W sercu Górnego Śląska, gdzie stare familoki pochylają się nad betonowymi placami, kryje się Hasi. Dawniej tętniące życiem osiedle górnicze, dziś stoi w miejscu, gdzie czas się zatrzymał. Wśród starych kamienic mieszkańcy próbują prowadzić normalne życie, trzymając się razem w świecie, który ich pomija.
Jednak Hasi kryje w sobie coś więcej – w tym miejscu dawne górnicze historie ożywają, a wśród cieni kamienic kryją się tajemnice, które przenikają rzeczywistość. Alicja, Piotr, Hubert oraz Gerda wplątani w sieć niewyjaśnionych zjawisk, muszą zmierzyć się z legendami, które powracają i domagają się uwagi. Czy znajdą odwagę, by spojrzeć w oczy temu, co od dawna czai się w sercu osiedla?
Hasi to mroczna, urzekająca opowieść o miejscu, które żyje własnym życiem, gdzie mitologia Śląska splata się z codziennością, tworząc historię pełną napięcia i zapomnianych prawd zakorzenionych głęboko w industrialnym krajobrazie śląskiej ziemi.
Urodzona w Nowym Sączu, od lat związana sercem ze Śląskiem. Absolwentka translatoryki hiszpańskiej na Uniwersytecie Śląskim, rozmiłowana w bogactwie literatury hiszpańskojęzycznej. Od 2018 roku właścicielka marki „Opowiemci”, miejsca, gdzie literatura staje się źródłem inspiracji i wymiany myśli dla czytelników. Tu w corocznym rankingu docenia i wyróżnia twórców promujących czytelnictwo. Organizatorka spotkań dla miłośników literatury w ramach festiwalu Książkonalia w Katowicach.
Po lekturze Hasi będziecie mieć wrażenie, że macie brudne ręce - od trzymania książki i od jej zawartości...
Hasi to połączenie śląskiej historii, folkloru i wierzeń z mrocznym klimatem opuszczonych kopalń i enklaw zamkniętych przed obcymi. Na tym jednym, niewielkim, zapomnianym przez świat i postęp podwórku robi się gęsto od ożywających opowieści, tajemnic wychodzących z cienia i rozdrapywanych ran.
Beata Skrzypczak debiutuje w grozie, ale robi to z klasą – historia jest dopracowana zarówno fabularnie, jak i językowo, wplecenie gwary podbija klimat i dodatkowo osadza książkę w miejscu akcji, a oprawa graficzna nie tylko idealnie współgra z fabułą, ale i będzie piękną ozdobą biblioteczki.
DNF. Niestety słabe a potencjał był duży. Od niepoprawnego używania języka śląskiego po płytkie postaci i narrację jak z wypracowania z j.polskiego przez wymuszone dialogi na braku grozy kończąc. Próba pokazania atmosfery i miszmaszu mieszkańców typowo śląskiego osiedla (na jakim mieszkałam kilka lat) niestety się nie udała. Duże rozczarowanie.
DNF. Unfortunately, it was weak, but the potential was great. From the incorrect use of the Silesian language, to the shallow characters and narrative reminiscent of a student's language essay, to the forced dialogue and lack of terror/horror. The attempt to portray the atmosphere and mishmash of residents of a typical Silesian housing estate familok (where I lived for several years) unfortunately failed. A major disappointment.
Hasi to klimat ceglanych familoków i tajemniczego śląskiego osiedla w najlepszym wydaniu. Śląska mitologia mnie kompletnie zaskoczyła, bohaterowie są wyraziści i pełni życia, a atmosfera grozy i niepokoju trzyma do samego końca. Momentami akcja się dłuży, ale finał wszystko wynagradza – naprawdę warto!
Pani Beato, dowiozła Pani w stu procentach! Po panelu z Pani udziałem nie mogłam przestać myśleć o tej okładce – coś mnie do niej ciągnęło. Dziś cieszę się, że ten ostatni egzemplarz na KTK trafił właśnie do mnie!
Od pierwszych stron czułem, że przeczytanie “Hasi” będzie dla mnie wyzwaniem, ale wierzyłem, że potrzebuję czasu, by wgryźć się w tę historię i dać jej chwilę na rozpęd. Ale gdy po przeczytaniu około 150 stron jedyne o czym myślałem, to by zrobić DNF, już wiedziałem, że to nie jest moja historia. Doczytałem ją już nawet nie z ciekawości, jak ona się skończy, ale by poprostu poznać jej zakończenie.
“Hasi” to bardzo specyficzna powieść grozy. To rozbudowana opowieść prowadzona przez narratora, który relacjonuje czytelnikowi życie, jakie toczy się w jednej (fikcyjnej) dzielnicy Katowic. Zagląda on do mieszkań wielu osób, zgłębia ich przeszłość, ale i teraźniejszość, które są integralną częścią miasta. Książka przybliża dodatkowo śląską kulturę i mitologię, która jest głównym wątkiem fabuły i która skrywa sporo m*oku i tajemnic. I ten element książki doceniam bardzo mocno – przeniesienie Katowic, jego klimatu oraz śląskiego dziedzictwa do powieści grozy. Ale to co mnie pokonało to narracja.
Opowieść snuta przez narratora jest niezwykle szczegółowa i rozbudowana, i w moim odczuciu zdominowała, a wręcz przytłoczyła bohaterów i bohaterki książki, których nie potrafiłem poznać. Narracja była dla mnie na tyle trudna i nieangażująca, że każdy powrót do tej historii wymagał ode mnie zmuszania się do jej ukończenia. Fabuła, także przez zdecydowaną większość nie ma jasno określonego celu i momentami odnosiłem wrażenie, jakbym czytał wyrwane z kontekstu wydarzenia, które w żaden sposób się ze sobą nie łączą. Dopiero pod koniec wszystko nabiera sensu. Do tego ilość przedstawionych postaci wprawiła mnie w zagubienie, bo żadna nie miała znamion głównego bohatera, a i perspektywy zmieniały się z rozdziału na rozdział.
Obiektywnie zakończenie jest najlepszym elementem “Hasi”. Takiego finału oczekuje się od powieści w tym gatunku. Ale to nie zmienia faktu, że nie potrafiłem się nim ekscytować przez narrację, która w ogóle nie wywoływała we mnie żadnych emocji. Groza w tej powieści jest wszechobecna, ale sposób jej przedstawienia niestety na mnie nie działał.
Mam opory przed pisaniem tej opinii, nie lubię dowalać debiutującym autorom/kom. Może umówmy się tak. Napiszę, co mi się podobało, a potem autorka - jeśli tu zagląda - przestanie czytać, ok? Otóż podobały mi się - i to naprawdę bardzo! - śląskie przekleństwa. I okładka. A teraz autorko, idź sobie, po co ci to. . . . Otóż poza tym nie podobało mi się nic. Styl jest straszny. Dawno nie czytałam tak ciężko napisanej książki. Ludzie tu nie studiują, nie uczą się - oni "uczęszczają". Dzieci się nie bawią, tylko "wchodzą w interakcje". Do tego te drętwe wykłady, zdania na pięć linijek, w których gubi się podmiot. To nie jest nawet zły styl. To jest zła polszczyzna po prostu. (Autorko, jeszcze tu jesteś? Nie martw się, nad tym można pracować). Niewinny czytelniku/czytelniczko. Jeśli rozważasz czytanie "Hasi", a masz tak, jak ja - że musisz zawsze skończyć, co zacząłeś - zrób najpierw eksperyment. Przeczytaj jeden akapit na chybił trafił. Tak, tak będzie przez całą książkę, z opisami akcji włącznie. Jesteś ostrzeżony/a. PS. Możesz zacząć czytać od strony ok. 170. Wcześniej nie dzieje się nic, czego nie można by streścić w jednym zdaniu, serio.
Co tu się odhasiowało, to się we łbie nie mieści❗️
Razem z bohaterami książki zamieszkałam na niegdyś tętniącym życiem, a teraz prawie wymarłym, osiedlu górniczym. Czas się tam zatrzymał i ja też musiałam przystanąć na dłużej, mimo że momentami miałam ochotę brać nogi za pas i zwiewać byle dalej od tego miejsca 😨
Znalazłam w Hasi elementy legend i mitologii śląskiej, co było niemałą niespodzianką, gdyż kompletnie tego obszaru nie znam. Cieszę się, że mogłam wejść głębiej i zobaczyć co w kopalniach piszczy. Beata uczy i bawi 😉 I do tego potrafi połączyć to z realizmem tak, że wszystko się klei.
Najbardziej jednak pokochałam mrok i dość nieprzyjemny, uwierający klimat tej powieści. Autorka potrafi zaczarować czytelnika i sprawić, że ten poczuje atmosferę panującą w danym miejscu oraz wszystko to, co czują bohaterowie: brawo! Przyznam, że momentami miałam ciary i trochę strach mnie obleciał.
O fabule nie będę pisać, bo nie chcę Wam zepsuć zabawy. Po prostu przeczytajcie, bo naprawdę warto! To było świeże, zaskakujące i po prostu dobre.
Macki Beaty Skrzypczak mnie dopadły - czuję, że już zawsze będę mieszkanką Hasi.
Ps. I chciałabym kiedyś przeczytać duet Skrzypczak - Zychla. Czuję w kościach, że to byłoby wybitne.
Dziwna to była przygoda, bo też przede wszystkim dziwnie czytało się o miejscach, które niby tak dobrze się zna, a one jednak nie zawsze istnieją. Dziwnie było odkrywać folklor miejsca, z którego się pochodzi, a jednak opowiedziany bądź co bądź przez kogoś z zewnątrz. Dziwnie było też doświadczać widzianej z zewnątrz śląskości, zwłaszcza gdy to ten typ śląskości, który jak widać mnie ominął (choć przyszłam przecież z serca Katowic).
Dziwnie w tym wypadku nie znaczy jednak źle, a bardziej intrygująco. Nieuchwytna jest ta powieść w wielu jej wymiarach, a moje nieprzekładalne na słowa odczucia to ledwo wierzchołek góry lodowej (czy też hałdy. tak, w tym przypadku raczej hałdy węglowej). Bo też nie da się jej jednoznacznie zakwalifikować do gatunku. To trochę horror, oczywiście. Trochę powieść grozy. Trochę historia z życia wzięta, z pijaczkami śpiewającymi pod oknami w drodze z lub do monopolowego, z babciami aka osiedlowym monitoringiem drącymi się na bajtle z piłkami na placu. Przede wszystkim to jednak chyba historia o czasie, o tym, jak pewne rzeczy wraz z nim umykają, a inne wręcz przeciwnie - wciąż zostają. O przemijaniu, o pamięci, ale też o zapamiętaniu; o tym wszystkim, co sprawia, że zaczyna zatracać się granica między jawą a snem.
Hasi jest swoistym zapisem genius loci miejsca, które nigdy nie istniało, a jednak jest go pełno na całym Śląsku. A że ja genius loci zawsze sobie cenię bardzo, to nie mogłam nie zostawić fragmentu siebie między stronami książki. To taki zastaw za moją pamięć, odzyskam go pewnie wtedy, gdy przyjdzie mi sięgnąć po drugi tom.
(~50%) Świetna atmosfera i rozbudowane nawiązania do historii Śląska niestety nie rekompensują faktu, że w tej książce najzwyczajniej w świecie nic ciekawego się nie dzieje. Po ponad 200 stronach w dalszym ciągu nie wiem kim są bohaterowie, do czego dążą i w jakim kierunku zmierza sama historia, więc nie za bardzo mam ochotę kontynuować. Z autorki jednak nie rezygnuję i z chęcią spróbuję przeczytać jej inne książki.
Dziwne jest to „Hasi”, z jednej strony czuję się tu jak w polskim Silent Hill, z drugiej ta powieść ma wady, które naprawdę psują przyjemność z lektury. Zacznijmy od plusów - przede wszystkim atmosfera. Gdy Skrzypczak pisze o starych familokach, zapomnianych kopalniach i opuszczonych kamienicach jest przekonująca w 100%. Katowickie osiedle jest brudne, popadające w ruinę i czytając książkę zastanawiałem się, kto chciałby tam mieszkać (ja bym nie chciał, nawet za dopłatą). Dodatkowo, świetnym pomysłem jest sięgnięcie do śląskich i górniczych wierzeń i legend, co dodatkowo wzmacnia, już i tak duszną, atmosferę.
Jednocześnie, struktura fabuły tej książki jest naprawdę dziwna. Postacie zarysowane są tak pobieżnie, że trudno cokolwiek o nich powiedzieć. Większość książki składa się z krótkich rozdziałów, które następują po sobie bez ładu i składu, przez co ciężko nie mieć wrażenia, że z historii coś wycięto (bohaterka spotyka kogoś na końcu jednego rozdziału, by na początku innego być w zupełnie innym miejscu kilka dni później). Nagle, gdy do końca książki zostaje +/- 100 stron, autorka przypomina sobie, że należałoby jakoś zakończyć historię, więc powieść pędzi łeb na szyję do finału. Finału, dodam, bardzo intrygujące i dającego nadzieję na ciekawą kontynuację, ale czy mam ochotę po nią sięgnąć? Nie wiem.
Najgorsze, że nie wiem kto tu zawinił. Autorka? Redakcja (lub jej brak)? Szkoda, bo trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby to być naprawdę mocny horror. Pomysł jest, wykonanie pozostawia sporo do życzenia.
Książka, do której podeszłam bez żadnych oczekiwań, okazała się być naprawdę w porządku pozycją.
Ostatnio tak się składa, że trafiam na książki o Śląsku i zdałam sobie sprawę, że mi się podobają.
Mity mieszają się tutaj z prawdziwym życiem. Ja lubię wykorzystywanie mitologii, legend, czy opowieści w książkach, tak i tutaj podobało mi się splecenie dwóch światów ze sobą.
Kopalnie, niepokój życia w niewielkim miasteczku. Chciałam poczuć w tej książce strach, przerażenie, które obiecuje mi opis. Czułam zaciekawienie. Chciałam wiedzieć co będzie dalej. Niepokoju, strachu nie czułam, czego mi brakowało.
Może związane było to też z faktem, że od początku wiedziałam, że z jednym bohaterem jest coś nie tak. Spodziewałam się, że prędzej czy później dopuści się złych czynów.
Końcówki też może trochę nie zrozumiałam? Albo była trochę niedopowiedziana? Ale co się dziwić jak będzie drugi tom, który zapewne przeczytam :)
Jedyne co mi przeszkadzało to to, że czasem były podane pewne fakty, daty, czy opisy w dosyć suchy sposób. Czułam się trochę jakbym czytała akapit z podręcznika do geografii. Na szczęście było tego niewiele.
Z pewnością to, że kopalnie i mitologia Śląska odgrywają tu tak dużą rolę, bardzo mi się podobało i to wyróżnia tę historię. Pozytywnie, oczywiście.
To nie była zwykła historia - to było spotkanie z miejscem, które żyje, oddycha i pamięta. „Hasi” to opowieść, która pachnie węglem, kurzem i deszczem spadającym na familoki. A jednocześnie magią. Taką, która nie potrzebuje różdżek ani smoków, bo kryje się w ludzkich szeptach, wspomnieniach i legendach powtarzanych przy herbacie na balkonie.
Alicja, Piotr, Hubert i Gerda to postacie, które sprawiają, że epicki świat Hasi ożywa. Ich historie splatają się z legendami, przeszłością i magią miejsca i kiedy zaczynają słyszeć, że Hasi znowu się budzi, trudno stwierdzić, czy bardziej boją się duchów, czy samych siebie.
Beata Skrzypczak tworzy świat, w którym realizm i ludowa mitologia stapiają się w jedno. Nie wiadomo, kiedy kończy się codzienność, a zaczyna coś innego, starszego, mądrzejszego, przerażającego. Ten klimat - duszny, śląski, pełen ciszy i echa dawnego życia jest absolutnie niezwykły. Czytałam i czułam, jakbym szła tymi samymi uliczkami, z duszą na ramieniu.
Ale to, co mnie ujęło najbardziej, to emocje. Relacje między bohaterami są surowe, ale prawdziwe, jakby każde słowo mogło coś zburzyć lub ocalić. To nie bajka o wielkiej miłości, a raczej historia o tym, jak bliskość i lojalność mogą być silniejsze niż strach.
„Hasi” to nie tylko rozrywająca serce powieść fantasy - to opowieść o pamięci, tajemnicach i sile, która mieszka w ludziach. I o tym, że czasem największe duchy to te, które nosimy w sobie.
Gdybym mogła dać więcej niż 5 to bym dała, ale niestety się nie da. Top of the top! Książka tego roku. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Jest po prostu rewelacyjna. Pełna mroku i brudu. Człowiek nie może się oderwać. Gubi się w tym co jest rzeczywistością a co wymysłem. Bohaterzy świetnie przedstawieni. A to jak został Śląsk przedstawiony i jego tradycje, wielkie brawa dla autorki. Moje pierwsze i nieostatnie spotkanie z panią Beatą. Z niecierpliwością będę czekać aby dorwać w swoje ręce drugi tom.
Momentami książka nudziła, wsiąkanie w historię niektórych bohaterów wydawało mi się zbędne i niepotrzebne do fabuły. Było za mało rozwiązywania tajemnicy i nie czułam zupełnie śląskiego folkloru, myślałam, że dowiem się o nim nieco więcej.
Jednak mimo wszystko czasem czułam niepokój, więc można uznać, że jako horror, to spędziłam ten czas z „Hasi” nawet dobrze 😌
Horror z Górnego Śląska. Przenikające się światy, atmosfera niepokoju, napięcie rośnie, ciekawe postacie i nieoczywisty finał i dobrze napisane. Dla mnie w tym gatunku jest wszystko.
Beata Skrzypczak długo kazała czekać na ujawnienie się nam jako pisarki, ale jak już to zrobiła, to z przytupem! “Hasi” to jej trzecia powieść, a pierwsza utrzymana w klimacie grozy.
Tytułowe Hasi to stare, zapuszczone i smutne katowickie osiedle, które mocno różni się od bardziej nowoczesnej reszty miasta. Położone w pobliżu nieczynnej już kopalni, której pozostałości nie zostały do końca zabezpieczone, nie zachęca do odwiedzin, bo są tu mrok, bieda i… wycieruchy, które niepokoją mieszkańców i każdego, kto się tam pojawi. Wszyscy się ich boją, choć nie wiadomo do końca, kim są, jednak lepiej trzymać się od nich z daleka. Podobnie jak i od wyziewów nieużywanych kopalnianych szybów i podziemnych tuneli, w których już wcześniej znikali ludzie. Hasi okazuje się dziurą w czasie i przestrzeni, w której nie wiadomo, co jest prawdą, a co elementem śląskiej mitologii.
“Hasi” to nie jest typowa książka grozy, jeśli więc szukacie krwawego, niedającego chwili wytchnienia horroru, to nie ten adres. W tej książce autorka skupia się na kilkorgu postaciach, których losy krzyżują się na osiedlu, a także na oddaniu klimatu burzliwych dziejów Śląska, które zaowocowały bogatą, choć momentami okrutną i przerażającą mitologią, pełną duchów i mrożących krew w żyłach legend. Fabuła prowadzona jest powoli, właściwie przez większą część książki jest jej stosunkowo niewiele, bo na pierwszy plan wychodzi wprowadzenie tego niepowtarzalnego, czarnego klimatu. Trzeba nastawić się na to, że tutaj nie jest tak, że wydarzenie goni wydarzenie, a zza każdego rogu wyskakuje upiór. Historia jest zdecydowanie bardziej subtelna, spokojna, wlecze się jak życie miejscowej biedoty - ale nie jest to minusem książki. Wręcz przeciwnie, taka groza nam bardziej przypada do gustu, bo jest tu więcej miejsca dla wyobraźni, a rzeczywistość przedstawiona w książce pochłania i otacza z każdej strony. Odkrywanie tajemnic z kolei daje satysfakcję, a dynamiczny finał jest momentem, w którym następuje absolutna kulminacja wydarzeń.
Gratulujemy Beacie kolejnej świetnej książki i cieszymy się, że powstało coś tak nietypowego - kochamy Śląsk, więc kochamy to, że zaczyna być go coraz więcej w literaturze!
Oj nie tak miało to być….coś, co w założeniu zapowiadało się bardzo, bardzo obiecująco, w ostateczności mocno rozczarowało. Teoretycznie to nie miało prawa się nie udać, horror osadzony w realiach mego ukochanego rodzinnego Górnego Śląska wydawał się aż nadmiarem szczęścia, no ale jednak się nie spodobało , nawet bardzo się nie spodobało. Choć efektowny, twistowy finał niesie nieco nadziei na przyszłość….
+
Katowice, górnicze osiedle Hasi (po śląsku “hasie”), położone w pobliżu opuszczonej kopalni o tej samej nazwie (nazwa “Hasie” na kopalnię??? “Kleofas”, “Wujek”, “Piast”, “Ziemowit”, to ok, ale kto nazwałby kopalnię “hasiem”? No nie Ślązak, Ślązak kopalnię-żywicielkę nazwie z szacunkiem). Trzy domy (dosłownie) i brudne podwórko między nimi. Mieszka tam garstka ludzi, wśród nich wiecznie awanturująca się kłótliwa baba, emeryt górniczy pędzający całe dnie na placu i sączący tanie piwo, a także starsza, poważnie chorująca na cukrzycę (właśnie straciła stopę) kobieta. Jej bratanica, Alicja zaczyna odwiedzać Hasi by pomagać chorej, niesprawnej ciotce. Alicja zapoznaje kilkoro młodych lokalesów, z którymi zaczyna spędzać wolny czas. Roztacza też trochę siostrzaną a trochę matczyna opiekę nad małą, 7 letnią Leną, która spędza prawie cały czas sama na podwórku, zaniedbywana przez alkoholika ojca, samotnie wychowującego dziecko. Sielankowa górnośląska atmosfera zaczyna z biegiem czasu się zagęszczać. Wieczorami i nocami pod oknami Hasi słychać maszerujące grupy. To “wycieruchy”; miejscowi próbują uspokajać że to zwykłe lumpy łażące bez celu, ale Alicja obawia się że to coś więcej… W opuszczonej kopalni ginie bez śladu grupka urbexowych poszukiwaczy rozrywki, wkrótce znika również zmierzła sąsiadka a po niej do grona zaginionych dołącza ojciec Leny. Ostatecznym impulsem jest porwanie dziewczynki. Młodzi decydują się, by coś z tym zrobić. Ich śledztwo ujawnia tajemnice wiążące się z osiedlem i otaczające opuszczony teren kopalni. Badacze dzielą się na dwie grupy, jedna uda się do Domu Spokojnej Starości wysłuchać opowieści pewnego weterana górniczego, druga, nie tracąc czasu, wyrusza wgłąb kopalni Hasi…
+ Hasi ma na szczęście, swoje zalety (i nie myślę tu o zjawiskowo pięknym wydaniu), bez nich bowiem zakończyłbym lekturę wściekły na stracony czas, a tak, to, mimo rozczarowania, czekam, zaciekawiony, zapowiedzianej drugiej części.
Najgorzej wspominam samą lekturę, proces czytania. Wiem, książka ma mnóstwo bardzo entuzjastycznych recenzji, zatem jestem w zdecydowanej mniejszości, ale, nie wiem o co kaman, czytało mi się to OKROPNIE. Męczyłem dosłownie każdy akapit i podczas lektury potężnie walczyłem ze sobą, żeby nie zrobić DNF i nie rzucić książki w kąt. Tylko ośli upór (skoro zacząłem to MUSZĘ skończyć) mną kierował. Coś mi nie pasowało w samym rytmie czytania, w kolejnych zdaniach, akapitach. Nie tylko autorce ale i (jak grubo to grubo) redaktorkom kamyk do ogródka w ten sposób wrzucam, ale na etapie narracji, warsztatu “Hasi” nie funguje, nie działa. Pojedyncze ładne zdania nie sklejają się ze soba, prowadzą w różnych kierunkach, “hamują” wręcz oczy przy czytaniu.
Niezbyt angażujący są również główni bohaterowie, choć tutaj wraz z kolejnymi stronami sytuacja ulegała poprawie, i coraz bardziej można było się wciągnąć w ten świat i zacząć współprzeżywać ich przygody.
Bardzo długo nie potrafiła też przekonać do siebie sama fabuła, pomysł na książkę. Nazwać “Hasi” slow-burnerem to nic nie powiedzieć. Przez pierwsze 300 (z 400!) stron praktycznie nic się nie dzieje, drobne nutki niesamowitości są ledwo dostrzegalne, toną w lepkiej masie obyczajowej opowieści. Gadu gadu, pitu pitu, młodzi piją herbatę, starsi jedzą kołocz i wspominają dawne czasy, czasem pod oknami słychać szurające buty, czasem ktoś jakąś klechdę ludową opowie, ale generalnie podwiewa nudą (jak dodać ten męczący styl to każde spojrzenie na leżącą na szafce książkę powodowało ciężkie westchnienie). Trudno też było bez zdumienia czytać opisy przygód toczących się w kopalni. Sam nie jestem z górniczej rodziny, ale mam pełną świadomość tego, że węgiel jest w naszych kopalniach pieronowo głęboko (600, 800 m pod powierzchnią ziemi) i trudno było mi podczas lektury zrozumieć sceny, w których bohaterowie wchodzą sobie z buta do tej kopalni jak do jakiejś przyblokowej piwniczki.
I do tego absolutnie upiorna “śląsko godka”. Akcja “Hasi” dzieje się w samym sercu robotniczego, górniczego Górnego Śląska (na oko między Katowicami a Chorzowem). Sporo bohaterów (głównie starszych) ma, teoretycznie, godać po ślunsku. Ale właśnie zamiast richtig godać, oni “gadajom” (celowo tak napisałem) jakąś upiorną nowo-mową, mieszaniną przypadkowych słów śląskich, ludowej wiejskiej polszczyzny i języka literackiego. To się czyta naprawdę koszmarnie. Autorka mając świadomość niebezpiecznego terytorium usiłuje tę bombę rozbroić w posłowiu i broni swej decyzji o wygenerowaniu szczególnej “gwary” mającej z jednej strony oddać odrębność Ślązaków a z drugiej być zrozumiałą dla Polaków, ale wyszło bardzo nieprzekonująco. Już nie mówię o hardcorowym ślązaczeniu, wystarczyłoby taką “ligoniową” (od Stanisława Ligonia) “śląsko-polszczyzną” operować, trochę jak Gustlik w Czterech Pancernych. Temat jest tym bardziej bolesny, bo akurat państwo polskie po raz kolejny odmówiło uznania śląskiej godki za język regionalny (w zamian za to oferując jakiś “etnolekt języka polskiego” cokolwiek by to miało znaczyć). Naprawdę, nie trzeba było brnąć w ten śląski, historia broniłaby się (albo i nie) także spisana po polsku, ale jak już wejść w ten temat, to wypadałoby to zrobić dobrze. Jest sporo śląskich autorów, działaczy, aktywistów, fanów, którzy gotowi byliby, nawet w czynie społecznym, pomóc w takich dialogach (po prowdzie somechse w gowie te godki po naszymu ukłodoł, coby chycić trocha sztimungu).
Teraz to co dobre. Główny pomysł bardzo długo nie był przekonujący. Nie dość, że się prawie nic nie działo, to jeszcze idea “zombiaków” włóczących się nocami po górniczym osiedlu nie wydawała się zbyt atrakcyjna. ALE (wszystko co przed “ale” jest g… warte, c’nie?), na koniec Beata Skrzypczak dowiozła. Finał, pełen akcji i świetnych twistów (pal sześć, że, co do głównego kierunku, dużo wcześniej przewidywalnych, no ale jednak), a do tego mroczne, depresyjne zakończenie, sporo nadrobiło. Wprawdzie nie było ono, we mojej ocenie, zbyt sensowne, ale dobry horror wcale nie musi być bardzo logiczny czy pospinany fabularnie. Ma zaskoczyć, spowodować dyskomfort i takie uczucie “ale to jest fajnie zakręcone”. I tak właśnie zaskakuje zakończeniem “Hasi”. To ten dobry finał powoduje, że mimo strasznego narzekania czekam na (zapowiedzianą) kontynuację i liczę, że będzie lepsza (liczę, że nie będą to “kolejne przygody” poznanej ekipy, ona się w końcu mocno “zgrała”, c’nie? (#kmwtw), tylko świeży górnośląski horror z folkową tematyką w tle).
Nie mówię, Hasi zbiera znakomite oceny, bardzo wielu fanom bardzo się podoba, więc na pewno każdy fan grozy powinien takiemu przebojowi dać szansę, ale z mojej perspektywy - mimo dobrego zakończenia, nie spodobało się. I nie będę uciekał w tricki rodzaju “widocznie to nie dla mnie”. Śląski horror, śląski klimat, śląskie bajdy i gatunkowa groza to tematyka jak najbardziej dla mnie, jestem wymarzonym target audience dla takich książek. Wystarczyłoby, żeby nie była dla mnie rozczarowaniem, a jużbym klaskaniem miał obrzękłe prawice. No ale nie mam, niestety…
PS. 1/5 to bardzo surowa ocena, ale ona nie ma stanowić moje próby “obiektywnego” oszacowania wartości książki a wyrazić subiektywne odczucie podczas lektury. A większość czasu męczyłem się okrutnie…
Wow, skończyłem książkę Hasi Beaty Skrzypczak i naprawdę było super. Książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza połowa to rozbudowany prolog — poznajemy bohaterów, ich więzi i codzienność. Druga połowa to już jazda bez trzymanki. Wiele razy miałem ciarki na plecach podczas lektury, a rzadko która książka potrafi wywołać u mnie takie emocje.
Hasi to małe osiedle na Śląsku, położone przy starej, nieczynnej kopalni. Za dnia wszystko wydaje się normalne: dzieciaki kopią piłkę, a osiedlowy monitoring czepia się o każdy hałas. Myślisz, że chciałbyś tam zamieszkać… Ale po zmroku? Lepiej, żeby Pan Bóg miał cię w swojej opiece. Nocą na ulice wychodzą „wycieruchy”, słychać krzyki ich ofiar, a ty czujesz się wiecznie obserwowany.
Dużym plusem książki jest klimat — od pierwszych stron czujesz, że przenosisz się na Śląsk. W wielu dialogach pojawia się lokalny dialekt, a do tego dochodzą liczne odniesienia do mitologii i ludowych podań.
Myślę jednak, że to nie jest pozycja dla każdego. Osoby, które potrzebują ciągłej akcji, mogą się chwilami nudzić, bo tempo nie zawsze jest równe.
Podsumowując — pani Beata świetnie ukazała śląską mitologię, mistrzowsko buduje klimat, a sceny napięcia są naprawdę znakomite. Miałem jednak moment, w którym musiałem złapać się za głowę. W jednej ze scen rozmowy między Gerdą i Hubertem, gdy pojawia się wątek pieniędzy, bohater używa słowa vdolce. Zabrzmiało to dość niefortunnie.
Nie zmienia to jednak faktu, że książka dostaje ode mnie 8/10. Jeśli w moje ręce trafi jeszcze jakaś powieść pani Beaty Skrzypczak — na pewno ją przeczytam.
Co to była za świetna historia... Nigdy nie zagłębiałem się w mitologię śląską, nawet o tym nie myślałem, ale ta książka bardzo mnie do tego zachęciła.
Już sam opis ,,Hasi" wyjątkowo mnie zaintrygował. Horror, śląsk i mroczne legendy - czy istnieje coś lepszego? Nigdy nie czytałem historii w jakimkolwiek stopniu podobnej do tej. Widać, że autorka darzy Śląsk ogromną miłością i jest do niego przywiązana, o czym świadczą naprawdę ciekawe, intrygujące opisy.
Mrok. To kolejny mocny punkt tej historii. Tak samo jak nawiązania do mitologii śląskiej, które stanowią zdecydowanie mój ulubiony element książki. Warto wspomnieć także o stylu pisania autorki, która umiejętnie wplata gwarę śląską do dialogów bohaterów, którzy zostali znakomicie wykreowani!
Z niecierpliwością czekam na kolejną część i inne horrory spod pióra autorki!
Wypowiedzi starszych bohaterów są prowadzone po śląsku, ale w niesamowicie przystępny sposób. Zapis fonetyczny ułatwia odbiór tekstu czytelnikom nie zaznajomionym z gwarą. Na świat przedstawiony patrzymy oczyma różnych postaci co nadaje fabule szerszą perspektywę. Historia ma dosyć dużą dawkę grozy, śląskiego folkloru jak i skrywa wiele tajemnic. Mimo 420 stron historii tekst czyta się szybko, płynnie i jest to zasługa dobrze poprowadzonych wątków. Jestem zakochana w „Hasi” nieodwołalnie! Każdy bohater ma swój unikalny charakter, a ich przemiana jest naturalna i autentyczna. Jeśli ktoś pomyśli, że Maciechowska jest przerysowana…to się grubo myli (tak, spotkałam taką właśnie panią). Świetna pozycja na jesienne wieczory!
Ciężko mi się to czytało. Ilość rozdziałów na 2/3 strony sprawiała, że miałam gigantyczny problem z wciągnięciem się w fabułę. Wiem, że ma byc następna część, ale ilość dziwnych i niewyjaśnionych wątków jest trochę męcząca :((
🏚️🌕 Hasi autorstwa Beaty Skrzypczak to powieść, która niczym echo wydobywające się z kopalnianego szybu rozbrzmiewa długo po jej zakończeniu. Autorka przenosi czytelnika do serca Górnego Śląska – w miejsce, gdzie ceglane familoki pamiętają jeszcze głosy górników, a każdy zakamarek zdaje się szeptać dawne legendy. Hasi to osiedle, które żyje – oddycha, milczy, patrzy. To nie tylko tło fabuły, ale jeden z bohaterów, pełen tajemnic, melancholii i mroku. Skrzypczak w niezwykle sugestywny sposób łączy realizm społeczny z elementami grozy i śląskiej mitologii, tworząc opowieść, która wciąga jak gęsty dym unoszący się nad hałdami węgla.
🏚️🌕 Główne postacie – Alicja, Piotr, Hubert i Gerda – to ludzie z krwi i kości, wpisani w trudną codzienność regionu, który dawno przestał być centrum przemysłowego świata. Każde z nich niesie własny ciężar – wspomnienia, żal, tajemnice – a jednocześnie są spleceni z losem Hasi, osiedla, które zdaje się mieć duszę. Gdy zaczynają dziać się rzeczy wymykające się racjonalnemu wytłumaczeniu, granica między rzeczywistością a legendą zaczyna się zacierać. Skrzypczak prowadzi czytelnika przez ten świat z wyczuciem i dramaturgią, stopniowo odkrywając warstwy przeszłości, które nie pozwalają bohaterom zaznać spokoju.
🏚️🌕 Największym atutem powieści jest atmosfera. Autorka mistrzowsko buduje klimat niepokoju, balansując między nostalgią a grozą. Opisy są tak sugestywne, że niemal czuje się chłód starych klatek schodowych, zapach stęchlizny i dymu z pieców kaflowych. Śląska gwara, wpleciona w dialogi z niezwykłą delikatnością, dodaje autentyczności, a jednocześnie podkreśla lokalny charakter opowieści. Widać, że Beata Skrzypczak zna i kocha ten region – każde zdanie brzmi jak hołd złożony ziemi, która mimo ran wciąż tętni życiem. Dzięki temu Hasi to nie tylko horror, lecz także opowieść o tożsamości, pamięci i więziach, które przetrwały mimo upływu lat.
🏚️🌕 Mitologia śląska, którą autorka tak umiejętnie wplata w fabułę, stanowi serce tej historii. Płonniki, strzygonie, duszki kopalniane – wszystkie te istoty stają się nie tylko ozdobą fabuły, ale też metaforą ludzkich lęków i pragnień. W świecie Skrzypczak legendy nie są martwymi opowieściami z przeszłości, lecz wciąż żywymi siłami, które przenikają codzienność mieszkańców Hasi. Dzięki temu powieść zyskuje wymiar symboliczny – pokazuje, że przeszłość, nawet ta zaklęta w ludowych opowieściach, nigdy naprawdę nie znika. Wraca, gdy zapominamy, kim jesteśmy. ㅤ 🏚️🌕 W warstwie emocjonalnej Hasi to również historia o samotności i pragnieniu bliskości. Bohaterowie, choć zmagają się z nadprzyrodzonymi zjawiskami, są przede wszystkim ludźmi zagubionymi w świecie, który ich zapomniał. Stare osiedle staje się odbiciem ich stanów ducha – miejscem, gdzie coś się kończy, ale może też się odrodzić. Wątek Alicji i Piotra niesie subtelny, ludzki dramat, a przy tym pozwala odczuć, że nawet w najciemniejszych miejscach można odnaleźć iskierkę nadziei. To właśnie ten kontrast między brutalnym realizmem a metafizycznym pięknem sprawia, że książka działa tak intensywnie. ㅤ 🏚️🌕 Hasi Beaty Skrzypczak to niezwykłe połączenie horroru, realizmu i poetyckiej refleksji nad miejscem, z którego się pochodzi. To powieść, w której groza wyrasta z codzienności, a magia miesza się z pyłem węglowym. Autorka udowadnia, że Śląsk może być nie tylko tłem, ale pełnoprawnym bohaterem literackim – miejscem, gdzie pamięć, tradycja i lęki tworzą własną mitologię. To książka, która urzeka językiem, klimatem i głębią, a przy tym nie pozwala o sobie zapomnieć. Hasi to nie tylko podróż w głąb legend, ale też w głąb ludzkiego serca – mrocznego, kruchego i nieustannie głodnego światła jak i ciepła.
Od pierwszej strony czuć, że w tej dzielnicy coś jest nie tak - jakby powietrze było cięższe, mrok zapadał zbyt szybko, a mieszkańcy tworzyli zamknięty ekosystem, niechętny obcym. Szybko staje się jasne, że Hasi żyje własnym życiem, a jego przeszłość wcale nie zamierza pozostać w cieniu.
Szóstka bohaterów związanych z osiedlem próbuje odkryć, kim są tajemnicze Wycieruchy i dlaczego starsi mieszkańcy po zmroku nie opuszczają swoich mieszkań, unikając nawet wyglądania przez okna. Kolejni ludzie tracą zmysły, a oni sami czują, że ktoś nieustannie ich obserwuje. Bezpieczeństwo? To słowo w Hasi przestaje mieć znaczenie.
Beata Skrzypczak stworzyła opowieść o klimacie, który momentami przypomina Kinga. Jeśli "Lśnienie" albo "To" wywołały u Ciebie ciarki - "Hasi" zrobi to samo. A zakończenie? Totalnie mrozi krew w żyłach. Informacja, że autorka planuje drugi tom, tylko podsyca ciekawość, zwłaszcza że podjęła fabularnie odważne decyzje, mogące poprowadzić historię w nieoczywistym kierunku.
Byłam na Śląsku kilka razy - mój mąż ma tam rodzinę - i zwiedzałam kopalnie oraz sztolnie. Ten chłód, echo korytarzy, historia wisząca w powietrzu… dokładnie to czuć podczas lektury. Nic dziwnego, że szukałam Hasi na mapie, pewna, że musi istnieć. Moje zdziwienie było ogromne, gdy w posłowiu przeczytałam, że… to fikcja.
"Hasi" jest pełne śląskich legend i podań, które tu przybierają namacalną, niepokojącą formę. Nocne mary wychodzą z cienia, a nawet dzieci nie mogą czuć się bezpiecznie. Bohaterowie muszą je ocalić - tylko pytanie: jaką cenę przyjdzie im zapłacić? I czy dziewczynkę da się jeszcze uratować?
Moją ulubioną bohaterką jest Gerda - młoda dziewczyna z wytatuowanym bluszczem na szyi, zmuszona do opiekowania się młodszym rodzeństwem i coraz bardziej tracącą kontakt z rzeczywistością matką. Zarabia sprzątając biura i marzy o wyrwaniu się z Hasi razem ze swoim chłopakiem Hubertem. Razem z resztą znajomych próbuje zrozumieć, co dzieje się w ich dzielnicy... i zapłaci za to wysoką cenę.
Beata świetnie oddała klimat śląskiej kultury, gwary i legend, sprawiając, że Hasi staje się pełnoprawnym bohaterem, a nie tylko tłem wydarzeń. To żywy organizm - zapomniany, nieufny wobec obcych, pomijany nawet przez policję, która od lat traktuje mieszkańców jak dziwaków.
W tym wszystkim na terenie dawnych kopalń dochodzi do tajemniczych zaginięć. Kolejne osoby przepadają bez śladu, ale ich ciał nikt nie widział. Co tam się dzieje? Czy Wycieruchy to zjawy z legend, czy może sekta wierząca w dawne upiory i wykorzystująca strach mieszkańców? Jedno jest pewne - w Hasi nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Vesper.
✨️ Q: Lubicie czytać książki, w których lokalna kultura danego miejsca gra główne skrzypce?
🖤 Co jak co, ale tego, że ta książka stanie się moją ulubioną książką tamtego miesiąca, zupełnie się nie spodziewałam. Oczywiście, byłam zaciekawiona tym tytułem, i to już od jakiegoś czasu. Miałam jednak przeczucie, że albo zapałam do niego ogromną miłością, albo nawet nie dotrwam do samego końca. Na szczęście, wydarzyła się ta lepsza z wersji tego scenariusza.
🖤 Autorka swoim językiem sprawiła, że naprawdę poczułam ten klimat, kulturę i przysypane pyłem węglowym tajemnice śląskiej ziemi. Mrok, niepokój i swego rodzaju zatrzymanie w czasie- właśnie to charakteryzuje Hasi, stare osiedle górnicze, poniekąd zapomniane przez całą resztę świata. Zdawałoby się, że ten już dawno pominięty przez wszystkich skrawek ziemi niczym ciekawym nie może się wyróżniać. A jednak... to właśnie tam legendy, dawne dzieje i tajemnice, nie chcą dać o sobie zapomnieć. Alicja, Piotr, Hubert oraz Gerda, ludzie wplątani w sieć niewyjaśnionych zjawisk, wpadają w sidła legend, które powracają i znów gorączkowo domagają się należytej im uwagi. Co czai się wśród starych kamienic Hasi? Czy w ogóle zważając na swoje bezpieczeństwo, warto to odkrywać?
🖤 Wszystko tutaj dzieje się stopniowo. Ot zwyczajne życie zwyczajnych ludzi. Dopiero z czasem, jako czytelnicy, zaczynamy dostrzegać, że coś tutaj nie gra- i to bardzo. Zauważamy, że jak dotąd skrzętnie maskowany przez naszych bohaterów lęk i niepokój, powoli zaczyna wychodzić na światło dzienne. Tajemnice, które przed nami ukrywali nie będą już dłużej trwały w ukryciu. Nie wiemy jednak, co powoduje ten strach i wszystkie inne emocje, które wraz z biegiem książki również zaczynamy odczuwać. Skąd bierze się to niebezpieczeństwo? Co tak na prawdę kryje śląska ziemia?
🖤 Kultura, zwyczaje, język i przede wszystkim ludzie- mieszkańcy Hasi, mają tutaj ogromne znaczenie. To wszystko razem tworzy klimat, który jest nie do podrobienia. Stare, zakurzone i przez wszystkich zapomniane osiedle musi bowiem jakoś funkcjonować, niezależnie od tego, czy ktokolwiek jeszcze o nim pamięta. Mury kamienic i opuszczone kopalnie to, jak się okazuje, idealne miejsce akcji dla tego typu niepokojącej historii. Tutaj zło czai się w mroku, lecz z czasem nie boi się wychodzić również na światło dzienne.
🖤 Bardzo polecam Wam tą książkę. Szczególnie tym, którzy tak jak ja, myśleli że ten tytuł nie jest dla nich. Dajcie jej szansę- a nuż dacie się wciągnąć w niesamowitą, aczkolwiek przerażającą, historię.