Luna Duncan była dziewczyną z dobrego domu. Miała jasno wytyczoną ścieżkę i konkretny cel. Wystarczył jednak jeden wieczór, by wszystko legło w gruzach. Wypadek, w którym wzięła udział, zapoczątkował lawinę nieszczęść, ciągnąc za sobą serię złych decyzji i postawił na jej drodze Kevina Stanforda – oprawcę, który za punkt honoru obrał sobie zniszczenie jej życia.
Gdy Luna desperacko próbowała odzyskać kontrolę, sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej. Pewnego dnia wraca On. Przekleństwo i błogosławieństwo w jednej osobie – Ayden Prescott.
Chłopak wrócił do miasta, by zamknąć stary rozdział i wreszcie zaznać spokoju. Nie miał pojęcia, że to właśnie Luna – dziewczyna, którą znał od dziecka – wywróci jego świat do góry nogami. Bardziej, niż by sobie tego życzył.
Obydwojgiem rządzi żal, gniew i rozpaczliwa potrzeba, by nagromadzony w nich ból wreszcie odnalazł ujście. Luna i Ayden są jak dwie masy powietrza. Gorąca i zimna. Kiedy się zderzą, powstanie tornado. Żywioł, który rujnuje wszystko, co napotka na swojej drodze.
Jestem książkowym płaczkiem. Lubię książki wyciskające łzy i depczące moje serce. Uważam, że każdy z nas potrzebuje czasem takiego oczyszczenia. Jednak! Od tego rodzaju literatury oczekuję również, że będzie miała sens, a nie tylko wzbudzała przykre emocje.
Książka Lei jest taka, na jaką się przygotowałam. Niesie ładunek emocjonalny, ciężki i brudny, ale realistyczny i prawdziwy. Choć dość krótka, trzyma w odpowiednio wyważonym napięciu. Nie brakuje tu zarówno nastoletnich dramatów, jak i wydarzeń, które spotkały dorosłych ludzi. Pokazuje, że nie każdy ma siłę walczyć z przeciwnościami losu lub własnymi słabościami. Ukazuje prawdziwy obraz żałoby i straty, jaką pozostawiają po sobie bliscy ludzie.
„Cisza” to wbrew pozorom książka, która krzyczy. Krzyczy niesprawiedliwością, niegodzeniem się na pewne zachowania, krzyczy bezbronnością, być może naiwnością. Krzyczy, że z każdej sytuacji jest wyjście, ale również - że łatwo mówi się k tym wyjściu z perspektywy widza, siedzącego w fotelu i oceniającego decyzje bohaterów.
Bo główną bohaterka podejmuje szereg pochopnych, złych i głupich wręcz decyzji, ale nie sposób nie zauważyć również, dlaczego to sobie robi. Jest dziewczyną złamaną, zdeptaną i sponiewieraną przez życie i ja, jako świadomy i dorosły czytelnik, jestem w stanie ją zrozumieć. I naprawdę chciałabym potrzymać ją za rękę i pomóc naprawić szkody. I uświadomić, że karty losu kiedyś się odwrócą.
„Cisza” zdeptała mi serce. Mam pewien zarzut - jeden wątek (który byłby spoilerem) potoczył się zdecydowanie zbyt szybko i w mojej opinii, potrzebowałby jeszcze chwili w tej historii. Niemniej, wierzę również, że wiele wątków zostanie rozwiniętych w kolejnych częściach.
Nie będę Was oszukiwać - nie łapcie za tę książkę w gorszym dla siebie czasie. Przygotujcie się na ogromny bagaż smutku, bo historia ta jest przecież smutna. Ale dobra! Polecam 🩵
Debiut, który już od dawna siedział w mojej głowie. Mam nadzieję, że nie tylko ja pamiętam tą zerwaną noc na przeczytanie całych Huraganów 😊 Moje serce pękło kolejny raz, kiedy dostałam propozycję objęcia tej historii swoją opieką.
Luna Duncan była szczęśliwa. Całą radość zawdzięczała swojej rodzinie, przyjaciołom, baletowi. Marzyła o chłopaku, który przyjaźnił się z jej bratem. Wszystko zmieniło się, kiedy uległa wypadkowi. To właśnie wtedy wszystko przykryła gęsta mgła, a dziewczyna po tym już nigdy nie była taka sama. Utraciła swój blask. Później było tylko gorzej. Obecny związek ją dusił, była tylko pionkiem, którym sterował jej chłopak. Do tego wszystkiego powrócił Ayden Prescott. Ten, o którym kiedyś ciągle myślała, ten sam, który w przeszłości rozbił jej serce na kawałeczki. Czy ich ponowny kontakt, obojga tak zniszczonych ludzi, może przynieść coś dobrego?
Zacznijmy od tego, że to historia, która będzie bolała. Powinna. W dużej mierze opiera się na trudnościach, cierpieniu, sekretach i skrywaniu się za maską. Przepełniona jest demonami, z którymi przyjedzie zmierzyć się bohaterom. To właśnie ten rodzaj opowieści, o której będziecie myśleć na okrągło. Jedząc, biorąc prysznic czy siedząc w pracy. Ona po prostu w Was zostanie.
Odnajdziecie tu relacje, jakich potrzeba w życiu, takie które chcemy tworzyć, ale i te, przed którymi należy uciekać. Uwielbiam to, jak wielkie znaczenie ma tu rodzina. Sama jestem jedynaczką, ale czytając o więziach rodzeństwa, którego częścią jest Luna - wow. Takich życzę każdemu, różnica wieku zanika przy chęci obrony bliskich.
Oprócz tego pojawia się tu aspekt rodziny z wyboru. Takiej, która jest w stanie poświęcić dla siebie wszystko. Rzucić dosłownie każdą czynność, gdy druga osoba jest w potrzebie. Jak to się mówi 'ride or die'.
Złożoność tej książki jest spora, ale jednocześnie Lea dopracowuje w niej każdy szczegół, pozwalając nam na to, żebyś wszystko dokładnie poczuli. Nie ma tu niczego powierzchownego czy mniej istotnego. Każda drobnostka ma znaczenie, ponieważ w pewnym momencie zaskoczy wpadając w odpowiednie miejsce.
Wielokrotnie spotykamy się w książkach z relacjami, które rozwijają się dość naturalnie, w prosty sposób. Tutaj jest zupełnie inaczej. Lea stworzyła między głównymi postaciami bardzo skomplikowaną więź, która opleciona jest ogromem negatywnych uczuć. Ma na wpływ to, co wcześniej się między nimi wydarzyło oraz ich otoczenie, trudne sytuacje, w których się znaleźli. Może się wydawać, że to coś destrukcyjnego, co sprawia, że otacza ich ciemność. Cóż, tak częściowo jest, jednak gdzieś tam tli się lekki płomień, światło, które po prostu potrzebuje dodatkowej energii. Cóż, chyba właściwym byłoby stwierdzenie, że do odpalenia tego światełka potrzebna jest energia huraganu. Tym właśnie jest ta książka. Wijącymi się w silnym wietrze oczuciami, pozytywnymi i negatywnymi, które tylko czekają na wyciszenie.
To wszystko jest na tyle intensywne, zalewające emocjami, że czytelnik dosłownie zostaje pochłonięty pomiędzy bohaterów niczym przez wzburzoną wodę. Pokochałam tę historię właśnie za tę intensywność, za to, co ze mną zrobiła. Lea w bardzo umiejętny sposób sprawiła, że nie czułam tam fałszu, tylko to, co prawdziwe, takie ludzkie. Tym jeszcze głębiej trafiła do mojego serca. A to wszystko czuć w każdym geście, spojrzeniu, przekazywanych nam myślach, wypowiadanych słowach.
Czytając tę historię nie będziecie o niej myśleć jak o debiucie. Dojrzycie tu bardzo ważne przesłania, które zostały przekazane w niezwykle dojrzały sposób. Tak, uważam, że Lea potrafi opisać wszystko bardzo dokładnie i zdecydowanie czuć to, że wkłada w to całe swoje serce.
Mam nadzieję, że poczujecie to wszystko tak, jak ja, a w kolejnych częściach tych emocji będzie jeszcze więcej. To mogę Wam obiecać. Poczujecie je każdą komórką znajdującą się w Waszych ciałach.
Lea kiedyś napisała, że himsy to historia, która złamie wam serca, a potem je poskleja, tylko po to, aby później rozbić je w drobny mak. I miała rację. Ta książka z jednej strony aż kipi od bólu, ale jednocześnie wylewa się z niej ogrom miłości. Nie rozumiecie? Już wyjaśniam.
Już na samym początku dostajemy cios od autorki czytając o wypadku w którym giną najważniejsze dla Lu osoby. Zaraz potem poznajemy Kevina i, umówmy się, od razu go nienawidzimy. Czytanie o tym jak krzywdził Lu sprawiało, że moje serce z jednej strony dostawało palpitacji, a z drugiej po prostu stawało, bo nie chciało dłużej tego znosić. Były momenty płaczu, wrzasków i zwątpienia. Opisy przemocy fizycznej i psychicznej są napisane w taki sposób, że od razu przenikają w głąb człowieka i po prostu go niszczą. To historia której nie da się przeczytać na raz. Nie da się skończyć w jedna noc. A jeśli wam się udało, to zazdroszczę mocnej psychiki.
Z drugiej strony barykady mamy cudowną rodzinę Lu. Kochających rodziców i liczne rodzeństwo, któremu od dzieciństwa wpajano, że rodzina jest najważniejsza i za wszelką cenę należy chronić jej członków. Widzimy to szczególnie w relacji Lu z Liamem i z Leslie. I jeśli myślicie że rodzina tutaj to tylko tło, to grubo się mylicie. Gwarantuję, że pokochacie Duncanów i będziecie chcieli więcej i więcej. Mamy Kire, najlepszą przyjaciółkę Luny, która jest w stanie zrobić dla niej wszystko. I mówiąc wszystko, mam na myśli naprawdę wszystko. Kojarzycie tych książkowych badboyów którzy mówią “dla ciebie spalę cały świat, byle byś tylko była szczęśliwa”? No to to jest właśnie Kira moi mili.
Ciekawym zjawiskiem jest tutaj Ayden. Bo on jest i tym dobrym i tym złym. Rani ją i jednocześnie leczy. Między nimi jest ogromna chemia, a iskry przelatują gdy tylko zbliżają się do siebie.
Mogłabym pisać o tej książce godzinami, a i tak nie napisałbym wszystkiego co bym chciała. Więc podsumowując: cisza to emocjonalny rollercoaster. To historia pełna bólu i miłości. Będziecie przy niej głośno płakać i tak samo głośno zanosić śmiechem. Spotkacie bohaterów których od pierwszych chwil pokochacie i takich których od razu znienawidzicie. Przekonacie się, że nawet mając już cudowną rodzinę, można znaleźć kolejną. Dowiecie się, że czasem warto posłuchać serca i zaufać tym, którzy nas zdradzili.
Już pierwszy rozdział "Ciszy" wbił mnie w fotel i sprawił, że książka stała się dla mnie nieodkładalna i czytałam ją z zapartym tchem. Genialne opisy i świetne pióro autorki uczyniły, że stała się bardzo wciągająca. Autorka świetnie buduje od początku napięcie, nie potrafiłam się oderwać od lektury, bo cały czas z tyłu głowy miałam wiele pytań, co, dlaczego, jak, kiedy, po co.
Bohaterowie zostali naprawdę świetnie wykreowani. Kevin bardzo działał mi na nerwy swoim zachowaniem i próbami kontrolowania wszystkiego. Jest toksyczny. Jak dla mnie to ten bohater w ogóle nie powinien istnieć, a moje odczucia względem niego dowodzą tego, że autorka ma talent do tego co robi.
Za to Ayden to jego kompletne przeciwieństwo i tylko jak się pojawił, od razu go polubiłam. To jaki jest czuły, troskliwy i opiekuńczy totalnie mnie rozbraja. Drugim najlepszym bohaterem tej książki jest zdecydowanie Nate, wierny przyjaciel. Najlepszą bohaterką jest bez dwóch zdań Kira. Uwielbiam jej charakter, poczucie humoru, zawziętość i przyjaźń, jaką obdarowuje innych.
Momentami irytowało mnie zachowanie głównej bohaterki, jednak starałam to sobie w jakiś sposób wytłumaczyć, że zachowuje się tak a nie inaczej przez to, czego doświadczyła. Lunę naprawdę co chwilę spotykało pełno nieszczęścia i najbardziej z wszystkich zasługuje na to, by być szczęśliwą.
Historia dostarcza ogrom emocji. Jest zabawna kiedy trzeba i poruszająca też. Zaskakuje wiele razy i wzrusza również. Było kilka fragmentów, które były dla mnie niezrozumiałe i które chętnie bym usunęła z książki. Troszkę było tutaj jak dla mnie za dużo dramatyzmu i wplatania niepotrzebnych wątków. Także niektóre zachowania i rozmowy bohaterów są lekko przerysowane i absurdalne.
Cieszę się, że książka nie jest przewidywalna, tylko co chwilę dostarcza nowych emocji i lekkiego szoku. Jest tutaj dużo ciekawych wątków, które świetnie się ze sobą łączą. Jestem ciekawa co spotka bohaterów w kolejnych tomach. Uważam, że ta pozycja jest naprawdę bardzo dobra i zdecydowanie zasługuje na większy rozgłos.
nie wiedziałam czego się spodziewać po Ciszy, ponieważ wcześniej nie słyszałam o tej książce. Co było ogromnym błędem, bo jest to rewelacyjna pozycja. Rollercoaster emocji i wydarzeń. Tyle się w niej dzieje, że nie można się oderwać. Książka była tak dobra, że jak jej nie czytałam to myślałam co tam się dalej wydarzy. Każdą wolną chwilę poświęciłam na czytanie. A teraz niecierpliwie czekam na II tom. Jednak należy mieć na uwadze, że książka jest z tych ciężkich. Nie każdemu się spodoba. Dzieje się tam wiele krzywdy. Jest to taka pozycja co cię wciągnie, a potem takiego zmiętolonego wypluje.
Historia opowiada o dziewiętnastoletniej dziewczynie, Lunie, która od młodzieńczych lat kocha balet. Jemu poświęca każdą wolną chwilę. Jej marzeniem jest występować na Broadwayu. Niestety jej marzenia legną w gruzach z powodu wypadku samochodowego. To wydarzenie rozpoczęło czarna serię w jej życiu. Kevin, jej chłopak, który okazuje się sadystycznym psychopatą zmienia jej życie w piekło. Dodatkowo, niespodziewanie do jej życia wraca Ayden. Najprzystojniejszy łamacz serc. Bad boy o zjawiskowo pięknych czarnych oczach. Oboje mają w sobie ogrom nienawiści, żalu, gniewu, frustracji. Oboje nie chcą mieć ze soba nic wspólnego, ale czy ich serca myślą tak samo? Książka pokazuje, że rodzina jest bardzo ważna i dla niej jesteś w stanie poświęcić wszystko. Nikt nie będzie się o ciebie martwić tak jak rodzeństwo, najmłodszy brat to skarb. Jest też Kira, czerwonowłosa przyjaciółka Luny i serio kogoś takiego potrzebuje kasy z nas. Może jest trochę porywcza, ale w imię przyjaźni rzuca wszystko dla ciebie. No i jej różowy samochód. Cudo. Czytajcie, bo warto!