Naukowczyni z Warszawy wyjeżdża do pracy fizycznej w Niemczech. Eksperyment badawczy? Artystyczny performans? Dla Anny Zawadzkiej to po prostu życiowa konieczność. Gdy zatrudnia się jako robotnica niewykwalifikowana przy pielęgnacji ogrodów w Berlinie, znajomi z Warszawy unoszą brwi ze zdumienia. Albo mówią: „Zazdroszczę, odpocznie ci głowa”. Ale głowa nie odpoczywa. Praca okazuje się ciężka i wyjaławiająca, a jako migrantka z Europy Wschodniej, w dodatku słabo mówiąca po niemiecku, Zawadzka jest nieustannie dyscyplinowana i upokarzana.
Gorycz to nie tylko opowieść o trudach prekarnego życia na obczyźnie, ale także oskarżenie wobec inteligenckich elit III RP, beneficjentów transformacji i „ludzi z dobrych domów”. Ci, którzy mienią się postępowymi i oświeconymi – zauważa gorzko Zawadzka – okazują się zazwyczaj absolutnie ślepi na różnice klasowe. Czy dotknie ich jednak klasowy gniew? Gorycz, będąc wstrząsającym osobistym świadectwem, stawia także pytanie o to, czy resentyment może stanowić źródło politycznego buntu.
Jeśli ta książka ma czegoś nas uczyć o przywileju, to tylko tyle, że autorka jest na tyle mocno osadzona w polskich elitach literackich, że ktoś z poważnego wydawnictwa wydał tą żenującą listę skarg i zażaleń do wszystkich i wszystkiego (poza samą sobą). Z jednej strony Zawadzka grzmi na polską akademię i środowisko naukowe o to, że nie udało jej się zrobić kariery (pracuje w instytucie PANu który jest dużo słabiej opłacany niż uczelnie). Wini za to klasizm i jojczy jak to jej było trudno się odnaleźć na akademii bez rodziców profesorów i znanego nazwiska. Tymczasem, reality check, autorka wychowała się w inteligenckim domu klasy średniej. Oboje rodziców ma wyższe wykształcenie! Jej dziadek był generałem (mural z jego podobizną można znaleźć na mieście)! W jak niszowej bańce trzeba się obracać żeby nie widzieć jakie uprzywilejowane jest to pochodzenie, i jak wiele osób z jej pokolenia (80`) może tylko o takim kapitale pomarzyć. Gdyby była to historia deklasacji, tego jak z powodu różnych decyzji życiowych wypada się z klasy średniej, byłoby to uczciwe. Ale nie, autorka cały czas bawi się w cosplayowanie pochodzenia z klasy ludowej i swoje niepowodzenia składa na ramy braku dostatecznego kapitału (błagam). Wybiera emigrację do Niemiec, kraju którego języka nie zna (chociaż ma znajomych i znowu, w czasie kryzysu mieszkaniowego udaje jej się wynająć pokój na hipsterskim Kreuzbergu a nie gdzieś na obrzeżach Berlina jak większość migrantów z pracą za najniższą krajową). Mimo migracji, zatrzymuje swoją dotychczasową pracę w PANie (nagle okazuję się, że ten super ważny pełny etat da się wykonać w kilka godzin. Każda osoba pracująca na rynku prywatnym, wie, że to przy prawdziwych pełnych etatach niewykonalne. Ale ani redakcja ani autorka, w swojej akademickiej bańce, zdają się nie widzieć w tym nic dziwnego). Reszta książki to marudzenie na Niemców, którzy, szok i niedowierzanie, oczekują, że autorka będzie się choć trochę uczyła niemieckiego (co Zawadzka uznaje za dyskryminację, sic!) i lista przykrości które spotykają Zawadzką ze strony wszystkich i wszystkiego. Bardzo smutne że na coś takiego został zmarnowany papier który możnaby wykorzystać dla kogoś kto zamiast prywatnych wendet, opisałby problemy migracyjne i klasizm na akademii, używając narzędzi naukowych.
ale ciężar…. Polaka z Polski wyciągniesz, ale martyrologii z Polaka nigdy! Ta książka jest jak pamiętnik sfrustrowanej nastolatki, która wylewa swoje gorzkie żale, a wręcz daje upust swojej celowanej w każdym możliwym kierunku nienawiści. I choć sam tytuł już na to wskazywał, trudno uznać ten wywód za jakkolwiek konstruktywny. Najpierw wyliczanie przywar wszystkich ludzi napotykanych na swojej drodze. Potem jakże szeroka i nic niewnosząca analiza rzekomego absurdu pojęcia “komunikacji”, podczas gdy sama autorka clearly ma z nią spore problemy. W końcu - przedstawiana przez Zawadzką generalizacja jest niczym innym niż zawoalowaną (a może nawet otwartą?) ksenofobią. Przykro mi, że ktoś przyjął i zatwierdził ten tekst
Warto czytać, nawet jeśli wywoła czytelniczy sprzeciw. Książka głęboko przemyślana, jeszcze głębiej przeżyta. Zawiera treści prawdziwie politycznie niepoprawne. Recenzje na GD - jak widzę - dość zabawne, bo pisane z klasistowską wyższością, przeciw której w znacznej mierze wymierzona jest ta książka.