcji. Godzina wilka to książka pełna pod każdym względem. Zdecydowanie zadowoli miłośników dark fantasy, ale także wszystkich tych, którzy po prostu lubią mroczny, gęsty od emocji klimat oraz brutalność przedstawionego świata. To znakomita kontynuacja serii, która na stałe wpisała się w moją topkę.
Jako patronka pierwszego tomu Półmroku z ogromną radością sięgnęłam po kontynuację i powiem jedno: @k.staniszewska_autorka trzyma poziom!
Wartka akcja, świetnie napisani bohaterowie i rozwinięcie wątków z pierwszego tomu sprawiają, że trudno się oderwać. Czyta się znakomicie!
Dla mnie to bezapelacyjne 5/5⭐️. Czekam na kolejne książki Kasi z ogromną niecierpliwością i życzę jej, by po trudnym starcie Półmroku wszystko szło już tylko z górki.
Co do samej fabuły. Nie chce zdradzać za dużo, bo jest to jednak recenzja drugiego tomu, ale musicie wiedzieć, że Autorka doskonale czuje, jaki powinien być klimat takich klasycznych i ciężkich Dark Fantasy. Mroczna fantastyka, która ma w sobie dobrze napisane wątki z alchemią, nekromancją, ale i z krwawymi rytuałami to przepis na genialną historię! Nie zapomnij też o pogańskich echach, które budują gęstą, duszną atmosferę średniowiecznej fantasy. Nic nie dzieje się przypadkiem, a każdy szczegół ma znaczenie( i to baaaardzo dosłownie). Są też i ukryte wskazówki, które prowadzą czytelnika w przeszłość i przyszłość tego świata, więc polecam czytać uważnie, żeby nic was nie ominęło. A żeby lepiej je zrozumieć, warto zajrzeć na koniec książki do słowniczka, mapki! A przeważnie, że jednak trochę tej polityki tutaj mamy, fajnie jest wiedzieć, kto jest kim i za co odpowiada. Nawet jeśli otwarcie mówimy o Braterstwie musimy naszykować się na zdrady, knowania i sojusze.
Ciszę się, że tylu fajnych bohaterów się tutaj pojawiło (drugoplanowe postacie z 1 tomu, są równie ważne jak sama Erien). Ale! Musicie pamiętać o tym, o czym ja zapomniałam, Kasia nie ma oporu przed krzywdzeniem osób, którym kibicujemy.. Tak Kasiu, nie zgadzam się na kilka zabiegów, bo moje serce nie dało rady..
Pytanie: Który motyw w fantasy lubicie najbardziej: alchemię, nekromancję czy mroczne rytuały? A może wystarczy tylko magia? 🖤
Kiedy książka życia nosi tytuł „Półmrok”, a jej kontynuacja nadciąga niczym długo wyczekiwany śnieg w grudniu – wiesz, że stawką są emocje najwyższej próby. „Godzina wilka” nie tylko spełniła moje oczekiwania. Ona je brutalnie podeptała, wrzuciła do ogniska i kazała mi patrzeć. I wiecie co? Dziękuję.
Na samą wiadomość o patronacie skakałam pod sufit – radość była tak autentyczna, że spokojnie mogłabym nią oświetlić całą enklawę mroku, jaką wykreowała Staniszewska. Ale nie wiedziałam wtedy jeszcze, jak bardzo ta opowieść mnie porani. Jak mocno wniknie pod skórę. Jak bardzo będzie bolało.
Autorka nie oszczędza nikogo. Ani swoich bohaterów, ani – przede wszystkim – czytelników. Jeśli myślisz, że wiesz, co Cię czeka… to tylko dlatego, że jeszcze nie zacząłeś czytać. „Godzina wilka” to dark fantasy pełną gębą: mroczna, gęsta, pełna bólu, politycznych intryg, złożonych relacji i decyzji, które ważą więcej niż niejedna zbrodnia. To świat, w którym każde słowo ma znaczenie, a każdy wybór – konsekwencje.
Styl autorki? Czysta przyjemność. Lekki, ale nie lekceważący. Plastyczny, ale nie rozwlekły. To ten rodzaj narracji, który sprawia, że nie tyle czytasz, co żyjesz wydarzeniami, czujesz kurz bitew, chłód spojrzeń i ciężar ciszy. Płyniesz przez fabułę, ale wcale nie spokojnym strumieniem – raczej rwącą rzeką emocji, przez którą nie sposób przejść suchą nitką.
Bohaterowie są tak realistyczni, że niemal czujesz ich obecność za plecami. Zmienni, skomplikowani, boleśnie ludzcy – nawet jeśli nie wszyscy są do końca... ludzcy. Ich rozwój to jedno z największych osiągnięć tej książki. Staniszewska pokazuje, jak wydarzenia formują człowieka (czy potwora?), jak niszczą i budują relacje, jak zacierają granice między dobrem a złem. To nie są tylko postacie – to ludzie z krwi, kości i traumy.
Świat przedstawiony? Zjawiskowo zbudowany. Mroczny, wielowymiarowy, tak namacalny, że czytając, niemal można usłyszeć wilki wyjące w oddali. Mapka w książce to złoto – nie tylko estetycznie, ale też funkcjonalnie – pozwala śledzić losy bohaterów z większym zaangażowaniem. A dodatki na końcu? Genialny ukłon w stronę czytelnika.
Całości dopełnia oprawa graficzna – na poziomie, który spokojnie zawstydziłby niejedno wydawnictwo zagraniczne. Wszystko tu gra. Każdy szczegół.
Ale nie byłabym sobą, gdybym nie podkreśliła jednego: ta książka niszczy emocjonalnie. I robi to z klasą. W najpiękniejszy możliwy sposób. Dawno żadna historia nie sprawiła, że czułam tak wiele – i to wszystko naraz. Cierpienie. Wściekłość. Bezsilność. Ale i zachwyt. Absolutny, niekłamany zachwyt.
Podsumowując? „Godzina wilka” to pozycja obowiązkowa. Dla fanów dark fantasy. Dla miłośników mrocznych światów, politycznych gier i dramatów w skali mikro i makro. Dla tych, którzy nie boją się czuć. I cierpieć. Bo w tej książce każdy znajdzie coś, co zostanie z nim na długo. A może i na zawsze.
A jeśli jeszcze nie czytaliście „Półmroku” – to nie wiem, na co czekacie. Naprawdę. Rogacz nie wybacza ignorancji.
4,75 Druga część cyklu "Półmrok" Książka absolutnie genialna, ale tym razem chyba przytłoczył mnie trochę, ogrom zawartego w niej mroku i na wpół onirycznych przesłań. ( Stąd zamiast pełnych 5 gwiazdek, jedynie 4,75 ). Nadal jednak uważam że jest to jedna z najlepszych polskich serii fantastycznych EVER i taki "Wiedźmin" stanowi przy niej jedynie pogodną i leciutką, bajeczkę na dobranoc dla pięciolatków. Jeśli ktoś nie boi się zmierzyć z PRAWDZIWYM, bolesnym jak piekło,bezkresnym, pochłaniającym i wiecznie niezaspokojonym mrokiem... Jest gotowy taplać się po szyję w błocie, krwi i rozczłonkowanych ciałach, obleczonych w resztki łachmanów, oddychać lodowatym, wilgotnym, cuchnącym, dusznym, i przeszywającym na wskroś powietrzem, oraz przedzierać się przez wizje senne, niejasne, splątane, prorocze, przytłaczające i ze wszech miar niepokojące.. próbując odnaleźć w nich owo najistotniejsze przesłanie i ukryty sens. To zapraszam serdecznie. Wszystkie te elementy odnajdziecie tu bowiem w ilościach wręcz hurtowych, a dreszcze nie jeden i nie dwa razy, zmrożą wam krew w żyłach i uniosą włoski na karku. POLECAM Z CAŁEGO SERCA.
"Godzina wilka" jest dokładnie tym, co zwiastuje tytuł - najczarniejszym mrokiem, w którym nadzieja ginie, a świt zdaje się nigdy nie nadciągać. Gęsto tu od brutalności, duszno od okrucieństwa, a poczucie beznadziei dławi i bohaterów, i czytelników. Choć dzięki niesamowicie rozbudowanej, intrygującej kreacji bohaterów znajdą się tu również fragmenty, przy lekturze których nie sposób nie wybuchnąć śmiechem, przez znaczną część akcji wraz z postaciami będziemy brnąć wśród błota, krwi, rozczłonkowanych trupów, obłąkanych dzikusów i potworów, których istnienie wykracza poza ludzkie pojmowanie. Nie każdy czytelnik da radę przejść przez tę drogę, a ci, którzy jej podołają, nie zapomną jej do końca życia - bo historia jest niesamowita i godna tego, by postawić ją obok dzieł Sapkowskiego czy Martina. Gdyby Autorka była Amerykanką, "Kroniki Półmroku" byłyby obecnie bestsellerem tłumaczonym na dziesięć języków. CZYTAJCIE! WARTO!
Przyznaję, że po przeczytaniu pierwszego tomu oczekiwałem bardzo wiele od następnego, a co dostałem? Jeszcze więcej!
Książka ma wiele momentów, które totalnie mnie zaskoczyły, ilość zwrotów akcji i tego jak bardzo one mieszają w fabule jest wspaniała!
Co do fabuły, to rozwija się ona w bardzo ciekawy sposób i podoba mi się ten kierunek.
Postacie po raz kolejny na wysokim poziomie, jednak w tym tomie najbardziej za serce chwycił mnie Karan, no polubiłem gościa.
Absolutnym majstersztykiem jest rozdział 8, a wprowadzony w nim motyw Baby Jagi? Perfekcyjny!
Było kilka momentów, w których moje serce zabiło szybciej, a jednym z nich jest zakończenie - totalnie nie przewidywalne, które zostawia czytelnika z opadniętą do podłogi szczęką.
Jeśli lubicie fantastykę, to jest to książka (a właściwie seria) w 100% dla Was! Ja już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, bo jak tak dalej pójdzie to seria wyląduje w moje topce ulubionych serii fantasy obok Wiedźmina i Harrego Pottera.