Kocham cię. Najbardziej na świecie. I przepraszam.
Rok 1991. Późną nocą kierowca spostrzega błąkającego się przy jezdni małego chłopca i wzywa pomoc. Mimo intensywnych poszukiwań nie udaje się odnaleźć jego rodziców. Chłopiec trafia do pobliskiego sierocińca.
Rok 2025. Autor bestsellerowych reportaży, Kornel Malicki, przybywa z rodziną do Cisowic – urokliwej miejscowości u podnóża Bieszczad. Liczy, że pobyt wśród natury i opieka specjalistów z miejscowej kliniki pomoże jego żonie w walce z ciężką chorobą. Bliscy nie wiedzą jednak, że za podróżą kryje się także inny cel: od lat pielęgnowane przez Kornela pragnienie zemsty.
Mężczyzna pamięta traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, które odcisnęły piętno na jego dalszym życiu. Dręczony demonami przeszłości od dawna marzył o wyrównaniu rachunków. Teraz, gdy wreszcie nadarzyła się okazja, nie cofnie się przed niczym, by wymierzyć sprawiedliwość.
To, co ode mnie usłyszałaś, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Nadszedł czas zemsty.
Marcel Moss to jeden z najpopularniejszych autorów powieści kryminalnych i młodzieżowych w Polsce. Wszystkie jego książki osiągnęły status bestsellerów i stały się impulsem do gorących dyskusji na temat ważnych kwestii społecznych.
W rankingu Biblioteki Narodowej na najpoczytniejszych pisarzy i pisarki w Polsce w 2024 roku zajął 16. miejsce, w tym 2. wśród polskich autorów powieści kryminalnych.
Jest autorem świetnie przyjętej przez czytelników serii thrillerów młodzieżowych „Liceum Freuda”, której fabuła porusza trudne problemy współczesnej młodzieży, takie jak samotność, depresja, przemoc domowa i rówieśnicza, a także brak porozumienia między rodzicami a dziećmi.
Na swoim koncie ma również popularną serię detektywistyczną „ECHO”, z detektywami Igim Sznyderem i Sandrą Milton w rolach głównych. Każdy tom przedstawia nowe, niezależne śledztwo, koncentrując się na temacie tajemniczych zaginięć.
W 2024 roku ukazała się jego powieść „Polana”, która rozpoczęła serię kryminalną z udziałem komisarza Sambora Malczewskiego.
Marcel Moss jest również autorem bestsellerowych thrillerów psychologicznych oraz poruszających powieści młodzieżowych, takich jak „Mój ostatni miesiąc” i jej kontynuacja „Nasz pierwszy rok”.
dawno nie miałam doczynienia z tak zła książka - główny bohater ma poważne problemy psychiczne, żadne z jego zachowań nie jest uzasadnione, a po drodze swojej wątpliwej jakości zemsty krzywdzi jeszcze bogu winne osoby, zapomina o umierającej żonie i swoim dziecku, ale co się dziwić skoro jego terapeutka proponuje mu udawanie dziecka i trans jako terapie
Marcel Moss jest ostatnio w bardzo dobrej formie. Dwie jego poprzednie książki, które miałem okazję przeczytać, pozytywnie mnie zaskoczyły. Były to naprawdę solidne pozycje, dlatego z tym większą chęcią sięgnąłem po najnowszą powieść autora czyli “Porzucone dziecko”.
Historia zaczyna się mocnym akcentem. Matka porzuca swoje dziecko w lesie i odjeżdża. Następnie poznajemy dorosłego Kornela, na którego to dramatyczne wydarzenie z dzieciństwa odcisnęło ogromne piętno. Do dziś zmaga się z jego konsekwencjami. Od tego momentu fabuła toczy się dwutorowo - obserwujemy zarówno dzieciństwo, jak i dorosłość głównego bohatera. Żadna z tych perspektyw nie jest szczególnie wesoła. Problemy Kornela narastają, a my poznajemy go głównie z tej najtrudniejszej, mrocznej strony. Mimo to budzi on w czytelniku sympatię dzięki temu, w jaki sposób autor poprowadził narrację. Bez względu na to, co Kornel zrobi, jego postępowanie zostaje w pewien sposób usprawiedliwione. To świetny zabieg, dzięki któremu możemy się z bohaterem zżyć i mu kibicować, choć daleko mu do ideału.
“Porzucone dziecko” to mocna, poruszająca i skłaniająca do refleksji książka. Niestety, jak to u Mossa bywa, znajdziemy tu drobne potknięcia. Na szczęście nie wpływają one istotnie na odbiór całości, a wielu czytelników zapewne nawet ich nie zauważy.
Mam nadzieję, że dobra passa autora potrwa jak najdłużej, bo naprawdę zasługujemy na tak dobre powieści. Zdecydowanie polecam.
Jest to moje drugie spotkanie z twórczością Marcela Mossa. Pierwsze niestety nie należało do udanych, jednak należę do osób, które mimo wszystko dają drugą szansę. Chciałabym powiedzieć, że teraz było znacznie lepiej, ale było tak sobie. Książka przez bardzo długi czas brodzi w historii, która średnio wiemy, do czego tak właściwie prowadzi. Wspominamy trochę trudne dzieciństwo głównego bohatera, trochę staramy się zrozumieć dlaczego jest jaki jest, ale niestety, to wszystko jakoś niezbyt motywuje do tego, aby dowiedzieć się co jest dalej. Kiedy zakończenie wita nas szybszym biciem serca oraz otwieraniem buzi, okazuje się, że to wszystko tylko przynęta, żeby sięgnąć po drugi tom, a to co miało być szokujące, zostało wykorzystane trochę na bezczela. Wstępne wyjaśnienie mnie nie kupuje, ale być może dam ostatnią szansę dla następnej części.
To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, no i niestety możliwe że ostatnie. Zupełnie mi ta książka nie podeszła. Główny bohater toczący wewnętrzną walkę ze swoimi demonami a jednocześnie kochający swoich najbliższych i zatajający przed nimi wiele faktów ze swojej przeszłości - to by się jakoś obroniło. Ale to że zamiast spędzić czas z umierającą żoną (którą kocha najbardziej na świecie a mimo to zdradza, bo musi zaspokoić swoje rządze), zawozi ją do hospicjum w swoje rodzinnej miejscowości, gania po wioskach i szuka zemsty na ojcu, przekupując przy tym wszystkich wokół żeby osiągnąć swój cel - to już za dużo. Na dokładkę jeszcze terapeutka, która każe mu być w roli dziecka/syna, a sama jest roli rodzica/matki, i to nie podczas sesji, tylko cały czas, nagabująca go telefonami i wiadomościami, a gdy nie reagował pojawiającą się przed jego drzwiami - to zdecydowanie za dużo. Kulminacja to sesja hipnozy zainicjowana przez wspomnianą terapeutkę, po której główny bohater stwierdza, że no w sumie to głupi pomysł z tą zemstą. Absurd na absurdzie. Nie moje klimaty.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Hmm... jedna z gorszych, jeżeli nie najgorsza książka jakie ostatnio czytałam. Dotrwałam do końca tylko po to, żeby zobaczyć jak to się rozwinie, czy będzie jakieś sensowne zakończenie, które uratuje tą książkę. Nie było.
Jako jedna z wiernych fanek Marcela, ostatnimi czasy jest mi ogromnie przykro, że muszę pisać takie recenzje...no ale osoby, które są już ze mną dłużej, wiedzą, że nie dałabym rady napisać nieprawdy, pomimo ogromnej sympatii do samego autora. "Porzucone dziecko" to kolejna po "Pamiętniku lokatorki" historia, która nie przypadła mi do gustu. Już chyba początkowe wydarzenia trochę mnie do niej zraziły, a mianowicie chora żona i poczynania głównego bohatera, który robił to co robił, znajdując sobie jakieś daremne wytłumaczenie swoich zachowań. I tak, wiem, że to fikcja, ale błagam... wątek, które tak naprawdę niewiele wnosi do dalszej historii, a jest tak potrzebny jak łysemu grzebień. No ale dobra, zacznę od początku..
Główny bohater Kornel Malicki jest autorem bestselerowych reportaży. Można rzec, że jest rozpoznawalny niemal wszędzie. Niestety życie prywatne pisarza nie należy do kolorowych. Jego najukochańsza żona walczy z ciężką chorobą i niestety nie ma szans na jakąkolwiek poprawę . Dlatego też Kornel postanawia wybrać się do Cisowic, małej miejscowości w Bieszczadach, gdzie znajduje się naprawdę piękny ośrodek, w którym jego żona będzie otoczona opieką specjalistów, a on sam wraz z córką, będą czuwać przy jej boku do końca jej dni. Ale to nie jedyny powód, dla którego Kornel wybrał to miejsce - byłoby za prosto i z pewnością za nudno... w Cisowiacach bowiem znajduje się osoba, do której główny bohater pała żądzą zemsty... Czy uda mu się wyrównać rachunki z przeszłości? Czy znajdzie ukojenie w tym co zamierza zrobić? I czy w międzyczasie uda mu się rozwiązać pewną sprawę, którą żyją mieszkańcy tej małej miejscowości?
To tak...chciałabym napisać jakieś konkretny plusy, ale jedyne co na myśl mi przychodzi to okładka i pomysł na fabułę. O! I to, że pod koniec autor mocno mnie zaskoczył - pomimo odrealnionej morderczej misji głównego bohatera, Marcel wykonał pewien ""zabieg", którego się nie spodziewałam i to traktuje jako spory plus. Główny bohater jest niezwykle irytujący, ja już na samym początku go nie polubiłam, a im dalej w las tym miałam coraz większą ochotę wskoczyć do książki i po prostu go zamordować. Poznajemy go jako dorosłego, w międzyczasie dowiadując się co takiego spotkało go w dzieciństwie, że stał się taki a nie inny. Autor często stosuje w swoich książkach retrospekcje, które ja osobiście bardzo lubię, bo to pozwala coraz bardziej zrozumieć daną postać. I nie inaczej było tym razem. Jednakże! To co się odwalało w czasach gdy Kornel miał cztery lata, było dla mnie zdecydowanie zbyt hardcorowe. Było tego po prostu za dużo...a takie rzeczy powinny szokować, a nie zniesmaczać. Wierzcie mi, niejedną patologię już w książkach czytałam, ale tutaj...no po prostu czułam się zniesmaczona. Nawet patologiczna rodzina Renderów w "Grocie" była normalna, przy tym co autor zaserwował w "Porzuconym dziecku". Może nie tak do końca normalna, ale jakoś wywoływała inne emocje, niż czterolatek i jego popie****i rodzice. Dla mnie to już było ZA DUŻO, przez co nie byłam w stanie odczuć jakichkowiek innych emocji niż zniesmaczenie. Po pierwszej retrospekcji byłam ciekawa przez chwile co się jeszcze wydarzyło w tym 1991 roku, ale po drugiej już straciłam to zaciekawienie. Przy kolejnych to już zaczęłam się zastanawiać, czy tych rozdziałów po prostu nie przeskoczyć...
Idąc dalej...pomysł na reportaż - był naprawdę dobry, jednakże jak pojawiła się Kinga i jej "wyjaśnienia" odnośnie tego co się tak naprawdę wydarzyło w Cisowicach...złapałam się za głowę, niedowierzając...tylko pytanie teraz - w co? Czy w to, że autor miał taki a nie inny pomysł na rozwiązanie sprawy, czy w to, że nastolatka mogła tak bardzo pałać do jednej osoby nienawiścią i wymyślić coś takiego? Nie chce się nad tym rozwodzić ani tego analizować, wybaczcie, daruje to sobie.
No i końcówka...oprócz tego jednego zabiegu autora, który mnie zaskoczył (może i dobrze bo w pewnym momencie myślałam, że głównemu bohaterowi odbiła już totalna palma), zastanawiałam się dlaczego autor nie zakończył tej historii na jednym tomie, tylko postanowił zrobić kontynuację. I to jeszcze ujawniając pewną rzecz, która ... no nie wiem, czy jest w ogóle potrzebna i czy to nie tylko przedłużanie tej historii na siłę, w momencie gdy powinna się po prostu zakończyć.
Podsumowując, nie było mi łatwo napisać tę recenzję, bo Marcel Moss jest jednym z moich ulubionych autorów thrillerów. Ale zawsze pisze szczerze co myślę, bo inaczej nie umiem. I tak gryzłam się w język bo mogłabym napisać więcej, ale nie widzę potrzeby szerzyć tu jakiegokolwiek hejtu. W końcu każdy czytelnik ma swoje odczucia przy czytaniu książek. Jeden się zachwyca historią, drugi powie, że to strata czasu. Uważam jednak, że najważniejsze aby każdy miał swoje zdanie i nie bał się go wygłaszać. "Porzucone dziecko" to trzecia książka autora, która mi się nie spodobała - ale co to są trzy książki na cała resztę, którą Marcel już napisał ;)
Czy przeszłość ma prawo definiować całe nasze życie? A jeśli tak, to czy zemsta jest jedynym sposobem, by wreszcie odzyskać spokój?
„Porzucone dziecko” Marcela Mossa to powieść, która od pierwszych stron nie pozwala czytelnikowi odetchnąć. Zaczyna się w 1991 roku - dramatyczną sceną porzucenia małego chłopca, który błąka się nocą przy drodze. Jego los zdaje się przesądzony: sierociniec, brak rodziny i piętno traumy, której nikt nie powinien doświadczać. Ale dopiero po latach dowiadujemy się, jak głęboko ten jeden moment wpłynął na życie Kornela - bohatera, którego poznajemy już jako dorosłego, odnoszącego sukcesy reportażystę. Tyle że pod tą maską kryje się człowiek rozdarty, zdeterminowany, by wyrównać rachunki z przeszłością.
Marcel Moss po raz kolejny udowadnia, że doskonale rozumie, jak działa ludzka psychika. Kornel nie jest postacią jednowymiarową - to człowiek targany sprzecznymi emocjami: miłością do chorej żony, troską o córkę, a jednocześnie obsesją na punkcie zemsty. Ta mieszanka czyni go bohaterem, którego trudno ocenić jednoznacznie. Z jednej strony współczujemy mu za koszmar dzieciństwa, z drugiej - z przerażeniem śledzimy, jak coraz głębiej wciąga go mrok.
Jednym z najmocniejszych elementów książki jest kontrast pomiędzy ciszą Bieszczad a burzą, która toczy się w głowie Kornela. Cisowice - pozornie urokliwa miejscowość - stają się scenerią dla opowieści o bólu, rozpaczy i potrzebie sprawiedliwości. Moss mistrzowsko buduje napięcie: spokojne tempo pierwszych rozdziałów jest tylko ciszą przed burzą. Potem fabuła nabiera tempa i nie daje szans, by choć na chwilę odłożyć książkę.
Nie mogę nie wspomnieć o prologu - Moss słynie z tego, że jego otwarcia są mocne i pamięta się je jeszcze długo. Tutaj też jest podobnie. Pierwsze zdania to emocjonalny cios, który natychmiast wciąga i nie pozwala się od książki oderwać.
„Porzucone dziecko” to nie tylko historia o zemście. To także opowieść o chorobie, o kruchości ludzkiego życia, o wyborach, które zawsze mają swoją cenę. Wątek Gabrysi - żony Kornela - wprowadza w tę mroczną opowieść nutę czułości, sentymentu i smutku. Pokazuje, że nawet w cieniu traumy i nienawiści jest miejsce na miłość i poświęcenie.
Moss stawia trudne pytania. Czy trauma z dzieciństwa może być wytłumaczeniem dla brutalnych decyzji w dorosłym życiu? Czy każdy z nas, gdyby miał podobne doświadczenia, nie poszedłby tą samą drogą? I wreszcie: czy zemsta kiedykolwiek przynosi prawdziwe ukojenie?
Zakończenie pozostawia lekki niedosyt – ale nie w złym sensie. To zapowiedź, że ta historia jeszcze się nie skończyła. I właśnie to sprawia, że nie mogę się doczekać kolejnej części.
Ocena: 9/10 - bo to jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale które zmuszają do myślenia i zostają w głowie na długo.
Przeszłość nigdy nie odpuszcza. Przed wami recenzja książki autorstwa Marcela Mossa, który powraca z psychologicznym thrillerem, uderzającym w najtrudniejsze emocje.. Uprzedzam, że dla niektórych ta recenzja może kilka rzeczy, spraw zdradzić więc czytając dalej robisz to na własną odpowiedzialność :D
„Porzucone dziecko” to mroczna i pełna napięcia historia, w której przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a chęć zemsty przeradza się w niebezpieczną obsesję. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się idealne. Znany reportażysta Kornel Malicki przeprowadza się z rodziną do spokojnych Cisowic pod Bieszczadami, oficjalnie by odpocząć i zaopiekować się chorą żoną. Prawdziwy powód jest jednak znacznie mroczniejszy: Kornel pragnie rozliczyć się z demonami dzieciństwa i dokonać zemsty. Co szczególnie przykuło moją uwagę, to umiejętne przeplatanie teraźniejszości z tragicznymi wydarzeniami z 1991 roku, gdy mały chłopiec znaleziony przy drodze trafia do sierocińca. Szybko staje się jasne, że każde zdarzenie z przeszłości rzuca długi cień na współczesność, a niewinne pozory skrywają bolesne tajemnice. Powieść stawia nas przed trudnymi dylematami, takimi jak: czy trauma może usprawiedliwiać zło? Czy skrzywdzony ma prawo samemu krzywdzić? To właśnie te pytania nadają powieści głębi i czynią z niej coś więcej niż zwykły thriller. To historia o tym, jak dzieciństwo determinuje całe życie i jak przeszłość, nieważne jak głęboko pogrzebana, zawsze znajdzie sposób, by powrócić. Książkę pochłonęłam jednym tchem. Kolejnym plusem są szybkie rozdziały oraz naturalne dialogi, które stały się znakiem rozpoznawczym autora. Doskonale oddaje on klimat małej miejscowości u podnóża Bieszczad, gdzie pozorny spokój natury tylko potęguje mrok ludzkich sekretów i narastające poczucie niepokoju. Napięcie rośnie z każdą stroną, a odkrywane fakty naprawdę szokują. Uprzedzam, że lektura może być dla niektórych emocjonalnie trudna, czasem przytłaczająca, ale przez to niezwykle prawdziwa. Moss nie daje prostych odpowiedzi ani jednoznacznych ocen. To opowieść o bólu, żalu i zemście, która zamiast ukojenia przynosi jedynie dalsze cierpienie. Autor stworzył powieść, która porusza i zmusza do refleksji, oferując jednocześnie to, co w thrillerze najlepsze: gęste napięcie, zwroty akcji i zakończenie, które na długo pozostaje w pamięci. „Porzucone dziecko” to książka dla czytelników, którzy nie boją się mocnych emocji i historii sięgających głęboko w ludzką duszę. „Porzucone dziecko” to nie tylko historia o zemście, ale przede wszystkim dramat człowieka, który całe życie próbuje odzyskać utracone poczucie bezpieczeństwa. Marcel Moss po mistrzowsku pisze o ciemnych stronach ludzkiej natury, a czyni to w sposób wciągający i wiarygodny.
To niewiarygodne, jak bardzo nie znamy tych, których kochamy. Ciekawość sama w sobie nie jest zła, ale czasem potrafi napędzić nam kłopotów. Dziecko zawsze będzie dla matki centrum wszechświata.. Do czego prowadzi zazdrość ojca o dziecko? Kornel Malicki jest uznanym w całym kraju autorem reportaży z licznymi nagrodami na koncie. Jego rodzina wydaje się być spełnieniem marzeń wielu osób- ukochana żona Gabrysia i nastoletnia córka Patrycja wydają się być całym światem mężczyzny.
Kłopot w tym ,że Kornel nieustannie walczy z demonami drzemiącymi w jego wnętrzu i rozgrywającymi duszę. Tymczasem w teraźniejszości bohaterów również dochodzi do poważnego tąpniecia - Gabriela zachorowała na nowotwór , którego nie sposób wyleczyć. I właśnie to staje się impulsem do wyjazdu.. W Cisowicach kobieta ma mieć fachową opiekę, zaś jej mąż stworzyć kolejną książkę. Przynajmniej oficjalnie.. Za tą decyzją kryje się bowiem coś znacznie mroczniejszego.. Cóż to była za trudna i niesamowicie emocjonalna lektura. Opisy tego co spotkało Malickiego - w dzieciństwie- zresztą bardzo realistyczne wbiły się w moją psychikę tak mocno ,że kilka razy odkładałam powieść była się pozbierać. Marcel jak zawsze pokazał ,że ma wiele pomysłów, a jego dynamiczne pióro i umiejętnie dawkowanie emocji oraz tajemnic sprawiły, że ciągle czekałam na kolejne wydarzenia bojąc się i jednocześnie walcząc z ciekawością.
W centrum historii znajduje się dziecko odrzucone — nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. Moss bezlitośnie pokazuje, jak brak miłości, obojętność dorosłych i zaniedbanie potrafią naznaczyć całe życie, prowadząc do dramatycznych konsekwencji. „Porzucone dziecko” to książka, która nie daje ukojenia ani prostych odpowiedzi. Zmusza do spojrzenia na relacje rodzinne bez złudzeń i filtrów, obnażając mechanizmy krzywd, które potrafią ciągnąć się przez całe życie. Marcel Moss po raz kolejny pokazuje, że największy horror nie rodzi się w mroku — lecz w domach, które z zewnątrz wyglądają na idealne. To lektura bolesna, momentami przytłaczająca, ale niezwykle potrzebna. Autor przypomina, jak ogromną odpowiedzialność ponoszą dorośli i jak łatwo jedno zaniedbanie, jedno milczenie lub jedno złe słowo może stać się początkiem tragedii. Ta historia zostaje w głowie na długo po przewróceniu ostatniej strony, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Polecam 💙🐻
Marcel Moss znany jest z mocnego, brutalnego pióra. Tym razem serwuje nam koktajl emocjonalny, który potrafi wywrócić nam żołądek. To proza pełna bólu, zemsty, lęku, krzyku, uderzeń na oślep, skumulowanych emocji, które wybuchają jak bomba i sieją zniszczenie. Akcja powieści toczy się w dwóch strefach czasowych. W latach 90-tych i współcześnie. Dwie linie czasowe są jak dwa węże, które pełzają zygzakiem, przeplatają się, przenikają, napawają trwogą, budzą odrazę i przerażenie. Mały 5-letni chłopczyk, który pragnie mieć rodzinę i być kochanym. Niestety poznaje od małego tą mroczną stronę świata i ludzkości. Przemoc, odrzucenie, uzależnienie rodziców, chora namiętność, zaborcza miłość, zazdrość, porzucenie. Ciemny las, on sam, ostatni dotyk matki, ostatnie jej słowa : „KOCHAM CIĘ. NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE. I PRZEPRASZAM”, samotność, strach, porzucenie, trauma, która nigdy nie zniknie. A gdy dorasta, wąż się rozrasta, rozsadza go od środka mrok, gdy zrzuca skórę, wychodzi bestia. Na co dzień Kornel to pisarz, czuły na krzywdę reportażysta, wspaniały ojciec, kochający mąż. Gdy nadchodzi czas przenika go mrok, rozsadza zemsta, zło szuka ujścia, bestia poluje na ofiarę. Ten thriller jest mroczny, duszny, przerażający. Główny bohater nie radzi sobie z przeszłością, ale też teraźniejszością. To przykład bohatera, który dusi się w swoim ciele, jest przerażony samym sobą. Przyznam szczerze, że wstrząsnął mną i poraził. Czy z psychologicznego punktu widzenia osoba z traumą miałaby tego typu zachowania jak nasz bohater? Z doświadczenia nie spotkałam takiego przypadku, ale prawdą jest, że przeżyta mocna trauma może prowadzić też do agresywnych zachowań lub wręcz zaniku empatii, a nawet psychopatii. To czego doświadczył jest wstrząsające, a niestety nie jest to tylko fikcja, bo są podobne przypadki. Dla mnie osobiście może ten thriller był aż zbyt brutalny, może nie chodzi tu o liczbę scen, ale o ich sugestywność. Z drugiej strony, może to bardziej oddziałuje na nas czytelników i zmusi do refleksji nie tylko nad krzywdą wobec dzieci, ale też nad zaborczą miłością i pragnieniem władzy. Polecam tym, którzy szukają mocnej literatury z przesłaniem. To thriller psychologiczny z motywem bardzo głębokiej traumy, który zapada w pamięć.
Dążenie do sprawiedliwości może być równie zgubne, co obsesja...
Na okładce, wydawca zapowiada, że "Porzucone dziecko" Marcela Mossa to "mroczny thriller jednego z najpopularniejszych pisarzy w Polsce"! Czy faktycznie tak jest?
Kornel to 30-kilkuletni reportażysta, który mimo bezgranicznej miłości do swojej umierającej żony, nie potrafi uporać się z demonami przeszłości. Z uwagi na to, że żona jest na łożu śmierci, jedynym rozwiązaniem wydaje się ulokowanie jej w hospicjum. Kornel postanawia, że jest to idealna okazja do stawienia czoła traumom, zwłaszcza, że oprawca nigdy nie wydawał się być bliżej, niż teraz - w tej samej miejscowości, w której znajduje się ośrodek, w którym na śmierć będzie oczekiwać jego żona. Czy to jednak tak dobry pomysł, jak mogłoby się wydawać?
Książka jest typowo "Mossowa" - już od pierwszych stron nabiera niesamowitego tempa, a intryga pochłania czytelnika już samego początku i nie pozwala na oddech do samego końca. Autor genialnie buduje postać samego Kornela - opisując jego bieżącą historię, jak i powracając do jego dzieciństwa. Do tego mocno zbudowane postaci matki oraz ojca sprawiają, że napięcie nie opuszcza do ostatnich stron.
"Porzucone dziecko" to mroczny i brutalny thriller z szokującymi opisami przemocy domowej. Opisy czasami są aż nazbyt obrazowe, co powoduje, że moje plecy niejednokrotnie przebiegł dreszcz. To zdecydowanie lektura dla fanów gatunku o mocnych nerwach!
Ta książka to podróż do mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki i dowód na to, że przeszłość nigdy nie umiera. Marcel Moss po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem szybkiego tempa i intrygi, która trzyma w szachu do samego końca. Mimo że niektóre opisy wymagają mocnej psychiki, to właśnie ta bezkompromisowość jest największą siłą książki.
Gorąco polecam wszystkim, którzy cenią sobie thrillery psychologiczne, które bolą.
Czy dążenie do sprawiedliwości jest warte każdego poświęcenia, nawet za cenę własnego zdrowia psychicznego?
Ostatnio przeżywam niemoc „twórczą”. Czytać czytam, ale pisanie recenzji idzie mi jak z kamienia i mam do nadrobienia parę recenzji.
Zacznę od pozycji, która pokazuje, jak bardzo ciężkie przeżycia, także, a może zwłaszcza te z wczesnego dzieciństwa, tkwią w człowieku i nie przepracowane wpływają na całe życie.
Bohater, Kornel Malicki, jest dość znanym pisarzem, poruszającym ciężkie, ale realne tematy. To reportażysta, opowiadający głównie o tym co złego dzieje się wokół nas. Facet ma rodzinę – ukochaną żonę i dorastającą córkę. Niestety, od dłuższego czasu żyje z wiszącym nad głową toporem – jego żona ma już ostatnie stadium raka, a On nie może pogodzić się z faktem, że niedługo jej zabraknie. Ale nie jest to jedyne co go gryzie. Kornel pamięta. Pamięta co zdarzyło się w dzieciństwie. Życie u boku patologicznych rodziców, którzy go nie chcieli, a w końcu porzucenie. Pamięta, ale trzyma to w tajemnicy, a ta zjada go od środka i popycha do rzeczy, których normalnie by nie zrobił. Trafiając na ślad ojca, który obecnie piastuje wysokie stanowisko w małym mieście, planuje odwet.
To nie jest thriller, który pokazuje krwawą zemstę, autor raczej skupia się na tajemnicy i domowej przemocy i tym, jak przeszłość potrafi zniszczyć człowieka. Cała fabuła skupia się na bohaterze, który wraca do tego co przeżył i choć z pozoru ma normalne życie, to stopniowo dostrzegamy że coś w nim pęka. Mimo że nie ma szybkich akcji, to czujemy narastające napięcie i zastanawiamy się kiedy coś wybuchnie.
To nie jest lektura do poduszki, bo są tu także brutalne wątki związane z przemocą domową. Na pewno to nie jest książka dla każdego, trzeba mieć odpowiedni nastrój i nastawić się na ciężkie przeżycia.
Autora jedni uwielbiają i sięgają po każdą książkę, inni mówią że to jednak nie to. Ja jestem po lekturze dwóch książek i chyba będę gdzieś pośrodku – ale myślę, że to nie jest ostatnia książka Mossa po jaką sięgnęłam.
Ostatnio wysłucham książki Marcela Mossa „Porzucone dziecko”. Szczerze to nie spodziewałam się rewelacji, bo ostatnio książki autora są w mojej ocenie mocno średnie. Czy tak było i tym razem?
Kornel Malicki mimo ciężkiego dzieciństwa zdołał „wyjść na ludzi”. Jest słynnym, często nagradzanym reportażystą. Do tego równania dochodzą kochająca żona oraz córka Patrycja. Niestety, wciąż tkwią w nim demony i od czasu do czasu wydostają się na światło dzienne. Przed Kornelem kolejna próba. Jego ukochana żona choruje na raka i mimo wielu podjętych prób leczenia Gabrysia z dnia na dzień gaśnie. Kornel zabiera ją więc do ośrodka w Cisowicach, by tam w spokoju mogła odejść. Pod tą podróżą kryje się także inny cel. Pragnienie zemsty…
Jak zawsze autor zaczyna z grubej rury, bo opisy dzieciństwa małego Kornela nie należą do przyjemnych. Tak samo manifestacja demonów bohatera jest dość brutalna. Ale im dalej poznawałam całą historię tym bardziej przekonywałam się, że to wszystko miało jakiś cel. Tym razem mamy naprawdę przemyślaną fabułę. Brakowało mi tego ostatnio w książkach autora. Pozorny chaos również czemuś służył. I mimo, że autor posłużył się zagraniem, które średnio lubię w książkach, tym razem zdobył moje uznanie i koncertowo wpuścił mnie w maliny. Myślałam, że będzie tragicznie jak zawsze, ale nasz główny bohater wyciągnął wnioski z tego, że nie warto się mścić. Karma zawsze do człowieka wraca, więc czasami warto odpuścić. Również zaciekawił mnie fakt, że najprawdopodobniej będzie kontynuacja tej historii co spotkało się z moją pełną aprobatą. Takie książki autora lubię. Dopracowane, nieścisłości zostają wyjaśnione i wszystko dzieje się po coś. Może czasami jest to zbyt przerysowane, ale „Porzucone dziecko” zdecydowanie zasługuje na uwagę. Polecam.
Unikałam tej książki jak ognia. Dlaczego? Dlatego, że cierpienie dzieci jest dla mnie zawsze bolesne. A tutaj niestety z tym cierpieniem dziecka się spotykamy. I to nie małym.. Podczas czytania odczuwałam ogromną wściekłość, bezsilność i smutek. Cierpiałam razem z małym Kornelkiem. Wiele razy zadawałam sobie pytanie - DLACZEGO? Boli to jeszcze bardziej, kiedy człowiek uświadamia sobie, że takich dzieci jak Kornel jest na świecie tysiące, albo i miliony. Takich rodzin patologicznych jest niestety wiele, a najgorsze jest to, że nic się w tym kierunku nie robi. To wszystko potęgowane jest jeszcze przez to, że narracja jest pierwszoosobowa z perspektywy Kornela. O ile rozdziały z dorosłym Kornelem mną tak mocno nie wstrząsały, to rozdziały z małym 4letnim Kornelem rozrywały serce.
Do tego wszystkiego mamy poruszany temat gwał*u. I to nie jednego. Jest to jeden z głównych wątków książki, wokół których kręci się fabuła. Jest alkoholizm, są twarde używki, znęcanie się psychiczne i fizyczne... wszystko to, co kocha patologia.
Kolejnym tematem jest wpływ mediów na opinię społeczną. Wystarczy jedna plotka, jedno fałszywe oskarżenie, które podłapią media, żeby zniszczyć komuś doszczętnie życie. Ludzie bardzo szybko łykają wszystko jak pelikany. Ważne, żeby mogli się na kimś wyżyć.
Ostatnim takim ważniejszym tematem jest ciężka i nieuleczalna choroba - rak w czwartym stadium. To jak niszczy człowieka, który jest chory oraz jego najbliższych, którzy nie radzą sobie nie tylko z opieką nad chorym, ale też z własnymi emocjami. Można powiedzieć, że zaczynają już żałobę za życia..
To jest chyba jedna z mocniejszych książek Mossa, ale mimo wszystko polecam. Muszę kupić sobie kontynuację. 🫣