Nie każda majówka kończy się ogniskiem. Niektóre kończą się ofiarą.
Początek lat dwutysięcznych. Majówka, która miała być nowym początkiem, zamienia się w koszmar pełen krwi, magii i niedopowiedzianych uczuć.
Laura właśnie zaczyna wszystko od nowa. Po rozstaniu ze swoją dziewczyną i rezygnacji z dawnego życia trafia do nowego pokoju w akademiku. Gdy nowa współlokatorka zaprasza ją na spontaniczne piżama party, Laura nie spodziewa się niczego niezwykłego. Chciała tylko spróbować być znów częścią czegoś. Nawet jeśli to „coś” zaczyna się od rysowania pentagramów na podłodze.
Wkrótce dziewczyny zapraszają ją do położonego na odludziu dworku Radziszewskich, gdzie planują spędzić majówkę. Laura, zagubiona, ale zaintrygowana, decyduje się do nich dołączyć. Ma nadzieję, że wyjazd pozwoli jej oderwać się od przeszłości i zrozumieć, kim naprawdę jest. Nie spodziewa się jednak, że jednym z gości w dworku okaże się jej była dziewczyna. Ani że zostanie wplątana w rytuał, który może doprowadzić do czegoś, co nigdy nie miało prawa się zdarzyć.
W labiryncie sekretów, szeptów i mrocznych zaklęć Laura musi walczyć nie tylko o prawdę, lecz także o przetrwanie. Tylko czy zdąży, zanim Rogaty Pan zażąda ofiary?
Mika Modrzyńska jest autorką bloga, pisarką, a przede wszystkim zapaloną podróżniczką. Sama pisze o sobie „jestem profesjonalnym poszukiwaczem magii, miłośniczką chmur i przeogromną fanką lodówek, a raczej ich zawartości. Moim życiowym celem jest znalezienie szczęścia. Och, i zostanie pisarką. Bestsellerową pisarką, tak gdzieś na półce z J.K. Rowling”.
Autorka urodziła się w roku 1994, pochodzi z małej wioski na Mazurach. Studiowała lingwistykę stosowaną (spec. angielski i rosyjski) na UKW w Bydgoszczy. Uwielbia uczyć się języków obcych, co prawdopodobnie wiąże się z jej miłością do podróżowania. Mika po raz pierwszy wyjechała za granicę w 2016 – na wymianę studencką do Niemiec. Od tamtej pory jest w ciągłym ruchu. Mieszkała także w Portugalii, USA i Hiszpanii, a oprócz tego zwiedziła kilkadziesiąt innych państw. Obecnie mieszka w Nowej Zelandii – to dlatego właśnie tam toczy się akcja jej debiutanckiej książki. Na blogu alecojak Mika opisuje między innymi swoje podróże, zachęca do zwiedzania świata w pojedynkę i opowiada o sprawdzonych sposobach na tanie podróżowanie.
Na pewno nie jest to książka wybitna ale bawiłam się świetnie więc 4,75 🤪 fabuła dawała mi vibe filmu zabawa W pochowanego a to jeden z moich ulubionych filmów
Autorka skradła me serce umieszczeniem akcji na początku XXI w. - byłam wtedy rówieśniczką bohaterki. Przypominał mi się świat z Nokią, budkami telefonicznymi, Britney Spears i PKSem. Dedytakcja książki - dla fanek Sabriny nastoletniej czarownicy też do mnie trafiła. A sam historia jest intrygująca i napisana lekkim piorem. Stanowi punkt wyjścia dla całej serii, którą na pewno przeczytam. Uwaga! Trzeba potrzeć pod nogi bo trup ściele się gęsto...
Disclaimer: recenzja przeznaczona jest dla czytelników, nie autorów; jeśli Autorka przypadkiem to czyta - jestem pewna, że jest miłą osobą i życzę jej wszystkiego dobrego, ale dla dobra wszystkich, niech lepiej nie patrzy dalej.
Niestety, książka bardzo rozczarowała. Gdybym miała wymienić wszystkie elementy, które mi się nie podobały, musiałabym poświęcić na to zdecydowanie więcej czasu, niż mam ochotę, więc ujmując to skrótowo: Antypatyczna główna bohaterka, której od pewnego momentu życzyłam rychłego zgonu; wszystkie postaci zachowujące się w sposób absolutnie pozbawiony nie tylko logiki, ale i jakiegokolwiek przejawu rozsądku czy pomyślunku. Nieudana próba połączenia grozy z humorem, w efekcie której groza nie była groźna, a humor nie był śmieszny. Ewidentnie bardzo powierzchowny research na temat wczesnych lat 2000, ograniczony zapewne do estetyki, muzyki i kilku przypadkowo rzuconych rekwizytów, z całkowitym pominięciem choćby tak wydawałoby się kluczowego dla fabuły elementu, jak stosunek społeczeństwa do związków jednopłciowych. Nie mówiąc o zupełnie współczesnym słownictwie. Krew się lała, kawałki mózgu latały, ale nie można tego nazwać porządnym gore, bo opisy były tak kiepskie, że nie wywoływały żadnych emocji. Bohaterka dowiaduje się co chwila kluczowych informacji, dlatego że polujący na nią antagoniści akurat głośno rozmawiają o nich, kiedy jest w pobliżu. Ogólnie, język prosty w tym negatywnym znaczeniu, najbardziej oczywiste i nieoryginalne przedstawienie elementów nadnaturalnych, pozbawiony sensu, za to bardzo łaskawy dla bohaterki system magiczny, najmniej subtelni kultyści wszechświata (jak oni się uchowali w PRL-u?) i wszystko to, co najgorsze, absolutnie nudne. Chciałabym napisać coś pozytywnego, ale niestety, chwilowo nie przychodzi mi wiele do głowy. Niektóre pomysły miały potencjał (jak wymazanie istnienia jednej z postaci), ale nie został on w żadnym wypadku wykorzystany.
Skusiłam się na tę książkę, bo obiecywano mi różowy, humorystyczny horror. Brzmi dziwnie, ale intrygująco. Myślałam, że będzie coś świeżego, lekkiego, a przy tym krwawego i trochę przerysowanego. Niestety, dla mnie to nie było ani różowe, ani zabawne, ani w sumie szczególnie straszne.
Laura, która niedawno przeszła przez bolesne rozstanie, trafia do akademika, gdzie poznaje grupę dziewczyn. Te zapraszają ją na majówkę do jakiegoś dworku położonego na kompletnym odludziu. I tam zaczyna się cała magia, rytuały, tajemnice kowenu, aż w końcu Laura sama staje się ofiarą rytuału i musi walczyć o przetrwanie.
Pierwsza rzecz, która mnie zirytowała, to promocja tej książki. Autorka zapowiadała historię o piątce przyjaciółek, co jest kompletną bzdurą. Te dziewczyny wcale nie są przyjaciółkami, główna bohaterka ledwo co je poznała na początku książki! Jeśli chodzi o elementy magiczne, faktycznie mamy i wiedźmy i kowen. Nie powiem, że były dobrze opisane, ale chociaż ten motyw w ogóle się pojawił, co trochę podniosło moją ocenę.
Akcja miała rozgrywać się w latach 2000, ale kompletnie nie poczułam tego klimatu. Tak, pojawia się kilka charakterystycznych rzeczy z tamtych czasów czy powiedzonka, ale to wszystko. Zero klimatu, zero poczucia, że faktycznie jesteśmy w tamtym czasie. Mogłoby się to dziać i dziś, i dziesięć lat temu i nie byłoby żadnej różnicy.
Sama Laura to postać, która doprowadzała mnie do szału. Wszystkie fragmenty, które miały być zabawne i ironiczne, sprawiały tylko, że jeszcze bardziej się na nią złościłam. Jej zachowanie nie miało w sobie nic sympatycznego, nie umiałam jej kibicować ani z nią współczuć. A pierwsza 1/3 książki to nawet nie horror, tylko niekończące się biadolenie o byłej dziewczynie. I gdybym wiedziała, że połowa książki będzie się kręcić wokół jej rozstania i złamanego serca, to nawet bym po to nie sięgnęła. To nie miała być obyczajówka o złamanych relacjach, tylko horror z krwawymi wiedźmami.
Nie rozumiem też, jaka jest w ogóle motywacja Laury. Czego ona chce, do czego dąży? Autorka tego wcale nie pokazuje. Jej działania wyglądają na przypadkowe i chaotyczne, a nie na wybory bohaterki, która ma jakiś cel. Sam kowen i magia, jak już pisałam, potraktowane są po łebkach. Niby istnieją zasady, niby mamy jakieś rytuały, ale kiedy przychodzi co do czego, to one i tak nie mają żadnego znaczenia. Wszystko jest uzależnione od wygody fabuły.
No i obiecywany horror. Miało być krwawo, miało się lać litrami, a ja naprawdę zaczęłam się zastanawiać, czy czytam tę samą książkę, która jest reklamowana. Oprócz paru przypadków, gdzie komuś rozwaliło głowę (dosłownie, bum i koniec), nie było tu absolutnie nic, co by mnie wstrząsnęło albo chociaż zniesmaczyło. Jeśli ktoś liczy na mocny, krwawy klimat, to się rozczaruje, bo zamiast tego dostaje długie sceny o byłej dziewczynie, trochę nieudolnej magii i kilka eksplodujących głów, które mają robić za cały horror.
Najbardziej bolała mnie jednak absurdalność całej historii. Laura niby jest ofiarą, na którą poluje dom pełen wiedźm, a jednocześnie wciąż im się wymyka, choć nie potrafi korzystać ze swojej mocy. To wyglądało komicznie: ona siedzi w pokoju, wszyscy krążą po korytarzach, niby jej szukają, a w praktyce nic nie robią, tylko siedzą w kuchni, piją herbatę i narzekają, że muszą się za nią uganiać.
Do tego sposób, w jaki dowiadujemy się nowych informacji, to czysty infodump. Bohaterka albo przypadkiem podsłuchuje jakąś ważną rozmowę, albo ktoś wykrzykuje do siebie kluczowe informacje podczas pościgu. Plot twist? Jaki plot twist? Domyśliłam się wielkiego zwrotu akcji praktycznie od pierwszych stron.
Na dodatek książka jest bardzo krótka, a połowę zajmuje wspomniane już użalanie się nad byłym związkiem, zamiast krwawej akcji i prawdziwego horroru. Daję 1,5 gwiazdki tylko za pomysł, bo w teorii dało się z tego zrobić coś fajnego. Ale wykonanie… nie. To nie był ani horror, ani komedia, ani nawet historia o przyjaźni.
3,5⭐ Fanką slasherów ani horrorów nie jestem, ale następny tom przeczytam 🫶 ~~~ – Jesteś pojebana! – Nigdy nie twierdziłam inaczej. [...] W dodatku zaczynam się obawiać, że właśnie w tym tkwi moja siła. Masakra, co nie?
historia z wielkim potencjałem na super slasher, jednak momentami było naprawdę całkiem nudno. ani trochę nie poczułam obiecywanego nostalgicznego klimatu lat 2000 oraz niepokoju związanego z mało krwawą jak na ten rodzaj książki fabułą. wszystko zdaje się być tutaj wygładzone. nawet w teorii przerażający satanistyczny ród radziszewskich zamknięty w mazurskim dworku zachowuje się dość nieporadnie jak na sytuację, w której bohaterowie się znajdują.
„W magii (po)chowana” historia o dziewczynie, która stara się opanować swoje moce, ale coś jej nie idzie.
Kto by mógł się spodziewać, że majówka u nowych przyjaciół nie skończy się dobrze. Laura zaczyna życie od nowa. Po zerwaniu ze swoją dziewczyną, chce spróbować od nowa. Przenosi się do nowego pokoju w akademiku, planuje znaleźć nowych przyjaciół. Gdy Tosia, jej nowa współlokatorka, proponuje jej piżama party, zgadza się. Nowe życie, nowa Laura. Spodziewała się tam jakiś plotek i tym podobnych, na pewno nie spodziewała się pentagramów i jakoś zaklęć. Niedługo potem znajome Tosi zapraszają ja na majówkę do dworku jednej z nich. Laura chce dać temu szansę, ich nowej przyjaźni. Ma nadzieję, że znajdzie w tych trzech, trochę dziwnych, dziewczynach nowe przyjaciółki. Może dla tego ignoruje, że dworek jest oddalony od wszystkiego, a razem z nimi jedzie jej ex. Jeszcze jest to w stanie przeżyć. Po prostu będzie ją informować. Przynajmniej taki był plan. Bo ledwo wypraszają Laura dowiaduje się, że jej była skrywała przed nią dużo tajemnic. A to jeszcze nie koniec sekretów. Przyjemna majówka zmienia się w walkę o przetrwanie i Laura zdaje sobie sprawę, że jej nowe przyjaciółki nie żartowały z rzucaniem zaklęć.
Och. Okej. Nie tego się spodziewałam. Wiedziałam (już po pierwszym rozdziale), że to nie będzie tęczowa książka z jednorożcami i słodkimi psiakami. Ale nie spodziewałam się, że go będzie aż tak krwawe. W porównaniu z Welesówną (inna książką tej autorki) jest to coś na co nie mogłam się przygotować. Nieśmiała bohaterka, próbująca znaleźć swoje miejsce. I nawet dobrze jej szło. Do czasu. Po drugiej stronie mamy szalone wiedźmy gotowe... Na niebezpieczny rytuał, który nie skończy się dobrze dla Laury. Końcowo rytuał nie kończy się dobrze dla nikogo. Razem z Laurą odkrywamy mroczne sekrety rodziny i przyjaciół do której przyjechała. Spodziewałam się wielu rzeczy, ale plot twist powalił mnie na kolana. Chociaż muszę przyznać, że denerwowało mnie(?), że prawie cała książka dotyczyła jednego dnia. Wielokrotnie miałam wrażenie, że coś się dzieje dużo później. I trochę czasu mi się nie zgadzał. Ale to mogły być tylko moje odczucia. Książka idealna na jesienny wieczór. Dla każdego fana rozlewu krwii i mrocznych klimatów. Dla każdego kto potrzebuje wieczoru z dreszczykiem ta książka bedzie idealna.
Laura właśnie zaczyna wszystko od nowa, po rozstaniu z dziewczyną. Pragnie być częścią czegoś. Tak więc, trafia na wyjazd majówkowy do dworku Radziszewskich położonego na odludziu. Nie spodziewa się jednak, że uczestnikiem wyjazdu będzie również jej była dziewczyna, a ona sama stanie się ważnym elementem rytuału.
„W magii (po)chowana” to fantasy z elementami mroku, mitologii słowiańskiej, emocjonalnej głębi, a także humoru. Książka łączy w sobie baśniowy klimat z realistycznymi motywami ludzkich słabości, traumy i poszukiwania siebie.
Mroczna i pełna słowiańskiej magii historia o tym, że przeszłość zawsze domaga się wysłuchania. Autorka snuje opowieść, w której granica między światem żywych a duchowym coraz bardziej się zaciera, a natura staje się niemym świadkiem ludzkich dramatów. Autorka stworzyła ciekawą powieść, z dynamiczną akcją, gdzie krew się leje, a trup ściśle się gęsto. Mroczny, gęsty klimat, po przetykany dla równowagi ironicznym humorem. Świetne wykorzystanie słowiańskiego folkloru, magicznego realizmu z duszą i emocjami, które zostają z czytelnikiem na długo oraz natury jako tła dla wewnętrznej przemiany. Laura to złożona postać, nieidealna, ale to właśnie stanowi o tym, że jest realistycznie zbudowana, wiarygodna. Nie tylko chce odnaleźć siebie, poukładać swoje życie na nowo, ale także pragnie odkryć sekrety rodzinne. Czytelnik angażuje się w jej los oraz jej kibicuje.
Powieść idealna na jesienną porę roku oraz dla miłośników tajemnicy, melancholijnych opowieści z pogranicza realizmu i magii, słowiańskich mitów.
Niestety, ale ta książka nie przypadła mi do gustu. Miał to być homorystyczny horror-slasher, ale, jak dla mnie, nie było to zabawne.
Książka była reklamowana w sposób bardzo zachęcający: dużo rozlewu krwi, kowen, piątka PRZYJACIÓŁ. Podkreśliłam słowo „przyjaciół”, ponieważ bohaterki nawet się ze sobą nie przyjaźniły, ledwo się znały.
Laura, główna bohaterka, trafia do pokoju w akademiku na Tolę. Ona zaś zapoznaje ją ze swoimi koleżankami. Zostaje zaproszona na majówkę do posiadłości rodziców jednej z tych dziewczyn i tam zaczyna się cała akcja książki. Laura zostaje ofiarą do rytuału i musi walczyć, aby nie zginąć.
Akcja rozgrywała się na początku lat 2000. Laura była osobą homoseksualną. Wszyscy wiemy, że te lata nie były dobre dla osób LGBT, a tutaj wszyscy ją w tym wspierali, jedynie jej ciotki powiedziały, że w końcu zerwała z ta dziewczyną i może się zainteresuje mężczyznami. Nie poczułam także z tej książki klimatu, że dzieje się w tych latach, nie licząc jakiś charakterystycznych powiedzeń.
No i bawiło mnie to, że Laura, która nie potrafiła używać swojej magii i była ścigana przez wiedźmy, ciągle im uciekała. A także to, że przez połowę książki użalała się nad swoim związkiem.
Jestem fanką slasherow I horrorów klasy B w kinie, więc tak.samo podobała mi się ta historia. Nie jest wybitna, Ale.mozna się dobrze przy niej bawić. Jedynie szkoda kota, serio... Ale chętnie przeczytam.kolejna część
Tym czym ta książka jest to mnie zachwyciło tak, że pochłonęłam ją w jedno popołudnie. Historia jest prosta, dziewczyna zostaje zamknięta w dworku, gdzie musi przetrwać noc. Niby historia jest prosta jednak intryga mnie zaskoczyła, w pozytywnym sensie. Polecam na jesienny wieczór z herbatką i kocykiem.
Laura wraz z grupą nowo poznanych koleżanek wybiera się na majówkę do domu rodzinnego jednej z dziewczyn. Rodzina Radziszewskich skrywa jednak mroczne oblicze, z którym przyjdzie się zmierzyć bohaterce.
W magii (po)chowana to prawdziwy rollercoaster. Jest krwawo, mrocznie, ale jednocześnie zaskakująco zabawnie. Tutaj absurd goni absurd, krew leje się litrami i tylko brokatu i złego jednorożca brakuje.
Bawiłam się wybitnie dobrze przy tej książce. Uwielbiam taki czarny humor, gdzie ludzie latają z siekierami, nie panują nad swoją magią i nie wiadomo co za chwilę jeszcze wybuchnie.
Fabuła jest dosyć prosta, postacie również raczej nieskomplikowani, a główna bohaterka momentami jest zbyt naiwna. Ale nie to jest tu najważniejsze. Klucz tkwi w zabawie konwencją, grotesce i szalonej akcji. To powieść, którą trzeba po prostu puścić luzem i dać się porwać, bez zbędnego analizowania i trzymania się logiki.
Z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu taki styl. Mnie dodatkowo urzekło osadzenie akcji w latach 2000, nostalgia robi swoje. Szkoda jedynie, że historia rozgrywa się wiosną, jesienny klimat oddał by jeszcze bardziej. Początek według mnie był również niepotrzebnie przeciągnięty.
Jeśli lubicie czarny humor, magię, literacki chaos i chcecie poczuć halloweenowy klimat bez sięgania po horror, to ta książka może okazać się świetnym wyborem.
Jakie to było pokręcone, dziwaczne i odjechane - ale tak pozytywnie! 🤯
Klimat lat 2000 spodobał mi się od samego początku! I chociaż byłam wtedy małym bąblem, to i tak była to bardzo nostalgiczna podróż i niezwykle klimatyczna!
Ta historia wciąga i intryguje już od samego początku! Sporo akcji (i to momentami baaardzo odjechanej!), tajemnic i nieudanych zaklęć - to wszystko sprawiło, że w tej książce serio nie ma nudy! Do tego zakończenie - nieprzewidywalne i ja czekam na więcej!
Chociaż kr€w się leje w tej książce, to i tak pokuszę się o stwierdzenie, że jest ona dość lekka. Ba, jeśli istnieje cozy horror, to chyba Mika właśnie go napisała. Bo cała ta historia jest oprószona humorem. Ale takim, który serio bawi, jest ironiczny i pasuje do historii, a nie sprawia, że jesteście zażenowani. A mnie często humor w książkach cringuje🤷♀️
3,5 ⭐️ Nigdy nie czytałam takiej jatki, śmierć na śmierci, flaki latają wszędzie. Intrygi były dobre, chociaż sama Laura troche z opóźnienien je łapała. Czekam na drugi tom, bo to będzie mocna seria.
Pomysł świetny, ale nad wykonaniem można byłoby trochę popracować. Wiele zwrotów akcji (zaskakauajcych) i mało wyjaśnień. Mam szczere chęci, żeby przeczytać kontynuację :)
„W magii (po)chowana” Miki Modrzyńskiej to krwawy, a zarazem zabawny slasher, w którym pierwsze skrzypce gra niebezpieczna magia. Od razu warto zaznaczyć, że to książka specyficzna – zdecydowanie nie dla każdego. A jednak właśnie dzięki tej specyfice tak bardzo mnie wciągnęła i rozkochała w sobie. Co sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać? 1. Humor. Mroczny, czarny, momentami wręcz absurdalny – taki, który brzmi, jakby wymyślił go dziadek z wyjątkowo pokrętnym poczuciem humoru. W połączeniu z krwawymi, groteskowymi scenami daje efekt mistrzowski. 2. Dom pełen tajemnic. Ogromna posiadłość, w której mieszka dziwna rodzina. Autorka doskonale oddaje klimat tego miejsca – mnogość korytarzy i drzwi sprawia, że niemal czuć, iż za każdym z nich kryje się coś niepokojącego. 3. Naiwna bohaterka. Może brzmieć jak wada, ale tutaj działa znakomicie. Jej prostolinijność zestawiona z groteskowymi wydarzeniami tworzy mieszankę wybuchową, od której nie sposób się oderwać. Ta książka to czysta groteska. Wyobraźcie sobie: wyjazd z koleżankami do rodzinnego domu jednej z nich na majówkę… a zamiast relaksu – walka o życie. Koleżanki zamieniają się w oprawczynie, a trupów pod stopami przybywa z każdą stroną. „W magii (po)chowana” to historia dziwaczna, krwawa, a przy tym diabelnie zabawna – idealna dla tych, którzy lubią, gdy literatura zaskakuje swoją mroczną przewrotnością.