,,Masz jeszcze czas, jeszcze Ci się odmieni” - to zdanie, które często słyszą osoby bezdzietne, nie mające i nie planujące potomstwa, w tym ja. Choć nie wykluczam takiego obrotu spraw w swoim przypadku, chciałam poznać zdanie i opinie kobiet, które już podjęły ostateczną decyzję względem macierzyństwa, i tak jest to decyzja negatywna.
W kwietniu tego roku sko��czę 28 lat, nawet gdybym w tym momencie spodziewała się potomstwa, w żadnym wypadku nie można by mnie skategoryzować jako młodą matkę, a tym bardziej matkę nastoletnią (oczywiście wbrew wyobrażeniom w głowie o mnie samej!). Moja matka miała już w tym roku swoje roczne dziecko, nomen omen - mnie. Późne macierzyństwo, lub w ogóle rezygnacja z posiadania dzieci, to główny temat książki Katarzyny Tubylewicz. Autorka, omawia temat na szereg sposobów: dzieląc się wypowiedziami anonimowych kobiet, przywołując fakty demograficzne i naukowe, a całość udostępniając o wątki autobiograficzne.
Jeśli chodzi o samą książkę, zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu druga połowa. Historie bezdzietnych bohaterek były chwilami ciekawe, ale generalnie czytając tego typu reportaże książkowe, jestem bardziej głodna faktów. Gdy autorka zaczęła je omawiać, natychmiast zyskała moją większą atencję. Tak dowiedziałam się, że mimo usilnych starań rządu, w Chinach rocznie pary adoptują 2 razy więcej małych piesków, niż rodzi się dzieci. Ten fenomen zauważyłam, też podczas swojej podróży do Japonii. Bardzo mała ilość niemowląt i dzieci, za to niezliczone ilości par pchających wózki… z pieskami. To zresztą nie problem jedynie krajów Azji. Coraz więcej par decyduje się na posiadanie zwierzęcia zamiast dziecka, o czym też [pisze autorka w swojej książce. Sama jestem tego przykładem, w wieku w którym, teoretycznie powinnam już się rozmnażać, zamiast dziecka sprawiłam sobie psa.
Autorka w swojej książce pisała też bardzo dużo o Szwecji. Kraju, który w teorii jest rajem dla rodziców - koniec pracy przed 15, darmowe przedszkola, wsparcie finansowe, - także mierzy się z dużą bezdzietnością. Pary mają albo 3 dzieci, albo wcale. Podobno, w Szwecji źle postrzega się posiadanie jednego dziecka, uznaje się to za ,,samolubne’’. Pary często więc wybierają, albo więcej, albo wcale.
Ciekawym wątkiem poruszonym w książce były tzw. ,,idealne insta matki”, czyli profile pięknych młodych i bogatych matek, które wpędzają w depresję, te których życie często dalekie jest od instagramowych obrazków.
Podsumowując na początku myślałam, że książkę ocenię niżej 2 na 5) ale potem druga połowa uratowała sprawę. Ciekawy temat do zbadania!