Jump to ratings and reviews
Rate this book

Księga umarłych

Rate this book
Przewrotna opowieść o losach rodziny opisanej poprzez przydarzające się w niej śmierci. Awans społeczny i klasowość, śmierć i przemijanie, starość, a także społeczne role kobiet, naszych matek i babek, pozwalają wejrzeć w intymny mikrokosmos różnorodnych doświadczeń i relacji, jakie kształtują życie głównej bohaterki i jej bliskich.

312 pages, Paperback

First published October 15, 2025

Loading...
Loading...

About the author

Joanna Mizielińska

9 books3 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
8 (29%)
4 stars
11 (40%)
3 stars
7 (25%)
2 stars
1 (3%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 7 of 7 reviews
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,471 followers
November 10, 2025
Lepienie pierogów. Taki miał pomysł na drugą randkę. Zgodziłem się nie dla pierogów. Przywitał mnie w fartuchu, umazany mąką. Okazało się, że naprawdę będziemy lepić. I nie, nie kilka sztuk. Dziesiątki. On był ze Śląska, a czas przedświąteczny. Nie szło mi. Kuchnia nigdy nie stała się dla mnie przyjaznym miejscem. Spod jego palców wychodziły piękne, niewielkie i zachęcające do jedzenia pierożki. Wszystkie podobne do siebie. Dla opisu moich wymyślono metaforę kurtyny milczenia. Wspólne gotowanie okazało się zaskakująco wciągające i, mimo garmażeryjnego przepychu, intymne.

To nie jest historia o śmierci. Przeciwnie. To historia o życiu w jego ekstatycznej fazie. A jednak przyszła mi do głowy podczas lektury książki Joanny Mizielińskiej, “Księga umarłych”. W jednej ze scen tej wspaniałej książki narratorka opowiada o tym, jak razem z ukochaną babcią - będąc osobą dorosłą - po raz ostatni lepiła pierogi. “Na pierwszą Wigilię po amputacji nogi”. Scena kuchenna nie jest tu sceną uniesień i intymności. Przeciwnie - opowiada o irytacji i złości. “Właściwie we wszystkim musiałam cię wyręczać. Powiedziałam, że robimy je ostatni raz, że to dla ciebie zbyt męczące. (...) Złościłam się na ciebie, ale bardziej się bałam, że coś ci się stanie, że zrzucisz garnek, w którym je gotowałaś, że zasłabniesz. Prosiłam, być ich już nie przygotowywała. Kupowałam gotowe. Ale te nie znajdowały uznania w twoich oczach”. Są w tym prostym opisie troska i miłość, ale też zmęczenie i irytacja. Podoba mi się prawdziwość tej sceny, choć zazwyczaj nie szukam w literaturze prawdy.

“Śmierć to moja obsesja, odkąd pamiętam”, pisze już na pierwszej stronie Joanna Mizielińska, socjolożka i kulturoznawczyni znana z wielu prac dotyczących sytuacji osób queerowych. Jej “Księga umarłych” to dziennik żałoby po ukochanej babci, która “przyrzekała wielokrotnie, że jak umrze, odezwie się do mnie”. Znaku jednak nie ma. “Jest tylko nic”, pisze autorka tej poruszającej książki. Poruszającej, bo pozwalającej sobie na sprzeczne czasem emocje, na nielinearność wspomnień, zapominanie, rozpacz i radość niemal w tym samym zdaniu.

“Twój gniew. Był wielki i niszczący. Nie chciałaś z nami rozmawiać, jedynie wydawałaś rozporządzenia. To czasem ogromnie bolało”, pisze Mizielińska i relacjonuje to, jak trudno jest czasem opiekować się starym człowiekiem. Jest w tym zrozumiała skarga, ale nie przykrywa ona refleksji, że cóż - inaczej wydarzyć się nie mogło.

Autorka - poza opisem codzienności ze starzejącą się i chorującą kobietą - zadaje pytania o to, czego dowiadujemy się, kiedy gdzieś blisko nas wydarza się śmierć. “Czy opowiadam o tobie czy o sobie? Co straciłam wraz z tobą? Poczucie ciągłości własnej biografii”, pisze Mizielińska. W innym miejscu dodaje: “Nigdy nie myślałam, że jestem szczęśliwa. Twoja śmierć uzmysłowiła mi, że byłam”.

“Księga…” to również pamiętnik, opowieść o dziewczynce, która spotyka śmierci i bardzo się ich boi. Dziewczynce kochanej przez babcię najsilniej, jak to możliwe. “Miałaś nas cztery, od każdej córki po dwie. Istniała jednak pomiędzy nami hierarchia. Naturalna, jak mi się zdawało. Ja byłam najstarsza i najbardziej kochana. Resztę, jak podkreślałaś, też kochałaś. Ale brzmiało to, jakby wymagało wytłumaczenia, podczas gdy miłość do mnie po prostu była. Rozumiałyśmy ją obie bez słów. To reszta czekała na wyjaśnienie”. Opowieść też o babci, która mimo chorób i trudności, długo nie traciła animuszu i uwielbiała swoją kobiecość, budząc przy tym spore obawy u bliskich (“Gdy mówiłaś, że mógłby być twoim synem, czuć było dumę w twoim głosie”). Dużo tu jest, w końcu to “księga”. Na szczęście Mizielińska nie przegaduje tej książki, dąży do skrótu, czasem może nawet nazbyt pospiesznego.

“Nie pamiętam, byś mi była kiedykolwiek matką”, pisze Mizielińska. Tu pojawia się kolejny element układanki “Księgi…”. Wielka (nie)obecna, która w Wigilię krzyczy do swoich córek: “wypier*** z mojego domu, pier**** lesbijki”. “Tak, wiem, byłaś chora, jesteś chora, będziesz chora”, pisze Mizielińska, która “emocjonalnie rzyga już tym argumentem”. Momenty złości, wściekłości i rozgoryczenia w tej książce znajdują świetnie opisane sceny. Queerowość tylko pozornie jest tu tłem, pojawia się początkowo nieufnie, by w końcu wybrzmieć z całą mocą. Zbliżam się do wieku, w którym to, że jest się kimś bywa mniej ważne, niż to, że bolą plecy. Ale czasem… Zdaje się, że rozumiem autorkę. A może nie?

Pisząc o śmierci Mizielińska napisała książka o życiu. Gratuluję i polecam Państwa lekturze.

***

Literatura żałobna. Nie jest to tylko polski wynalazek, ale czasem wyobrażam sobie, że właśnie w tej nowej literackiej dziedzinie stajemy się światowymi potentatami. “Najlepiej o śmierci piszą Polacy”, mówią członkowie kapituł prestiżowych nagród. W księgarniach ustawiane są regały “dying in Polish”, a czytelnicy śledzą z zapartym tchem losy bliskich polskich pisarzy i pisarek. Czy komuś ktoś nie umarł i czy nie siada on już do klawiatury? Czekamy na kolejne arcydzieło.

Choć to ironiczna wizja, jest w niej uznanie dla wszystkich, którzy potrafią otworzyć się na pisanie na przecięciu życia i śmierci, na opis samych siebie i pytania zadawane sobie. Opis, z którym później jeździ się po spotkaniach autorskich. Prowadząca z trudem zadaje te dziesięć przepisowych pytań, a potem publiczność taktownie nie dodaje ani jednego.

Nie bójcie się “Księgi umarłych”. Przeczytajcie i dajcie znać, jakie wspomnienie w Was przywołała.
Profile Image for Elwira Księgarka na regale .
265 reviews144 followers
October 24, 2025
Gdy brałam do rąk „Księgę umarłych”, by dać się pochłonąć kolejnemu literackiemu zachwytowi, nie spodziewałam się, że oto trzymam książkę, która ze śmierci uczyni największy dowód miłości. Joanna Mizielińska od dziecka nie stroniła od tego zagadnienia. Umierała w wyobraźni wielokrotnie i na wiele sposobów. Czy zatem „Księga umarłych” jest kroniką pełną strachu czy czułości?

Autorka w bezpretensjonalny sposób pokazuje, że czyjaś śmierć jest potrzebna, by móc napisać o czyimś życiu. Udowadnia, że mimo tego, że znamy koniec każdej historii, tym końcem jest śmierć, to nie umniejsza wartości każdej życiowej opowieści. Choć tyle napisano o śmierci, to dawno nie napisano o niej tak czule, jak czyni to Mizielińska. Odnajdziecie tutaj powidoki pisania Marcina Wichy czy Ingi Iwasiów i ich przełomowych książek o żegnaniu się z kimś bliskim w „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” oraz „Umarł mi”. Autorka „Księgi umarłych” nie żegna się jednak z jedną osobą. Opowiada o swojej bliskiej relacji z babcią, która zastępowała jej chorą psychicznie matkę. Rozważając o śmierci, autorka jednak wybiega też poza świat ludzki i z równie wielką troską poświęca miejsce na odchodzenie zwierząt w swoim życiu.

Gdy po ludziach zostają tylko rzeczy, to i piętrzą się pytania o nie, bo nie ma kto na nie odpowiedzieć. Ale dzięki temu też powstają scenariusze w głowie, przypuszczenia, wspomnienia, którymi raczy nas wyobraźnia autorki. Opowiada też o tym, jak to jest być przy kimś bliskim, gdy ten coraz bardziej „nieobecnieje”. Książka ukazuje się w serii „Tu/teraz”, która przeplata fikcję z literaturą faktu. Mizielińska urzekła mnie odważnym obnażeniem swoich strat, by jednocześnie w niektórych fragmentach zmienić narrację trzecioosobową na pierwszoosobową celem oddania wyobrażonych głosów swojej babci, ojca czy matki.

To książka-pocieszycielka. Mimo wszystko. To książka przeciwko śmierci, celebrująca życie i relacje międzyludzkie oraz te ze zwierzętami, które towarzyszą czasem wierniej niż niejeden bliski. Bywa, że ta książka nie zawsze pociesza. Jest to w ostatecznym rozrachunku literatura funeralna, a ta bywa bolesna. Bywają chwile, że ta książka wrzeszczy brakiem. Ale Ci, co utracili, znajdą w niej pokrewieństwo doświadczeń oraz oddadzą się lirycznej uczcie.
Profile Image for Amelia Jędrzejczyk.
107 reviews
May 21, 2026
"Nie oczekiwałaś od życia zbyt wiele i może dlatego potrafiłaś je cenić w jego najbardziej zwyczajnych formach". I może my też powinniśmy zauważać jego słońce pomiędzy zwykłym niby szarym niebem?
Takim oto fragmentem pragnę rozpocząć opinię o tej elegii najważniejszych momentów przed naszą śmiercią a właściwie chcę napisać o czymś więcej o czymś czego nie mogę nazwać romantyzowaniem drobiazgów, które przynosi nam życie, bo lepszym wyborem będzie użycie wyrażenia kontemplacja życia. Bez koloryzacji rzeczywistości tylko ukazanie brudnych, nieczystych kadrów zakurzonych niczym z najwyższej półki w szafie, do której nie możemy dosięgnąć. Księga umarłych to klisze z wieloma postaciami, pokazujące małe i duże śmierci. Bo przecież codziennie umieramy po trochu. Umieramy, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli, umieramy z braku cierpliwości, umieramy z gorąca czy umieramy pod presją czasu. Codziennie mamy małe wspomnienia swoich porażek jak na pogrzebach tylko, że zamiast wspominać bliskich wspominamy nasze błędy i momenty ukorzenia się przed samym sobą. I ta książka ma w sobie coś z pogrzebów ale więcej z kontemplacji tych pozornie nic nie znaczących chwil. Nigdy bym nie pomyślała, że po tak na pozór ponurym tytule zostanę zalana łzami po opowieściach o fenomenalnej babci, o członkach rodziny i kotach. Gdyby tylko była taka możliwość poznać ich wszystkich osobiście... Bardziej ceniłabym rozmowę z babcią niż z gwiazdą popularności. Czułam się momentami jakbym cofnęła się niekiedy w czasie i oglądała zdjęcia z przed lat jeszcze czarnobiałe albo w sepii i słuchała tych wszystkich historii, bo kto nie pamięta rodzinnego oglądania i komentowania starych rodzinnych zdjęć? To przypomina wiele kadrów z tej opowieści. Białym krukiem w tej książce nie są najdroższe, najbardziej luksusowe towary jakości premium a najbardziej pozorne historie i osoby to one świadczą tutaj o bogactwie. Jednym słowem prostota jest w cenie kawioru w tych historiach. Księga umarłych to nie statystyczny spis ludności z danymi i powodami śmierci tylko to te 10 sekund przed śmiercią kiedy wszystkie wspomnienia pojawiają się najintensywniej w naszej pamięci. To też wiele razy wymienione zdanie "Gdybym miała czas i zdążyła to bym powiedziała/zrobiła jeszcze..." Dlatego zakończę tą opinię jednym fragmentem jakże prostym: "Człowiek jak ma relacje, to jest mu lepiej. Więc ja mam bardzo dużo koleżanek, spotykamy się regularnie. Dbam o to."
Profile Image for 365_ksiazek.
650 reviews55 followers
November 18, 2025
Studium żałoby, tęsknoty i odchodzenia.
Książka dotyka największych lęków. Moich i Twoich. To rzecz o umieraniu.
Jest tu tęsknota i uporczywy brak. Brak, który autorka próbuje wypełnić potokami słów.
Czy można wypisać żałobę? Czy można wylać ją wraz ze słowami na papier?
Niestety. Żałoba trwa razem z nami, póki nie umrzemy sami. Na nasze wieki wieków.
Czy przeżywać stratę? Jak się z nią oswoić, gdy masz w sobie brak zgody na nieistnienie?

Sięgnij po tę książkę, bo to o nas wszystkich. Siedzimy razem w tym bagnie.

I najważniejsze przesłanie.
Nie czekaj! Korzystaj. To wszystko i tak przyjdzie. Miej poczucie, że nie marnotrawiłaś/eś czasu.

Masz ochotę na tę otrzeźwiającą lekturę?
Bardzo, bardzo polecam.
Zostanie ze mną na długo.
współpraca reklamowa
Profile Image for Marta Mardyła.
199 reviews54 followers
April 5, 2026
„Są dni, kiedy pamięć się zawiesza. Wtedy udaje mi się przetrwać całkiem normalnie, jakby nic się nie stało. Nie sposób myśleć bezustannie o braku. Życie porywa mnie ze sobą. Oddalam się od śmierci dzień po dniu tylko po to, by nagle znowu się do niej zbliżyć. Poszukuję cię w przedmiotach, zdjęciach, przechodzących przez ulicę kobietach. Poszukuję cię w gestach twoich córek. Poszukuję w końcu we własnej pamięci. Jesteś w niej wciąż tak żywa, że rzeczywistość bez ciebie zdumiewa”.

Wspaniała połowa książki i niepotrzebna, niepasująca do niej druga. Piękny opis relacji między babcią a wnuczką – na pięć gwiazdek. Szkoda, że całość nie została jakoś inaczej zredagowana i okrojona.
Displaying 1 - 7 of 7 reviews