Dlaczego w szkole omawia się lektury, w których dziewczyny głównie płaczą, gotują albo czekają, aż ktoś je uratuje? Czemu tak mało bohaterek ma coś do powiedzenia? Dlaczego większość głównych postaci to faceci, a kobiety funkcjonują w tle – jako matki, kucharki lub przyszłe żony? Dlaczego w kanonie prawie nie ma autorek, a jeśli już są jakieś bohaterki pierwszoplanowe, to wiecznie się stroją albo marzą o ślubie?
Aleksandra Korczak z pasją pokazuje, jak silnie stereotypy płciowe przenikają do edukacji, jak szkoła wtłacza nas w stare, nieżyciowe role, i jak lektury uczą nas, kim mamy być, zamiast pytać, kim chcemy być oraz pokazuje jak to zmienić.
Bezradne i romantyczne to błyskotliwa, odważna i potrzebna analiza kanonu lektur szkolnych autorstwa doświadczonej nauczycielki i badaczki. Książka nie tylko dla uczennic, nauczycieli, czy rodziców – ale dla wszystkich, którzy chcą, by szkoła była bardziej równościowa i otwarta.
Jestem polonistką, więc lektury szkolne to mój chleb powszedni. Pracuję wiele lat, parę reform za mną, a wraz z nimi - dodawanie i wyrzucanie poszczególnych utworów z listy obowiązkowej. Nieobce są mi też dyskusje o tym, które dzieła powinno się włączyć do omawiania, a bez których świat się nie zawali. Ale przyglądanie się lekturom pod kątem stereotypów płciowych? Jasne, przy "Lalce" o tym mówimy, przy "Pani Bovary" też, ale systemowo - niekoniecznie.
Aleksandra Korczak zajmuje się lekturami z podstawówki. Żałuję, że nie tymi z liceum. Niektórych nie pamiętałam, niektóre są mi całkowicie obce, więc z dużym zainteresowaniem śledziłam ich analizę. Autorka punktuje stereotypy, te wszystkie: dziewczynki się do tego nie nadają, dziewczynki tylko płaczą, dziewczynki muszą być ładne, posłuszne i nie daj Boże, by miały własne zdanie! Szczególnie wstrząsnęły mną fragmenty dotyczące "Kamieni na szaniec" - wspomniane tam dziewczęta tylko robią kanapki albo zwyczajnie istnieją, a w rzeczywistości (co wiemy dzięki przypisom), były bojowniczkami na równi z chłopcami! "W pustyni i w puszczy" Staś nie wyjaśnia niektórych rzeczy Nel, bo "dziewczynki i tak tego nie zrozumieją". A moja ukochana (kiedyś) "Jeżycjada"? W czasach nastoletnich uwielbiałam rodzinę Borejków, a gdy wróciłam do lektury po latach - zmroziło mnie to dziewczęce i kobiece skakanie wokół mężczyzn, a wokół najstarszego Borejki szczególnie. Nawet wspaniała Ania Shirley została finalnie kurą domową... Uczennice mają takie wzorce literackie, a do szkoły, nauczycieli należy włożenie tych wzorców w kontekst i przede wszystkim - zwrócenie uwagi na to, że powielają one krzywdzące stereotypy.
Polecam tę książkę chyba każdemu, bo jest skarbnicą ciekawych tez i przemyśleń. Mój zachwyt tłumi jednak dosłownie jedno zdanie, które w niej pada przy omawianiu "Pana Tadeusza". Cytuję: "Zaślubiny Telimeny z Hrabią i Zosi z Tadeuszem to jeden z pomyślnie zakończonych wątków (...)". Jakim cudem takie błędy rzeczowe pojawiły się w książce naprawdę znającej się na swoim fachu nauczycielki? Szkoda.
Czy wiecie, że w szkole podstawowej nie przerabia się obecnie na polskim epok literackich? Ja nie wiedziałam, przeczytałam o tym dopiero w tej książce. Do niedawna nie interesowałam się specjalnie tematem listy lektur, choć zachodziłam w głowę, dlaczego mimo kolejnych zmian jest na nim wciąż tyle ramotów. I dzięki tej książce zrozumiałam. Po prostu autorzy kanonu sami zaczytywali się pewnymi książkami jako dzieci i sądzą, że dla dzisiejszych dzieci to będą równie fajne i ważne lektury (ekhm Mikołajek ekhm). Przy czym dzieciom w ogóle nie tłumaczy się, z jak odległych czasów te książki pochodzą, więc mogą też nie rozumiec, że odmalowany przez Sienkiewicza (przykładowo) obraz kobiecości to nie żadna prawda objawiona, tylko odzwierciedlenie czasów, w których pisal autor.
Nie wiedziałam też, że lepiej już było - przed 2017 rokiem nie było lektur obowiązkowych, nauczycielka mogła wybrać właściwie dowolną lekturę wpisującą się w omawiany gatunek literacki. Na egzaminie ośmioklasisty natomiast sprawdzano kompetencje, np dotyczące przypisania przytoczonego fragmentu tekstu do odpowiedniego gatunku literackiego. Teraz natomiast na egzaminie sprawdza się znajomość lektur. Więc wiadomo, na czym skupiają się nauczycielki, które chcą po prostu pomoc dzieciom dobrze zdać egzamin.
Pierwsze rozdziały, te bardziej ogólne, są absolutnie fascynujące. Później jest oczywiście analiza poszczególnych lektur pod różnymi kątami, z wplecioną teoria feministyczna, i tu trochę czasami było dla mnie za sucho (książka pisana na podstawie rozprawy doktorskiej?), ale tez dobrze jest zobaczyć szerszy obraz wszystkiego, co nasze dzieci czytaja w szkołach. Na koniec jest jeszcze wspaniały rozdział o tym, co z tym zrobić, jak rozmawiać z dziećmi i jak pomóc im i zdać egzamin, i nauczyć się myśleć krytycznis.
I wiecie, piszę "nasze dzieci", ale w takim sensie ogólnym: nie tylko te własne, ale też po prostu bliskie nam dzieci, i dzieci w ogole, bo one za kilka-kilkanascie lat ze szkół wyjdą i będą kształtować naszą rzeczywistość. W tym sensie jest to książka dla każdego, a już na pewno dla ludzi zainteresowanych edukacja.
Polski system edukacji wygląda w roku 2025 tak, że nastoletni uczniowie i uczennice przez kilka lat edukacji (od klasy siódmej do trzeciej liceum) mogą zgodnie z podstawą programową nie zetknąċ się z żadnym tekstem napisanym po II wojnie swiatowej! Ma to oczywiscie wpływ na ich obraz kobiecości i ról płciowych, ale kształtuje też ich wiedzę o świecie w ogóle. W tak dynamicznej rzeczywistości jest to robienie dzieciom strasznej krzywdy, a ostatecznie po jakiekolwiek teksty bardziej współczesne siegną dzieci, w których domach i tak się czyta, czyli wszystko rozbija się o kapitał kulturowy. Ja czytałam tę książkę ze złością na system w ogóle, ale przykład obrazu kobiecości jest bardzo wymowny i świetnie udokumentowany.
trochę kręcę nosem, bo w wielu miejscach tej książki przewracałam oczami. I tak, świetnie wypunktowane jak mało jest bohaterek w kanonie lektur, a jeśli już są pokazywane, to w bardzo stereotypowy i przedmiotowy sposób. Ale niektóre przykłady w moim odczuciu przesadzone, niepotrzebne i… śmieszne. I to mi mocno przeszkadzało. Do tego książka jest napisana na podstawie pracy doktorskiej autorki, i to bardzo czuć, nie do końca udało się przekształcenie na bardziej strawny tekst.
Nie pierwsza to już książka po której chcę puścić z dymem polską szkołę xD Nie martwcie się, żadną konkretną, nie trzeba na mnie wzywać Policji Myśli xD Choć gdyby w jakimś budynku zgromadzono akurat wszystkie dostępne lektury dla szkoły podstawowej, mogłabym poczuć nieodpartą pokusę zaprószenia ognia...
Jeśli macie taką możliwość, ja musiałam pędzić z lekturą, bo moja biblio mnie pospieszała, raczej dawkujcie sobie książkę Aleksandry Korczak w stonowanych ilościach. Bo czytanie ciurkiem ma ten subtelny efekt przywalenia głową w za nisko zawieszony strop. Jedynym tego plusem, że być może romantycznie ukażą się Wam gwiazdy, jednak raczej na pewno poczujecie zwalającą się na Was lawinę i ogromne przytłoczenie.
Co to się pakuje do głów małym dziewczynkom jako wzorce osobowościowe pod postacią lektur szkolnych (a i chłopcy nabywają głównie stereotypowe wyobrażenia o płci przeciwnej...)? Trochę smutek, trochę zgroza. Raz, na co słusznie zwraca uwagę autorka, ten kanon jest przestarzały, nie przystający do realiów współczesnego świata i nowoczesnej wizji kobiecości, wolnej od seksistowskich uprzedzeń. Do tego dzieci nie poznają ani kontekstu powstania tych książek, ani nie ma jakiegoś chronologicznego porządku omawiania, utwory z różnych czasów są wymieszane bez ładu i składu, a uczniowie na tym etapie nie rozróżniają jeszcze dobrze poszczególnych epok literackich.
Lektury szkolne to parada dziewczyn i kobiet, które są przypisane do tradycyjnych ról i wyobrażeń (nie mówiąc już o tym, że i tak książek napisanych przez autorki jest jak na lekarstwo w kanonie...), jak z mokrego snu typowego polskiego konserwatysty. Dziewczynki ciche, grzeczne i miłe, skoncentrowane na wyglądzie, które przede wszystkim pragną się podobać chłopcom i to jest podstawowym celem ich istnienia (czyli taki "toksyczny romantyzm"). Nie poznamy ich poglądów, nie dostaniemy pogłębionego obrazu, często stanowią jedynie audytorium dla dokazującego i "kompetentnego" chłopca. One są ocalane, oni są ocalającymi (w drugą stronę to nie działa; i pamiętam, że już jako dziewczynkę drażniła mnie ta "pasywna anielskość" Nel z "Pustyni i w puszczy"). Poza tym cały poczet matek, kucharek, sprzątaczek (zgodnie z tytułami książkowych rozdziałów). Wciąż obsesja piękna. Postaci dziewczęce i kobiece są też nagminnie infantylizowane.
Przykre jest też to, że nawet jak w kanonie pojawia się pozycja współczesna, to również zawiera szereg stereotypowych i umniejszających bohaterki wyobrażeń (przykładem będzie tu "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi").
Jeśli szkoła ma wychowywać równościowo, to ten kanon jak najszybciej należałoby zmienić. Bo inaczej co się koduje dziewczynkom, które są wystawione na takie treści, a i chłopcom co zapisuje się wtedy w głowach? I czy wtedy tak trudno zrozumieć to, że według jednego z ostatnich raportów polskie dziewczynki mają najniższą samoocenę spośród wszystkich młodych Europejek (Korczak przytacza zresztą to konkretne badanie)?
Są przecież książki, które robią dobrze dziecięcym głowom, a niektóre pochodzą nawet sprzed kilkudziesięciu lat. Dlaczego w tym zbiorze nie ma np. "Ronji, córki zbójnika"? Także baśnie czy mity różnych kultur potrafią ukazywać charakterne i sprawcze dziewczynki oraz kobiety (dziwnym trafem nie znajdziecie takich pośród zalecanych lektur...). W tym wszystkim moim zdaniem chodzi również o różnorodność, której jak na razie nie ma.
Ta książka powinna zadziałać mocno podobnie jak jej przyciągająca uwagę okładka. Jak "czerwona lampka" i dzwonek alarmowy.
Bardzo to przygnębiające - spisanie w jednym miejscu, jak boleśnie stereotypowe są bohaterki lektur szkolnych. Płaczliwe, słabe, irytująco gadatliwe albo ciche i strachliwe, sprzątające i gotujące, bezmyślne, głupie i puste, myślące tylko o swoim wyglądzie i płci przeciwnej. Ze świecą szukać konktrprzykładów, a jak się je znajduje - to rzecz jasna antybohaterki albo chłopczyce, które wolałyby być chłopcami. Może taka rozliczająca się z ogromem wciskania dziewczyn i kobiet w małą szufladkę swojej roli społeczno-kulturowe książka, cytat po cytacie i przykład po przykładzie, co poniektórych otrzeźwi. I pokaże, czemu dziewczyny czytają więcej, tylko często wybierają lektury pisane przez inne dziewczyny, publikowane za darmo w internecie.
"Staś w pierwszej chwili poczytał owe głosy za wybuch nienawiści, a to tym bardziej że niesłychana brzydota tych Murzynek czyniła je podobnymi do czarownic" - Henryk Sienkiewicz, "W pustyni i w puszczy"
Gdybym miała wskazać jakie książki były dla mnie ważne, to na pewno wskazałabym Bezradne i Romantyczne. Autorka uświadamia w jaki sposób lektury mogą formatować stereotypy i zachowania młodzieży, a później dorosłych. Myślę, że warto zmierzyć się z tą książką (bo nie jest najprostsza w odbiorze) by zmierzyć się z historiami swojego dzieciństwa i odnieść to do literatury po którą obecnie się sięga, ale również do zachowań zarówno swoich jak i swojego otoczenia.
2.5 🌟Książka porusza istotne społecznie kwestie które wymagają pognębienia ale sposób w który autorka je prezentuje sprawia że całość jest ciężka do strawienia.
Bardzo bardzo bardzo ważna książka dla edukacji wczesnoszkolnej i szkolnej - jeżeli jest jedna publikacja feministyczna z zakresu literaturoznawstwa, którą powinien przeczytać każdy Polak i każda Polka, to jest to właśnie ta książka, sięgająca do korzeni szkolnego, a także dorosłego myśleniach o schematach płciowych
dnf 30%, okazało się, że koncept mi nie podpasował, bo lektury, o których jest mowa znam i koncentrowanie się na tym, jak przedstawione są kobiety w książce sprzed np. 200 lat mnie nie szokuje, bo wiem jak było; nie można się spodziewać, że kobiety w literaturze z tamtych czasów będą wyzwolone w 100% jak w rzeczywistości było zupełnie inaczej i dlatego tak wyglądają te książki. Ja skupiłabym się tylko na tym, że warto zmienić lektury obowiązkowe itd, żeby je bardziej dopasować do naszych czasów, umieszczać więcej dzieł kobiet i tyle.
edit: może nawet nie tyle zmienić, ile uświadamiać dzieciaki podczas omawiania itd.
Myślę, że warto, aby każdy polonista i każda polonistka przeczytali/przeczytały tę książkę. To naprawdę porządna analiza i dla osoby zainteresowanej językiem, jego wpływem i konstrukcją postaci będzie fascynująca.
To niesamowita książka o tym, jak kobiety są czymś więcej niż tylko „ładną dziewczynką w sukience, pełną ogłady i uśmiechniętą”. Kobiety są wspaniałe i ważne, żeby mówić im to od samego początku, już od pierwszych klas nauki. Bo mogą być wszystkim! Mogą kochać fizykę, chcieć być kosmonautką, ubierać się jak chcą i rozmawiać z kim chcą, o czym chcą i jak chcą.
Na koniec się wzruszyłam. Kurczę to kolejna pozycja, którą powinno czytać jak najwięcej ludzi, a przede wszystkim rodziców i nauczycieli. Wspaniała.
Zostając w szkolnym świecie - gdybym mogła, to dałabym 6 tej tej książce. Niesamowicie ważna pozycja. Przedstawienie znanych nam bohaterów i bohaterek, jednocześnie wszystko pięknie spina teoria feministyczna. Ostatni rozdział napawa nadzieją i optymizmem. podoba mi się, że to nie jest książka o tym, że mamy mieć teraz nowy kanon lektur i wyrzucić stary - nie, mamy uczyć dzieci (i się) czytać krytycznie. I podważać autorytety! Czego niestety polska szkoła często zabrania. Bo jak to tak szkalować wielkich Polaków? Henryk Sienkiewicz nie mógł się mylić! Zapominamy, że autorzy to ludzie osadzeni w bardzo specyficznym kontekście (historycznym, kulturowym, społecznym) i wnoszący też do tworzonej historii swój światopogląd - który warto czasami rozłożyć na czynniki pierwsze i zastanowić się, co w nim mogę wziać dla siebie, a co wrecz przeciwnie. Czasami było mi smutno czytać tę książkę - szczególnie, kiedy mówiła o książkach, które ja jako dziecko uwielbiałam i było mi tak po ludzku przykro, że autorzy zawierali tam takie, a nie inne przedstawienie rzeczywistości (szczególnie gdy była mowa o Felixie, Necie i Nice - książce jednak nowszej, która mogłaby wyjśćpoza schemat literatury wydawanej sto lat temu). Jednak nie odbiera mi to tego, co z tych książek zaczerpnęłam. Postać Ani Shirley na zawsze będzie miała szczególne miejsce w moim sercu - mimo, że Ania nie utrzymała do konca serii swojej marzycielskiej natury, to była dla mnie bohaterką, dzięki której poczułam się jednak zauważona i dostrzeżona. Chciałabym podziękować autorce, że tę książkę wydała. Cieszę się, że pojawił się na polskim rynku wydawniczym głos pani Aleksandry.
Ogromnie ciekawe, świeże spojrzenie okiem polonistki na lektury dla szkół podstawowych. Autorka, Aleksandra Korczak, bardzo dokładnie przygląda się postaciom kobiecym i analizuje je pod feministycznym kątem. Wierzy, że prezentowane w lekturach wzorce już od najmłodszych lat mogą bardzo silnie oddziaływać na młode głowy. Zamiast biernego przyjmowania treści przekazywanych w literaturze dla młodzieży chce, by uczono patrzenia na nie krytycznie i przerabiano je wieloaspektowo, np. w kontekście rasizmu, uprzedzeń kulturowych czy, właśnie stereotypów płciowych, jakim poświęcona jest ta książka. Autorka uważa, że w szkołach zdecydowanie tego brakuje a ja zgadzam się z nią w stu procentach. Z takich właśnie analiz lektur wyniknęłoby wiele dobrych, prawdziwie rozwijających lekcji. A uczniowie nie musieliby czytać dla samego tylko czytania. „Bezradne i romantyczne: Bohaterki lektur dla szkoły podstawowej” to pozycja orzeźwiająca, skłaniająca do wielu bogatych refleksji. Myślę, że mogłaby zainspirować i pomóc wielu polonistom oraz polonistkom.
to była długa podróż, ale fajna. Nie jest to książka do przeczytania na raz — przynajmniej dla mnie. Musiałam przemyśleć, przeanalizować i bardzo się skupiać przy czytaniu co sprawiało, że codziennie czytałam kilka stron i odkładałam tą pozycję. Jednak czasami pojawiają się na literackiej podróży takie książki, że pomimo niewielkiej liczby stron pochłaniają więcej czasu. I wydaje mi się, że to są pozycje, które na nas najbardziej wypływają. Niby autorka nie pisze nic zaskakującego i przytacza znane nam lektury, ale dopiero po przeczytaniu tej pozycji zdałam sobie sprawę jak te pozycje mogły na nas wpływać jak byliśmy dziećmi i omawialiśmy je w szkole. Wtedy wydawało się nam (a przynajmniej mi) za coś normalnego i naturalnego, ale teraz uważam, że to było krzywdząca dla młodych dziewczyn, które bez świadomości budowały swoją postać przez omawiane lektury.
nie wiem, jak to ująć w słowa. ogólnie podoba mi się koncept tej książki, tyle że często jest tu przytaczane to, jak źle w odniesieniu do obecnych czasów przedstawiane są w książkach dziewczynki/kobiety. i okej, bo zgadzam się w stu procentach, że kanon lektur powinien być zmieniony, jasne! tyle że no właśnie, jest to kwestia tego, że ten kanon jest przestarzały, a nie do końca książek samych w sobie, bo tak naprawdę to trudno od książki napisanej ze sto lat temu wymagać, żeby przedstawiała rzeczywistość taką, jaka ona jest współcześnie.
Książka nie jest najłatwiejsza w odbiorze, czego w sumie można się spodziewać po publikacji opartej na rozprawie doktorskiej, co pewnie niestety wpłynie ograniczająco na jej krąg odbiorców, a szkoda – bo porusza temat, o którym nie miałam świadomości jak jest istotny i opiniotwórczy. Sporo z opisywanych jako przykłady książek czytałam (nie wszystkie, inna lista lektur) w sposób bezrefleksyjny i dopiero zapoznanie się z tą pozycją pozwoliło mi spojrzeć na nie z innej, zdecydowanie mniej pozytywnej perspektywy…
Niby wiedziałam czego się spodziewać ale i tak jestem w szoku. Jest to po prostu przykre z jakim obrazem kobiet mają do czynienia dzieci w podstawówce i znając realia polskiej szkoły to pewnie wszystko to zostaje im przedstawione bez żadnego komentarza i bez umiejscowienia w konkretnej epoce historycznej (to, że lektury w podstawówce omawiane są w oderwaniu od epok też mnie zdziwiło)
Mam bardzo dobry początek roku jeśli chodzi o książki. Ta książka powinna być czytana w szkołach. Punktująca, obnażająca, poruszająca problemy, które nadal wiele osób zamiata pod dywan i nie uznaje za ważne.
absolutnie wybitna pozycja. otwierająca oczy, ważna, ale i po prostu przykra. po lekturze jestem jeszcze bardziej utwierdzona w przekonaniu, że polska szkoła nie potrzebuje kolejnej reformy i bezmyślnego okrajania podstawy programowej, tylko całkowicie nowego systemu edukacji. i to na wczoraj.