Panda wielka należy dziś do najważniejszych skojarzeń związanych z Chinami, jest także symbolem międzynarodowej ochrony przyrody. Jak to więc możliwe, że zwierzę to jeszcze 80 lat temu było w Państwie Środka praktycznie nieznane? W towarzystwie biologa, Piotra Parzymiesa, korzystającego z licznych źródeł angielskich, francuskich, ale również chińskich czy japońskich, udamy się w fascynującą podróż śladami pandy wielkiej, ukazując jej zawrotną wręcz karierę. Pełne emocji podróże w głąb dziewiczych obszarów zachodnich Chin, legendarne zwierzęta ze starożytnych tekstów, zadziwiające zwyczaje pandy wielkiej, burzliwe historie miłosne czy decyzje polityczne zawierane na najwyższym szczeblu państwowym – to tylko kilka z elementów poruszonych w tej nowatorskiej w skali nie tylko polskiej, ale i międzynarodowej pracy. Autor w przenikliwy sposób łączy swoją rozległą wiedzę biologiczną z dokładną znajomością Państwa Środka, przez co omawiana historia ma charakter niezwykle wielowątkowy.
Historia Lisioła Wielkiego . „Historia Pandy Wielkiej”jest książką wartą grzechu, ale nie będzie to łatwa przeprawa – jednak na końcu będziecie dumni z siebie i swojej nowo nabytej wiedzy. Dzieło Piotra Parzymiesa jest podzielone na dwie części. Pierwsza opowiada o linii ewolucyjnej pand, skąd się wzięły (tutaj możecie liczyć na przyjemną dawkę wiedzy obejmującą pochodzenie, kości oraz DNA), jak wygląda ich ulokowanie w chińskiej tradycji i jak zostały odkryte. Druga część natomiast to już polityczne salony, czyli wielka kariera pandy. . Już na wstępie Lisioł Wam piśnie, że bardzo ceni sobie autora za stawianie sprawy jasno. Na tą chwilę najstarsze szczątki pierwszych pand znaleziono w… Europie. Tak, Chińczycy będą stawać na głowie, żeby dowieść, że jest inaczej. Podjęli również mozolne próby udowodnienia, że panda występowała w starożytnych tekstach chińskich – na razie bez powodzenia. Malarstwo jakoś też nie współpracuje z chińskimi badaczami. Okazuje się, że tapir czaprakowy cieszył się większym zainteresowaniem artystów, nie dziwią więc Lisioła tezy, że starożytni Chińczycy mieli pomylić pandę z tapirem, albo, że uważali obydwa gatunki za jedno zwierzę. . Początkowo Zachód pragnął skór i kości pand, prowadząc zażarte dyskusje nad przynależnością zwierzęcia do niedźwiedziowatych lub szopowatych. Z czasem ogrody zoologiczne zapragnęły żywych pand. Nic dziwnego. Pandy wzbudzały taką sensację, że odwiedzały je tysiące ludzi dziennie! Złoty interes. Jednak pozyskiwanie pand kosztowało wiele zwierząt życie. Nie wspominając już o coraz bardziej niestabilnej sytuacji w samych Chinach – ciężko gonić za pandą wielką, gdy trwają wojny domowe, wojna z Japonią oraz krwawe powstanie Republiki Chińskiej. W końcu Zachód otrzymał zakaz pozyskiwania pand, a komuniści zorientowali się, że ten „kolorowy miś” jak go czasem określali nie ma żadnych imperialistycznych powiązań – idealny kandydat na symbol nowych Chin. Jednym piśnięciem: panda wkracza na arenę międzynarodową. . Lisioł nie będzie ukrywać, że wręcz pożarł książkę. Tak dobrze mu się ją czytało. Jest to niezwykle ciekawa pozycja naukowa, ale autor postarał się o przyswajalny język, więc nie będziecie mieć problemu z lekturą.