Przeznaczenie zesłało im miłość, historia uczyniła z nich wrogów.
Zaczęło się od miłości. I od pewnej chłodnej listopadowej nocy 1938 roku i przypadkowego spotkania w dramatycznych okolicznościach. Ona – młoda, obiecująca pisarka. On – żydowski prawnik pełen wiary w sprawiedliwość i sens walki o lepszy świat. Połączyły ich ideały, ale wojna i historia zmieniły je w ideologię. Musieli wybierać, a gdy spotkali się ponownie, byli już innymi ludźmi. Opowieść o namiętności, której nie można powstrzymać, i zdradzie, której nie da się cofnąć.
Nowa powieść Katarzyny Zyskowskiej – pełna emocji, tajemnic i cieni przeszłości – opowiada o ludziach, którzy nie przestają szukać siebie nawzajem, chociaż historia uparcie ich rozdziela.
Jeśli pierwsze spotkanie przebiega w dramatycznej atmosferze, losy bohaterów muszą być splecione węzłem trudnym do zerwania. Jeśli w dodatku w grę wchodzi uratowanie życia - możemy chyba mówić o piorunie przeznaczenia. Hanna Hryniewiczówna, obiecująca pisarka, wyrwała Ariego Rosenfelda, równie obiecującego prawnika, z objęć śmierci okrutnej i podszytej nienawiścią sprawców. Początek romansu wymarzony. Gdy jednak rzecz rozgrywa się w dwudziestoleciu międzywojennym, w czasach zła podnoszącego głowę, w czasach komunistycznych zapędów, które jeszcze trzeba ukrywać - nie będzie to takie łatwe. Połowa książki to lata przedwojenne. Hanna i "Wiadomości Literackie", Arie i polityka. Mijają się, ale przyciąganie nie pozwala o sobie zapomnieć. Druga część to czasy po wojnie (ale wojna wraca we wspomnieniach). Inne nazwiska, inne życiorysy, zaskakujące kariery. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, dodam jeszcze, że ponowne spotkanie bohaterów odbywa się w okolicznościach tyleż niespodziewanych, co potwornych.
Przeczytałam z zainteresowaniem, ale bez oczekiwanych emocji. Część pierwsza wydała mi się zbyt "szkolna", jakby autorka chciała umieścić tu wszystko, co kojarzy się z literackim dwudziestoleciem: Mała Ziemiańska, redaktor Grydzewski, Tuwim, Ginczanka, Krzywicka, Boy, nawet jeśli tylko przelotnie, to muszą być, tak jakby powieść zamieniała się w dokument. Piszę to z polonistycznej perspektywy, może dla innych to będzie zaleta. Zapewne to będzie zaleta. Nie jestem też fanką pomysłu z Lilith...
Jest jednak coś takiego w twórczości Katarzyny Zyskowskiej, co wciąga i daje przyjemność czytelnikowi. I tutaj tak było.
„Mrok jest po naszej stronie” to moje kolejne spotkanie z twórczością Katarzyny Zyskowskiej — i jednocześnie kolejne potwierdzenie, że mam do czynienia z autorką wyjątkową. Już przy pierwszym zetknięciu z jej prozą zachwyciło mnie, jak swobodnie i jednocześnie niezwykle świadomie operuje językiem, jak umiejętnie łączy literacką wrażliwość z historyczną rzetelnością oraz emocjonalną prawdą. Sięgając po tę powieść, miałam wysokie oczekiwania — i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że książka nie tylko im sprostała, ale w wielu momentach wręcz je przerosła.
„Mrok jest po naszej stronie” to historia, która zaczyna się od miłości — intensywnej, młodzieńczej, pełnej nadziei i wiary w sens wspólnych ideałów. W chłodną, listopadową noc 1938 roku przypadkowe spotkanie dwojga ludzi w dramatycznych okolicznościach staje się początkiem relacji, która na zawsze odciśnie się na ich losach. Ona — młoda, ambitna pisarka, dopiero poszukująca swojego miejsca w świecie. On — żydowski prawnik, głęboko przekonany, że sprawiedliwość, rozum i prawo mogą jeszcze ocalić rzeczywistość chylącą się ku katastrofie. Początkowo łączy ich miłość, wrażliwość i wspólne ideały. Jednak historia nie pozostawia miejsca na niewinność. Wojna, narastające podziały oraz brutalna rzeczywistość polityczna i ideologiczna sprawiają, że to, co było fundamentem ich relacji, zaczyna ich dzielić. Wybory, przed którymi stają, nie są ani oczywiste, ani łatwe — każde z nich zmuszone jest zapłacić za nie wysoką, często niewyobrażalną cenę. Gdy po latach los ponownie krzyżuje ich drogi, okazuje się, że są już zupełnie innymi ludźmi. Miłość, która kiedyś była schronieniem, staje się źródłem bólu, a zdrada — czymś, czego nie da się ani wymazać, ani naprawić. „Mrok jest po naszej stronie” to powieść głęboko poruszająca, emocjonalnie intensywna i pozostająca z czytelnikiem na długo po odłożeniu książki. Lektura była dla mnie doświadczeniem momentami wręcz bolesnym, ale jednocześnie niezwykle satysfakcjonującym — właśnie dlatego, że autorka nie boi się trudnych tematów, nie upraszcza moralnych dylematów i nie oferuje łatwych odpowiedzi. Zyskowska snuje opowieść o namiętności, której nie sposób zdusić, oraz o historii, która bezlitośnie zmienia ludzi w przeciwników — nawet jeśli kiedyś byli sobie najbliżsi. Ogromne wrażenie zrobił na mnie kunszt pisarski Katarzyny Zyskowskiej. Jej styl jest elegancki, plastyczny, a przy tym nasycony emocjami, które nie są nachalne, lecz wybrzmiewają naturalnie — z wnętrza bohaterów. Autorka z niezwykłą wrażliwością oddaje lęki, rozdarcie, miłość i poczucie winy swoich bohaterów. Każde spojrzenie, każde niedopowiedziane zdanie oraz każda decyzja mają tu znaczenie i niosą ze sobą wyraźny ciężar emocjonalny. Szczególnie cenię tę powieść za sposób, w jaki historia wkracza w najbardziej intymne sfery ludzkiego życia — jak niszczy relacje, deformuje uczucia i zmusza do wyborów, których konsekwencje są nieodwracalne. To książka, która nie tylko opowiada poruszającą historię miłosną na tle burzliwych dziejów XX wieku, ale także skłania do głębokiej refleksji nad odpowiedzialnością, ideologią, lojalnością i granicami kompromisu. Dla mnie było to niezwykle emocjonujące i dojrzałe spotkanie z literaturą, która nie epatuje dramatem, lecz pozwala mu powoli i konsekwentnie narastać. Katarzyna Zyskowska po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać powieści mądre, przejmujące i piękne w swojej literackiej formie. „Mrok jest po naszej stronie” to książka, którą polecam z pełnym przekonaniem — i do której myślami będę wracać jeszcze wielokrotnie.
Mam ogromny problem z tą książką. Pierwsza część dłużyła mi się niemiłosiernie, choć nie wiem z jakiego powodu. Zarówno fabuła jak i narracja były bardzo dobre, skąd więc wzięły się moje problemy z przebrnięciem przez tą część? Tego raczej nigdy się nie dowiem.
Druga część była zdecydowanie ciekawsza, ale tylko na początku. Bo im dalej zagłębiałam się w nią, tym bardziej zdawała się być pozbawiona sensu. Z pewnością czytało mi się ją przyjemniej niż poprzednią.
Zakończenie mocno mnie rozczarowało i (to może ze mną jest coś nie tak) po skończeniu lektury doszłam do wniosku, że nie mam pojęcia, o czym tak naprawdę jest ta książka. To było takie połączenie wszystkiego z niczym.
Muszę się Wam przyznać, że nie czytałam beletrystyki od ładnych paru lat, ponieważ w tym czasie sięgałam po innego rodzaju literaturę. „Mrok jest po naszej stronie” to pierwsza proza, którą po tej długiej przerwie przeczytałam. Co jak co, ale trzeba przyznać, że zaczęłam z przytupem, bo książka jest nad wyraz mocna.
Mamy w niej dwójkę głównych bohaterów – Hannę oraz Ariego/Lwa – których losy przedstawiane są w dwóch głównych ramach czasowych: 1937–1938 oraz 1947–1956. W tle pojawiają się miasta takie jak Warszawa, Kraków, Zakopane, Lwów oraz kilka innych.
Autorka wykonała bardzo dobry research przedwojennej Warszawy. Na tyle dobry, że kiedy jej bohaterowie jadą, dajmy na to, tramwajem po mieście, trasa przejazdu zgadza się z jej historycznym odpowiednikiem.
Nie chcę spoilerować treści, więc napiszę tylko, że nasi główni bohaterowie poznają się w okolicznościach zagrożenia życia. Już na wstępie mamy więc trauma bonding, a dodatkowo oboje są bardzo atrakcyjni, co oczywiście bardzo ułatwia odczuwanie do siebie pożądania. Gdyby żyli współcześnie i poszerzali swoją wiedzę na temat związków, stylów przywiązania czy świadomego budowania relacji, wiedzieliby, że to, co do siebie poczuli oraz jak reagowali na siebie mentalnie i cieleśnie, nie jest oznaką wielkiej miłości, lecz ostrzeżeniem. Obsesja na tak wysokim poziomie nie jest zaproszeniem do wchodzenia w nią głębiej, ale wyjącą na całe gardło syreną z komunikatem: „danger, please go to the nearest emergency exit”. Tyle że nie żyją współcześnie i nie słuchają podcastów o związkach, więc tego nie wiedzą.
Anyway.
Sytuację komplikuje fakt, iż poglądowo stoją po przeciwnych stronach barykady, bowiem Arie to zatwardziały komunista, a później stalinista, a Hanka uwikłała się w kolaborację z rządem na uchodźstwie po zakończeniu II wojny światowej. Pech chciał, że ich losy naprzemiennie się od siebie oddalają, by potem ponownie, nieoczekiwanie, się ze sobą złączyć.
Od początku wiadomo, że nie będzie to historia z happy endem. Nie wiemy tylko, jak bardzo unhappy ten ending będzie. Atmosfera książki jest mroczna, sączy się powoli, pokazując nam coraz to nowe elementy układanki. Postaci są tragiczne i niespiesznie poznajemy ich dalsze losy, rozwój oraz to, dokąd zaprowadziło ich życie.
Język jest przepiękny, opisy miejsc, ludzi i rzeczy – wspaniałe. Fabuła nie ma dziur, niedokończonych postaci czy wątków – wszystko się trzyma tzw. kupy. Akcja jest wartka, czyta się ciężko (ze względu na tematykę), ale jednocześnie lekko (fantastyczny warsztat pisarski autorki).
Książka wciągnęła mnie jak mało która. Zamiast spać, czytałam ją do trzeciej nad ranem, bo musiałam się dowiedzieć, jak się skończy.
Dla mnie jest to historia o miłości, uwodzeniu, zakochaniu i rozczarowaniu. Zarówno na poziomie relacji Hanki i Lwa, jak i na poziomie: ludzie vs. idee, w które wierzą. Początkowo komunizm Lwa uwodzi, później Lew się w komunizmie zakochuje, czuje do niego miłość. Niestety brnie tak głęboko w system, że nie ma już dla niego drogi powrotnej. Przekracza pewną granicę, w której traci również swoje człowieczeństwo. Być może na pewnym etapie czuł rozczarowanie, ale bardzo szybko je w sobie zdusił.
„Mrok jest po naszej stronie” pokazuje nam, że nasze wybory mają konsekwencje. Za niektóre z nich przyjdzie nam zapłacić niewiarygodnie wysoką cenę. Na przykład człowieczeństwem, które po drodze nie zauważyliśmy, że utraciliśmy.
To moje kolejne spotkanie z prozą Katarzyny Zyskowskiej, i po raz kolejny bardzo udane. Ta powieść zaczyna się jak historia miłosna, a kończy jako opowieść o wyborach, za które płaci się całym życiem. O uczuciach, które łatwo pomylić z ideami. I o tym, jak cienka bywa granica między wiarą w lepszy świat a uwikłaniem w coś, czego nie da się już odwrócić.
Bardzo lubię sposób, w jaki autorka prowadzi narrację, spokojny, wyważony, a jednocześnie pełen emocjonalnego napięcia. Autorka nie spieszy się z ocenami, pozwala czytelnikowi samemu zobaczyć, jak bohaterowie stopniowo się zmieniają, jak oddalają się od siebie i od dawnych wersji samych siebie. Gdy spotykają się ponownie, są już innymi ludźmi, obciążonymi decyzjami, których nie da się wymazać.
Szczególnie poruszyła mnie historia Hanny. To, czego doświadcza, zostaje w czytelniku na długo, jej straty, lęki, kompromisy i próby zachowania resztek kontroli nad własnym życiem. Paradoksalnie miała „więcej szczęścia” niż wielu innych, jeśli w ogóle można użyć takiego sformułowania w tym kontekście. Ta względna ochrona tylko mocniej uwypukla niesprawiedliwość losu i brutalność epoki, w której nikt nie wychodzi bez ran.
To opowieść o namiętności, której nie da się zatrzymać, i zdradzie, której nie da się cofnąć. O miłości splątanej z historią i o ludziach, którzy nie przestają się szukać, choć świat uparcie staje im na drodze. To książka trudna emocjonalnie, ale bardzo potrzebna, pokazująca, że mrok rzadko bywa jednoznaczny, a czasem naprawdę jest bliżej, niż chcielibyśmy przyznać.
„Mrok jest po naszej stronie” zrobił na mnie duże wrażenie, zresztą tak jak poprzednie książki Katarzyny Zyskowskiej. Podczas lektury czułam narastające napięcie i niepokój, bo autorka bardzo sugestywnie pokazuje, jak cienka jest granica między dobrem a złem. Szczególnie poruszyło mnie psychologiczne pogłębienie postaci – ich wybory są trudne, niejednoznaczne i przez to niezwykle ludzkie.
Powieść jest mocno osadzona w realiach trudnych czasów komunistycznych, co nadaje historii dodatkowej głębi i wiarygodności. Opis tych realiów uwypukla odwagę bohaterów, którzy mimo strachu i konsekwencji decydują się przeciwstawić władzy. Doceniam też mroczny, duszny klimat książki, który towarzyszył mi długo po odłożeniu lektury. To powieść, która skłania mnie do refleksji nad odpowiedzialnością, winą oraz ceną, jaką trzeba zapłacić za własne wybory.
Przejmująca, emocjonalna, niejednoznaczna opowieść o miłości, zdradzie, okrucieństwie i mroku. Jednocześnie rozdzierająca i chwytająca za serce, skłaniająca do przemyśleń. Zarys historyczny, trzymająca w napięciu fabuła i empatia z jaką autorka podeszła do licznych problemów otaczających i dotykających bohaterów - to wszystko sprawia, że od Mroku nie sposób się oderwać i nie sposób o nim zapomnieć.
Jest to najlepsza z powieści pani Zyskowskiej. Większość posiadam w swojej biblioteczce i regularnie śledzę nowości. Polecam fanom sag rodzinnych, historii nieprawdziwych, ale osadzonych w autentycznych czasach (wojennych, powojennych itp.). Napisana pięknym polskim językiem, aż miło się czyta pośród wielu dzisiejszych powieści, których po prostu nie da się przeczytać. Szkoda tylko że taka krótka:)
Katarzyna Zyskowska jest specjalistką od mocnych opowieści, które niekiedy wywołują ból brzucha. Przenosi nas w przeszłość i snuje swoją opowieść o przedwojennej Warszawie i jej mieszkańcach w Mrok jest po naszej stronie.
Rok 1937. Hanna jest młodą literatką marzącą o karierze pisarskiej, Arie to żydowski prawnik, który popiera komunizm i wierzy, że tylko tak można dojść do sprawiedliwości społecznej. Niespodziewanie ich drogi łączą się i zapala się między nimi uczucie. Jednak poglądy ideologiczne różnią ich i na tym punkcie dochodzi między nimi do ostrych dyskusji.
Rok 1947. Hanna jest więźniarką polityczną, a Arie już jako Lew Oszerski zajmuje wysokie stanowisko w aparacie bezpieki. Kiedy najmniej się spodziewają ich losy ponownie się krzyżują.
Powieści Katarzyny Zyskowskiej to nie typowe obyczajówki. Są pełne chłodu i tytułowego mroku, który ogarnia całą opowieść. Wyzute z jakiegokolwiek banału. Miłość Hanny czy Chany i Arie - Lwa jest pełna dystansu i napotyka przeszkodę w postaci różnic ideologicznych. Niby jest posmak romantyzmu ale bardzo surowy. Pochodzą z dwóch różnych światów i dzieli ich praktycznie wszystko, a oni niczym magnes przyciągają się wzajemnie. Między tą dwójką zawiązuje się nić początkowej fascynacji. Coś ich przyciąga do siebie ale jednocześnie nie pozwala być razem. A upadek na skutek przemian ustrojowych jest bolesny. Jednak, jak wspominałem to nie jest powieść obyczajowa z lukrem. Zyskowska zaprowadza nas do najciemniejszych zaułkow przedwojennej Wsrszawy w dzielnicę biedy, która zderza się z pozorną tylko filantropią inteligencji stolicy. Zaglądamy w ten sposób do miejsc, od których odwracacano wzrok. A widok tych dzielnic jest po prostu porażający. Trafiamy w ten sposób do zakamarków ludzkiej duszy, w umysł bohaterów, przeglądamy się z bliska ich emocjom. To te ostatnie są motorem dokonywanych wyborów i skutkiem moralnych pęknięć, zwłaszcza w tej powojennej rzeczywistości.
Autorka czaruje językiem, stylem opowieści w którym poruszamy się w czasie, raz się w nim cofamy, a wszystko po to by lepiej pokazać noszone przez dwójkę bohaterów traumy przeszłości. To przeszłość ich naznacza i sprawia, że stoją po tej, a nie innej stronie barykady. Jedynie żywe jest uczucie, jakie zrodziło się między nimi. Jednak i ono ewoluuje od romantycznej relacji, po relacje pełną nienawiści i pogardy. Uczucia i emocje nie są do końca czymś oczywistym, ale czymś co ewoluuje wraz z przemianą z Chany i Ariego po Hannę i Lwa. Chociaż zdajemy sobie sprawę, że dla nich nie ma szczęśliwego zakończenia, to i tak go naiwnie oczekujemy.
Powieści Katarzyny Zyskowskiej są szalenie trudne do opowiedzenia. Wywołują ból, skrajne emocje, których nie sposób przekazać, je po prostu trzeba dotknąć i przeżyć. Z. Jednej strony piękne, z drugie traumatyczne. I to rozdarcie zostaje z nami już na zawsze.
„Mrok jest po naszej stronie” to powieść, która wchodzi w człowieka — jak chłodny, listopadowy wiatr, który nie pyta, czy może przekroczyć próg. Katarzyna Zyskowska snuje historię Chany i Ariego niczym delikatną nić, mokrą jeszcze od mgły przedwojennej Warszawy, a jednocześnie napiętą jak struna między tym, co mogło być, a tym, co musiało nadejść.
To książka, w której miłość rodzi się przypadkiem, lecz jej upadek jest już konsekwencją historii. Zyskowska z odwagą zagląda w miejsca, o których zwykle boimy się myśleć: w ciemne zakamarki ludzkich wyborów, w moralne pęknięcia, które od wojny tylko się pogłębiają. A jednak czyni to z taką czułością i szacunkiem, że nawet mrok wydaje się tu czymś intymnym, niemal ludzkim — jak echo głosu, który nie chciał zamilknąć.
Spotkanie Chany i Ariego, będące najpierw błyskiem nadziei, później staje się alegorią epoki. Ona ratuje mu życie, on ocala coś w niej — wrażliwość, wiarę, idealizm. A potem czas zmienia ich w Hannę i Lwa, jakby imiona same musiały dojrzeć do nowej rzeczywistości. Gdy ponownie stoją naprzeciw siebie, nie są już postaciami z przedwojennej baśni, lecz ludźmi obciążonymi tajemnicą i winą, której nie da się strząsnąć z ramion jak kurzu z płaszcza.
Zyskowska prowadzi tę historię z wyjątkową maestrią: cofa się, zatrzymuje, pozwala nam zajrzeć w szczeliny czasu, jakby chciała przypomnieć, że przeszłość nigdy nie jest martwa. Wtrącenia jidysz, spotkania z tymi, którzy już odeszli, dopracowany topograficznie krajobraz Warszawy — wszystko to składa się na świat, który nie istnieje, a jednak wciąż oddycha w pamięci i wyobraźni.
Jest w tej powieści niezwykłe napięcie: wiemy od początku, że to historia skazana na rozdarcie, a mimo to płyniemy dalej, ufając, że może jednak… może świat znajdzie dla nich choć odrobinę światła. Zyskowska nie oferuje prostych pocieszeń — ale oferuje prawdę, piękno języka i bohaterów tak żywych, że niemal słyszymy ich szept: „nie zaglądaj w mrok, bo on zajrzy w ciebie”.
„Mrok jest po naszej stronie” to jedna z tych powieści, które zostają w sercu jak ciche wspomnienie o kimś ważnym. To opowieść o miłości, która nie zna właściwego czasu; o wojnie, która odbiera prawa do marzeń; o ludziach, którzy, choć zmienieni, nadal próbują znaleźć siebie nawzajem w świecie, gdzie wszystko zostało zburzone.
Piękna. Bolesna. Niezapomniana. Książka, którą się przeżywa. A potem jeszcze długo nosi w sobie.
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @znak_literanova @wydawnictwoznakpl (współpraca reklamowa) 🩷.
"Mrok jest po naszej stronie" to opowieść o ludziach złapanych w pułapkę miłości i wielkiej historii. Ona – młoda studentka i aspirująca pisarka. On – żydowski prawnik, komunista i idealista. Ich ścieżki przecinają się w przedwojennej Warszawie w dramatycznych okolicznościach. Połączy ich namiętność i wzajemna fascynacja. Rozdzielą burzliwe czasy, zdrada i życiowe wybory. Chana i Arie będą szukać siebie nawzajem przez lata – aż do tragicznego finału na tatrzańskim szczycie. Katarzyna Zyskowska stworzyła historię trudnej, zawiłej miłości splecionej z nienawiścią, zemstą i śmiercią – opowieść gęstą od emocji, niebanalną, wciągającą bez reszty. Mrok wydaje się w tej powieści niemal namacalny – przenika warszawskie zaułki, tatrzańskie szlaki, komunistyczne katownie i ludzkie serca. To mrok, który zamienia kochanków we wrogów, ofiary w katów, idealistów w bestie; który napędza wojnę, podziały i zniszczenie. Historia Chany i Ariego ma wyjątkową oprawę. Katarzyna Zyskowska wspaniale oddaje atmosferę minionych czasów, ożywia miejsca i ludzi. Jest przedwojenna Warszawa – kamienice, kawiarnie, kakofonia dźwięków, ciemne zaułki, stolik w Ziemiance, żytniówka i "Wiadomości literackie". Są Tatry –majestatyczne, piękne i niebezpieczne. Jest Polska w brutalnym, stalinowskim wydaniu – aresztowania i przesłuchania, więzienie, bezwzględność aparatu bezpieczeństwa PRL, terror i inwigilacja. Ogromnie doceniam za research, dbałość o detale, wiernie oddane realia. Mocno poruszyły mnie losy bohaterów – niezłomność Chany, wyrachowanie Ariego, ich tragiczna, burzliwa więź, trudy lat wojennych i powojennych. Książka Katarzyny Zyskowskiej w dojrzały literacko i przenikliwy sposób podejmuje tematy dotyczące miłości, życia i śmierci, moralności, trudnych wyborów, dobra i zła, sprawiedliwości. To opowieść o cieniu przeszłości, ciężarze tajemnic i mroku ludzkich serc. O przypadkowych spotkaniach, które zmieniają bieg życia i przeznaczeniu, którego nie sposób powstrzymać.
Wspaniale napisana, niepokojąca i wciągająca powieść – potrafi zawładnąć wyobraźnią i sercem, poruszyć, skłonić do refleksji. Takie niebanalne książki poleca się z przyjemnością.
trafiłam na ciebie o chłodzie nocy tyś stał się dla mnie pragnieniem w blasku ciemności, z mroku zrodzeni na sercu mi byłeś znamieniem ku sobie na wieczność byliśmy zwróceni dusza szeptała mi twoim imieniem w mrok naszych uczuć byliśmy wpatrzeni ostatnim tyś dla mnie został westchnieniem cisza między nami szepcze tamtymi dniami
serca nasze na rozdrożu stanęły a cień mnie łagodnie kołysze po naszej stronie mrok cicho szepce głosu twojego dźwięk tylko słyszę za tobą pójdę po strachu ścieżce zmęczona, zraniona, już tylko dyszę przeszłość nadzieję naszą rozdepcze czy jeszcze kiedyś ciebie usłyszę? w sobie zatraceni życiem oddaleni
w lustrach dusz naszych odbicie w sobie nosimy ślady zwątpienia tęsknoty nasze pęknięte, zniszczone ciemność karmi nas prawdą milczenia i dłonie nasze już nie są splecione pachną pamięcią tamtego więzienia na dobra granicy i zła uwiecznione miłość w cierpienie się nagle przemienia pod skórą drżenie ostatnie drgnienie
po naszej stronie cierń złego losu barwy dnia w popiół zamienia po naszej stronie chłód twego głosu brzmi w nas melodia stracenia
W ciemnej uliczce, gdy noc chłodna nadeszła, ciebie spotkałam. Chciałam tylko już z tobą. Przez ciebie. Dla ciebie. Lecz spotkać się na zawsze nie mogliśmy. Po wojnie pachniał świat rozdarciem. Ty drogę komunizmu wybrałeś, ja przeciwną. I kiedy nasze oczy się ponownie spotkały, nie mogły siebie już odnaleźć. Dzielił nas świat rozkruszony. Na słowa. Na ludzi. Na wybory. Gęstniało życie między nami. A nas już nie było.
Pierwsze spotkanie z autorką. I nie mogło być piękniej! Tu mrok ma brzegi łagodne. Nie drapie, a jakby otulić chciał bohaterów w tańcu trwania. W nim drogi powrotnej nie ma. W jego dłoniach mieści się przeznaczenie. I nawet miłość się w nim zgubiła. I nawet światło nadziei zgasło.
Świat tej książki gęsty jest i ciemny. Zdania są tutaj momentami pamięci, z których utkana jest rzeczywistość - najpierw ta warszawska, lat 30., potem ta z lat 50. Katarzyna Zyskowska słowami prowadzi czytelnika przez ciemność wprost do duszy człowieka. I to jest piękne. Polecam bardzo.
Czy można jednocześnie kochać i nienawidzić? Czy można kochać jedną osobą, a być z inną? Czy zatem można kochać więcej niż jedną osobę?
Miłość… mówią, że „miłość cierpliwa jest, łaskawa jest…”, ale czy na pewno dla każdego? Czy naprawdę nie pamięta złego? A może są takie historie, w których miłość rani, niszczy, odbiera oddech, a mimo to wciąż każe trwać? W tej powieści @katzyskowska miłość jest jednym z głównych bohaterów. Ta trudna, burzliwa, okrutna, bezlitosna. Taka, która raz nie daje żadnej nadziei, a innym razem staje się wszystkim, co pozwala przetrwać. Bo miłość ma wiele twarzy, może być skierowana do różnych osób, do wspomnień, do rzeczy… Oprócz miłości jako bohaterki, jest ona – młoda pisarka i on – prawnik. Los chciał, by się spotkali… ale czy przewidział, jak potoczą się ich dzieje? Ich historia jest pełna smutku, okrucieństwa, łez i złości. Pełna strachu, beznadziei, zwątpienia i samotności. Czy taka powinna być miłość? Życie pisze najbardziej bolesne scenariusze…
To opowieść niezwykła, choć okrutnie przygnębiająca, osnuta wojną i jej konsekwencjami. To trudny czas nie tylko dla bohaterów i ich emocji, ale także dla całego kraju. To losy Warszawy przed wojną, w jej trakcie i po niej , miasta, które przyjęło na swoje chodniki łzy, krew i zgliszcza stają się tu niemym świadkiem ludzkich dramatów i nie tylko to miasto, jest też Zakopane, Kraków i inne…
A jednak, mimo tej goryczy autorka po raz kolejny mnie zaczarowała. Jej słowa są subtelne, delikatne, czułe. Otulają z ogromną mocą, nie pozwalają się uwolnić, a Ty wcale nie chcesz tego robić… Przeniosłam się w czasie, byłam z nią i z nim, choć jego się bałam. I mimo całego zła, które rozgrywa się na kartach tej powieści, pokochałam ją i noszę w sercu. Finał… niezwykły, duchowy, tajemniczy… przypomina, że wszystko może zacząć się od nowa. Ogromnie doceniam też to, że autora wplata w swoje historie prawdziwe wydarzenia i osoby. Choć opowieść ta jest fikcją literacką, czuć w niej oddech prawdy. I to boli najbardziej…
Myśleliście, że po "Nocami krzyczą sarny" nic Was już tak nie zaboli? Ja też tak myślałam...
I tutaj naszło mnie jeszcze jedno pytanie... Czy historia może być silniejsza niż krew płynąca w żyłach? Katarzyna Zyskowska w „Mrok jest po naszej stronie” nie daje nam taryfy ulgowej. To nie jest kolejna sentymentalna opowieść o kochankach rozdzielonych przez wojnę. To brutalne, gęste od emocji studium upadku idei, która- zamiast zbawiać świat- pożera własne dzieci. Czytając tę powieść, czułam na skroniach chłód warszawskich murów- najpierw tych przedwojennych, tętniących życiem, a potem tych powojennych, przesiąkniętych strachem i zapachem zdrady. Pani Zyskowska prowadzi nas przez labirynt tożsamości Hanki i Ariego, którzy w trybach wielkiej polityki stają się Chną i Lwem. Ta zmiana imion to dla mnie najbardziej przejmujący symbol utraty siebie. Autorka z czułą bezwzględnością pokazuje, jak łatwo ewolucja człowieka w potwora staje się procesem niezauważalnym, usprawiedliwionym „wyższą koniecznością”. Najbardziej uderzyła mnie obecność narratora „spoza”- metafizycznego głosu, który nadaje całości fatalistyczny, niemal antyczny wymiar. Tutaj zło nie ma twarzy filmowego złoczyńcy; ono rodzi się w ciszy gabinetów, w drobnych kompromisach i w milczeniu, które staje się współudziałem. To lektura duszna, pozbawiona taniego uniesienia, która zostawia w czytelniku ciężar nie do zrzucenia. I boli. BARDZO. Zyskowska nie moralizuje, a raczej wystawia nas na próbę, pytając: ile zostałoby z twoich ideałów, gdyby historia postawiła cię pod ścianą? Jeśli „Nocami krzyczą sarny” złamały mi serce liryzmem, „Mrok...” miażdży je bezlitosną prawdą o ludzkiej kondycji.
⭐ Ocena: 10/10 – Wybitna, wielowarstwowa proza, która wymyka się gatunkowym ramom. Zyskowska stworzyła dzieło totalne o cenie, jaką płacimy za wierność ideologii kosztem drugiego człowieka. To bezdyskusyjny triumf literacki Katarzyny Zyskowskiej.
Cóż ta autorka ze mną robi! W ogóle ze wszystkimi którzy czytają jej pozycję. Widzę te wasze zachwyty, czytam recenzje i aż serce rośnie, bo uważam że Katarzyna Zyskowska zasługuje na każde dobre słowo. Ja od wielu lat kocham jej powieści. Mam trzy pozycje życia jedna z nich została napisana właśnie przez Katarzyna Zyskowska. Niewątpliwie potrafi czarować słowem i zdecydowanie dotrzeć do najdalszych innej czarnej Szych zakątków mego ciała. Porusza we mnie wszystko, jej pozycję chłonę całą sobą, wypełniają mnie, są jak melodia, która ciągle krąży w mojej głowie. „Mrok jest po naszej stronie” to pozycja wyjątkowa, nie tuzinkowa i absolutnie nie do podrobienia. Jest głęboka, niczym Ocean i to taki pełen tajemnic, mroku oraz wrażliwości. Porównałabym ją do Deseru, to wspaniałe że ukazała się właśnie pod koniec roku, brakowało mi takiego tytułu, u schyłku jesieni wpisał się cudownie. I Piero zachwyca, to jak pisze o emocje ach, uczuciach, niesamowite, że potrafi tak bardzo mnie wzruszyć. Opowieść którą ma nam do przekazania autorka muszę zawrócić w głowie, sprawić, że będziemy ją Wałkować, zastanawiamy się nad niesprawiedliwością losu i nad tym czy można było uchronić bohaterów przed błędami. Dobrze jest dawkować sobie tą niesamowitą lekturę. To opowieść o dwóch braciach, których losy ścieżki zaczynają się rozwidlać, o wielkiej miłości, która trafiła na grząski grunt I o wyborach których nie da się cofnąć, a ich Pokłosia rozczarowują era nią bez końca. Absolutnie intrygująca i niesamowita pod każdym względem.
Mam wrażenie, że powieści tej autorki albo kocham, albo mnie odrzucają. Jej biografie ("Szklane ptaki" I "Alchemia") zupełnie do mnie nie przemówiły. Jestem za to ogromna fanką "Nocami krzyczą sarny" A teraz także "Mrok jest po naszej stronie".
Piękna powieść o paskudnych czasach. Bohaterowie z krwi i kości, którzy wzbudzają w czytelniczce wiele emocji, nie są czarno biali i ewoluują na kartach książki. Jedyny zabieg, który mi się nie podoba to wprowadzenie do narracji mitycznej Lilith, wolałabym, żeby bohaterowie sami opowiadali swoje dzieje i tylko oni byli narratorami, bez usprawiedliwiania się kolejami losu lub przeznaczeniem.
Powieść gwarantuje silne emocje i jest bardzo poruszająca.
Na początku czułam rozczarowanie i trudno było mi się wciągnąć - niepotrzebnie dużo nazw ulic, które nic mi nie mówiły; cała masa nazwisk, które też nie były istotne i ostatecznie to nie jest okres, po który lubię sięgać. Jednak gdzieś w okolicach połowy zaczęłam zmieniać zdanie, a na końcu uznałam, że to wspaniała historia. Autorka naprawdę potrafi zrobić klimat i pisać niezwykle obrazowo.
A Arie to śmieć i nie było ani jednej chwili, kiedy bym miała o nim dobre zdanie. Nie rozumiem i nie kupuję miłości do niego.
5 ⭐️. Sama historia jest niesamowita, jednak ogrom pracy, którą autorka musiała wykonać, aby oddać spójnie sytuacje z powieści naprawdę robi wrażenie. Nie miałam poczucia zagubienia, mimo że historia nie była opowiadana "po kolei". Bardzo piękna książka, ale i smutna.