Na początku października 2023 roku świat zamarł w szoku na wieść o okrucieństwach, których dokonał Hamas w Izraelu. Liczne amerykańskie media donosiły, że blisko czterdziestu dzieciom z kibicu Kfar Aza na południu Izraela obcięto głowy. Prezydent Joe Biden mówił, że na własne oczy widział zdjęcia tych dzieci. Wkrótce jednak się z tego wycofał. Okazało się, że nie ma na to żadnych dowodów poza słowami anonimowych izraelskich żołnierzy. Dalia Mikulska pragnie usłyszeć palestyńską wersję tej opowieści. Pisze o zbiorowej karze, która dotknęła Palestyńczyków za zbrodnie Hamasu. Rozmawia z konkretnymi osobami, które Izraelczycy wtrącili do więzień i torturowali, choć nie miały one nic wspólnego z operacją 7 października. Przez osobiste historie par i rodzin opowiada o tym, jaki wpływ ma realizowany od lat przez rządy Izraela apartheid na miłość i prywatność. Odsłania ludobójczą logikę państwa, które tworzy w Gazie strefę "niezdatną do życia", a jednocześnie blokuje jej mieszkańcom drogę ucieczki.
Przejmujący reportaż Dalii Mikulskiej pokazuje, jak łatwo naród represjonowany staje się agresorem. I przypomina prawdę, którą zawsze warto powtarzać: czystka etniczna w żadnym wypadku nie jest odpowiedzią.
Nie mogę już czytać o Palestynie. Mam na półce te wszystkie niezwykle ważne książki, które w końcu zaczęły się ukazywać w Polsce (warto sobie uświadomić, że żeby polscy czytelnicy zainteresowali się tym tematem i wydawcom opłacało się je wydać, musiało dojść do ludobójstwa mieszkańców Strefy Gazy), nie otwieram ich. Sprzeciwiam się opresji ludności palestyńskiej od lat, od 7 października staram się nie tylko przyglądać, ale też działać, a od kiedy codziennie rozmawiam z dziewczyną, dookoła której spadają bomby, sama jestem na wojnie. Mój mózg nie jest w stanie przyjąć już więcej wiadomości, po których czuję się jakbym miała stan zapalny całego ciała. Ale reportaż Dalii Mikulskiej postanowiłam przeczytać. Od dłuższego czasu śledzę teksty autorki, ich celem nigdy nie jest straumatyzowanie czytelniczki, dlatego jej zaufałam. Nie pomyliłam się.
Chociaż opowieść zaczyna się od ataku Hamasu sprzed dwóch lat, to nie jest książka o ludobójstwie, które dzieje się na naszych oczach w Gazie. Oczywiście, jest to najdrastyczniejsza z podjętych dotąd prób eliminacji narodu palestyńskiego i nie mogło tego tematu zabraknąć, jednak Dalia Mikulska chce, żebyśmy zrozumieli, że nie ma takiego kawałka Palestyny, który nie byłby poddawany opresji. Okupacja Palestyny trwa od ponad 70 lat, zaciskając coraz ciaśniejszą pętlę na Palestyńczykach i Palestynkach. Aby uwidocznić skalę przemocy, której są oni poddawani, w książce nie mogło zabraknąć rysu historycznego. Od momentu powstania państwa Izrael, przez Nakbę, obie Intifady, porozumienia z Oslo, aż do dziś, autorka pokazuje dzieje Palestyny i jej cierpienia - w kontekście układów geopolitycznych, postanowień trybunałów i przepisów prawa międzynarodowego, które notorycznie są przez Izrael łamane. Skrupulatnie przedstawia wydarzenia i postaci istotne dla sytuacji w regionie, rozjaśnia meandry lokalnej polityki i uwidacznia proces kolonializmu osadniczego, który postępuje z roku na rok i pozbawia miejscową ludność bezpieczeństwa, stabilizacji i godności.
Wszystko to, choć przygnębia i budzi gniew, napisane jest w sposób bardzo wyważony i przystępny, na pewno więc świetnie sprawdzi się jako wprowadzenie do tematu dla osób, które chcą poznać inną perspektywę niż serwowana przy pomocy mainstreamowych mediów przez propagandę Izraela.
Ale to nie fakty stanowią o sile „Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi”. Dalia Mikulska jest dziennikarką ze świetnym reporterskim uchem, a dzięki doświadczeniom pracy humanitarnej w wielu miejscach na świecie jest bardzo uwrażliwiona na kwestie dyskryminacji, wykluczenia i łamania praw człowieka, umie więc opowiadać o cierpieniu w sposób subtelny, bez uciekania się do narracji sztucznie pompującej emocje czytelniczki, zachowując szacunek do swoich bohaterek i bohaterów. To mój ulubiony typ reportażu – stojący blisko człowieka, pozwalający wejść w czyjeś buty, pokazujący jak wiele nas łączy - niezależnie od tego gdzie żyjemy. I że wszyscy marzymy o tym samym. Autorka podchodzi do swoich rozmówczyń i rozmówców bez uprzedzeń, jest zainteresowana ich perspektywą, nie przykleja im łatek, które narzucił im zachodni świat. Dlatego kiedy przedstawia byłego bojownika Hamasu nie widzimy żądnego krwi „terrorysty”, a człowieka, który urodził się w konkretnym miejscu, wychowywał w warunkach opresji, więc walka z okupantem była dla niego naturalnym wyborem. Co ważne – wbrew tytułowi, który podkreśla dehumanizację Palestyńczyków w oczach Izraela i sporej części świata, Mikulska nie stawia swoich bohaterów w roli ofiar, ale pokazuje ich w pełni człowieczeństwa, podkreślając niezgodę na stan rzeczy, determinację, wolę życia i godność. W zebranych tu głosach nie słychać nienawiści, tylko apel o uznanie prawa Palestyńczyków do ziemi i życia.
„Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi” to też opowieść o podziale społeczeństwa tak skutecznym, że jego jedna część staje się całkowicie niewidoczna dla drugiej. A jak wiadomo podział zaczyna się nie od stawiania murów, ale od języka, którego używamy do opisywania świata. To on sprawia, że rzeczy, które normalnie byśmy potępiali, stają się akceptowalne, umacnia antagonizmy i stereotypy, karmi lęk i wyzwala nienawiść. Dlatego język jest osobnym bohaterem reportażu. Mikulska już na początku tworzy antysłownik, w którym określa jakich słów nie będzie używać i wyjaśnia dlaczego. Konsekwentnie odchodzi od narracji kolonialnej, nazywa rzeczy wprost, zrywa z przekazem, który od lat sączył Europejczykom do głów Izrael (swoją drogą przyjrzenie się temu jak bardzo jest on wdrukowany w nasz sposób patrzenia na świat to ciekawe ćwiczenie). Uczy jak mówić o sytuacji Palestyny nie uciekając się do eufemizmów typu „konflikt izraelsko-palestyński”, ale opisywać fakty w sposób obiektywny, właściwy i sprawiedliwy.
Choć zawsze podkreślam, że o danym wycinku rzeczywistości najwłaściwiej jest czerpać wiedzę od przedstawicieli grupy, których ta rzeczywistość bezpośrednio dotyczy, uważam, że Dalia Mikulska wykonała kawał świetnej roboty. Bardzo szanuję to, że nie tylko jeździła do Izraela, na Zachodni Brzeg, do Gazy, żeby poznać ludzi, ale też ramię w ramię z Palestyńczykami i aktywistami stawała naprzeciw izraelskim osadnikom i żołnierzom, broniąc beduińskich wiosek. Jest wytrwałą i zaangażowaną orędowniczką sprawy palestyńskiej w Polsce i napisała książkę, która ma nie tylko opowiadać o świecie, ale go zmieniać. Nie brak tu momentów, które wywołują wściekłość, zatykają dech w piersi, łamią serce. Popłakałam się raz - czytając o Refaacie Alareerze, wykładowcy, aktywiście i poecie zabitym izraelską bombą. Mimo to, udało się jej stworzyć opowieść czułą i niepozbawioną nadziei. Czytajcie koniecznie i kupujcie w prezencie znajomym!
Trudno mi w pełni wyrazić, jak bardzo porusza mnie już sam tytuł tego reportażu. Jak w tych kilku słowach udało się zawrzeć cały dramat kondycji ludzkiej. Jak bardzo to, kogo uważamy za "człowieka" jest rzeczą niepewną, niestałą, ulotną. Jak łatwo zdehumanizować, ogołocić, odrzeć z wydawałoby się przynależnej każdemu godności i praw podstawowych. Bycie człowiekiem to czysta umowność, można ten status łatwo stracić... Szczególnie, jeśli się jest Palestyńczykiem pośród Izraelczyków.
Książek o Palestynie i Izraelu wychodzi w ostatnim czasie sporo. Czym wyróżnia się ta napisana przez Dalię Mikulską?
Moim zdaniem jej największą zaletą jest aktualność, dotarcie do zwykłych Palestyńczyków i raportowanie prosto z miejsca, którego temat dotyczy. Ukazanie odczuć, przemyśleń ludzi, złapanie ducha czasu i wypunktowanie bieżących nastrojów, czyli cechy dobrego reportażu dotyczącego najbardziej palących, ważnych globalnie kwestii społecznych i politycznych.
Dziennikarka pojechała do Izraela, na Zachodni Brzeg, do Strefy Gazy, dzięki czemu my również razem z nią tam "podążamy". Rozmawiała też z Izraelczykami. To są teksty powodujące, że łatwiej jest nam się powiązać z sytuacją Palestyńczyków żyjących w samym środku niewyobrażalnego piekła, "reportaż wczuciowy", "reportaż empatyczny", bardzo potrzebny, by zrozumieć, co kształtowało i wciąż modeluje mentalność ludzi zmuszonych tak żyć na co dzień. Gdy czytałam, co rusz przypominał mi się "Drobny szczegół" Adani Shibli - to była proza, ale podobnie jak publikacja Mikulskiej próbująca zobrazować, jak to jest egzystować w codziennym zniewoleniu, terrorze, w konieczności znoszenia szeregu utrudniających codziennie funkcjonowanie praw narzuconych przez okupanta i iście kafkowskiej demonicznej biurokracji. Pod ostrzałem, ustawiczną wojskową obserwacją, w huku wybuchających pocisków, w ciągłym zagrożeniu swojego życia albo bliskich, po prostu potencjalnie każdego, kto urodził się nie po tej stronie muru co trzeba...
Mikulska rozmawia normalnie ze swoimi bohaterami, nawet jeśli jednym z nich jest były bojownik Hamasu. Nie demonizuje, nie szuka sensacyjności, po prostu słucha, opisuje, oddaje pole swojemu rozmówcy/-czyni. Co mi się też bardzo podobało, co może nie jest tak bardzo widoczne na pierwszy rzut oka, ale nie omija i nie wygładza pewnych trudnych kwestii, nie cenzuruje, dlatego głosy Palestyńczyków są tak bardzo ludzkie, gorzkie, nierzadko zacięte i nie znoszące sprzeciwu/zafiksowane, gniewne, gdy pojawia się kwestia stosunku do Izraelczyków, szczególnie po ataku Hamasu z 7 października 2023. Choć ewidentnie wiadome jest, że dziennikarka stoi po stronie Palestyńczyków, a reportaż został napisany, by wejść w palestyńską skórę i zobaczyć świat palestyńskimi oczami, to zachowuje dziennikarski profesjonalizm. Tym mnie dodatkowo kupiła.
Co równie cenne ta książka jest też dobrą powtórką z historii relacji izraelsko-palestyńskich, najważniejszych dla jej dynamiki wydarzeń, pozwala złapać szerszą perspektywę poza tylko zebranym materiałem reporterskim. Warto ją przeczytać.
Polko, Polaku - jeśli masz przeczytać tylko jedną książkę o Palestynie i chcesz by była po polsku, napisana bardzo przystępnym językiem - to jest mocna kandydatka. Mam nadzieję, że później zdecydujesz się na kolejne lektury!
Podobała mi się pod tym względem, że skupia się na ludziach, ale nie odcina ich od kontekstu historycznego i stara się przybliżyć go czytelnikowi w możliwie najbardziej przystępny sposób. Jest to też niestety minimalna wada, bo ciężko jest w tak krótkiej książce zawrzeć wszystkie niuanse i nie da się uniknąć skakania po ości czasu. Nie mniej jednak jest to książka zdecydowanie warta lektury, bo autorka wykonałą kawał ciężkiej, ale dobrej roboty.