W świętokrzyskich lasach, w cieniu Łysej Góry, obok miejsca, gdzie na Czarciej Polanie głaz przygniótł diabła, od lat toczy się zajadła wojna.
Dwa zwaśnione rody pielęgnują nienawiść, której nauczyli ich przodkowie.
W tej wsi są ludzie z kamienia twardszego i ostrzejszego niż te na gołoborzu, a ich oczy płoną gniewem. Wszyscy wiedzą, że wojna między Kończakami a Cebrzynami jest święta, morderstwo – honorowe, a rodzina i obowiązek wobec niej stoją ponad prawem.
Wyrok wymierza się tutaj osobiście. Najlepiej nożem.
Stefan Cebrzyna nie mógł od tego uciec. Nawet jeśli Jadźka Kończakowa była dla niego od zemsty ważniejsza.
Przysięgi złożone ojcom muszą zostać dotrzymane.
Tutaj honor znaczy więcej niż życie, a zemsta działa nawet zza grobu.
Maciej Siembieda w swojej najbardziej osobistej powieści odmienia zemstę przez wszystkie przypadki. Rozlicza się z trudną historią Gór Świętokrzyskich – przywołuje krążące wokół regionu legendy i łączy je z historią Polski od powstania styczniowego aż do lat 90. XX wieku. Tu intryga niczym z Ojca Chrzestnego przeplata się z szekspirowskim dramatem.
Bardzo mocna książka, krwawa i "brudna", nie spodziewałem się tego po panu Siembiedzie. Z drugiej strony tak dobrze mi się "Gołoborze" czytało, że trochę wstyd - trochę jakby Wojciech Smarzowski napisał książkę Kena Folleta. Na pewno żadna z przeczytanych w tym roku książek nie wywarła na mnie tak wielkiego wrażenia.
Znakomita książka, moja pierwsza Siembiedy i na pewno nie ostatnia. Gołoborze pokazuje, że rodowa nienawiść przenoszona z pokolenia na pokolenie sieje wyłącznie spustoszenie. Bardzo polecam.
Maciej Siembieda od lat zajmuje czołową pozycję w gronie moich ulubionych polskich pisarzy. To autor, który nie tylko pisze książki, ale przede wszystkim opowiada historie – barwnie, sugestywnie, z reporterską precyzją i szacunkiem dla faktów. Każda jego powieść to dla mnie gwarancja literackiej przygody – prawdziwej uczty, która wciąga od pierwszych stron. Lektura jego książek dostarcza mi nie tylko rozrywki, ale także cennej wiedzy historycznej. Czytając je, czuję się jak cichy obserwator wydarzeń, które Maciej Siembieda przedstawia w niezwykły sposób. Dlatego, sięgając po „Gołoborze”, byłam pewna, że i tym razem historia, którą autor przelał na papier, mnie zachwyci. Znany z misternie konstruowanych fabuł historyczno-sensacyjnych, tym razem przenosi czytelnika w samo serce Gór Świętokrzyskich – w krainę, gdzie kamienie milczą, a ludzie od pokoleń toczą krwawy spór. W „Gołoborzu” Siembieda odchodzi od wielkich, światowych zagadek, by przyjrzeć się lokalnemu mitowi, nienawiści dziedziczonej niczym nazwisko oraz sile, która potrafi niszczyć całe pokolenia.
U stóp Łysej Góry, w cieniu prastarych lasów, trwa od wieków wrogość między dwoma rodami – Kończakami i Cebrzynami. Honor opiera się tu na zemście, a zabicie wroga uchodzi za zaszczyt. Wyrok wykonuje się samodzielnie – najczęściej nożem. W tej rzeczywistości dorasta Stefan Cebrzyna, rozdarty między lojalnością wobec rodu a uczuciem do Jadźki Kończakówny. Miłość i pragnienie pokoju zderzają się w nim z ciężarem przysięgi złożonej ojcu: kontynuować krwawą wendetę. W świecie, gdzie więzy krwi są silniejsze niż prawo, Stefan musi wybrać między własnym sercem a losem, który zdaje się być przesądzony od pokoleń.
Maciej Siembieda po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem łączenia historii, sensacji i ludzkich dramatów. „Gołoborze” to powieść utkana z wielu wątków, rozgrywających się na przestrzeni lat, której fabuła wciąga i nie pozwala oderwać się od lektury aż do ostatniej strony. Już na początku wiedziałam, że czeka mnie brawurowa opowieść, pełna napięcia i zakorzeniona w historii. Ogromnym atutem książki jest jej gęsty, mroczny klimat. Autor sięga po bogactwo lokalnego folkloru, legend i wierzeń, splatając je z brutalną codziennością wiejskich porachunków. Plastyczne, niemal namacalne opisy przyrody – surowej, kamienistej, pełnej cieni – współbrzmią z bohaterami, którzy zdają się być „ludźmi z kamienia”. To, co wyróżnia powieści autora spośród innych książek, to niewątpliwie jego styl, który stanowi jego znak rozpoznawczy. Reporterska precyzja łączy się w nim z nerwem thrillera, a każde zdanie wydaje się starannie przemyślane i naładowane emocjami. Autor potrafi zahipnotyzować czytelnika – lektura „Gołoborza” to doświadczenie, w którym płynie się przez strony, delektując każdym słowem. Język powieści jest gęsty, nasycony realizmem i lokalnym kolorytem; dialogi brzmią naturalnie i niosą w sobie ludową mądrość, a obrazy świętokrzyskiej przyrody tworzą niemal mityczne tło dla historii o nienawiści i pragnieniu odkupienia.
„Gołoborze” to jednak coś więcej niż opowieść o rodowej wojnie. To głęboka refleksja nad ciężarem tradycji, grzechami przodków i ceną, jaką za nie płacą ich dzieci. To historia o trudności wyrwania się z kręgu zemsty oraz o tym, jak przeszłość nieubłaganie kształtuje teraźniejszość. Maciej Siembieda nie ucieka w patos – ukazuje zwykłych ludzi, którzy z uporem pielęgnują zło, nie dostrzegając, że staje się ono ich największym przekleństwem. To powieść, która uderza klimatem i konsekwencją. Opowieść o fatalizmie, o miłości, która nie zawsze wystarcza, by przełamać stary porządek, oraz o kamieniach – obecnych zarówno w krajobrazie, jak i w ludzkich sercach. Siembieda oddał w ręce czytelników historię duszną i gęstą jak świętokrzyskie lasy, a jednocześnie uniwersalną – ukazującą, że najtrudniejszym przeciwnikiem bywa nie wróg, lecz własny los. Polecam „Gołoborze” wszystkim, którzy nie boją się trudnych pytań o cenę honoru i dziedzictwo przodków. To jedna z najmocniejszych polskich powieści sensacyjno-historycznych ostatnich miesięcy – pełna emocji, głęboko zakorzeniona w polskiej ziemi i legendzie, a zarazem ponadczasowa w swoim przesłaniu.
Kończaki i Czebrzyny. Pierwsi zwykle uczciwi i życzliwi. Patrioci, walczący najpierw w powstaniu styczniowym, potem w partyzantce w czasie pierwsze i drugiej Wojny Światowej. Do najważniejszych postaci należy Tomasz, a potem Zygmunt, jego syn.
Klan Cebrzynów, to złodzieje, kombinatorzy i oszuści. Zdecydowanie najgorszym z nich jest Karaś, który nosi taki przydomek z racji ciała pokrytego łuszczącą się skórą. To on pozbawił życia ojca Zygmunta za to, że Tomasz zabił Walentego Cebrzynę.
Nienawiść, zemsta, honor rodziny. Nie dać się podejść, pomścić każdą zniewagę. To swego rodzaju kodeks postępowania. Zbrodnia za zbrodnią, wszystkie niewykrywalne, bo wieś milczy jak zaklęta.
Zygmunt wysyła rodzinę w bezpieczne miejsce w obawie przed kolejnym ciosem ze strony Cebrzynów. Chronić ich ma kuzyn Józek. Ten to dopiero wiedział, jak używać legalnej władzy do krycia nielegalnych interesów.
Stefek z Cebrzynów i Jadźka Kończaków, zakochani w sobie, postanawiają zakończyć odwieczną wojnę. Ale matka dziewczyny i wuj zrobią wszystko, aby do małżeństwa nie dopuścić. W końcówce powieści na pierwszy plan wysuwa się Andrzej, najmłodszy syn Zygmunta, mało atrakcyjny, dziwny, z pozoru niegroźny i ugodowy. Rodzina uważa go za odmieńca, a z czasem wręcz odrzuca. Aż pewnego dnia...
Naprawdę dobrze napisana powieść i dobrze przeczytany audiobook. Nie przepadam za tego rodzaju literaturą, ale tutaj miło się zdziwiłam. Ciekawa byłam, czy komuś w końcu uda się przerwać łańcuszek zbrodni. Oprócz interesującej fabuły, dostajemy całkiem dobry obraz społeczeństwa wiejskiego od czasów powstania styczniowego aż do pieriestrojki. A do tego smaczki w postaci świętokrzyskich legend.
Prawie wszystkie opisane postaci mają swój pierwowzór, a zbrodnie wydarzyły się naprawdę o czym wspomina autor w posłowiu. Tym bardziej więc brawo dla pana Macieja za to, że tego patchworku w ogóle nie da się zauważyć w trakcie czytania.
Zemsta. To destrukcyjne uczucie zatruwa i wypala, przechodzi na kolejne pokolenia, napędza i nakręca spiralę przemocy. Jest niczym zatrute ziarno, którym się karmimy każdego dnia. Ważniejsza niż prawo ludzkie i boskie. I „nie patrzy na zegarek”.
Z „Gołoborzem”, najbardziej osobistą - jak mówi sam Autor - książką w dotychczasowej karierze Macieja Siembiedy przenosimy się w „przeklęte Góry Świętokrzyskie, zamieszkałe przez ludzi mściwych i zajadłych, jak mało gdzie.” Tu u stóp Łysej Góry kamień po kamieniu buduje się świat pełen legend, bólu i pokoleniowej nienawiści, która „nie miała początku ani końca”.
Dwa zwaśnione rody, Kończaków i Cebrzynów, w imię honoru i przysięgi prowadzą wojny niczym sycylijska mafia z kultowego „Ojca chrzestnego”. I w tym porównaniu nie ma za grosz przesady. Bo i dla nich nie ma nic ponad honor, lojalność wobec rodziny i zmowę milczenia, a wyroki potrafią wykonać brutalnie i bezwzględnie.
Akcja rozciąga się od stycznia 1863 roku, przez powstania, okupacje i PRL-owski porządek, po lata dziewięćdziesiąte XX wieku. Wiatr historii nie raz ostro zacina, ale w Grabinie tradycja przemocy, zemsty i obowiązku wobec rodu pozostaje niezmienna. Niezmienna pozostaje również reporterska precyzja Autora połączona z pełną emocji narracją, obrazowością i lokalnym kolorytem. Od lat mój zachwyt budzi umiejętność splatania fikcji z faktami, którą Autor opanował do poziomu mistrzowskiego. Koniecznie zerknijcie w posłowie - możecie nie uwierzyć, które z drastycznych wydarzeń wspomnianych w powieści mają odzwierciedlenie w faktach .
Autentyzm tej powieści budują nie tylko prawdziwe wydarzenia, ale również użycie gwary, osadzenie akcji w naprawdę istniejącym krajobrazie (choć wsi Grabin nie znajdziemy na mapie) i lokalne legendy. Wśród nich jedna najbardziej poruszająca i nawiązująca do fabuły, o tym jak miejsce śmierci diabła stało się Czarcią Polanką, kamienne łzy diabłów opłakujących kompana - gołoborzem, „a dusze miejscowych ludzi twarde, ostre i zimne jak ono”.
I to kolejna uczta literacka, na którą zaprasza nas Autor. Ale uczta pochłaniana w wypełnionej zgrozą ciszy i czasem wręcz z niedowierzaniem, w której jakikolwiek promień światła, dobra, przebłysku nadziei zostaje brutalnie zgaszony. Ciężkostrawna emocjonalnie, bo tak bardzo prawdziwa, sięgająca nie tylko do historii, ale też własnej pamięci i korzeni Autora.
Czy po raz kolejny książka Macieja Siembiedy trafi na półkę najlepszych tego roku? O tak! Bo choć Autor poprzednimi powieściami podniósł sam sobie poprzeczkę bardzo wysoko, to „ Gołoborzem” przeskoczył ją z łatwością, udowadniając, że potrafi pisać tak, że słowa zostają w głowie i wrzynają się głęboko w serce.
Po jednej książce mogę powiedzieć że stałam się fanką pisarstwa Macieja Siembiedy. Takie umiejętne wplatanie faktów fabułę i sprawianie że jest ona jeszcze ciekawsza i fantastycznie się czyta umie niewielu autorów. Powieść gołoborza zaczyna się w powstaniu styczniowym a kończy w latach 1990. Hej fabuła to głównie rejon Świętokrzyski a tematem jest Zemsta rodowa. Konflikt między dwiema rodzinami wyrósł z bardzo drobnej sprawy a przerodził się w wojnę brutalną, bez skrupułów. Zemsta oko za oko jest tutaj niemalże dosłowna. A kiedy słyszysz że to wszystko jest oparte na faktach, to też trudno w to uwierzyć.
Świetna (jak zwykle). Polecam, bardzo dobrze się czyta, mimo trudnej tematyki. Niektóre postacie, jak Karaś czy Jadzia, oraz ich historie zostały genialnie poprowadzone. Jest też ogromna satysfakcja, gdy bohaterowie ponoszą konsekwencje swoich czynów - ale tylko Cebrzyny hahahah. Aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinno się znowu dopuścić pojedynków, może chociażby na pięści. Jesteś na kogoś wkurzony to stajesz twarzą w twarz z tą osobą i możesz tą wściekłość od razu wyładować. Grabiniacy chyba wiedzieli podświadomie coś o człowieku, o czym my teraz zapominamy. Czekam na kolejną książkę p. Siembiedy.
Bardzo sprawnie skonstruowana fabuła, w tle wydarzenia historyczne od powstania styczniowego do roku 89, a wśród nich historia dwóch zwaśnionych rodzin ze świętokrzyskiej wsi. Wciągająca bardzo. Warto!
Ogólnie naprawdę dobra powieść, ale. No właśnie ale. Mam sporo ale.
Bardzo doceniam że autor postawił na mroczniejszy, brudniejszy klimat, tylko że cały ten brud, syf, nieszczęście głównych postaci, a szczególnie to że główne osiągnie giną na przemian bez ich jakiegokolwiek pogłębiania, jest spora wadą. Ktoś może powiedzieć „no ale ty nie rozumiesz tu chodzi o ukazanie prawdziwych realiów historycznych, o zemsty, konflikcie dwóch rodziny trwającym pokolenia”. Ktoś taki ma trochę racji. Ale tylko trochę. No tak, wtedy życie tak wyglądało, ja tego nie neguje, w rzeczywistości było prawdopodobnie tylko dużo gorzej. Tylko że to że postacie ciągle giną i po 100 stronach idziemy do kolejnych sprawiło że tak książka mnie niczym nie zaskoczyła. Jest niesamowicie przewidywalna. Nie ma tu dla mnie głębi, no nie rusza mnie to, i być może to kwestia mnie, a nie książki, bo na przykład powieści Mccarthy’ego niesamowicie do mnie trafiają, i uwielbiam to jak brutalnie i beznadziejnie ukazuje świat.
Mimo wszystko „Gołoborze” podobało mi się, i mimo tego sporego „ale” mój odbiór książki jest pozytywny. Choć jeżeli autor to czyta to nie brałbym tego zbytnio do siebie, bo wady tej książki to już chyba bardziej kwestia mnie I mojego literckiego malkontestwa.
„Gołoborze” to lektura wymykająca się wszelkim porównaniom – monumentalna saga o dwóch klanach, Kończakach i Cebrzynach, których losy nierozerwalnie splotły się w świętokrzyskiej wsi Grabin. Na przestrzeni ponad pięciuset stron Maciej Siembieda kreśli obraz nienawiści absolutnej, która nie uznaje przedawnienia, towarzysząc bohaterom od powstania styczniowego aż po schyłek XX wieku. W tym mikrokosmosie podział był jasny od zawsze: świat dzielił się na pracowitych gospodarzy i tych naznaczonych piętnem występku, choć wichry historii wielokrotnie odwracały te role, dając przewagę raz jednej, raz drugiej stronie. W żyłach mieszkańców Grabina płynie krew zatruta urazą. Zemsta stała się tu dziedzictwem przekazywanym z pokolenia na pokolenie – mogła latami tlić się pod popiołem codzienności, byle tylko w odpowiednim momencie wybuchnąć pożarem, który rozstrzygnie, kto jest zwycięzcą, a kto „grabiniakiem gorszego sortu”. W tym świecie tożsamość rodowa stała ponad wszystkim innym; zanim ktokolwiek stał się żołnierzem czy rolnikiem, najpierw był Kończakiem lub Cebrzyną, dla których rodzina i pomsta stanowiły najwyższe sacrum. Grabin jawi się jako miejsce hermetyczne i nieprzeniknione, rządzone twardym kodeksem honorowym i zmową milczenia. Lokalne waśnie nigdy nie wychodziły poza granice wsi, a każda próba ingerencji z zewnątrz odbijała się od muru nieufności. Tu sprawiedliwość wymierzało się osobiście, twarzą w twarz, z dala od oficjalnych trybunałów. To kraina nagłych zniknięć i bolesnych powrotów, w której powracający nie szukają przebaczenia, lecz prawdy i ostatecznego wyrównania rachunków.
Całość tej przejmującej opowieści przenika duch świętokrzyskich legend. Ludowe wierzenia o sabatach na Łysej Górze i czarcich polanach stają się fundamentem charakterów – dusze miejscowych, zahartowane w cierpieniu i złości, stają się z czasem tak samo twarde, ostre i zimne jak kamienie gołoborza. Siembieda stworzył historię kompletną, w której wielkie wydarzenia z dziejów Polski są jedynie tłem dla niszczycielskich emocji rozrywających ludzkie serca. To literatura totalna, która kradnie sen i trzyma w napięciu do ostatniej kropki.
Akcja goni akcję, cała fabuła zazębia się przez przedstawienie dziesięcioleci losów dwóch mściwych rodzin. Świętokrzyskie legendy, wybitne przedstawienie historii Polski z perspektywy jednej wsi, zło czyhające na polanie pod Świętym Krzyżem wkradające się co rusz do ludzkich serc. 5/5
Gołoborze nie jest mi obce. Wychowałam się i mieszkam w Kielcach, więc Góry Świętokrzyskie, to także mój dom. Natomiast "Gołoborze" Macieja Siembiedy otworzyło mi furtkę do jego twórczości, z którą wcześniej się nie spotkałam. I ja proszę Państwa, nie mam pytań — ta książka to mistrzostwo. Autor z niesamowitym kunsztem opowiada historię dwóch zwaśnionych rodzin, które przez lata przekazywały kolejnym pokoleniom nienawiść do wrogiej rodziny. To właśnie chęć zemsty determinowała ich losy, sprawiając, że animozje, zawiść, odraza i odwet były tak silne, iż zdawać się mogło, że zaczęły płynąć w żyłach Kończaków i Cebrzynów. I tak przez dekady, zdaje się nie mieć końca to wielopokoleniowe wyrównywanie rachunków. Pamięć i wina są dla bohaterów tej powieści jak leżące od niepamiętnych czasów niewzruszone niczym, łysogórskie kamienie.
✨️Kto pokocha? Każdy, kto kocha wielopokoleniowe historie okraszone legendami, tajemnicami sprzed lat oraz trudnymi, bolesnymi, nieznającymi litości relacjami międzyludzkimi. Pokocha każdy, kto lubi rozbudowaną fabułę, barwny styl, dbałość o detale, intrygi i stopniowe odkrywanie sekretów. To wielowątkowa i wielowymiarowa powieść, w której autor zgrabnie połączył fakty z fikcją.
✨️Za co pokochasz? Za duszną, mroczną, ciężką atmosferę. Za nieustające napięcie, surowe opisy Gór Świętokrzyskich, które stanowią nie tylko tło dla rozgrywających się wydarzeń, ale są jednym z bohaterów — milczącym obserwatorem, który gdy trzeba, daje schronienie, a innym razem wyda cię prosto w ręce wroga. To książka, która zmusza do myślenia, która nie pozostawia czytelnika obojętnym wobec toczących się wydarzeń, wciągających go w środek zła i traktujących jak pełnoprawnego uczestnika akcji.
✨️Czy ja pokochałam? Jak mogłabym nie pokochać? Jestem zachwycona i to pod każdym względem. To jest prawdziwe mistrzostwo. Bałam się tej powieści. Bałam się, że jej nie poczuję, że mnie zawiedzie, że ja zawiodę ją i nie będę umiała "wyciągnąć" z niej tego, co dobre, mądre, elokwentne. Ale dałam radę, bo styl, jakim pisze autor, malowniczy, bezpośredni, a przy tym literacko piękny, zbudowały niesamowitą historię, od której nie sposób się oderwać już po przeczytaniu pierwszych zdań. To była bolesna, trudna, czasami ciężka do przełknięcia, ale dopracowana pod każdym względem książka.
✨️Czy polecam? Rety, tak! Koniecznie przeczytajcie. Ta powieść sprawi, że będziesz zbierać szczękę z podłogi.
✨️O czym jest? Dwie od dekad zwaśnione rodziny: Kończaki i Cebrzyny toczą między sobą nieustanną wojnę. Jak dowiesz się, od czego się zaczęło, to nie uwierzysz, że tak daleko to zaszło. Dla nich morder*two to walka o honor, a pamięć i wina są spożywane codziennie na śniadanie.
Gołoborze - czyli skalne rumowisko coś surowego, twardego i ciężkiego do pokonania. Podobnie sprawa ma się z dwiema rodzinami z Grabiny małej wsi, z której żadne brudne sprawy nie wychodzą poza jej granice. Spór między Kończakami a Cebrzynami trwa od dawna a każda kłótnia jest honorowo rozwiązywana czyli pojedynkiem na noże jeden na jednego. Ale czy aby takie rozwiązanie jest honorowe i rozwiązuje wszystkie problemy?
Dostajemy brutalną i szczerą aż do bólu historię o sporze, który nie może mieć dobrego zakończenia. Złość i nienawiść są codziennością w obydwu rodzinach a ja sączony nawet najmłodszym sprawia, że dawne krzywdy i chęć zemsty za nie są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Autor w brutalny sposób pokazuje jak dawne spory mogą zniszczyć życie oraz szczęście ludzi wiele lat później a wojna, którą prowadzą obie rodziny wpływa nie tylko na nich ale i osoby z ich otoczenia, które przez to często dostają rykoszetem.
Cała opowieść zaczyna się 1863 roku i ciągnie się na przestrzeni lat aż do początku lat 90 XX wieku. Dla obu rodzin ta wojna jest świętością i są gotowi dla niej zrobić wszytko, zabijanie, knucie podrzeganie i kłamstwa są u nich na porządku dziennym a zemsta to sprawa honoru. Jest to brutalny obraz świętokrzyskich wsi, która jest obojętna na zło i brutalność i tak naprawdę nikt nawet nie próbuje z tym walczyć a wojnę między rodzinami traktują jak coś normalnego. Trzeba przyznać, że honor i więzy rodzinne są tu ważniejsze niż zdrowy rozsądek, każdy kto chce powstrzymać tą chorą nienawiść jest wykluczany z rodziny i pozbawiony jej wsparcia.
Ksiażka jest niesamowita, od pierwszych stron czuć mrok, który spowija Grabinę może to bliskość Czarciej Polany sprawia, że ludzie tam mieszkający są twardzi i surowi w obejściu a może to sprawił to spór dwóch klanów ale jedno jest pewne ta historia jest doskonale skonstruowaną, emocjonującą i wciągającą pozycją, która niejednokrotnie zaskoczy czytelnika.
Nikt nie pisze o pokoleniowych traumach i zatargach tak jak Siembieda. Trylogia grecka siadła mi wprawdzie trochę bardziej, ale „Gołoborze” to wciąż gęsta od intrygi, pełna świetnie napisanych postaci, doskonale zresearchowana powieść.
"Gołoborze" to najnowsza powieść Macieja Siembiedy, która swoją premierę będzie miała 15 października. Cykl o Jakubie Kani oraz Grecka Trylogia sprawiły, że sięgam po kolejne książki autora z ciekawością, co tym razem przygotował dla swoich czytelników.
Akcja powieści rozciąga się mocno w czasie. Startujemy w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym trzecim roku, a lądujemy w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Dwa rody mieszkające w niewielkiej świętokrzyskiej wsi od lat żyją w oparach wzajemnej nienawiści. Honor i poczucie krzywdy są dla nich ważniejsze niż ludzkie życie. Dla rodzin Kończaków i Cebrzynów ten teren jest zwyczajnie za mały. Walka między kolejnymi pokoleniami trwa nieustannie, a jeśli trafi się członek rodziny, któremu przez myśl przejdzie zakończenie odwiecznej wojny, zostaje natychmiast sprowadzony na "właściwą" drogę. Zarówno w jednej, jak i drugiej rodzinie panuje przekonanie, że sądom ufać nie należy, a jedynym sposobem na wymierzenie sprawiedliwości jest osobista wendeta.
Trudno mi było początkowo wciągnąć się w fabułę, ale kiedy już ułożyłam sobie w głowie poszczególnych bohaterów i dopasowałam ich do właściwych rodzin, zrobiło się łatwiej. I jak to w rodzinie, na czytelnika czeka tutaj cały wachlarz emocji i uczuć, w większości tych negatywnych. Trafi się również zakazana miłość. Można by pomyśleć, że ponad pięćset stron o dwóch rodach trąci nudą, jednak nic bardziej mylnego. Obserwowanie bohaterów na przestrzeni lat pełnych transformacji ustrojowych było fascynujące. Bogate tło społeczno-polityczne stało się świetnym dopełnieniem zmian zachodzących w kolejnych pokoleniach Kończaków i Cebrzynów. Ciągłe próby sił i nieustająca walka oraz twarde zasady przodków, których wszyscy oni trzymają się mimo upływu lat, robią duże wrażenie, ale także przerażają.
Jak to u Macieja Siembiedy, fakty historyczne przeplatają się z fikcją literacką w taki sposób, że będziecie zaskoczeni, które z opisanych wydarzeń miały miejsce naprawdę. W posłowiu autor okrywa karty i muszę przyznać, że trudno mi było uwierzyć, kiedy dowiedziałam się, że część strasznych zbrodni i rytuałów autor oparł na prawdziwych zdarzeniach z przeszłości. Aż dreszcz przechodzi, kiedy uzmysławiamy sobie, do czego mogą być zdolni ludzie owładnięci żądzą zemsty.
Po raz pierwszy chyba trafiłam na książkę, w której nie da się jednoznacznie wskazać pozytywnego bohatera. Wszyscy, których spotkacie na kartach tej powieści, noszą w sobie zło.
Gołoborze. Miejsce bez lasu, nagie, kamienne, martwe. Rumowisko skalne. Przez mieszkańców wsi uważane za siedlisko Zła. Wet za wet, "honorowe" morderstwa, zmowa milczenia, duszna atmosfera zamkniętej społeczności. Dzieje się dużo, a czytelnik ze zgrozą obserwuje to, co nieuniknione. Maciej Siembieda znów zaserwował nam wielowątkową i skomplikowaną historię, od której nie sposób się oderwać.
Czy zrobiłabyś wszystko dla rodziny, nie zważając na konsekwencje… tylko dlatego, że to Twoja krew? Czy więzi rodzinne są dla Ciebie świętością, a najbliżsi stoją zawsze na pierwszym miejscu… przed wszystkim innym, nawet rozsądkiem? Rodzina jest ważna. Jest najważniejsza, ale każda więź ma swoje granice…przynajmniej powinna mieć… Historia przedstawiona przez @maciejsiembieda to brutalna, emocjonalna i przejmująca opowieść o dwóch rodach, które od pokoleń toczą ze sobą wojnę. Wojna ta nie zna litości. Nie ma w niej zwycięzców, są tylko kolejne pokolenia, które dziedziczą gniew, żal i nienawiść. Są tylko straty. Wszystko zaczyna się w 1863 roku, podczas powstania styczniowego… i trwa po dziś dzień. Ta wrogość, ten ból i ta bezwzględna chęć odwetu. Czytając tę książkę nie potrafiłam stanąć po żadnej ze stron. Ich czyny były równie okrutne, ich racje równie skażone pychą, pełne zawiści. Momentami czułam, jakby autor splótł losy bohaterów z echem „Samych Swoich”, lecz tutaj nie ma miejsca na humor czy pogodzenie przy płocie. To również szept „Romea i Julii”, tylko że zamiast romantyzmu mamy brud, cierpienie i świętokrzyską surowość, bo Stefan Cebrzyna i Jadźka Kończakowa naprawdę chcieli pokazać światu, że można inaczej… Dla mnie ogromnym atutem tej książki jest klimat świętokrzyskich ziem. Autor oddał go z ogromną autentycznością. Mój mąż pochodzi z tamtych stron, jego rodzina od pokoleń tam mieszka i czytając tę powieść, miałam wrażenie, że słyszę znajome słowa, słowa, które tylko tam wybrzmiewają, ten sam rytm mowy. Tacy są ludzie z tamtych rejonów: dumni, zżyci, wierni swoim, szorstcy w słowach, prawdziwi w spojrzeniu. Autor prowadzi tę opowieść z bezlitosną szczerością. Każde słowo jest jak cios, ale i jak przypomnienie, że przeszłość zawsze znajdzie sposób, by o sobie przypomnieć. Ta książka rozsadza serce od środka i nie pozwala o sobie zapomnieć. Kiedy zamkniesz ostatnią stronę, wciąż będziesz słyszeć szepty Cebrzynów i Kończaków, bo oni wciąż się kłócą. Wciąż się nienawidzą. To opowieść o nienawiści, która trwa dłużej niż życie. O dumie, która potrafi zniszczyć wszystko. O ludziach, którzy nie potrafią odpuścić, nawet jeśli przez to tracą samych siebie.
Pan Maciej Siembieda po raz kolejny obdarza swoich czytelników powieścią, która zawiera w sobie pierwiastek prawdy historycznej. Mało tego, w posłowiu raczy nas informacją o tym co zaczerpnął z realizmu, pisząc: „Okropieństwa opisane w powieści są podwójnie przerażające, bo zostały stworzone przez życie, a nie autora”. I objawia się nam kolejna prawda, że życie pisze najlepsze scenariusze a Pan Maciej to życie ubiera w słowa. Słowa, które na 520 stronach tworzą „Gołoborze”. Powieść, która może wygląda jak malutka cegiełka ale czyta się ją jednym tchem i czytelnik nawet nie wie, kiedy zarwał noc dla kolejnych stron i najchętniej zagłębiałby się dalej w treść ale jednak praca czeka i trzeba się pogodzić z faktem, że należy odłożyć książkę na kolejny wieczór.
Treść powieści przenosi czytelnika do roku 1863. To od tego momentu możemy śledzić zacięty zatarg pomiędzy dwoma rodami Kończakami a Cembrzynami. Mieszkańcami świętokrzyskiej wsi Grabin. Co prawda zaczynamy w połowie XIX wieku, jednak zatarg pomiędzy nimi sięga znacznie wcześniej wstecz. Sami zainteresowani chyba nawet nie znają dokładnego momentu jego powstania. Czytelnik może śledzić go i to jak owe rody dokonywały zemsty wobec siebie. Prawo przysięgi na krew i słowo dane najstarszemu z rodu ważniejsze niż prawo karne.
Nie powiem, bo sympatyzowałam z jednym z owych rodów, niemniej jednak czy można dawać nawet niewypowiedziane przyzwolenie na krwawą zemstę i okrucieństwo człowieka wobec drugiego człowieka? Raczej nie...
W pewnym momencie pojawia się promyczek nadziei na pogodzenie się zwaśnionych rodów, któremu czytelnik kibicuje i martwi się jak dalej potoczą się losy bohaterów. Bo przecież mamy XX wiek i to nie Sycylia aby mafia wykańczała się wzajemnie.
Nie chcąc zdradzać fabuły napiszę, że książka genialna! Czyta się ją jednym tchem i czytelnik mimo woli porównuje co poniektórych bohaterów do jednego z dramatów pewnego angielskiego pisarza. Pozostawia czytelnika spełnionego ale jednocześnie z pewnym niedosytem bo być może historia mogłaby się zakończyć np. w 2020 roku a nie z początkiem lat 90-tych wieku ubiegłego? A może jednak nie... Jakże genialna czytelnicza uczta czeka każdego kto będzie zaznajamiał się z jej treścią. Zazdroszczę, że już poznałam fabułę, bo chciałabym ja poznać kolejny raz.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak literanova.
Siembieda, dla mnie ekspert w łączeniu sensacji z historią i właśnie w „Gołoborzu” dochodzi do tropienia artefaktów i tajemnic XX wieku, by stawić czoła wielopokoleniowej nienawiści zakorzenionej na Świętokrzyskiej ziemi. Ten wątek dał powieść mroczną, surową, brutalną, gdzie dawny mit splata się z rzeczywistością.
Miejsce, gdzie legenda o diable przygniecionym głazem na Czarnej Polanie wciąż trwa, jest areną, gdzie rodowa wendetta Kończaków i Cebrzynów przybrała kształt niemal świętej wojny. Morderstwo nie jest tu rozpatrywane jako zbrodnią, lecz akt honoru, a lojalność wobec rodu jest kluczowa i stoi ponad prawem, czy sumieniem. W takiej scenerii swój dramat przeżywa Stefan Cebrzyna, który rozdarty mieczy obowiązkiem wobec przodków, a uczuciem do Jadźki Kończakowej. Cebrzyna to postać absolutnie tragiczna, świadoma, że uczucie nie ma najmniejszych szans w świecie zdominowanym przez gniew…
Autor bardzo specyficznie wykreował obraz wsi, jako miejsce rządzące się swoimi własnymi i okrutnymi prawami. Atmosfera jest surowa i niezwykle emocjonalna, a dodatkowo wywołuje jakiś mistycyzm w otoczeniu Świętokrzyskich lasów. Siembieda podczas całej powieści trzymał napięcie, tworząc dramat o nienawiści dziedziczonej i skrzętnie pielęgnowanej przez lata niczym choroba. Muszę przyznać, że przy zachowaniu całego realizmu i brutalnych realiów miała ta historia w sobie coś baśniowego. Gdzie legenda, przesąd i przysięga są związane jakąś niefizyczną więzią krwi.
Gołoborze jest powieścią mocną i w gruncie rzeczy tragiczną ukazującą jak historia może uwięzić ludzi w spirali zła i przemocy. Chociaż to smutne, to historia pokazuje, ze miłość to czasem za mało i po prostu może nie wystarczyć, gdy ziemia wokół skażona jest nienawiścią.