W środku nocy i w samo południe, w głębi zimowego lasu i nad brzegiem strumyka, w skalnych grotach i pod strzechami – wszędzie i o każdej porze spotkać można tajemnicze istoty o wielkiej mocy, nierozerwalnie związane z naturą. Wrogie i przyjazne, groźne i pomocne, piękne i przerażające – wszystkie one zrodziły się w wyobraźni naszych słowiańskich przodków. A może… istnieją naprawdę? Dołącz do mieszkańców zatopionej wśród puszczy wioski i dowiedz się, jak przechytrzyć wodnika, schować się przed lichem i umknąć południcy. Kto wie, może kiedyś staniesz z nimi oko w oko?
Cykl pięknie ilustrowanych opowiadań przywołujących do życia wierzenia naszych przodków oraz ich wyobrażenia o tym, jakie siły rządziły dawną codziennością.
Polska pisarka, autorka cyklów powieściowych Wilcza Dolina oraz dla młodzieży Wilcza Dolina - Bratmił, nawiązujących do kultury i wierzeń dawnych Słowian. Z wykształcenia jest kulturoznawcą. Debiutowała wiosną 2014 r. opowiadaniem Śpij, chłopczyku w antologii Toystories. Pisze na portalu fantastyka.pl jako krajemar.
Trzykrotnie była nominowana do nagrody im. Janusza Zajdla: w 2014 r. za opowiadanie opowiadanie Daję życie, biorę śmierć, a w 2016 i 2017 r. za powieści Idź i czekaj mrozów oraz Zaszyj oczy wilkom.
Z początku bałam się, że będzie to książka zbyt dziecinna dla dorosłego odbiorcy, jednak autorka pokazała, że potrafi stworzyć historie zarówno dla małych jak i dużych! :)
Uwielbiam książki Krajewskiej. Za mądrość, którą odnajduje w jej tekstach, pięknie wykreowane postacie, wciągające historie, walczących bohaterów i słowiański klimat, a tym razem, dodatkowo, mogłam je ponownie czytać razem z dziećmi! Cudo. Chcemy więcej ♥️
Mitologia słowiańska święci triumfy w literaturze, w filmie jak i zdaje się, że ogólnie w kulturze i sztuce. Stała się inspiracją dla współczesnych, ale i świadectwem o tym, co było. Słowiańskie wierzenia, zjawy i upiory pobudzają wyobraźnię, rozwijają kreatywność i służą za świetny temat do rozmów w gronie przyjaciół, przy kominku, z ciepłą herbatą w dłoniach. Marta Krajewska zagrała pięknie na tych sentymentach i podarowała nam, czytelnikom, nie tylko dzieciom i młodzieży, ale i - zapewniam - starszym, dojrzałym odbiorcom baśniowe opowieści. Tutaj każdy, kto kocha legendy, potwory, tradycje i upiory... a także po prostu stare podania i historię - znajdzie satysfakcję a i wiele się dowie. To podróż w dawne, minione krainy... choć kto to wie, czy kiedyś nie stanie mu na drodze Rusałka? Czy jakie inne Licho? W tym niezwykły zbiorze dostajemy osiem historii a każda lepsza od drugiej. Są one fabularnie proste, to też idealne do zapamiętania i powielania już ustnie np. dzieciom przed snem, lub przyjaciołom na zasadzie "postraszmy się na miło". Ja jestem zadowolona z każdej, choć najwięcej serca zostawiłam przy DESZCZU ROZPACZY. Wspaniała, mądra i metaforyczna opowieść o miłości i poświęceniu zanurzonym w słowiańszczyźnie po uszy. Zdecydowanie należy zwrócić szczególną uwagę na styl w jakim te historie zostały napisane. Autorka zdecydowała się na mowę dawną, dostajemy zatem naleciałości, inną konstrukcję zdań i specyficznie dla współczesnych brzmiące dialogi. Lecz jest to szalenie miłe w odbiorze, nie przeszkadza i nie jest nawet w najmniejszym stopniu przesadzone, czy męczące. To zgrabnie napisane opowieści, które pozostawiają w czytelniku przyjemny świat słowiańskiej wsi. Piękne słowa, to nie wszystko, ponieważ książka została także zilustrowana przez Alicję Filiacz. Są to bardzo spójne kolorystycznie obrazy z charakterystyczną kreską wręcz idealnie oddającą słowiańską urodę i klimat. Artystka postawiła na oniryczność, ponieważ jej rysunki przypominają mglę, która rozwiewa się pod wpływem byle podmuchu. Świetnie się na to patrzy i w konsekwencji zarówno obraz jak i tekst tworzą spójną, elegancją całość. Książka nada się na prezent, na podczytywanie do poduszki i na wejście w słowiański świat przepełniony rusałkami, lichami i kikimorami. Polecam!
zanurzyć się po uszy w słowiańskie krainy zjaw Wydawnictwo Kropka egzemplarz recenzencki
Marta Krajewska tak bardzo umie w słowiańskie historie, że można brać jej książki w ciemno. Nie zastanawiałam się ani chwili, kiedy zobaczyłam nowość jej autorstwa pt.: "Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy w opowieściach". Książka przyszła absolutnie piękna, dopracowana, w twardej oprawie, szyta i z genialnymi ilustracjami. Po prostu palce lizać. A co z treścią?
Miejscem akcji ośmiu opowiadań zawartych w książce jest pewna wieś. Bohaterowie, czyli jej mieszkańcy, prowadzą tradycyjne życie pełne ciężkiej pracy i trosk, ale również zabawy i radości. Jak to w życiu, wydarzenia dobre i złe przeplatają się, a autorka wspaniale oddaje atmosferę słowiańskiej osady sprzed lat, sposób myślenia ludzi i rozwiązywania problemów, relacje rodzinne czy przywiązanie do tradycji.
Kolejne rozdziały odkrywają przed czytelnikiem wybrane słowiańskie stwory, które wchodzą z butami w życie mieszkańców wsi. Wiele przygód przeżywają młodsi bohaterowie, dzięki czemu opisane historie są dynamiczne i pełne dowcipnych dialogów.
Marta Krajewska swoimi opowieściami pokazała, jak bardzo demony słowiańskie wrosły w tamten świat, w codzienność ludzi i ich sposób myślenia. W jak wiele stworów Słowianie wierzyli i jak tłumaczyli nieznane sobie lub niezrozumiałe zjawiska. Spotkacie tu między innymi Licho, Kłobuka, Rusałkę, Kikimorę, Południcę, a przy okazji poznacie sporo wierzeń naszych przodków.
Oprócz delektowania się tekstami, koniecznie zwróćcie uwagę na fantastyczne ilustracje autorstwa Alicji Filiacz. Robią naprawdę duże wrażenie i wspaniale dopełniają treść.
Polecam gorąco, jak wszystkie pozostałe książki Marty Krajewskiej.
Słowiańskie strachy dla młodszych czytelników? Jak najbardziej! Ba! Mogą być świetną rozrywką także i dla tych starszych grozolubisiów. Książka Marty Krajewskiej jest niczym niesamowita podróż w odmęty nieznanego świata, z którego być może wrócicie odmienieni, ale na pewno bogatsi o wiedzę.
Znajdziecie tu osiem opowieści orbitujących wokół mieszkańców jednej wioski. To, co bohaterom się przydarza, czy to dziecięce zwidy, wykwity wyobraźni, a może jednak coś diabelskiego krąży po okolicy? Czy wioska skrywa mroczne sekrety? Co skrywają głębiny rzeki? Czy coś między drzewami przemyka? A co się niesie wraz z wiatrem? Ciii... Słyszycie te tajemnicze szepty?
To bardzo nastrojowa książka, która dla dorosłych jest niczym powrót do dzieciństwa, do wakacji spędzanych u babci na wsi. Autorka idealnie oddała obraz polskiej wsi, małomiasteczkowej mentalności. Ta tląca się jeszcze wiara w przeróżne gusła i krążące szeptane bajędy od pokoleń. Zmieniające się pory roku wyznaczające tryb życia. Tutaj aura niepokoju jest namacalna. I to wszystko osnute tajemniczością.
Zwyczajna rzeczywistość poprzeplatana z dawno zapomnianymi bóstwami. Wodnik, południca, rusałka, chmurnik i inne upiorzyska istniejące w zbiorowej podświadomości od zarania dziejów, wyrosłe poprzez nadzieje i lęki jakie zawsze ludziom towarzyszyły. Jak sobie ongiś tłumaczono przedziwne zjawiska? A czy da się uniknąć nieuchronności losu?
Na uwagę zasługuje styl narracji pełen naleciałości dawnej mowy, co nie przeszkadza w odbiorze, a pozwala jeszcze lepiej się przenieść do minionego świata. Mroczne, baśniowe historyjki z morałem, które uczą, że warto czynić dobro, inaczej... licho pochłonie, prawda? Przyjaźń i miłość to wartości, które dobrze jest pielęgnować od małego.
Do tego wydanie okraszone jest klimatycznymi, onirycznymi ilustracjami Alicji Filiacz, które prześwietnie wprowadzają w odpowiedni nastrój i przenoszą nas... hen daleko do dawnego świata, nie całkiem jeszcze zapomnianego. Polecam.
4.5 Kompletnie nie spodziewałam się tak cudownych opowiadań. Każda historia jest ze sobą w jakiś sposób powiązana, co sprawia, że całość czyta się niezwykle spójnie i przyjemnie. Klimat jest bardzo komfortowy, baśniowy i słowiański - idealny na spokojne wieczory. Bardzo polecam!