Wiek XX rozpędza się niczym oszalała lokomotywa, gdy Zofia Szczupaczyńska otrzymuje z Zakopanego dramatyczny telegram:
ZBRODNIA STOP PROSZĘ PRZYJECHAĆ NIEZWŁOCZNIE STOP
Jej serce zaczyna bić szybciej, ale czy tylko z powodu treści wiadomości? Profesorowa nigdy nie ignoruje takich wezwań – nawet jeśli przychodzą z miejsc, które są znane bardziej z oscypków niż morderstw. Rusza więc w drogę i po zaledwie siedmiu godzinach dociera do stolicy Tatr. Na miejscu czekają już na nią zdenerwowany sędzia śledczy Klossowitz, a także podejrzanej czystości kwatera, pochód faraonów, zwaśnione klany góralskie i gęsta jak mgła omerta.
Zofia przywdziewa maskę (jaką? O tym w rozdziale IX!) i rozpoczyna śledztwo. Przepytuje gruźlików, najstarszych górali i prominentne zakopiańskie figury.
Czy jej instynkt, ostry niczym ciupaga harnasia, zdoła przeciąć gąszcz tajemnic, by odsłonić prawdę?
I czy serce Zofii pozostanie zimne jak śnieg na Giewoncie – czy jednak rozgrzeje się niczym roztańczona para na wieczorku w zakładzie doktora Chramca?
Maryla Szymiczkowa, wdowa po prenumeratorze „Przekroju” w twardej oprawie, królowa pischingera, niegdysiejsza gwiazda Piwnicy pod Baranami i korektorka w „Tygodniku Powszechnym”. Dziś co niedzielę, po sumie w Mariackim, można ją spotkać na kawie u Noworola, a wieczorami w Nowej Prowincji.
Marylę Szymiczkową powołali do życia literaci:
Jacek Dehnel (ur. 1980) pisarz, poeta, tłumacz. Prowadzi bloga poświęconego międzywojennemu tabloidowi kryminalnemu „Tajny Detektyw”.
Piotr Tarczyński (ur. 1983) tłumacz, historyk, amerykanista. Krakus od pokoleń, od dziesięciu lat na emigracji w Warszawie.
"Monumentalny masyw wdowy Lipke sunął majestatycznie przez Krupówki (...)". Tak potrafi pisać tylko ona, Maryla Szymiczkowa*.
Ta utalentowana autorka kryminałów już od dekady obdarowuje nas pierwszorzędnymi opowieściami o przygodach i śledztwach Profesorowej Szczupaczyńskiej.
Tym razem jej bohaterka udaje się pod samiuśkie Tatry, gdzie czekają na nią zła pogoda, zbrodnia i pewien smalący cholewki niemłodzian. Jak przystało na kryminał, Szczupaczyńska znajdzie się w sercu politycznej intrygi i zagrozi lokalnym interesom. Oraz pozna Stanisława Witkiewicza, ojca Witkacego. Wydaje się, że autorka miała wielką radość z opisywania tego spotkania dwóch wielkich umysłów.
Szymiczkowa zachwyca nie tyle samą intrygą, co opisem świata sprzed ponad stu lat. Ile tu detalu, kolorów i smaków. Jaka różnorodna stylizacja językowa! I ile złośliwego, ironicznego humoru. Aż trudno uwierzyć, że napisała to jedna osoba*. Do tego żyjąca w XXI wieku.
* Maryla Szymiczkowa to pseudonim, pod którym ukrywają się Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński.
Być może problem jest we mnie, ale nie wydaje mi się. Przez 70% powieści nic się nie dzieje. Męczyłam się. Przykro, bo bardzo ten cykl lubiłam. Człowiek wyglądał tego spływającego szaleństwa i śmierci jak kania dżdżu, a okazało się, że plenipotentom p. Szymiczkowej totalnie znudziło się już nawet pozorowanie, że piszą jakiś kryminał. Zaprawdę powiadam Wam, traficie w tej książce na kilka ładnych zdań, parę trafnych obserwacji społecznych, sporo łażenia w kółko i szybkie rozwiązanie intrygi (której w zasadzie nie ma) poprzez wyłożenie kart na stół. Już nawet Ignacy (mocno w tej odsłonie karykaturalny) i Franciszka nie są w stanie tej bezdusznej konstrukcji uratować. Owszem, była zrobiona ogromna praca ze źródłami z epoki i jest ona bardzo pieczołowicie wykorzystywana, bo wszak niezgodne z krakowskim etosem mieszczańskim byłoby jej marnowanie. Nastąpiło tu jednak całkowite odwrócenie proporcji. Jeśliby kryminał ze smaczkami z epoki przyrównać do sernika z rodzynkami (nie przepadam, ale na potrzeby metafory akurat się nadaje), to tym razem otrzymujemy niemal same rodzynki i śladowe ilości sera. Na pewno nie tego oczekiwałam i spotkało mnie przy tej lekturze rozczarowanie, którego wielkość jest proporcjonalna do mojej dotychczasowej sympatii do serii (zachwianej przy Złotym rogu, a odbudowanej Śmiercią na Wenecji). Czyli bardzo duża, całkiem jak finansowe oczekiwania mieszkańców Zakopanego wobec przyjezdnych.
Ciut za mało tu historii kryminalnej, przez większość książki chodzimy z Zofią po Zakopanem i próbujemy poznać historie jego mieszkańców. Początek i zakończenie bardzo dobre, reszta to leniwa opowieść okraszona językowymi i kulturowymi smaczkami. Niezmiennie warto!
Parafrazując klasyka: "O krzywa! Co to jest?! Co to, krzywa, jest?!
Nawiązując do innego klasyka: Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Sześć lat podstawówki, trzy gimnazjum, cztery technikum, potem pięć bite studiów, podyplomowe z grafiki, jedenaście lat praktyki, i oto projekt robią, jak by ktoś dał mi w mordę, ja p*******, k****! Bracia graficy, siostry graficzki, wielu było nas na pierwszym roku, myśleliśmy, że nogi boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły artystów. Szkoła artystów, dżizus, k****, ja p*******! Przez siedem lat, stron tysiące, młodość w bibliotekach, potem bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, grafików, ma za mniej niż zero. Dlaczego licząca się władza wydawnicza każdej maści ma projekty za nic? Czy czerwona, czy biała, są dla niej śmieciem, kurwa! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył, gdybym rzucił cegłą! A przecież stanowimy sól ziemi. Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają graficy! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! Które nie widzą dalej...
To tyle w temacie zmiany oprawy graficznej okładek w trakcie wydawania cyklu. Albo nie! No po prostu tak ostra zmiana szaty graficznej w trakcie wydawania cyklu to sprzeniewierzenie się podstawom projektowania graficznego. J*****, k****, krawiaciarze, excelowcy, janusze biznesu wydawniczego!
A możliwość wydrukowania we własnym zakresie obwoluty w starym stylu to wydawca niech sobie wsadzi w...
To teraz w końcu o samej historii, która jest... taka se... Rozwlekła, niezbyt wciągająca, ukazująca mizerniejsze oblicze części bohaterów, skupiona bardziej na życiu Zakopanego (niby) z początku wieku XX. Niby, ponieważ jest kilka zgrzytów. Opis lokalsów jest aż nazbyt współczesny, momentami wręcz memiczny. Do tego pojawiają się minimum trzy nawiązania do pewnego "hitu" disco z pola, czyli aż o sześć razy za dużo. Dla rozrywki (średniorozrywkowej - poziom granatu szkoleniowego) przeczytać można, po czym raczej szybko się zapomni.
Najważniejsze, że górale nie liczą sobie dutków od czytelników za każde przeczytanie nazwy miejscowości. XD
Nie urzekła mnie ta historia, a pokładałam w niej duże nadzieje. Klossowitz zdurniał do reszty - komu to było potrzebne? Czy nie dało się ściągnąć Szczupaczyńskiej do Zakopanego innym sposobem? Wątek bardzo nieprzekonujący. Sama intryga też na tyle luźna, że ciężko było mi czuć podekscytowanie. Dwa rozdziały do końca, a ja nie miałam wrażenia, zeby pojawiło się dość wskazówek, żeby ją rozwiązać. Szczęśliwie Franciszkę sprowadzili w końcu do Zakopanego, ale szkoda, że nie miała okazji pokazać swojej inicjatywy. No i jeszcze gwoździem do trumny jest zupełnie nowa szata graficzna, która do kolekcji poprzednich tomów pasuje jak pięść do nosa...
Profesorowa Szczupaczyńska to matrona stateczna i ze wszech miar rozsądna. Do życia podchodzi racjonalnie, nigdy nie zapomina o zasadach etykiety, hołduje tradycji, nie dla niej porywy serca. No chyba, że dostanie telegram z informacją o czekającej gdzieś tam zagadce, którą rozwikłać może tylko jej bystry umysł. Wtedy jest w stanie błyskawicznie spakować kufry i odbyć wielogodzinną, średnio komfortową podróż pociągiem pod samiutkie Tatry (choć nie rozumie nimi zachwytów), znosić niewygody góralskiej chaty, wdawać się w rozmowy z pospólstwem (a nawet za to płacić) i udawać osóbkę, z której na co dzień by drwiła. Przy okazji przekonuje się, że umie rozpalać męskie serca, że z Egiptu do Zakopanego niedaleka droga, że brudna polityka zaczyna się już w małych wioskach, a świat się zmienia i niesie nowe, na które nie jest gotowa.
Podobało mi się. Chociaż kryminalnej zagadki tu jak dla ptaszka i sporo naciągania w fabule (nigdy w życiu bym nie pomyślała, że z Klossowitza taki łobuz), to przecież nie dla wartkiej akcji czyta się książki Maryli Szymiczkowej. Ta tajemnicza autorka dwojga osobowości z wielką starannością kreuje klimat i sznyt Polski sprzed wieku. Zakopane w okresie zdobywania popularności odtworzone jest z detalami architektonicznymi i towarzyskimi, tak że czułam się jakbym spacerowała jego uliczkami i przysiadała podsłuchać plotek w hotelowych kawiarniach. Ciekawie było poczytać o tym jak ta urocza wioska zaczęła zmieniać się w potwora, którym jest dziś, i że niektóre bolączki i zwyczaje towarzyszyły turystom od początku, a ciupagi zawsze były podróbkami, tylko nie z Chin, a z Szwajcarii. Jak zwykle czeka tu na nas korowód barwnych i rozpoznawalnych nazwisk z epoki, uwagę z pewnością przykuje rodzina Witkiewiczów. Świetnie i nie bez pewnej dozy ironii oddana jest także ówczesna obyczajowość. Chyba pierwszy raz poczułam, że Szymiczkowa drwi z głównej bohaterki, jej mieszczańskiego poczucia wyższości, stosunku do Franciszki i innych osób niższego stanu. To wszystko opowiedziane jest smakowicie stylizowanym językiem, z którym obcuje się z przyjemnością. Kolejny tom cyklu, który trzyma poziom.
Ebooka dostałam w ramach współpracy barterowej od księgarni Woblink: Szaleństwo i śmierć spłyną z gór – Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński, Maryla Szymiczkowa | Ebook w epub, mobi | księgarnia internetowa Woblink
Przygody profesorowej Szczupaczyńskiej tracą element świeżości. Kolejny tom, kolejna zagadka kryminalna i kolejne prywatne śledztwo krakowskiej konserwatywno-postępowej mieszczki. Postacie fikcyjne spotykają się z prawdziwymi i wszystko jest spójne. I nawet lekkie poczucie humoru sprawia wrażenie, że trafiliśmy do znanego i zaprzyjaźnionego uniwersum. Rozrywkowe może być także czytanie konserwatywno-nacjonalistycznych wtrętów, napisanych w zgodzie z duchem czasu powieści. Ale trzy gwiazdki to maksimum oceny jaką mogę przyznać. Całość zaczyna brzmieć jak nieco przetarta, acz często odsłuchiwana płyta niegdyś lubianego wykonawcy (duetu). Taki jest częsty schemat serii kryminalnych, ale fakt faktem, wrażenie wtórności pozostaje. Kolejna kwestia: jakoś ze dwa tomy temu padały wzmianki, że profesorowa się nieco zestarzała, więc jak się to ma do dziarskiego śledztwa w Zakopanem i elementów flirtu? Prędzej bym to widział jednak rzeczone dwa tomy wcześniej. Tymczasem małżeństwo Szczupaczyńskich nader aktywnie sobie radzi, ale może to kwestia górskiego powietrza. Ostatnia uwaga: zmiana szaty graficznej przy 6 tomie i brak możliwości kupienia wydania z okładką spójną z wcześniejszymi tomami jest ze strony wydawnictwa Znak Litera Nowa kiepskim żartem. Podsumowanie: trochę zbyt schematyczne, ale oczywiście przyjemne w odbiorze.
Profesorowa Szczupaczyńska nadal pozostaje jedną z moich ulubionych postaci literackich, a język nadal zachwyca, ale pod względem fabularnym była to najsłabsza część serii.
za dużo grzybów w tym barszczu.. chyba najbardziej chaotyczna część, za mało śledztwa, odczuwa się brak krakowa, za często powtarzane żarty (miłość w zakopanym czy zdzierstwo górali) nadal okej ale szkoda że tylko okej
🗻📜 Szaleństwo i śmierć spłyną z gór autorstwa Maryli Szymiczkowej to kryminał retro, który z dużą lekkością łączy zagadkę morderstwa z barwnym portretem epoki. Akcja przenosi czytelnika na początek XX wieku, do Zakopanego będącego jednocześnie modnym kurortem, miejscem spotkań elit i przestrzenią pełną napięć oraz skrywanych sekretów. Już sam telegram wzywający Zofię Szczupaczyńską do przyjazdu zapowiada, że pod pocztówkowym obrazem Tatr kryje się coś znacznie mroczniejszego.
🗻📜 Główna bohaterka to jedna z najmocniejszych stron tej powieści. Zofia Szczupaczyńska, stateczna profesorowa z Krakowa, tylko pozornie wpisuje się w schemat epokowej damy. Pod warstwą konwenansów kryje się bystry umysł, ironia i ogromna ciekawość świata. Jej metoda działania opiera się na obserwacji, rozmowie i umiejętnym dostosowywaniu się do rozmówców, co czyni śledztwo subtelnym, a zarazem niezwykle skutecznym. Trudno jej nie polubić, bo jest jednocześnie przenikliwa i bardzo ludzka.
🗻📜 Zakopane w ujęciu Maryli Szymiczkowej dalekie jest od niewinnej idylli. To miejsce pełne sprzeczności, w którym spotykają się artyści, kuracjusze, górale i ludzie interesu. Autorka z dużym wyczuciem pokazuje napięcia klasowe, lokalne układy i niechęć wobec przyjezdnych. Milczenie bywa tu bronią, a informacja to towar, za który często trzeba zapłacić. Dzięki temu przestrzeń staje się żywa i wpływa bezpośrednio na przebieg śledztwa.
🗻📜 Sama intryga kryminalna rozwija się spokojnie, ale konsekwentnie. Z pozoru prosta sprawa szybko komplikuje się, odsłaniając kolejne warstwy zależności i motywów. Autorka nie stawia na dynamiczne zwroty akcji, lecz na drobiazgowość i logikę. Trop za tropem prowadzi czytelnika przez rozmowy, niedopowiedzenia i drobne szczegóły, które z czasem układają się w pełniejszy obraz wydarzeń. To kryminał wymagający uwagi, ale dający dużą satysfakcję. ㅤ 🗻📜 Ogromną przyjemnością jest język powieści. Stylizacja na epokę została poprowadzona z humorem i wyczuciem, bez przesady i sztuczności. Dialogi są żywe, często ironiczne, a narracja płynna i elegancka. W tle wyraźnie pobrzmiewa duch dawnego Zakopanego, z jego mitologią, ambicjami i fascynacją nowoczesnością. To książka, którą chłonie się nie tylko dla zagadki, ale także dla samej atmosfery. ㅤ 🗻📜 Szaleństwo i śmierć spłyną z gór to kryminał retro, który udowadnia, że morderstwo nie musi być krwawe, by intryga była wciągająca. Maryla Szymiczkowa stworzyła historię dopracowaną, inteligentną i pełną charakteru. To doskonała propozycja dla czytelników ceniących klimat, wyrazistą bohaterkę i śledztwo oparte na logice oraz obserwacji. Zofia Szczupaczyńska bez wątpienia jest postacią, z którą chce się spędzić więcej niż jedną literacką podróż.
Jeśli ktoś uważa, że Zakopane to wyłącznie oscypki, kapcie z wełny i tłumy turystów depczące Krupówki, książka wyprowadzi go z błędu szybciej niż telegram zakończony trzema słowami: ZBRODNIA STOP PROSZĘ PRZYJECHAĆ NIEZWŁOCZNIE STOP.
Wiek XX pędzi tu jak lokomotywa bez maszynisty, a Zofia Szczupaczyńska, profesorowa, dama, nie zwykła wysiadać po drodze. Telegram z Zakopanego uruchamia w niej wszystko naraz: ciekawość, obowiązek i lekkie sercowe przyspieszenie. Bo jak wiadomo, profesorowa nie odmawia wezwania na miejsce zbrodni, nawet jeśli pachnie ono bardziej owczym serem niż krwią.
Na miejscu czeka prawdziwy kryminalny bigos: sędzia śledczy Klossowitz w stanie permanentnego rozedrgania, kwatera o podejrzanej czystości (czyli takiej, która aż prosi się o sekrety) i góralskie klany w konflikcie dłuższym niż kolejka do Morskiego Oka. A w tle pojawia się pochód faraonów, bo czemu nie? Logika w Zakopanem bywa gościem sezonowym.
Zofia zakłada maskę i rusza do akcji. Przepytuje gruźlików, najstarszych górali pamiętających jeszcze czasy, gdy plotka była szybsza niż kolej, oraz lokalne szychy, które mają więcej tajemnic niż pensjonat pokojów. Śledztwo rozwija się leniwie jak spacer po Krupówkach… aż nagle przyspiesza, potyka się i wpada twarzą w absurd, dokładnie tak, jak lubimy.
To kryminał retro, który bawi się konwencją, dialogiem i stereotypem z wdziękiem osoby, która doskonale wie, że czytelnik i tak da się wciągnąć. Inteligentny humor, świetnie oddany klimat epoki i bohaterka, z którą aż chce się pojechać w góry.
Lektura każdego tomu Szymiczkowej napawa mnie jednocześnie radością i smutkiem. Radością z ekstraordynaryjnego stylu, podanej niby mimochodem wspaniałej, "użytkowej" wiedzy historycznej (o strojach, o ulicach, o architekturze, o ważnych personach, o kuchni, o trendach), świetnej intrygi kryminalnej i bardzo inteligentnego, wysmakowanego humoru okraszonych szczyptą zaskakująco trafnych uwag o związkach i relacjach. Smutkiem - z powodu tego, że nieważne, jak bym się nie starała, zawsze kolejna opowieść o profesorowej kończy się za szybko. Znajdzie się tutaj i coś dla fanów po prostu dobrych kryminałów, i dla fanów historii, i dla osób, które w sumie nie wiedzą, czy lubią historię (albo nie lubiły jej w szkole), ale lubią np. podróżować i podpatrywać życie codzienne innych kultur (bo Dehnel i Tarczyński fundują tutaj swoistą podróż w czasie i przestrzeni), i dla osób, które chciałyby przeczytać coś niby rozrywkowego, ale ćwiczącego umysł. Ja wciągnęłam prawie 400 stron w jeden dzień, i wszystkim Wam polecam to samo.
Profesorowa Szczupaczyńska ponownie w akcji, tym razem na obcym gruncie, bo aż w Zakopanem (a dotarła tam koleją żelazną w 6 i pół godziny!).
Niezawodna logika, przenikliwy umysl, wsparte talentem Franciszki do nawiązywania kontaktów z "prostymi ludźmi". W tle przebijają już nadchodzące przemiany XX wieku.
Cytat:
"Życie! Ktoś jest palmą, ktoś mszycą, ktoś szmatką, ktoś doniczką."
Kolejny tom przygód profesorowej, tym razem w aromacie łoscypków, w tłumie łasych na dutki górali i w rześkim powiewie tatrzańskiego halnego. Przyjemna komedia kryminalna, w której właśnie humor gra główną rolę - prowadzenie śledztwa i jego rozwiązanie jakoś szczególnie mnie nie zachwyciły. Natomiast sam vibe książki, wartkie dialogi, zaskakujące afery, w które wplątuje się główna bohaterka - to dla nich warto sięgnąć po tę powieść.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jak zwykle, piekna, staranna polszczyzna i dobry research. Niestety, jeśli ktoś liczy na wartką akcję sugerowaną przez dramatyczny tytuł, może poczuć się nieco zaskoczony, bo fabuła rozwija się raczej... kontemplacyjnie; tytułowe szaleństwo i śmierć gdzieś po drodze zgubiły droge do tych gór. Okładka również nie pomaga w budowaniu właściwych oczekiwań: co to w ogole jest???? Pomijam to, ze zupełnie nie oddaje klimatu powieści.
Kolejna prześwietna część przygód profesorowej Szczupaczyńskiej. Jest historia, zagadka, humor (może cium mniej niż dotąd w moim odczuciu) i jak zawsze wspaniałe oddanie realiów historycznych i kulturowych. Aż szkoda, że już przeczytana. Nawet zaczynam się (powoli) przyzwyczajać do nowej okładki. Gorąco polecam!
Jak zawsze, wyborna lektura. Tym razem z niespodziewanym zwrotem akcji na froncie uczuciowym, ale rozwiązanym w szalenie taktowny sposób. Do tego cameo Witkacego! Kocham! A także ciśnięcie po drożyźnie, sandałach i miłości w Zakopanym, to ostatnie może zbyt wiele razy użyte. Ogólem: chapeau bas!
3,5 Czyta się miło i przyjemnie takim kurzgalopkiem. Profesorowa Szczupaczyńska znów w akcji, i jakby nam trochę odmłodniała. Jednakże jak dla mnie trochę za mało kryminału w kryminale, nawet jak na Szczupaczyńską. Mimo wszystko lubię to uniwersum sprzed 100 lat i język , jakim posługują się twórcy zwani Marylą Szymiczkową.
Profesorowa Szczupaczyńska to jedna z moich ulubionych bohaterek literackich. Jest tak świetnie skrojona, z tą swoją mieszczańskością, konserwatyzmem, a z drugiej strony przebojowością, inteligencją, humorem i pazurem. A tu jeszcze „miłość, miłość w Zakopanem” hej!!. Chyba mój ulubiony tom.
Wydaje mi się, jakby fabuła i szczątkowa intryga były jedynie okazją do opisu Zakopanego początku XX wieku oraz ciekawych osób z nim związanych. Zgrabnie napisane, ale za dużo współczesnych odniesień i stereotypów. 5/10