Finałowy tom opowieści o córze lasu! Zaskakujące zakończenie historii o zwyczajnej dziewczynie, która została ludzkim hegemonem w elfim świecie.
Po serii traumatycznych przeżyć Apopi wraca do Lasu Północnego, gdzie czekają na nią kolejne wyzwania. Dziewczyna trafia w sam środek sporów trawiących Elfie Ziemie. Pokój między osadami elfów wisi na włosku. Na domiar złego w wiosce ludzi wrze – ciemiężona służba jest o krok od rebelii przeciwko panom. I jakby tego było mało, przyjaciel Apopi zaginął w niejasnych okolicznościach. W obliczu mnożących się problemów zwyczajna dziewczyna znów musi odegrać ważną rolę w świecie pełnym magii, intryg i uprzedzeń.
Czy droga, którą wybierze Apopi, pozwoli jej przetrwać czy raczej poprowadzi ją ku zgubie? Po czyjej stronie opowie się niepokorna bohaterka – ludzi czy elfów? I czy w świecie, który wymaga od niej heroicznych wyborów, znajdzie oparcie w kimś, kto zostanie przy niej niezależnie od sytuacji?
Niezwykła opowieść o odwadze i pokonywaniu lęków, łamaniu stereotypów, przyjaźni na dobre i na złe oraz niezłomnej miłości. Oto ostatni tom porywającej serca czytelników sagi o Synach i Córach Lasu.
Patronka Północy to finałowy tom cyklu Hegemon Apopi śledzącego losy ludzkiej dziewczyny, która trafiła do krainy elfów. Książkę napisała J. K. Komuda, a wydana została przez Wydawnictwo Czarowne.
Moje początki z Apopi były… skomplikowane to chyba najlepsze słowo. Nie lubiłam jej jako postaci czy bohaterki, ale wszystko, co wokół niej się działo było dla mnie bardzo ciekawe. Chętnie czytałam o jej losach w świecie elfów, gdzie ludzie stanowili niezauważaną służbę, a wszystko iskrzyło się od cudowności obcego świata. I tylko sama Apopi mi nie pasowała. Dopiero przy kolejnych tomach nauczyłam się ją lubić.
A teraz? Gdy sięgałam po finalny tom cyklu, robiłam to z niejakim żalem – że to jednak już koniec. Chociaż każda historia musi w końcu zmierzyć ku końcowi, jakoś nie byłam na niego gotowa. Autorka jednak była i udało jej się poprowadzić czytelników przez ten finał wzorcowo.
W książce można wydzielić dwa takie najważniejsze wątki, czyli zamieszanie polityczne między elfickimi Lasami oraz starania Apopi, by ludzie w Lesie Północnym wiedli nieco lepsze życie. Pomiędzy tymi wątkami oczywiście mieszają się inne, mniejsze, dotyczące konkretnych postaci. I wszystko kręci się wokół głównej bohaterki, tej dziewczyny, która trafiła w wir wydarzeń zupełnym przypadkiem, a teraz nie potrafi się z niego wydostać. Jak do tej pory był to świetny przykład postaci, która robi co może, by utrzymać się na powierzchni. Ten tom za to pozwala w końcu bardzo wyraźnie poczuć, że Apopi stała się panią własnego losu i zaczęła sama wprowadzać zmiany, nie czekając aż one nadejdą.
Jest to jedna z wielu zmian, które zaszły w niej jako bohaterce. Apopi niemal w niczym nie przypomina dziewczyny z pierwszego tomu – no, może cięty język dalej jej został, ale nauczyła się go zagryzać, gdy jest to konieczne. Patronka Północy stanowi doskonałe zwieńczenie jej wewnętrznej podróży jako postać i przemiany, jaką przeszła przez cztery tomy. Pozwoliło jej to na nowo zalśnić i zachwycić czytelników, a także pokazać wyraźnie, że kto jak kto, ale Apopi wśród elfów to sobie poradzi.
Fabularnie książka jest naprawdę ciekawa. Podejmuje wydarzenia praktycznie bezpośrednio po poprzednim tomie, a potem mknie cały czas naprzód. Cały czas coś się dzieje, ale równocześnie można znaleźć nieco spokojniejsze chwile na odsapnięcie. Sprawia to też, że naprawdę trudno jest się od niej oderwać i chce się czytać dalej i dalej. Opisywane wydarzenia bardzo angażują, a także sprawiają, że czytelnik zastanawia się, co się wydarzy jako następne.
Sam finał był bardzo emocjonujący i rozwiązał wiele problemów, z którymi mierzyli się bohaterowie. Sama Apopi dostała szansę, by stawić czoła własnym koszmarom jako nowa osoba. I chociaż zakończenie wydało się z lekka szybkie oraz miałam przy nim lekkie poczucie niedosytu, doskonale się przy nim bawiłam. Uważam także, że stanowi świetne zwieńczenie całej serii.
Ogólnie patrząc, z tomu na tom historia Apopi stawała się coraz lepsza. Widać było wyraźnie, jak rozwijał się warsztat pisarski autorki czy bohaterowie, a także czytelnicy mieli szansę przywiązać się do tego świata bardziej i bardziej. Autorka wykreowała naprawdę magiczny, pełen sprzeczności ale i cudów świat elfów, a do tego znalazła sposób, by do każdego tomu wpleść nowy, zaskakujący element szerzący miłość do natury.
I chociaż moja przygoda z Apopi nie zaczęła się może najlepiej, tak kończy się dobrze. Patronka Północy okazała się dla mnie książką, którą trudno mi było odłożyć – skończyłabym ją nawet i na raz, gdyby nie fakt, że ludzie muszą spać. I chociaż to finał cyklu, mam wrażenie, a może tylko cichą nadzieję, że to nie jest ostatni raz, gdy autorka zabrała czytelników do świata elfów.
„Patronka Północy” to finał, na który nie zasłużyliśmy, ale wszyscy go potrzebowaliśmy. Autorka w iście mistrzowskim stylu pożegnała się ze światem, który zbudowała.
Czy czytałam tę książkę na spokojnie? Absolutnie nie! Przewracałam strony szybciej niż elfy strzelają z łuku. W jednej chwili było napięcie, w drugiej żal, a za chwilę radość, że coś się udało, by znowu coś się skomplikowało. Były też momenty oddechu i humoru. Przez moją głowę przeszły więc wszystkie możliwe emocje i reakcje od „jprdl haha” do „zaraz zaryczę się tu na śmierć.”
Nie chcę Wam tu pisać o fabule, bo to po prostu trzeba przeczytać. Cudownie jest obserwować, jak autorka rozwinęła skrzydła, jak potrafiła zaskoczyć na koniec, jak dobrą pisarką się stała umiejąc ubrać w słowa emocje nie rzucając nimi czytelnikowi w twarz. Brawo! Największa jednak pochwała ode mnie leci za to, że seria Córa Lasu to czysta rozrywka bez propagandy. Naprawdę niewielu to potrafi 🤍 I jeszcze brawo za umiejętność przeklinania - to też niewielu potrafi.
Justyna! Gratuluję! Ode mnie w pełni zasłużone 10/10❣️
Idealny elf nie istn… Shiro: potrzymajcie mi piwo 🧝🏻♂️
Egzemplarz otrzymałem za pośrednictwem klubu recenzenta z serwisu nakanapie.pl
To moje drugie spotkanie z serią o ,,Córze Lasu". Moja przygoda zaczęła się od poprzedniego, trzeciego tomu. Historia jest tak skonstruowana, że nie ma się najmniejszego problemu, aby się w niej odnaleźć. Pewne fakty są przypomniane przed bohaterkę powieści. Minął ponad rok między tymi historiami jak je czytałam. Chwilę zajęło mi przypomnienie co się ostatnio działo.
Tak jak poprzedni tom, ten również jest dla starszych czytelników. Każda okładka jest inna, a ta pokazuje właśnie mieszkańców tych lasów. Ich domy, naturę...
Sora. To postać, której nie da się nie lubić. W pewnym momencie, jak myślałam, że nie żyje to płakałam się podobnie jak Apopi. To jest jedyna taka chwila, że przez moment chciało się odłożyć książkę... Na szczęście w tej części był happy end.
Livyan. To postać, którą niestety nie da się zapomnieć. To jak zaczął śpiewać, śmiać się i mówić... Sama zaczęłam mieć ciarki. Nie dziwię się, że bohaterka zaczęła świrować. Wystarczy mały impuls, aby wszystko do nas powróciło. Przykład tego elfa pokazuje, że szaleństwo i pycha są łatwym upadkiem. Mimo chwili powagi jaką była jego walka z Shiro, to się zaśmiałam. Te słowa (niedokładne przytoczenie) "że tu liczy się najstarszy z nich, a nie ten co dłużej daje...".
Shiro. W tej części nie dało się go nie kochać. Długowieczny, z dużym doświadczeniem, a przy Apopi był tak trochę słodko nieporadny. Tak, jakby była jego pierwszą dziewczyną. Wątek romantyczny z hot był tak naturalny w całej historii, że aż poczułam się tak, jakbym sama tam była.
Fajny był ten prolog po podziękowaniach autorki. To jest bardzo rzadki zabieg, ale tutaj genialnie pasował. Idealne zakończenie tej sagi. Ta historia uczy między innymi, że niektórzy się nie zmieniają i nie ważne co byśmy w tym kierunku zrobili.
Jak wiemy, elfy potrafią być pamiętliwe, gburowate, ale potrafią też mocno kochać. Dzieje ludzi są tutaj przypomniane w roli niewolnika, poprzez winy dawnych pokoleń. To właśnie Apopi walczy o ich prawa. Tytuł książki zdradził jej status.
Zapomniałam napisać... Były takie chwilę napięcia przez które akcja toczy się szybko, ale co najważniejsze, nie przytłacza.
Czy polecam? Oczywiście. Gwarancja wulkanu emocji. Tutaj również nie oderwiesz się od lektury.
Moja ocena 10/10
Cytaty z książki:
"Uzmysłowiłam sobie wtedy, że czasem usilnie chcemy wierzyć, ze coś jest dla nas dobre, pomimo tego, że podskórnie nas to uwiera. Niestety, przeczucie to taka jędza, która rzadko się myli. Ale ciężko jest jej słuchać, kiedy wpadnie się do bańkı komfortu. W ostatnim czasie przeżyłam i przeszłam naprawdę dużo, więc powinnam była wiedzieć, ze życie nie jest łatwe i przyjemne, że nie ma miejsc idealnych i że trawa zawsze wydaje się bardziej zielona po drugiej stronie płotu."
"Czasem w życiu wszystko dzieje się naraz i nie mamy na to wpływu. Jedyne, co nam pozostaje, to podjąć wyzwanie. Oczywiście, możemy się poddać i płynąć z prądem wydarzeń, ale czy nie warto zawalczyć? Udowodnić wszystkim wokół, ale przede wszystkim sobie, że nie ma na nas mocnych ani takiego ciężaru, którego byśmy nie udźwignęli?"
" Bywa, że czas jest płynny i rozciągliwy, wtedy potrafi pomieścić wiele. A niekiedy daje nam tylko chwilę, która trwa tyle co upicie łyku herbaty"
"Prezentował się jak zwykle nienagannie, ale jakoś tak - poważnie. Nauczona taktyką zielarki, złapałam go pod ramię i pociągnęłam za sobą. - Chodź, Adonisie - rzucilam. - A-ale... co z gratulacjami? - zająknął się. Ewidentnie wzięłam go z zaskoczenia. Ciekawe, czemu po mojej Ceremonii Zaprzysiężenia nikt się nie wyrywał, by uraczyć mnie pochlebnymi słowami? - Zaraz, jak ty mnie nazwałaś? - Białowłosy ściągnął brwi. - Co to w ogóle znaczy? Zachichotałam. Oczywiście, że nie znał tego określenia."
"Podszedł ze mną do drzewa i oparł mnie o nie plecami, wciąż trzymając w ramionach. Wysupłałam się spomiędzy jego ust, by się mu przyjrzeć. Cienkie wargi miał rozchylone. Wodził wzrokiem po mojej twarzy. Wesołość powoli zastępowało uczucie. Patrzył na mnie tak, jak nikt nigdy wcześniej. Jakby widział we mnie coś więcej niż jakąś tam dziewczynę, jakiegoś człowieka. Jakby miał przed sobą skarb."
"Shiro pocałował mnie psotnie w nos. Tylko w nos. Pewnie w odwecie za to, że niedawno zrobiłam dokładnie to samo. Ależ te elfy były pamiętliwe. - Kocham cię tak mocno, że niekiedy nie wiem, co powinienem uczynić, by wyprosić cię ze swoich myśli choć na chwilę, abym mógł skupić się na czymś innym - wyznał. - To dobrze - wykrztusiłam. - Tak właśnie powinno być. - Co ja właśnie powiedziałam? - Domyślałem się, że taki był twój cel. Owinąć mnie sobie wokół palca. Uśmiechnęłam się na te słowa."
"Piosenka oddaliła się na tyle, że przestałam ją już słyszeć. Po twarzy pociekły mi Izy wywołane nie tyle ulgą, ile nadmiarem strachu. Otarłam się o spotkanie z najgorszą bestią, jaką zrodził otaczający mnie świat. Z istotą, która zmieniła mnie bezpowrotnie, która zdołała odebrać mi mnie i świadomość tego, kim jestem. Myślałam, że już poukładałam to sobie w głowie, ale sam głos tego psychopaty sprawił, że wszystko się rozpadło. Znów nie panowałam nad swoim lękiem."
"Nie warto się zabijać dla akceptacji innych. Niektórzy są, jacy są. I choćbyś się dla nich rzuciła na rozpędzoną włócznię, oni i tak się nie zmienią."
"- Czekajcie, bo wy nie wiecie! - podekscytowałam się. - Muszę wam opowiedzieć, co zrobił mój stały partner, by zdobyć moje serce. - Ani mi się waż - napuszył się Shiro. Nachyliłam się do niego i pocałowałam go w policzek. Wygłupiając się, zatrzepotałam rzęsami, żeby zmiękczyć jego serce. - No dobrze... Możesz im opowiedzieć, ale tylko im i tylko raz! - „Tylko raz" - przedrzeźniał go Takuma nadmiernie srogim tonem, na co ponownie wszyscy zanieśli się śmiechem."
Uwielbiam fantastykę, a od jakiegoś czasu uwielbiam historie o elfach. Tych majestatycznych, wspaniałych i brutalnych, gardzących ludźmi, pomiatających nimi i niejednokrotnie powodując, że kocha się je tak bardzo jak się je nienawidzi. A co powiecie na polską fantastykę, która wprowadza nas w mroczny i wszechpotężny las, który skrywa elfy? Jestem na tak i gdy po raz pierwszy sięgnęłam po pierwszy tom serii Córa lasu, wiedziałam, że przepadłam, bez pamięci. Justyna Komuda powraca z czwartym, finałowym tomem przygód Apopi, która próbowała się zaadaptować w nowej rzeczywistości, w którą wciągnął ją jej własny zabójca. “Patronka północy” to genialne zwieńczenie jej historii, zamykający wątki, które gnębiły mnie w poprzednich tomach, dająca nam zakończenie godne synów i cór lasu, ale również dające nam nadzieję, że ludzie nie zostaną zapomniani. To nie jest tylko historia Apopi, ale też jej przemiana, która postępowała powoli, przez ten cały czas, przez który żyła wśród elfów. Nie miała łatwego życia z nimi, przez jednego z nich została nawet złamana, jednak przyjaciele wyciągnęli do niej rękę i pomogli znów wstać na nogi. Dzięki temu jest silniejsza, jednak miałam niekiedy wrażenie, że to, że sięgnęła dna, spowodowało u niej brak zahamowań. Podejmowała decyzje, które były niebezpieczne, które mogły sprowadzić na jej głowę kłopoty i nie zawsze były racjonalne. Ostatecznie jednak zrozumiałam jej postępowanie i pogodziłam się z tym, że wybrała dobro innych na pierwszym miejscu.
Ciężko pisze się opinię o czwartym tomie, unikając spoilerów. Napisze tak, że wywołała we mnie wiele emocji ta książka. Nie miałam z kim porozmawiać o tym, co mnie zaskoczyło i niekiedy denerwowało, komentowałam wszystko na bieżąco swojemu rudemu kotowi, który z niezachwianą obojętnością przyjął moje niezadowolenie wobec decyzji, jaką podjęła Apopi. Tak, nadal jestem team… nie dokończę, nie będę spoilerować. Skupmy się na tym co mi się podobało. Po pierwsze to ludzie, w końcu został postawiony pierwszy krok, by lepiej im się żyło z elfami. Pewnie jest jeszcze sporo do zmian, są też inne osady, które powinny coś zmienić, jednak ten pierwszy krok, zawsze jest najważniejszy, bo pokazuje, że jest nadzieja na lepsze czasu dla ludzi. Po drugie, autorka nie boi się pisać o traumie, jaką przeszła Apopi. To, co ją spotkało w “Kapłance chaosu”, było prawdziwą przeprawą przez piekło i nie dostajemy tu cukierkowej historii, która będzie nam wmawiała, że po takiej traumie się zapomina o wszystkim. Nie, ona nadal tkwi w Apopi, nadal nie może o niej zapomnieć, nadal ma chwile, które wciągają ją głęboko w jej głowę i we wspomnienia, które nie chcą jej opuścić. Daje to prawdziwości historii i pewnie nie jednej osobie, będzie ciężko przez takie momenty przebrnąć. Bałam się podejść do książki, zwlekałam kilka dni, nie mając czasu, by poświęcić jej pełnię uwagi, jednak gdy w końcu znalazłam chwilę, to przepadłam. Autorka ma genialny styl pisania i nie można się oderwać od jej książek. Snuje historię pełną obrazów, pełną emocji i z nutą humoru, który idealnie do mnie przemawia. A obok humoru, niekiedy i znajduje się siarczyste przekleństwo, które pasuje idealnie do Apopi, bez nich, nie byłoby jej. Przyjaźnie, które zawarła bohaterka w lesie pełnym szczerych, lecz nie znających się na ludziach elfów, były prawdziwe i dawały otuchy, nie tylko jej, ale też czytelnikowi. Ona znalazła ich kilku, znalazła swoją nową rodzinę, znalazła kogoś, o kim nie zapomni nigdy. Dziękuje autorce za tę wspaniałą przygodę, będzie mi brakowało synów i cór lasu, jednak z pewnością jeszcze do nich wrócę i sprawdzę, jakie będą moje odczucia po jakimś czasie, gdy będę mogła sięgnąć po tom za tomem. Pewnie wtedy nie będę tak bardzo denerwowała sie na epilogi, bo zapomniałam, że na końcu będzie prolog. Tak, po raz drugi dałam się nabrać. Gratuluję i czekam na informację o kolejnych książkach, biorę każdą w ciemno. Dziękuję bardzo autorce za zaufanie, jakim mnie obdarzyła, dając mi swoje dzieło do przeczytania, a wam polecam poznać historię Hegemon Apopi.
"Patronka północy" to czwarty tom serii "Córa Lasu" napisanej przez J.K. Komudę i wydanej przez Wydawnictwo Czarowne.
Książkę otrzymałem w ramach współpracy.
#ambasadorat.
W ostatnim tomie serii Apopi wraca do Lasu Północnego, by stawić czoła nowym konfliktom między ludźmi i elfami. W obliczu zniknięcia przyjaciela i narastających napięć musi ponownie dokonać trudnych wyborów, które zadecydują o jej losie i o przyszłości obu światów.
Mam duży sentyment do serii, bo "Hegemon Apopi" był chyba moją drugą w historii współpracą barterową. Kto by pomyślał, że dziś będziemy już czytać finał tej historii. Justyna, jak na debiutancką sagę, pisze wciąż niezwykle przyjemnie i emocjonująco. Opisy trafnie budzą określone emocje, a cytaty można czerpać garściami dzięki pięknemu doborowi słów. Równocześnie jest to przyziemna twórczość, pozwalająca czytelnikowi po prostu się zrelaksować.
"Patronkę północy" czytałem dwa tygodnie – nie dlatego, że była kiepska, lecz z powodu pewnych zawirowań w życiu prywatnym. Jestem ogromnie wdzięczny losowi, że akurat w tym okresie sięgnąłem po czwarty tom "Córy Lasu". Komuda potrafiła mnie oderwać od codziennych problemów i zanurzyć w magicznym, ogromnym lesie. Gdybym czytał coś innego, mogłoby być trudniej z koncentracją. Na szczęście tutaj bez problemu wsiąkłem między wersy opisywanej przygody.
Od czasu debiutu "Hegemon Apopi" minęło już parę lat, więc mój gust czytelniczy zdążył nieco dojrzeć, bym bardziej świadomie sięgał po interesujące mnie tytuły. A romantasy nie należy do mojej strefy komfortu. Na szczęście Komuda stworzyła po prostu dobrą powieść, w której elementy romansu są świetnie zbalansowane z resztą fabuły. Trójkąt romantyczny też raczej jest na końcu listy moich ulubionych motywów, ale to dlatego, że w większości przypadków wybór bohaterki mnie nie zadowalał. Na szczęście Apopi wybrała zgodnie zarówno z moim gustem, jak i z całą narracją oraz emocjami, które autorka zaprezentowała czytelnikom.
Wydaje mi się, że "Patronka północy" może zawieść część osób liczących na jeszcze szybsze tempo i większą ilość akcji. Bo tak – Apopi zwolniła, i dla mnie to zdecydowanie na plus. Jednak po bardzo mrocznej i brutalnej części trzeciej ta odsłona wydaje się… bezpieczna? łagodna? Trudno znaleźć odpowiednie słowo.
W świetle przytoczonych argumentów oczywiste jest dla mnie, że najnowsza powieść Justyny Komudy to bardzo dobra książka, choć może pozostawić lekki niedosyt. Oceniam "Patronkę północy" na 8/10. Mam ogromną nadzieję, że autorka nie pozostawi nas z niczym i jeszcze kiedyś pozwoli nam ponownie odwiedzić Elfie Ziemie. Ja zdecydowanie polecam całą serię "Córy Lasu" – na pewno się nie zawiedziecie.
"Niestety, przeczucie to taka jędza, która rzadko się myli. Ale ciężko jest jej słuchać, kiedy wpadnie się do bańki komfortu."
📚📚📚
"Patrona północy" to finałowa cześć serii Córa lasu autorstwa J. K. Komuda. To historia, na którą czekałam, ale równocześnie trochę się jej bałam i miałam nadzieję, że autorka spełni moje oczekiwania. Moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Autorka genialnie zakończyła tą historie. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego zakończenia 🥰🥰🥰.
Apopi, jak to ona😅, nie ma za łatwego życia, a kłopoty to jej drugie imię. Tym razem nestorka mnie zaskoczyła i to jak, nadając naszej bohaterce tytuł Patronki ludu. Człowiek, hegemon, a teraz Patronka ludu. Wreszcie ludzie będą mieli swojego przedstawiciela tylko czy to coś zmieni czy tylko to taka podpucha by nestorka miała wreszcie spokój🤭?
Apopi przeszła wielką przemianę. Od przestraszonej dziewczynki, po kobietę wiedzącą gdzie należy i czego chce. Wreszcie znalazła swoje miejsce. Jest inna i zawsze będzie, ale to nie znaczy, że nigdzie nie pasuje. Wreszcie zrozumiała, że najważniejsze to żyć w zgodzie z samą sobą. Las Północny to jej dom, tam ma przyjaciół, partnera oraz cel. Wreszcie wszystko jest na swoim miejscu🥰.
📚📚📚"Taka właśnie byłam. Nigdzie nie pasowałam - ani do elfów, ani do ludzi. Dopiero swojego poprzedniego życia też nie - nigdy. I po raz pierwszy w życiu byłam z tego dumna, zaakceptowałam siebie. Po raz pierwszy było mi dobrze z tym, że najbardziej pasuję sama do siebie. Przyszło mi nawet do głowy, że być może warto byłoby pokochać siebie taką, jaką jestem."📚📚📚
Byłam strasznie ciekawa jak rozwiąże się nasz trójkącik miłosny i miałam nadzieje, że tak jak chcę. Na szczęście tak było😁😁😁 i bardzo dobrze. Od samego początku, uwielbiałam tego nie stabilnego emocjonalnie elfa, choć muszę przyznać, że w tej części wreszcie się ogarnął 😁. Nawet jest uroczy jak chce😁😁😁, a pizza była najlepsza🤭🤭🤭. Oj, ten Shiro, skradł moje serce, a to jak potrafi o nią walczyć jest piękne 🥰🥰🥰.
Muszę przyznać, że wiele w moich oczach zyskał Shout. Wreszcie nie jest wiecznie naburmuszonym dupkiem, szok🤭.
Nie będę za bardzo zdradzała wam fabuły, ale mogę powiedzieć, że dużo się tutaj dzieje. Wrogowie czekają na odpowiedni moment. Las po naszej Apopi nie będzie już taki sam. Wszystko się zmienia.
"Patronka północy" to fenomenalne zakończenie serii. Cieszę się, że mogłam poznać historię Apopi, ale pozostaje smuteczek, że to już koniec 😭. Ja bym chciała więcej🥺. Jeżeli jeszcze nie znacie tej genialnej serii, a lubicie historie pełne elfów, niebezpieczeństwa i sarkastyczne główne bohaterki, to jest historia dla was 🥰. Ja uwielbiam i gorąco polecam🥰🥰🥰.
Ileż tu się wydarzyło rzeczy, to głowa mała. Ale nie ma się co dziwić, bo każda część miała w sobie mnóstwo wrażeń, przygód i mniejszych lub większych spraw, w które oczywiście zawsze zaplątana była Apopi. Jej zabójca Sheut, z różnym skutkiem, próbował ją gasić, ale jak zdążyliście już poznać Apopi, to wiecie, że ta dziewczyna ma zdecydowanie niewyparzoną twarz 😅.
Co tutaj się wydarzyło? Aaa no Apopi zdążyła dopiero co wrócić do swojego Lasu, i od razu została wciągnięta w sprawę ludzi. A w zasadzie to została zaciągnięta do wioski ludzi, by ugasić pożar. Pożar trochę w przenośni, trochę serio. Bo pracownicy elfów postanowili się zbuntować i iść na rzeź. Tak, i w tym celu została ściągnięta Apopi, by im przemówić do rozsądku i do tego nie dopuścić. No cóż.. czy jej się to udało? Noo nie bez powodu w tytule książki znalazło się słowo "patronka". Czy już się domyślacie co się wydarzyło? Nie? To może wam powiem, że Apopi wystąpiła przed nestorką, w imieniu ludzi oczywiście, i ta chyba w akcie żartu, mianowała ją Patronką Ludu, co bardzo spodobało się mieszkańcom ludzkiej wioski, a niekoniecznie elfom.
No ale, żeby nie było zbyt nudno, to nestorka kazała ruszyć Apopi na poszukiwania zaginionego wieszcza z ich lasu. Przyjaciela, który zawsze był gotowy ruszyć Apopi z pomocną dłonią. Przyjaciela, który zaginął wtedy, kiedy właśnie ruszył jej na pomoc.
Apopi staje teraz przed dwoma bardzo ważnymi zadaniami. Z jednej strony ma ludzi z całej wioski, w których imieniu ma sporządzić kodeks praw człowieka. A z drugiej wyruszyć na poszukiwania nie tylko swojego przyjaciela, ale i wieszcza całej społeczności elfów.
Dziewczyna jest przekonana, że uda jej się świetnie wywiązać z obu powierzonych jej zadań. Nestorka natomiast jest innego zdania, ale jakby podejmuje jej wyzwanie i stwierdza, że przekonają się, czy Apopi uda się dobrze wywiązać w kwestii obu tak ważnych spraw dla różnych grup.
Na szczęście nie jest sama. Towarzyszyć jej będzie oczywiście jej niezastąpiony zabójca, który już wielokrotnie się wykazał, a także Hegemon Shiro, syn nestorki, który także już wiele razy pokazał Apopi, że może liczyć na jego pomoc. Chociaż jego zachowania czasami doprowadzały mnie do szału od samego początku serii, to jednak ten elf ma coś w sobie, co faktycznie do niego przyciąga. O czym przekonała się niejednokrotnie dziewczyna, w różnych sytuacjach. Ale też ma bardzo zmienne nastroje, niczym kobieta przed okresem 🤭, ale taka już chyba elfia natura 😅.
Zdecydowanie zachęcam do przeczytania zarówno tej książki, jak i całej serii o Córze Lasu. Gwarantuję, że spędzicie przy niej magiczny czas.
Ostatni raz wyruszyłam na Elfie Ziemie, aby wraz z Apopi przeżyć zakończenie tej historii i był to bardzo udany powrót! ✨💚 . Bohaterowie przeszli ogromną przemianę. To już nie są te same postacie, co w pierwszym tomie 🤯. Zmieniły ich doświadczenia oraz towarzysze, z którymi złączył ich los. Ja osobiście uwielbiam, gdy wydarzenia faktycznie wpływają na bohaterów i ich kształtują! A tutaj widać te zmiany bardzo 👏 . Elfi świat, który autorka tu stworzyła jest naprawdę wart poznania! Cudownie było go odkrywać przez te wszystkie tomy. Holly Black jest zagraniczną królową elfów, więc może @j.k.komuda zostanie naszą! 😃👑 Ciężki byłby tu wybór pomiędzy Shiro, a Cardanem 🧝🏻♂️💗 Ja już musiałabym wybrać tego starszego 😆👀 . Nie jest to oczywiście historia bez wad. Sam pierwszy tom, w porównaniu do tego, wypada dość nudno - trzeba mu wybaczyć, bo jest dopiero wprowadzeniem, a cała zabawa zaczyna się dalej 🎇. W "Patronce północy" zaczęły mnie też już trochę nużyć refleksje Apopi, bo się dziewczyna ciągle powtarzała, tylko w trochę innych słowach 😅 . Ale ten świat zachwyca swoim pięknem i intensywnością już od samego początku! 😍🌺🍃 Elfy są wykreowane naprawdę świetnie. Uwielbiam różnorodność jaką autorka tu wprowadziła. Każda część lasu jest inna, tak samo jak elfy, które ją zamieszkują. Różnią się dosłownie wszystkim, zarówno wyglądem, jak i zwyczajami oraz wartościami. Dzięki temu, w każdym tomie mamy wiele do odkrycia 💚 . W "Patronce północy" działo się dużo, ale to zakończenie wywołało najwięcej emocji. . Tu mały SPOJLER ❗👇 . . . Jak mnie wystraszyło ostatnie zdanie "- Gdzie jest Shiro? ", nie przeżyłabym gdyby autorka tak to zostawiła 😳. Zanim doszłam do prologu, to zdążyłam trochę nawyklinać, że tak nie można kończyć książek! 🤯😆 . KONIEC SPOJLERU❗😉 . Zauważyłam, że teraz jest moda na książki kucharskie z różnych uniwersów. I wiecie co? Przecież musi powstać książka z tymi wszystkimi wege pysznościami z Elfich Ziem! Ja wnoszę o to petycję! 🙌📜📣
Chcielibyście znaleźć się w którymś ze światów z książki? Jeśli tak, to w jakim?
We współpracy z @j.k.komuda miałam okazję przeczytać już ostatni tom przygód Apopi pod tytułem "Patronka północy". Okładka tak samo jak pozostałe jest po prostu przepiękna. Te ostatnie dwie podobają mi się najbardziej i jestem nimi wprost zachwycona. Przechodząc już do treści to po tym, co wydarzyło się w przedostatnim tomie na jego końcu, bałam się co będzie na początku tego i nie myliłam się, bo zaczęło się niezłą akcją. Razem z Apopi myślałam, że to wszystko dzieje się na serio, ale na szczęście okazało się, że to nieprawda. Wydarzenia, jednak są trudne i wywołują wiele emocji. Mamu także w tym tomie wiele śmiałych decyzji i poważnej toli, która zostaje przydzielona Apopi. Poszukiwania, które mimo początkowych złych tropów, które przynoszą rozpacz, kończą się ulgą i radością. Przynoszą też jednak kolejne niebezpieczeństwa i obawy. Nie zawiodłam się na tym tomie, bardzo mnie wciągnął i dał możliwość przeżywania wielu emocji, bawiłam się bardzo dobrze. Pozostała jeszcze kwestia - Shiro czy Sheut? Ja decyzją Apopi się nie zawiodłam i byłam wniebowzięta, ale żeby się dowiedzieć jaką decyzję podjęła musicie sami przeczytać, żeby ją poznać. W tym tomie mocno szokowała mnie nestorka swoimi decyzjami. Sheut momentami mnie denerwował, Shiro tak mnie zaskakiwał, że aż się rozpływałam. Zakończenie - epilog zakończył się tak, że miałam taką myśl "Co ? To koniec? Ale to się tak skończyło, jakby miał być kolejny tom?!". Okazało się, że po epilogu i podziękowaniach pojawił się jeszcze prolog, który niestety już na zawsze zakończył wydarzenia tej serii i jak skończyłam to czułam pustkę i smutek ... Dziękuję @j.k.komuda, że mogłam towarzyszyć tej przygodzie i zostać recenzentką tych dwóch ostatnich tomów. Była to dla mnie niesamowita przyjemność ❤️
Kończenie serii zawsze daje mi sporo satysfakcji, jednak z drugiej strony... nie ukrywam, że to czasem boli. W końcu tak trudno rozstać się z ukochanymi bohaterami. Tak właśnie miałam z serią Córa Lasu J. K. Komudy.
Wraz z upływem stron coraz bardziej chciało mi się płakać. I to nie przez to co w danym momencie działo się na kartach powieści, a przez fakt, że uświadomiłam sobie, że to już jest koniec. A ja przecież zaprzyjaźniłam się z tyloma postaciami 🥹
Patronka Północy jest finałowym tomem, więc nie mogę Wam zdradzić za wiele z fabuły. W moim odczuciu wszystkie ważne wątki zostały domknięte. I to z satysfakcją dla czytelnika, a to chyba najważniejsze!
Bardzo doceniam to, że Autorka nie boi się trudnych tematów i konsekwentnie prowadzi rozwój bohaterów. Apopi dalej mierzy się ze swoimi lękami i stara się znaleźć równowagę po tr@umåtycznych przeżyciach z trzeciego tomu. Bohaterka nie poddaje się i dalej chce pomagać. Chce stworzyć lepsze warunki dla ludzi. A wierzcie mi: wśród elfów nie mają oni łatwo!
Mnóstwo tutaj intryg i niebezpieczeństwa. U J. K. Komudy elfy zdecydowanie nie są eterycznymi i niewinnymi istotami. O nie! Musicie mieć się na baczności, bo nigdy nie wiadomo, kiedy któryś z nich będzie chciał Wam wbić przysłowiowy nóż w plecy.
Na szczęście nie brak osób, u których Apopi mogła znaleźć schronienie. Mogła znaleźć dom 🥹
Wiem, że niektórzy z Was są ciekawi jakiego wyboru ostatecznie dokona Apopi 🤭 Shiro? A może Sheut? Oczywiście nie mogę Wam tego zdradzić, ale zapewniam, że odwiedź znajdziecie na kartach książki 😁
Żałuję, że to koniec, ale też uważam, że ta seria nie mogłaby się skończyć lepiej 🔥
Fani elfów, niebanalnych historii oraz świetnie wykreowanych postaci nie możecie przegapić tej serii!
Seria Córa Lasu Justyny Komudy to cykl, który mnie kupił już od pierwszego tomu, więc gdy pojawił się czwarty, finałowy tom cyklu musiałam go przeczytać 🔥
Patronka Północy- J.K. Komudy
Trzeci tom zostawił wiele znaków zapytania. Przede wszystkim jedna kwestia mnie ciekawiła ☺️ Shiro czy Sheut? Kogo wybierze Apopi? Gdy Apopi wraz z przyjaciółmi wraca do osady okazuje się, że jej przyjaciel wieszcz Sora wraz z6 Takumą ruszyli na jej poszukiwania i jak dotąd nie wrócili. Wkrótce Apopi wraz z Shiro, Sheutem oraz elfką z lasu wschodniego ruszają na poszukiwania.
W tym tomie zostaje nam trochę bardziej przybliżony świat ludzi żyjących w krainie elfów. Apopi udaje się udaremnić bunt i staje w obronie ludzi. Stara się polepszyć ich życie. Zostaje mianowana Patronką Ludu.
Apopi w końcu dokonuje wyboru odnośnie Shiro i Sheuta 🩷
Ostatni tom serii przyniósł rozwiązanie wątków z poprzednich tomów. Podobnie jak poprzednie tomy podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji. Było kilka fajnych wątków jak pica 😃 Fabuła mocno mnie wciągnęła. Z przyjemnością zanurzyłam się w ten fantastyczny świat. Zakończenie było zaskakujące i jednocześnie satysfakcjonujące. Uważam je za dobre zamknięcie serii. Książkę czytało sie z przyjemnością. Będę wyczekiwać kolejnych książek autorki. Gorąco polecam całą serię 🩷 Dziękuję za egzemplarz do recenzji ☺️
Kto wybiera się ze mną w podróż do Elfiego Lasu, by poznać dalsze losy Hegemonki Apopi?
Przyznam szczerze – z niecierpliwością czekałam na ostatnią część sagi „Córa Lasu”: „Patronka Północy” autorstwa J.K. Komudy, wydaną przez wydawnictwo Czarowne. Szkoda tylko, że to już moja ostatnia wyprawa śladami Apopi i Shiro. Po raz kolejny otrzymałam historię pełną przygód, nagłych zwrotów akcji oraz codzienności – zarówno tej elfiej, jak i ludzkiej.
Dzieje się naprawdę dużo! Apopi nie zwalnia tempa – podejmuje trudne decyzje, walczy o ich realizację, dąży do polepszenia warunków życia oraz aktualizacji praw człowieka w świecie elfów. Razem z bohaterami bierzemy udział w balach, zaprzysiężeniach, a także w mniej lub bardziej niebezpiecznych wyprawach.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo jeśli jeszcze nie poznaliście historii Apopi – kobiety uznanej za hegemona – warto przeczytać całą sagę od początku!
A zakończenie? Hmmm… Na ostatniej stronie wpatrywałam się w ostatnie zdanie i miałam tylko jedno w głowie: „Ale jak to?!” Przyznam, że ciśnienie w tym momencie wyraźnie mi skoczyło! Na szczęście autorka nie zostawiła mnie z tym tak po prostu.
Bardzo dziękuję J.K. Komudzie za możliwość zrecenzowania wszystkich części sagi „Córa Lasu” i przeżycia tej wyjątkowej przygody razem z bohaterami. 🌿📖
Każda seria kiedyś się kończy i właśnie dziś przychodzę polecić Wam ostatni tom sagi "Córa Lasu" autorstwa Justyny Komudy czyli powieść "Patronka północy".
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo autorce.
Nie spodziewałam się, że autorka aż tyle może upchnąć emocji w tak krótkim tomie - owszem jest krótki i wciąż chciałoby się więcej. Jest to idealne domknięcie wszystkich wątków i zwieńczenie całej opowieści. Choć był jeden moment gdy wręcz mówiłam "nie nie nie", ale ostatecznie wszystko zostało bardzo fajnie rozwiązane i nie mogłam liczyć na lepsze zakończenie z logicznym wyjaśnieniem. Mimo iż nie takiego końca chciałam, czy miałam nadzieję dostać to właśnie takie zakończenie jest tutaj idealne.
Historia jest bardzo wciągająca, a rozwój relacji między bohaterami poprowadzony w sposób naturalny. Autorka również porusza tutaj bardzo ważne tematy związane z prawami ludzi, a jest to moim zdaniem jeden z ciekawszych wątków tej historii.
Ogromnie polecam Wam całą sagę "Córa Lasu"! Jest to bardzo oryginalna i warta uwagi historia, która podbije serca nie tylko miłośników elfów, ale i fantastyki w najlepszym wydaniu.
2,75 Niestety. Z bólem serca muszę powiedzieć, że czuję się mocno zawiedziona tym tomem. Z reguły, części finalne powinny być najbardziej ekspresyjne i dynamiczne. Powinno się tam DZIAĆ .. Właśnie – słowem kluczem jest tu wyrażenie - powinno . Bo działo się akurat stosunkowo najmniej ze wszystkich tomów i przez dużą część książki było całkiem nijako. Zwyczajnie - ta książka jest przegadana. Nie usatysfakcjonowało mnie też zakończenie, które było wyraźnie przyspieszone i takie jakby z czapy. Ogólnie, całościowo, mam wrażenie, że autorka albo straciła serce, zapał i wenę dla tej serii, albo niemiłosiernie pogonił ją deadline. Czuję rozczarowanie i zdecydowany niedosyt właściwie wszystkiego. Przeczytać trzeba, żeby jakoś zakończyć serię.. ale czy ta część was usatysfakcjonuje ? Za to nie zaręczę.
„Właśnie skończyłam ostatni dom Cury Lasu i… nie byłam gotowa na to zakończenie. 🥺 Ta historia wciągnęła mnie od pierwszego tomu i trzymała aż do samego końca. Justyna stworzyła świat pełen magii, humoru i emocji, a bohaterowie – zwłaszcza niezapomniany Shiro 💕 – na zawsze zostaną w moim sercu.
Ostatnia część to prawdziwa burza zwrotów akcji, wzruszeń i zaskoczeń. Czyta się ją jednym tchem, a zakończenie zostawia czytelnika w osłupieniu. To piękna, pełna emocji podróż, którą będę długo wspominać.
Polecam z całego serca i z niecierpliwością czekam na kolejne książki autorki! ✨📚”
Właśnie skończyłam Patronkę Północy i bardzo cieszę się, że mogłam poznać zakończenie tej serii. To świetnie poprowadzona historia, która daje dużo przyjemności z czytania. Będzie mi brakowało oczekiwania na kolejny tom 🥹