W Warszawie giną bez śladu młode dziewczyny. Ofiary pochodzą z rozbitych, zastępczych lub patologicznych rodzin, więc policja przez długi czas nie łączy ich spraw. Nowe światło rzuca na sprawę zaginięcie córki stołecznego biznesmena. Komisarz Anna Zaspa dobrze pamięta, jak swego czasu ktoś alarmował ją, że coś niedobrego dzieje się z młodymi dziewczętami, a ona go zignorowała. Tym kimś był Buba, bezdomny z Powiśla. Teraz i on przepadł bez śladu, a z nim najważniejszy trop.
Zniknięcie Buby martwi nie tylko policję. Jego dobry przyjaciel, Hubert „Hub” Rajcher, to były oficer GROM-u, który po przeżyciu osobistej tragedii wylądował na bruku – z wyboru. Buba pomógł mu przetrwać najtrudniejszy czas. Gdy komisarz Zaspa w nietypowy sposób prosi Rajchera o pomoc w śledztwie, ten nie zastanawia się długo. Nie ma nic do stracenia.
Pierwszy tom tetralogii Cztery pory zbrodni autorstwa znanego, nagradzanego pisarza, tym razem występującego pod pseudonimem Michał Ritter.
Warszawska komisarz Anna Zaspa prowadzi śledztwo w sprawie zaginięć dziewczynek. Wszystkie pochodziły z dysfunkcyjnych rodzin z Powiśla. Jej partner właśnie odszedł na emeryturę, więc Anna postanawia poprosić o pomoc Huberta Rajchera, byłego oficera GROM, pułkownika w stanie spoczynku. Choć "poprosić" to duże niedopowiedzenie. Doświadczony przez los Rajcher jest w stanie wejść do światka bezdomnych, którzy mogą mieć informacje w sprawie zaginięć.
Polecenia znajomych były powodem, że w ogóle zainteresowałam się książką. Było to trochę ryzykowne, gdyż nie lubię sensacji, a ta powieść jest nią mocno naznaczona. Dzieje się to przede wszystkim za sprawą głównego bohatera, który wielokrotnie wchodził w bezpośrednią konfrontację. Rajcher nie przypadkowo ma nazwisko podobne do Reacher'a, protagonisty powieści Lee Child'a. Charakterologicznie obaj wojskowi również są do siebie podobni. Rajcher nie odstaje od Reachera, nie jest słabiej wykreowany, ale podobieństwo obu bohaterów można uznać zarówno jako atut, jak i jako minus. Wątek kryminalny był wielowątkowy, wielowymiarowy i skutecznie wciągał w wir wydarzeń. Mnogość postaci i zawiłość intrygi zmuszają do skupienia, tym bardziej że książka należy do kategorii "cegła".
W ogólnym rozrachunku powieść mi się podobała, ale finał uznaję za najsłabsze ogniwo. Był nienaturalny, nierealny i teatralny.
Jest to pierwsza książka, którą sygnuje Michał Ritter, jednak nie jest to debiut. O autorze wiadomo tyle, że pod tym pseudonimem ukrywa się nagradzany pisarz, który wydał kilkadziesiąt książek. Dodatkowo pracował w dyplomacji i jest ekspertem w dziedzinie sekt i terroryzmu, a także znawcą Dalekiego Wschodu.
Rzadko sięgam po debiuty. Zazwyczaj wybieram autorów, którzy już udowodnili, że potrafią utrzymać uwagę czytelnika i dostarczyć coś więcej niż prostą rozrywkę. Tym razem jednak zrobiłem wyjątek. I zrozumiałem, że odkładanie na bok nowych nazwisk bywa zwyczajnym błędem.
„Cztery pory zbrodni. Wiosna” Michała Rittera dała mi coś, czego dawno nie poczułem w kryminale. Zamiast czystej sensacji dostałem opowieść o mieście, które samo staje się bohaterem. Warszawa w tej książce nie jest ani neutralna, ani przyjazna. Jest ciężka, szorstka, momentami wręcz przytłaczająca – ale przez to prawdziwa. Czytając, miałem wrażenie, że zaglądam w jej ciemniejsze zakamarki, o których zwykle wolałoby się zapomnieć.
Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że książka zostawiła mnie z poczuciem, że oto poznałem autora, do którego chcę wracać. Ritter ma w sobie coś, co każe traktować go jak nazwisko, które już można uznać za „sprawdzone”. Czuję, że ten cykl będzie towarzyszył mi dłużej niż jedna jesień, a „Wiosna” to dopiero początek tej drogi.
To powieść mocno warszawska – i właśnie ta lokalność, ten ciężar miejsca sprawił, że odebrałem ją nie tylko jako fabułę, ale jako doświadczenie. Takie, które nie zdarza się często, zwłaszcza w literaturze gatunkowej.
Współpraca reklamowa - @mediarodzina.wydawnictwo @mediarodzina.kryminalnie Bardzo dziękuję za zaufanie 🫶💞
Na początku książka trochę się dłuży, nie ma co ukrywać, to prawdziwa cegła, bo ma aż 550 stron. Pierwsze rozdziały były dla mnie trudne do przebrnięcia, ale z czasem, kiedy akcja zaczęła się rozwijać, było już zdecydowanie lepiej.
Muszę jednak przyznać, że autor miejscami przesadził z długimi, mało potrzebnymi opisami. Sama fabuła jest ciekawa i dobrze skonstruowana, choć dość przewidywalna. Z drugiej strony nie do końca, bo zawiera też wiele plot twistów.
Na plus zdecydowanie wypadają postacie, przywiązałam się do nich, zwłaszcza do Rajchera. To bardzo dobrze napisana, złożona postać, którą naprawdę polubiłam. Jego historia, zarówno wspomnienia z wojska, jak i relacja z córką, dodają mu głębi i sprawiają, że wypada niezwykle wiarygodnie.
Na pewno sięgnę po kolejne tomy. 👏
Czy polecam? Tak, jeśli szukacie książki, która wciąga i daje przyjemność z czytania, ale nie wymaga od razu maksymalnego wysiłku umysłowego. To po prostu kawał solidnej, dobrej lektury na długie wieczory.
Jako miłośniczka kryminałów nie mogłam przejść obojętnie obok książki „Cztery pory zbrodni. Wiosna” – pierwszego tomu obiecującej serii autorstwa Michała Rittera. Już sam tytuł intryguje, zapowiadając cykl mrocznych opowieści splecionych z motywem zmieniających się pór roku. Sięgając po tę książkę, spodziewałam się historii pełnej tajemnic, napięcia i nieoczywistych bohaterów — i dokładnie to otrzymałam.
W Warszawie dochodzi do serii tajemniczych zaginięć młodych dziewcząt. Ofiary pochodzą z trudnych środowisk – rodzin patologicznych, zastępczych lub rozbitych – dlatego policja przez długi czas nie dostrzega związku między sprawami. Dopiero zniknięcie córki wpływowego biznesmena przyciąga uwagę mediów i śledczych. Komisarz Anna Zaspa przypomina sobie dawne ostrzeżenie od Buby – bezdomnego z Powiśla, który twierdził, że „coś złego dzieje się z młodymi dziewczynami”. Wówczas zlekceważyła jego słowa, a teraz Buba sam znika bez śladu – wraz z kluczem do rozwiązania sprawy. Sprawą zaczyna interesować się także Hubert „Hub” Rajcher, były żołnierz GROM-u, który po osobistej tragedii wycofał się z życia i zamieszkał na ulicy. Buba był jego przyjacielem i pomógł mu przetrwać najtrudniejszy okres. Gdy komisarz Zaspa w niekonwencjonalny sposób prosi Rajchera o pomoc w śledztwie, ten bez wahania się zgadza – nie ma już nic do stracenia.
Już od pierwszych stron widać, że Michał Ritter postawił sobie ambitne zadanie: połączyć klasyczny kryminał z emocjonalnym, niemal egzystencjalnym dramatem o winie, odkupieniu i utraconym człowieczeństwie. Proza Rittera jest gęsta, filmowa, ale nieprzeładowana. Autor ma doskonałe wyczucie dialogu – naturalnego, często podszytego ironią lub rozpaczą. Narracja balansuje między chłodnym opisem czynności śledczych a introspekcją bohaterów. Z pozoru zwyczajne zaginięcia młodych dziewcząt szybko nabierają złowrogiego wydźwięku, a z każdą kolejną stroną atmosfera gęstnieje. Autor umiejętnie stopniuje napięcie, prowadząc czytelnika przez kolejne tropy i ślepe zaułki śledztwa aż do zaskakującego finału, który pozostawia poczucie niedosytu – w najlepszym tego słowa znaczeniu. Choć akcja toczy się w dość spokojnym rytmie, Ritter potrafi sprawić, że trudno oderwać się od lektury. Narracja jest precyzyjna, a każde zdanie ma swoje miejsce i sens. Intryga wciąga nie tanimi efektami, lecz psychologiczną głębią, naturalnymi dialogami i subtelnie budowanym napięciem. Powieść to nie tylko intryga kryminalna, lecz także sugestywny portret stolicy – nie tej z folderów turystycznych, lecz Warszawy podskórnej: mokrej, chłodnej, przelotnie rozświetlanej neonami i gasnącym światłem latarni. Powiśle, Praga, zrujnowane podwórka i pustostany stają się scenerią, w której ludzkie dramaty mieszają się z zapachem taniego alkoholu i strachu. Miasto żyje, oddycha i nie jest jedynie tłem, lecz pełnoprawnym uczestnikiem wydarzeń. Na szczególne uznanie zasługują bohaterowie – pełnokrwiści, wiarygodni, obarczeni własnymi demonami i słabościami. Komisarz Anna Zaspa to postać nieoczywista: profesjonalna, ale rozdarta poczuciem winy, które nie pozwala jej spokojnie spać. Z kolei Hubert „Hub” Rajcher to typ bohatera z przeszłością, którego trudno nie polubić – twardy, zniszczony przez życie, a jednak kierujący się prostym, głęboko ludzkim kodeksem moralnym. Ich relacja, zbudowana na wzajemnym zaufaniu i napięciu, dodaje historii wyjątkowej emocjonalnej głębi. Michał Ritter doskonale łączy elementy klasycznego kryminału z realistycznym obrazem społecznym. W tle opowieści pobrzmiewają echa współczesnych problemów: biedy, bezdomności, rozbitych rodzin i bezradności systemu. Nie ma tu miejsca na fałsz ani tanie moralizatorstwo – wszystko jest prawdziwe, trochę brudne, trochę bolesne – jak samo życie. „Cztery pory zbrodni. Wiosna” to powieść, która nie tylko wciąga intrygą, ale też skłania do refleksji. Ritter z wyczuciem pokazuje, jak cienka jest granica między dobrem a złem i jak łatwo człowiek może się zagubić, gdy świat wokół traci moralny kompas. Podsumowując – to mocny, mroczny i znakomicie napisany kryminał z wyraźnym rysem psychologicznym. Świetnie skonstruowana fabuła, wiarygodni bohaterowie i realistyczny obraz współczesnej Warszawy sprawiają, że „Cztery pory zbrodni. Wiosna” to coś więcej niż tylko początek cyklu – to solidny fundament serii, która ma szansę na trwałe zapisać się w świadomości miłośników polskiego kryminału. Jeśli lubicie mroczne, psychologiczne historie z duszą – sięgnijcie po „Cztery pory zbrodni. Wiosna” Michała Rittera. Naprawdę warto.
Powieść „Wiosna”, która to stanowić będzie część tetralogii pozornie jest debiutem, choć zupełnie nie do końca… Postać autora została osnuta aurą niepewności i tajemnicy, a pod jego pseudonimem skrywa się ekspert w dziedzinie terroryzmu i sekt religijnych. Notka wydawnicza zapewnia nas również o fakcie, iż Ritter zna się na tajnikach Dalekiego Wschodu oraz ma powiązania z dyplomacją, dziennikarstwem i został wielokrotnie nagrodzony w branży pisarskiej. Ciężko mi mimo wszystko powiązać tę wyimaginowaną postać z rzeczywistą, ale może ktoś z Was sobie świetnie poradzi i chciałby się ze mną podzielić swoimi przypuszczeniami.
Hubert „Hub” Rajcher, to taki polski Reacher z iście reacherowym vibem. Mężczyzn łączy wiele podobieństw, nie tylko na poziomie kreacji psychologicznej, ale również behawioralnej, a nawet ich nazwiska nie bez przyczyny brzmią podobnie. Inspiracje Lee Childem są w pierwszym tomie Czterech pór roku wyraźnie wyczuwalne, z przełożeniem na nasz rodzimy rynek, co wypada niesamowicie realistycznie. Akcja toczy się w Warszawie, gdzie bez śladu giną młode dziewczęta. Wszystkie nastolatki pochodzą z rozbitych, zastępczych lub patologicznych rodzin, przez co policja początkowo nie łączy tych spraw, lecz z biegiem czasu dochodzi do odkrycia pewnych analogii i rozpoczyna się pościg za seryjnym m0rdercą.
Początkowo „Wiosna” wydawała się zwyczajnym kryminałem, który powędruje prostą linią w kierunku mety, a tropy będziemy zbierali niczym Pac-Man. Okazało się bardziej złożenie, fabuła meandrowała, zawracała, wiła się niesamowicie, często mącąc w mojej głowie. Z jednej strony mamy bardzo rozbudowaną, mocno opisową, szczegółową prozę z licznymi powtórzeniami, a z drugiej zaś pełną niewiadomej historię z wieloma postaciami odgrywającymi ważne tło obyczajowo-kryminalne. Pełna kontrastów proza autora z pewnością znajdzie licznych pasjonatów, gdyż skrywa w sobie piękno uczuć budujących się na tle brutalnych zajść. Estetykę młodości zderzoną z plugastwem męskich żądz, które nigdy nie powinny były zaistnieć, a co dopiero dążyć ku spełnieniu. Gorycz mocnej, czarnej kawy i pokrzepiające relacje międzyludzkie, które zdają się przynosić wiarę na lepsze jutro, choć przeszłość niesie ze sobą całą gamę smutku i strat.
Narracja wypada bardzo naturalnie, wątek miłosny nie został wrzucony na siłę i nie kipi erotyzmem, jest nienachalny i bardzo dobrze poprowadzony. Fabuła prowadzona jest w sposób ciekawy, a traumy skrywające się w odmętach umysłów postaci są na tyle fascynujące, że całość wypada atrakcyjnie dla wymagającego czytelnika.
22 kwietnia miała miejsce premiera „Lata”, czyli kontynuacji, po którą sięgnę z miłą chęcią. Jestem ciekawa, jak potoczą się losy śledczych brylujących na łamach kart powieści detektywistyczno-sensacyjnej „Wiosna”.
„Cztery pory zbrodni. Wiosna” to pozycja, która wciąga niemal od pierwszych stron. Ogromną tajemnicą jest również jej autor, który ukrywa się pod pseudonimem Michał Ritter. Cała akcja dzieje się w Warszawie, a jako jej obecna mieszkanka, czytając o znanych mi miejscach czy ulicach, mogłam dosłownie się tam przenieść. W stolicy Polski giną nastoletnie dziewczynki pochodzące z rozbitych czy patologicznych rodzin. Na początku nikt nie widzi niczego wspólnego między tymi zaginięciami. Jednak, kiedy śledztwem zajmuje się komisarz Anna Zaspa, sprawy ruszają do przodu. Pani komisarz podstępem wciąga do sprawy Huberta Rajchera, byłego GROM-owca. Rajcher przeżył osobistą tragedię i na jakiś czas wylądował na ulicy. Te doświadczenia pozwalają mu na wniknięcie w bardzo zagmatwane śledztwo, w którym dużą rolę odgrywają bezdomni i bardzo dobrze zorganizowana grupa przestępcza. Na początku czytania czułam lekki chaos, nie mogłam się wczuć w historię, ale nie poddałam się i potem wciągnęłam ją dosłownie za jednym posiedzeniem. Każdy rozdział napisany jest tak, że książki nie da się po prostu odłożyć! A wszystko dlatego, że autor bardzo umiejętnie prowadzi nas przez całą sprawę, myli tropy i utrudnia dojście do sedna, żeby na sam koniec wszystko się wyjaśniło. Mnogość wątków, niezwalniająca akcja, prawdziwi bohaterowie i problemy, które istnieją tuż obok nas – to idealna pozycja dla osób, które lubią kryminalne klimaty. Mam ogromną nadzieję, że pozostałe części dotrzymają poziomu tej pierwszej, bo to był naprawdę bardzo dobry początek. Kto wie czy nie mamy przed sobą jednej z lepszych kryminalnych, polskich serii ostatnich lat?
Okładka tej książki co prawda mnie nie zachwyciła, jednak zaintrygował mnie tytuł, byłam ogromnie ciekawa o co chodzi z tą wiosną w tym kryminale. Odpowiedź dostałam, książka choć początkowo nie potrafiłam się w nią wkręcić, w pewnym momencie całkowicie mnie pochłonęła. Książka jest pierwszym tomem serii "Cztery pory zbrodni".
W Warszawie znikają bez śladu młode dziewczęta. Do momentu zaginięcia córki biznesmena nikt spraw zaginionych nastolatek nie łączy ze sobą, gdyż wcześniejsze zniknięcia dotykały dziewcząt z pieczy zastępczej, rozbitych czy patologicznych rodzin. Komisarz Zaspa przejmuje śledztwo, nie daruje sobie, że zignorowała słowa bezdomnego, który już wtedy naprowadzał ją na trop. Anna podstępem nakłania do pomocy Rajchera, pułkownika, który po osobistej tragedii, zrezygnował ze służby, o którym również usłyszała od Buby. Oboje zaczynają węszyć, a gdy sprawy zaczynają przybierać niespodziewany obrót i łączyć się z innymi podejrzanymi wydarzeniami, oboje zdają sobie sprawę z tego, że mogą liczyć tylko na siebie.
Początek książki był dla mnie nico nużący i jak na moje oko nieco chaotyczny. Przeskoki pomiędzy wydarzeniami, także pomiędzy nieoznaczonymi perspektywami, kiedy jeszcze nie ma się pojęcia kto jest kim, wiele wątków i elementów, które nijak do siebie nie pasują, to wszytko mi się plątało, nawet zaczynała mnie boleć głowa. Po kilki pierwszych rozdziałach byłam pewna, że ro będzie dla mnie ciężka lektura, jednak to założenie było błędne, bo gdy przebrnęłam przez ten trudny dla mnie początek, i gdy w końcu zaczęłam łapać się w tych wszystkich informacjach, bohaterach i innych kwestiach, a także gdy akcja zaczęła nieco nabierać tępa, to ja coraz bardziej angażowałam się w powieść. Zaczęłam coraz bardziej główkować, łączyć kropki i poszlaki, które autor zaczął systematycznie ujawniać, i które krok po kroku pozwalały rozwiązać cała zagadkę.
Sprawa była szeroka, wielowątkowa, z świetną grą pozorów, manipulacją i intrygą, którą po części udało mi się rozszyfrować. Autor rozegrał to tutaj naprawdę w genialnym stylu. Dawkował informacje, bawił się faktami, prowadził na manowce, ale też skrupulatnie odkrywał kolejne puzzle układanki. Fabuła oparta na zasadzie po nitce do kłębka, panuje tutaj porządek i logika, a to w tego typu powieściach ja zawsze doceniam, ale też przez to fani powieści kryminalnych czy detektywistycznych będą mieli niezłą gratkę przy rozwiązywaniu zagadki. W powieści pojawia się sporo trudnych, ciężkich nawet kontrowersyjnych tematów, niektóre opisy co wrażliwszym czytelnikom mogą się wydać drastyczne, chociaż według mnie nie są one zbyt szokujące, powiedziałabym nawet, że takie zachowawcze.
Na uwagę zasługują bohaterowie, intrygujący, walczący ze swoimi własnymi demonami, ale jednocześnie zdeterminowani, nie baczący na konsekwencje, sięgający po niekonwencjonalne metody - i tutaj mam wrażenie, że autora nieco poniosła wyobraźnia, przynajmniej jeśli chodzi o nasze polskie realia, niemniej pomysły były genialne, czasami zaskakujące, ale na pewno dodały powieści animuszu.
Książka pomimo trudnego dla mnie początku okazała się naprawdę rewelacyjną lekturą. Napisana w bardzo dobrym, szczegółowym i zajmującym stylu. Zagadka kryminalna na bardzo wysokim poziomie, którą po części można rozwiązać samodzielnie, ale też niektóre elementy w niej zaskakują, a ja takie lubię najbardziej. To lektura godna uwagi, którą polecam fanom złożonych kryminalnych zagadek. Historia nie kończy się wraz z ostatnią kropką, wiec też nie pozostaje nic innego niż wyczekiwanie na kolejny tom.
„Cztery pory zbrodni. Wiosna” to pierwszy tom cyklu, który już od pierwszych stron pokazuje, że mamy do czynienia z przemyślaną, wielowątkową historią. Autor zabiera nas do Warszawy, miasta pełnego kontrastów, gdzie nowoczesne biurowce i apartamenty biznesmenów stoją obok ciemnych zaułków, a pod powierzchnią codziennego gwaru kryją się sprawy, o których wolałoby się nie wiedzieć. To właśnie tu rozgrywa się śledztwo w sprawie zaginięć młodych dziewczyn.
Na początku ich sprawy nikogo szczególnie nie interesują. Nastolatki pochodzą z rozbitych, patologicznych rodzin, a w statystykach są to po prostu kolejne anonimowe ofiary. Dopiero zniknięcie córki wpływowego biznesmena stawia policję w pełnej gotowości i pokazuje, jak bardzo los człowieka może zależeć od jego pozycji społecznej. To mocny punkt powieści, bo Ritter nie zatrzymuje się na samej intrydze, ale pokazuje również mechanizmy obojętności i wykluczenia, które stają się częścią całej układanki.
Bohaterowie powieści to komisarz Anna Zaspa, policjantka zdeterminowana, ale też obciążona poczuciem winy za zignorowanie wcześniejszych sygnałów w sprawie zaginięć oraz Hubert „Hub” Rajcher, były oficer GROM-u, który po osobistej tragedii zrezygnował z kariery i wybrał życie na ulicy. To właśnie on nadaje tej historii szczególnej intensywności. Jest twardy, ale zarazem poraniony, gotowy postawić wszystko na jedną kartę. Relacja Zaspa–Rajcher nie jest prosta. Czasem opiera się na zaufaniu, innym razem balansuje na granicy niechęci i ostrożności. Dzięki temu powstaje duet, który nie tylko prowadzi nas przez kolejne tropy, ale też przyciąga uwagę emocjonalną autentycznością.
Ritter buduje fabułę jak dobrze rozplanowaną grę. Najpierw bardzo przemyślanie rozstawia pionki, pozwalając nam wejść w atmosferę zagrożenia i niepewności, a następnie stopniowo wprawia fabułę w ruch. Tropów jest wiele, ale każdy z nich ma znaczenie. Autor umiejętnie podrzuca wskazówki, myli tropy, manipuluje i nie pozwala odetchnąć. Kiedy wydaje się, że rozwiązanie jest już w zasięgu ręki, pojawia się nowy element, który wszystko komplikuje. To sprawia, że lektura angażuje na wielu poziomach.
Ważna jest w powieści warstwa społeczna. Autor pokazuje ludzi zepchniętych na margines, bezdomnych, dzieci z domów dziecka, dziewczyny z rodzin, które nie zapewniły im bezpieczeństwa. Ritter przypomina, że za suchymi policyjnymi raportami stoją realne dramaty, a każdy numer sprawy to człowiek z historią, która zasługuje na wysłuchanie. Dzięki temu powieść nie jest tylko kryminałem, lecz także refleksją nad tym, jak łatwo jest nie zauważać tych, którzy najbardziej potrzebują wsparcia. Styl autora jest dynamiczny i przystępny. Dialogi są dynamiczne, opisy tworzą nastrój, ale nie spowalniają narracji. Początkowe przeskoki perspektyw mogą być wyzwaniem, jednak z czasem okazują się dobrze przemyślaną konstrukcją, która sprawia, że całość działa jak skomplikowana układanka, element po elemencie układająca się w spójną całość.
„Cztery pory zbrodni. Wiosna” to opowieść o winie, odkupieniu i o tym, jak przeszłość bohaterów wpływa na ich wybory. To mocna, wciągająca i pełna emocji historia, która zostawia niedosyt i otwiera drogę do kolejnych części cyklu. Robi wrażenie rozmachem, wyrazistymi bohaterami i umiejętnie prowadzoną intrygą. Ogromnie polecam ❤
Dlaczego życie jednych jest warte więcej niż innych? Czy ofiary z marginesu społecznego mają szansę na sprawiedliwość? Czy nasze prawo jest dla wszystkich takie samo?
„Cztery pory zbrodni. Wiosna” Michała Rittera to początek tetralogii, która od pierwszych stron przenosi nas w sam środek mrocznej Warszawy. Stolicy dalekiej od folderów turystycznych – pełnej kontrastów, biedy, zła i ludzkich dramatów. To właśnie tutaj znikają bez śladu młode dziewczyny. Początkowo ich zaginięcia są traktowane przez policję jako „statystyka” – bo przecież pochodzą z rodzin zastępczych, rozbitych, patologicznych. Kto miałby się nimi naprawdę przejąć? Dopiero gdy ginie córka wpływowego biznesmena, sprawa nabiera rozgłosu, a cała sieć powiązań zaczyna odsłaniać swoje przerażające oblicze.
Na pierwszym planie stoją dwie niezwykłe postacie: komisarz Anna Zaspa i Hubert „Hub” Rajcher, były oficer GROM-u, który po osobistej tragedii wybrał życie na ulicy. Łączy ich jedno – oboje zmagają się z własnymi demonami. Anna nie potrafi sobie darować, że zignorowała ostrzeżenia Buby, bezdomnego z Powiśla. Hub z kolei wciąż nosi w sobie traumę, która zepchnęła go na margines życia. To właśnie Buba, jego przyjaciel, staje się kluczem do sprawy. Kiedy znika bez śladu, Rajcher wie, że nie może pozostać bierny.
Ritter wciąga czytelnika w historię, w której nic nie jest oczywiste. Początek może sprawiać wrażenie chaotycznego – wiele postaci, perspektyw, przeskoków – ale gdy fabuła się rozkręca, trudno oderwać się od książki. Autor doskonale bawi się tropami: podrzuca poszlaki, myli ślady, a jednocześnie powoli prowadzi nas do prawdy. Z każdą stroną czułam coraz większe napięcie i miałam ochotę sama rozwiązać tę układankę. To właśnie w takich momentach przypominam sobie, dlaczego tak bardzo lubię kryminały.
Na uwagę zasługują bohaterowie – nie są papierowi ani jednoznaczni. Anna jest twarda, ale rozdarta wewnętrznie. Hub to ktoś, kto stracił niemal wszystko, a mimo to nadal potrafi walczyć. Czułam, że Ritter nie boi się pokazać ich słabości, a dzięki temu stają się bardziej ludzcy i bliscy czytelnikowi. Świetnym zabiegiem było też zestawienie policyjnej procedury z „pozaprawnymi” metodami Rajchera – to tworzy między bohaterami ciekawą dynamikę i napięcie.
Warszawa w tej książce jest bohaterką samą w sobie. Brudne zaułki, kontrasty społeczne, bezdomność, ale i świat luksusu, w którym zaginięcie córki biznesmena staje się punktem zwrotnym. Ta sceneria sprawia, że klimat powieści jest gęsty, duszny i pełen niepokoju.
„Cztery pory zbrodni. Wiosna” to kryminał wymagający – nie tylko ze względu na rozbudowaną fabułę, ale też podejmowane trudne tematy: marginalizację, społeczne nierówności czy obojętność wobec ludzkich tragedii. Nie jest to książka dla czytelnika szukającego lekkiej rozrywki, ale dla tego, kto lubi powieści złożone, pełne zagadek i emocji.
Czy polecam? Tak – ale z zastrzeżeniem, że trzeba dać tej historii czas. Jeśli przebrniesz przez początek i pozwolisz sobie wciągnąć się w wir wydarzeń, Ritter odwdzięczy się nie tylko solidną intrygą kryminalną, ale też bohaterami, których trudno zapomnieć.
🌸 „Wiosna pachniała świeżym deszczem i strachem. W tym mieście jedno i drugie pojawiało się zawsze razem.”
-Dlaczego akurat wy? Ułańska fantazja? -Gdzie diabeł nie może, tam Polaków pośle... - Rajcher zamyślił się. - Czy ja wiem... Chyba chcieliśmy coś udowodnić Amerykanom... Choćby że Monte Cassino to nie był jednostkowy przypadek...
„Wiosna miała być nowym początkiem. Ale nie dla nich. Dla nich była końcem.” 🌆 „Warszawa nie śpi. Ona tylko udaje, że nie słyszy krzyków, które nikną między blokami.”
„Czasem wystarczy jedno zniknięcie, by całe miasto zaczęło gnić od środka.”
💔 „Niektórych ran nie widzisz, dopóki nie dotkniesz ich cudzym cierpieniem.” 🩸 „Każdy coś ukrywa. Jedni grzech, inni stratę, a niektórzy – ciało.” Zazwyczaj chętnie sięgam po debiuty zaciekawiona czy nowe nazwisko na polskim rynku wydawniczym przypadnie mi do gustu , choć nie mam wówczas większych oczekiwań. Cztery pory zbrodni to nowy cykl, a pisał go człowiek podobny do głównego męskiego bohatera , którego wykreował, przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Osoba inteligentna, znajaca się na technikach stosowanych w wojsku. W stolicy dochodzi do serii zaginięć - uprowadzone są nastolatkami w trudnej sytuacji rodzinnej i wydają się starannie wyselekcjonowane. Pierwszymi świadkami tego,że w mieście coś się dzieje są... ludzie bez dachu nad głową- jednak z racji swego niskiego statusu społecznego nie są oni dla organów ścigania. Wszystko się zmienia, gdy okazuje się, że zaginęła również córka wpływowego biznesmena. W tym momencie pęka jakiś niewidzialna mur. Do rozwikłania zagadki zostają przydzieleni Anna Zaspa i jej służbowy partner Jakub Gmoch. Kobieta decyduje się też na zaangażowanie zewnętrznego wsparcia w osobie Huberta Rajchera - byłego żołnierza GROM-u z trudną przeszłością, który wkrótce zaczyna działać pod przykrywką. Co odkryje i czy wszyscy stoją po tej samej stronie? Do czego prowadzi mania wielkości i chęć zostania wizjonerem? Tego dowiecie się z książki. Co mogę o niej powiedzieć? Początkowo byłam nieco zdezorientowana i nie mogłam się połapać w mnogości wątków i postaci. Im jednak dalej w fabułę tym bardziej akcja nabiera rumieńców, wciągając niczym wir. Atmosfera jest duszna , niemal gryząca , pełna niedopowiedzeń, co obok bohaterów niewątpliwie jest atutem powieści. Zakończenie pozostawia niedosyt i już teraz czekam na Lato . Gratuluję autorowi świetnego debiutu 🖤❤️
Książka „Cztery pory zbrodni” to pierwszy tom z zaczynającej się serii. Autor zabiera nas do pięknej Warszawy, która jest przyćmiona blaskiem drogich apartamentów i wysokich wieżowców, lecz tak naprawdę może tam się kryć coś przerażającego… Ciemne uliczki są przygaszone przez całe miasto, lecz to właśnie one mogą skrywać wiele sekretów. Mieszka tam wiele ludzi, jest głośno i każdy cieszy się swoim życiem, lecz to tylko pozory, pod tym wszystkim kryją się mroczne historie i sprawy, o których nie mamy pojęcia i właściwie wolelibyśmy nie wiedzieć… Czasem nawet zatajone spawy. 🚔👮
W Warszawie rozpoczyna się śledztwo w sprawie zaginionych dziewczyn w dziwnych okolicznościach. Nikogo zbytnio ta sprawa nie interesuje, ponieważ pochodziły one z patologicznych i nieszczęśliwych rodzin. Pewnego dnia ginie córka wpływowego biznesmena, który przewraca świat do góry nogami i stawia wszystkie policje na czele. Ta sytuacja pokazuje nam jak bardzo los człowieka ma wpływ na innych ludzi, że wszystko zależy od naszej pozycji społecznej. Nasz tajemniczy autor próbuje rozwikłać zagadkę i pokazuje nam różne punkty widzenia oraz wykluczenia.
Bohaterowie : 👮♀️Komisarz Anna Zaspa - jest zdeterminowana i przejęta sprawą, lecz obwinia się również za zlekceważenie wcześniejszych porwań. 👮♂️Hubert Rajcher „Hub” - były oficer GROM’u, który po swoje tragedii zrezygnował z pełnienia tak odpowiedniej roli. Jest zdeterminowany i stara się stawiać wszystko na jedną kartę.
Tak właśnie powstaje duet, który zajmuje się tą sprawą. Tropów było wiele, ale nie każdy miał znaczenie i mogły zbaczać z obranej ścieżki dochodzenia. Wszystkie te wątki sprawiają, że lektura bardzo wciąga i nie można się od niej oderwać. Możemy tam, także zwrócić uwagę na reflekcje, którą jest to, iż nie widzimy, jak niektórzy ludzie potrzebują pomocy, albo widzimy, ale nie umiemy lub nie chcemy pomóc. Nieważne czy ktoś jest z biednej, czy bogatej rodziny. Każdemu należy się szacunek, wysłuchanie, bezpieczeństwo i prawo do pomocy. Czasami wystarczy jeden mały gest, który sprawi, że dana osoba poczuje się lepiej. 🫶
Opowieść ta opowiada o winie oraz o tym, jaki wpływ na dalszy los człowieka ma jego przeszłość i wybory. To pełna emocji, wciągająca historia, która zostawia niedosyt i pragnienie następnej części. 👮♂️
This entire review has been hidden because of spoilers.
Najnowsza powieść znanego i nagradzanego pisarza, który tym razem skrywa się pod pseudonimem Michał Ritter, dała mi dokładnie to, czego oczekiwałam od historii w duchu polskiego Jacka Reachera.
W Warszawie giną młode dziewczyny. Znikają po cichu, tak jakby rozpłynęły się w mroku miasta. Ich wspólnym mianownikiem są rozbite rodziny, patologia i brak opieki, dlatego policja przez długi czas nie łączy spraw w jedną całość. Dopiero gdy znika córka wpływowego biznesmena, śledztwo nabiera innego wymiaru. Komisarz Anna Zaspa przypomina sobie słowa bezdomnego z Powiśla, który już wcześniej ostrzegał, że z dziewczętami dzieje się coś złego. Nie potraktowała go poważnie. Ten człowiek miał na imię Buba. Teraz również on zniknął bez śladu, a wraz z nim zniknął trop, który mógłby wyjaśnić całą sprawę.
Zniknięcie Buby niepokoi nie tylko policję. Jego przyjaciel, Hubert „Hub” Rajcher, były oficer GROM-u, od lat żyje na ulicy, pogrążony w cieniu własnych demonów i tragedii. Na bruku znalazł się z wyboru, ale Buba pomógł mu przetrwać najciemniejsze dni. Kiedy komisarz Zaspa w nieoczywisty sposób zwraca się do Rajchera z prośbą o pomoc w śledztwie, były żołnierz nie waha się ani chwili. Nie ma nic do stracenia, a jego determinacja okazuje się bardziej bezwzględna niż niejeden policyjny nakaz. To bohater, który nigdy nie odpuszcza, który ma za sobą dramatyczne przejścia, trudne misje i utratę dziecka…
Takie książki lubię najbardziej. Akcja nie zwalnia ani na moment. Wielość wątków mogłaby wydawać się przytłaczająca, lecz Ritter prowadzi wszystkie nitki z precyzją, która sprawia, że każdy element znajduje swoje miejsce. Rozdziały napisane są tak, że trudno oderwać się choćby na chwilę. Z każdą stroną narasta napięcie, a czytelnik zadaje sobie pytanie, kto stoi za porwaniami dziewcząt, jak daleko posunie się Rajcher i czy ktokolwiek wyjdzie z tego cało.
Relacja między komisarz Zaspą i Rajcherem rozwija się powoli, w cieniu wzajemnej nieufności i skrywanych ran. Każde ich spotkanie to starcie charakterów, pełne emocji i napięcia. Z każdą rozmową atmosfera gęstnieje, a ja śledziłam ją, jakby od niej zależało powodzenie całego śledztwa. Nie ma tu zbędnych ozdobników. Dialogi są cięte, prawdziwe, a jednocześnie budują atmosferę zagrożenia. Wiele razy dałam się zmylić autorowi, pewna, że odgadłam rozwiązanie. Ritter sprawnie manipuluje tropami, prowadzi przez labirynt złudzeń i w najmniej spodziewanym momencie uderza z nową siłą.
Powiązania Rajchera z dawnym światem i jego lojalności wobec ludzi, którzy kiedyś ocalili mu życie, stają się nieoczekiwanym, lecz kluczowym elementem opowieści. Tło Warszawy dodaje powieści ciężaru i wiarygodności. Powiśle ukazane jest jako miejsce kontrastów, pełne mrocznych zaułków, sekretów i ludzi, którzy zbyt długo milczeli.
„Wiosna” to świetnie skonstruowany thriller. Mroczny, pełen napięcia i tajemnic, z bohaterem, który nie szuka chwały ani uznania, lecz sprawiedliwości i spokoju, którego od dawna nie zaznał. Pochłonęłam tę powieść w dwa dni i już wiem, że do tej historii będę wracać. A autorowi pozostaje tylko jedno – pisać dalej i robić to szybko, bo apetyt na kolejną część jest ogromny.
Warszawa – miasto, które nigdy nie zasypia, w „Czterech porach zbrodni. Wiośnie” Michała Rittera staje się sceną koszmaru. Młode dziewczyny znikają bez śladu, a cisza wokół ich spraw jest równie wymowna jak milczenie policyjnych raportów. Dopiero gdy ginie córka wpływowego biznesmena, mury zaczynają pękać, a pod ich powierzchnią odsłania się ciemna tkanka miasta.
Ritter prowadzi nas przez zaułki, w których przeszłość kłóci się z teraźniejszością, a prawda tonie w półcieniach. Komisarz Anna Zaspa to kobieta rozdarta między obowiązkiem a poczuciem winy, które wraca do niej jak echo dawnych błędów. U jej boku pojawia się Hubert „Hub” Rajcher – były oficer GROM-u, człowiek, którego życie złamało się w połowie, a który w tej historii odnajduje niebezpieczne, ale i potrzebne mu sensy. Ich duet nie jest wygodnym sojuszem – to bardziej taniec na granicy przepaści, pełen napięcia i sprzeczności.
„Wiosna” nie daje wytchnienia. Początkowy chaos, mnogość wątków i fragmentaryczność narracji okazują się sprytnie zastawioną pułapką, bo kiedy wszystko zaczyna się układać - nie ma już odwrotu. Fabuła oplata, miesza tropy, każe kwestionować każdą pewność. To nie tylko kryminał, ale i przypowieść o tych, którzy znikają na marginesie życia – bezdomnych, dzieci z rozbitych rodzin, ludzi, których tragedie rzadko przebijają się do nagłówków.
Największą siłą książki jest atmosfera – duszna, ciężka, lepka jak nocne powietrze na Powiślu. Warszawa staje się tu bohaterem – piękna i brudna zarazem, pełna kontrastów i ukrytych ran.
„Cztery pory zbrodni. Wiosna” to otwarcie cyklu, które uderza jak pierwszy akord mrocznej symfonii. Ritter pokazuje, że zbrodnia nie rodzi się w pustce – zawsze ma korzenie, zawsze zostawia ślady. To powieść, która nie daje o sobie łatwo zapomnieć, każąc wciąż wracać myślami do tego, co kryje się w ciemnych zakamarkach miasta i ludzkiej psychiki.
To książka nieidealna, ale przez to jeszcze bardziej niepokojąca – jak blizna, którą wciąż chcemy dotykać, choć wiemy, że zaboli. A po lekturze pozostaje tylko jedno pytanie: jak mroczne oblicze pokażą kolejne pory roku?
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @mediarodzina.wydawnictwo (współpraca reklamowa) 🩷.
Kompletnie nie wyszły mi zaplanowane na weekend prace ogrodowe, a na wczorajszy obiad zrobiłam pizzę. Narracja tak bardzo mnie wciągnęła, że po prostu nie mogłam się oderwać…
Dostajemy tu bowiem wszystko. Jest klimatyczne miejsce - bliska memu sercu Warszawa i okolice, w których studiowałam. Są główni bohaterowie: on - tak męski, że trudno nie westchnąć (były oficer GROM-u) i ona - pani komisarz, oboje po przejściach. Są też tajemnicze zaginięcia młodych dziewczyn, zabójstwo emerytowanego stróża prawa, środowisko bezdomnych, podejrzany biznesmen z dziwnym planem i wreszcie sekrety z przeszłości.
Hubert „Hub” Rajcher to oaza spokoju. Niby ma swoje za uszami, nie zawsze postępował słusznie, ale przynajmniej zdaje sobie z tego sprawę i stawia czoło konsekwencjom. Nie marudzi, za to analizuje i działa, jak trzeba - załatwi bandziora batonikiem. Jednocześnie potrafi zjednywać sobie ludzi zarówno na kartach powieści, jak i w prawdziwym życiu (mam na myśli nas, czytelników). Jedyne, do czego mam zastrzeżenia, to sposób, w jaki został włączony w śledztwo. Gdybym miała określić to w kilku słowach, powiedziałabym, że Zaspa zrobiła to trochę „po amerykańsku” i historia wydaje się przez to odrobinę naciągana. Jeśli jednak przymkniemy na to oko, co wcale nie jest to trudne, dostajemy swojskiego Jacka Reachera. Zaznaczę w tym miejscu, że do określeń w rodzaju „polski odpowiednik” zawsze podchodzę z dystansem. Tym razem - niesłusznie. Faktycznie dostaliśmy podobną postać, ale w naszym rodzimym wydaniu - bohatera, który zrobi porządek na polskich ulicach. Miło jest pomarzyć, że faktycznie ktoś nad nami czuwa i potrafi dać popalić zwyrodnialcom.
Wracając na chwilę do pani komisarz - w tej części nie błyszczała intelektem, ale wyczuwam w niej spory potencjał. Liczę też na rozwój wątku romantycznego, który zawsze stanowi przyjemny dodatek. Mam ogromną nadzieję, że kolejne tomy sprawnie pociągną rozpoczętą historię, utrzymają napięcie i dostarczą czytelnikom kawał solidnej rozrywki, bez wdrażania zbyt dramatycznych zwrotów akcji (typu uśmiercenie amstaffika).
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.
“Cztery pory zbr0dni. Wiosna” to pierwsza część zapowiadanej przez nowo powstały imprint wydawnictwa Media Rodzina - Media Rodzina Kryminalnie - tetralogii kryminaInej, autorstwa Michała Rittera. Jest to pseudonim literacki osoby, o której wiemy, że bardzo dobrze zna realia operacyjno-wojskowe i napisał już inne książki, jednak po raz pierwszy występuje pod tym pseudonimem. Zaintrygowani? 🙂
Fabuła kręci się wokół serii zaginięć młodych dziewcząt na terenie Warszawy. Policja do pomocy w sprawie podstępem angażuje byłego oficera GROM-u, któremu życie dało już na tyle popalić, że Rajcher wylądował na ulicy. Zna realia codzienności bezdomnych z warszawskiego Powiśla, więc jest mu łatwiej wtopić się w środowisko, gdy próbuje rozpracować ich lokalnego lidera, podejrzanego o powiązania z zaginięciami.
Ogromnym plusem książki z naszej perspektywy jest jej silne osadzenie w autentycznych, w dodatku znanych nam lokalizacjach - akcja książki dzieje się przede wszystkim na Powiślu, choć także i w innych częściach Warszawy. Niektóre z nich są wprawdzie owocem wyobraźni Autora, jednak i te umiejscawia pod istniejącymi adresami. Bardzo lubimy takie książki, w których lokalizacja nie jest tylko tłem, ale ożywa razem z fabułą, a już tym bardziej gdy znając miejsca, możemy sobie wizualizować dokładnie, gdzie się właśnie znajdujemy w historii. 😀 Fabuła jest bardzo zgrabnie opisana, ma wiele wątków, a całość dobrze się ze sobą łączy na sam koniec. Nie jest to jednak klasyczny kryminał, to raczej lżejsza powieść sensacyjna, a to przede wszystkim wynika z zarysu głównego bohatera, Huberta Rajchera - wielokrotnie przywoływane jest tutaj jego doświadczenie na misjach wojskowych. Jest on doskonale wyszkolony, ma ogromną wiedzę na temat broni, sztuczek manipulacyjnych czy dedukcji, a do tego jest niepokonany w walce wręcz - coś w rodzaju agenta specjalnego. Z tego też powodu książka to właściwie gotowy scenariusz filmu akcji. Oprócz tego mamy tu jeszcze dobrze oddane środowisko wielkiego biznesu i struktur policji.
Miłośnikom kryminałów ze sporym zacięciem sensacyjnym książka z pewnością dobrze się sprawdzi. 💪
Główny bohater to były oficer GROM-u. Brzmi ciekawie? Dla mnie tak!
Po książkę sięgnęłam dla zasady - najpierw tom pierwszy, potem tom drugi, a że ten drugi trafił do mnie w ramach współpracy, to oczywiście postanowiłam pierwszy nadrobić by mieć pełen obraz sytuacji, lepiej poznać historie głównych bohaterów. Komisarz Anna Zaspa i były oficer jednostki wojskowej sił specjalnych Hubert Rajcher tworzą zespół, który ma na celu rozwiązanie sprawy zaginięć, a być może porwań nastolatek. Hubert zostaje podstępem zmuszony do udziału w śledztwie, szybko okazuje się, że jego umiejętności zawodowe są bezcenne, a działania skuteczne.
Lecz sprawa dziewcząt nie jest jedyną poruszaną w książce. Wkraczamy także na prywatny grunt komisarz Zaspy. Jej były partner i przyjaciel przechodzi na emeryturę i po paru dniach zostaje znaleziony martwy.
Miałam pewien problem z wgryzieniem się w fabułę. W mojej opinii działo się tam zbyt wiele i zbyt chaotycznie. O ile wspomniane wątki były zrozumiałe, to sam proces zdobywania informacji, rozmowy z bezdomnymi, infiltracja grupy przestępczej - po prostu mnie to przerosło, nie umiałam sobie tego wyobrazić. Bezdomni na usługach przestępców? Czy to jest wiarygodne?
W drugiej połowie książki poszczególne elementy historii zaczęły wskakiwać na swoje miejsce, a ja zaczęłam czuć przyjemność z lektury.
Zazwyczaj nie mam problemu z tym, że dany kryminał prócz wątku głównego, ma także drugi, anawet trzeci problem do rozwiązania. Tutaj jednak wyjątkowo mi to przeszkadzało.
Sprawa zaginionych nastolatek okazuje się zaskakująca i co mnie cieszy, nie powiela schematów. Natomiast wątek związany z Anną okazał się dość przewidywalny.
Mocną stroną książki jest postać Rajchera i ze względu na niego i jego umiejętności z ciekawością sięgnę po tom drugi serii.
Ps. Książkę poznałam w formie audiobooka, nie wykluczam, że na moją ocenę miała wpływ właśnie taka forma przekazu. Zdecydowanie jest mi łatwiej wczuć się w treść gdy mam tekst przed oczami.
Poznajcie nowy cykl kryminalny "Cztery pory zbrodni". Na początek wchodzimy w temat z tomem WIOSNA. Autorem (a może autorką?) jest osoba ukrywająca się pod pseudonimem Michał Ritter. Kim naprawdę jest? Tego na razie nie wiadomo, mamy jedynie wskazówki... ale może już wkrótce odkryje przed nami swoją tożsamość.
Głównym bohaterem powieści jest Hubert Rajcher - były GROM-owiec, który po życiowych zakrętach przez pewien czas żył na ulicy. Zostaje wciągnięty w śledztwo przez komisarz Annę Zaspę. Sprawa ma związek ze środowiskiem osób w kryzysie bezdomności, którego Rajcher był częścią. Dzięki temu nie musi udawać, bo zna realia tej społeczności, a ludzie z ulicy znają jego.
Tematem śledztwa są zaginięcia nastolatek. Ofiarami padają dziewczyny z patologicznych rodzin, w których zniknięcie dziecka często długo pozostaje niezauważone. Sytuacja zmienia się, gdy jedną z porwanych okazuje się córka wpływowego biznesmena, wychowywana przez matkę z problemami. Dopiero wtedy śledztwo nabiera tempa.
W tle przeplata się kilka pobocznych, ale intrygujących wątków m.in. przypadki wstrzykiwania tajemniczej substancji psom, wizja przyszłości jednego z najbogatszych Polaków, nazywanego 'polskim Elonem Muskiem', a także wydarzenia z przeszłości zarówno Rajchera jak i komisarz Zaspy.
Początek książki chwilami mnie przytłoczył - dużo postaci, informacji i zdarzeń na raz. Jednak kiedy przebrnęłam przez pierwsze kilkadziesiąt stron, lektura stała się czystą przyjemnością. Śledztwo wciąga, a książka pełna jest nieoczekiwanych zwrotów akcji. Szczególnie podobało mi się to, że autor pomijał sceny, w których bohaterowie omawiali swoje plany - poznajemy je dopiero w trakcie akcji, co często bywa zaskakujące.
Podsumowując: "Wiosna" to mocne otwarcie serii, która już teraz prezentuje wysoki poziom i dobrze rokuje na kolejne tomy. Ja już z niecierpliwością czekam na "Lato"!
📚W Warszawie dochodzi do serii zaginięć młodych kobiet z biednych, patologicznych środowisk. Jak to zwykle bywa, wszyscy ignorują tę sprawę, dopóki ofiarą nie pada córka znanego i wpływowego biznesmena. Rękawicę podejmuje komisarz Anna Zaspa, która zaczyna kojarzyć, że kiedyś dostała informacje na ten temat od bezdomnego Buby, który obecnie również widnieje jako zaginiony. Przypadek? Nie sądzę. Do pomocy Pani Komisarz garnie się były oficer GROM-u, obecnie również bezdomny przyjaciel Buby - Hub Rajcher. 📌Co odkryje ten nietypowy duet? 📌Jak demony przeszłości Zaspy i Rajchera wpłyną na śledztwo?
📚"Cztery pory zbrodni. Wiosna" autorstwa tajemniczego pisarza pod pseudonimem Michał Ritter to pierwszy tom cyklu "Cztery pory zbrodni" z gatunku kryminał/thriller.
📚Wiosna powinna być lekka i przyjemna, a tymczasem otrzymujemy ciężkie tematy i poważne śledztwo. Wielowątkowość i kontrast pomiędzy bogatą a biedną Warszawą zdecydowanie nadaje powieści klimatu. Autor, bądź autorka, porusza wątki patologii, biedy oraz osób w kryzysie bezdomności i to, jaka wokół nas panuje znieczulica dla takich osób. Nie stawia to również Pani Komisarz w dobrym świetle - wiedziała, że dzieje się coś złego, jednak nie było z jej strony reakcji. Książka porusza, skłania do przemyśleń nad tym co dla nas oznacza bycie człowiekiem.
📚Polecam nie tylko fanom kryminałów, ale również wszystkim tym, którzy lubią czasem zastanowić się dokąd zmierza nasze społeczeństwo.
„Wiosna” to pierwszy tom cyklu Cztery pory zbrodni- mocnego i wciągającego kryminału osadzonego w Warszawie. Od pewnego czasu znikają młode dziewczyny z biednych, patologicznych środowisk. Policja długo bagatelizuje sprawę, aż do momentu, gdy ofiarą staje się córka wpływowego biznesmena. Śledztwo zaczyna prowadzić komisarz Anna Zaspa, która podstępem angażuje w sprawę Huberta Rajchera, byłego żołnierza GROM-u.
Bardzo podobała mi się postać Huberta, mimo swoich problemów i wewnętrznych demonów podszedł do sprawy zaginięć młodych dziewczynek bardzo poważnie. To właśnie dzięki niemu śledztwo nabiera tempa i prowadzi do odkrycia prawdy.
Autor porusza trudne tematy, takie jak bezdomność, biedę, korupcję w policji i powiązania biznesu ze światem przestępczym. Z każdą kolejną stroną napięcie rośnie, a nowe informacje są dawkowane tak, by nie zdradzić zbyt wiele z zakończenia.
Pomimo ponad 500 stron, książkę czyta się naprawdę szybko, z każdym rozdziałem wciąga coraz bardziej. Nie mogę się doczekać kolejnej części „Lato”.
Kryminał połączony z sensacją? . Ja osobiście podeszłam dosyć sceptycznie, bo akurat właśnie z tą sensacją nie do końca mi po drodze (a już w szczególności jeśli chodzi o filmy). I jakież było moje zdziwienie gdy się okazało, że to naprawdę fajnie wyszło. . Zdecydowanie największym atutem tej historii jest fakt, że autor pisze pod pseudonimem, a sam jest ESKPERTEM w dziedzinie terroryzmu oraz znawcą Dalekiego Wschodu. To się czuje 🔥 Tu jest taki ogrom wiedzy na temat działania służb specjalnych, a co ogromnie wpływa na odczucia podczas lektury. To wszystko jest tak bardzo AUTENTYCZNE🔥 . Porwania. Porachunki gangsterskie. Bezdomność. Uzależnienia. Szantaże. A w tym wszystkim ON- Rajcher🔥 Człowiek, który nie boi się niczego i nic go nie powstrzyma w osiągnięciu celu. . Książka jest dosyć obszerna, ale nie dłuży się. Cały czas utrzymuje się poziom napięcia, a ja osobiście wciąż wypatrywałam kolejnych ciekawostek dotyczących służb specjalnych. . Polecam🔥 I czekam na kolejną część, bo jak łatwo się domyślić po tytule, jeszcze ich trochę będzie🖤
Polska odpowiedź na Jacka Reachera? Proszę bardzo. Lubię serię Lee Childa z byłym wojskowym "olbrzymem" w roli głównej, więc nic dziwnego, że byłam ciekawa jak to się udało w przypadku "Wiosny". Książkę kupiłam, długo nie czekała na swoją kolej, przeczytałam ją, nomen omen wiosną właśnie.
Hubert Rajcher, były oficer GROM-u oraz Anna Zaspa komisarz warszawskiej policji łączą siły w pewnej sprawie. Splata się tu wiele wątków jak choćby tylko tajemnicze zaginięcia młodych kobiet, wkrótce potem znika pewien bezdomny, a były współpracownik Anny ledwo odszedł na emeryturę i zaraz pożegnał się z życiem. Same zagadki, do tego dużo akcji.
Książkę pomimo kilku setek stron czytało mi się naprawdę przyjemnie. Mnie się podobała, było dobre tempo, fabuła była ciekawa, wszystko zgrabnie się poskładało. Rajchera polubiłam, może jeszcze nie aż tak jak Reachera, ale są na to duże szanse. Nabrałam ochoty na więcej. Chętnie przeczytam "Lato". Poznajcie Rajchera, serdecznie polecam.
Ech... Nie wiem jak udało mi się to zmęczyć do końca. Książkę ratują sceny akcji, zrobione faktycznie w Reacherowskim stylu. Niestety warsztatowo słabo, na zawsze zapadną mi w pamięć wielokrotnie powtarzane pleonazmy "skinęła potakujaco głową" i średnio zgrabne porównania. Główny wątek fabularny bardzo naiwny i klejony na ślinie (***spojler*** ultra-przedsiębiorczy, inteligentny złol streszczający swoje zbrodnie typowi, którego w sumie nie zna, pozwalajacy się w trakcie tej spowiedzi nagrywać (!) because the plot says so).
This entire review has been hidden because of spoilers.
Ne powiem podobała mi się, choć tych "zabili go i uciekł" trochę za dużo w jednej , chociaż mocno obszernej historii. Na brak akcji nie można narzekać ale czegoś mi brakowało. Przede wszystkim jedno mi kołatało w głowie, że akcja chyba nie powinna być umiejscowiona w Polsce, bardziej kojarzyła mi się specyfika działalności Ameryki. Niektórzy porównują do twórczości Lee Child'a, ale nie wiem, bo albo go nie czytałam, albo było to dawno temu. Ale to chyba tylko dobrze. Z pewnością nie zakończę czytania na tym tomie. I mam nadzieję że jakość będzie tylko w górę.