„Wszyscy byliśmy samotni, to była potworna świadomość, że życie tak działa. Że wszystko może się wydarzyć, a gdy się wydarza, nie da się przewidzieć konsekwencji, co było wręcz równie potworne jak to, co się wydarzyło.”
„Góra prawdy” to kolejna rewelacyjna powieść Therese Bohman. Ostatnio zachwyciła mnie „Andromedą” a teraz zrobiła to ponownie.
„Góra prawdy” bardzo do mnie trafiła i poruszyła. Wciągnęła mnie od pierwszych stron. Opowiada historię Hanny, której starszy, 12-letni brat zaginął, gdy wybrał się na tytułową górę.
Towarzyszymy jej od dzieciństwa aż po dorosłość, obserwując, jak dorasta w cieniu tej tragedii. Hanna nieustannie mierzy się ze spojrzeniami, pytaniami i złudną nadzieją, że brat może się jeszcze odnajdzie. Ale to nie jest powieść o tym, co naprawdę wydarzyło się na Górze Prawdy, ale o tym, jak jedna tragedia potrafi na zawsze zdefiniować czyjeś życie.
To refleksyjna, melancholijna proza o tym jak dzieciństwo kształtuje nasze życie, naszą przyszłość i to kim jesteśmy.
Bardzo bym chciała, żeby była dłuższa, bo trudno było mi się z nią rozstać – ale jednocześnie mam poczucie, że jest absolutnie kompletna i idealna taka, jaka jest. Świetna, subtelna proza. Bardzo polecam!
5/5⭐️
„Mama stała w bezruchu, zobaczyłam, że po jej policzkach powoli spływają łzy. Robiła wrażenie bardzo małej na tle masywnej góry, na tle jeszcze wyższych gór, potężnego lasu. Obraz beznadziei. Wszystkie jej wysiłki, które spełzły na niczym. Nie było nic: ani grobu, który można by odwiedzać, ani czegokolwiek, o co można by zaczepić skrawek nadziei. Istniała tylko ta jaskinia, to obrzydliwe miejsce z całym swoim uwodzącym widokiem i pompatyczną historią.”