Fantastyczna.
Nie mogę kolejny raz nie podkreślić, jak wybitnie pisze Lebiediew, który bezapelacyjnie pozostanie w gronie moich ulubionych autorów. Jego operowanie słowem oraz łączenie wątków i skrawków historii robi coś ze mną jako czytelniczką i trafia bezbłędnie, po prostu w punkt.
Wzięłam się za jego najnowszą powieść, żeby zacząć dobrze ten rok, a planowałam przeczytać "Białą Panią" jak tylko dowiedziałam się, o czym jest, a nie tylko ze względu na to, że to kolejny Lebiediew, a chcę przeczytać wszystko jego pióra.
5 dni we wschodniej Ukrainie w 2014 roku, w górniczym miasteczku, gdzie jak dziura w brzuchu historii zieje szyb kopalniany owiany makabryczną sławą. Na jego dnie spoczywają ciała Żydów zamordowanych przez Niemc��w podczas 2. Wojny Światowej, a także ofiar Sowietów z czasów przedwojennych. Wokół tego szybu rozwija się akcja z perspektywy 4 bohaterów.
Sploty historii, refleksja nad sensem wojny i agresji człowieka to motywy znane, ale tutaj opisane w sposób mistrzowski. To, jak wydarzenia z przeszłości napędzają teraźniejszość, jak wymazywanie tragedii i próby skazania na zapomnienie odbijają się echem w historii, która raz za razem się powtarza. Długo będę myśleć o tym, co przeczytałam i analizować treść "Białej Pani", która skłoniła mnie również do uważniejszego przyglądnięcia się historii Ukrainy.
"Nasza nadnaturalność polega na tym, że jest nas zbyt wielu, i jesteśmy tutaj, obok was, skamieniali, złączeni w jedną masę, która nie ma swojej odrębnej nazwy(...)."
"Jesteśmy niewyrażalnym w języku lękiem europejskiej podświadomości. Jego najgłębszą piwnicą, gdzie, jak w leprozorium, zamknięta jest nieuleczalna przeszłość ".