W czasach, gdy streaming był jak science fiction, a rewind robiło się palcem…
…światem rządziły kasety VHS, wypożyczalnie były miejscami kultu, a filmy z Van Damme’em, Stallone’em i Schwarzeneggerem miały większy wpływ na dzieciaki niż lekcje WF-u.
PigOut i Przemek Corso zabierają cię w nostalgiczną, przewijaną ręcznie podróż do czasów, kiedy kaseta była walutą, Van Damme bogiem, a blokada rodzicielska największym wyzwaniem technologicznym znanym ludzkości. To nie jest kolejna książka o filmach. To manual przetrwania lat 90. – z masą anegdot i wspomnień, ze szczyptą ironii i wzruszeń. Przeczytacie tu o VHS-owych traumach, ekranowych bromansach i filozofii życiowej wprost z Zabójczej broni, RoboCopa czy Dnia świstaka. W zasadzie to w ogóle nie jest książka – to teleport do czasów, gdy człowiek był gotów sprzedać młodszego brata za kasetę z Krwawym sportem.
Jeśli pamiętasz zapach wypożyczalni, kopałeś w drzewa, żeby być jak Tong Po, miałeś plastikowy pistolet z napisem Police i opłakiwałeś śmierć Mufasy, musisz to przeczytać. A jeśli nie pamiętasz… to tym bardziej powinieneś sięgnąć po tę pozycję – żeby wiedzieć, dlaczego rodzice chowali przed tobą niektóre kasety.
Wciąga jak przewijanie taśmy ołówkiem. Zresztą – nie zapomnij przewinąć.
Uwaga: po lekturze możesz chcieć odkurzyć magnetowid. Na własną odpowiedzialność.
W opisie tej pozycji są wplecione słowa "To nie jest kolejna książka [...]". No i właśnie, to nie jest książka, tylko w 80% transkrypcja rozmowy dwóch osób (czasem więcej) po prezredagowaniu, ale również ze wstawkami typu "tutaj przerwa na wyśmianie się". Żarty cytowane z kwejka, rozmowy wydają się praktycznie kontrolowane. To prawdopodobnie jest bardzo fajny podcast do posłuchania przy okazji mycia naczyń, żeby sobie powspominać... Ale książka? Niestety nie. Opis też obiecuje sentymentalne podróże do czasów tego i tamtego aktora/filmu/bohatera. To też nie do końca prawda, to są po prostu wspominki rzucane po kolei, żeby dalej ciągnąć rozmowę - Rambo! - Tak, ale Terminator też! - No tak tak, ale w ogóle trauma z Króla Lwa
Żadnej głębszej refleksji, tylko powtarzanie tytułów i kilku ciekawostek. To, że Poco było wydane w Polsce w pięciu różnych tytułach przeczytałem chyba z 5 razy. Tylko co z tego, skoro nic za tym więcej nie szło? I do tego te czytanie opisów z filmwebu. To w zasadzie było najgłębsze co zostało powiedziane o filmach.
I do tego jeszcze zdjęcia z prywatnej kolekcji powrzucane bez kontekstu i głębszego sensu, raczej tylko po to, żeby transkrypcja wydawała się grubsza. Jestem też niemal pewien, że niektóre zdjęcia pojawiły się tam więcej niż raz.
Ktoś powie, że nie jestem w odpowiednim wieku i nostalgia nie dociera, ale to nieprawda. Sam musiałem z tatą jeździć do najbliższego miasta do wypożyczalni kaset, żeby móc sobie wybierać filmy do obejrzenia, a potem je przegrywałem na kasety, które mieliśmy w domu, bo trzeba było je oddać, a do miasta nie jeździło się codziennie. Do tego ojciec pracował za granicą, więc nie zawsze była możliwość, żeby kasetę wypożyczyć, tylko musiał być ten czas, kiedy ojciec był w domu na tyle długo, żeby zdążyć kasety zgrać/obejrzeć i oddać. I w sumie za to, że wracam myślami do tych czasów podczas czytania tego transkryptu daję drugą gwiazdkę.
2/3 to luźna gadka w stylu podcastu, reszta jest lepsza (felietony i krótkie rozmowy z gośćmi), ale spodziewałam się czegoś zdecydowanie innego. Nie lubię pisać takich rzeczy, zwłaszcza że - czytając praktycznie tylko e-booki - mam szatę graficzną książek w głębokim poważaniu, ale najbardziej udana w tej pozycji jest okładka. Oczywiście uczciwie zaznaczam, że najprawdopodobniej mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem błędnych oczekiwań. Zarazem jednak mam przeczucie graniczące z pewnością, że nie będę jedyną osobą, która w zetknięciu z tym tekstem przeżyje podobne rozczarowanie. Przechodząc do rzeczy: VHS. Przewińmy to jeszcze raz składa się z trzech części. Pierwsza i najdłuższa (ok. 60%) to rozmowa współautorów. I to jest dosłownie taka właśnie luźna rozmowa, w której tematem przewodnim stają się różne aspekty "ery VHS" - ulubione filmy, aktorzy, doświadczenie korzystania z wypożyczalni etc. Tylko że panowie starają się trochę za bardzo stworzyć wrażenie tego luzu - kolokwializmy rodem z postów Piga na SM i didaskalia typu "przerwa na wyśmianie się" naprawdę nie sprawiają, że rzecz staje się lekka i zabawna. Raczej ociera się to o srogi cringe, a w najlepszym razie irytuje. Poza tym generalnie taka luźna gadka nie jest specjalnie porywająca i trudno oczekiwać, że wniesie cokolwiek wartościowego do życia czytelnika. Generalnie szybko stało się to prostu męczące i mimo cierpliwego czekania na "więcej mięsa" - nie doczekałam się. Potem jest kilka felietonów, w tym gościnny starszego brata Pigouta, i ta część wypada całkiem fajnie, ale raczej jako sentymentalne pocztówki z dawnej epoki. Najciekawsze są zamykające książkę wywiady z zaproszonymi gośćmi, w tym z synem właściciela wypożyczalni VHS w Nakle, skąd pochodzi Pigout. Ogólnie jednak bardzo się zawiodłam, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego.
Sporo ciekawostek i faktów, ale dawka nostalgii jest przepotężna! Najbardziej podobał mi się tekst „Lato trwało całe lata” - kilka razy parsknęłam w głos, bo niby wszyscy się różnimy, ale jakoś dzieciństwo każdy miał bardzo podobne, jakbyśmy się na jednym podwórku wychowali, a nie na różnych końcach Polski.
Ta książka to podróż pokolenia milenialsów to swojego dzieciństwa. Odkopanie swoich dziecięcych wspomnień, zatrzymanie się na chwile, szansa na pozytywne flashback'i o których zapomnieliśmy przez natłok codziennych obowiązków.
Podróż do czasów dzieciństwa gdzie katowało się filmy na VHS-ach. Niby ponad 400 str o kasetach, wypożyczalniach czy kulturze oglądania filmów z kaset ale czuć duży niedosyt i chciałoby się więcej. Dlatego 4 a nie 5 bo imo można było tu jeszcze więcej wycisnąć z tematu. Poza tym jest to przepięknie wydana książka i wygląda ona obłędnie. Chciałbym, żeby ktoś teraz o walkmenach napisał w taki sposób. Frajda z czytania i przypomnienia sobie o tamtych czasach była duża.
Cudowna jazda na nostalgii. Książka-wywiad, czytało się bardzo szybko. Nie ma tu stricte filmoznawczo-historycznego podejścia do tematu, a raczej jest to zapis wspomnień, unikalnego spojrzenia na kino przez pryzmat polskich lat 80' i 90'. W moje gusta trafiło idealnie.
Podcastex wannabe, ale tutaj ta książka absolutnie nic nie wniosła do mojego życia i jeszcze zrobili błąd w nazwie fabryki kaset wideo z mojego rodzinnego miasta (Stomil Gorzów? naprawdę?) co mnie rusza jako mieszkankę. Podsumowując: dwóch chłopów sobie siedzi, gada o kasetach i używa angielszczyzny pisząc ją po polsku (Dejm? Ficzer? serio?). No nie siadło, nie wniosło nic, kartkowałam bo już nie miałam na to siły.
Był czas, kiedy wybór filmu nie zaczynał się od algorytmu, tylko od spaceru między półkami wypożyczalni. Kiedy okładka mogła obiecać więcej niż sam film, lektor stawał się częścią doświadczenia, a zajechana taśma VHS była świadectwem popularności, nie wadą techniczną. "VHS. Przewińmy to jeszcze raz" próbuje zamknąć w papierowej formie właśnie ten moment - epokę, gdy kino było trochę mniej dostępne, ale przez to często bardziej magiczne, a namiastką wielkich kinowych emocji były własnie kasety VHS.
PigOut i Przemek Corso nie stworzyli klasycznej książki o historii VHS. To nie encyklopedia rynku kaset, analiza kina akcji lat 80. i 90. ani reporterska podróż po wypożyczalniach. To raczej długa rozmowa dwóch kumpli siedzących przy stole i wspominających czasy, gdy Schwarzenegger, Stallone i Van Damme byli współczesnymi herosami, a zakazany film zza zasłonki miał status miejskiej legendy.
I właśnie tutaj leży największa siła oraz największy problem tej publikacji. Gdy działa nostalgia - działa znakomicie (a mogę się wypowiadać w tej kwestii bo też jestem Millenialsem jak autorzy i odczuwałem to samo co oni opisują w tej publikacji). Fragmenty o pierwszych seansach, rodzinnych rytuałach, zdobywaniu magnetowidu czy emocjach związanych z wypożyczeniem kasety potrafią naprawdę przenieść do świata przewijanych taśm, charakterystycznego szumu obrazu i półek pełnych dziwnych tytułów. Najlepsze momenty pojawiają się wtedy, gdy autorzy przestają tylko wymieniać filmy, a zaczynają opowiadać o tym, jak te filmy ich ukształtowały.
Problem pojawia się tam, gdzie książka za bardzo przypomina zapis podcastu. Luźna forma, żarty i dygresje dają klimat spontanicznej rozmowy, ale chwilami brakuje mocniejszej redakcji oraz głębszego spojrzenia na fenomen VHS. Temat aż prosi się o więcej historii o bazarach, pirackich kasetach, kulturze wypożyczalni czy tym dziwnym okresie, gdy Polska po transformacji odkrywała zachodnią popkulturę na własnych zasadach.
Paradoksalnie najlepiej wypadają fragmenty, które najbardziej oddalają się od zwykłej pogawędki - felietony i rozmowy z gośćmi. Tam pojawia się więcej refleksji, konkretów i czułości wobec epoki, która bezpowrotnie minęła.
„VHS. Przewińmy to jeszcze raz” jest więc trochę jak stara kaseta znaleziona po latach. Obraz czasem śnieży, dźwięk bywa nierówny, nie każda scena przetrwała próbę czasu. Ale kiedy trafia we właściwy moment, przypomina, dlaczego kiedyś jeden film na weekend potrafił znaczyć więcej niż dzisiejszy nieskończony katalog streamingu.
Książka nie powaliła mnie jakoś z nóg, dużo treści się powtarzało w kółko, jednak z drugiej strony jako osoba z młodszego pokolenia fajnie było posłuchać i dowiedzieć się trochę o codzienności w dawnych czasach, kiedy nie otaczało nas aż tak wiele rzeczy z każdej strony i żyło się spokojniej, miało się zupełnie inne priorytety i marzenia. Każdemu, kto jest mocno wkręcony w filmy, zdecydowanie polecam przeczytanie VHS :) Dobra robota.
Ta książka jest jak DeLorean z Powrotu do przyszłości. Z każdą stroną w mojej głowie pojawiał się tekst: chłopaki, miałem tak samo. Dzięki tej książce otworzyła się szuflada, z której powypadały wspomnienia z lat 90. - łóżka polowe na giełdzie w Słomczynie z setkami kaset, osiedlowe wypożyczalnie, Star Wars, dzięki którym byłem królem w klasie. Świetnie się bawiłem. A że książka to transkrypcja rozmowe... Who cares?
Fajna sentymentalna podróż do przeszłości choć ja nie byłem/jestem takim filmożercą jak Autorzy. Stąd, oraz z racji młodszego wieku, ery VHS nie wspominam aż tak mocno. Książka mi się podobała patrząc na wypożyczalnie pod kątem biznesowym oraz kulturowym. Pokazała, że w podobnych latach mieliśmy te same zachowania, rytuały niezależnie od powiatu.
Może kogoś zdziwić tak wysoka ocena influ książki. Ale serio, moim zdaniem, to jest dobre w swoim gatunku. Wchodzi jak masło, bez oczekiwań. To nie reportaż z Czarnego o wypożyczalniach VHS, tylko luźna gadka dwóch typów i kilku pobocznych. Sięgasz po to, bo masz zero oczekiwań. I ta formuła jest zachowana. Propsy, a i wydanie ładne.
1. taco hemingway i dawid podsiadło mentioned!! 2. lewis hamilton mentioned!! 3. ta książka przypomniała mi o “nigdy nie będzie takich wędlin. takiej coca-coli. takiej musztardy. i takiego mleka.” xd
Przyjemna nostalgiczna podróż do mojego dzieciństwa. Dowiedziałam się kilku zaskakujących rzeczy, m. in. o wymienialniach kaset, czy o niektórych tytułach, o których nigdy nie słyszałam.
Wypożyczanie kaset wideo to jedno z moich najlepszych wspomnień z dzieciństwa. Do tej pory pamiętam, jak z mamą i bratem zasuwaliśmy do wypożyczalni, przeglądaliśmy te wszystkie kasety, a potem wałkowaliśmy film, żeby nacieszyć się nim przed oddaniem. I dlatego z taką chęcią sięgnęłam po "VHS. Przewińmy to jeszcze raz". Był to powrót do nostalgicznych lat, choć nieco wcześniejszych, niż ja pamiętam. Fajnie było poczytać ciekawostki dotyczące tego światka, zobaczyć, jak to wszystko wyglądało z perspektywy osób, które pamiętają pierwsze pojawienie się kaset. Forma wywiadu sprawia, że czyta się szybko i ciekawie. Osobiście polecam.