Architektura, masoni, a na szczycie Antoni Gaudí oraz morderca, który upodobał sobie architektoniczne klejnoty Barcelony. Ofiarą seryjnego mordercy jest miasto i ikony zaprojektowane przez Antoniego Gaudíego. Żądza zemsty. Zemsta skierowana przeciwko miastu. Morderca uderza w wizerunek Barcelony, by zranić, by zabić. Jej chlubą jest Gaudi.
"Znów spojrzał na Casa Milà. Według pism satyrycznych z tamtej epoki wyglądała jak gigantyczny parking dla sterowców. Wszystko, co inne, co nowe, wywoływało opór i ostrą krytykę. Jak choćby nazwanie jej żartobliwie La Pedrera z powodu jej wyglądu, bo przypominała kamienną bryłę. To była cena geniuszu. Nie zrozumiano jej rewolucyjnej, organicznej koncepcji, a Gaudíego atakowano. Z czasem prawda miała dojść do głosu: o głupcach i ich krytyce zapomniano, a genialny architekt wciąż był żywy w pamięci ludzi i uwielbiany przez pokolenia, które nadeszły. Uwielbienie, pamięć zbiorowa. Niezrozumiany geniusz."
Nie sposób przejść obojętnie obok malowniczych, plastycznych opisów Barcelony, które rewelacyjnie oddały klimat miasta, jednak są one jedynie areną dla makabrycznych wydarzeń. Ofiary seryjnego mordercy są torturowane, a następnie wystawiane na publiczne spalenie w miejscach zaprojektowanych przez Gaudíego. Wątek kryminalny został wnikliwie przemyślany. Ukazuje policyjne śledztwo, dedukcję, sposób łączenia tropów. W śledztwie uczestniczy wcześniej zawieszony inspektor wydziału zabójstw, Milo Malart. Jego szósty zmysł, umiejętność wcielenia się umysły innych osób, jest nieocenionym wsparciem dla policyjnego śledztwa. Jego wewnętrzne monologi są wnikliwie opisywane na łamach powieści. Milo mierzy się też z wyrzutami sumienia wobec członków rodziny.
W finale wszystkie nawet najmniej istotne wątki precyzyjnie się ze sobą łączą.
Również okładka idealnie pasuje do treści. Znajdują się na niej kominy w kształcie żołnierzy, rzeźby na dachu La Pedrera, zaprojektowane przez Antoniego Gaudíego.
"Te słynne kominy-żołnierzy. W ogromnym zbliżeniu. Były przerażające, z wykręconymi szyjami, pustymi oczodołami, zakapturzone."
Do tłumaczenia nie mam zastrzeżeń, ale zastanawiam się, czy coś poszło nie tak przy "klejeniu" książki. W pierwszej połowie często występował narracyjny chaos. W rozdziały były bez ostrzeżenia wrzucane akapity, które należały do innych postaci, przebywających w innym miejscu, lub opisywały wewnętrzne monologi Milo. Przykładowo Malart rozmawia z partnerką, a w następnej linijce na scenę wkracza nowa postać, Félix Torrens prezes Kręgu Gaudíego. Po kilku stronach jego rola kończy się tak samo szybko, jak się zaczęła.
"Nagle, zatrzymując się przed znakiem stopu, poczuł coś za plecami. Jakiś ruch.
Odwrócił się w stronę tylnego siedzenia.
– Kontynuujmy – powiedział Milo."
Najprawdopodobniej rola Félixa kończy się na obejrzeniu na tylne siedzenie. Dalej następuje kontynuacja rozmowy między śledczymi. Nie było żadnego rozdzielenia tekstu gwiazdką, pustą linijką, czy choćby kursywą. Często dopiero po kilku zdaniach pada imię bohatera, którego dotyczy "wrzutka". Po krótszym lub dłuższym opisie następuje powrót do wcześniejszej rozmowy między innymi bohaterami, w innej lokalizacji.
Kolejny przykład narracyjnego chaosu:
"Światło zgasło, ponownie pogrążając Félixa Torrensa w gęstej, nieprzeniknionej ciemności.
– No dobrze, panowie, wracajmy do zebrania – powiedział komisarz naczelny Bastos, ponownie zajmując miejsce przy pulpicie."
I kolejny:
" – A od czego twoim zdaniem powinniśmy zacząć?
Upiła duży łyk wody. Milo zrobił to samo.
W ciemnościach, bez poczucia czasu, zaczął zadręczać się myślą o wodzie."
Ostatnie zdanie opisuje myśli porwanego bohatera. W obu wątkach wspólnym elementem jest woda, co dodatkowo wprowadziło we mnie czytelniczą dezorientację.
Nie tylko rozmowy, ale również monologi bohaterów są wrzucone w tekst. Milo próbuje wejść w skórę mordercy, a tę perspektywę opowiada w pierwszej osobie. To spojrzenie oczami mordercy są bardziej czytelne, bo pisane kursywą, ale również nieco wybijają z rytmu. Ciężko mi było bez cofania zorientować się, czego dotyczyła urwana, a następnie kontynuowana rozmowa. Taka budowa wymaga dużego skupienia. Jestem raczej czujnym czytelnikiem, ale pierwsza połowa książki sprawiała mi problemy. Nie zaglądałam do oryginału, ale mam wrażenie, że też jest tak zbudowany. Może celowo, żeby skupić uwagę... Subiektywnie traktuję to jako wadę powieści.
Mimo pewnych niedogodności jest to jedna z tych książek, po przeczytaniu której żałuje się, że to już koniec, a historia na długo zostaje w pamięci.