Świat, który znaliśmy, przestał istnieć. Żadnych zasad. Tylko przetrwanie.
Witaj na Dzikich Ziemiach — w postapokaliptycznym świecie mutantów, anomalii czasowych i bezwzględnej walki o każdy oddech. Ludzkość cofnęła się do mrocznych czasów przypominających średniowiecze, a dawna cywilizacja to tylko mgliste wspomnienie, którym karmią się ludzie za Murem Ocalenia. Tam rządzi Unia Miast Ocalonych i jej żelazne ramię – Zakon Czarnego Krzyża.
Prawo? Drakońskie. Kary? Bezlitosne.
Za Murem Ocalenia na spustoszonych terenach wschodnioeuropejskich, z dala od „,bezpiecznych“, enklaw, dryfterzy ryzykują życie w poszukiwaniu artefaktów sprzed katastrofy. To wyrzutki systemu. Tropieni przez Dragonów, ścigani przez Gwardzistów, na wiecznej wojnie z potworami Dzikich Ziem. Ale to, co czyha w cieniach świata po zagładzie, jest znacznie groźniejsze niż wszystko, co znali do tej pory…
„Dryfter“ to brutalna, mroczna opowieść o świecie, w którym nie ma bohaterów — są tylko ci, którzy przetrwają dłużej.
Polskie postapo ma szczególne miejsce w moim serduszku, więc z ciekawością sięgnęłam po tę pozycję. Na początku byłam trochę rozczarowana - widać pewne braki warsztatowe, akcja rozwija się długo, ale rzeczywiście polubiłam postaci z książki i ten swojski klimat. Przed samym końcem byłam już prawie pewna, że mimo niedociągnięć ocenię "Dryftera" na 4, ale końcówka... Serio? Urywa się jak tani serial. Autorzy nagle się zmęczyli i przerwali pisanie? Rozumiem chęć zbudowania napięcia i zachęcenia czytelnika do przeczytania następnych, potencjalnych części, ale nie tak się to robi :P
This entire review has been hidden because of spoilers.