Poruszająca opowieść o miłości i zdradzie, o tęsknocie i trudnych wyborach oraz o tym, co tak naprawdę kryje się za maską wroga.
Afryka, rok 1947.
Amelia – utalentowana malarka, próbując odnaleźć swoje miejsce w powojennym świecie, trafia do Tengeru, polskiej osady u stóp góry Meru. To tam spotyka mężczyznę, którego – jak sądziła – nigdy już nie zobaczy. Mężczyznę, który skupuje wszystkie jej obrazy…
Polska, rok 1941.
Komendant Blumentritt przejmuje rodzinny dom Amelii, a ona, by móc w nim pozostać i ochronić swoje dziecko, zgadza się dla niego pracować. Tym samym jej największa pasja staje się narzędziem przymusu i zdrady. A jednak to malowanie pozwala jej przetrwać najgorsze chwile. Kiedy postanawia ocalić swoją żydowską przyjaciółkę, wywołuje lawinę wydarzeń, które zmieniają wszystko i prowadzą do dramatycznych wyborów.
Życie Amelii rozsypało się niczym domek z kart. Jedynym, co wciąż daje jej ukojenie, jest malarstwo – choć każdy obraz przypomina jej o niespełnionej miłości.
Czy na spalonej słońcem ziemi odnajdzie w oczach dorosłego mężczyzny tamtego chłopca sprzed lat? Jak wiele trzeba wybaczyć, by móc pokochać wroga?
Twórczość Anny Rybakiewicz śledzę od samego początku jej kariery pisarskiej. Pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobiła na mnie jej debiutancka powieść – od tamtej pory po każdą kolejną książkę sięgam z ogromną ciekawością i pewnością, że otrzymam historię, która w pełni spełni moje oczekiwania wobec literatury wojennej. Najnowsza powieść, „Za maską wroga”, ponownie udowadnia, że Anna Rybakiewicz ma niezwykły dar łączenia prawdy historycznej z literacką fikcją. Jej bohaterowie nie są jedynie postaciami osadzonymi w realiach wojny – to ludzie z krwi i kości, zmagający się z tęsknotą, cierpieniem i moralnymi wyborami, które trudno jednoznacznie ocenić. To właśnie ta umiejętność sprawia, że jej książki poruszają do głębi i pozostają w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Na kartach powieści poznajemy losy Amelii – wrażliwej i utalentowanej malarki, której życie naznaczyła wojna, zdrada i dramatyczne wybory. W 1947 roku, w afrykańskiej osadzie Tengeru, Amelia niespodziewanie spotyka mężczyznę ze swojej przeszłości – człowieka, który skupuje wszystkie jej obrazy. To spotkanie otwiera stare rany i przypomina o bolesnych wspomnieniach. We wspomnieniach Amelii cofamy się do Polski z 1941 roku. Aby chronić swój dom i dziecko, Amelia zostaje zmuszona do współpracy z komendantem Blumentrittem, który wykorzystuje jej talent malarski. Jej pasja staje się narzędziem przymusu, a zarazem jedynym źródłem ukojenia. Decyzja o ocaleniu żydowskiej przyjaciółki pociąga za sobą ciąg tragicznych wydarzeń, które zmieniają jej życie bezpowrotnie. Malarstwo pozostaje dla niej ucieczką i świadectwem niespełnionej miłości, ale także przypomnieniem o utracie i winie. W Afryce Amelia staje przed pytaniem, czy w mężczyźnie, którego kiedyś kochała, może dostrzec kogoś więcej niż wroga.
„Za maską wroga” autorstwa Anny Rybakiewicz to powieść niezwykle poruszająca, wielowarstwowa i nieoczywista. To nie tylko historia romansu w trudnych czasach, lecz przede wszystkim opowieść o granicach człowieczeństwa oraz o tym, jak cienka potrafi być linia między zdradą a pragnieniem przetrwania. Autorka prowadzi narrację dwutorowo – między Polską roku 1941, gdzie Amelia, młoda malarka i matka, zmaga się z brutalną rzeczywistością okupacyjną, a Afryką roku 1947, gdzie polscy uchodźcy próbują na nowo odnaleźć swoje miejsce w świecie. Taki zabieg pozwala stopniowo odkrywać tajemnice przeszłości bohaterki i obserwować, jak jej dawne wybory rzutują na przyszłość. Szczególnie mocnym i poruszającym wątkiem w powieści jest relacja Amelii z komendantem Blumentrittem. Ich związek oparty jest na przymusie, jest niejednoznaczny i balansuje między nienawiścią a cieniem uczuć. To właśnie w tej relacji najpełniej wybrzmiewa główny temat książki: co tak naprawdę kryje się za maską wroga i czy w świecie naznaczonym okrucieństwem możliwe jest przebaczenie, a nawet miłość. Anna Rybakiewicz nie boi się stawiać trudnych pytań: czy można pokochać kogoś, kto był wrogiem? Czy wybaczenie jest możliwe, gdy rany wciąż krwawią? Rybakiewicz mistrzowsko oddaje klimat okupowanej Polski oraz egzotycznej, powojennej Afryki – dwóch światów, które stają się areną ludzkich dramatów. Afrykańskie Tengeru, ze swoją egzotyką i odmiennością, staje się kontrastem dla wspomnień okupowanej Polski, a zarazem przestrzenią, w której można szukać nowego początku. „Za maską wroga” to kolejna powieść, która mnie zachwyciła. Autorka po raz kolejny nie zawiodła – od pierwszych stron wciągnęła mnie w świat bohaterów, a ja z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń. To nie jest zwykła opowieść o wojnie, lecz historia o ludziach rozdartych między lojalnością, strachem a pragnieniem ocalenia. Każda scena tchnie autentyzmem, a język – subtelny, pełen emocji i malarskich opisów – sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Powieść zachwyciła mnie głębią, wzbudziła mnóstwo emocji i pozostawiła ze świadomością, że prawdziwe bitwy rozgrywają się nie tylko na froncie, lecz także w ludzkich sercach. Jestem w pełni usatysfakcjonowana tą lekturą i już teraz z niecierpliwością wyczekuję kolejnej książki Anny Rybakiewicz.
"(...) Słońce i Księżyc kochają się od tysięcy lat, ale nie mogą być razem, bo kiedy jedno wstaje, drugie musi odejść. I tak od zawsze. Gonią się po niebie, mijają, lecz nigdy się nie dotykają. Cała ich miłość to tęsknota. " Kiedy z przyjaźni między dwojgiem młodych ludzi rodzi się miłość, wydaje się, że nie może spotkać ich nic piękniejszego. Ale co zrobić z tą miłością kiedy tych dwoje nagle staje po dwóch stronach barykady. Ale nie tej codziennej, emocjonalnej, tej zwykłej która zazwyczaj dzieli kobietę i mężczyznę. Ich podzieliła polityka, światopogląd i wojna. Czy takie różnice jest w stanie pokonać najwieksza miłość? Odpowiedź znajdziemy w najnowszej książce Ani Rybakiewicz "Za maską wroga". Amelia i Julius znali się od dziecięcych lat, spędzali ze sobą wakacje, dojrzewając zakochiwali się w sobie. Mieli szansę stworzyć piękny związek, nienaznaczony żadną rysą. Może tak by się stało gdyby Amelia dała się namówić ukochanemu i przed wojną przeprowadziła się na ziemie niemieckie. Wybrała ojca i brata a czas i wydarzenia na świecie sprawiły, że między młodymi wyrósł mur przez długie lata nie do przekroczenia. Ania po raz kolejny stworzoną przez siebie historią porusza najczulsze struny ludzkich emocji. Czy ukochanemu można wybaczyć bycie nazistą, czy jego niema ochrona wystarczy, aby móc mu zaufać kolejny raz. Czy młoda dziewczyna która została sama, skrzywdzona przez mężczyzn może podnieść się z wojennych traum? Czy będzie chciała i umiała stworzyć nowy związek? Podczas lektury w mojej głowie rodziło sie wiele wątpliwości czy wybory dokonywane przez bohaterów były właściwe czy ja umiałabym wybaczyć, zapomnieć, czy jednak trwałabym w nienawiści? Taka właśnie jest historia "Za maską wroga" poruszajaca, ale przede wszystkim stawiająca na każdym kroku pytania czytelnikowi o to czy silniejsza jest miłość czy nienawiść, czy łatwiej jest nienawidzić czy wybaczyć. Aniu kolejny raz pokazujesz, że literatura wojenna nie ma na celu upiększania tamtych czasów, a pokazuje ona, że w wtedy żyli też ludzie którzy kochali, pragnęli tej miłości, ona była ich odskocznią i często to dzięki niej i dla niej ludzie pełni determinacji walczyli o to aby przetrwać i móc jeszcze raz objąć ukochaną osobę. Tym razem zabrałaś nas nie tylko na ziemie okupowane, ale do pięknej i gorącej Afryki o której marzyli nasi bohaterowie. No i ten czarnoskóry przewodnik mający swoich przodków z Europy...książki uczą i uświadamiają. Polecam.
Czy można kochać kogoś, kto dokonał zła? Czy wojna usprawiedliwia wybory, które ranią innych?
Najnowsza powieść Anny Rybakiewicz „Za maską wroga” budzi szczególne emocje, bo podobnie jak wcześniejsze jej książki, sięga trudnych czasów wojny. Na tle wojennej zawieruchy przywraca jednak wiarę w dobrą stronę człowieka i miłość wykraczającą poza granice czasu, przestrzeni i moralnych dylematów. Czytając wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: jak ja bym postąpiła? Czy byłabym zdolna żyć z człowiekiem, który dopuścił się zbrodni?
Autorka kreśli przed nami historię nietuzinkową, dzieląc ją na okres powojenny w samym sercu Afryki, gdzie los niespodziewanie stawia przed bohaterką widmo przeszłości i trudny czas w okupowanej przez nazistów Polsce, gdy młoda kobieta próbuje przetrwać w świecie, który brutalnie odebrał jej bezpieczeństwo, marzenia i godność. Amelia opowiada o swoich losach bez romantyzowania wojny - jest strach, gwałt, cierpienie i poczucie bezsilności, ale wraca też wspomnieniami do czasów dzieciństwa, niewinności i pierwszego uczucia, które mimo różnic i przeciwności miało trwać zawsze.
Czy wojna, która stawia ją i jej chłopca po dwóch stronach barykady sprawi, że niczym w legendzie o Księżycu, który nieustannie ściga Słońce po niebie, również ich miłość pozostanie niespełniona? Czy zostaną skazani na wieczną tęsknotę?
Ta powieść Autorki, jak żadna z wcześniejszych, wywołała w moim sercu zawieruchę i obudziła wiele pytań, na które nie znalazłam jednoznacznych odpowiedzi. Bo w życiu nic nie jest czarno-białe, a nie będąc w czyjejś skórze łatwo nam ferować wyroki i twierdzić, że „ja zawsze…”, albo „ja nigdy…”. Ale każda historia jest jedyna w swoim rodzaju i ta Amelii i Juliusa również mogła się zdarzyć. Bo czy to nienawiść ma zwyciężać, a nie miłość i wybaczenie?
Prócz ogromnego ładunku emocji i trudnego moralnego dylematu to, co mnie poruszyło najbardziej, to wątek Afryki i sztuki, dwóch przestrzeni, które dawały bohaterce oddech od wojny i nadzieję na lepsze życie. Afryka jawi się jak niezrealizowane marzenie, obietnica innego świata, a sztuka niczym azyl, w którym można choć na chwilę zapomnieć o bólu i przetrwać najtrudniejsze chwile.
Ta historia o wojnie, miłości, winie i wybaczeniu, ale też o sile marzeń, które nawet w najciemniejszych czasach potrafią tlić się jak iskra nadziei, zostawiła mnie z masą pytań, na które trudno odpowiedzieć. Jeśli jednak lubicie powieści, które nie tylko odtwarzają realia historyczne, ale też skłaniają do refleksji ukazując zawiłość ludzkich dramatów, to będzie dla Was strzał w dziesiątkę.
[Materiał powstał we współpracy barterowej z @wydawnictwofilia ] #współpraca #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #reklama
Do sięgnięcia po „Za maską wroga” przekonała mnie okładka. Ma w sobie coś, co mnie przyciągnęło i powiem szczerze, że zgłaszając się do recenzji, nie przeczytałam jej opisu. Ale nie żałuję, bo wiem, że pewnie bym zrezygnowała, a tak miałam szansę poznać ciekawą historię i spotkać się z twórczością autorki, której jeszcze nie czytałam. Akcja powieści jest rozrzucona na przestrzeni wielu lat. Myślałam, że będę się gubić, jednak zostało to przeprowadzone przez autorkę bardzo umiejętnie i nie pogubiłam się w wątkach. Autorka połączyła dwa zupełnie odległe światy – Polskę i Afrykę. Choć przyznaję, że trochę czuję niedosyt tej Afryki. Liczyłam, że będzie jej trochę więcej. Jednak miło było czytać o krajobrazie, którego raczej nie będę miała szansy zobaczyć. Za bardzo się boję! Amelia i Julius – ona panienka z dobrego domu, on zwykły chłopak, których najpierw połączyła przyjaźń, a później miłość. Spotykają się po latach, jednak los w czasie wojny nie jest dla nich łaskawy. Ich historia jest naprawdę pięknie przedstawiona. Są tak idealni, że aż niemożliwi do istnienia. Dlatego niejeden czytelnik może mieć wrażenie, że pewne wątki są po prostu nierealne. Autorka bardzo mocno skupiła się na ukazaniu wewnętrznych przeżyć i emocji bohaterów. Przez to wierne odtworzenie faktów historycznych schodzi na dużo dalszy plan, a za to chyba jestem nawet jej wdzięczna, ponieważ nie rozpatrywałam jej w kategoriach, które poznałam na rzecz swojej pracy licencjackiej 😉
„Za maską wroga” Anny Rybakiewicz to powieść, która nie daje się ująć w prostych kategoriach romansu czy literatury historycznej. To raczej opowieść o cienkiej granicy pomiędzy miłością a zdradą, człowieczeństwem a bestialstwem, pamięcią a zapomnieniem. Autorka prowadzi nas przez dwie przestrzenie – okupowaną Polskę i powojenną Afrykę – i obie jawią się jak pejzaże, które więcej kryją, niż pokazują.
Amelia, bohaterka tej historii, jest malarką. Jej sztuka staje się lustrem wojny – zarazem ratunkiem i przekleństwem. Pędzel, który dawniej służył tworzeniu piękna, nagle staje się narzędziem przymusu i kontroli. Rybakiewicz niezwykle subtelnie ukazuje, jak pasja może ocalać, ale też wiązać duszę z tym, co niewygodne, niechciane, a jednak nieuniknione. Każdy obraz Amelii to nie tylko dzieło sztuki – to fragment pamięci, zapis straty i tęsknoty.
Najbardziej poruszające są tu maski – zarówno te, które noszą ludzie, jak i te, do których zdjęcia zostajemy zaproszeni wraz z narracją. Wróg przestaje być jednoznaczny, dobro traci swą krystaliczność, a zło okazuje się mieć ludzką twarz. Komendant Blumentritt to postać, której nie można łatwo osądzić – raz jawi się jako bezduszny okupant, innym razem jako człowiek zagubiony w świecie, w którym sam musi dokonywać dramatycznych wyborów. To właśnie w tym rozdźwięku, w tej niepewności, kryje się tajemnica powieści.
Afrykańskie Tengeru, spalone słońcem i pełne obietnic, staje się miejscem nie tylko nowego początku, ale też powrotu dawnych duchów. Czy w oczach dorosłego mężczyzny można jeszcze dostrzec chłopca sprzed lat? A może to tylko złudzenie, miraż podszyty tęsknotą za utraconą młodością i niespełnioną obietnicą?
Rybakiewicz mistrzowsko oddaje dramat wojny, ale też to, co po niej pozostaje – ciszę, pustkę, niewygodne pytania o sens dokonanych wyborów. Jej proza, malarska i pełna obrazów, splata realia historyczne z subtelną refleksją nad naturą człowieka. W tej książce nie znajdziemy łatwych ocen – znajdziemy raczej przestrzeń do zastanowienia się nad tym, jak daleko można się posunąć, by ocalić siebie, i ile trzeba wybaczyć, by móc naprawdę kochać.
„Za maską wroga” to powieść, która nie tylko wciąga fabułą, ale przede wszystkim zmusza do spojrzenia głębiej – w głąb historii, ale i w głąb samego siebie. To lektura, która zostawia po sobie echo – jak ślad kroków na piasku, który jeszcze długo nie pozwala zapomnieć o tym, kto tę drogę przeszedł.
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @wydawnictwofilia, a Autorce za wyśmienitą lekturę (współpraca reklamowa) 🩷.
Lubicie książki Anny Rybakiewicz? Ja sięgam po nie zawsze z wyczekiwaniem, bo wiem, że autorka potrafi zabrać mnie w podróż pełną emocji, wzruszeń i historii, które zostają w sercu na długo. Tak było i tym razem – choć przyznam, że ta opowieść miała w sobie zupełnie inny, bardziej mroczny i melancholijny klimat.
Bohaterką książki jest Amelia von Horoch – niezwykle utalentowana malarka, kobieta, która po wojnie próbuje na nowo zbudować swoje życie na gruzach dawnego świata. Rybakiewicz prowadzi nas przez różne płaszczyzny czasowe – widzimy Melę jako małą dziewczynkę, która każde wakacje spędza u babci Róży w wiejskim majątku, gdzie rodzi się jej pierwsze, dziecięce uczucie do chłopca o imieniu Julius. Te obrazy z dzieciństwa mają w sobie coś niezwykle sielskiego i nostalgicznego, a jednocześnie bolesnego, gdy zestawi się je z tym, co miało nadejść. W 1941 roku Amelia doświadcza piekła – zgwałcona przez Sowietów, w ciąży, pozbawiona rodzinnego domu, który przejął komendant Blumentritt, zostaje zmuszona, by malować dla Niemców. Sztuka, farby i płótna stają się nie tylko narzędziem przetrwania, ale i ucieczką od rzeczywistości, w której człowieczeństwo ginie w cieniu wojny. Jej powojenne losy prowadzą aż do Tengeru – polskiej osady w Afryce, gdzie Amelia niespodziewanie spotyka kogoś, kogo – jak wierzyła – straciła na zawsze. Czy to spotkanie da jej ukojenie? A może rozbudzi jeszcze głębszy ból? Kim naprawdę okaże się komendant Blumentritt i co tak naprawdę kryje się za jego działaniami? I wreszcie – dlaczego niezapominajki stają się tak ważnym symbolem tej historii? Anna Rybakiewicz stworzyła powieść, która pięknie splata fikcję literacką z prawdą historyczną. Jej styl jest pełen subtelności, a jednocześnie nie boi się dotykać najtrudniejszych tematów. Podczas lektury wielokrotnie łapałam się na tym, że nie potrafiłam oceniać Amelii. Każda jej decyzja była dramatyczna, każda okupiona bólem i strachem. Nie wiem, jak ja sama zachowałabym się w jej sytuacji – i właśnie to sprawiło, że ta postać stała się dla mnie tak autentyczna i ludzka.
Muszę przyznać, że czasami czułam niedosyt. Niektóre wątki, szczególnie te związane z wojennymi okrucieństwami, zostały zaledwie muśnięte. Trochę też zabrakło mi głębszego rozwinięcia tematu Polaków, którzy po ucieczce z Syberii dotarli aż do Afryki i stworzyli tam własne osiedle w Tengeru. To niezwykle fascynujący fragment historii, o którym chciałoby się przeczytać więcej. Za to same opowieści o Afryce, snute przez małego chłopca, wprowadzały niezwykły kontrast – z jednej strony wydawały się bajkowe, z drugiej stanowiły oddech od ciężaru wojny. „Za maską wroga” to przede wszystkim opowieść o wielu obliczach miłości – tej czystej, niewinnej, dziecięcej, ale też tej trudnej, skomplikowanej, podszytej bólem i wyrzutami sumienia. To książka o zdradzonych obietnicach, o wyborach, które ranią na całe życie, i o sile, która pozwala człowiekowi podnieść się nawet wtedy, gdy wydaje się, że już nie ma nadziei. Choć nie była dla mnie tak wstrząsająca jak wcześniejsze powieści Anny Rybakiewicz, poruszyła we mnie coś bardzo ważnego – tę cienką granicę między przetrwaniem a moralnością, między nadzieją a rozpaczą. To książka, która zostawia w sercu melancholię, ale też przypomina, że nawet w najczarniejszych czasach zawsze można odnaleźć promień światła.
Słońce i księżyc podążają za sobą, opowieść o zapachu niezapominajek i Afryki w tle. Taka jest najnowsza powieść Anny Rybakiewicz, Za maską wroga.
Amelia straciła wszystko najpierw matkę, potem ojca i na końcu młodszego brata, Adama. Pozostał jej tylko rodzinny majątek, wspomnienia z dzieciństwa i pierwszej miłości oraz wierny sługa, Mateusz. Wraz z atakiem Niemiec na ZSRR i wkroczenia na wschodnie tereny Polski, także pozbawiono ją rodzinnego domu. Zmieniono go na komendę niemieckiej policji. Kobieta zmuszona jest nie zapomnieć tego i tych, których zapomnieć nie wolno.
Niezapominajki bo nie zapomnij mnie, to przesłanie wręcz rozbrzmiewa w powieści. Z drugiej strony na myśl nasuwa się Pożegnanie z Afryką Karen Blixen, jak również Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell. Z jednej strony mamy niczym Scarlet silną kobietę zmuszoną do walki o rodzinny majątek i wszystkie wspomnienia z nim związane. Tu dorastała z ukochanym bratem, tu była świadkiem miłości rodziców, tu ojciec w malowidłach wyraził uczucie do żony. Paproć stała się dla niej azylem, o który obecnie musi walczyć z całych sił. Nawet zmuszona znosić wroga Ojczyzny i mu usługiwać. Nawet jeśli wiąże się to z krzywym okiem mieszkańców wsi, zwłaszcza teraz z jej nazwiskiem von Horoch. Majątek rodzinny stał się dla niej bastionem. Z drugiej strony zapach Afryki zapisany w pamięci od dzieciństwa wraz z poznanym przyjacielem, Juliusem. To on opowiadał jej pięknie o Czarnym Lądzie, o słońcu i księżycu nie mogącym istnieć bez siebie i stąd wiecznie podążają za sobą. Każde wakacje w domu babci, to coraz mocniejsze zawiązanie uczucia, którego nigdy nie zapomni. Nawet w obliczu tragedii i okrucieństwa wojny. Książki o Afryce dodatkowo spotęgowały jej miłość do tego egzotycznego kontynentu. Pod koniec powieści Afryka za brzmi z całą mocą. Farma i reguły życia na tej ziemi będą dla Amelii codziennością.
Anna Rybakiewicz w charakterystyczny dla siebie sposób operuje całą gamą emocji. Od tęsknoty, młodzieńczej miłości po lęk, cierpienie z powodu utraty tych, których kochała. Jednocześnie maluje słowem i dobiera odpowiednich barw, by nie tylko jej opowieść ale także Afryka ożyła z całą siłą. Sprawia to, że jak każdą powieść Ani tak i Za maską wroga pochłania się żarłocznie i nie sposób oderwać się od niej. To opowieść o sile pamięci, która pozwala przetrwać najgorsze piekło. Dla mnie osobiście miodzio.
Anna Rybakiewicz to jedna z tych Autorek, której książki fundują czytelnikowi nadzwyczaj angażującą, pełną przeszywających emocji podróż, zwykle bolesną i refleksyjną, lecz jakże potrzebną, stanowiącą hołd dla tych najodważniejszych, zwyczajnych ludzi rzuconych w wir wojennych czasów. Z pozycją „Za maską wroga” nie jest inaczej, to lektura, jaka silnie potrząsa czytelnikiem, zalewa jego serce trudnymi dylematami oraz bolesnymi obrazami, dosadnie ukazującymi okrucieństwo wojny, lecz także napawa serce nadzieją, że człowiek jest o wiele silniejszy, niż mogłoby się to początkowo zdawać, a prawdziwa miłość przetrwa największe piekło.
Pisarka nakreśliła niezwykle przejmującą, okrutnie prawdziwą opowieść, która porusza najciemniejsze zakamarki serca. Znajdziemy tu wszystko, czego oczekujemy od pasjonującej lektury, autentyczną, pełną ludzkich namiętności historię, intensywne, zakłócające spokój dylematy moralne, zranione serca, mroczne tajemnice, bolesną rozłąkę, tęsknotę, zdradę oraz intrygujące, wielowymiarowe, głębokie postacie, którym nie sposób nie kibicować. Sugestywne, przyjemne pióro autorki sprawia, że kartki same przelatują przez palce, poznawaną historię odbieramy, niczym swoją własną, a emocje głównej bohaterki błyskawicznie i nadzwyczaj silnie bombardują naszą duszę. Tak, to zdecydowanie opowieść, o jakiej niełatwo zapomnieć.
Uwielbiam, gdy w powieści akcja dzieje się dwutorowo, teraźniejszość przeplata się z niełatwą przeszłością, tworząc spójną, choć przecież zapętloną i szokującą całość. Takie zestawienie wielokrotnie skłania do zadumy, pozwala spojrzeć na obecne chwile z innej perspektywy, potrząsa i udowadnia, jak ogromny wpływ na dorosłe życie ma nasze dzieciństwo, wszelkie narodzone w nim lęki, traumy i wyrządzone krzywdy. I choć naszkicowana przez pisarkę rzeczywistość niczym nie przypomina tej z idealnego obrazka, to jednak nie można zaprzeczyć, że pewne więzi na zawsze pozostają niezniszczalne i jedyne w swoim rodzaju. Gwarantuję, że niezwykła historia Amelii i Juliusa zakradnie się do Waszych dusz, wywoła potok emocji, o jakich istnieniu nawet nie mieliście pojęcia! Polecam całym sercem!
🎨,,Za maską wroga” to historia napędzana przez desperacką próbę przetrwania czasów, które nie miały litości dla nikogo. Jest obrazem tęsknoty za młodzieńczymi marzeniami, ogromnej pasji pozwalającej dać upust emocjom i trudnych decyzji, które odcisnęły piętno na całym przyszłym życiu. To poruszająca, wręcz rozdzierająca serce, opowieść o maskach, które trzeba było przywdziać, żeby oszukać przeznaczenie i uchwycić drobne, pozornie niewiele znaczące, okruchy nadziei.
🎨Czytając tę książkę czułam, że wymyka się ona utartym schematom. Balansowała na krawędzi ukazując bohaterów w skrajnych sytuacjach. Pokazywała, że w życiu nie ma oczywistości a miłość i zdrada mogą przybierać najróżniejsze formy. „Za maską wroga” to podróż, która odbywa się w swoim klasycznym jak i metaforycznym znaczeniu. Obserwujemy bohaterów, którzy zostali przesiedleni. Śledzimy ich trudną drogę ku przetrwaniu. Poznajemy zawiłości umysłów dążących do pozostania człowiekiem, kiedy cały świat został wywrócony do góry nogami. Odkrywamy tajemnice tkwiące w rozdygotanych sercach. Na naszych oczach odbywa się pełna poświecenia walka o wolność, przyzwoitość i miłość.
🎨Kilkukrotnie już miałam okazję sięgać po książki Anny Rybakiewicz. „Za maską wroga” uderzyła we mnie jednak jakby bardziej. Może chodziło o bohaterów i ich pełnie wyzwań losy, może o miejsca akcji, które wykraczały poza granicę Polski a może o ogromną pasję Amelii, która w malarstwie odnajdywała spokój, kiedy tuż za rogiem walił się świat. „Za maską wroga” to powieść wielowarstwowa, pełna nieoczywistych rozwiązań i emocji, które wręcz tętniły z kart tej książki. To historia uświadamiająca, że nic nie jest dane na zawsze a to co bierzemy za pewnik może okazać się chwiejnym fundamentem. To opowieść, która trudne wydarzenia ubiera w piękne słowa. Ogromnie ją doceniam a zdania opisujące Księżyc, który nieustannie podąża za Słońcem już na zawsze zostaną w moim sercu.
Po tej lekturze nie mam już pojęcia, którą kocham najbardziej! Tę z pewnością mogę nazwać jednym z ulubieńców tego roku!! Anna Rybakiewicz znowu to zrobiła! Zachwyciła mnie! Mam wrażenie, że „Za maską wroga” zostanie ze mną na dłużej, być może na zawsze. Już zawsze będę spoglądać na tę okładkę z taką refleksją, zadumą, a na mojej twarzy zagości lekki uśmiech, który będzie oznaczał, że była to lektura, która wstrząsnęła moim sercem. Pierwsze co nasunęło mi się po tej lekturze to oczywiście to, że była to niezwykła bomba emocjonalna i powieść która mnie rozkochała po całości, taka która poruszyła wszystkie, nawet te najmniej czułe części mojej duszy. Ale pomyślałam sobie także, że naprawdę bardzo chciałabym poznać tych bohaterów, cieszę się więc, że mogłam ją przeczytać i dzięki piórze pisarki poczuć, że idę gdzieś obok nich, że towarzysze im w ich bólu i cierpieniu, że jestem swego rodzaju wiatrem, który napędza ich skrzydła, bo naprawdę mocno im kibicowałam. Uwielbiam to, że autorka przemyślała każdy, nawet najmniejszy element tej powieści. To prawdziwy majstersztyk przede wszystkim o miłości, ale miłości zbrukanej, zranionej, sponiewieranej przez los i oszukanej, bo musiała narodzić się w czasach kiedy nie miała prawa istnieć oraz pomiędzy ludźmi, którzy nie powinni się pokochać. To także opowieść o nadziei, która nie powinna już istnieć, o marzeniach które spłonęły, o rodzinie która z dnia na dzień przestała trwać oraz o zdradzie, zdradzie swoich ideałów oraz o zdradzie tych, których kochamy najbardziej. Przede wszystkim była to lektura jedna na milion, poruszająca, taka która wycisnęła ze mnie mnóstwo łez, ogromnie i z całego serca cieszę się, że będzie stała na półkach mojej biblioteczki. To prawdziwy zaszczyt.
🐘 W czerwcu 1941 w Paproci Dużej pojawiają się niemieccy żołnierze i przejmują dworek należący do Amelii von Horch. Komendant Blumentritt pozwala zostać Amelii w dworku i malować dla nich obrazy. Malowanie pozwala jej przetrwać wojenną rzeczywistość, powracają do niej również wspomnienia, o chłopcu którego kiedyś pokochała. Kiedy postanawia uratować swoją żydowską przyjaciółkę Celę, wywołuje lawinę wydarzeń, które zmienią wszystko …
🐘 Afryka 1947, Amelia, teraz już utalentowana malarka, trafia do Tengeru polskiej osady u stóp góry Meru. Ktoś skupuje wszystkie jej obrazy, okazuje się, że to mężczyzna, którego, jak sądziła więcej nie zobaczy …
🐘 Czy w oczach tego mężczyzny dostrzeże chłopca sprzed lat? Czy znajdzie w swoim sercu tyle miejsca by wybaczyć mu tak wiele?
🐘 ,,Za maską wroga’’ to poruszająca powieść, która wciągnęła mnie od samego początku, nie pozwalając się oderwać od książki. Autorka w wyważony sposób pokazuje realia II Wojny Światowej, a także losy ludzi, jak ich trudne decyzje podczas tak mrocznych czasów. Złożoność i psychologiczna głębia cechują głównych bohaterów – Amelię jak i komendanta Blumentritta. Połączenie czasów wojennych z retrospekcjami z czasów młodości bohaterów pozwala pełniej zrozumieć ich decyzje oraz to, co nimi kierowało. Jest to historia pełna bólu, zdrady, tęsknoty i miłości. Pokazuje, że świat nie jest tylko czarny i biały podzielony na złych i dobrych, tylko w każdym odcieniu szarości. Granice między dobrem a złem się zacierają, wróg przestaje być jednoznaczny, a może po latach znajdzie się miejsce na przebaczenie?
🐘 Książka wzrusza i zachwyca a także skłania do refleksji nad miłością i wybaczeniem. Z chęcią sięgnę po inne książki autorki. Polecam każdemu kto uwielbia twórczość Anny Rybakiewicz i powieści historyczne!
Ile jest w stanie wybaczyć prawdziwa miłość? Czy stanięcie po dwóch stronach barykady wojennej sprawi, że to uczucie może się wypalić? Szczerze mówiąc nie za często sięgam po książki wojenne, gdyż wywołują one we mnie mnóstwo emocji i bardzo przeżywam losy bohaterów. Tym razem jednak w związku z tym, że niedawno wróciłam z Afryki stwierdziłam że ten wątek bardzo mnie pociąga. Muszę przyznać że marzenia o Afryce były w tek książce opisane przepięknie :) To co wyróżnia tę książkę to bohaterowie, złożeni, odczuwający różne emocje, często sprzeczne, ale dzięki temu bardziej prawdziwe. Amelia niby delikatna malarka, ale niezłomna w swoich przekonaniach. Komendant Blumentritt to zupełnie inna postać, która musiała wywalczyć sobie wszystko. Myślę, że autorka bardzo autentycznie pokazuje wybory tego biednego chłopaka i fascynację zostanie w końcu kimś. Książka pokazuje dwie linie czasowe czasy dzieciństwa tych dwojga, gdy wszystko było łatwiejsze, cudowne opisy przyrody, wspólne zabawy czy pierwszą miłość. Później przenosimy się na wojnę i okazuje się że tych dwoje staje po przeciwnych stronach. Czy ich miłość będzie na tyle silna by to wytrzymać? Czy krzywdy zrobione drugiemu sprawią, że będą życzyć sobie jak najgorzej? Dla mnie Za maską wroga to książka przede wszystkim o wyborach, trudnych, czasem wręcz niemożliwych. O tym, że „wróg” nie zawsze jest taki oczywisty, a za maską może kryć się człowiek z własnymi słabościami. Po lekturze zostało mi sporo pytań o to, jak ja sam zachowałbym się w podobnej sytuacji i czy bym wybaczyła. I chyba właśnie dlatego ta historia tak zapada w pamięć.
"Za maską wroga", to powieść, która wyrasta ponad klasyczną literaturę obyczajową, zyskując rangę refleksji nad kondycją człowieka w obliczu wojny, utraty i miłości.
Amelia to młoda malarka. Wojna odbiera jej dom i najbliższych, a jedyną przestrzenią, gdzie może ocalić choćby cień człowieczeństwa, pozostaje sztaluga. Po wojnie trafia do Tengeru, gdzie spotyka mężczyznę, którego nie spodziewała się już zobaczyć.
Dużym atutem książki jest jej styl. Język autorki pozostaje plastyczny, a zarazem oszczędny w środkach. Narracja nie przytłacza, lecz angażuje, prowadząc czytelnika przez emocjonalne meandry. Autorka potrafi z równą swobodą pisać o miłości, jak i o brutalności wyborów, w których nie ma miejsca na niewinność. W ten sposób powieść przekracza ramy prostego romansu czy opowieści o wojnie.
"Za maską wroga" to książka, która porusza nie tylko fabułą, ale przede wszystkim warstwą emocjonalną. Historia ta stawia nas przed pytaniami o miłość, pamięć i moralność w czasach, gdy te wartości zostają wystawione na najcięższą próbę. Anna Rybakiewicz pięknie pokazuje, że wojna to nie tylko walka na froncie, ale też codzienność zwykłych ludzi - z ich marzeniami, strachem, koniecznością podejmowania trudnych decyzji oraz pragnieniem miłości.
Myślę, że ta powieść zaspokoi potrzeby również wymagających czytelników, którzy oczekują od literatury nie tylko dobrej historii, ale i wglądu w ludzką duszę
Autorka znowu to zrobiła. Znowu sprawiła, że nie potrafiłam się oderwać od książki. Po raz kolejny Pani Ania zabrała mnie do czasów II Wojny Światowej. Tym razem jest to Afryka. Tuż po wojnie Amelia znalazła swoje miejsce w polskiej osadzie. I to tam pewnego dnia spotyka mężczyznę, które myślała, że już nigdy nie zobaczy. Gdy trawiła wojna, komendant Blumentritt przejmuje dworek Amelii. Pozwala jej zostać w nim do czasu aż zamaluje wszystkie pejzaże na ścianach, które wykonał jej ojciec. Amelia straciła wszystkich których kochała. Brata zabrali Sowieci, ojciec poszedł na wojnę, matka zmarła. A teraz musiała zamalować jedyną rzecz, która została po jej dawnym życiu. „Za maską wrogą” to powieść, która dostarczyła mi wielu emocji. Na końcu pojawiły się również łzy. Amelia to kobieta, która dużo przeszła w swoim młodym życiu. Autorka zgrabnie przeskakując po latach jej życia pokazała nam jej dzieciństwo, nastoletni wiek i czas wojny. W książce nie znajdziemy okrucieństwa i brutalności II Wojny Światowej. Znajdziemy za to poruszającą, piękną, ale bolesną miłość. „Za maską wroga” to powieść dla każdego kto lubi lekkie, ale pełne emocji historie. Historie o tęsknocie, zdradzie, miłości i trudnych decyzjach. Dla mnie czas z tą książką był bardzo miło spędzonym czasem i bardzo ją polecam!
Miłość w której jeden dotyk dłoni znaczy więcej niż tysiąc słów, nawet wtedy gdy nie wolno jej czuć. Próbowała wymazać z pamięci jego spojrzenia, nawet gdy jest zakazany. Czasem serce wybiera najtrudniejszą drogę a uczucie rodzi się tam, gdzie powinno być tylko milczenie i gniew. Czy można pokochać kogoś, kogo nazwano wrogiem? Czy w świecie wojny, krzywdy i niesprawiedliwości jest miejsce na uczucie? Miłość zakazaną, niebezpieczną ale tak bardzo prawdziwą?
To nie jest tylko historia osadzona w realiach wojny, to opowieść o emocjach, słabościach , o ludzkiej duszy, która ukrywa się za jednym spojrzeniem, dotykiem, głęboko w środku i w ciszy, która próbuje ocalić w pamięci uczucie..
To historia o miłości, która rani i leczy jednocześnie ale również o ogromnej odwadze by spojrzeć głębiej by zobaczyć człowieka tam, gdzie inni widzą tylko maskę.
Aniu @annarybakiewicz ale to było piękne. Masz jakąś magiczną moc, która przywołuje mrowienie tam głęboko i rozpieszcza swoją delikatnością. Malujesz słowem, które porusza duszę czytelnika, kreśląc obrazy, pobudzając wyobraźnię czytelnika i budząc uczucia, które zostają w pamięci jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Anna Rybakiewicz potrafi pisać, tak piękne książki, że przeczytam je w jedną noc. Czuję się spełniona oraz odczuwam pustkę po tej pięknej przygodzie. Jestem taka szczęśliwa, móc doświadczyć tych pięknych historii.