Zaginięcie męża to tragedia. Ale nie dla Małgośki. Fakt, że mąż nie wrócił z wyjazdu służbowego w terminie, to nie nowość. To, że od kilku tygodni nie dał znaku życia, to żaden problem. Ważne, że przelewy przychodzą regularnie. Małgośka cieszy się chwilami wolności, pewna, że Wiesław w końcu wróci. Czas mija, a męża ani widu, ani słychu, za to coraz więcej osób zaczyna zadawać pytania. Telefon z żądaniem okupu uznaje początkowo za żart, ale kiedy znajduje pod drzwiami domu pudełko z odciętym palcem, zaczyna robić się poważnie. Czy na tyle, by powiadomić policję? A może… nie robić nic?
Absolwentka Pedagogiki Specjalnej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, autorka powieści kryminalnych: Martwe Jezioro, Czy ten rudy kot to pies?, Zacisze 13 i Zacisze 13. Powrót. Pracuje jako asystentka osób niepełnosprawnych w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Śremie. Kocha jazdę konną i rytmy latynoamerykańskie, zwłaszcza salsę. Namiętnie czyta Joannę Chmielewską, Stephena Kinga, Joe Hilla, Tess Gerritsen i Jeffery'ego Deavera.
Robię się coraz bardziej wymagająca jeżeli chodzi o komedie kryminalne. Jak zawsze do książki podeszłam z entuzjazmem, który pomimo tego, że nie wszytko mi się w książce podobało utrzymywał się niemal przez całą powieść. Książka pełna zwrotów akcji, szalonych wydarzeń niekiedy graniczących z absurdem i porządną dawką czarnego humoru.
Małgośka od lat żyje w dosyć dziwnym związku małżeńskim, w momencie kiedy jej frustracja zaczyna sięgać zenitu, dostaje telefon o zaginięciu męża. Kobieta jednak nie przyjmuje tego do wiadomości, w końcu z mężem już niewiele ją łączy, jego nieobecności i brak kontaktu są normą, więc Małgosia całą sobą wierzy, że telefon to głupi żart. Jednak czas mija, chłopa nie ma, ludzie zaczynają pytać, a pod drzwiami zaczynają się pojawiać przesyłki z kolejnymi częściami ciała. Kobieta zaczyna zdawać sobie sprawę, że sytuacja robi się poważana, jednak sama nie wie czy jej się opłaca coś z tym zrobić.
Tak pochrzanionej rodzinki dawno nie spotkałam, a tak dziwnych, skomplikowanych i absurdalnych relacji nawet sobie nie wyobrażałam, ale to zdecydowanie plus za oryginalność historii, która ma w sobie wszystkie elementy dobrzej i porządnej komedii kryminalnej. Co bardzo fajne autorka w krzywym zwierciadle pokazuje nie tylko relacje rodzinne ale też firmowe, czy nawet działania policji. Autorka wprowadza tutaj wiele wątków, wiele relacji, wielu bohaterów, jeszcze więcej domysłów i spekulacji oraz iście wspaniały chaos, ale też porządną dawkę humoru na czele z tym specyficznym czarnym humorem.
Książka czytała się w tempie ekspresowym, przez intensywność wydarzeń, szybka i wciągającą akcję, przy której nie można było się nudzić, a każda nawet najbardziej absurdalna teoria miała prawo się w tej książce wydarzyć. Fabuła moim zdaniem nieco zbyt przewidywalna, z dominacją wątków komediowych, te kryminalne były lekkie, a sama zagadka była troszkę dziwaczna. Jednak lektura zdecydowanie nadrabia intensywnością akcji, szalonymi pomysłami autorki i tym, że nie można było się przy niej nudzić. Książka napisana w bardzo fajnym, lekkim i przyjemnym stylu, który tylko potęgował przyjemność poznawania tej jakże oryginalnej historii, przez którą inaczej spojrzycie na groszek i paluszki rybne.
Jak dla mnie nieco za mało elementów kryminalnych, ale mimo wszytko świetnie się bawiłam przy tej książce, przeczytałam ją migiem, doświadczyłam sprzecznych emocji, ale mega dobrze spędziłam przy niej czas, poznając tę bardzo nietypową i poniekąd toksyczną rodzinkę. Lektura warta przeczytania, może nieco podkoloryzowana, ale może stanowić idealne lekarstwo na jesienną chandrę.
"Jedną nogą w grobie" to najnowsza książka Olgi Rudnickiej. Przyznam, że jest to również moja pierwsza styczność z twórczością autorki. Zazwyczaj sięgam po cięższe lektury, ale chciałam spróbować czegoś lżejszego, relaksującego. I nie zawiodłam się - ta książka jest właśnie taka: łatwa, lekka i wywołująca mnóstwo uśmiechu na twarzy.
Główną bohaterką jest Małgośka - kobieta po czterdziestce, która nigdy nie pracowała, a ostatnio jej ulubionym zajęciem jest picie wina za pieniądze męża. Niby są małżeństwem, niby mieszkają razem, ale ich rozmowy kończą się na rozkazach dotyczących tego, co Małgośka ma ugotować lub wyprasować. Wiesław często wyjeżdża z innymi kobietami - wszyscy o tym wiedzą, nikt jednak nie mówi o tym głośno. Nie dziwi więc naszej bohaterki to, że mąż nie wraca od tygodni do domu.Dopiero po którymś telefonie od porywacza w sprawie okupu Małgośka zaczyna się zastanawiać, czy to jednak nie jest prawda. Niby przychodzą do niej paczki z odciętymi palcami, ale przecież skąd może mieć pewność, że to męża, skoro dawno nie byli ze sobą blisko? Tak, myślę, że to będzie kwintesencją podejścia Małgorzaty do związku i generalnie do życia😅.
Małgośka staje przed poważnym dylematem: zawiadomić policję czy może nie robić nic? W końcu przelewy od Wieśka wciąż dochodzą, dzięki zleceniu stałemu. W ten rodzinny chaos wplatają się również dzieci Małgośki i Wieśka - Anka i Mirek. Mają równie pokręcone cechy charakteru jak rodzicielka, choć są od niej całkowicie odmienni, co tylko potęguje absurd sytuacji.
Podsumowując: to książka, przy której można się wyluzować i pośmiać. Idealna na weekendowy relaks czy lekką lekturę do pociągu. To komedia obyczajowa pełna absurdalnego humoru i zwrotów akcji. Autorka bawi się stereotypami, oferując inteligentny żartobliwy obraz małżeństwa i kryzysu wieku średniego. Lektura z pewnością przypadnie do gustu fanom czarnej komedii, którzy szukają w książce rozrywki na poziomie.
Opinia powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Prószyński i S.ka #współpraca
👂 Małgorzata Ryczka przeżywa kryzys. Dociera do niej, że jest tylko żoną dla męża. Do tego męża, który chyba nie do końca jest nią zainteresowany, ale bardziej opłaca mu się trwać w tym małżeństwie. Małgosia przyzwyczajona jest do nieobecności Wiesława, ale zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Do jej drzwi dzwoni kurier, daje paczkę, a w niej... Palec. Potem podejrzany telefon z żądaniem okupu, kolejne paczki z innymi elementami od ludzkimi. Sprawy obierają dziwny kierunek, gdy coraz więcej faktów wychodzi na jaw. Wiesław chyba nie jest tak do końca żyw, jego nowa partnerka też go szuka, gdyż rodzina się powiększy, syn bo kaska by się przydała, a córka... Chyba chce wmówić Małgosi, że jest alkoholiczką. Dzieje się dużo, a to dopiero początek... Do tego trzeba uważać na mrożonki ❄️
✒️"Jedną nogą w grobie" to kolejna książka Olgi Rudnickiej, wpasowująca się gatunek komedii obyczajowej. Poznajemy tu losy dość pokręconej rodziny Ryczków. Historia kręci się dookoła zaginięcia Wiesława i konsekwencji tego zdarzenia.
✒️ Postacie to siła tej książki. Przerysowane, abstrakcyjne, pełne dziwnych zachowań i przywar aż do granic absurdu. A zarazem takie zwyczajne. W sumie czytając miałem wrażenie oglądania kolejnego odcinka jakiegoś paradokumentu😅 a że je czasem lubię to fajnie.
✒️Przy czytaniu trzeba trochę wczuć się w styl i klimat autorki. Ja na początku czułem się trochę zagubiony w postaciach i wydarzeniach. Ale po chwili już wszystko było jasne i czytało się to szybko.
👂Przyznam, że dobrze bawiłem się przy tej książce. Nie raz zaśmiałem się czytając co tam kolejnego wymyśla nasi bohaterowie. Choć książka nie jest długa, to jest to bardzo wydajnie spędzony czas i polecam Wam jeśli chcecie odprężyć się w jesienne wieczory przy dobrej komedii.
Jeśli myślisz, że Twoje małżeństwo jest skomplikowane to poznaj Małgorzatę — kobietę, której mąż naprawdę jest jedną nogą w grobie. Dosłownie. Drugą gdzieś zgubił po drodze, a kilka palców wysłał żonie pocztą (ale nie sam), bo przecież kontakt w związku to podstawa. Olga Rudnicka po raz kolejny udowadnia książką "Jedną nogą w grobie", że potrafi spleść kryminał z komedią tak gęsto, że człowiek nie wie czy się śmiać, czy wezwać policję. Małgorzata, czterdziestka na utrzymaniu męża-biznesmena (a raczej byłego męża, bo ten jest w kawałkach), budzi sympatię swoją życiową bezradnością i jednocześnie stoickim spokojem wobec sytuacji, w której większość ludzi już dawno by wzywała policję i egzorcystę. Zamiast tego – robi kawę, tudzież otwiera flaszkę i zastanawia się czy paluszki rybne lepiej chłodzą palce u stóp czy u rąk. W dalszym biegu zdarzeń dowiaduje się, że groszek konserwowy dobrze radzi sobie z uszami. Cała fabuła to czarna komedia o życiu, która śmierdzi trupem, ale pachnie pieniędzmi. Bo gdy Wiesiek znika, zamiast łez mamy kalkulatory. Kto ile dostanie? Kto ma prawo do spadku? Kto jeszcze się „przytrafił” Wieśkowi po drodze? Okazuje się, że pan mąż był wyjątkowo płodny – zarówno w interesach, jak i w... potomkach. Autorka prowadzi czytelnika przez świat, w którym trup ściele się gęsto, alkohol leje się szeroko, a rozsądek dawno wyprowadził się z domu. Rudnicka ma niezwykły talent do pakowania tragedii w papier humoru i przewiązywania jej wstążką absurdu. To powieść o tym, że czasem, żeby wreszcie zacząć żyć – trzeba najpierw kogoś pochować. „Jedną nogą w grobie” to historia o kobiecie, która zyskała wolność w najmniej elegancki sposób, ale za to z przytupem (i bez palców). Śmiech przez łzy, absurd przez okno, trup w bagażniku i groszek w zamrażalniku — czyli wszystko, czego potrzeba do udanej lektury.
90/52/2025 "Jedną nogą w grobie" Olga Rudnicka Prószyński i S-ka #recenzja #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #jednąnogąwgrobie #olgarudnicka #prószyński
Tajemnice męża
Uwielbiam pióro pani Olgi i tym razem także nie zawiodłam się na lekturze ! "Jedną nogą w grobie" to tym razem nie kryminał, a komedia obyczajowa, choć nie brak tu nutki kryminalnej ani czarnego humoru.
Małgorzata przyzwyczaiła się do tego, że jej mąż, Wiesław wyjeżdża na wyjazdy służbowe, że wraca z nich później niż zapowiadał, że nie daje znaku życia, nie dzwoni, o niczym nie informuje. Najważniejsze, że ma zabezpieczoną stabilność finansową i może zastanawiać się co zmienić w swoim życiu.
Jednak gdy nieobecność męża się przedłuża, tak że zwraca to uwagę jego wspólnika, Stefana, a sama Małgośka otrzymuje dziwne telefony z żądaniem okupu, a gdy nie reaguje na nie tak, jak by sobie życzył domniemany porywacz, pod jej drzwi trafiają przesyłki z hmm dość makabrycznymi zawartościami, wtedy Małgorzata zaczyna naprawdę się martwić. Nie wie już sama co robić, zgłosić zaginięcie męża na policji, czy może nie robić nic, a te telefony i przesyłki to jakieś durne i niesmaczne żarty?
"Jedną nogą w grobie" to powieść, która mimo przyprawienia szczyptą czarnego humoru czyta się szybko i lekko. Jak zwykle u autorki nie brak tu wyrazistej palety bohaterów, którzy wspólnie tworzą mieszankę wybuchową. Zakończenie jest najlepsze, wywołujące taki śmiech przez łzy i rozwala na łopatki ! Uwielbiam książki pani Olgi, zabawa doskonała gwarantowana! Polecam Wam z całego serca, najlepszy przerywnik między poważniejszymi lekturami, aż sama chętnie przeczytam jeszcze coś od pani Rudnickiej, bo po takie książki chce się sięgać i do nich wracać !
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.
❓Co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że Wasza niewierna druga połowa została porwana❓Czy zapłacilibyście okup❓
📚Życie Małgorzaty Ryczki jest słodko-gorzkie - z jednej strony opływa w luksusy, a z drugiej jej mąż Wiesiek nałogowo ją zdradza i ignoruje. W związku z tym, że dzieci są już dorosłe i mają własne życie, kobieta całe dnie spędza na upijaniu się i jedzeniu lodów. Jej kolega Pawełek to robot sprzątający, a przyjaciółka Irenka jest zmywarką. Jakby tego było mało, syn Mirek tonie w długach u podejrzanego typa, szefa wszystkich szefów, Mieczysława Wędliny. Pewnego dnia Anna, córka kobiety, postanawia w końcu odwiedzić matkę razem ze swoją partnerką, aby przeprowadzić interwencję odnośnie nadużywania alkoholu przez rodzicielkę. Czy życie Małgorzaty może być jeszcze bardziej pokręcone? Otóż może. Ktoś porwał Wieśka. Pytanie tylko czy kobieta zrobi cokolwiek aby go odzyskać.
📚"Jedną nogą w grobie" pióra Olgi Rudnickiej to kryminał/thriller z wątkiem humorystycznym. Miałam przyjemność czytać fantastyczną książkę autorki "Klątwa babci Józi", więc śmiało sięgnęłam po tę lekturę.
📚Wbrew pozorom powieść porusza trudne tematy, o których społeczeństwo stara się nie pamiętać, a mianowicie kompleks pustego gniazda, poświęcenie w macierzyństwie, alkoholizm kobiet, samotność. Pojawiają się też wszystkim dobrze znane motywy życia obok siebie w związku oraz zdrady, wszystko opakowane w humorystyczny akcent.
📚Książkę czyta się wręcz błyskawicznie , gwarantuje dobrą zabawę w jesienne popołudnie. Mam jednak wrażenie, że pod względem dowcipu jest słabsza od chociażby "Klątwy babci Józi"🤔 Niemniej jednak, jeśli szukacie dobrej komedii kryminalnej to trafiliście wyśmienicie.
Małgośka Ryczka od zawsze była żoną przy mężu. Nie ma wykształcenia, nigdy nie pracowała, ale wychowała dwoje dzieci, z których co najmniej jedno nieźle sobie w dorosłym życiu radzi. Jednak teraz, gdy zbliża się do pięćdziesiątki, czasami nad opróżnianiem kolejnych butelek wina przemyśliwa, jak mogłaby swoje nudne życie zmieni��. Czasy kiedy chciała wiedzieć, co porabia jej mąż, którą z kolei kochankę aktualnie zalicza, ma dawno za sobą. Zdaje sobie sprawę, że zbyt wielu powodów do narzekania nie ma. Przelewy od Wieśka, obrotnego biznesmena, wpływają regularnie, i to systematycznie rewaloryzowane, spełnianie jego wymagań dotyczących porządku w domu i wyprasowanych koszul to żaden kłopot, a rozwód z nią i tak nie będzie mu się opłacał, bo nie mają intercyzy.
Prawdziwy niepokój w życie pani Ryczkowej zaczyna się wkradać, gdy po serii telefonów od rzekomych porywaczy małżonka zaczyna otrzymywać przesyłki z częściami ludzkiego ciała …
Olga Rudnicka należała kiedyś do moich ulubionych autorek powieściowych komedii, przede wszystkim za ich humor językowy. Jednak w jej nowszych książkach punkt ciężkości coraz bardziej przesuwa się w stronę humoru sytuacyjnego, wzmacnianego groteskowymi rysami charakterologicznymi bohaterów. W tej niespecjalnie mnie zaskoczyło, źe wiodąca intryga to istny teatr absurdu - mniej lub bardziej farsowy podtekst mają wydarzenia opisywane we wszystkich książkach autorki - ale stylowi opisu brak tym razem lekkości i wdzięku, co w moim odczuciu czyni z tego spektaklu po prostu mało smaczne widowisko.
Owszem, cechy głównej bohaterki i niektórych innych postaci są ciekawie wypunktowane. Poza tym najzabawniejszy dowcip zachowała Olga Rudnicka na finałową scenę powieści. Czy jest to cliffhanger zapowiadający kontynuację historii Ryczków et consortes? Prawdę mówiąc nie jestem pewna, czy będę to sprawdzać.
Główną bohaterkę Małgorzatę poznajemy w godzinach porannych na kanapie w szlafroku i kieliszkiem w ręku. Jak się szybko okazuje nie pierwszym i nie ostatnim, co zaczyna martwić jej dorosłą córkę. Małgośka mieszka w domku na dobrym osiedlu boku męża, który oprócz niej ma też nowy dom z nową partnerką co generalnie jest to nieoficjalne- nikt nie pyta nikt nic nie mówi, kasa na konto wpływa, tylko delegacje są częste i przedłużające się. Dlatego początkowo Małgorzaty nie zdziwił fakt, że mąż od kilku tygodni nie daje znaku życia, nawet gdy odbiera telefon i porywacz żąda okupu za jej męża śmieszkuje i bierze to za niezły żart.. jednak sytuacja się zmienia kiedy pod progiem znajduje pudełko z kawałkiem człowieka, a dokładnie odciętym kawałkiem człowieka.. a kawałek ten może należeć do jej męża... a na jednej paczce się nie kończy...
Autorka poprowadziła w tej książce fabułę w taki sposób, że każda kolejna strona odsłania nowe komplikacje, ale równocześnie daje powody do śmiechu. Tu nawet najciemniejsze wydarzenia mają komiczny wymiar. Ważne jest też tło i postacie drugoplanowe, które są bardzo wyraziste, nawet przerysowane, ale niezwykle barwne tu każdy dodaje swoje przysłowiowe pięć groszy do tej historii.
Muszę się przyznać, ze miałam dwa podejścia do tej książki. Po kilku pierwszych stronach pomyślałam oj nie polubię się z tą Małgośką, ale wiele pozytywnych opinii sprawiło, że szybko sięgnęłam ponownie i nie mogłam się oderwać od książki 🙂 przeczytałam ją w dwa wieczory 🙂
💚 Q: Jest taki gatunek książek, którego praktycznie nie czytacie?
Muszę się przyznać, ostatnio coraz bardziej zaczynam przekonywać się do komedii. I chyba jestem w tym przedsięwzięciu coraz to odważniejsza. Kolejna książka, której normalnie nie zdecydowałabym się przeczytać, a jednak po nią sięgnęłam i jeszcze okazało się, że naprawdę mi się spodobała. Czytanie tej jesieni idzie mi niesamowicie.
💚 Zaginięcie męża to jedno. Ale telefon z żądaniem okupu, to już nieciekawa sprawa. Małgośka jakoś sobie radzi i korzysta z wolności. Wszystko byłoby super, jakby przelewy dalej przychodziły, a poza tym to problemu nie ma. Coraz więcej osób zaczyna jednak pytać, a porywacze zdecydowanie nie chcą dać za wygraną.
💚 Nie ma co mówić, czytając tą książkę bawiłam się bardzo dobrze. Absurd sytuacji wielokrotnie mnie rozbawił i nie powiem, byłam tym faktem nieco zdziwiona. Autorka całkiem fajnie trafia w moje poczucie humoru i aż mam ochotę sięgnąć po więcej.
💚 Sama tajemnica zaginięcia męża Małgośki ciągnie się i ciągnie, a końca nie ma. Coraz to nowe niespodziewane fakty i zwroty akcji, których trudno się spodziewać, trzymają w ciągłym napięciu. Postacie są dziwne, czasami postępują nieracjonalnie (a może nawet częściej niż czasami), ale trzeba przyznać, że ich zachowanie naprawdę bawi.
💚 Jeśli jeszcze nie skusiliście się w swojej czytelniczej przygodzie na żądną komedię, to "Jedną nogą w grobie" polecam Wam z czystym sercem. Bawcie się dobrze!
Małgośka od dawna żyje obok swojego męża. Nie są idealnym małżeństwem, ale dla świętego spokoju ona udaje, że nie wie o jego kochankach, a on się nie czepia, że ona całe dnie siedzi w domu. Tak bardzo się od siebie oddalili, że Małgośka nawet nie zauważa, że mąż nie wrócił z delegacji. Nie odbiera od niej telefonu, więc nie ma sensu dzwonić do niego, by sprawdzić co z nim. A zresztą po co, skoro przelewy przychodzą regularnie. Pewnego dnia dostaje telefon z żądaniem okupu. Uznaje to za świetny żart, bo przecież on a nie ma dostępu do kasy. Przy kolejnym telefonie wkurza się i posyła szantażystę na drzewo. Nie przerażają jej nawet przesyłki z częściami ciała: „ Przestań mi wysyłać męża po kawałku bo towaru do negocjacji ci zabraknie” :D Co robić? Powiadomić policję? A może nic nie robić i czekać aż mąż wróci? „Nie ma problemu, którego nie da się rozwiązać, a jeśli taki jest, to tylko dlatego, że wymyślenie rozwiązania wymaga więcej czasu”. Gośka jest świetna, ale zakochałam się w postaci jej córki. Anka jest torpedą. Ma smykałkę do interesów, nie boi się nikogo. „– No i doigrałeś się, chamie! Paczką będziesz we mnie rzucał, ciulu?! I gdzie spieprzasz? Myślisz, że cię nie dogonię?! Ty wyjebku niedojebany! Zadarłeś z niewłaściwą osobą!” Moim zdaniem Anka powinna dostać własną histrorię. Książka zabawna, a jednocześnie prawdziwa i pełna prawd na temat społeczeństwa. Bardzo polecam!
Od dłuższego już czasu miałam ochotę poznać coś autorstwa Olgi Rudnickiej i to pierwsze spotkanie uważam za bardzo udane. Było śmiesznie oraz z polotem, a do tego cudnie absurdalnie.
Syn popada w długi, a gangster kombinuje, jak odzyskać pieniądze. Czy wystarczą do tego nieco już wystygłe i ciut rozczłonkowane zwłoki? Żona, kochanka, wspólnik staną przed prawdziwym dylematem - co zrobić, gdy nie ma Wieśka. A dodatkowo dwójka z nich będzie jeszcze udawać, że nikt się z nimi w tej sprawie nie kontaktował… Główna bohaterka jest tylko odrobinę ode mnie starsza, ma zupełnie inną sytuację życiową, a jednak się z nią zżyłam i przez całą książkę jej kibicowałam. Po czterdziestce, z odchowanymi dziećmi, mężem który niewiele od niej chce, bo ma różne panie na boku, bez wykształcenia, znajomych i zapału do życia, coś tam zaczyna walczyć o siebie. Zresztą książka pełna jest interesujących postaci, które zapadają w pamięci, a Ania rozśmieszyła mnie parę razy do łez.
Całość trzyma w napięciu, bawi, czasem wywołuje jakąś gorzką refleksję i tak to z dobrą komedią powinno być. Wśród rechotów czułam lekkie ukłucia tu i ówdzie i aż chce mi się dziś zabrać za sprzątanie domu. Szczerze polecam, jeśli brak Wam motywacji do działania a motywacyjne dyrdymały na Was nie działają.
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński.
To książka, w której śmierć nie jest końcem, a raczej początkiem totalnego zamieszania. I śmiechu. Bo zastanów się co zrobisz, jeśli dostaniesz pocztą kawałki człowieka? a. Nie dowierzasz, że ktoś mógłby dać się pokroić i dalej pijesz wino. b. Wyrzucasz przesyłkę do śmietnika nie zaglądając co jest w środku, ten prezent na pewno jest za tani - nie stara się. c. Bijesz kuriera i wpychasz mu paczkę do samochodu - tylu teraz oszustów. d. Ukrywasz ucho w groszku i nie odbierasz telefonu, niech każdy radzi sobie sam. Jeśli chcesz się dowiedzieć co zrobili bohaterzy tej książki, to musisz ją przeczytać. Bo fakt, że mąż nie wraca z wyjazdu służbowego niczym nie zaskakuje. Zaskoczyć za to mogą inne rzeczy, jak choćby zaskakujący bohaterzy, wykreowani w niesamowicie zabawny sposób. To książka w której: można zgubić trupa, można zabić głupotą, można nawrzucać policjantowi, można nie wiedzieć co robić w życiu, a zdecydowanie można schrzanić wszystko, co jeszcze do tej pory stało stabilnie. Jeśli tylko lubicie komedie kryminalne, to zdecydowanie powinniście zapisać ją na swoją wish listę :)
Jedną nogą w grobie to Olga Rudnicka w najlepszym wydaniu – z humorem ostrym jak brzytwa, bohaterami, których nie da się nie lubić, i fabułą, która wiruje między komedią a kryminałem. Autorka z lekkością tworzy świat, gdzie trup może wpaść równie nieoczekiwanie jak wścibska sąsiadka z ciastem, a każda sytuacja wymyka się spod kontroli w najbardziej absurdalny sposób. Główna bohaterka ma więcej pecha niż szczęścia, ale też tyle zapału, że potrafiłaby rozbroić bombę... przypadkiem, przy okazji. Rudnicka ma niezwykły talent do łączenia śmiechu z napięciem — tu nawet scena zbrodni potrafi być zabawna, a dialogi błyszczą ironią i życiową celnością. To powieść, w której nie brakuje ciepła, autoironii i błyskotliwych ripost, ale pod tym humorem czai się też refleksja o tym, jak cienka jest granica między codziennością a chaosem. „Jedną nogą w grobie” czyta się jednym tchem — to lektura idealna na poprawę humoru, ale też mała lekcja, że życie potrafi zaskoczyć nawet wtedy, gdy już dawno postawiliśmy na nim krzyżyk.
Z piórem pani Olgi spotkałam się po raz pierwszy, mimo tego że na koncie ma już ponad 20 tytułów. Napewno nie jest to moje ostatnie spotkanie ponieważ książka bardzo mi się podobała. Główna bohaterka przechodzi kryzys wieku średniego, coś o czym dużo nie wiem natomiast jej przeżycia są przekomiczne. Bardzo podobało mi się to że relecje są nie tylko w gronie rodziny ale też wychodzą poza. Czarny chumor którego jest naprawdę dużo w książce, dodaje orginalnosci do książki. Niestety wydaje mi się że było za mało wątku kryminalnego ponieważ był dosć przewidywalny. Moją ulubioną postacią najpierw był syn Małgośki, potem sąsiadka która jest świetną bohaterką, a po scenie z gazem pieprzowym-zdecydowanie Ania, czyli córka głównej bohaterki. Brak rozdziałów jest czymś co na samym początku mi nie odpowiadało, bo jak to? Nie ma rozdziałów? Dokładnie, I jest to naprawdę dobre rozwiazanie. Często czuje się że jestem zamknięta w rozdziałach, faktycznie, wtedy kiedy akcja dzieje się w przeszłości to rozdziały są konieczne, ale tutaj nie były, byłam wolna a książkę czytało się naprawdę przyjemnie
Współpraca reklamowa - @proszynski_wydawnictwo Bardzo dziękuję za zaufanie 💞
„Jedną nogą w grobie” to książka, która miała być zabawnym połączeniem komedii i kryminału, ale wyszła raczej przeciętnie. Żarty momentami mnie bawiły, jednak humor częściej wydaje się przesadzony i trochę wymuszony. Fabuła opiera się niby na kryminale, ale ten wątek ginie gdzieś wśród absurdów i dziwnych sytuacji. Bohaterowie są sympatyczni, choć nieco zbyt przerysowani, główna bohaterka chwilami mnie irytowała. Wszystko dzieje się zbyt szybko i bez większych emocji. Świat przedstawiony również mnie nie wciągnął.
To lekka książka na jedno popołudnie, można się przy niej uśmiechnąć, ale nic po niej nie zostaje. Taka typowa historia „na poprawę humoru”, tylko że bez chęci, przez którą chciałoby się ją naprawdę polubić. Dla mnie raczej rozczarowanie....
Czy polecam? Jeśli macie wolny wieczór i nie potrzebujecie niż specjalnego to tak.
" [...] Wiesz, Irenka, ci telefoniczni oszuści to niby tacy cwani, to na wnuczka, to na policjanta, to na księdza, ale na okup? Powaliło ich kompletnie. [...]"
Kto zna twórczość Olgi Rudnickiej, ten wie, że zawsze otrzyma świetną historię pełną śmiechu i kryminalną zagadkę. Uwielbiam jej dzieła, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po nowość - "Jedną nogą w grobie". Już dawno się tak nie uśmiałam. Główna bohaterka, to ponad czterdziestoletnia Małgorzata Ryczka. Według mnie jest najlepsza i nie do podrobienia. Ma przyjaciółkę — zmywarkę. Często mówi do niej. Też tak macie? Jej teksty rozmiękczą nawet tak zwanego mruka. Są po prostu obłędne i powalają na kolana. Autorka w idealny sposób ją przedstawiła. Podziwiałam Małgośkę za jej odwagę, upór i niepoddawanie się, gdy musiała stanąć na wysokości zadania. Jednak nawet najlepszym zdarzają się słabości. Ona niestety ma słabość do alkoholu. Lubi nie być trzeźwa. Dzięki temu nie myśli logicznie, gdy dzwoni do niej porywacz jej męża i żąda okupu. Wychodzi z tego jeden wielki klops. Wiesław jest niestety niewiernym mężem. To typowy tak zwany pies na baby. Ma kochankę, o której oczywiście nie informuje swojej żony. Słaba postać. Szczerze mówiąc, karma do niego wróciła. Poznacie jeszcze między innymi ich syna Mirka. Z niego też jest niezłe ziółko. Nic dziwnego, gdy ma się takich rodziców. Ojciec ma smykałkę do interesów i kobiet, a matka do alkoholu. Ich córka Anka jest zupełnie inna. Jak twierdzi jej mam, jest jak pitbull. Warto ją poznać. Chyba jako jedyna nosi w tej rodzinie spodnie. Znalazłam tutaj świetne i nie do podrobienia dialogi, które bawią i na długo zapadają w pamięć. Fabuła jest dobrze przedstawiona, a akcja jest wartka. Z tą powieścią na pewno nie da się nudzić. Sam początek jest tak interesujący, że chce się czytać dalej. Dochodząc do środka, jest jedno wielkie wow! Dalej jest jeszcze lepiej, aż dochodzimy do finału, który może was zaskoczyć. Jeżeli tak jak ja, lubicie komedie kryminalne i cenicie sobie twórczość Olgi Rudnickiej, to śmiało sięgnijcie po "Jedną nogą w grobie". Co zrobilibyście, gdyby ktoś wysłał wam palec waszego współmałżonka? Szybko zapomnielibyście o tym, czy poszlibyście z nim na policję, a może po prostu odcięty palec schowalibyście do zamrażalnika? Czy jesteście ciekawi, co tak naprawdę stało się z niewiernym mężem? Czy to była tylko ustawka? Dlaczego od jakiegoś czasu nie dawał znaku życia, nie licząc oczywiście przelewów, które regularnie przychodziły?
Ta historia dała mi dużo do myślenia. Gdy współmałżonek nie wróci na noc do domu i nie da znaku życia, to już jest powód do zmartwień. Gdy współmałżonek nie wróci przez trzy dni — warto udać się na policję. Nie warto czekać na telefon od porywaczy, tylko trzeba samemu zacząć działać. Pamiętajcie o tym.
Ps.
Uważajcie na to, co wyciągacie z zamrażalnika. Po tej lekturze możecie tam znaleźć dziwne rzeczy.