Seraphine Couronne dopiero uczy się, czym jest władza, a jej panowanie od początku zostaje wystawione na próbę. Kiedy dowiaduje się, że Margaux, królowa Królestwa Trefl, może mieć związek z zabójstwem jej ojca, postanawia udać się na jej dwór, by znaleźć odpowiedzi.
Pod fasadą dyplomatycznych rozmów kryją się jednak sekrety, które prowadzą coraz głębiej w sieć intryg, a im więcej wskazówek Seraphine odnajduje, tym mniej z nich rozumie. Czy Margaux rzeczywiście ma coś na sumieniu, czy młoda królowa po prostu robi wszystko, aby uwierzyć w jej winę? I dlaczego Caspian, jedyny, któremu zaczyna ufać, wydaje się coś przed nią ukrywać?
Seraphine musi zdecydować, komu wierzyć i jak daleko jest w stanie się posunąć, by odkryć prawdę. W tej grze kłamstwa są walutą, a zaufanie największą stawką.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
„No widzisz, a ja uważam, że mam na to zajebisty pomysł, ale gdybym przedstawiła go w pierwszym tomie, cala seria nie miałaby sensu :) to wszystko ma drugie dno, so… let me cook”
Odpowiedź Weroniki Ancerowicz wobec mojego komentarza przedstawiającego moją krytykę na temat pierwszego tomu. Więc o to i jestem aby zobaczyć co Weronika Ancerowicz ugotowała nam tym razem tylko… Werka? Czemu mi dajesz wodę po parówkach? Zanim przejdziemy do mapy chciałabym zwrócić uwagę na „art” znajdujący się na wewnętrznej stronie okładki. W tym tomie został umieszczony dom w drzewie ze znakiem z bardzo dziwnym (śmiesznym) napisem WELCOME. Z ciekawości weszłam na Internet i…Jezuniu słodki. Taki sam „art” znalazłam na Shutterstok dostępny za 5 euro. Okej dobra, kupione to kupione, ale potem wrzuciłam obrazek do wykrywania AI i… 68% prawdopodobieństwa AI. Czy muszę wspomnieć że używanie AI jest plagą dzisiejszego środowiska artystycznego? Taka sama sytuacja jest z „artem” z pierwszego tomu. AI grafika która idk miała przedstawiać Królestwo Pik? A jest cmentarzem z bardzo krzywymi krzyżami, które nie są krzyżami.
MAPA
Ja: *Patrząca na mapę* Ja: I JUST LOVE THE TASTE OF NOTHING! Tym razem nas gigantyczny kloc został urozmaicony o kilka lokalizacji. Um…Thanks? Bare minimum. Czy zostały dodane bardzo potrzebne granice królestw w fantastyce z wątkiem POLITYCZNYM? Nie. Czy został dodany kompas będący podstawą map? Nie. Czy nadal mamy niepotrzebną legendę gdy i tak mamy podpisane królestwa na mapie? Tak. Czas teraz na małą lekcję historii. W tym tomie przenosimy się do Królestwa Trefl, które bazuje swoją gospodarkę na rolnictwie, a więc…gdzie są rzeki na tej mapie? Wiele cywilizacji rolniczych powstawało nad wielkimi rzekami, które zapewniały żyzną ziemię, łatwy dostęp do wody dla rolnictwa, słodką wodę do picia i służyły jako ważne szlaki transportowe. Patrz: Starożytny Egipt, Mezopotamia, Chiny i cywilizacja doliny Indusu. Więc czemu nie ma tam rzek? Czemu teren jest zalesiony? Duże zalesienie nie niesie korzyści dla gospodarek rolniczych. I nie…nie możecie mi tu przyjść i powiedzieć ALE TO FANTASTYKA! Fantastyka pomimo posiadania elementów fantastycznych powinna być spójna i wiarygodna w swoich założeniach. Jeżeli świat ma być przekonujący, to nawet przy elementach magii powinien opierać się na logice, która rządzi jego gospodarką, środowiskiem i społeczeństwem. W przeciwnym razie czytelnik szybko zauważy brak konsekwencji i trudno mu będzie uwierzyć w realność przedstawionego świata. „To nie powinno stanowić problemu, ponieważ w trakcie podróży przez Trefl widziałam wiele rzek, które z PEWNOŚCIĄ wpływały do Morza Szkarłatnego, a więc przecinały las.” Z pewnością? Z PEWNOŚCIĄ?! To one wpływają czy nie? Zdecyduj się. Ponieważ ja nie widzę żadnych rzek na mapie, Ancerowicz. Rzeki to podstawa map. Nie ma ich na mapie, dla mnie nie istnieją.
BOHATEROWIE
Czy jest lepiej? Nie. Czy jest gorzej? Również nie. Pierwszym zauważalną rzeczą o Seraphine w tym tomie jest fakt, że dostała od autorki POTĘŻNY nowy zasób inteligencji, wydaje się bardziej samoświadoma swoich decyzji, a nie wpierdala się na miny ślepo jak w poprzednim tomie. Ale…tutaj jest wielkie ALE…zmiana z naiwnej i rozpieszczonej dziewki z pierwszego tomu do świadomej swoich słów i działań królowej w tym tomie jest… za szybka i za duża. Wydawało mi się, że czytam o innej Seraphine. Racja ma swoje momenty w którym zachowuję się durnowato i nie widzi zagrożenia przed sobą tak jak w pierwszym tomie. Chodzi mi o to, że teraz jest aż za IDEALNA. Okej ktoś przyjdzie i powie: NAUCZYŁA SIĘ NA SWOICH BŁĘDACH!!! No tak powinna i trochę to zrobiła, ale między akcją w pierwszym tomie, a tym to tylko TRZY MIESIĄCE. Trzy miesiące to za mało bym uwierzyła w jej zmianę ilorazu inteligencji. Poza tym…Paranoja Seraphine ma się najlepiej. Ukrywa bardzo ważne rzeczy przed swoją Radą, a potem oczekuje, że oni będą jej ufać na każdym kroku, szczególnie biorąc pod uwagę co odwaliła w Piku i na spotkaniu Rady.
„Nie miałam pewności, czy nie skrywali mrocznych intencji i nie chcieli zrzucić mnie z tronu” GIRL TAKE YOUR PILLS
Oprócz codziennej porcji paranoi dostajemy też porcję wypierania rzeczywistości:
„….ale rada musiała zasłużyć na to bym jej w pełni zaufała. Wciąż nie mogłam wyrzucić z głowy myśli, że nie bez powodu wysłali mnie do Królestwa Pik na przeszpiegi. Gdyby dbali o dobro ludu, nie pozbyliby się tak chętnie świeżo koronowanej królowej” Let’s stop for a moment. To TY chętnie pojechałaś do Pik. To TY sama postanowiłaś się sama tam udać. To TY postanowiłaś tam długo zostać. To TY jesteś królową. TY mogłaś zostać. NIKT CI NIE KAZAŁ. Oni tylko dali ci propozycje, ale to TY sama postanowiłaś się tam udać.
Kontynuuje straszenie rady swoimi mocami i humorkami. To nie jest sposób na zbudzanie szacunku. To jest STRACH I TYRANIA. „Chyba wszyscy wyczuli naglą zmianę w pomieszczeniu i wzrost temperatury, bo Eiran szybko wyprostował się i….”
Podsumowując: Z Seraphine taka królowa, jak z Jana Pawła szlachcic.
Podobnie jak w przypadku Seraphine, pozostali władcy dostali w pewnym sensie „retcon”. W przypadku Królowej Trefl nie otrzymaliśmy więcej informacji o jej osobie i sposobie rządzenia jej krajem. Dostaliśmy w sumie to co w pierwszym tomie. Cicha nijaka rzucająca subtelne groźby i tyle. Jedynym ciekawym elementem Królowej Trefl jest, że należy do małej grupki osób, która faktycznie wytyka błędy Seraphine i nie siedzi bezczynnie w czasie kryzysu z szulerami. Myślałam, że Seraphine będzie brała z niej przykład jako starszej i bardziej doświadczonej władczyni. Może nawet będzie z nią spędzać czas, a tu nic. Seraphine najwyraźniej uważa że 3 miesiące rządzenia to wystarczający okres czasu by być perfekcyjną królową.
Malo co widzieliśmy Arethusa i jego postać się mocna trzymała tego co było pod koniec pierwszego tomu oprócz jednej sceny. W której dowiadujemy się, że dał rozkaz obcięcia języka dla swojej kuzynki i być może dla reszty dam dworu. Dla mnie ta scena i ta informacja była strasznie „out the character” dla niego. W pierwszym tomie wydawał się chłodny lecz racjonalnym królem, a to co uczynił tutaj jest bezmyślnych aktem okrucieństwa, który może się okazać zgubnym, bo bezprecedensowe karania córek możnowładców jest bardzo złym pomysłem pod względem politycznym.
Ugh choroba weneryczna aka Caspian, jak ja za nim nie przepadałam to teraz jest gorzej. Nie trafiłam z tym sad backstory, że mamusia go nie kochała, ale dostaliśmy szalonego ojca przykutego do lóżka wiec…? Half win? Dostał tez potężny retcon ale zaraz do niego dojdę.
ROMANS CZY NIE ROMANS? CZY MOŻE MOLESTOWANIE UKRYTE ZA ROMANSEM? CZYLI ROZDZIAŁ 32 I ROZDZIAŁ 19.
„Caspian położył dłoń na moim udzie i choć dzielił nas materiał mojej sukni, poczułam jak skóra pali mnie w miejscu jego dotyku. Spięłam się, co musiał wyczuć, bo zaczął kreślić małe kółka kciukiem, co w żadnym stopniu mi nie pomogło, wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego pozwoliłam mu mówić, zbytnio skupiona na jego dotyku, po skleić sensowną odpowiedź.”
Scena, w której Caspian kładzie dłoń na udzie Seraphine, miała pewnie wywołać jakieś „romantyczne napięcie” albo „chemię” między bohaterami, ale wyszło coś kompletnie odwrotnego. Nie ma tu ani grama rozmowy o granicach, ani żadnego przyzwolenia. To nie jest flirt. To nie jest pożądanie. To jest przekroczenie granicy.
Apogeum był dla mnie 32 rozdział. „Poczułam, jakby ktoś dotykiem, który nazwałabym niemal pieszczotliwym obrysował kontur moich ust.” „Zrobiło mi się gorąco, gdy dotyk wymaigowanych palców przesunął się z moich ust, na brodę, potem na szyję, w końcu zsunął się dekoltowi” „Na ciele pojawiła mi się gęsia skórka, gdy palec zamienił się w całą dłoń, która sunęła po brzuchu, aż do mojej talii. Mimo że miałam na sobie suknię odniosłam wrażenie jakby ktoś gładził moją nagą skórę. Nigdy nie doświadczyłam tego typu dotyku, wywołał on osobliwy ścisk w podbrzuszu.”
Mamy scenę w której Seraphine, kopie Caspiana pod stołem, za obmacywanie jej za pomocą iluzji, a on dalej kontynuuje to co robi. Mamy tu wyraźnie przedstawione niezadowolenie. „Chciałam, żeby przestał…” „To on się mną bawił. Używaj na mnie iluzji po to, żeby patrzeć, jak się plącze we własnych słowach” „Czy on był w ogóle poważny? Odpowiedź zdawała się oczywista. Nie, nie był. Ale to przesada nawet jak na niego. Nie miała pojęcia, że coś takiego potrafi”
Caspian w pierwszym tomie był postacią z wyraźnym charakterem: zadziorny, inteligentny, potrafił być irytujący, ale nie przemocowy. To, co robi tutaj, kompletnie kłóci się z jego wcześniejszym przedstawieniem postaci. Gdyby naprawdę chciano pokazać jego „ciemniejszą stronę”, można było to zrobić w sposób, który ma sens: subtelnie, z napięciem, ale bez odbierania komuś prawa do własnego ciała. Zamiast tego dostaliśmy bohatera, który przekracza granice „dla zabawy”, a narracja udaje, że to „romantyczne napięcie”.
Rozdział 18 Scena kąpieli. Okej, ale serio… co to miało być? Scena, w której Caspian nachodzi Seraphine podczas kąpieli, to już nie tylko brak taktu, ale też wyraźne złamanie jej prywatności i granic. Wpada do pomieszczenia bez zapowiedzi, w momencie, gdy bohaterka jest najbardziej bezbronna, i zaczyna ją wypytywać o informacje z misji w Trefl. Ani chwili wahania, ani cienia przeprosin, ani nawet próby poszanowania jej prywatności i pokazuje jego lekceważący stosunek do bycia gościem w innym królestwie. To nie jest hot. Caspian wykorzystał moment jej „vulnerability” by zdobyć informację.
I właśnie dlatego takie sceny są tak frustrujące. Nie chodzi o to, że książki nie mogą poruszać trudnych tematów. Mogą, ale powinny to robić z odpowiedzialnością. Powinny pokazywać konsekwencje, refleksję, emocje. Tutaj tego zabrakło. Zamiast napięcia między dwiema silnymi postaciami, dostaliśmy scenę, która zwyczajnie sprawia, że czytelnik czuje niesmak. A jeśli Ancerowicz chciała napisać romans, to naprawdę trzeba pamiętać, że romans bez zgody to już nie romans. Najgorsze, że w ogóle nie ma później żadnej rozmowy o tym, co się stało. Zero refleksji, zero konsekwencji. Jakby to było coś normalnego. A to właśnie przez takie sceny ludzie potem myślą, że naruszanie cudzych granic można usprawiedliwiać „chemią” między bohaterami. Nie można. Te sceny sprawiły, że moja ocena spadla z 2.5 na 1 gwiazdkę.
WORDBUILDING
Worldbuilding w tym tomie to jak łatanie polskich dróg. Zamiast raz a porządnie zrobić asfalt i wybudować drogę, co jakiś czas wracamy z nową porcją asfaltu, żeby wypełnić te same dziury, które powinny być zakryte już dawno. W przeszłości wspomniałam autorce, że nie można zbudować prostego domu na krzywych fundamentach. Ten drugi tom jest dokładnie tym krzywym domem. W pierwszym tomie było mnóstwo braków w podstawowych informacjach o świecie przedstawionym: Brakowało logiki, zasad funkcjonowania królestw, historia królestw i magii, czy nawet konsekwencji dla bohaterów. I teraz zamiast naprawić te problemy w pierwszym tomie, Ancerowicz łata te luki jak polski robotnik drogowy, ale robi to w sposób chaotyczny. Informacje, które powinny być wprowadzone od samego początku, pojawiają się dopiero w połowie książki. Efekt jest taki, że świat przedstawiony nie działa spójnie. To nie jest naturalne rozwijanie historii, tylko łatanie dziur w stylu „dodajmy trochę historii tutaj, a trochę tu trochę o tym cholernym murze, żeby znowu się nie czepiali”. Czytelnik zamiast chłonąć świat, czuje się zagubiony i zirytowany, próbując zrozumieć dom, którego fundamenty skrzywiły się pod ciężarem własnej konstrukcji. Worldbuilding nie powinien być dodatkiem ani miejscami „nadrabianym”. Nadrabiać to można zajęcia na studiach. Świat powinien być solidny od pierwszego tomu, żeby cała historia mogła w niego naturalnie wrosnąć. Tutaj niestety mamy dokładnie odwrotną sytuację: fundamenty są krzywe, a dom próbuje stać, choć każda nowa scena go dodatkowo destabilizuje.
W odpowiedzi na mój komentarz autorka napisała, że ma fajne pomysły, które gdyby wprowadziła w pierwszym tomie, „nie miałyby sensu”. I szczerze? Nadal nie mam pojęcia, co miała na myśli. Bo zasada foreshadowingu jest prosta: dajesz poszlaki w pierwszym tomie po to, aby plot twist w drugim tomie miał sens, żeby nowe elementy świata nie pojawiały się znikąd i nie wyglądały jak deus ex machina (Patrz: Zamiana w smoka pod koniec). To, że np. pojawia się jakiś kuzyn, który ma prawa do tronu powinno mieć swoje korzenie w pierwszym tomie.
Poza tym… dziedziczenie. WERKA TAK TO NIE DZIAŁA! Kuzyn Seraphine jest od strony dziadka Seraphine, który był MĘŻEM MAŁŻONKIEM babci Seraphine, która była KRÓLOWĄ KIER. Kuzyn Theron nieważne jakby się wszyscy starali nie ma prawa do korony Seraphine.
Chciałabym jeszcze wspomnieć jak w pierwszym tomie dostawaliśmy od groma opisów ubrań Seraphine to w tym tomie opisy nie istnieją. W całej książce dostaliśmy tylko dwa opisy: Styl ubierania się ludu Trefl będący prostym i niezbyt oryginalnym pomysłem ponieważ po przeczytaniu elementów ubiory od razu przed oczami zobaczyłam stereotypowy cottage core aesthetic. Innym opisanym strojem to strój do latania Seraphine który został opisany tak prosto że nie zaimponował mi. Reszta opisów strojów składała się na w jakim kolorze były albo jednego słowa opisującego cały strój. Można wywnioskować, że autorka mocno się przestraszyła zastrzeżeń innych osób wobec słabych i nierealistycznych opisów strojów, więc postanowiła wcale ich nie pisać. Nasza intencją nie było zastraszenie, ale chęć by autorka zrobiła poprawny research. Co do ubrań nadal gryzę się z „marynarką”.
Słowo „marynarka” kompletnie wytrąca z klimatu epoki. Kojarzy się raczej z XIX–XX wiecznymi garniturami albo mundurami wojskowymi, a nie z dworem w fantastycznym pseudo średniowiecznym świecie. Moim skromnym zdaniem pasowałyby bardziej archaiczne określenia: kaftan, żupan, kubrak, surkot albo po prostu płaszcz. To drobny detal, ale takie elementy naprawdę budują atmosferę świata i pozwalają czytelnikowi poczuć, że historia dzieje się w innym czasie i miejscu.
Imiona postaci i nazwy miejsc w tym tomie nadal są proste, mało charakterystyczne i niespójne ze sobą: Orion Adderfang- Adder-żmija z ang. Fang- kieł z ang. Z jakim zwierzęciem jest związany? Zgaduj zgadula…! ŻMIJA! Marcus Ashwolf- AshWOLF- wilk z ang. Z jakim zwierzęciem jest związany? Zgaduj zgadula…! WILK! Verena Falconhart- Falcon- sokół z ang. Z jakim zwierzęciem jest związana? Zgaduj zgadula…! SOKÓŁ!
W tym tomie siedzimy cały czas w Królestwie Trefl, a nadal nie znamy nazwisk członków rady królowej Trefl ani Pik. I to jest wielka szkoda, bo takie szczegóły naprawdę pomagają czytelnikowi poczuć strukturę władzy i politykę ��wiata, zamiast zgadywać, kto ma jaką rolę. Pewnie dowiemy się dopiero w czwartym tomie… pod koniec książki XD
Po przeczytaniu całego tomu mam wrażenie, że Ancerowicz nie miała wcześniej przygotowanego planu świata. Wygląda, jakby świat i fabułę wymyślała „na bieżąco”, bez spójnego konceptu. Efekt? Worldbuilding jest chaotyczny, nieprzemyślany i bardzo messy. Brakuje logiki, konsekwencji i podstawowych zasad, które powinny rządzić tym uniwersum. To właśnie przez takie podejście nowe pomysły i wątki pojawiają się znikąd, postacie zachowują się niespójnie, a świat wydaje się nierzeczywisty i nieprzekonujący. Zamiast wciągającej historii mamy zbiór losowych wydarzeń, które mają wyglądać jak fabuła, ale w rzeczywistości nie trzymają się kupy.
STYL PISANIA/ JĘZYK
Lubienie czy nielubienie stylu pisania autorki to kwestia indywidualna. Jednakże nie mogę spojrzeć obojętnie na powszechne i często powtarzające się błędy pisarskie. Ancerowicz często łamie zasadę „show, do not tell” opisując nam wszystko. Jak mowie wszystko to chodzi mi o WSZYSTKO. Traktuje czytelnika jak bardzo rozkojarzone dziecko. któremu trzeba wszystko powtarzać i wyjaśniać.
„Chyba wszyscy poczuli naglą zmianę…” SKĄD WIESZ?! „Zwykle wykazywałam się większą kulturą…” WIĘC CZEMU TEGO NIE WIDZĘ „Uporządkowałam sprawy w królestwie, rozwiązałam najpilniejsze problemy…” JAKIE SPRAWY?! JAKIE PROBLEMY?!
Często w rozdziałach znajdują się informacje które pojawiły się w dialogu rozdział temu czy dwa rozdziały temu. Czytelnik jak czyta uważnie to pamięta te informacje, więc nie ma potrzeby je powtarzać wielokrotnie. Przykład: Początek rozdziału 13. Seraphine, również ma moce przewidywania przyszłości, ona się domyśla, myśli, ona wie, że teraz coś się stanie, ona łatwo się domyśla jaką reakcje ktoś będzie miał, wyjaśnia nam wszystkie zachowanie innych bohaterów, nie dając czytelnikowi szans na własną interpretacje i zabiera element tajemnicy.
Klimat jest martwy. Nie ma klimatu. Książka jest prowadzona w sposób nie adekwatny do okresu w którym historia się dzieje. Język jest straszny. Czujesz jakbyś obserwowała rozmowę między twoimi znajomymi. To pokazuje, że autorka nie wie jak pisać w takim stylu albo po prostu nie umie. Nie chodzi mi to o to, że mam czytać opisy drzew jak u Sienkiewicza. Chodzi o spójność świata, charakterów i języka. Kiedy narracja i dialogi wyrywają cię z klimatu i sprawiają wrażenie współczesnej rozmowy między znajomymi, to świat przestaje istnieć. Kolejnym problemem jest styl wypowiedzi postaci, zwłaszcza u możnowładców. Z jednej strony autorka próbuje nadać książce bardziej historyczny klimat, używając słów takich jak „zgorszyć”, czy bardziej archaicznych słów.
Ale z drugiej strony w dialogach mamy teksty w stylu: „Jesteś głupia jak but” „Kończmy tą farsę” „Przestań pieprzyć” „Jesteś jak chwast, którego nie da się wyplenić” „Mam dość tych ceregieli” „Przymknij się”
I serio, to brzmi tak, jakby ktoś próbował połączyć powieść historyczną z współczesnym serialem fantasy z Netfliksa. Z jednej strony niby dwór, korony, stroje i „zgorszenie”, a z drugiej…język jak z współczesnej obyczajówki z Wydawnictwa Niezwykłego.
Wyraźnie widać, że Ancerowicz próbowała pisać „pod epokę”, tylko że zabrakło konsekwencji i świadomości językowej. Styl miał być dworski, a wyszedł… losowy. I to właśnie zabija klimat, który mógłby być jednym z mocniejszych punktów całej książki
Kolejna rzecz, która kompletnie psuje klimat tej historii, to brak tzw. „court manners”. Czyli dworskich manier i zachowań, które powinny być absolutnie naturalne dla ludzi wychowanych w królewskim otoczeniu. Bohaterowie to przecież królowie, doradcy, arystokracja. Ludzie, którzy od dziecka powinni być uczeni protokołu, etykiety i tego, jak zachowywać się publicznie. Tymczasem tutaj wszyscy zachowują się tak, jakby przypadkiem trafili na dwór po imprezie. !!!!!!!!!!!Drugi part recenzji w komentarzu!!!!!!!!!!!!!
koocham królestwo pik ale trefl było jeszcze lepsze kocham ten świat, jego opisy, to jak seraphine sie „rozwija” no i caspiana wiadomo a za zakończenie i fakt ze teraz musze czekac nie wybaczam
Jejku co to za zakończenie?! Po ostatnich stu stronach spodziewałam się kto może okazać się zabójcą, ale i tak się zaskoczyłam. Czekam z niecierpliwością na trzecią część!
Na początku chciałabym ogromnie podziękować wydawnictwu za egzemplarz do recenzji.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo czekałam na tą książkę. Odkąd skończyłam 1 tom to zastanawiałam się jak potoczy się dalsza akcja, bo Werka zostawiła mnie tylko i wyłącznie z pytaniem, czy ja napewno jestem gotowa na odkrycie wszystkich tajemnic?
Nasza Seraphine w tej części jeszcze bardziej skradła moje serce. Jestem pod ogromnym wrażeniem jaka zaszła w niej zmiana. Patrząc na jej początki, gdy została królową i wkraczała w cały ten świat a teraz. Seraphine pokazała w tej części, że jest godna korony i że potrafi pokazać pazurki, gdy sytuacja tego wymaga.
Oczywiście dalej stara się dowiedzieć kto stoi za śmiercią jej ojca. Dlatego też wyrusza do Królestwa Trefl, by sprawdzić czy może tam dowie się czegoś więcej.
W tej części oczywiście nie mogło zabraknąć mojego ulubieńca, czyli Caspiana Króla Karo. Ten bohater skradł moje serce już w 1 tomie ale tutaj moja miłość do niego wystrzeliła poza skalę. A jeśli chodzi o dwójkę naszych pozostałych władców to cóż. Margaux dalej jest dla mnie jedną wielką tajemnicą, lecz w tym tomie mogliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o niej a Arethus, ten bohater stracił całą moją sympatię i nie zapowiada się aby ją odzyskał.
Nie mogłabym nie wspomnieć o tym jak Weronika w świetny sposób stworzyła i opisała cale Królestwo Trefl. Czytając o podróży Seraphine do tego królestwa czułam się jakbym była tam razem z nią i podziwiała te wspaniałe i niezapomniane widoki. Królestwo Królowej Margaux o wiele bardziej mnie zachwyciło niż Arethusa, Króla Pik.
Nie mogło tutaj również zabraknąć zwrotów akcji, których ja kompletnie się nie spodziewałam. Autorka po raz kolejny mnie zaskoczyła i ja nie wiem co mam teraz ze sobą zrobić. Ten tom wzbudził we mnie masę przeróżnych emocji i namieszał w mojej głowie. Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji, bo ja muszę dowiedzieć się co dalej… Bo narazie nie zgadzam się na nic co miało tutaj miejsce. A wy kochani mieliście już okazję poznać historię naszej Królowej Seraphine Couronne czy dopiero macie zamiar się w niej zatracić? 💚♣️ 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐭𝐞̨𝐩𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐊𝐚𝐫𝐨𝐥𝐤𝐚 ♥
to byla dobra książka, ale mimo wszystko pierwszy tom był dużo lepszy - tutaj tak naprawdę 80% książki było strasznie powolne i dopiero na sam koniec zaczęło się coś dziać, a naiwność i głupota seraphine w tym tomie była aż zbyt wielka
Nie jest jakaś dynamiczna, ale przyjemnie się czyta. Można się wciągnąć. Totalnie zmieniła mój punkt widzenia na Caspiana. Why did you do that? I liked you. Podoba mi się wątek eksperymentów na szulerach, choć wolałabym coś bardziej kreatywnego.
This entire review has been hidden because of spoilers.
WERONIKO ANCEROWICZ CO TO MA BYC!!!! JA POTRZEBUJE 3 TOMU, TO BYLO GENIALNE!! najlepsza ksiazka werki, bezapelacyjnie i kocham to, ze z kazda kolejna jest tylko coraz lepiej🥹🤍
"Królestwo Trefl" Królestwo Kart tom 2 - Weronika Ancerowicz
∞/5 🖤
"– Nie zawsze trzeba złamać prawo, by złamać człowieka."
Czytając pierwszy tom, zakochałam się w świecie Karcianego Boga do szaleństwa. Dniami i nocami myślałam o tym świecie, a gdy Weronika wstawiała jakiekolwiek story, odnośnie tej historii, maltretowałam jej skrzynkę pytaniami o drugi tom.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy dostałam propozycję patronowania kolejnemu tomowi..
Zdziwienie, a później.. szczęście. Szczęście tak wielkie, że autentycznie miałam łzy w oczach. Moim marzeniem było objąć patronatem "Królestwo Trefl".
Marzenia się spełniają 🖤
Od razu, od pierwszych stron, znów przepadłam w tym świecie czując, jakbym nigdy z niego nie wyszła. Towarzyszyło mi to najlepsze uczucie pod słońcem..
Uczucie powrotu do domu 🥹
Zaczyna się tak, jak się tego spodziewałam - nadszedł czas, gdy Arethus wychodzi na wolność po tym, jak Seraphine wpakowała go do jego własnej celi. I tak jak można się domyślić.. nie pała do niej sympatią..
W przeciwieństwie do mnie, bo ja kocham Seraphine! Jest bliska mojemu sercu od pierwszego tomu, a tutaj pokochałam ją jeszcze bardziej. Mam wrażenie, że jako jedyna, spośród wszystkich władców, ma dobre i szczere serce. Zresztą nie tylko ja tak uważam, bo Caspian powiedział jej to samo..
"– Czyste serce to nie naiwność, a pewność tego, co jest słuszne."
(Do Caspiana też jeszcze wrócę 🫠)
Seraphine jest.. nieco naiwna. I ma prawo taka być, bo nikt nigdy nie przygotował jej do objęcia tronu. W tym tomie dowiadujemy się, dlaczego tak było, aczkolwiek ja wam tego nie zdradzę.
I w ogóle.. będę was trochę naprowadzać, ale niczego wam nie zdradzę, bo to byłoby niesamowicie okrutne z mojej strony. Musicie mieć takie zaskoczenie, jakie ja miałam, prawda? 😈
Właśnie przez tą naiwność i dobre serce, tak bardzo polubiłam się z Seraphine..
No i.. kręcą mnie jej moce!
Tym razem Weronika zabiera nas do tytułowego Królestwa Trefl, które jest tak bardzo inne, w porównaniu do Królestwa Pik. Tutaj króluje roślinność, której opisy wyjątkowo mnie kupiły. Weronika bardzo dokładnie opisała wygląd tego miejsca, a ma ona niesamowity talent do tworzenia klimatycznych miejsc.
Dlatego, chociaż najbliżej mi do Królestwa Kier.. to Królestwo Trefl również jest bliskie mojemu sercu 🖤
I chociaż samej królowej Margaux nie lubię skrupulatnie od samego początku, to muszę przyznać, że jej królestwo jest wyjątkowo piękne..
"– Odpowiedź, królowo Seraphine – zaczęła, a jej głos zabrzmiał dziwnie, jakby wydobywał się jednocześnie z jej ust, ale i rozbrzmiewał wokół mnie – leży nie w tym, kim był zabójca, ale co takiego chciał ochronić."
Seraphine nadal prowadzi śledztwo w związku ze śmiercią swojego ojca, a jej główną podejrzaną jest właśnie Margaux. Nie ufa ani jej, ani Arethusowi.. ani swojej radzie. Ma też wątpliwości wobec Caspiana, chociaż to jemu ufa najbardziej z nich wszystkich..
Początkowo jest dość spokojnie, ale jak już zaczyna się dziać, to robi się jazda bez trzymanki. Weronika się nie patyczkuje i to, co odkrywa Seraphine oraz to, co.. ją spotyka..
Siedziałam z otwartą gębą, autentycznie 🤣
Nie wspominając o ostatnich pięćdziesięciu stronach..
Tam już była taka jazda, że zapominałam o oddychaniu..
CO TAM SIĘ W OGÓLE ZADZIAŁO..
A ostatnia strona?! Przecież to się kończy w takim momencie, że ja nie wyrobię w oczekiwaniu na trzeci tom!
Chyba z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nigdy nie czytałam tak dobrego zakończenia książki..
@weronika_ancerowicz - łap, coś ci wypadło 👑
Jestem też ciekawa, jak rozwiąże się sprawa z szulerami i tym, co dzieje się za murem. Jestem prawie pewna, że to będzie jakaś grubsza sprawa..
No i wisienka na torcie, czyli mój ukochany..
CASPIAN 🫠🖤
"– Tylko dzisiaj – szepnęłam niemal niesłyszalnie. – Jutro znów będziemy dla siebie nikim. – W takim razie… dziś bądźmy dla siebie wszystkim."
Wchodzi on, a moja mordka od razu się cieszy. Uwielbiam Caspiana, jego flirciarski ton i poczucie humoru.. Jednak sama też nie do końca mu ufam. Szczególnie po tej ostatniej stronie, którą Weronika sprawiła, że pękło mi serce..
Pomimo tego, że nie do końca mu ufam i może nawet trochę się zawiodłam, to nadal go kocham. Tak po prostu przyszedł i skradł moje serce, tak jak cały ten świat, który stworzyła Werka.
I tutaj podobnie jak z szulerami - uważam, że Caspian jeszcze namiesza.
Tajemnice i gierki polityczne wybrzmiały w tym tomie jeszcze bardziej, mącąc mi w głowie. Jestem równie skołowana, co Seraphine i niczego nie biorę już za pewnik..
Potrzebuję trzeci tom, na wczoraj! 😭
I może nie przeczytałam w życiu nie wiadomo jak dużo fantastyki, ale uważam, że Królestwo Kart, to taka fantastyka z najwyższej półki, przynajmniej dla mnie.
Pokochałam tą serię całym swoim sercem, a fakt, że mogłam objąć drugi tom patronatem sprawia, że jeszcze bardziej czuję się związana z tą historią.
Jestem też pewna, że jeśli raz wejdziecie do tego świata.. nie będziecie chcieli już z niego wyjść 🖤
"Na tym świecie nie było już osoby, której bym ufała. Miałam tylko siebie. I tylko na sobie mogłam polegać."
Współpraca patronacka z @weronika_ancerowicz i @wydawnictwoiskra
Królestwo Trefl zaczynało się dobrze, znaczy tylko na prologu bo tylko to mi się podobało. Naprawdę ładnie i zgrabnie napisany w ciekawej narracji ale potem wróciliśmy do Seraphine i jej pierwszoosobowej narracji. Magia wtedy zniknęła. Wracamy na stare śmieci można rzec. Dostajemy dużo opisów, niektóre zbędne inne (chyba) potrzebne, zresztą zobaczymy bo jak wiadomo to seria, wiec zostaną wprowadzone wątki tylko po to by potem je rozwinąć lub całkowicie o nich zapomnieć. Nie podoba mi się wprowadzanie nowych postaci tylko po to by ich nie używać. Lepiej zamiast dodać trzy nic nie wnoszące osoby skleić je w jedną ważną dla fabuły. A tak to mamy chaos i za dużo informacji. Sama złapałam się na tym, że nie wiedziałam kim jest Jasmin na początku bo była na tyle nie ważna, że zapomniałam. Właściwie to nawet nie dostaliśmy wprowadzenia tylko znowu autorka z góry założyła, że pamiętamy wszystkie sytuacje, imiona itp. Takim równie dużym problemem jest nieumiejętność pisania autorki, musiałam odkładać książkę w momentach gdy dostawaliśmy myśli bohaterki a dopiero potem opis sytuacji do których to ona się odnosiła. Narracja pierwszoosobowa charakteryzuje się tym, że podążamy za bohaterem więc dlaczego on wcześniej wie to co mamy zaraz przeczytać? Potem wysuwa się brak logiki. Eiran na początku mówi nam, że bal rozkwitu jest dla lokalnych, nie lubią obcych on sam nigdy na nim nie był. No a teraz zapomnijmy o tej informacji bo zapraszają wszystkich władców na ten oto festiwal. Ja mam chyba inną definicje „Nie lubią obcych”. Kwestia czemu zostali zaproszeni nie została wyjaśniona, a był to wyjątek bo dostaliśmy informację, że pierwszy raz się to zdarza. Wygląda to jak nieumiejętność poprowadzenia akcji i powtarzalność bo dosłownie ten sam zabieg (wrzucenie wszystkich władców i danie im Mega Plottwistu) był w pierwszej części. Spodziewam się, że dokładnie to samo będzie miało miejsce w reszcie książek. Dalej idąc mamy postacie, papierowe czasem kartonowe. Jedna jest napisana naprawdę beznadziejnie w mojej głowie miała maksymalnie szesnaście lat. Po czasie okazuje się, że ma dwadzieścia cztery gdzie nie czuć tego. Myliłam też cały czas postacie, Iris i Jasmine były dla mnie prawie identyczne. Nie zapamiętałam też zbyt wielu bo mamy rzucone imiona i nazwiska postaci pięcioplanowych, dosłownego tła które możliwe, że już nigdy nie wróci. Już nawet nie chce mi się mówić o logice mocy bohaterki, jak w pierwszej części uważałam ją za Mery Sue tak i do teraz to podtrzymuje. Mamy też wiele głupotek jak brak składu w zadaniach, „ ale skutecznie sprowadził mnie na ziemię” i nie mamy informacji co ją sprowadziło na ziemię. Stronę dalej mamy literówkę „Dowiedzenie się o tym, (…) wywróciła mój świat do góry nogami”. To jest wydana książka, naprawdę nikt nie zauważył takich głupich błędów? Potem jeszcze pada zdanie „szulerzy tracą swoją moc” nie tracą bo zgodnie z fabułą i słowniczkiem na końcu książki są to osoby bez żadnych znaków mocy. Więc nie mają jak stracić czegoś czego nie mają. Strasznie przykre, że nawet nie trzymamy się ram uniwersum. Również autorka zapomina o zasadach własnego uniwersum. Wprowadziła jasno zasadę, że iluzja działa tak długo póki osoba się na niej nie pozna. Tak, ale zapomniała o tym w momencie gdy dała H00T (obleśną scenę) molestowania głównej bohaterki poprzez Caspiana. Seraphine pomimo poznania się na tym dalej jest obmacywana jego mocą. Mega ważne informacje, których dowiedziała się Sera to zwykłe ploteczki o niczym. Najbardziej mnie boli fakt, że jak dowiadujemy się czegoś nowego o Caspianie to zostało to zignorowane i to już zostało uznane, że sami sobie to interpretujemy. No to tak ale resztę bezużytecznych informacji jest tam wyjaśniana jak dla małego dziecka. A szkoda bo ten wątek wydawał się być akurat ciekawy. Świato twórstwo również jest przykre. Kiedy zostają nam wprowadzone nowe lokacje są one nie wykorzystywane lub gorzej opisane tak, że wiesz o nich tylko to że istnieją w przestrzeni. Nie czuć ich. Gdyby akcja toczyła się tylko w trzech miejscach nic by się nie zmieniło. Tak samo nie są rozwijane wątki fabularne, są albo całkowicie spłycone lub w ogóle nie podejmowane do dalszego rozwijania. To seria tylko szkoda, że nawet durne wątki Królestwa Trefl nie mogą zostać zakończone w książce o tytule „Królestwo Trefl”. Badania, eksperymenty czy też wątek Marigold jest urwany, nawet nie do rozwinięty w samej książce. Tego było za mało w porównaniu do tego ile było niepotrzebnych i nudnych opisów emocji Seraphine. Poprzednia książka była głupia i nudna. Ta natomiast jest jeszcze durniejsza ze względu na większe przebicie beznadziejnego wątku romantycznego opierającego się na niczym. Główni bohaterowie nawet nie poznają się za bardzo poprzez rozmowy. Nie zostało nam wniesione nic. Absolutnie nic. Kategoria wiekowa również jest jedną wielką pomyłką. Sceny brutalne, makabryczne czy też krwawe są napisane bez szczegółów. A większość opisów jest dziecinna i niepoważna, nie czuć w języku nic co byłoby interesujące dla dorosłego czytelnika.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Drugi tom „Królestwa Kart” tak jak i pierwszy wciągnął mnie w świat pełen magii, sekretów i intryg. W dalszym ciągu obserwujemy jak Seraphine stara się odkryć mordercę ojca, a przy tym poznać skrywane przez Królestwo Trefl tajemnice. Po raz kolejny jej historia mnie w pełni pochłonęła i sprawiła, że przeniosłam się do pełnego magii i politycznych gierek świata.
Seraphine w tym tomie jest bardziej pewna siebie. Co prawda dalej uczy się jak odnaleźć się nowej roli, ale już od początku widać jak wiele dały jej doświadczenia z Królestwa Pik i jak dużo siły dzięki temu zyskała. Coraz lepiej poznaje samą siebie i swoje moce. Choć są nadal momenty, w których usypia swoją czujność, ukazuje naiwność oraz zagubienie oraz kontrolę nad nią przejmują emocje. to w większości sytuacji podejmuje zdecydowanie bardziej ostrożne i przemyślane decyzje. Widać jak ogromna zmiana w niej zaszła i w tym tomie już w pełni pokazuje jak potężną, ale przede wszystkim dobrą i wrażliwą jest władczynią. To bohaterka, która jest po prostu prawdziwa, mająca zarówno swoje zalety jak i wady.
Jako, że przebywamy w Królestwie Trefl to oczywiście lepiej poznajemy królową Margaux, która zaintrygowała mnie już w pierwszym tomie swoją elegancją, siłą i enigmatycznością. Tak jak się spodziewałam jej postać skrywa wiele tajemnic. Jest ona wielowymiarowa, nie raz mnie zaskoczyła, a jej zachowanie wywołało wiele emocji. Nie chcę za dużo spoilerować, dlatego nie będę się zagłębiać w analizę tej postaci, ale mogę jasno stwierdzić, że została po prostu świetnie wykreowana.
Caspian ponownie oczarował mnie swoim urokiem, charyzmą i błyskotliwością. Mimo swojego luźnego podejścia, w kilku momentach odsłaniał jednak swoją poważną stronę. Pokazywał też, że nie można go lekceważyć. Na pewno jest to bohater, o którym w dalszych tomach dowiemy się wielu ciekawych rzeczy i nie mogę się tego doczekać. W tej części dostajemy motyw udawanego związku - jego z Seraphine. Tak jak się spodziewałam odnalazł się w tej roli świetnie i momentami sama dawałam się nabierać na jego gierki.
Arethusa w tym tomie jest mało, ale kiedy już się pojawia wzbudza niepokój i niepewność co do swoich zamiarów. Na ten moment mam co do niego mieszane odczucia, skłaniające się bardziej ku tym negatywnym, ale ta seria już nie raz mnie zaskoczyła i jestem naprawdę podekscytowana tym, co jeszcze może pokazać nam ten bohater.
Klimat tego tomu całkowicie różni się od poprzedniego. Z pełnego mroku i chłodu Królestwa Pik przenosimy się do pełnego zieleni Królestwa Trefl. To co je na pewno łączy to tajemniczość i niepewność co do prawdziwych zamiarów dworu i mieszkańców. Bardzo podobała mi się kreacja tego królestwa, wzmianki o roślinach i ich właściwościach, ukazanie barwnej kultury i zwyczajów mieszkańców. Opisy natury i miejsc sprawiały, że czułam się jakbym razem z bohaterką odkrywała je krok po kroku. Idealnie oddały one atmosferę i magię Trefla.
Styl pisania Weroniki od dawna jest jednym z moich ulubionych i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Emocje towarzyszyły mi przez całą lekturę i były one przeróżne. Motyw udawanego związku powodował pełno ekscytacji i uśmiechu. Wątki zarówno morderstwa jak i szulerów w dalszym ciągu budzą wiele teorii i trzymają czytelnika w napięciu. Co chwilę pojawiają się jakieś nowe poszlaki i fakty, które rzucają nowe światło i jeszcze bardziej mieszają w głowie. Niektóre rzeczy udało mi się zgadnąć, ale są też takie, które w dalszym ciągu są dla mnie wielką zagadką. Oba wątki są naprawdę świetnie poprowadzone i sprawiają, że od razu chce się sięgnąć po kolejną część, szczególnie po zakończeniu, które jest jednym dużym plot twistem.
„Królestwo Trefl” to świetna kontynuacja, która daje czytelnikowi odpowiedzi na niektóre pytania, ale równocześnie sprawia, że pojawia się ich w głowie jeszcze więcej. Tak jak i w pierwszym tomie autorka zwodzi czytelnika i sprawia, że nie wie on komu można ufać, a komu nie. To historia o odnajdywaniu siebie, o władzy, o pełnym politycznych intryg oraz manipulacji świecie, o podejmowaniu decyzji i ich konsekwencjach. Nie mogę się doczekać, aż wrócę ponownie do tego świata i bohaterów w następnej części.
"Królestwo Kier" mimo ,że nie zostało moim ulubieńcem, było całkiem udaną książką i byłam bardzo ciekawa jak potoczy się dalsza akcja. Cieszę się więc, że mogę przyznać, iż drugi tom okazał się naprawdę świetny.
"Królestwo Trefl" rozwija wątki zapoczątkowane w pierwszym tomie. Główna bohaterka Seraphine, wciąż podejmuje się śledztwa w sprawie śmierci ojca, króla Kier. Tym razem, by znaleźć odpowiedzi, postanawia udać się na dwór królowej Margaux, która może mieć związek z tą śmiercią.
Seraphinew w pierwszej części została wciągnięta w wir polityki, była zagubiona, niepewna i naiwna. W kolejnej odsłonie, mimo iż nadal naiwna, staje się królową, która zaczyna świadomie wybierać swoją drogę, nawet jeśli jest trudniejsza i bardziej niebezpieczna. Nadal nie jest zimną, twardą władczynią i chyba nigdy nią nie będzie. Ale to właśnie stanowi o jej wyjątkowości. Jej droga to nie zamiana serca w kamień, ale nauczenie się, jak zachować serce i jednocześnie przetrwać w świecie intryg.
Oczywiście muszę wspomnieć o moim ulubionym bohaterrze Caspianie. Ze zniecierpliwieniem czekałam, aż pojawi się w książce i nie zawiodłam się, nadal go uwielbiam. On nie jest rycerzem na białym koniu. Zdarza mu się podejmować decyzje pragmatyczne, niekoniecznie etyczne, które Seraphine odczuwa jako zdradę lub chłód. Ale w tej moralnej szarości kryje się jego siła jest realistą, kimś, kto wie, że władza i polityka wymagają kompromisów. W pierwszym tomie był bardziej zagadką, tutaj jego relacja z Seraphine wchodzi na nowy poziom. Staje się dla niej kimś, komu chce ufać ale jednocześnie jego sekrety budzą w niej lęk. Każde ich spotkanie to mieszanka fascynacji i obawy. Myślę, że właśnie dzięki temu tak łatwo mnie kupił.
Jeśli chodzi o postaci drugoplanowe, to myślę, że są dużo ciekawsze. Autorka starała się, by każda postać miała choć odrobinę charakteru i bardzo dobrze jej to wyszło. A dzięki dworowi i intrygom Królestwo Trefl jest bogatsze i bardziej realne.
Co również mi się podobało, to że w Treflu Weronika wyraźnie mocniej stawia na atmosferę i opisy. Królestwo jest przedstawione jako żywe, soczyste, pełne roślinności niemal kontrast do chłodniejszych Pik.
Więc co mi się nie spodobało? Tępo. Niestety przez pierwsze sto stron, a tak naprawdę do pojawienia się Caspiana, trochę się nudziłam. Zanim fabuła weszła na wyższe obroty musiałam zrobić sobie kilka przerw w czytaniu. Również odkrycie mordercy, nie zaskoczyło.
Podsumowując "Królestwo Trefl” to wyraźny krok naprzód względem Pik. Autorka pogłębiła świat, postacie i motywy. To wciąż literatura młodzieżowa fantasy, więc nie znajdziemy tu epickich bitew czy niesamowicie realistycznej polityki, ale znajdziemy dobrze napisaną opowieść o władzy, zaufaniu i dojrzewaniu do roli lidera.
Po przeczytaniu 𝐊𝐫𝐨́𝐥𝐞𝐬𝐭𝐰𝐚 𝐏𝐢𝐤 byłam niezwykle ciekawa kontynuacji tej historii. Przyznam jednak, że gdy przyszła premiera, nie potrafiłam zabrać się za czytanie. Ciągle z tym zwlekałam, a obowiązki w życiu prywatnym mnie zmiażdżyły. Natomiast, gdy nadszedł w końcu moment na poznanie treści 𝐊𝐫𝐨́𝐥𝐞𝐬𝐭𝐰𝐚 𝐓𝐫𝐞𝐟𝐥, na samym starcie 𝐛𝐲ł𝐚𝐦 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐳𝐚𝐢𝐧𝐭𝐫𝐲𝐠𝐨𝐰𝐚𝐧𝐚. Rozwijało się to w ciekawą stronę, lecz z czasem 𝐳𝐚𝐜𝐳𝐞̨ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐠𝐮𝐛𝐢𝐜́. Świat fantastyczny troszkę mnie przytłoczył i miałam wrażenie, że nic nie rozumiem. Do tego opisy były dla mnie troszkę 𝐳𝐛𝐲𝐭 𝐫𝐨𝐳𝐥𝐞𝐠ł𝐞 𝐢 𝐧𝐮𝐝𝐳𝐚̨𝐜𝐞. Nie przypominam sobie, abym miała takie odczucia podczas czytania 𝐊𝐫𝐨́𝐥𝐞𝐬𝐭𝐰𝐚 𝐏𝐢𝐤, więc nie wiem, co się tutaj stało. Prawdopodobnie po prostu 𝐧𝐢𝐞 𝐛𝐲ł 𝐭𝐨 𝐦𝐨́𝐣 𝐜𝐳𝐚𝐬 na kontynuowanie tej historii lub zbyt wielka przerwa między czytaniem pierwszego a drugiego tomu. Chociaż jednocześnie zauważyłam, że ostatnio mam 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦 𝐳 𝐟𝐚𝐧𝐭𝐚𝐬𝐭𝐲𝐤𝐚̨, co boli moje serce, więc może to tego wina… Natomiast ogólnie rzecz patrząc uważam, że jest to 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐜𝐢𝐞𝐤𝐚𝐰𝐚 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚, a tajemnice i odwiedzanie sąsiednich królestw to 𝐠𝐞𝐧𝐢𝐚𝐥𝐧𝐞 𝐰𝐚̨𝐭𝐤𝐢! ❤️
Dopiero jakoś w połowie zaczęłam się wkręcać, a 𝐰𝐲𝐣𝐚𝐳𝐝 𝐳 𝑪𝒂𝒔𝒑𝒊𝒂𝒏𝒆𝒎 u boku był ciekawą odskocznią od normalności. Wątek z 𝐭𝐚𝐣𝐞𝐦𝐧𝐢𝐜𝐳𝐚̨ 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐰𝐜𝐳𝐲𝐧𝐚̨ również był niezwykle interesujący, a 𝐳𝐰𝐫𝐨𝐭𝐲 𝐚𝐤𝐜𝐣𝐢 𝐫𝐨𝐳𝐰𝐚𝐥𝐢ł𝐲 𝐦𝐢 𝐠ł𝐨𝐰𝐞̨. Absolutnie nie spodziewałam się czegoś takiego! A końcówka i zakończenie? WOW. 𝐉𝐞𝐬𝐭𝐞𝐦 𝐩𝐨𝐝 𝐰𝐫𝐚𝐳̇𝐞𝐧𝐢𝐞𝐦! 💚
Podziwiam 𝑺𝒆𝒓𝒂𝒑𝒉𝒊𝒏𝒆 za niestracenie zmysłów przez brak pewności, komu można ufać. 𝐒𝐭𝐚𝐥𝐞 𝐬𝐳ł𝐚 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐝 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞 i robiła wszystko, co w jej mocy, aby odkryć tajemnicę śmierci jej ojca. Każdego dnia 𝐨𝐭𝐚𝐜𝐳𝐚ł𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐦𝐚𝐧𝐢𝐩𝐮𝐥𝐚𝐜𝐣𝐚𝐦𝐢 𝐢𝐧𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐥𝐮𝐝𝐳𝐢, a mimo to musiała zachować trzeźwy umysł. Nie sądzę, że dałabym radę na jej miejscu. To naprawdę 𝐣𝐞𝐝𝐲𝐧𝐚 𝐰 𝐬𝐰𝐨𝐢𝐦 𝐫𝐨𝐝𝐳𝐚𝐣𝐮 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐤𝐚, która dalej trzyma przy sobie moją sympatię. 💞
Nie byłam pewna, czy zechcę poznać dalszą część tej historii, ale po takim zakończeniu wiem, że jednak 𝐧𝐚 𝐩𝐞𝐰𝐧𝐨 𝐬𝐢𝐞̨𝐠𝐧𝐞̨ 𝐩𝐨 𝐤𝐨𝐥𝐞𝐣𝐧𝐲 𝐭𝐨𝐦. Musi się kryć za tym coś więcej. Mimo że druga część 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐩𝐚𝐝ł𝐚 𝐦𝐢 𝐰 𝐩𝐞ł𝐧𝐢 𝐝𝐨 𝐠𝐮𝐬𝐭𝐮, mam ogromną nadzieję, że trzecia spodoba mi się o wiele bardziej niż ta. 🖤
[ Współpraca reklamowa] Kiedy zaczęłam czytać Królestwo Trefl, od razu poczułam, że wracam do świata, który w pierwszym tomie wciągnął mnie bez reszty. Tym razem historia zabrała mnie w zupełnie nową przestrzeń, bo Seraphine wyrusza do królestwa Margaux, a ja razem z nią zanurzyłam się w atmosferze dworskich intryg, pięknych krajobrazów i niepokojących sekretów, które zaczynają narastać z każdą kolejną stroną. Seraphine w tej części wydała mi się dojrzalsza i bardziej świadoma swojej roli. Nadal walczy o prawdę dotyczącą śmierci swojego ojca i za każdym razem, gdy odkrywała kolejne elementy układanki, czułam jak rośnie we mnie napięcie. To jest ten rodzaj bohaterki, której nie sposób nie kibicować, bo jednocześnie jest silna i krucha, pewna siebie i zagubiona. Zachwyciło mnie także samo Królestwo Trefl. Autorka stworzyła przestrzeń barwną, pełną magii, intensywnych opisów przyrody i kontrastujących ze sobą emocji. Podczas czytania miałam wrażenie, że mogłabym dotknąć roślin, które opisuje, albo poczuć atmosferę dworu Margaux. Ta część świata wydała mi się o wiele ciekawsza i bardziej magnetyczna niż miejsce akcji z pierwszego tomu. Choć fabuła rozwija się spokojnie, każda drobna rozmowa i każdy gest mają znaczenie, bo powoli odkrywają ukryte relacje i tajemnice. Najbardziej podobało mi się to, że autorka nie podaje wszystkiego wprost. Musiałam sama łączyć fakty i szukać powiązań, a to zawsze sprawia, że historia staje się bliższa i bardziej angażująca. Po zakończeniu tej części zostałam z masą pytań i poczuciem lekkiego niedosytu, ale w dobrym sensie. ( Nadal nie pozbierałam się po zakończeniu) Czuję, że ta opowieść dopiero się rozkręca, a ja coraz bardziej wsiąkam w ten świat. Królestwo Trefl odebrałam jako świetnie poprowadzoną historię o dojrzewaniu do władzy, o zaufaniu, o trudnych wyborach i o tym, że prawda rzadko bywa prosta. Już nie mogę się doczekać, co wydarzy się dalej.
Niesamowicie wyczekiwałam na "Królestwo Trefl" i muszę przyznać, że Weronika ponownie zaskoczyła mnie pod wieloma względami. Losy Seraphine nabierają tempa, a coraz więcej sekretów wypływa na powierzchnię, co sprawia, że tę część można dosłownie pochłonąć na jednym posiedzeniu.
Styl Weroniki od zawsze jest mi bliski i w tym tomie nie było inaczej. Zostałam oczarowana magią płynącą z Królestwo Trefl, do którego tym razem Seraphine Couroone się wybrała. Autorka w intrygujący sposób podsuwała nam zaskakujące elementy tej części krainy, a wykorzystując pewne informacje z łatwością przyciągała uwagę czytelnika.
To za co kocham pióro Weroniki, to fakt, że płynnie przekazuje z pozoru niewinne gesty i słowa, które w rzeczywistości stanowią cenny klucz do rozwiązania głównej zagadki.
Weronika wie, w jaki sposób zaskakiwać i robi to również w tej części, a w szczególności, jeśli mówimy o końcówce (Dalej zadaję sobie pytanie; co to ma być?!). Wiele niespodzianek czeka nas również w kreacji bohaterów, ponieważ odkrywamy o nich coraz więcej, choć wciąż stanowią w niektórych przypadkach chodzące zagadki.
Ogromnie spodobała mi się postać Margaux, a w "Królestwie Trefl" moje oczekiwania względem jej charakteru w pełni się spełniły. Dodatkowo nie da się przejść obojętnie obok Caspiana oraz Seraphine, którzy nieustannie zadziwiają swoimi działaniami i nie pozwalają czytelnikowi na nudę. Nie będę kłamać - jestem strasznie ciekawa, co Weronika przygotowała dla nich w dalszych częściach.
"Królestwo Trefl" pozostawia jednak wciąż wiele pytań, na które po cichutku na tym etapie liczyłam znaleźć odpowiedzi. Ich brak jednak skutecznie zachęca, aby sięgnąć po kolejną część, której już z tego miejsca nie mogę się doczekać
____𐚁____ Po „Królestwie Pik” wiedziałam, że Ancerowicz stworzyła coś dla czego naprawdę łatwo przepaść. 𝐅𝐚𝐧𝐭𝐚𝐬𝐭𝐲𝐤𝐚 nigdy nie była moją mocną stroną, a tą serią się zachwycam, jak i samą okładką! „Królestwo Trefl” tylko potwierdziło, że ten świat wciąga jeszcze mocniej i z każdym rozdziałem robi się coraz ciekawiej.
Uwielbiam to, jak autorka potrafi połączyć intrygi z emocjami. Momentami miałam ciarki, a czasami chciało mi się krzyczeć na bohaterów za ich bezmyślność. Jednak za to cenię tę serię, jej urok.
Styl Weroniki jest dosyć trudny, ponieważ książka porusza polityczne tamaty, a to wszystko jest osadzone 𝐰 𝐬𝐰𝐢𝐞𝐜𝐢𝐞 𝐦𝐚𝐠𝐢𝐜𝐳𝐧𝐲𝐦.
Nie mogę się doczekać, co przyniesie kolejny tom i jakie tajemnice przede mną!
⭐️⭐️⭐️⭐️ Czy w tym tomie dowiemy się kto zabił króla Kier? Seraphine tym razem odkrywa tajemniczy świat Królestwa Trefl i jego równie osobliwą królową. Dzień Rozkwitu zbliża się wielkimi krokami a wraz z nim kolejne dworskie gry i intrygi, szulerzy, nowe zdolności i … zawroty głowy. Ta powieść wciąga niesamowicie, mimo że nie jest największym kunsztem literackim i trochę próbuje udawać high fantasy, jakie znamy, to jest naprawdę świetną zabawą! Ten tom vibe’m przypomina „Okrutnego Księcia”, jest tu dużo mroku, tajemniczości, takiej swoistej oślizgłości i wilgoci. Czytelnik próbuje szukaj ukrytych motywów, znaleźć prawdę i odpowiedzi na pytania, jakimi dręczy wręcz autorka. Zwieńczeniem tego jest spektakularne zakończenie - następny tomie gdzie jesteś?!
Możliwe spoilery Jestem świadoma że w pierwszej części się więcej działo ale jakoś i tak ta mnie bardziej zainteresowała. Caspian mi mega nie pasuje tu w różnych sytuacjach zachowywuje się mega dziwnie jakby stał za każdą złą rzeczą w każdym królestwie i próbował to zatuszować gdy główna bohaterka była blisko odkrycia prawdy. Koniec zaskakujący ale w sumie z sensem bo kazali nam patrzeć na 2 władców i mieć na nich podejrzenia a tym samym odciągając uwagę od caspiana który był kreowany na wyluzowanego, alkoholika i flirciarza ale i tak był podejrzany w sytuacjach różnych. Ogólnie spoko ale czegoś mi tu brakuje
1.Głowna bohaterka głupia jak cep wymagam większego iq po królowej 2.Przydałoby się dodać do mapy granice rzeki 3.Dlaczego na mapie nie ma innych miast oprócz „stolic”? 4.Dlaczego do jasnej cholery Seraphine ma jakaś chorą obsesję na punkcie śmierci swojego taty i obarcza dosłownie każdego winą? 5.Dlaczego Seraphine nie ufa swojej radzie i nic im nie mówi (nie chodzi mi o jakieś mega mocne tajemnice tylko o podstawowe rzeczy) 6.Mam wrażenie że autorka uważa nas za debili bo dosłownie przypomina to co było napisane 30 stron temu 7.Dlaczego wątek z murem jest tak bardzo zlekceważony ? 8.Dalej nie wiemy dlaczego na murze Seraphine „pchnie” do krawędzi muru i czemu mówi takie rzeczy i w taki sposób(długi szybki chaotyczny czego wcześniej nie robiła) 9.Jeżeli chodzi o iloraz inteligencji mam do zarzucenia to że do jasnej cholery dziewczyno jesteś w królestwie które specjalizuje się w roślinności , czytałaś o kwiatach i dowiedziałaś się ze prawie kazdy kwiat ma jakaś właściwość.DLACZEGO POZWALASZ SOBIE NA WTYKANIE JAKIEGOŚ TAJEMNICZEGO KWIATA DO WŁOSÓW? 10.W chuj długie opisy japierdole ja to skipowałam po pierwszym tomie spoko ale still w chuj dużo opisów ubrań itp 11.Dlaczego marynarka, to nie pasuje totalnie do vibe’u Z plusów : 1.dla osób zaczynających z fanatyką - fajnie że na końcu jest spis postaci i kto jaką pełni rolę(chociaż moim zdaniem lepiej byłoby przeznaczyć te strony na wyjaśnienie muru albo ilustracja tych kart ????) 2.Ogólnie fajny pomysł ale źle napisany xd
Daje 3.5 bo serio fajny pomysł tylko niedopracowany 😬
Witam kolejny minus -podoba mi sie to że to caspian zabił ojca Seraphine ale kurde no mogło by być to lepiej napisane 😭😭to ujawnienie było takie płytkie i krótkie mogłaby Weronika więcej napisać na końcówce
This entire review has been hidden because of spoilers.
Co tu się?!… Weronika tego się nie spodziewałam… Kocham tą historię całym sercem!!!! Czytajcie to błagam ja potrzebuję stworzyć jakąś grupę wsparcia czy coś… Boję się następnego tomu!!
This entire review has been hidden because of spoilers.