Powiadają, że ukryta w Górach Skalistych elitarna placówka przyjmuje tylko najlepszych uczniów. Lecz kto z tej elity wytrwa do końca?.
Życie Crystal Harlow, nastoletniej łyżwiarki figurowej, można podzielić na to, co stało się przed przekroczeniem bramy Avalanche Academy, i na wszystko, co wydarzyło się potem.
Dziewczyna przyjeżdża do akademii z jednym marzeniem: chce zostać legendą kanadyjskiego łyżwiarstwa figurowego. Lecz w mrocznych murach szkoły kryje się więcej sekretów, niż można by się tego spodziewać. Talent okazuje się jedynie biletem wstępu do szkoły, a wytrwałość to warunek przetrwania.
Crystal musi zmierzyć się z własnymi demonami, a przede wszystkim zdecydować, komu w Avalanche może zaufać.
Szczególnie jeden chłopak wzbudza w dziewczynie wiele emocji – Hardin Ashford – szkolny buntownik, wróg jej brata, a zarazem kapitan drużyny hokejowej. Ich drogi stale się krzyżują, a jakby tego było mało, Crystal przydzielono pokój w internacie mieszczący się na tym samym piętrze co sypialnia Ashforda.
Ona sięga po złoto, on gra, ignorując zasady. Pozostaje tylko jedno pytanie. Kto zdobędzie to, czego pragnie?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
oficjalnie, wkurzyłam się niemiłosiernie JAKIM CUDEM DAŁO SIĘ AŻ TAK ZAPSUĆ ZAKOŃCZENIE? 😭
podczas słuchania zastanawiałam się nad daniem jej 5/5✨, ale ostatnie 10% to dla mnie totalnie nieporozumienie ;/ W jednej chwili (z dupy) zostają wyjawione wszystkie tajemnice, do których dążyła cała historia. Kojarzycie te momenty w filmach, gdzie jakaś osoba ma ogromny monolog i opowiada o wszystkim od samego początku? Dosłownie tak to tu wyglądało. TYLKO ŻE CZEMU AKURAT W TYM MOMENCIE ZDECYDOWALI JEJ SIĘ TO WYZNAĆ? I czemu to wszystko poszło tak gładko? Dosłownie całą książkę wymyślałam scenariusze zakończenia, a to nie dość że mnie nie zaskoczyło, to jeszcze było tak nudne i monotonne…
podsumowując, jestem tak strasznie rozczarowana, to już miałam przesłuchać książkę idealną, a zakończenie zepsuło mi odbiór całej historii ;/ autentycznie, jest mi przykro XD
Łyżwiarstwo figurowe to od zawsze taka mała pasja… kocham oglądać programy z zawodów czy seriale albo filmy. Jak już trafię na książkę z tym sportem to wędruje no top TBR!
Crystal dostała stypendium na prestiżowej akademii, gdzie będzie pod okiem jednej z najlepszych trenerek. Szykuje się do zawodów państwowych więc nie dość, że czeka ją sporo nauki to do tego dochodzą mordercze treningi.
Już pierwszego dnia spotyka Hardina, aroganckiego hokeistę, a do tego sąsiada. Chłopak na początku stara się zwracać na nią uwagi, ale ciężko mu to idzie. Chyba kulminacyjny moment jest wtedy, kiedy zobaczył jej występ.
Ta niechęć jest dla mnie na początku super! Widać, że nie będzie to easy relacja, że już na początku trzeba się będzie postarać. Jednaaaaaaaak Hardin robi dla niej strasznie dużo. Mam na myśli BARDZO DUŻO!! Jest tak kochany, że serce mi się zmiękczyło, a w sumie Crystal dalej traktuje go jak wroga. Nie mówię, że miał zrobić dobry gest i już po sprawie i są parą czy najlepszymi przyjaciółmi, ale no serioooooo. On do niej niej w śnieżyce poszedł przez las, opiekował się nią i to jedna tylko igła w stosie siana. Zadania z fizyki, które jej zrobił i dla jej rodziców. I can’t i myślę, że jego starania i gesty nie zostały trochę docenione, ale to tylko moje przemyślenia.
Mamy też tutaj dreszczyk niepokoju bo w szkole dzieje się coś złego. Główna bohaterka dostaje niepokojące wiadomości i ginie jedna z uczennic. Tutaj szkoda, że zostało to tak poprowadzone. Bo miałam jakieś pytania i teorie, a tak po prostu ktoś siada i wszystko opowiada. Kto co zrobił, kto jest winny, co się dzieje. Chyba brakowało mi więcej odkrywania i zaskoczenia.
Jeśli chodzi o samo łyżwiarstwo figurowe. To słowniczek z przodu mega na plus i już wniósł moje oczekiwania na wyżyny. Myślę, że spokojnie mogło być go więcej, ale no ostatnie zawody były super opisane!
Nie będzie to idealna książka, ale ja się wciągnęłam! Słuchało mi się przyjemnie and Harding I love you!!!!!
Gdy Nina ogłosiła wydanie AA wspominała, że dużo pozmieniała, ale nie wiedziałam, że aż tyle. Usunęła wiele wattpadowych sytuacji z książki, które (moim zdaniem) dodawały uroku (np. gdy Hardin starał się o to, by Crystal przyszła na jego mecz). Jestem zdania, że mimo, że cała historia zyskała trochę inny, mroczniejszy klimat, to jednak te sytuacje dodawały uroku i były idealnym dopełnieniem. Bez nich ta historia stała się po prostu „uboższa”.
Mimo wszystko mam ogromną nostalgie do tej historii. Kocham Hardina i Crystal całym serduchem. Mimo, że te „drobne” zmiany minimalnie zmieniły moje nastawienie to nadal uwielbiam tę książkę!
Dzisiaj ocena papierowego Avalanche to 4,5/5⭐️, bo jednak moja miłość do wattpadowych scen wygrała😅.
Ale i tak musicie to przeczytać, bo jest cu-do-wne!🫶🏻
Jedynie to zakończenie, faktycznie rozwiązanie wątków było zbyt szybkie i przede wszystkim - spłaszczone. Trudne tematy według mnie również nie były najlepiej opisane, nie miały jak się rozwinąć i wyszło to nienaturalnie.
Mimo, że ta końcówka nie usatysfakcjonowała mnie w pełni to i tak zostaje fanką😁
Nie rozumiem fenomenu tej książki. Nudna, bez jakiś specjalnie ciekawych scen. Opisy bezsensownych, nie ważnych dla fabuły wątków. Masakra 😭😭 Przebrnęłam, bo miałam nadzieję, że zakończenie mi wynagrodzi tą katorgę. Myliłam się. Nie sądziłam, że da się, aż tak zniszczyć zakończenie. Ciąża? Choroba psychiczna? To było tak naciągane, że aż przykro mi było jak to czytałam. 1,5 gwiazdki, za scenę ze zdjęciem bez koszulki
⟢ 𝐉𝐞𝐬𝐭𝐞𝐦 𝐚𝐛𝐬𝐨𝐥𝐮𝐭𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐧𝐚. To jedyne, co mogę powiedzieć - nie spodziewałam się, że aż tak przepadnę dla tej historii. 𝑨𝒗𝒂𝒍𝒂𝒏𝒄𝒉𝒆 𝑨𝒄𝒂𝒅𝒆𝒎𝒚 to pierwsza książka 𝑵𝒊𝒏𝒚, jaką miałam okazję przeczytać, i od razu przepadłam dla jej stylu, dla emocji, jakie mi zafundowała. 𝐏𝐨𝐝𝐞𝐬𝐳ł𝐚𝐦 𝐝𝐨 𝐧𝐢𝐞𝐣 𝐳 𝐜𝐳𝐲𝐬𝐭𝐚̨ 𝐠ł𝐨𝐰𝐚̨, 𝐛𝐞𝐳 𝐳̇𝐚𝐝𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐨𝐜𝐳𝐞𝐤𝐢𝐰𝐚𝐧́, 𝐢 𝐝𝐨𝐬𝐭𝐚ł𝐚𝐦 𝐜𝐨𝐬́, 𝐜𝐨 𝐜𝐚ł𝐤𝐨𝐰𝐢𝐜𝐢𝐞 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐬𝐤𝐨𝐜𝐳𝐲ł𝐨 - 𝐰 𝐧𝐚𝐣𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐲 𝐦𝐨𝐳̇𝐥𝐢𝐰𝐲 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛.
⟢ To, że dostałam szansę zostać patronką tej historii, jest dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym. Każda propozycja patronacka to dla mnie ogromne wyróżnienie - dowód na to, że to, co robię w bookmediach, ma sens. Że moja pasja, recenzje i promocja książek przyciągają uwagę. 𝐃𝐳𝐢𝐞̨𝐤𝐮𝐣𝐞̨ 𝐂𝐢, 𝑵𝒊𝒏𝒐, 𝐳𝐚 𝐳𝐚𝐮𝐟𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐢 𝐳𝐚 𝐭𝐨, 𝐳̇𝐞 𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐫𝐳𝐲ł𝐚𝐬́ 𝐦𝐢 𝐬𝐰𝐨𝐣𝐞 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐜𝐤𝐨. 𝐓𝐨 𝐝𝐥𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐬𝐳𝐜𝐳𝐲𝐭 𝐢 𝐨𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐚 𝐫𝐚𝐝𝐨𝐬́𝐜́.
⟢ 𝐇𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚 𝑪𝒓𝒚𝒔𝒕𝒂𝒍 𝐢 𝑯𝒂𝒓𝒅𝒊𝒏𝒂 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐳𝐮𝐩𝐞ł𝐧𝐢𝐞 𝐢𝐧𝐧𝐚 𝐧𝐢𝐳̇ 𝐭𝐞, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐝𝐨𝐭𝐚̨𝐝 𝐜𝐳𝐲𝐭𝐚ł𝐚𝐦. Od początku nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać - i właśnie to było w niej najlepsze. Myślałam, że 𝑨𝒗𝒂𝒍𝒂𝒏𝒄𝒉𝒆 𝑨𝒄𝒂𝒅𝒆𝒎𝒚 to będzie 𝐬ł𝐨𝐝𝐤𝐢 𝐫𝐨𝐦𝐚𝐧𝐬 z motywem ł𝐲𝐳̇𝐰𝐢𝐚𝐫𝐬𝐭𝐰𝐚, lekka, urocza historia.
⟢ 𝐓𝐲𝐦𝐜𝐳𝐚𝐬𝐞𝐦 𝐝𝐨𝐬𝐭𝐚ł𝐚𝐦 𝐜𝐨𝐬́ 𝐨 𝐰𝐢𝐞𝐥𝐞 𝐠ł𝐞̨𝐛𝐬𝐳𝐞𝐠𝐨. Tutaj wątek romantyczny istnieje, ale nie jest w centrum - a mimo to emocje, które ta książka wywołuje, są niesamowicie intensywne. To historia, która pokazuje, że wcale nie potrzeba wielkiej miłości, by książka była idealna - wystarczy dobra fabuła, mocne postacie i szczere emocje.
⟢ 𝐌𝐮𝐬𝐳𝐞̨ 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐳𝐧𝐚𝐜́, 𝐳̇𝐞 𝐟𝐚𝐛𝐮ł𝐚 𝐳𝐚𝐬𝐤𝐨𝐜𝐳𝐲ł𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐢𝐞𝐥𝐨𝐤𝐫𝐨𝐭𝐧𝐢𝐞. Kiedy myślałam, że już wiem, dokąd to zmierza autorka raz po raz wywracała wszystko do góry nogami. I to właśnie kocham w tej książce - nieprzewidywalność, brak schematów i sposób, w jaki 𝑵𝒊𝒏𝒂 potrafi budować napięcie.
⟢ 𝐉𝐞𝐣 𝐩𝐢𝐨́𝐫𝐨 𝐨𝐝 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐲𝐜𝐡 𝐳𝐝𝐚𝐧́ 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐜𝐡𝐰𝐲𝐜𝐢ł𝐨. Jest 𝐥𝐞𝐤𝐤𝐢𝐞, 𝐞𝐦𝐨𝐜𝐣𝐨𝐧𝐚𝐥𝐧𝐞 i 𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐨 𝐰𝐜𝐢𝐚̨𝐠𝐚𝐣𝐚̨𝐜𝐞. Autorka potrafi wciągnąć czytelnika w świat bohaterów, nie zdradzając zbyt wiele, a jednocześnie idealnie prowadząc fabułę. To ten typ czytania, przy którym zapominasz o całym świecie i nagle orientujesz się, że przeczytałaś pół książki, nawet nie zauważając kiedy.
⟢ 𝑪𝒓𝒚𝒔𝒕𝒂𝒍 to postać, którą polubiłam od razu. 𝐌𝐚 𝐰 𝐬𝐨𝐛𝐢𝐞 𝐜𝐨𝐬́, 𝐜𝐨 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐜𝐢𝐚̨𝐠𝐚 - 𝐦𝐨𝐳̇𝐞 𝐭𝐨 𝐣𝐞𝐣 𝐮𝐩𝐨́𝐫, 𝐦𝐨𝐳̇𝐞 𝐬𝐢ł𝐚, 𝐦𝐨𝐳̇𝐞 𝐭𝐨, 𝐳̇𝐞 𝐦𝐢𝐦𝐨 𝐰𝐚̨𝐭𝐩𝐥𝐢𝐰𝐨𝐬́𝐜𝐢 𝐳𝐚𝐰𝐬𝐳𝐞 𝐬𝐭𝐚𝐫𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐝𝐚𝐜́ 𝐳 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐨. 𝐉𝐞𝐬𝐭 𝐥𝐨𝐣𝐚𝐥𝐧𝐚, 𝐞𝐦𝐩𝐚𝐭𝐲𝐜𝐳𝐧𝐚 i 𝐧𝐢𝐞 𝐛𝐨𝐢 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐰𝐚𝐥𝐜𝐳𝐲𝐜́ - zarówno o siebie, jak i o innych. Uwielbiam takie bohaterki, które pokazują, że można być wrażliwą i silną jednocześnie.
⟢ 𝑯𝒂𝒓𝒅𝒊𝒏 𝐧𝐚𝐭𝐨𝐦𝐢𝐚𝐬𝐭 𝐭𝐨 𝐩𝐨𝐬𝐭𝐚𝐜́, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐚̨ 𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐚 𝐩𝐨𝐳𝐧𝐚𝐜́, 𝐛𝐲 𝐳𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐞𝐜́. Na początku byłam wobec niego ostrożna, nie wiedziałam, jak go rozgryźć, ale z każdym rozdziałem coraz bardziej go doceniałam. Jego wsparcie, oddanie i te drobne gesty, które mówiły więcej niż tysiąc słów - to właśnie sprawiło, że dla niego przepadłam. Ich relacja jest miodem na moje serce. 𝐂𝐳𝐮𝐜́ 𝐦𝐢𝐞̨𝐝𝐳𝐲 𝐧𝐢𝐦𝐢 𝐜𝐡𝐞𝐦𝐢𝐞̨, 𝐳𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐢 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞𝐫𝐨𝐬́𝐜́, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞𝐣 𝐜𝐳𝐞̨𝐬𝐭𝐨 𝐛𝐫𝐚𝐤𝐮𝐣𝐞 𝐰 𝐫𝐨𝐦𝐚𝐧𝐬𝐚𝐜𝐡.
⟢ Nie mogę też pominąć postaci drugoplanowych - 𝑹𝒂𝒗𝒆𝒏, 𝑪𝒉𝒓𝒊𝒔𝒂, 𝑵𝒂𝒕𝒆’𝒂 i jego dziewczyny. Oni wszyscy wnieśli do tej historii coś wyjątkowego. 𝑹𝒂𝒗𝒆𝒏 i 𝑪𝒉𝒓𝒊𝒔 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨́𝐥𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐤𝐫𝐚𝐝𝐥𝐢 𝐦𝐨𝐣𝐚̨ 𝐮𝐰𝐚𝐠𝐞̨ - 𝐛ł𝐚𝐠𝐚𝐦, 𝑵𝒊𝒏𝒐, 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐮𝐣𝐞̨ 𝐢𝐜𝐡 𝐨𝐬𝐨𝐛𝐧𝐞𝐣 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐢! Mam wrażenie, że dzięki nim było tam jeszcze więcej emocji, śmiechu i chaosu.
⟢ Po skończeniu 𝑨𝒗𝒂𝒍𝒂𝒏𝒄𝒉𝒆 𝑨𝒄𝒂𝒅𝒆𝒎𝒚 byłam w szoku - w najlepszym sensie. To książka, której nie spodziewałam się pokochać aż tak bardzo, a teraz nie mogę przestać o niej myśleć. 𝐂𝐡𝐜𝐢𝐚ł𝐚𝐛𝐲𝐦 𝐰𝐲𝐦𝐚𝐳𝐚𝐜́ 𝐬𝐨𝐛𝐢𝐞 𝐩𝐚𝐦𝐢𝐞̨𝐜́ 𝐢 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐳̇𝐲𝐜́ 𝐭𝐨 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐨 𝐣𝐞𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞 𝐫𝐚𝐳.
⟢ 𝑵𝒊𝒏𝒂, 𝐳𝐫𝐨𝐛𝐢ł𝐚𝐬́ 𝐜𝐨𝐬́ 𝐧𝐢𝐞𝐬𝐚𝐦𝐨𝐰𝐢𝐭𝐞𝐠𝐨. Stworzyłaś historię, która nie tylko wciąga, ale też zostaje w głowie na długo po ostatniej stronie. 𝑨𝒗𝒂𝒍𝒂𝒏𝒄𝒉𝒆 𝑨𝒄𝒂𝒅𝒆𝒎𝒚 to emocjonalny rollercoaster, historia o pasji, przyjaźni, walce ze sobą i o tym, że nawet w najzimniejszym miejscu może zapłonąć ogień. Rozwijaj się dalej, bo masz ogromny talent - i ja już nie mogę się doczekać Twojej kolejnej książki. Kocham. 💙
Było to moje pierwsze spotkanie z wydawnictwem niezwykłym, o którym tak wiele słyszałam i bałam się trochę po to sięgnąć, ale wątek łyżwiarstwa mnie zainteresował.
Wiele lat trenowałam łyżwiarstwo i pod względem technicznym nie było tragicznie, ale zdarzały się błędy takie jak nie przetłumaczone nazwy elementów, lub to że główna bohaterka nagle z dupy skoczyła potrójnego axla. Pomysł z jeżdżeniem w parach z hokeistami był idiotyczny, a to jak pięknie, bez żadnego treningu i wcześniejszych prób bohaterowie wykonali potrójny wyrzucany skok (nie wiemy niestety jaki) było po prostu śmieszne. Z resztą “wspaniała trenerka światowej sławy”, która jedyne co mówi swojej podopiecznej na pytanie, co ta może zrobić lepiej to “wszystko, muszę mieć ciarki jak cię oglądam a jedyne co czuję, to znużenie” nijak nie przyczyniłaby się do jakichkolwiek postępów zawodniczek. Ale to można jeszcze zwalić na celowe wykreowanie takiej postaci.
Najbardziej żenująca była końcówka, gdzie nagle rozwiązano wszystkie zagadki, które nawarstwiały się przez całą książkę. Jedyne co mogła zrobić Anna to podkreślać słowa w losowych książkach w bibliotece, żeby ostrzec inne łyżwiarki??? Skąd założenie, że przeczytałyby je akurat łyżwiarki? I skąd Grace o tym wiedziała, skoro ich nie czytała? Te wszystkie SMS-y i stalking były tylko po to, żeby przestraszyć Cristal? To się totalnie kupy nie trzyma. Miałam wrażenie, że autorka miała limit słów jak na maturze i żeby się w nim zmieścić musiała szybko i z dupy zakończyć książkę. Albo planowała z tego zrobić serię, a potem się rozmyśliła.
Sam wątek romantyczny był ok, Hardin nie był toksyczny, chociaż trochę zbyt zaborczy i przewrażliwiony. Na nieszczęście autorki, studiowałam fizykę i gdy były opisywane jego tatuaże zaśmiałam się na głos. Miał wytatuowane najbardziej podstawowe i sztampowe rzeczy, jakie można sobie wyobrazić, jakby robił je w wieku 10 lat po przeczytaniu pierwszej książki popularnonaukowej i obejrzeniu filmiku o czarnych dziurach. Brakowało mu tylko E=mc2 na czole.
Podsumowując książka jest żenująca, nudna, przewidywalna, słabo skonstruowana. Ale wątek romantyczny całkiem cute (chociaż nieogarnięcie głównej bohaterki było męczące i niewiarygodne). I lubię szczęśliwe zakończenia. Przesłanie też ważne, ale trochę za bardzo patetycznie napisane, przez co zrobiło wrażenie nieszczerego i na siłę.
This entire review has been hidden because of spoilers.
To była całkiem dobra książka. Mogę nawet powiedzieć, że pozytywnie się zaskoczyłam. Czytałam dużo opinii o niej i szczerze? Spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Widziałam, że dużo osób narzekało na zakończenie. Nie zgodziłabym się z tym, że zepsuło ono całą książkę, bo tak moim zdaniem nie było. Jednak faktycznie było mocno przyśpieszone i można by je trochę przedłużyć. Brakowało mi w nim np. konfrontacji głównej bohaterki z trenerką po zawodach.
Jest też jedna rzecz, na którą zwróciłam uwagę i żałowałam, że nie została bardziej poruszona. Była to relacja Crystal z bratem. Często było napisane, że trzymają się tak blisko, a nie było nam to pokazane. Było parę takich fragmentów, lecz w moim odczuciu, niestety za mało. Ja chyba po prostu lubię czytać o relacji starszy brat-młodsza siostra i nastawiłam się na coś więcej w tym aspekcie.
Styl pisania autorki nawet przypadł mi do gustu. Czytało mi się dość przyjemnie, ale momentami przeszkadzały mi zbyt długie opisy. Odniosłam jednak wrażenie, że wraz z rozwojem ksiązki było ich coraz mniej, co u mnie jest zdecydowanie na plus. Autorka stworzyła świat, w którym można z łatwością się zagłębić. Bohaterowie, moim zdaniem, również byli dobrze wykreowani.
Jeśli chodzi o wątek łyżwiarstwa figurowego, od zawsze lubiłam czytać książki, w których był on poruszony, dlatego ta książka również przypadła mi do gustu. Mogło by być go troszeczkę więcej, ale i tak było naprawdę dobrze. Na początku pojawił się taki jakby "słowniczek" z różnymi pojęciami o tym sporcie, to było naprawdę fajne.
Hardin był słodkim i miłym bohaterem, nie dało się go nie lubić. Crystal również była dobrą postacią. Było parę fragmentów, gdzie mnie trochę zirytowała, aczkowiel więcej było tych pozytywnych. Bardzo podobało mi się to, że bohaterowie mieli pasje i dążyli do swoich celów.
Podsumowując, uważam tę książkę za godną polecenia na zimowe wieczory. Wątek zagadki oraz relacje między bohaterami mogą być przyjemną odskocznią od świata zewnętrznego.
XDDD takie 2.5⭐️ i to tylko dlatego że główny bohater był słodki. Hogwart na sterydach tylko bez magii moje jedyne skojarzenie🤣 a główna bohaterka niesamowicie mnie denerwowała jej cała osobowość opierała sie na tym że jest sama i nie ważne co ona jest dalej sama 🤦🏼♀️ a zakończenie to jakiś żart błagam tu nawet potencjał był fabuła sie zgadzała nawet myślałam że będzie już 2 tom ale jak nagle wszystkie wątki które miały potencjał na coś ciekawego wyjaśniły sie w jednej rozmowie to sie załamałam XDD
Kolejna książka o miłości i rozterkach tak pomyślał jak zaczęłam czytać tą historię. No to się pomyliłam. Wątek akcji/kryminalny który wplotła w to autorka był genialny. Od połowy książki tylko czekałam aż się wszystko wyjaśni. Książka opowiada o nieprawdopodobnie sile charakteru. Jednak konkluzja moja jest taka bez ludzi wierzący w nas nie ma szczęśliwych osób.
Co to za końcówka 💀 już miałam oceniać na 3⭐️ ale jak tylko przeczytałam, że oni się już widzieli w dzieciństwie… cringe. Nienawidzę takich momentów XD Poza tym, czemu cały czas myślałam, że to będzie książka fantasy? Czekałam na jakieś wilkołaki, a tu dupa. (Also czemu imie Crystal kojarzy mi sie ze striptizerką? Byłam w stanie skupić się tylko na tej myśli za każdym razem gdy czytałam imię głównej bohaterki 🤣)
W każdym razie śmiało możecie skipnąć tę książkę. Nie ma w niej nic odkrywczego.
naprawdę mi się to podobało, ten klimat… a dodatkowo łyżwiarstwo figurowe. kocham miłuje proszę więcej takich książek. pod koniec zabrakło mi większej konfrontacji ale ten plot twist🤝 choć uważam, że trochę za szybko się wszystko na końcu potoczyło i mogło być to bardziej rozciągnięte w czasie
Moje serce całkowicie się rozpłynęło z dwóch powodów: wątku łyżwiarstwa figurowego i Hardina. To było naprawdę pozytywne zaskoczenie. Delikatne obniżenie oceny wynika z tego, że pod sam koniec dzieje się zbyt dużo — ten nagły napływ informacji aż sprawia, że można się trochę przegrzac.
pióro Niny miałam okazję poznać przy okazji czytania jakiś czas temu "Dziedzica złamanych dusz" już wtedy coś mnie w nim urzekło, lecz urzekło mnie też coś jeszcze w samej historii i to jak autorka świetnie kreuje zarówno bohaterów jak i fabułe oraz idealnie wpasowuje się w kategorię 16+. kompletnie nie czuć tego faktu, że jest ona skierowana już do trochę młodszych czytelników, a takie same wrażenie odniosłam też ostatnio gdy przeczytałam "Avalanche Academy" choć osobiście raczej wybieram historię z kategorii 18+.
styl pisania Niny ma w sobie coś wyjątkowego, jest jednocześnie lekki, ale też na swój sposób też niesamowicie wciągający i poruszający, a na dodatek też tak przyjemny, że przez tę książkę po prostu się płynie! po raz kolejny autorka pokazała, że potrafi zafundować czytelnikowi niezły rollercoaster emocji podczas czytania, nie raz go zaskoczyć i wprowadzić dodatkowy wątek, żeby jeszcze urozmaicić i tak już fajną akcje! ta historia ma też świetny klimat! zima, góry, strasząca swoją potęgą pewna akademia, to idealna pozycja na te już coraz dłuższe wieczory i dla każdego kto tęskni za zimą!
kreacja bohaterów też mi się bardzo spodobała, zarówno Hardin jak i Crystal mieli w sobie coś przez co po prostu nie dało się ich nie polubić. choć ich relacja była momentami burzliwa, mieli wiele super momentów, o których czytałam rozpływając się nad literkami na papierze i chciałam czytać o nich bez końca! nie mogę nie wspomnieć też o tym, że Crystal jest łyżwiarką figurową i faktycznie poczytamy trochę o zawodach czy treningach, a nie tylko o jakiś wzmiankach o tym sporcie jak to w wielu ksiązkach bywa, co jest też zdecydowanie na plus!
„Avalanche Academy” to moje drugie spotkanie z twórczością Niny Słowik. Czytałam jej debiut, w którym się absolutnie zakochałam, dlatego, gdy zobaczyłam na wattpadzie „Avalanche Academy”, miałam ogromną nadzieję, że ta książka również doczeka się papierowego wydania. Już sam opis bardzo mnie zaintrygował, a klimat, który można było wyczuć nawet z samej okładki, tylko upewnił mnie, że to będzie coś wyjątkowego. Miałam przeczucie, że ta historia skradnie moje serce tak jak „Dziedzic złamanych dusz” albo nawet i bardziej.
Historia opowiada o Crystal Harlow, dziewczynie, która od najmłodszych lat wiedziała, że chce zostać łyżwiarką figurową tak jak jej idolka. Treningi zajmują większość jej dzieciństwa i okres dorastania, a pasja, która początkowo dawała jej radość, z czasem staje się ucieczką, ucieczką od rzeczywistości i jedynym ukojeniem od bólu, którego doświadczyła w zdecydowanie zbyt młodym wieku. Crystal ma niezwykle silny charakter i konsekwentnie dąży do spełnienia swoich marzeń, nawet gdy los nieustannie rzuca jej kłody pod nogi. Ma ogromne ambicje. Choć ma w sobie determinację dorosłej kobiet, wciąż potrafi być zwyczajną, zagubioną nastolatką. To właśnie jej siła, ale też delikatność mnie urzekła najmocniej. Jest uparta i twarda. Nie poddaje się pod presją krytyki ani nie pozwala, by słowa rówieśników czy nawet surowe uwagi trenerki ją złamały. Nie daje nikomu odebrać sobie tego, kim naprawdę jest, nawet wtedy, gdy sama zaczyna w to wątpić.
Poznajemy również Hardina Ashforda, czyli szkolnego buntownika, wroga brata Crystal oraz kapitana drużyny hokejowej. Drogi Crystal i Hardina nieustannie się krzyżują, głównie dlatego, że mieszkają naprzeciwko siebie w internacie. Dziewczyna stara się trzymać od niego z daleka, by uniknąć krzywdy, bo doskonale wie, że kiedyś zranił jej brata. Mimo jej prób, od samego początku czuć między nimi iskrzenie, choć żadne z nich nie chcę się do tego przyznać. Los nieustannie splata ich ścieżki, a Hardin, z typową dla siebie pewnością, nie przestaje flirtować i zaczepiać Crystal, jakby jego jedynym celem było coraz bardziej się do niej zbliżyć.
Ich relacja rozwija się dość szybko, choć jak na jednotomówkę uważam, że tempo jest całkiem dobrze wyważone. Dla mnie osobiście tempo było idealne, wystarczająco intensywne, by poczuć chemię między bohaterami, a jednocześnie na tyle naturalne, że nic nie było wymuszone. Być może nie każdemu przypadnie to do gustu, ponieważ dość szybko zaczęli się „akceptować”, jednak według mnie tempo pasowało do ich charakterów i do emocji, jakie towarzyszyły całej historii. Uwielbiam ich drobne przekomarzanki, które idealnie równoważą napięcie emocjonalne między nimi. Podobało mi się, że Crystal długo walczyła ze swoimi uczuciami, aż w pewnym momencie zaczęła ignorować wszystkie znaki ostrzegawcze, które krzyczały: Nie, nie rób tego! Ich relacja była pełna napięcia, chwilami się zbliżali, po czym znowu odpychali. Właśnie to sprawiło, że tak bardzo chciało mi się śledzić ich losy i kibicować im do samego końca. Podobały mi się też wszystkie drobne gesty Hardina i jego sposoby, na poprawienie Crystal humoru, czy to przyniesienie jej ulubionego soku, czy drobny żart w odpowiednim momencie. Hardin pod twardą, buntowniczą fasadą, skrywał niesamowicie ciepłego i troskliwego chłopaka, dla którego całkowicie przepadłam.
Akcja książki to coś, z czym rzadko spotykam się w literaturze młodzieżowej: połączenie kryminału i thrillera z dodatkiem romansu. Nie sądziłam, że właśnie tego mi potrzeba, a jednak okazało się, że to dokładnie ten brakujący element, którego szukałam. Romans, choć cudowny, szczery, słodki i naprawdę chwytający za serce, to według mnie nie wysuwał się na pierwszy plan. Jest jak najbardziej wyjątkowy i niezapomniany, ale to łyżwiarstwo i zaginięcie uczennicy Akademii wyszło na pierwszy plan. Tajemnice związane z tą sprawą zostały świetnie przemyślane i opisane w sposób, który stale trzymał czytelnika w napięciu. Momentami musiałam się wręcz powstrzymywać, żeby nie przewinąć stron i nie zaspoilerować sobie zakończenia, bo tak bardzo chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej.
Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o tym, że autorka mistrzowsko poradziła sobie z napisaniem wątku łyżwiarstwa figurowego. Czuć, że to nie tylko tło fabularne, ale prawdziwa pasja, która napędza Crystal. Widać, że autorka albo sama jest w jakiś sposób związana z tym sportem, albo poświęciła mnóstwo czasu na research. Dzięki temu wszystko wydaje się autentyczne i żywe, od treningów po emocje na pierwszych zawodach aż po codzienne zmagania bohaterki.
Nie można zaprzeczyć, że zasób słownictwa autorki jest bardzo bogaty, korzysta ze słów, z którymi na co dzień rzadko się spotykam, co dodaje tekstowi charakteru. Mimo to całość pozostaje niezwykle przejrzysta, zrozumiała i przyjemna w odbiorze, jakby opowieść sama prowadziła mnie za rękę. Książka była pełna cytatów, które zapadły mi w pamięć i z pewnością będę do nich wracać. Nina mistrzowsko opisywała emocje i otoczenie. Każde uczucie, każdy detal miał w sobie coś niezwykle autentycznego. I nie żartuję, gdy mówię, że nawet najpiękniejsze zdjęcia z Pinteresta nie są w stanie odwzorować tego, co Nina swoimi słowami wytworzyła w mojej głowie. Właśnie za to ją uwielbiam, dzięki niej moja wyobraźnia ma pełne pole do popisu, a ja mogę poznawać całkowicie nowe miejsca.
Warto też dodać, że w opisie książki Hardin jest opisany jako kapitan szkolnej drużyny hokejowej, co jest prawdą jednak to nie powód, by nastawiać się na typową hokejówkę, bo ta książka nią nie jest. Hokej był może wspomniany cztery razy, odbył się jeden mecz, i to wszystko. Również dodam, że jeśli szukacie czegoś, co skupia się wyłącznie na romantycznej relacji bohaterów, to możecie się nieco zdziwić, gdyż historia skupia się na tajemnicach akademii i łyżwiarstwie. Warto mieć to na uwadze, zanim sięgniecie po tę historię.
Podsumowując, nie ma tu zbędnych opisów codzienności, to zupełnie nie jest ten typ historii. „Avalanche Academy” to przyjemna lektura na chłodne dni, która stale trzyma w napięciu, okropnie mnie wzruszyła i ani przez chwilę nie nudzi! Ta historia to coś co was porwie w przygodę i do samego końca będzie trzymać w szczelnym uścisku, aż w końcu skończycie książkę, odetchniecie i prawdopodobnie tak jak ja będziecie chcieli więcej. To historia, która zostawia po sobie ciepło (mimo mrożącego klimatu), wzruszenie i lekki żal, że to już koniec.
Jak wyobrażam sobie proces powstawania tej książki? Do maszyny losującej wrzucamy wszystkie znane motywy dla romansów. Uwalniamy maszynę losującą. UPS. Wylosowało się za dużo. Dobra, jakoś to ogram. Dorzucę szkołę, kryminał, sport, romans, jakiś problem społeczny, zagadkę i voilà! Wyszło wszystko i nic. A jeżeli chodzi o relację romantyczną głównych bohaterów to prędzej uwierzę w przyjaźń Tuska i Kaczyńskiego niż w to.
"Rodzimy się sami i odchodzimy z tego świata również w pojedynkę. Nasze życie wypełniają ludzie, których kochamy, ale najwięcej czasu spędzamy sami ze sobą. Miłość do siebie samego jest równie ważna jak miłość do drugiego człowieka. I kiedy kocha się samego siebie, to w momencie, gdy dogoni nas samotność, a dopada ona w którymś momencie każdego, nie będzie już taka czarna, jak ją malują"
Avalanche Academy. Wyjątkowa szkoła. Nie każdy może się tam dostać. To szkoła decyduje, kto dostąpi zaszczytu żeby do niej uczęszczać, a otrzymują go tylko i wyłącznie najlepsi. Tylko, czy ta szkoła naprawdę jest idealna? A może ma swoje mroczne tajemnice?
Crystal to dziewczyna, której nieobca jest strata. Obecnie jej życie ogranicza się do łyżwiarstwa. Dlatego wybiera Avalanche Academy, bo to właśnie ta akademia ma szansę zagwarantować jej sukces w tym świecie. Tylko czy da radę? Nauka tutaj wcale nie jest łatwa, wymaga bardzo dużo siły i samozaparcia. Nie da się ukryć, że bohaterka ani razu się nie poddaje, mimo, że im bliżej zawodów tym jest coraz ciężej. Dodajmy do tego jeszcze pewnie niepokojące zjawiska. O co tutaj chodzi? Jakby tego było mało to od pierwszego dnia ktoś chce się do niej zbliżyć. Hardin kapitan hokeja, ale tutaj hokej zdecydowanie nie dominuje, bo został bardziej przedstawiony jako hobby, a nie cel w życiu. Dziewczyna chce się trzymać od niego z daleka, bo po pierwsze priorytetem jest dla niej łyżwiarstwo, a po drugie niegdyś najlepszy przyjaciel jej brata a teraz? Jego największy wróg. Tylko dlaczego? Oj Hardin, Hardin. To chyba mój kolejny książkowy mąż, naprawdę. Wręcz idealny chłopak. No jak to go nie polubić? Od początku jego nastawienie wobec bohaterki jest dosyć specyficzne i nawet tajemnicze. Robi wszystko, żeby być blisko niej. Jest zawsze wtedy, kiedy ona potrzebuje pomocy. Zawsze wie, czego ona potrzebuje. Z wielką chęcią byłby na każde jej zawołanie, gdyby tylko tego chciała. Crystal utknęła sama w barze podczas śnieżycy? On rusza z pomocą. To on podnosi ją na duchu, kiedy treningi są strasznie wyczerpujące psychicznie dla niej. Dziewczyna jest chora? Zauważa, że się podczas treningu zraniła? Crystal ma ochotę na sok pomarańczowy? Hardin wszystko załatwi. Uwielbiam go, zwłaszcza, że jest to dosyć tajemnicza postać, bo coś ukrywa, ale co?
"Nie zmniejszę ciężaru, który dźwigasz, mogę ci jednak obiecać, że zawsze będę obok, by cię złapać, zanim upadniesz"
Wątek romantyczny bardzo mi się to podobał. Został on w bardzo delikatny i subtelny sposób przedstawiony. Nic nie dzieje się szybko. Hardin stara się zdobyć zaufanie Crystal. Widać, że chłopak wręcz świata poza nią nie widzi i nie ukrywam, że zachowanie bohaterki w pewnych momentach już mnie irytowało. Bo rozumiem, że chciała trzymać się od niego z daleka ze względu na brata, ale te ciągłe unikanie, proszenie o pomoc każdego tylko nie jego, mimo, że ostatecznie i tak zawsze tylko on jej pomaga było dosyć irytujące. No ile razy można go odpychać? To on potrafi podnieść ją na duchu, to on potrafi ją zmusić do tego żeby się nie poddawała. Zawsze, tylko on.
Mogę powiedzieć, że jest to jedna z niewielu książek, gdzie motyw dark akademii został wręcz idealnie przedstawiony. Czytając czuło się tę mroczną atmosferę. Atmosferę niepokoju i niepewności. Strachu wiszącego w powietrzu. Cały te otoczenie wywołuje takie wrażenie. Akademia na odludziu, mroźna, śnieżna pogoda. Wręcz idealny klimat. Tu nie wiadomo czego się spodziewać, a przede wszystkim nie wiadomo kto, a może co jest zagrożeniem. Do tego sama oprawa książki wręcz idealna do treści.
Akademia skrywa tajemnice, tylko czy wyjdą one na jaw? I jeszcze zbliżającej się zawody. Jak Crystal sobie poradzi?
To bardzo ciekawa, przyjemna lektura, która bardzo mi się podobała. Łyżwiarstwo zostało tu naprawdę w bardzo wyczerpujący i szczegółowy sposób wyjaśnione. Nie ukrywam, że na ten temat zupełnie nic nie wiem, a tutaj było wszystko w pełni zrozumiały sposób przedstawione, do tego umieszczony na początku słowniczek z wykazem pojęć, figur charakterystycznych dla tego sportu zdecydowanie bardzo pomógł. Zakończenie bardzo mi się podobało, choć mam wrażenie, że za bardzo cała akcja pod koniec przyspieszyła. A epilog? Uwielbiam!. To książka, to nie tylko romans, bo porusza kwestie cierpienia, straty i radzeniem sobie z nią, ale również psychicznej przemocy. Bardzo polecam, miłego!
„Nie każda zmiana przychodzi z hukiem. Życie spłata po cichu nitki, których sami nigdy byśmy ze sobą nie połączyli. Nazywamy to przypadkiem, a tak naprawdę mamy do czynienia z czymś, co było nam z góry przeznaczone.”
Na lodzie, gdzie każdy krok może zakończyć się upadkiem, rodzi się prawdziwa siła — ta, która nie błyszczy w świetle reflektorów, lecz dojrzewa w ciszy, między pasją a bólem.
Avalanche Academy to elitarna szkoła, w której miejsce znajduje tylko garstka wybranych. Ukryta w sercu Gór Skalistych, przyciąga młode talenty obietnicą sukcesu, ale za jej murami kryje się znacznie więcej niż sportowa rywalizacja. Dla Crystal Harlow to spełnienie dziecięcego marzenia – w końcu może trenować tam, gdzie rodzą się legendy łyżwiarstwa.
Szybko jednak przekonuje się, że perfekcja ma swoją cenę. Akademia tętni napięciem, ambicją i tajemnicami, które potrafią przytłoczyć nawet najbardziej zdeterminowanych. Każdy tu walczy nie tylko o medale, lecz także o przetrwanie w świecie, gdzie lojalność i zaufanie bywają kruche jak lód, po którym stąpa.
Crystal Harlow to dziewczyna, której życie naznaczone jest stratą, ale też ogromną determinacją. Od dziecka marzyła o tym, by zostać łyżwiarką figurową, a jej pasja szybko przerodziła się w siłę napędową, pozwalającą jej przetrwać nawet najtrudniejsze chwile. Po śmierci siostry postanowiła poświęcić wszystko, by osiągnąć sukces i pomóc rodzinie stanąć na nogi. W Avalanche Academy Crystal walczy nie tylko o medale, lecz także o siebie – o to, by nie zagubić serca w świecie, w którym liczy się perfekcja. Jest ambitna, lojalna i nieustępliwa, ale pod tą siłą kryje się wrażliwość, której stara się nie okazywać.
To bohaterka, która nie ucieka od bólu – zamienia go w motywację. Upada, wstaje i idzie dalej, wierząc, że prawdziwa wartość człowieka nie tkwi w zwycięstwach, lecz w odwadze, by mimo wszystko próbować jeszcze raz.
Hardin Ashford to postać, której nie sposób zignorować. Tajemniczy, pewny siebie, a jednocześnie pełen sprzeczności – potrafi irytować, ale też fascynować od pierwszych stron. Z pozoru typowy buntownik i kapitan drużyny hokejowej, w rzeczywistości skrywa coś znacznie głębszego niż chłód i arogancję, które tak chętnie pokazuje światu. Choć jego relacja z bratem Crystal jest napięta, wobec niej sam zachowuje się inaczej. Zaskakuje czułością, troską i lojalnością, której nikt się po nim nie spodziewa. To właśnie w tych drobnych gestach, spojrzeniach i chwilach milczenia widać, że za jego maską kryje się ktoś, kto potrafi kochać – tylko boi się przyznać, jak bardzo.
Hardin to bohater, który przyciąga nie idealnością, lecz autentycznością. Zmaga się z własnymi demonami, ale mimo błędów wciąż próbuje być kimś lepszym – dla Crystal, i może w końcu także dla siebie.
„Avalanche Academy” to historia, która wciągnęła mnie całkowicie — od pierwszego rozdziału aż po ostatnie zdanie. Czułam zimno bijące od lodowiska, szum wiatru między górskimi szczytami i napięcie, które unosiło się nad Akademią niczym mgła. Ta książka jest pełna emocji, rywalizacji i sekretów, a mimo mroźnej scenerii — zostawia w sercu ciepło.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak dopracowany research zrobiła autorka. Opisy łyżwiarstwa i treningów były tak realistyczne, że miałam wrażenie, iż naprawdę stoję tuż przy tafli lodu, słysząc dźwięk ostrzy. Widać, że Nina Słowik włożyła w tę historię serce i pasję, dzięki czemu każda scena tętni autentycznością.
Jej styl pisania zachwyca — bogaty, a jednocześnie lekki i przystępny. Słowa płyną naturalnie, tworząc obrazy, które zostają w głowie jeszcze długo po zakończeniu lektury. To opowieść o walce, marzeniach i o tym, że nawet wśród lodu można odnaleźć blask. Dla mnie to książka, która nie tylko porusza, ale też inspiruje — i już wiem, że do Avalanche Academy wrócę jeszcze nie raz.
Motywy to: Dark Academy, enemies to lovers, slow burn, elitarna szkoła, łyżwiarstwo figurowe, hokej, wątek kryminalny, przemoc psychiczna, strata bliskiej osoby.
⛸️ Nie mogłam się doczekać, aż zacznę czytać tę książk��, ponieważ jak wiecie (albo i nie haha) miałam możliwość wspierać medialnie debiut Niny, czyli „Dziedzic złamanych dusz”. Pokochałam tę książkę całym sercem i byłam ciekawa jak mi się spodoba następna historia Niny. Nie ukrywam, że miałam duże oczekiwania. I jak przypuszczałam - nie zawiodłam się! Jeju, jak ja uwielbiam Avalanche Academy. Już od pierwszych stron wiedziałam, że to będzie kolejna książka Niny, którą pokocham. Zauważyłam również, że styl pisania autorki się zmienił (oczywiście na lepsze) co też jest dużym plusem. Na samym początku książki mamy dokładnie wytłumaczone kwestie związane z łyżwiarstwem figurowym, typu: różne skoki, figury. Świadczy to tylko o dobrze zrobionym research’u i dopracowaniu książki na ostatni guzik.
💙Poznajemy tutaj Crystal Harlow, która dostaje się do akademii, mającej pomóc jej w spełnieniu marzenia - zostania profesjonalną łyżwiarką figurową. Już na początku czuć tajemniczy klimat akademii, widać, że będzie ciekawie. Crystal to bohaterka, którą bardzo podziwiam. Niestety w domu jej się nie przelewało, przez co jeszcze bardziej chciała zostać sławną łyżwiarką, by pomóc rodzinie finansowo. Dziewczyna jest naprawdę zawzięta i stara się jak tylko może, by się rozwijać. Niestety nie pomaga jej w tym surowa nauczycielka, która ciągle demotywuje i emanuje negatywną energią. Mimo to Crystal robi swoje. Pomaga jej w tym również niejaki Hardin Ashford…KOCHAM TEGO BOHATERA🛐
🏒Hardin jest kapitanem drużyny hokejowej, co raczej jest tylko dodatkiem do tej historii, bo nie jest to przewodni motyw. Crystal już na początku nauki w Avalanche ma przyjemność poznać Hardina. Dziewczyna wystraszyła się czegoś na korytarzu, gdzie znajdują się pokoje uczniów, a tylko drzwi do JEGO pokoju były uchylone, więc postanawia wejść. I tak zaczyna się cała przygoda. Hardin na początku nie skradł mojego serca, wręcz myślałam, że będzie mnie cały czas denerwował. Jednak grubo się myliłam. Mamy tutaj też wątek wrogów, a mianowicie brat Crystal i Hardin za sobą nie przepadają, a dlaczego? Tego dowiecie się czytając to cudo. Wracając do Hardina… powoli sprawiał, że zaczynałam go coraz bardziej lubić, przez drugą połowę książki miałam ochotę cały czas piszczeć. Pojawiał się oczywiście tam, gdzie Crystal i bardzo się nią opiekował w tych momentach. To właśnie on motywował dziewczynę do jazdy na łyżwach. Byłam oczarowana jego charakterem. Jest to świetny kandydat na książkowego męża. Jestem przekonana, że również i Was oczaruje.
💙Jednak musi być coś, co sprawiało, że miałam gęsią skórkę… Avalanche Academy to z pozoru normalna szkoła, jednak jest to miejsce przepełnione tajemnicami i sekretami, które z czasem zaczynają wychodzić na jaw. W pewnych momentach miałam ciary i bałam się czytać dalej. Nina świetnie poprowadziła fabułę, ta tajemniczość sprawiała, że nie mogłam oderwać się od tej książki. (Poza tym muszę tak tylko napomknąć o tym, że w najważniejszych momentach dla Crystal, towarzyszyła jej piosenka Voila - Barbary Pravi, która kojarzy mi się z super czasem, a mianowicie z Eurowizją, bo właśnie stąd się wywodzi. Wzbudziło to u mnie pozytywne emocje hihi!)
𝐂𝐙𝐘 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌? BARDZO! Pokochałam tę książkę całym sercem, twórczość Niny to dla mnie coś niesamowitego. Jest to jednotomówka, która naprawdę idealnie nada się na grudzień. A więc… na co czekacie? Lećcie i zamawiajcie!!! 😇💙
Sięgając po Avalanche Academy liczyłam na ciekawy romans w zimowej scenerii, a dostałam historię, która dosłownie wchłonęła mnie już od pierwszych stron. Każda emocja, którą przeżywali bohaterowie, odbijała się we mnie z podwójną siłą. Zamknęłam ostatnią stronę i miałam wrażenie, że naprawdę zostawiłam tam część siebie. Crystal stała się dla mnie bohaterką, z którą mogłam się utożsamić bardziej, niż się spodziewałam. Jej wrażliwość, ambicja i skrywana determinacja sprawiały, że kibicowałam jej od każdej pierwszej sceny. To dziewczyna po przejściach, ale nie buduje się na niej dramat za dramatem. Czuje się jej siłę, ale też nieustanny lęk, uczucie, że każda najmniejsza rysa może ją złamać. Jej stosunek do jazdy figurowej to jak lodowisko jest dla niej jednocześnie początkiem bólu i jedynym miejscem, w którym potrafi oddychać absolutnie mnie zachwycił. Z każdym opisem treningu, z każdym dźwiękiem ostrzy na tafli miałam wrażenie, że stoję tuż obok niej. Hardin natomiast to jeden z tych bohaterów, wobec których nie da się pozostać obojętnym. Początkowo drażnił mnie jego chłód i twarda skorupa, ale szybko odkryłam, że to tylko maska, którą nosi, aby nikt nie zobaczył, jak bardzo boi się stracić kontrolę. W jego zachowaniu czuć walkę z samym sobą, czuć potrzebę bycia kimś lepszym, choć wciąż ucieka przed uczuciami. Uwielbiam takich bohaterów, którzy jednocześnie irytują i przyciągają, którzy potrafią jedną sceną złamać serce, a drugą je poskładać. Hardin jest właśnie taki. Im bardziej poznawałam jego historię, tym trudniej było mi odłożyć książkę. Ich relacja rozwija się powoli, ale każde spojrzenie i każde niewypowiedziane słowo ma tu ogromną wagę. To slow burn, który naprawdę pali. Chemia między nimi jest intensywna, ale autorka zadbała o to, aby była prawdziwa, zbudowana na zaufaniu, lęku, błędach i wzajemnym przyciąganiu. Atmosfera Avalanche Academy także zasługuje na ogromne wyróżnienie. Szkoła jest jak osobna postać. Elitarna, surowa, otoczona tajemnicą. Czułam mróz bijący od lodowiska, szum wiatru między górskimi szczytami i napięcie, które unosi się nad każdym treningiem. Z jednej strony to miejsce pełne prestiżu i ambicji, a z drugiej duszne, zimne, pełne sekretów, które potrafią połknąć człowieka. Ten klimat wciąga i trzyma do samego końca. Poruszył mnie także wątek straty i radzenia sobie z bólem, który został poprowadzony z ogromną delikatnością. Nic nie jest tu przesadzone ani sztuczne. Emocje są prawdziwe i bardzo ludzkie. Avalanche Academy to dla mnie opowieść o odwadze, o próbie odnalezienia siebie w miejscu, które potrafi przytłoczyć. O tym, że nawet wśród lodu i bólu można odnaleźć ciepło, pasję i kogoś, kto pokaże, że warto walczyć o własne marzenia. To książka pełna emocji, napięcia, sekretów i cudownych dialogów, które zostają w głowie na długo. Zamknęłam książkę i poczułam, że czegoś mi brakuje, jakby historia dobiegła końca zbyt szybko. To dla mnie znak, że była naprawdę wyjątkowa. Jestem pewna, że jeszcze kiedyś wrócę do Avalanche Academy, bo to ten typ opowieści, która zostawia ślad i którą chce się przeżyć ponownie, nawet jeśli już zna się zakończenie. Dla mnie to perełka. Cudowna, mroźna, emocjonalna, idealna na każdą porę roku. I z całego serca polecam ją każdemu, kto kocha powieści pełne napięcia, sportowego ducha.
Ukryta wysoko w Górach Skalistych Avalanche Academy to miejsce, o którym krążą legendy. Elitarna szkoła, gdzie tylko najlepsi mają prawo przekroczyć próg, ale nie każdy potrafi przetrwać jej zasady. Crystal Harlow, utalentowana łyżwiarka figurowa, trafia do świata, w którym pasja splata się z bólem, a sukces ma swoją cenę. Gdy poznaje Hardina, chłopaka o niepokojącej aurze i tajemnicy w oczach, wszystko zaczyna się zmieniać. Między nimi rodzi się więź tak silna, że potrafi stopić nawet najtwardszy lód. To historia o ambicji, miłości i o tym, że czasem, by naprawdę się odnaleźć, trzeba najpierw zgubić samą siebie.
Nie jest to moja pierwsza styczność z piórem Niny Słowik. Lubię jej styl, który jest płynny i naturalny, dzięki czemu czytanie staje się przyjemnością, a strony przewracają się same, jakby chciały szybciej doprowadzić mnie do kolejnego rozdziału i kolejnego „wow”. Autorka potrafi tworzyć emocje w prosty, ale bardzo sugestywny sposób. Tym razem również nie zawiodła. Fabuła jest dobrze poprowadzona i wciąga od pierwszych stron. Czuć, że każda scena ma swoje miejsce i znaczenie.
Historię Crystal i Hardina pokochałam już na Wattpadzie, natomiast w wersji papierowej… zakochałam się po raz drugi.To, co w internecie było poruszające, tutaj staje się dojrzalsze i jeszcze bardziej emocjonalne. Widać, że autorka włożyła dużo serca w rozwój bohaterów. Crystal i Hardin mają swoje słabości, popełniają błędy, ale właśnie dzięki temu wydają się tak prawdziwi.
Na szczególne uznanie zasługuje klimat książki. Jest mroczny i niepokojący, ale przy tym niesamowicie wciągający. Avalanche Academy to miejsce, które czuje się wszystkimi zmysłami — chłód, napięcie, rywalizację. Podobało mi się, jak autorka umiejętnie łączy wątki sportowe z emocjonalnymi, tworząc historię, w której nie ma przesady, za to jest autentyczność i równowaga.
Jeśli miałabym wskazać jeden minus, to momentami akcja mogłaby być odrobinę szybsza. Niektóre opisy spowalniały tempo, choć jednocześnie budowały klimat. To jednak drobiazg, który nie wpływa na ogólne wrażenie. Dla mnie „Avalanche Academy” to jedna z najlepszych opowieści tego roku. ⠀ Książki Niny Słowik to dla mnie zawsze gwarancja emocji i dobrze spędzonego czasu. Mają w sobie coś domowego, jakby się wracało do miejsca, w którym można po prostu być sobą. Przeczytam każdą z nich z zapartym tchem, bo wiem, że każda niesie ze sobą coś prawdziwego i wyjątkowego. ⠀ Dla kogo jest ta książka? Dla wszystkich, którzy lubią emocjonalne, intensywne historie o miłości, pasji i walce o siebie. Dla fanów akademii, rywalizacji i skrywanych sekretów. Dla tych, którzy chcą poczuć, że książka potrafi złamać serce, by potem poskładać je na nowo — jeszcze piękniejsze niż wcześniej. ⠀ Ocena: ∞/5 ⭐